przymrozki
20.05.18, 11:46
Gabrysia primo voto Borejko. Jest to tutaj, na forum, postać bardzo popularna. Dyskutowałyśmy o Gabie nie raz, diagnozowałyśmy u niej już chyba wszystkie możliwe zaburzenia, oskarżałyśmy ją o wiele niegodnych czynów i masowo kpiłyśmy z betonowości jej centrum. I pięknie. Skutkiem tych działań jest jednak to, że nie umiemy spojrzeć na Gabę świeżym okiem, przeciwnie, oko nasze jest nieświeże.
Dlatego zachęcona sąsiednimi wątkami o Róży, wykonałam eksperyment myślowy – co by było, gdyby „Ciotka” była moją pierwszą książką z serii. Co bym pomyślała o Gabrieli, czy uznałabym, że dobry z niej człowiek. I, moim zdaniem, z „Ciotki” wyłania się obraz jakiegoś podłego Gabona.
Bo Gabunia.
1. Gdy jest w Oxfordzie, nie daje znaku życia i wyłącza telefon wiedząc, że rodzina się martwi. Robi to celowo (wie, że się martwią) i to na dodatek z bezsensownego powodu. Żeby nie było wątpliwości, to jasne, że nie chce zdradzać prawdy o kłopotach Róży, skoro ta wyraźnie sobie tego nie życzy. Ale mail o treści „cześć, w Oxfordzie piękna pogoda, dziś jedziemy z Karolkiem do wesołego miasteczka, co u was?” uciąłby obawy rodziny, a nie zdradziłoby sekretu Pyzy.
2. Zostawiła Agnieszkom mieszkanie, żeby mogli zostać gospodarzami na swoim, po czym zainstalowała im w tymże mieszkaniu troje lokatorów. A wiemy, gdzie się poniewiera ten, kto daje i odbiera. Zupełnie na marginesie pozostaje fakt, że to mieszkanie nie było jej. Więc mogła sobie robić prezenty.
3. Wątek nacisków na Różę, żeby dała sobie spokój z nadzieją na poukładanie spraw z mężem już tu na forum wałkowałyśmy wielokrotnie.
4. Przyznała sobie prawo do bezpodstawnej negatywnej oceny zięcia, a nawet działania wbrew jego interesowi jako ojca i męża, bo przecież takie jest prawo teściowej. No chyba takiej z kawałów. W świecie ludzi spełniających podwyższone kryteria moralne (a tak nam przedstawiono Gabrielę w poprzednich tomach) teściowa może nie kochać zięcia jak własnego syna i może stanąć po stronie córki w konflikcie małżeńskim. Ale nie powinna tych konfliktów ani wywoływać, ani zaogniać.
5. Owszem, nad Różą się trzęsła, że biedna i porzucona. Nakazała też trząść się mężowi. Ale w zasadzie ani jednej myśli nie poświęciła wnukom, chociaż dla nich przeprowadzka do obcego kraju i rozstanie rodziców musiało być trzęsieniem ziemi. Na dodatek dzieci nie mogły liczyć na wsparcie matki, która majaczyła gdzieś między migreną a depresją (zdarza się, Róża przecież nie zachorowała komuś na złość, nie do niej mam pretensje). Czyli Mila i Karolek zostali z tym wszystkim sami. I jeszcze musieli udawać przed rodziną, że wszystko jest OK (Gaba zarządziła przedstawienie dla starszych państwa Borejków, żeby się nie martwili, biedacy, wiedza o problemach małżeńskich wnuczki na pewno by ich zabiła). Kochana babunia!
6. W Anglii doświadczyła pomocy ze strony Hildegardy i jej męża, mieszkała u nich jakiś czas. Nie raczyła jednak zadać sobie nawet tyle trudu, by nauczyć się imienia swojego gospodarza. W mailach pisze, że nie dało się go zapamiętać. To jak on miał na imię, Rumpelstiltskin?
7. Nie widać u niej ani cienia zainteresowania wnuczką w drodze. Mieszkając pod jednym z dachem z ciężarną, ona, matka trójki dzieci nie zauważyła, że synowo nie chodzi do lekarza. Nie zapytała o zdjęcie z USG (de wołowa Grześ mógł uwierzyć na słowo, że będzie chłopiec).
8. I w tym wszystkim jej wewnętrzne monologi, jak to ma dość bycia centrum, na które wszyscy zawsze mogą liczyć. Jak jakaś atencyjna zołza.