piotr7777
11.05.20, 20:59
Na marginesie wątku o Mamercie i Tosi (który przed chwilą podciągnąłem) tak się zastanawiam.
Nigdy nie widzimy aby Ignacy czy Mila dawali córkom klapsy. Ignacy ogólnie nie angażuje się w wychowanie dzieci (poza tym wydaje mi się, że dla wielu ojców karcenie fizyczne córek jest emocjonalnie trudniejsze). Mila zapewne klapsy dawała (bo gdy Gabriela karci młodsze siostry nie jest to dla nich szokiem), ale poza akcją książek.
Potem Laura wielokrotnie prosi się o klapsa i nigdy go nie dostaje, nawet za słynną defraudację składek.
Mila mając 2 wnuczki pod jednym dachem zasadniczo nie wtrąca się w ich wychowanie. No owszem, komentuje, radzi, ale nie decyduje. Laura, owszem, czuje przed babcią respekt, ale gdyby kiedykolwiek dostała od niej klapsa, raczej by to się odbiło na jej psychice. Na pewno nie byłaby tak bezkrytyczna względem siebie. Podobnie - choć z innych powodów - rzecz się ma z wrażliwym Ignasiem, który na pewno przeżywałby każde lanie. Róży tu nie uwzględniam, bo ona generalnie jest bezproblemowa.
Natomiast Józinek klapsy od babki dostaje i jest za nie wdzięczny.
Czy to oznacza, że Ida oddając dzieci pod opiekę swoich rodziców upoważniła ich do wszelkich działań wychowawczych z klapsami włącznie? Czego z kolei nie zrobiła Gabriela.
Z drugiej strony Józinek był ulubieńcem Mili, czego o Laurze i Ignasiu powiedzieć nie sposób. Może więc te klapsy sękatą dlonią były wyrazem szczególnej miłości. A dzieci Gabrieli były jej w sumie nie tak bliskie ( nie napiszę - całkiem obojętne, bo to przesada). Czyli obiektywnie lepsze traktowanie w istocie staje się gorsze.
A co Wy myślicie?