Dodaj do ulubionych

Refleksje Pyzy?

28.05.18, 18:36
Ani Feblika, ani Ciotki nie czytałam, ale z forumowych dyskusji wnioskuję, że Fryc znów jakiś numer wywinął i Pyza, chwilowo lub nie, jest porzuconą matką dwójki dzieci. Z związku z tym pytanie: czy gdzieś zaczynają jej się pojawiać myśli o przyszłości? Takie konkretne, nie abstrakcyjna budka z kurczakami? Na zasadzie: cholera, co ja teraz zrobię? Fryc alimentów nie będzie przecież płacił do końca świata, a ja nie mam wykształcenia, zawodu, żadnego doświadczenia...
Miga gdzieś coś takiego?

P.S. Żebrzę bezczelnie: czy jakaś dobra dusza zechciałaby mi te dwa ostatnie tomy streścić? Słowo honoru, nie posiadam potomstwa spragnionego darmowych wypracowań ;).
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Refleksje Pyzy? 28.05.18, 18:44
      lululemon12 napisała:

      > Ani Feblika, ani Ciotki nie czytałam, ale z forumowych dyskusji wnioskuję, że F
      > ryc znów jakiś numer wywinął i Pyza, chwilowo lub nie, jest porzuconą matką dwó
      > jki dzieci. Z związku z tym pytanie: czy gdzieś zaczynają jej się pojawiać myśl
      > i o przyszłości? Takie konkretne, nie abstrakcyjna budka z kurczakami? Na zasad
      > zie: cholera, co ja teraz zrobię? Fryc alimentów nie będzie przecież płacił do
      > końca świata, a ja nie mam wykształcenia, zawodu, żadnego doświadczenia...
      > Miga gdzieś coś takiego?
      >
      > P.S. Żebrzę bezczelnie: czy jakaś dobra dusza zechciałaby mi te dwa ostatnie to
      > my streścić? Słowo honoru, nie posiadam potomstwa spragnionego darmowych wyprac
      > owań ;).
      >
      >


      Że co Pyzy? Przeceniasz ją mocno. Pyzaura nie ma refleksji, ona daje się przesadzić na Rusfelta jak kapuściana rozsada, po czym zajmuje się wyłącznie prasowaniem niemowlęcych ciuszków i piastowaniem noworodka, wszelka myśl o własnym życiu, małżeństwie, ba, nawet własnych dzieciach zamiotlszy głęboko pod dywan.
      • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 28.05.18, 20:52
        Genau ! Nie poznajemy ANI JEDNEJ mysli Pyzy, nawet myslatka, nawet cienia myslatka.
        Co wywinal Fryc - uwaga ! - nie wiemy, poniewaz jedyne zrodlo to isynuacje, nie wyrazone zreszta jasno, ponownie uwaga ! - Gaby. Ktora ani Fryca nie widziala, ani z nim nie mowila, ani nic nie wie.

        Lulu, chetnie bym Ci ... ale tego sie strescic nie da. To zbior obrazkow i nic wiecej.
        Tak najkrocej - Jozwa poznal dziewoje, uboga i chedoga, na widok 17-latki juz on i Ida wiedza, ze to przysza Palysowa. Co tez sie stalo. Jozwa nadal nie mowi, jego panna takoz.
        Igstryba spotkal kolezanke z gimnazjum i nagla milosc go naszla i ja tez - ona sklocona z rodzina zostala wyrzucona z domu siostry, a do matki níe chce, on z kolei ma zlamane serce po Magdzie ( ale szybko mu sie zrasta), tak ze dla obojga bardzo w pore sie ta milosc zjawila. Po dwoch dniach narzeczeni.
        Cztery lata pozniej, w CZ, Jozwa wlasnie sie zeni, a IGS jest zonaty juz od roku i wlasnie sie rozmnaza. Nadal jest miagwa. Gabony postanawiaja wyniesc sie z Rusfelta, motywujac to tym, ze mlodym trzeba dac dom i swobode, wiec przenosza sie do Pulpy, juz na stale. Pulpa nie posiada sie z radosci, ze do rodzicow, ktorzy juz tam sa na stale, dojdzie betonowa siostra i rodzina znow bedzie skompletowana wokol centruma.
        To z grubsza to, co sie dzialo w ostatnich trzech tomach.
        • lululemon12 Re: Refleksje Pyzy? 28.05.18, 21:22
          Merci za krótkie podsumowanie :).
      • zla.m Re: Refleksje Pyzy? 30.05.18, 09:12
        bupu napisała:

        >
        > Że co Pyzy? Przeceniasz ją mocno. Pyzaura nie ma refleksji, ona daje się przesa
        > dzić na Rusfelta jak kapuściana rozsada, po czym zajmuje się wyłącznie prasowan
        > iem niemowlęcych ciuszków i piastowaniem noworodka, wszelka myśl o własnym życi
        > u, małżeństwie, ba, nawet własnych dzieciach zamiotlszy głęboko pod dywan.
        >

        Chciałam wnieść votum separatum. NIE WIEMY czy, co i o kim Róża myśli, co robi, czy próbuje się kontaktować z Frycem, czy i o czym rozmawia z dziećmi itp. Bo ponieważ dlatego albowiem, że autorka ani razu nam tego nie pokazuje. Raz widzimy Różę z dziećmi - przy przyjeździe. Potem dzieciaki faktycznie głównie są "zniknięte" u drugiej babci. I, faktycznie, nie ma słowa o tym, że Róża: robi zakupy meblowe dla dzieci, żąda (hehehe) dla nich miejsca do spania i nauki, pyta, gdzie będą spać, martwi się o ich szkołę, aklimatyzację, język, kota... Nie ma też tak naprawdę tych dzieci, odzywają się tylko kilkoma słowy bezpośrednio po przyjeździe i tyle.

        Już chyba gdzieś pisałam - równie dobrze zamiast Róży mogłaby być stara piastunka pomagająca młodej matce. I w sumie, gdyby pani MM napisała Agnieszce jakąś nianię, co się nią zajmowała w dzieciństwie (bo matka-artystka to wiadomo, nie umiała i nie chciała) i teraz jest "przy panience" to by chyba więcej sensu było, a rolę w powieści spełniłaby dokładnie taką samą.
        • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 30.05.18, 11:21
          zla.m napisała:

          > Chciałam wnieść votum separatum. NIE WIEMY czy, co i o kim Róża myśli, co robi,
          > czy próbuje się kontaktować z Frycem, czy i o czym rozmawia z dziećmi itp. Bo
          > ponieważ dlatego albowiem, że autorka ani razu nam tego nie pokazuje.


          Wszelako myslenie skutkuje postepowaniem... sadzac z tego, co Roza robi i co zostalo nam pokazane lub opowiedziane przez innne postacie - o swojej przyszlosci i zwlaszcza o swoich dzieciach ona nie mysli. Ani odrobiny. Inni ja obsadzaja w roli, Roza gra. Dla innych jej dzieci sa nieistotne, dla niej tez sa lub staja sie takie.



          > Już chyba gdzieś pisałam - równie dobrze zamiast Róży mogłaby być stara piastun
          > ka pomagająca młodej matce. I w sumie, gdyby pani MM napisała Agnieszce jakąś n
          > ianię, co się nią zajmowała w dzieciństwie (bo matka-artystka to wiadomo, nie u
          > miała i nie chciała) i teraz jest "przy panience" to by chyba więcej sensu było
          > , a rolę w powieści spełniłaby dokładnie taką samą.

