marutax
31.05.18, 14:00
Dyskusja o relacjach Józinka i Ignasia przypomniała mi, że - jak dowiedziałam się kiedyś na forum - "Język Trolli" był (jest?) lekturą w gimnazjum. Nie mogłam wówczas wyjść ze zdziwienia, gdyż uważam tę książkę za niewłaściwą dla dzieci. Rozumiem, że bohaterowie są w odpowiednim wieku i że w przeciwieństwie do niektórych tomów można czytać tę część bez znajomości całego cyklu. Przyznaję, że wątek choroby jest bardzo istotny. Ale "JT" ma też dwie główne wady (poza setką mniejszych), które w moich oczach dyskwalifikują go jako lekturę
1. relacje Józinka i Ignasia, w których pojawia się motyw znęcania się silniejszego kuzyna nad słabszym. Nie tylko nie jest to napiętnowane, ale konkluzja, do jakiej mogą dojść młodzi czytelnicy brzmi mniej-więcej "jak kogoś nie lubisz/ktoś ci się nie podoba to możesz mu przyłożyć. A on jeszcze powinien być ci wdzięczny, że pomagasz mu być lepszym." Idealne usprawiedliwienie dla chuliganów, którzy wybierają na ofiary dzieci wyróżniające się strojem, zachowaniem czy zainteresowaniami. Ten nosi spodnie rurki, ten woli grać na skrzypcach zamiast na konsoli, a ten nie przeklina i jest zawsze grzeczny. Jak oberwą to znormalnieją.
2. obraz szkoły jako instytucji pozbawionej wszelkich zalet, pełnej wulgarności, zachowań niemal patologicznych, bezdusznych i bezmyślnych nauczycieli tudzież uczniów na poziomie Igora Bogatki. Cała sytuacja z Trollą i jej kapeluszem została napisana w kompletnie bez sensu, wypaczając rzeczywistość i zakłamując prawdę. Owszem, do nie lubiącego szkoły dziecka taki obraz może trafiać, wywołując poczucie, że szkoła naprawdę jest taaaka zła. Ale czy taki cel powinny spełniać lektury?
Podsumowując, dla mnie "JT" jako lektura to koszmar. Z drugiej strony - nie wiem, czy wśród nowych tomów znajdzie się taki, który mógłby go zastąpić... Przeszkodą jest nie tylko treść, ale też ciągłość wielu wątków. Choć może to tylko moje wrażenie i można przeczytać taką "Sprężynę" bez znajomości całej sagi Borejków?