          O NIE ! Zadna piastunka, zadna osoba z zewnatrz ! Przeciez nie chodzi o pomoc tej melepecie, tylko o Beton na Rusfelta, a to moze byc tylko ktos z klanu.
          >
          >
          • briar_rose Re: Refleksje Pyzy? 24.04.19, 21:13
            tt-tka napisała:


            > > Już chyba gdzieś pisałam - równie dobrze zamiast Róży mogłaby być stara p
            > iastun
            > > ka pomagająca młodej matce. I w sumie, gdyby pani MM napisała Agnieszce j
            > akąś n
            > > ianię, co się nią zajmowała w dzieciństwie (bo matka-artystka to wiadomo,
            > nie u
            > > miała i nie chciała) i teraz jest "przy panience" to by chyba więcej sens
            > u było
            > > , a rolę w powieści spełniłaby dokładnie taką samą.
            >

            O, taka Zuzanna Baker z cyklu o Ani! :D Może by ona ogarnęła to całe towarzystwo, bo i wygadana była, a na odwadze jej też nie zbywało.
            • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 24.04.19, 21:29
              Przepraszam, ale to nie ja pisalam. Przeciwnie, bylam temu pomyslowi przeciwna - stara piastunka moze uslugiwac, ale na pewno nie pouczac Strybe ani gonic do lekarza. To moze robic tylko osoba z klanu, nikt spoza. Rozany borejczy promyczek tak, Zuzanna Baker w zadnym wypadku.
    • sayoasiel Re: Refleksje Pyzy? 28.05.18, 21:19
      Ja tak offtop, cały temat jest w sumie obgadany w wątku "Co z tą Rożą ? "...przygnał mnie tu piękny tytuł. Czy forumowe poetki nie mogłyby ułożyć jakiegoś cudnego limeryka o refleksjach Pyzy ?
      • lululemon12 Re: Refleksje Pyzy? 28.05.18, 21:30
        Dziękuję za link, poczytam :). Naści w zamian naprędce sklecony limeryk:

        Pewna Pyza cielęca z Poznania
        talent miała do ignorowania
        wszelkich życia trudności,
        a od samodzielności
        uciekała wciąż do prasowania.
      • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 28.05.18, 21:38
        Pewna Pyza, ogromnie rozana
        nie myslala od rana do rana
        i tak od lat juz wielu.
        Na rodzinnym weselu
        wiecej mysli miesci wnetrze dzbana.
      • bupu Re: Refleksje Pyzy? 28.05.18, 22:08
        Była pewna Pyza z Poznania
        Co głowy nie miała do rozmyślania
        O swych dzieciach, o życiu
        O małżeńskim pożyciu
        I miast myśleć brała się do prasowania.
        • sayoasiel Re: Refleksje Pyzy? 28.05.18, 23:21
          Kocham to! ...przykre, że tak mało można powiedzieć o Pyzie. Jeśli całe Twe życie może podsumować limeryk, wiedz,że coś się dzieje.
      • lululemon12 Re: Refleksje Pyzy? 29.05.18, 07:17
        Pewna pnąca Różyczka z Oksfordu
        na swym mózgu dokonała mordu
        ledwo myśl się pojawi
        a już Pyza ją dławi
        aby w życiu uniknąć dyskordu.
      • przymrozki Re: Refleksje Pyzy? 30.05.18, 09:20
        Kwiiiiiiik! Ja też, ja też!

        Pewna Pyza z zachodu Europy
        Raz przywiozła do Poznania szopy
        Spały na materacy
        Sama Pyza na kacu
        Na refleksję szczędziła poty.
    • mia0418 Re: Refleksje Pyzy? 29.05.18, 00:07
      No to ja się dołączę i zadbam o streszczenia, może nie limerykowate, ale nadal wierszowate ;)

      Streszczenie Feblika:

      Pewna blada Miągwa z Poznania
      wybierała się do swego zakochania
      jechała i się zdziwiła
      bo McDusia rzuciła
      zastąpiła ją Aga od sztuki malowania.

      Borejków klan z Roosevelta
      na wsi już się pałęta
      a na rozmowy wnuczków
      rzucają TY NIEDOUCZKU
      bo w klanie trzeba mieć inteligenta.

      Streszczenie Ciotki:

      Pewną Norę trzpiotkę
      trapioną przez ciotkę zgryzotkę
      obleśność odrzucała
      przed nią się wzbraniała
      lecz cień swej ambicji
      porzuci na rzecz tradycji
      żeby starą panną w przyszłości nie została.

      Z Borejków siostry cztery
      kompletują litery
      i w maile je składają
      bo Fatum przeganiają
      żeby na ślubie Józinka nie wyszły z nich sknery.

      KONIEC
    • przymrozki Re: Refleksje Pyzy? 30.05.18, 09:12
      Róża cały czas jest elementem tła. Nigdy nie patrzymy na świat z punktu widzenia jej narracji, ona się chyba nawet nie odzywa (jeżeli dobrze pamiętam, jedyne jej słowa w całej książce, streszczone i przedstawione w mowie zależnej, to tłumaczenie dzieciom w samochodzie, co widzą za oknem, propozycja usmażenia naleśników, gdy gotowany przez Ignasia obiad okazał się niejadalny oraz rady dla Agnieszki jak spać z niemowlęciem). Chyba oprócz sceny w samochodzie nie widzimy jednocześnie jej i dzieci. Kiedy akcja przenosi na Roosevelta i dzieci trzeba by jakoś pokazać lub przynajmniej wytłumaczyć ich nieobecność, okazuje się, że małe Szopy poszły z wizytą do drugiej babci.

      Mili i Karolka też nie widzimy zbyt wiele. Karolka ukazano nam dwukrotnie jako postać antypatyczną (raz wytyka Grzesiowi siwiznę i pluje gumą na podłogę, drugi raz jako marudę ocenia go Ida, nie wiemy, na jakiej podstawie). Mila zaś stwarza sytuację, w której poznajemy granice erudycji Idy, bo to z jej okazji dochodzi do słynnej już pomyłki w cytowaniu ("ja i ty jesteśmy jednej krwi", które Ida łączy niesłusznie z "Białym kłem"). Sama historia porozumienia Mili i Idy jest jak miłość Józka i Doroty względnie Laury i Naszpana - jedno spojrzenie i wszystko stało się jasne.

      Nawiasem pisząc, pamiętacie jak Róża odgrażała się w myślach, jak to rodzinie oko zbieleje na widok manier małej Mili? Ja wiem, że to każda matka tak myśli, a potem okazuje się, że dwulatka jednak nie da się nauczyć sztuki eleganckiej konwersacji. Ale chyba można nauczyć siedmiolatka, żeby nie pluł gumą na podłogę w pomieszczeniach użyteczności publicznej?

      • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 30.05.18, 11:07
        przymrozki napisała:


        > Nawiasem pisząc, pamiętacie jak Róża odgrażała się w myślach, jak to rodzinie o
        > ko zbieleje na widok manier małej Mili? Ja wiem, że to każda matka tak myśli, a
        > potem okazuje się, że dwulatka jednak nie da się nauczyć sztuki eleganckiej ko
        > nwersacji. Ale chyba można nauczyć siedmiolatka, żeby nie pluł gumą na podłogę
        > w pomieszczeniach użyteczności publicznej?
        >

        Mozna, ale plucie guma u Borejkow jest przyjete i nie swiadczy o zlych manierach - juz raczej jest niedostrzegane.Tam wielu zuje i pluje. Karolek naplul przynajmniej na wlasny but w przeciwienstwie do 19-letniej Pulpy, ktora splunela guma na buty Marcelka. I do 25-letniej Laury, ktora wypluta gume przylepia do filizanki.
      • zachariasz93 Re: Refleksje Pyzy? 30.05.18, 14:26
        > raz jako marudę ocenia go Ida, nie wiemy, na jakiej podstawie).

        W rodzinie B. koszmarne jest jak siostry i babcia nawzajem oceniają wnuki i dzieci. Milicja o Laurze, Ida o małym IgStrybie (jeszcze Motylu), teraz nawet Grzegorz i Ida o Karolku. Jak tak można? Na dzieci w normalnych domach patrzy się inaczej. Z troską i zrozumieniem, jak na bliską istotkę, która dopiero się kształtuje, która ma prawo się pogubić, a na pewno się ich nie ocenia i nie generalizuje. 50-letnia baba ocenia kilkuletniego siostrzeńca, jeszcze małe dziecko, w taki sposób, że głośno o tym mówi? Na miejscu Róży, gdybym to usłyszała, bym komuś dała po torbie. Nawet o dalekiej rodzinie mówi się "ta walnięta ciotka", ale się nie wchodzi w szczegóły. Wiem, że był już o tym osobny wątek, ale jeśli według MM to jest wzór kochającej się rodziny, to ja studiowałam z Sucksem.


        "Inteligencja" z mentalnością przekupy. Tfu!
    • kajaanna Re: Refleksje Pyzy? 30.05.18, 21:07
      Pyza i zastanowienie się nad sobą i swoim życiem? Wolne żarty.
      W Anglii była "przy mężu" i tym żyła.
      Była światłem odbitym od gwiazdy Frycka.
      Dla kogoś, kto poszedł khę... na astrofizykę bycie odbiciem światła powinno dać do myślenia.
      ***
      Ale nie dla Róży!
      Ona grzecznie pakuje manatki i wraca do Poznania. Nawet nie myśląc o dzieciach. "A co tam dzieci! Pójdą do Żeromszczaka, jak my wszyscy i wyjdą na ludzi:"


      • marutax Re: Refleksje Pyzy? 31.05.18, 12:12
        kajaanna napisała:

        > Pyza i zastanowienie się nad sobą i swoim życiem? Wolne żarty. W Anglii była "przy mężu" i tym żyła.
        > Była światłem odbitym od gwiazdy Frycka.

        To akurat powtórka z wcześniejszych tomów, czyli tych, w których MM postanowiła zrobić z Pyzy tło dla Tygryska. A zarazem przeciwieństwo siostry, co dało efekt podobny do sytuacji Bebe, która chciała być inna niż Józefina i kiepsko na tym wyszła bo "Józefina miała wszystkie możliwe cechy charakteru i usposobienia, oprócz chłodu, spokoju i opanowania. Jeśli człowiek chciał się od niej różnić, nie miał zbyt dużego wyboru środków." MM dała Laurze wszystkie barwne, energiczne cechy (wady i zalety), a dla Pyzy zostały ciepłe kluchy.

        Pomysł zestawiania Róży i Laury był wybitnie nietrafiony także dlatego, że Autorka dla jego potrzeb cofnęła Pyzę w rozwoju. Około trzy lata to dla dzieci/nastolatek duża część życia. !5-to i 12-to latka będą miały inne zainteresowania, innych znajomych, inną dojrzałość. MM tymczasem uparła się, żeby Pyziakówny zachowywały się jak rówieśniczki, co zaowocowało zrobieniem z Laury lolitki, ale i zdziecinnieniem Pyzy. Między Różą i Laurą jest podobna różnica wieku co między Gabą a Idą, a przecież w żadnym z wczesnych tomów siostry nie były kreowane na rówieśniczki ani nie były dla siebie punktem odniesienia. Cały czas różnica wieku była widoczna. Owszem, Ida należała do ESD, ale jako młodsza siostra Gaby.
        • przymrozki Re: Refleksje Pyzy? 01.06.18, 08:26
          marutax napisała:

          > To akurat powtórka z wcześniejszych tomów, czyli tych, w których MM postanowiła
          > zrobić z Pyzy tło dla Tygryska.
          (...)
          > MM dała Laurze wszystkie barwne, energicz
          > ne cechy (wady i zalety), a dla Pyzy zostały ciepłe kluchy.
          >
          > Pomysł zestawiania Róży i Laury był wybitnie nietrafiony także dlatego, że Auto
          > rka dla jego potrzeb cofnęła Pyzę w rozwoju.

          Przy czym to wszystko jest akurat o tyle do obrony, że prowadzone jest konsekwentnie. Róża nigdy nie miała momentu intelektualnego błysku. Wszystko co robiła było bezmyślne i infantylne (nawet okoliczności poczęcia Mili, no kaman, kobieta, lat 22, studentka, chce zatrzymać przy sobie chłopaka seksem i, jakby samo to nie odbiegało od toku rozumowania dojrzałych ludzi, nie pomyślała o antykoncepcji). Najpierw łaziła za młodszą siostrą (dla prawidłowo rozwiniętej trzynastolatki dziesięciolatka, nawet bystra, nie jest żadnym autorytetem), potem za narzeczonym, który przysłonił jej cały świat. Od dnia zaręczyn w stogu nie widzimy Róży w żadnej nowej roli (nie licząc roli matki). Nawet jej epizod dumnego samotnego macierzyństwa z "Żaby" był snuciem się po domu i czekaniem na powrót marnotrawnego.

          Tak samo konsekwentnie pokazano nam jej kontakty ze światem. W dzieciństwie miała koleżanki (lub przynajmniej jedną koleżankę), rozmawiały sobie o jakimś Darku i wysyłały kartki z wakacji). W momencie, w którym rówieśnicy rozpoczęli proces dojrzewania, Róża odcięła się całkowicie. Jako szesnastolatka nie ma żadnych znajomych w swoim wieku, ciągnie ją tylko do dzieci.

          W zasadzie jedynym zgrzytem w tym obrazie osoby lekko intelektualnie opóźnionej jest świadectwo szkolne z "Dziecka piątku". No ale powiedzmy, że grzeczna, pilna i sumienna dziewczynka może przez pierwsze lata edukacji utrzymywać dobre stopnie ładnym pismem, czystym zeszytem, odrobioną pracą domową, przeczytaną lekturą i wykutą formułką. Potem już widzimy Różę nienadążającą za programem szkolnym.
          • piotr7777 Re: Refleksje Pyzy? 28.04.19, 16:00
            Nie zgadzam się.
            Pyza w Noelce jest rezolutną i wygadaną dziewczynką.
            1. W relacjach z dorosłymi mówi właściwie tylko i głównie ona, Tygrysek prawie wcale a jeśli już to zawsze jako druga.
            2. W scenie w kościele to ona staje w obronie małych Rumunek, co powoduje ciąg zdarzeń z ich przygarnięciem przez Gabrielę. W tej scenie nawiązuje równorzędny dialog z antypatyczną starsza panią i mówi słowa "tu każdy jest u siebie"
            3. Potem gdy jest dyskusja na temat sensowności przygarnięcia Rumunek to Pyza jest osobą stawiającą kropkę nad "i", co stwierdza jej dziadek. Żeby było jasne - nie twierdzę, że mówi mądrze czy że ma rację. Oceniam wyłącznie pod kątem umiejętności odnalezienia się w dyskusji.
            4. To Pyza wypomina ciotce Patrycji łakomstwo. Czyli jest zdolna do ciętej riposty.
            5. Pyza nie jest w stanie zapanować nad młodszą siostrą, ale też nie jest jej podporządkowana jak w późniejszych książkach.
            Także refleksja Mili, że Pyza rzuca się w życie a Tygrysek trzyma na dystans nie jest - w tej książce - taka bezpodstawna. Choć z całą pewnością Mili bliższa jest postawa Tygryska.
            Pytanie co się stało, że potem relacje między siostrami zmieniają się i w następnej książce Pyza jedynie asystuje w niektórych psotach młodszej siostry wyłącznie jako podwykonawca i zgadza się na występ w bieliźnie przed rodziną (choć w wieku 11 lat u dziewcząt pojawia się poczucie wstydu).
            • przymrozki Re: Refleksje Pyzy? 29.04.19, 08:20
              piotr7777 napisał:

              > Nie zgadzam się.
              > Pyza w Noelce jest rezolutną i wygadaną dziewczynką.

              Pyza w Noelce ma jakieś 10 lat, Laura z 7. Pojawia się ich w książce trochę za mało, żeby wyciągać wiążące wnioski, ale z tego, co widzimy, one są na podobnym poziomie rozwoju mowy i ogólnej bystrości. A to jest jednak nieco dziwne - siedmiolatki w szkole słuchają jak im pani czyta "Idzie niebo ciemną nocą", dziesięciolatki czytają "W pustyni i w puszczy", a podręcznikach mają "List do ludożerców" Różewicza. To jest ilustracja różnic w zdolnościach poznawczych przeciętnego dziecka na tych etapach rozwoju.

              Ale opinie o rozwoju Róży formułuję na podstawie tomów, w których nie jest tłem akcji, ale pełnoprawnym bohaterem. W takiej "NiN" na przykład, trzynastoletnia Pyza wie mniej niż siostra ("pointa" czy "puenta"), jest bardziej infantylna ("czemu pan był taki zły, a teraz jest taki dobry?") i na dodatek, gdy Laura chce, żeby siostra nie przejrzała jej chytrego planu naprowadzenia Filipa na ślad Natalii, daje Róży dwa mentosy w ruloniku, bo wie, że wyciąganie cukierków zajmie trzynastolatkę na wystarczająco długo. Jeżeli MM nie chciała nam zasugerować, że Pyza jest lekko opóźniona w rozwoju, to znaczy, że autorka zapomniała, ile Róża ma lat.

              Tutaj na forum często wyciąga się też jej strój na ślubie Elki. Dała się ubrać tak samo jak młodsza siostra (!) w jakieś lakiereczki, rajstopki, kapelusiki i inne przedmioty pożądania przeciętnej pięciolatki. Za dwa lata ta słodka, mała dziewczynka będzie już na poważnie zaręczona!

              > 2. W scenie w kościele to ona staje w obronie małych Rumunek, co powoduje ciąg
              > zdarzeń z ich przygarnięciem przez Gabrielę. W tej scenie nawiązuje równorzędny
              > dialog z antypatyczną starsza panią i mówi słowa "tu każdy jest u siebie"

              Nikt Róży nie odejmuje troski. Ona chętnie staje w obronie słabszych, nawet w NiN broni chorej siostry przed dymem feministki. Wszystko wskazuje na to, że dobrze zajmowała się małą Milą i małą Norą, z czułością przemyła kolano Józinka i szczerze zachwycała się erudycją czteroletniego Ignasia. Kontakt z małymi dziećmi zawsze miała dobry, ale to nie wyklucza niskiego IQ.

              • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 29.04.19, 13:26
                Tak na dobra sprawe, o ile pamietam, nigdzie lub malo gdzie mamy Pyze "od wewnatrz". Wiemy, jak sie zachowywala, ale nie wiemy, co nia kierowalo. Jesli jest z rzadka opis, to odautorski lub oczami innych postaci.
                • przymrozki Re: Refleksje Pyzy? 29.04.19, 14:20
                  tt-tka napisała:

                  > Tak na dobra sprawe, o ile pamietam, nigdzie lub malo gdzie mamy Pyze "od wewna
                  > trz". Wiemy, jak sie zachowywala, ale nie wiemy, co nia kierowalo. Jesli jest z
                  > rzadka opis, to odautorski lub oczami innych postaci.

                  Nie no, trochę jej narracji mamy. Siedemnastoletnia Róża na przykład otwiera okno w TiR i rozmyśla, że Fryderyk ma dla niej dwa popołudnia w tygodniu (w ściśle wyznaczonych godzinach) i że należy mu się cały różany czas, uczucia i uwaga, więc to chyba jasne, że tak mocno zaaferowana narzeczeństwem Pyza nie ma czasu, żeby pogadać z siostrą.

                  • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 29.04.19, 14:44
                    Szczerze mowiac to ja sie w tym momencie Rozy nie dziwie, kazdy pretekst (czy powod) dobry, zeby przestac sie wozic z siostra, ktora ja sekuje od trzech co najmniej lat. 16-latka nie powinna byc opiekunka 13-latki, to rola rodzicow. Ja w tym wieku z mlodsza siostra niewiele gadalam, jesli juz, to raczej wrzeszczalam na nia (sorry, siostra !) i zaden Fryc nie mial w tym udzialu :P
                    • piotr7777 Re: Refleksje Pyzy? 29.04.19, 17:42
                      Kiedy ja chodziłem do szkoły (podstawówka 1984-92, liceum 1992-96) W pustyni i w puszczy było lekturą w V klasie i to raczej pod koniec (11-12 lat) a List do ludożerców pamiętam z podręcznika do 8 klasy.Podręcznik do polskiego z klasy 4 (pod redakcją Marii Nagajowej pamiętam jako dość dziecinny (np. cały dział złożony z baśni), dopiero pod koniec był taki dołujący dział "Wielkie troski małych dzieci". Podejrzewam, że córki Gabrysi uczyły się z podobnych, jeśli nie tych samych książek.
                      Po drugie - nie oceniałem IQ Pyziakównien, bo to różne sprawy. Znam osoby niezbyt inteligentne, które nadrabiają przebojowością i (w swoim własnym przekonaniu) brylują w towarzystwie mówiąc banały albo wręcz bzdury. I osoby inteligentne albo zbyt nieśmiałe by się przebić, albo po prostu niewidzące takiej potrzeby. To jednak dwie różne sprawy
                      Moim zdaniem Róża mogła pójść np. na filologię polską. Wtedy mogła w podobnych okolicznościach zostać matką (powiedzmy, miała jeszcze wolne na uczelni i pojechała z nim na jego praktyki a dalej jak w ksiażce), mogła się nie odnaleźć w Londynie (gdzie raczej nie ma polskojęzycznych szkół). A do tego mogła znaleźć wspólny język z polonistką Natalią czy z Łusią w czasie wakacji tej ostatniej.
                      A tak MM spaliła postać.
                      • przymrozki Re: Refleksje Pyzy? 29.04.19, 18:06
                        piotr7777 napisał:

                        > Kiedy ja chodziłem do szkoły (podstawówka 1984-92, liceum 1992-96) W pustyni i
                        > w puszczy było lekturą w V klasie i to raczej pod koniec (11-12 lat) a List do
                        > ludożerców pamiętam z podręcznika do 8 klasy.

                        8. klasa to na dzisiaj (wczoraj) druga gimnazjum. Haratało się Herberta i Miłosza, na pewno nie "List do ludożerców", który jest dość prosty i jak na tekst poetycki, zupełnie "niepodchwytliwy". Jestem na 100% pewna, że przerabialiśmy go w IV klasie, bo pamiętam nauczycielkę, która go nam tłumaczyła. W V. klasie miałam inną. Inna rzecz, że w IV i V klasie mieliśmy jeden podręcznik.

                        > Po drugie - nie oceniałem IQ Pyziakównien, bo to różne sprawy.

                        No tak, ale odnosiłam się do Twojej wypowiedzi będącej polemiką z moim postem, w którym napisałam, że Róża jest opisywana jako osoba lekko intelektualnie opóźniona. Stąd założyłam, że o tym właśnie rozmawiamy.

                        Oto fragmenty mojej wypowiedzi, od której zaczęła się ta poddyskusja. Mój post z 1 czerwca, 8:26 "Przy czym to wszystko jest akurat o tyle do obrony, że prowadzone jest konsekwentnie. Róża nigdy nie miała momentu intelektualnego błysku. Wszystko co robiła było bezmyślne i infantylne (...) W zasadzie jedynym zgrzytem w tym obrazie osoby lekko intelektualnie opóźnionej jest świadectwo szkolne z "Dziecka piątku". No ale powiedzmy, że grzeczna, pilna i sumienna dziewczynka może przez pierwsze lata edukacji utrzymywać dobre stopnie ładnym pismem, czystym zeszytem, odrobioną pracą domową, przeczytaną lekturą i wykutą formułką. Potem już widzimy Różę nienadążającą za programem szkolnym".




                    • przymrozki Re: Refleksje Pyzy? 29.04.19, 17:50
                      tt-tka napisała:

                      > Szczerze mowiac to ja sie w tym momencie Rozy nie dziwie, kazdy pretekst (czy p
                      > owod) dobry, zeby przestac sie wozic z siostra, ktora ja sekuje od trzech co na
                      > jmniej lat. 16-latka nie powinna byc opiekunka 13-latki, to rola rodzicow. Ja w
                      > tym wieku z mlodsza siostra niewiele gadalam, jesli juz, to raczej wrzeszczala
                      > m na nia (sorry, siostra !) i zaden Fryc nie mial w tym udzialu :P

                      To tak, ale u Pyzy nie ma żadnych refleksji emancypacyjnych. Wręcz przeciwnie, można odnieść wrażenie, że z jednej toksycznej relacji wpakowała się w drugą.
                      • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 29.04.19, 23:56
                        przymrozki napisała:

                        >
                        > To tak, ale u Pyzy nie ma żadnych refleksji emancypacyjnych. Wręcz przeciwnie,
                        > można odnieść wrażenie, że z jednej toksycznej relacji wpakowała się w drugą.

                        Tego nie wiemy - jezeli chciala Fryca, koniec koncow postawila na swoim :)
                        Pewne tendencje emancypacyjne sa, ona jako jedyna z dzieci Gaby przeciwstawia sie dziadkowi mowiac mu otwartym tekstem, ze ona za Fryca wyjdzie bez wzgledu na weto Boreja, bo to tylko jej i Fryca sprawa - i co istotniejsze, robi to !
                        W S nie widzimy jej, mamy tylko migawkowa rozmowe telefoniczna i tam Roza brzmi tak, jakby spokojna, pewna swego zdania kobieta rozmawiala z druga kobieta, nie jak tlamszona siostra z tlamszaca.
                        A pozniej lata nieistnienia i zonk.
                        • przymrozki Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 08:38
                          tt-tka napisała:

                          > Tego nie wiemy - jezeli chciala Fryca, koniec koncow postawila na swoim :)

                          Postawić postawiła, ale ich przedciążowe narzeczeństwo (jako małżeństwa ich nie widujemy, nooo, z wyjątkiem tego słynnego literackiego smsa z samolotu) nie było obrazem zdrowej relacji. To raczej wyglądało jakby ona trzymała się go kurczowo widząc płomienne deklaracje dozgonnej, wielkiej miłości w gestach, które nie świadczyły o niczym podobnym.

                          > Pewne tendencje emancypacyjne sa, ona jako jedyna z dzieci Gaby przeciwstawia s
                          > ie dziadkowi mowiac mu otwartym tekstem, ze ona za Fryca wyjdzie bez wzgledu na
                          > weto Boreja, bo to tylko jej i Fryca sprawa - i co istotniejsze, robi to !

                          Laura powiedziała mniej więcej to samo i nawet podjęła działania w celu osiągnięcia swojego zamierzenie. Że się odwróciła na pięcie i nawiała niemalże sprzed ołtarza, to już inna inszość.

                          Poza tym, o ile Ignacy w kwestii związku Laury z Wolfim zachowywał się jak człowiek niespełna rozumu, o tyle w przypadku Róży nie był tak całkiem bez racji. Cała rodzina cmokała z zachwytu nad Frycem, który może zostawił, ale przecież wrócił i może nie śpieszno mu do deklaracji i łożenia na dziecko, ale na pewno w końcu się zdecyduje. Chodzono nad tą zimną kreaturą na paluszkach, żeby dziubdziusia aby nie urazić i żeby nie spłoszyć, bo nam Pyzunia się ostanie starą panną dzieckiem (los gorszy od śmierci). To jest jakaś chora atmosfera. Ja na miejscu Róży, nawet gdybym miała się na to małżeństwo zdecydować, wolałabym mieć dziadka, który wcale nie uważa, że muszę trzymać się akurat konkretnie Fryca, bo nic lepszego nie znajdę.


                          • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 11:10
                            Nie, nie, nie - Ygnac, gdy Fryc juz wrocil, domaga sie tego samego - slubu. Popiskuje mu za sciana ten owoc, swiadom, ze nieslubny. Jemu chodzi tylko o to, ze Fryc JEGO powinien prosic, przed nim sie ukorzyc, a wredy on laskawie zezwoli.
                            I temu wlasnie przeciwstawia sie Roza - nie bedziemy prosic, nie bedziemy pytac, bo o tylko nasza sprawa.

                            Laura zabiegala o pozwolenie dziada wlasnie, glupio zreszta, bo pyskowka slownictwem i na warunkach Boreja zawsze konczy sie wygrana Boreja, on ma w tym kilkadziesiat lat przewagi nad Laura. No i koniec koncow wychodzi za maz nasza Laurka za goscia mocno przez Boreja protegowanego, nie za tego, ktoremu Borej byl przeciwny :)
                            • przymrozki Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 15:14
                              tt-tka napisała:

                              > Nie, nie, nie - Ygnac, gdy Fryc juz wrocil, domaga sie tego samego - slubu.

                              Nie tyle ślubu, co jednoznacznej deklaracji. Dziecko Fryderyka mieszkało kątem u Ignacego w domu. Sformułowane przez Ignaca pytanie, czemu ty odwiedzasz swoje dziecko u mnie, a nie ja swoją wnuczkę u ciebie, było zasadne.

                              Tak, Fryderyk był bardzo łasy na niezależność własnej rodziny od Borejków, ale zupełnie nie przeszkadzało mu, że to Borejkowie utrzymują jego dziecko i narzeczoną. Tutaj brak niezależności go nie uwierał, niech płacą i zapewniają dach nad głową, ale bez prawa głosu. Gdybym była na miejscu Ignaca, taki fatygant wnuczki też by mnie doprowadził do czarnopolewkowania.

                              • bupu Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 17:49
                                przymrozki napisała:

                                > Nie tyle ślubu, co jednoznacznej deklaracji. Dziecko Fryderyka mieszkało kątem
                                > u Ignacego w domu. Sformułowane przez Ignaca pytanie, czemu ty odwiedzasz swoje
                                > dziecko u mnie, a nie ja swoją wnuczkę u ciebie, było zasadne.
                                > Tak, Fryderyk był bardzo łasy na niezależność własnej rodziny od Borejków, ale
                                > zupełnie nie przeszkadzało mu, że to Borejkowie utrzymują jego dziecko i narzec
                                > zoną.

                                I dlatego latał jak kot z pęcherzem, próbując znaleźć przyzwoicie płatną pracę i kredyt mieszkaniowy. Oczywiście. A fakt, że to Róża nie chciała za nic wprowadzić się do Szopów dyskretnie pominiemy.

                                >Tutaj brak niezależności go nie uwierał, niech płacą i zapewniają dach na
                                > d głową, ale bez prawa głosu. Gdybym była na miejscu Ignaca, taki fatygant wnuc
                                > zki też by mnie doprowadził do czarnopolewkowania.

                                Czarną polewką Ignac eksplodował na rzuconą przez Fryderyka kwestię "Zawiadamiam pana stanowczo, że się z Różą ożenię!". Bulgotanie o polewce okrasił okrzykami "nie tak się to załatwia!". Innymi słowy ciśnienie mu skoczyło, ponieważ Frycu zamiast poprosić o rękę Róży, powiadomił, że ją bierze. Co niezbicie wynika z późniejszej rozmowy Ignaca z Milicją.
                                • przymrozki Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 22:20
                                  bupu napisała:


                                  > I dlatego latał jak kot z pęcherzem, próbując znaleźć przyzwoicie płatną pracę
                                  > i kredyt mieszkaniowy. Oczywiście. A fakt, że to Róża nie chciała za nic wprowa
                                  > dzić się do Szopów dyskretnie pominiemy.

                                  Ale co kogo obchodzi Fryca pęcherz? To raz. Po drugie, o ile mnie pamięć nie myli, nic nam nie wiadomo, żeby Frycu proponował Róży wyprowadzkę gdziekolwiek albo żeby faktycznie utrzymywał rodzinę (tyle tylko, że mieszkał oddzielnie, żeby nie gorszyć babć Rumiankowych). On wpadał do córki, kiedy akurat naszła go na to melodia, z przerwą na czas okołoporodowy, zresztą, bo wtedy akurat znowu utonął w dziurze bez zasięgu i kto go tam wtedy wiedział, czy aby nie powróci za kolejne pół roku bajdurząc coś o zasadniczych mailach i chęci dowiedzenia miłości czynem, bo telefony są dla mięczaków.

                                  Trzeba mieć mocno poplątaną rodzinę, żeby w takiej sytuacji od nikogo nie usłyszeć: "słuchaj, zastanów się, czy on aby na pewno jest dojrzały i odpowiedzialny, przecież nie musisz za niego wychodzić, tobie i dziecku zawsze pomożemy". Między innymi od tego ma się rodzinę i przyjaciół (Róża nie miała przyjaciół, a więc tym bardziej rodzina powinna się poczuwać). Ignacy i jego motywy nie były kryształowe (pewnie, że nie były), ale on jako jedyny uznawał, że Róża jest kobietą, na rękę której fatygant musi zasłużyć podstawowym zestawem cnót oraz szczerą miłością. Reszta widziała w Pyzie kurczaka, któremu zbliża się termin przydatności do spożycia, więc zanim zacznie cuchnąć, trzeba go upchnąć pierwszemu z brzegu klientowi choćby i za ćwierć ceny.


                                  > Czarną polewką Ignac eksplodował na rzuconą przez Fryderyka kwestię "Zawiadamia
                                  > m pana stanowczo, że się z Różą ożenię!". Bulgotanie o polewce okrasił okrzykam
                                  > i "nie tak się to załatwia!". Innymi słowy ciśnienie mu skoczyło, ponieważ Fryc
                                  > u zamiast poprosić o rękę Róży, powiadomił, że ją bierze. Co niezbicie wynika z
                                  > późniejszej rozmowy Ignaca z Milicją.

                                  Wszystko to odbywało się jednak w opisanym powyżej kontekście. Ignacy Frycowi nie ufał. Nie za krzywe oko przecież.
                                  • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 22:36
                                    przymrozki napisała:



                                    > Ale co kogo obchodzi Fryca pęcherz?

                                    Ale jego praca i kredyt na mieszkanie obchodzi, prawda ? Roze obchodzi. No to Fryc wlasnie za praca latal. Bez stalej pracy kredytu tez by nie dostal.

                                    > Po drugie, o ile mnie pamięć nie my
                                    > li, nic nam nie wiadomo, żeby Frycu proponował Róży wyprowadzkę gdziekolwiek al
                                    > bo żeby faktycznie utrzymywał rodzinę (tyle tylko, że mieszkał oddzielnie, żeby
                                    > nie gorszyć babć Rumiankowych).

                                    Mieszkal oddzielnie, bo nie zamierzal poddawac sie klanowi, w czym zreszta jest konsekwentny od poczatku do konca. Sam mieszkal we wspolnym pokoju z bratem. Szukal pracy, by moc miec mieszkanie dla siebie, Rozy i corki.

                                    >On wpadał do córki, kiedy akurat naszła go na
                                    > to melodia, z przerwą na czas okołoporodowy, zresztą, bo wtedy akurat znowu uto
                                    > nął w dziurze bez zasięgu i kto go tam wtedy wiedział, czy aby nie powróci za k
                                    > olejne pół roku bajdurząc coś o zasadniczych mailach i chęci dowiedzenia miłośc
                                    > i czynem, bo telefony są dla mięczaków.

                                    On wpadal do corki, gdy mogl. Pracy szukal nie tylko w Poznaniu i zreszta znalazl prace poza Poznaniem, pozwole sobie przypomniec.
                                    Oraz gdy wyjezdzal, to wiadomo bylo, Rozy przede wszystkim, dokad i na jak dlugo. To dotyczy rowniez tego stypendialnego wyjazdu - zanim w ogole zaszla, wiedziala, gdzie i od kiedy do kiedy Fryc bedzie.


                                    >
                                    > Trzeba mieć mocno poplątaną rodzinę, żeby w takiej sytuacji od nikogo nie usłys
                                    > zeć: "słuchaj, zastanów się, czy on aby na pewno jest dojrzały i odpowiedzialny
                                    > , przecież nie musisz za niego wychodzić, tobie i dziecku zawsze pomożemy".

                                    A Roza jaka ma te rodzine ?

                                    >Mię
                                    > dzy innymi od tego ma się rodzinę i przyjaciół (Róża nie miała przyjaciół, a wi
                                    > ęc tym bardziej rodzina powinna się poczuwać). Ignacy i jego motywy nie były kr
                                    > yształowe (pewnie, że nie były), ale on jako jedyny uznawał, że Róża jest kobie
                                    > tą, na rękę której fatygant musi zasłużyć podstawowym zestawem cnót oraz szczer
                                    > ą miłością.

                                    Ignavcy, i to jest sprawa zasadnicza, goofno mial do powiedzenia. On nie ofiarowal Rozy pomocy ani wsparcia, on stawial postulaty i to takie, jakim sam nigdy w zyciu nie sprostal.
                                    A Roza, i to jest druga zasadnicza sprawa, nie podziela pogladu, ze fatygant (narzeczony od szesciu lat i ojciec jej dziecka, miedzy nami mowiac) musi zasluzyc. Ona chce z nim byc. I to decyduje, bo jej sprawa dotyczy. NIE Ignaca.


                                    >
                                    > Wszystko to odbywało się jednak w opisanym powyżej kontekście. Ignacy Frycowi n
                                    > ie ufał. Nie za krzywe oko przecież.

                                    Ale zrozum, ze sprawa nie dotyczy Ignacego ! Fryc ma w d..., czy Ignac mu ufa, i Roza tez ma to w d....A Roza ani go nie prosila o rozmowy z Frycem, ani o pilotowanie jej spraw ! Ona chce wyjsc za Fryca i dziad jej do tego najdoskonalej zbedny, a szykany wobec Fryca olewa i nie zamierza sie postulatom szajbusa protoplasty podporzadkowac !
                                  • bupu Re: Refleksje Pyzy? 22.05.19, 00:02
                                    przymrozki napisała:

                                    > bupu napisała:
                                    >
                                    >
                                    > > I dlatego latał jak kot z pęcherzem, próbując znaleźć przyzwoicie płatną
                                    > pracę
                                    > > i kredyt mieszkaniowy. Oczywiście. A fakt, że to Róża nie chciała za nic
                                    > wprowa
                                    > > dzić się do Szopów dyskretnie pominiemy.
                                    >
                                    > Ale co kogo obchodzi Fryca pęcherz? To raz. Po drugie, o ile mnie pamięć nie my
                                    > li, nic nam nie wiadomo, żeby Frycu proponował Róży wyprowadzkę gdziekolwiek al
                                    > bo żeby faktycznie utrzymywał rodzinę (tyle tylko, że mieszkał oddzielnie, żeby
                                    > nie gorszyć babć Rumiankowych).

                                    Primo, Frycu latał usiłując znaleźć pracę, po to żeby móc utrzymać żonę i dziecko oraz dostać kredyt mieszkaniowy. To nie jest zachowanie człowieka który zwala utrzymanie rzeczonych osób na teściów et consortes.
                                    Secundo, w rozmowie Fryca z Ignacem w CP pada tekst o tym, że Róża nie chciała się wprowadzić do Szopów. Brak danych by mniemać, że Frycu łźe.

                                    On wpadał do córki, kiedy akurat naszła go na
                                    > to melodia, z przerwą na czas okołoporodowy, zresztą, bo wtedy akurat znowu uto
                                    > nął w dziurze bez zasięgu i kto go tam wtedy wiedział, czy aby nie powróci za k
                                    > olejne pół roku bajdurząc coś o zasadniczych mailach i chęci dowiedzenia miłośc
                                    > i czynem, bo telefony są dla mięczaków

                                    Róża wiedziała gdzie był, na rozmowie w sprawie pracy. W zadnej dziurze nie utonął.

                                    > Ignacy i jego motywy nie były kr
                                    > yształowe (pewnie, że nie były), ale on jako jedyny uznawał, że Róża jest kobie
                                    > tą, na rękę której fatygant musi zasłużyć podstawowym zestawem cnót oraz szczer
                                    > ą miłością. Reszta widziała w Pyzie kurczaka, któremu zbliża się termin przydat
                                    > ności do spożycia, więc zanim zacznie cuchnąć, trzeba go upchnąć pierwszemu z b
                                    > rzegu klientowi choćby i za ćwierć ceny.

                                    Przytocz mi bodaj jeden tekst Ignaca w którym wyraża on taki pogląd.


                                    > > Czarną polewką Ignac eksplodował na rzuconą przez Fryderyka kwestię "Zawi
                                    > adamia
                                    > > m pana stanowczo, że się z Różą ożenię!". Bulgotanie o polewce okrasił ok
                                    > rzykam
                                    > > i "nie tak się to załatwia!". Innymi słowy ciśnienie mu skoczyło, poniewa
                                    > ż Fryc
                                    > > u zamiast poprosić o rękę Róży, powiadomił, że ją bierze. Co niezbicie wy
                                    > nika z
                                    > > późniejszej rozmowy Ignaca z Milicją.
                                    >
                                    > Wszystko to odbywało się jednak w opisanym powyżej kontekście. Ignacy Frycowi n
                                    > ie ufał. Nie za krzywe oko przecież.


                                    Ale polewka akurat nijak się ma do tego kontekstu! Ignacy otwartym tekstem mówi że chodziło o brak stosownych oświadczyn złożonych głowie rodu, więc nie wpieraj mu że miał co innego na myśli.
                              • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 19:03
                                przymrozki napisała:


                                > Nie tyle ślubu, co jednoznacznej deklaracji.

                                Nie. jednoznacznie domaga sie slubu.

                                >Dziecko Fryderyka mieszkało kątem
                                > u Ignacego w domu.

                                Dziecko Fryca i Rozy mieszkalo wraz ze swoja matka w jej rodzinnym domu. Bez wzgledu na odbicia Ygnaca ten dom jest domem Rozy w tym samym stopniu co samego Ygnaca.

                                Sformułowane przez Ignaca pytanie, czemu ty odwiedzasz swoje
                                > dziecko u mnie, a nie ja swoją wnuczkę u ciebie, było zasadne.
                                >

                                To nie bylo pytanie. To bylo, doslownie "ja powinieniem odwiedzac moja wnuczke w jej domu, a nie ty w moim" - i tu wracamy do sedna: to jest dom Rozy tak samo jak Ygnaca. Ojciec dziecka i narzeczony jego matki ma prawo odwiedzac swoja narzeczona i corke, a mloda matka ma prawo (takze ustawowe !) przyjmowac u siebie, kogo chce. W tym ojca swojego dziecka.


                                > Tak, Fryderyk był bardzo łasy na niezależność własnej rodziny od Borejków, ale
                                > zupełnie nie przeszkadzało mu, że to Borejkowie utrzymują jego dziecko i narzec
                                > zoną. Tutaj brak niezależności go nie uwierał, niech płacą i zapewniają dach na
                                > d głową, ale bez prawa głosu. Gdybym była na miejscu Ignaca, taki fatygant wnuc
                                > zki też by mnie doprowadził do czarnopolewkowania.

                                Nie mial okazji czarnopolewkowac, poniewaz Fryc go o nic nie prosil, a juz zwlaszcza o reke Rozy. Oraz - Roza ma matke i ojczyma, nie Borejkowie ja utrzymuja. I Fryc wrocil ze stanow z pieniedzmi, a aktualnie lata i szuka roboty. Znajdzie prace, poszuka mieszkania.

                                Przeciez te pretensje dziada sa wlasnie o to, ze Fryc lata i szuka zamiast zenic sie natychmiast !
                                • przymrozki Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 22:27
                                  tt-tka napisała:

                                  > Dziecko Fryca i Rozy mieszkalo wraz ze swoja matka w jej rodzinnym domu.
                                  > Bez wzgledu na odbicia Ygnaca ten dom jest domem Rozy w tym samym stopniu co s
                                  > amego Ygnaca.

                                  No nie całkiem. To jest, najpewniej, mieszkanie Ignacego i Mili. Oni wnuczki z tego domu nie wyrzucali, owszem, ale nie dlatego, że by nie mogli.


                                  > To nie bylo pytanie. To bylo, doslownie "ja powinieniem odwiedzac moja wnuczke
                                  > w jej domu, a nie ty w moim" - i tu wracamy do sedna: to jest dom Rozy tak samo
                                  > jak Ygnaca. Ojciec dziecka i narzeczony jego matki ma prawo odwiedzac swoja na
                                  > rzeczona i corke, a mloda matka ma prawo (takze ustawowe !) przyjmowac u siebie
                                  > , kogo chce. W tym ojca swojego dziecka.

                                  Nie ma żadnej ustawy gwarantującej pełnoletniej kobiecie prawo do pokoju u dziadków i odwiedzin mężczyzn w tymże pokoju. Jest za to ustawa zobowiązująca ojca dziecka do zapewnienia utrzymania nie tylko dziecka, ale także jego matki w czasie połogu. I to niezależnie od relacji łączących ojca z matką.


                                  • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 22:46
                                    przymrozki napisała:



                                    > No nie całkiem. To jest, najpewniej, mieszkanie Ignacego i Mili. Oni wnuczki z
                                    > tego domu nie wyrzucali, owszem, ale nie dlatego, że by nie mogli.


                                    Nie. To jest mieszkanie calej rodziny Borejkow, wprowadzili sie tam w szescioro, Gizela wymiane zalatwiala dla szesciorga. Wyrzucic osoby, ktora mieszka tam od urodzenia, nie mozna. Roza jest pelnoprawnym mieszkancem.
                                    Seniorzy mogli zadzialac, gdy Gaba wychodzila za maz. Wtedy powiedziec, by z mezem i dziecmi poszukala wlasnego kata. W chwili, gdy seniorzy zdecydowali sie, ze corka z dziecmi i mezem zostaje, wzieli na klate fakt, ze corki (i syn) Gaby mieszkaja. I sa tam u siebie, nie u dziadkow.


                                    >
                                    > Nie ma żadnej ustawy gwarantującej pełnoletniej kobiecie prawo do pokoju u dzia
                                    > dków i odwiedzin mężczyzn w tymże pokoju.

                                    Ale Roza NIE JEST U DZIADKOW ! Jest w swoim rodzinnym domu ! I tak, ma tam prawo przyjmowac, kogo chce.

                                    >Jest za to ustawa zobowiązująca ojca
                                    > dziecka do zapewnienia utrzymania nie tylko dziecka, ale także jego matki w cza
                                    > sie połogu. I to niezależnie od relacji łączących ojca z matką.

                                    Jest rowniez ustawa zobowiazujaca do alimentowania dziecka ( i ciezarnej, poloznicy) dziadkow, gdy rodzice nie sa w stanie zapewnic dziecku utrzymania, bo np sa bezrobotni lub sie jeszcze ucza. I wtedy zapewnic utrzymania musieliby Strybowie i Schoppowie.
                                  • tt-tka Re: Refleksje Pyzy? 22.05.19, 00:08
                                    przymrozki napisała:


                                    > No nie całkiem. To jest, najpewniej, mieszkanie Ignacego i Mili. Oni wnuczki z
                                    > tego domu nie wyrzucali, owszem, ale nie dlatego, że by nie mogli.

                                    przepraszam, ale jeszcze sie odniose.
                                    Osoby bedacej czlonkiem rodziny i pozostajacej we wspolnym gospodarstwie, a to jest casus Rozy, wyrzucic nie mozna dlatego, ze ktos ma taka fantazje. Mozna, owszem, obrzydzic zycie tak, ze sama sie wyniesie, ale nadal ma prawo mieszkac. Mozna rowniez, jezeli osoba narusza razaco zasady wspolzycia, np niszczy czy zagraza wspolmieszkancom, wystapic o eksmisje, ale te orzeka sad i trzeba uzasadnic wniosek, a potem poczekac na wyrok i na jego uprawomocnienie sie. To raz.

                                    Dwa, nie znamy odpowiedzi na pytanie, kto jest glownym najemca. Uwazam za bardziej prawdopodobne, ze Milicja niz ze Ignac. To on do Mili dokwaterowal na Polna, a nie odwrotnie, a potem kolejne wymiany, Polnej na Winogrady i Winograd na Rusfelta zalatwiala Gizela. Imo zadbalaby raczej o corke niz ziecia, ktorego nie lubila, ktoremu nie ufala i ktory w jej opinii (w mojej tez) nie sprawdzal sie jako maz i ojciec i nie zapewnial rodzinie rzeczy, ktore Gizela uwazala za elementarne i niezbedne.
                                    NB glowny najemca tez nie moze dowolnie wyrzucac. Moze natomiast nie wyrazic zgody na zameldowanie, a nawet zamieszkanie kolejnej osoby, ale akurat o to Fryc sie nie ubiegal.

                                    Trzy - Milicja ma w sprawie Fryca krancowo odmienne niz Ignac zdanie. Na etapie czarnej polewki, czyli po powrocie Schoppego, nie tepi go, a nawet juz wczesniej tlumaczy Rozy, ze ksztalcenie sie czy pieniadze i dbalosc o nie nie wyklucza milosci. I nie nalega, zeby slub byl juz zaraz. Tak ze pisanie "Ignac i Mila" jest w tej akurat sprawie bezzasadne, Ignac szaleje wylacznie na wlasna reke i na wlasny rachunek i nikt go nie popiera. Wlasna zona uswiadamia go, ze nie ma nic do gadania.
                          • minerwamcg Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 12:40
                            A ja bym wolała nie mieć dziadka, który sobie ubzdurał, że ma cokolwiek-cokolwiek! - do powiedzenia w kwestii mojego małżeństwa. I rodziny, która go w tej paranoi utwierdza. Natomiast co do Fryca, fakt, nie był on dla Róży ani przeznaczeniem ani wyrokiem i kopnięcie go w tyłek też było jakimś rozwiązaniem, jak się okazuje nie takim znowu najgorszym. Niestety, opcja nie wchodziła w grę z prostego powodu, że Pyza tego palanta kochała i kategorycznie życzyła sobie za niego wyjść (nie popieram, ale rozumiem), nie życzyła sobie natomiast, żeby o czymkolwiek w tej sprawie decydował dziadek (i słusznie).
    • minerwamcg Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 01:40
      Pewna Pyza z Borejkołchozu
      Tępa była jak dyszel od wozu.
      Jako matka i żona
      (Fryc ją zrobił w balona)
      Mogła jeno przysparzać nawozu.
      • a_i_ola Re: Refleksje Pyzy? 21.05.19, 20:19
        Cudne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka