Dodaj do ulubionych

Tam nikt...

16.05.21, 11:32
Tam nikt, przypomniał mi to fanfik "Dziewczyny na skraju...", tam w Borejwersum nikt nie tyje. Nikt z bohaterów pozytywnych. Kobiety rodzą liczną progeniturę i nic, żadnych problemów z wagą. Wszyscy jak jeden mąż i jedna żona rąbią jak maszyny wysokokaloryczne, tłuste i węglowodanami ociekające potrawy, aktywności fizycznej nie zażywa nikt (no, z wyjątkiem Idy, która jednakowoż symultanicznie przestała biegać i zaczęła jadać wiejskie specyjały typu boczuś smażony, bez szwanku dla sylwetki), a nie tyje nikt. Pulpa, zanim mi ją kto wytknie, tyje wyłącznie w opisie, na ilustracjach zaś figuruje dama w rozmiarze góra 40. Reszta szczupła i chuda, jakoś tak magicznie.

Czego jeszcze w Borejczadzie nikt?
Obserwuj wątek
    • 3piota Re: Tam nikt... 16.05.21, 12:30
      Nikt niczego nie sprząta i nie wyrzuca.
      Cały rok w przedpokoju walały się wędki, podbieraki, narty, rowerki, wierzchnie okrycia i pewnie buty na wszystkie sezony, kapcie, łapcie, czapki, szaliki i rękawiczki.
      Na wszystkich meblach książki i gazety. Gdzie tylko jakaś szczelina, tam coś upchnięte.
      Zdezelowana choinka do świąt wielkanocnych.
      W kuchni na tablicy ogłoszeń śmieci z 40 lat.
      I miły kurz na wszystkim.
    • jontrew Re: Tam nikt... 16.05.21, 16:38
      Nikt poważnie nie choruje, nie traci pracy, nie ma poważnych problemów tamże, wszystkie dzieci są grzeczne, uczą się chętnie, a po lekcjach siedzą w domu. Nikt nie ma przyjaciół, wyjść na miasto, wypadów dużych i małych, hobby innego niż czytanie i picie herbaty. Nikt nie ma pretensji (takie życie w komunie powinni generować całą masę problemów), nikt się nie kłóci. Nikogo nie dziwi zaniedbywanie dzieci ani to, że Gaba po 159 latach od rozwodów wciąż płacze, bo Pppyyziak! Nikt się nie zorientował, że sławny dramaturg to babcia;) Nikt się nie dziwi, że im mieszkanie rośnie i rośnie, a sąsiedzi znikają w tajemniczych okolicznościach. Dużo tego:) Mnie osobiście, bo ja jestem zwierzem terytorialnym, najbardziej dziwi ta komuna. Towarzystwo jest ok, ale życie z rodzicami, siostrami, mężami i dziećmi (i jedną łazienką!), to dla mnie brzmi jak najprawdziwszy horror. Podobnie jak mieszkanie w sutenerze. Brrrrr!
      • bupu Re: Tam nikt... 16.05.21, 17:11
        jontrew napisała:

        > Towarzystwo jest ok, ale życie z rodzicami, siostrami, m
        > ężami i dziećmi (i jedną łazienką!), to dla mnie brzmi jak najprawdziwszy horro
        > r. Podobnie jak mieszkanie w sutenerze. Brrrrr!

        Eeee... Yyyy... Ummmm... w suterenie...
      • bupu Re: Tam nikt... 16.05.21, 17:17
        jontrew napisała:

        > Nikt poważnie nie choruje, nie traci pracy, nie ma poważnych problemów tamże, w
        > szystkie dzieci są grzeczne, uczą się chętnie, a po lekcjach siedzą w domu. Nik
        > t nie ma przyjaciół, wyjść na miasto, wypadów dużych i małych, hobby innego niż
        > czytanie i picie herbaty. Nikt nie ma pretensji (takie życie w komunie powinni
        > generować całą masę problemów), nikt się nie kłóci.

        Jak mają się kłócić, skoro tam nikt nigdy nie rozmawia ze współmałżonkiem na tematy poważne, tyczące bieżącego życia? O dzieciach, pieniądzach, remontach, o tym gdzie będą mieszkać po ślubie (Gabonowie na przykład), o niczym. Nawet Dorotkowie w trakcie budowy szklanego domostwa w ogóle ze sobą nie rozmawiają, ograniczając się do powłóczystych spojrzeń. Jak wymieniają informacje o tym, jak sobie każde wyobraża ich wspólne gniazdko nie mam pojęcia.

        Zresztą nie tylko ze współmałżonkiem, z dziećmi też się nie rozmawia. Ani z rodzicami. Z nikim.
        • guineapigs Re: Tam nikt... 16.05.21, 19:42
          Bupu napisala, jak wyglada budowa domu w Jezycjadzie:
          'Nawet Dorotkowie w trakcie budowy szklanego domostwa w ogóle ze sobą nie rozmawiają, ograniczając się do powłóczystych spojrzeń. '

          A wystarczy wejsc do pierwszego-lepszego marketu budowlanego, by dostac oczoplasu od palety kolorow i odcieni! By stanac w mocnym stuporze przed wyborem sedesow, kranow, wanien, prysznicow, umywalek! A te kafelki, terakota, glazura - roznorodnosc w ksztalcie, fakturze, jakosci! Juz o cenach nie wspomne.
          I oni tak naprawde milczac i patrzac sobie w oczy dokonuja zakupow za niemale pieniadze, zeby nie powiedziec ze za duze pieniadze, i milczac i patrzac sobie w oczy dokonuja inwestycji z zalozenia na lata? Bo w koncu kafelkow i sprzetu tego typu nie zmienia sie co sezon?
          No chyba, ze ktos nie ma problemu z tym, ze po pol roku mu sie wystroj lazienki nie podoba i se zmieni, bo ma akurat wolne 15 tysiecy. Ale to nie moja bajka, niestety.

          A tak BTW, to niedawno, jak wchodzilam na ESD, wyskoczyla mi reklama auta marki mercedes. Nie wiem, na jakiej zasadzie to dziala, ale ja z cala pewnoscia nie jestem tzw. 'targetem' wyrobow sygnowanych nazwiskiem ani Pana Daimlera, ani Pana Benza, ani Pana Maybacha, ani Pana Chryslera. Moje mozliwosci finansowe raczej ciaza ku wyrobom Pana o nazwisku 'Wigry Trzy', a i to masowka a nie egzemplarze kolekcjonerskie.

          I moze dlatego ja, jak kupuje 15 mkw kafelkow, to musze dobrze pomyslec jaki kolor, jaka jakosc i jaka cena. Czy zainwestowac wiecej i miec na dluzej, czy raczej kupic teraz taniej bo trzeba, a za piec-siedem lat sie uzbiera na lepsze?
          A najprawodopodobniej sie nie nie uzbiera, co wynika z doswiadczenia, ale ryzyk-fizyk!

          A Dorotostwo bez slowa wiedza, jak to rozegrac. Tylko pozazdroscic a nie psy wieszac!
          Fuj za hejt!

          • kon.zrzeda Re: Tam nikt... 16.05.21, 19:58
            Btw, Józef, nawet studentem architektury będąc, nie może sobie ot tak wywalić pół ściany, potrzebuje ekspertyzy (podpisanej przez uprawnionego fachowca) konstrukcyjnej, dalsza droga urzędowa jest dyskusyjna, bo być może dałoby się rzecz przeprowadzić na zgłoszenie, ale zdecydowanie potrzebny jest do tego architekt z uprawnieniami, który narysuje i złoży do kupy. A przedstawione jest to tak, jakby Józio załatwił sprawę własnymi ręcyma i geniuszem, bo student. No wątpię.
            • bupu Re: Tam nikt... 16.05.21, 22:50
              kon.zrzeda napisała:

              > Btw, Józef, nawet studentem architektury będąc, nie może sobie ot tak wywalić p
              > ół ściany, potrzebuje ekspertyzy (podpisanej przez uprawnionego fachowca) konst
              > rukcyjnej, dalsza droga urzędowa jest dyskusyjna, bo być może dałoby się rzecz
              > przeprowadzić na zgłoszenie, ale zdecydowanie potrzebny jest do tego architekt
              > z uprawnieniami, który narysuje i złoży do kupy. A przedstawione jest to tak, j
              > akby Józio załatwił sprawę własnymi ręcyma i geniuszem, bo student. No wątpię.

              Nie da się na zgłoszenie, te przeszklenia wymagają pozwolenia na budowę, budowa kominka takoż. I bez projektu od architekta z uprawnieniami chałę by Derotkowie mieli, a nie szklane domy.
        • mamuka_z_boru Re: Tam nikt... 07.06.21, 18:29
          bupu napisała:
          Nawet Dorotkowie w trakcie budowy szklanego domostwa w ogóle ze sobą nie rozmawiają, ogran
          > iczając się do powłóczystych spojrzeń. Jak wymieniają informacje o tym, jak sob
          > ie każde wyobraża ich wspólne gniazdko nie mam pojęcia.
          >

          I to jest sekret powodzenia borejczych związków, moi drodzy;)
          Przeżyłam dwa remonty generalne i zaprawdę powiadam Wam, za każdym razem ocieraliśmy się o rozwód!
          A u Borejków - nie ma rozmowy, nie ma tematu (kłótni).
          Bupu, serio nie wiesz, jak to było? Józwa decydował, Dorotka nie miała nic do gadania, więc po co mieli cokolwiek ustalač...
      • kon.zrzeda Re: Tam nikt... 16.05.21, 19:51
        Poważnie chorowała Ewa i (przynajmniej teoretycznie) Gaba, a pracę stracił Robrojek i zaczynał życie od zera. Ale to trochę mało, tak. Za to brak problemów, wygenerowanych przez wspólną egzystencję tysiąca osób na małej przestrzeni, dziwił mnie zawsze. No, może raz widzieliśmy walenie w drzwi z okrzykiem "cholera jasna!". Zawsze mnie to fascynowało, jakim cudem ci ludzie żyją tak zgodnie, ale może to jakaś cecha osobnicza. Dla mnie strefa prywatności jest bardzo ważna, ale dopuszczam możliwość, że nie wszyscy tak mają🤔 Chociaż "oni nie lubią, jak się odchodzi" brzmi bardzo złowieszczo...
        • herbacianasaszetka Re: Tam nikt... 16.05.21, 23:02
          Też tego nie rozumiem. Jeszcze w tomach okołopulpecjowych jest 5 dorosłych kobiet, z których przynajmniej Patrycja, Natalia i Ida poświęcają się urodzie. Już widzę, jak we 3 cisną się przed jednym lustrem, żeby zrobić makijaż, a pod nogami plącze się im Laura. Wychodzenia rano na zajęcia/do pracy/szkoły sobie kompletnie nie wyobrażam.
      • minerwamcg Re: Tam nikt... 07.06.21, 15:42
        Auuu! Jontrew, zawdzięczm Ci dobry humor na resztę dnia. "Mieszkanie w sutenerze". Cudne! Zwłaszcza jeśli jest się glistą ludzką (nawet pasuje!) albo tasiemcem. Oczywiście uzbrojonym, jak na istotę zamieszkałą w elemencie przestępczym przystało.
    • mika_p Re: Tam nikt... 16.05.21, 18:11
      Nikt dorosły nie poświęca żadnej myśli szeroko rozumianej karierze, nie zmienia pracy, nie myśli o zmianie pracy, nie myśli o przebranżowieniu - co sobie kto wybral na początku życia, tak ma.
      Ostatnią osobą, która ma jakieś myśli na ten temat jest Pulpa przed maturą. Tylko Natalia spróbowała czegoś innego niż docelowe nauczycielstwo, ale chyba tylko dlatego, że na Cyprze nie potrzeba polonistek.
      Pokolenie niżej już nikt się w ogóle nie zastanawia, co by tu robić w życiu, a może to, a może śmo, nic, ścieżka wybrana i konsekwentnie utrzymana
    • kon.zrzeda Re: Tam nikt... 16.05.21, 20:05
      Nikomu nie przeszkadza, że inni wtrącają mu się w wychowanie dzieci. Każdy członek rodziny ma w tej kwestii takie same prawa jak rodzice. Gdyby ktoś zasądził moim dzieciom klapsa sękatą ręką, odbyłaby się dłuższą dyskusja. Przemowa Gaby do Agi "tak rób, tak trzymaj" też mi mocno zgrzyta. Ale nigdzie nie widać żadnej różnicy zdania w tej kwestii, żadnych tarć i zgrzytów, żadnych rodziców, którzy mają konkretna wizję albo najnowszą wiedzę i starają się wyedukować w temacie resztę. To się pewnie zdarza, czemu nie. Ale odczuwam zgrzyt.
      • bupu Re: Tam nikt... 16.05.21, 22:40
        kon.zrzeda napisała:

        > Nikomu nie przeszkadza, że inni wtrącają mu się w wychowanie dzieci.

        A, to zapewne dlatego, że tam nikt dziateczek własnych nie wychowuje, wszyscy jak jeden mąż i jedna żona mają to w odwłoku. To i nie ma się do czego wtrącać.
      • bupu Re: Tam nikt... 16.05.21, 22:38
        ako17 napisała:

        > Nie bierze kredytu, nie kupuje mieszkania. Domy i mieszkania się same skądś biorą.

        Skoro dwoje nauczycieli akademickich (Gabon i sałaciarz) ma tyle oszczędności, że mogą myśleć o kupieniu kawalerki w Poznaniu, a plantatorzy niewidzialnych porzeczek mogą przebić cenowo ofertę żądnych gruntu niemieckich biznesmenów, to na plaster tam komu kredyty? Toż oni tam wszyscy najwyraźniej sobie to aureliuszowskie łoże proste, skórą okryte, wypychają gotówką.
    • strzalka.czasu Re: Tam nikt... 16.05.21, 21:47
      Tam nikt nie ma studniówki. A co najmniej dwie powinny odbyć się na łamach książek: Patrycji w Pulpecji i Laury w Języku Trolli. Nawet jeśli kobiety z domu Borejków studniówkę mogą mieć w nosie, to mogła być chociaż wzmianka, że taka impreza się odbywa. Laura mogła np. nie mieć kogo zaprosić i nie chcąc iść sama z tygrysią dumą zrezygnowałaby z balu, opowiadając na prawo i lewo jaka to dziecinna impreza, na której nie będzie nowoorleańskiego jazzu. A Pulpa jak najbardziej mogłaby iść, z Wojtusiem, Marcelkiem czy innym adoratorem i nudzić się jak mops. Albo obserwować cynicznie Baltonę, który przyszedł z Romą, a podrywa wszystkie koleżanki z klasy.
        • strzalka.czasu Re: Tam nikt... 17.05.21, 16:41
          herbacianasaszetka napisała:

          > Nie ma też osiemnastek, wieczorów panieńskich i tym podobnych.

          O nie, właśnie doznałam wizji wieczoru panieńskiego Laury. W rolach gości: ciotki plus plejada starych bohaterek z Aurelią i Lonią na czele. W ramach rozrywki: ekspresowy kurs prasowania śpioszków prowadzony przez Pyzę. Po dwóch drinkach Gabie włączyłby się stary lament "jakie to dziecko ma koleżanki" i zrobiłaby wyrzuty Pannie Młodej, że nie zaprosiła siostry jej dawnej koleżanki z klasy i jednocześnie matki dawnej koleżanki z klasy Laury, Julii Żak-Kołodziej.
        • bupu Re: Tam nikt... 17.05.21, 17:42
          herbacianasaszetka napisała:

          > Nie ma też osiemnastek, wieczorów panieńskich i tym podobnych.

          Tam nikt nie uprawia życia towarzyskiego, poza tym niezbędnym do zabukowania przyszłego małżonka, nikt też nie posiada przyjaciół ani znajomych. Kogo oni by mieli niby zapraszać na te osiemnastki? Strasznego dziadunia, żeby o stoikach ględził?
          • armari Re: Tam nikt... 17.05.21, 18:37
            W sumie Józek na etapie liceum jeszcze miał kolegów (a przynajmniej Dziubę), on ostatecznie miałby z kim zrobić domówkę. Teraz ma już żonę, więc koledzy mu niepotrzebni.
      • j-oonka Re: Tam nikt... 25.05.21, 12:45
        Zgadzam się - też byłam zawiedziona brakiem opisu studniówki Patrycji. Tam się o to imo aż prosi - wszak książka napisana w konwencji "od-okazji-do-okazji". Już widzę tego baśniowego rycerza, tego chmurnego neoromantyka, pchającego się do wszystkich dziewczyn z klasy IVb z mokrym, owłosionym ryjkiem!!!
        Z tego, co pamiętam - w całej sadze wzmianki o studniówce są dwie: Jedna, gdy Gaba przypomina sobie pana Jankowiaka "jakaś heca ze studniówką, Pyziak, czekający a nią w szkole.." (cyt. z pamięci). Druga - że Wolfi był skłócony z ojcem od czasów studniówki.
    • herbacianasaszetka Re: Tam nikt... 16.05.21, 23:32
      Nikt nie ma:
      - solidnych kryzysów w związku. Takich kilkumiesięcznych, gdy zastanawiasz się, czy Ci na mózg siadło, gdy wychodziłaś za tego chrapiącego idiotę.
      - najpowszechniejszych współcześnie dolegliwości typu: trądzik (w tej chwili to plaga wśród osób nie tylko nastoletnich, ale też koło 20 i 30 rż.), krzywy kręgosłup (wśród moich znajomych nie ma ani jednej osoby z w pełni zdrowym kręgosłupem), problemów hormonalnych (wypadnie włosów u mężczyzn, zarost u kobiet itd. Pełno młodych chłopaków na studiach i w liceum jest na zaawansowanym etapie łysienia). Jakby wpływ środowiska typu hormony w jedzeniu i wodzie, żarcie naszpikowane antybiotykami i wszelkie choroby cywilizacyjne magicznie omijały Borejków.
      - profili z mediach społecznościowych
      - chęci usamodzielnienia się. Już gdzieś wcześniej pisałam, że ta rodzina jest patologiczna. Normalnie jest czas buntu, gdy dziecko wkurza rodziców, by oni lepiej znieśli rozłąkę z nim, a rodzice wkurzają dziecko z tego samego powodu. 20-latek mieszkający z rodzicami (jeśli nie zmusza go sytuacja) nie jest zjawiskiem zdrowym. Częstym teraz, ale nie zdrowym. Jeśli już tak jest, to powinno dochodzić do starć na polu obiadów, sprzątania i reszty. A tu wszyscy żyją radośnie na kupie jak dawni słowianie i się cieszą.
      - eksperymentów z wyglądem. Poza Laurą, która zaliczyła etap zielonego włosia, oraz Agą nikt nie farbuje włosów.
      - problemów społecznych. Poza Jędrkiem nikt nie przenosi stresu z pracy do domu, nie żali się na upierdliwego szefa lub przygłupich studentów.
      - otwartości. U Boreków inne=złe. Nikt nie próbuje zrozumieć, zaakceptować, zatrzymują się na tolerancji, ale też nie zawsze. IGS, młody student, który powinien być bardzo tolerancyjny (wszak wrodzona wrażliwość temu sprzyja) patrzy na wszelkie przejawy inności z wyższością, obawą a nawet lękiem. Jóin to samo. Jeśli ktoś nie ma stabilności psychicznej głazu, to jest miągwa.
      - problemów psychicznych. W zasaszie całym komentarzem pokazuję, że mają, ale chodzi mi o świadomość problemów, diagnozę i radzenie sobie z tym. Jeżycjada z powodzeniem by mogła pełnić funkcję podręcznika do psychologii, a szczególnie by się nadała na rozdział o toksycznej rodzinie.
      • pi.asia Re: Tam nikt... 18.05.21, 15:29
        herbacianasaszetka napisała:

        > Nikt nie ma:
        > - problemów społecznych. Poza Jędrkiem nikt nie przenosi stresu z pracy do domu
        > , nie żali się na upierdliwego szefa lub przygłupich studentów.

        W CR Robrojek w chwili szczerości wyrzuca z siebie informację o Majchrzaku (czyli swoim szefie): - Popełnia beznadziejne, głupie błędy zawodowe, a kiedy mi się zwraca uwagę... e, zresztą, co go tam będę obgadywał. Ale faktem jest, że jak tak dalej pójdzie, to on się doigra. Ja mu kiedyś dołożę.
        Nieco później dochodzi do starcia Majchrzaka z Robrojkiem i padają takie słowa: w pracy mi się mądrzysz, jakbyś był nie wiem jaki wykształcony, w domu mi się, kurcze, stawiasz, a nigdzie nie masz racji!
    • tt-tka Re: Tam nikt... 17.05.21, 01:19
      Nikt nie chodzi do lekarza. Ja wiem, ze dr Kowalik jest omnipotentny, ale dentysty jednak nie zastapi.
      Zadna baba nie ma problemow z menopauza i zaden chlop z andropauza.
      Nikt, ale to nikt nie ma dosyc gledzenia Ygnaca.
      • iwoniaw Re: Tam nikt... 17.05.21, 09:21
        tt-tka napisała:

        > Nikt nie chodzi do lekarza.

        No jak to, czy to nie Ignac w CZ ma lekarkę kardiologa, która dawała mu mnóstwo zaleceń, a sama dostała (hahaha jakże zabawnie) zawału czy innego wylewu, podczas gdy on, podchodząc z dystansem do tych medycznuch wymysłów, ma się doskonale?
    • kon.zrzeda Re: Tam nikt... 17.05.21, 12:09
      Nikt nie jest LGBT+, nikt takiej osoby nie zna. Powiedzmy, że niespecjalnie mnie to z różnych przyczyn dziwi. Powiedzmy również, że rozumiem, że nie przeszłoby to autorce przez klawiaturę. Niemniej- nikt. Chociaż może to i lepiej, że nie przeszło, strach pomyśleć, jakiego dziwoląga by z takiej osoby wytworzyła.
      • herbacianasaszetka Re: Tam nikt... 17.05.21, 14:21
        A może Ania nie ma jeszcze pary, bo to lesbijka? Wszyscy młodsi od niej już wyswatani, niewiele starsi już mają dzieci, a Ania sama.

        Nie wiem, czy wizja takiego wątku w borejczadzie i Autorki, która próbuje sobie z nim poradzić, bardziej mnie przeraża, czy bawi. :D
      • bupu Re: Tam nikt... 17.05.21, 18:16
        przymrozki napisała:

        > Nie spotyka na swojej drodze szatynów - sami pszenni blondyni, hiszpańscy brune
        > ci i, najbardziej prestiżowi, rudzi.

        Sałaciarz zaczynał jako szpakowaty szatyn, przypominam. W bruneta przedzierzgnął się po latach związku z Gabryjelą. Szatynem jest ponadto woj Flobry.
    • pi.asia Re: Tam nikt... 18.05.21, 18:56
      Tam nikt nie ma zwierząt domowych. Chwalebne wyjątki to pan Paszkiet, który ma psa Lucyfera, oraz Ocarabessowie, którzy mają rybki w akwarium. I babcia Jedwabińska, która ma kota. Aha, i jeszcze Nowakowski miał myszki.
      A poza tym nic, zero, żadnych innych psów, kotów, nikt nie ma ani chomika, ani kanarka, ani choćby patyczaków w terrarium!
      Być może bierze się to stąd, że poznańskie gospodynie tak bardzo cenią sobie sterylną czystość, że nie zniosą nawet kłaczka na dywanie. I ewentualny zwierzak, przyniesiony przez dziecko, natychmiast zostaje wywalony na bruk, a tam Święta Gabryjela go przygarnia, po czym anihiluje w sobie tylko znany, bezobjawowy sposób.

      Flobrych (psy, konie) nie liczę, bo oni mieszkają na wsi.
      • sayoasiel Re: Tam nikt... 02.06.21, 21:33
        No,to jest kwestia filozofii życiowej autorki. Tego się możemy spodziewać, prawda ?
        Nie mniej Patryk zdradził. Magdę. Aurelia myślała,że zdradziła Kreskę. Całując Maćka. Zachowanie Janusza możemy odczytać jako zdradę ? Nie taką na tle erotycznym, ale też ? Roma i Patrycja zdradzają swoją przyjaźń. Aniela zdradza zaufanie,tak,jak robi to nie raz Pawełek. Cesia jest traktowana w myślach jako zdrajczyni przez Hajduka gdy zgadza się z nauczycielem, a nie z nim. Laura zdradza Różę raz po raz jako dzieciak. I klasę. Filip myśli,że zdradza Tunia podkochując się w Natalii....
          • sayoasiel Re: Tam nikt... 02.06.21, 21:53
            la_felicja napisała:

            > Nie zapominaj, że Trolla straszliwie zdradziła i porzuciła Józefa :-D
            No, skoro ona zdradziła Józefa, to Wolfi zdradził Laurę. Postawił Bodzia ponad nią. Przynajmniej w jej mniemaniu.
            Paweł zdradził Piotra zalecając się do Żaby.
            • ako17 Re: Tam nikt... 02.06.21, 22:11
              chodziło mi o zdradę w takim najprostszym rozumieniu. Nawiązanie romansu albo relacji czysto seksualnej pomimo posiadania stałego czy nawet ślubnego partnera.
              Najbliżej tego był Pawełek, chociaż jednodniowe spotkanie z Anielą to też nie romans.
              Nie ma czegoś takiego, że np. Natalia, pomimo udanego związku z Robertem (powiedzmy), pozwala sobie na dyskretne i platoniczne spotkania z drem Stalą, a Mareczek ulega urokowi młodej pielęgniarki. Ale tylko raz, bo tak naprawdę kocha tylko Idę.
              • tt-tka Re: Tam nikt... 02.06.21, 23:13
                Juz bimbac zdrady, ale tam w ogole nikt nie ma zycia intymnego poza malzenstwem, o neo mowa. Ani nawet potrzeby takiego zycia. Kalarepa i Robroj, przez kilkanascie lat wdowcy zyja wylacznie praca, zadna kobieta sie im w zyciorysie nie zaplatala. Takoz i Cyryjek, od czasu gdy nie zwiazala sie z nim jego studencka milosc - zadnej kobiety. Pan Gruszka zadowala sie zastepcza rodzina fidelisia. Dmuchawiec, od kiedy owdowial jako chyba czterdziestokilkulatek.
                A niektorzy, palcem nie bede wytykac, tak, Gaba, o tobie mowa, to i w malzenstwie takiego zycia nie maja i nie odczuwaja potrzeby...
                • pi.asia Re: Tam nikt... 02.06.21, 23:29
                  tt-tka napisała:

                  > Juz bimbac zdrady, ale tam w ogole nikt nie ma zycia intymnego poza malzenstwe
                  > m, o neo mowa. Ani nawet potrzeby takiego zycia. Kalarepa i Robroj, przez kilka
                  > nascie lat wdowcy zyja wylacznie praca, zadna kobieta sie im w zyciorysie nie z
                  > aplatala.

                  Jestem na świeżo po lekturze CR, więc zaprotestuję. Robert MIAŁ przygodne partnerki. Było to w Łodzi, a wiemy o tym od Belli:

                  w Łodzi było jej wszystko jedno, dokąd tata idzie, z kim się spotyka i o której wraca, i jakie to panie do niego dzwonią

                  Były, owszem, różne panie, mniej lub bardziej miłe, które w mniej lub bardziej niemiły sposób próbowały znaleźć sobie miejsce w życiu ojca.
                    • pi.asia Re: Tam nikt... 03.06.21, 09:49
                      Trwał we wdowieństwie, ale nie samotnie. On się z nimi spotykał i wracał do domu o różnych dziwnych porach. A były to dość intymne zażyłości, skoro owe panie do niego dzwoniły (nie hurtowo, rzecz jasna, lecz pojedynczo).
                      Określenie "próbowały" dotyczy tego, że chciały się w jego życiu zagnieździć na dobre. A on wiązać się nie chciał i był jak ten kogucik - zapiał i ucikł.
                      • tt-tka Re: Tam nikt... 03.06.21, 10:13
                        No nie zartuj, duwonienie do kogos to swiadectwo dosc intymnej zazylosci ? To ja jestem wielce rozwiazla...

                        Nie, w myslach Robrojka nie ma sladu zadnej pani poza Aniella z czasow, gdy on byl uczniakiem i zadnego dyskomfortu z racji braku zycia intymnego.
                        • piotr7777 Re: Tam nikt... 03.06.21, 11:26
                          O łódzkim życiu Roberta za mało wiemy. Mógł zaliczyć kilka przelotnych związków. Nie wiemy jakim był człowiekiem zanim zbankrutował przez nieuczciwego wspólnika.
                          Na pewno życie towarzyskie, w przeciwieństwie do Grzegorza prowadził.
                          • bupu Re: Tam nikt... 03.06.21, 15:48
                            piotr7777 napisał:

                            > O łódzkim życiu Roberta za mało wiemy. Mógł zaliczyć kilka przelotnych związków
                            > . Nie wiemy jakim był człowiekiem zanim zbankrutował przez nieuczciwego wspólni
                            > ka.
                            > Na pewno życie towarzyskie, w przeciwieństwie do Grzegorza prowadził.

                            Nie widzę w książkach żadnych śladów robrojczego życia towarzyskiego. Ani w Łodzi, ani po sprowadzeniu się z powrotem do Poznania.
                            • guineapigs Re: Tam nikt... 07.06.21, 20:36
                              Bupu nie widzi
                              'w książkach żadnych śladów robrojczego życia towarzyskiego. Ani w Łodzi, ani po sprowadzeniu się z powrotem do Poznania.'.

                              No, po sprowadzeniu sie do Poznia to tylko Majchrzakowie, potem Borejki i koledzy w pracy.
                              Ale skoro w Lodzi byly jakies panie, ktore probowaly poderwac Roberta, to chyba gdzies je musial poznawac? Zatem gdzies bywac musial. Jakby kursowal tylko na linii praca - dom, to raczej zadnej pani by nie zainteresowal na tyle, by ta probowala go zakuc w kajdany malzenskie czy partnerskie.
                              A tak detalicznie rzecz biorac, to o lodzkim zyciu Roberta wiemy tyle, ze bylo - bo nie umarl i zyje. No i ze zmarla mu zona, ze padl ofiara przekretow (nieuczciwego) wspolnika. Zona byla flecistka w filharmonii - z pewnoscia musialy byc tam jakies spotkania bardzo kulturalne, gdzie dyskutowano o sztuce, muzyce, Zenku Martyniuku... A jako wspolwlasciciel firmy rowniez musial brac udzial w jakichs spotkaniach biznesowych, branzowych etc. Takie spotkania czesto wiaza sie z wyjazdami nazwijmy to integracyjnymi - a co sie tam dzieje, to Panie Dzieju, wiadomo ze sodoma i gomora!
                      • bupu Re: Tam nikt... 03.06.21, 15:50
                        pi.asia napisała:

                        > Trwał we wdowieństwie, ale nie samotnie. On się z nimi spotykał i wracał do dom
                        > u o różnych dziwnych porach. A były to dość intymne zażyłości, skoro owe panie
                        > do niego dzwoniły (nie hurtowo, rzecz jasna, lecz pojedynczo).
                        > Określenie "próbowały" dotyczy tego, że chciały się w jego życiu zagnieździć na
                        > dobre. A on wiązać się nie chciał i był jak ten kogucik - zapiał i ucikł.

                        Chwila, czy my mówimy o tym samym Rojku, ktory usiłował zacząć romans z Nutrią od oświadczyn?
                        • guineapigs Re: Tam nikt... 07.06.21, 20:52
                          Bupu ustala, o kim mowimy:
                          'Chwila, czy my mówimy o tym samym Rojku, ktory usiłował zacząć romans z Nutrią od oświadczyn?'

                          Az mi sie na usta (klawiature) cisna slowa Tytusa z komiksu, a mianowicie:
                          'To jest dziewczyna, o jakiej marze
                          Wisniowe usta, jasne spojrzenie
                          Jesli mnie zechce - to sie ozenie'.

                          Czyzby Robert myslal podobnie? 'O, jak ta Nutria wyrosla! Taki szkrab to bylo, a teraz piekna niewiasta. No to sie oswiadcze i zobaczymy, co z tego bedzie. Moze spodobamy sie sobie nawzajem?'.
                          • sanfran_84 Re: Tam nikt... 08.06.21, 09:43
                            guineapigs napisała:

                            > Az mi sie na usta (klawiature) cisna slowa Tytusa z komiksu, a mianowicie:
                            > 'To jest dziewczyna, o jakiej marze
                            > Wisniowe usta, jasne spojrzenie
                            > Jesli mnie zechce - to sie ozenie'.

                            Józef zastosował to w praktyce ;)

                            Mogę prosić jakąś dobrą duszę o krótką chronologię zdarzeń na linii Natalia - Robert? Nie czytałam po kolei i mi się te Cypry, pogonie furgonetkami, Nerwusy, truskawki i zakusy Roberta mieszają czasowo. Jeszcze plączące się w tle Pyziakówny się tak zachowują, że już człowiek nie pamięta, kiedy one były starsze, a kiedy młodsze.
                            • tt-tka Re: Tam nikt... 08.06.21, 12:42
                              sanfran_84 napisał(a):


                              > Mogę prosić jakąś dobrą duszę o krótką chronologię zdarzeń na linii Natalia - R
                              > obert? Nie czytałam po kolei i mi się te Cypry, pogonie furgonetkami, Nerwusy,
                              > truskawki i zakusy Roberta mieszają czasowo. Jeszcze plączące się w tle Pyziakó
                              > wny się tak zachowują, że już człowiek nie pamięta, kiedy one były starsze, a k
                              > iedy młodsze.

                              Bitte.
                              Robert poznal Natalie w kk jako mala z zebami, wowczas 7-latke. Opowiedzial jej bajke i pogonil spac. Potem widywal bywajac na Rusfelta jako przyjaciel Gaby i czlonek ESD.

                              W CR, 1996, dowiadujemy sie, ze zniknal z Rusfelta na lat 16, czyli w 1980. Jednakowoz na chwile wpadl w 1982, swiadkujac Gabie na slubie, byc moze natalii wtedy nie widzial albo nie zwrocil uwagi.

                              W tejze CR, 1996, Natalia jest para od Filipa juz od dwoch lat, od wakacji w NiN, 1994. Jest juz po truskawkach i kajdankach, a nawet jest juz troche znuzona wybuchowym, humorzastym i zaborczym Filipem (choc nie mowi mu, jak wczesniej jego bratu, co ja meczy i co jej nie pasuje) i Robert jawi jej sie jako oaza spokoju. Widuja sie, m.in. w tym jego domku ogrodnika, gadaja, popijaja herbatke z rumem. Widuja se czesciej niz widzi ich razem czytelnik, bo, przykladowo, Natalia wie, co jest ulubiona lektura i ulubiona postacia Rojka, a my swiadkiem tej akurat rozmowy nie jestesmy. Sam Robert jest nia oczarowany, na sam jej widok mija mu, obecny jeszcze kilka stron wczesniej, bol po Anieli.

                              (w NiN Pyziakowny maja odpowiednio 13 i 10 lat, w CR 15 i 12, ale w CR sa niemal nieobecne. Pojawiaja sie na chwile na slubie Strybowny z Kowalikiem i chyba sie nawet nie odzywaja wtedy)

                              Ciecie i mamy Imieniny. Jest rok po CR, no, poltora, bo zima, Nutria wlasnie wraca z Cypru (czyli wywiala tam krotko po tym, ja skonczyla sie CR). Pojawia sie Rojek zawiadomiony o jej powrocie, pojawia sie Filip takze zawiadomiony, choc nielegalnie, porwanie panny z Rusfelta przez Filipa, blyskawiczne zareczyny, slub ma byc za piec minut, Robert znika ponownie z zycia Borejkow, bolesnie przeswiadczony, ze Nutria juz Filipowa na wieki wiekow, amen.

                              Mamy TiR, znow minal rok. Robert juz mieszka i pracuje w Lodzi, choc corke zostawil w Poznaniu, na facjatce u Mamertow, dwa kroki od Rusfelta. Od przypadkiem spotkanej w Toruniu Laury dowiaduje sie, ze slubu z Filipem nie bylo - a moze dowiedzial sie tego od corki ? nie pami No i potem etam. W kazdym razie dowiedzial sie ROK po tym, jak Natalia z Filipem zerwala ostatecznie i nieodwolalnie. Odwozac Laure do domu z tego Torunia zostawia komorke na stole, Roza odnosi mu telefon, tylko nie jego, a , coz za niespodzianka, Nutrii. No i zaraz potem mamy poscig furgonetka i stanowcze Roberta "ta pani jest ze mna" oraz lzawe Natalii "ja jestem z tym panem".
                              Kurtyna, slub zaocznie w kalamburce.
                              • sanfran_84 Re: Tam nikt... 08.06.21, 17:23
                                tt-tka napisała:


                                > Bitte.

                                Dziękuję bardzo. Coś mi się właśnie pomieszało z tym, kiedy Natalia była/nie była z Filipem, a kiedy o tym wiedział/nie wiedział Robert :)
                                • tt-tka Re: Tam nikt... 09.06.21, 02:02
                                  A pamietasz moze, kiedy on leci na Rusfelta z postanowieniem, ze sie oswiadczy, "zeby juz bylo jak nalezy " ? Po tym Cyprze i rocznym/dluzszym niewidzeniu sie i niekontaktowaniu z Nutria ?
                                  • bupu Re: Tam nikt... 09.06.21, 08:48
                                    tt-tka napisała:

                                    > A pamietasz moze, kiedy on leci na Rusfelta z postanowieniem, ze sie oswiadczy,
                                    > "zeby juz bylo jak nalezy " ? Po tym Cyprze i rocznym/dluzszym niewidzeniu sie
                                    > i niekontaktowaniu z Nutria ?

                                    Tak właśnie. No przecież on wpada z wiechciem na tę imprezę powitalno-imieninową.
                                    • tt-tka Re: Tam nikt... 09.06.21, 09:21
                                      Na powitalno-imieninowa ? On wiedzial, ze Natalia uciekla na Cypr przed Filipem czy tam od Filipa ? przeciez rok jej nie widzial (nie dzwonil, nie pisal ani ona do niego) ! lecial z bukietem oswiadczynowym do partnerki innego mezczyzny? Czy w CR-koncowce Natalia jakos mu zasugerowala, ze z Bratkiem to jeszcze nic pewnego ? Bo ze Bratkowi nie sugerowala, to wiemy...
                                      • bupu Re: Tam nikt... 09.06.21, 15:54
                                        tt-tka napisała:

                                        > Na powitalno-imieninowa ? On wiedzial, ze Natalia uciekla na Cypr przed Filipem
                                        > czy tam od Filipa ? przeciez rok jej nie widzial (nie dzwonil, nie pisal ani o
                                        > na do niego) ! lecial z bukietem oswiadczynowym do partnerki innego mezczyzny?
                                        > Czy w CR-koncowce Natalia jakos mu zasugerowala, ze z Bratkiem to jeszcze nic
                                        > pewnego ? Bo ze Bratkowi nie sugerowala, to wiemy...

                                        Najwyraźniej wiedział, skoro przybył na Rusfelta z zamiarem powitania Nutrii po powrocie z Cypru. Oraz z zamiarem oświadczenia się jej, to też. Najwyraźniej istnienie Nerwusa wyparł ze świadomości, bo inaczej sobie tego wytłumaczyć nie potrafię. W CR, o ile pamiętam, Nutria mu nic nie sugerowała. Cały ten wątek jest zatem powalająco absurdalny: Robroj idzie się oświadczyć dziewczynie, którą ledwo zna, z którą od roku nie rozmawiał i która ma partnera.

                                        Uwaga na marginesie, nr 1: z tekstu Imienin wynika jasno, iż Robert przybył na Rusfelta zbrojny w DWA bukiety jasnofioletowych irysów, z których oba wydarła mu z ręki Milicja, przekonana, że to dla niej, mimo że ani nie była solenizantką, ani nie wróciła z wojaży. Egoizm prima sort, zatrącający o narcyzm, takie przekonanie, że wszystko dla niej.

                                        Uwaga na marginesie nr 2: Tyczący tej nieszczęsnej próby oświadczyn monolog wewnętrzny Robroja, pomieszczony w TiR, mnie po prostu roz... uszkodził mentalnie. Otóż Robroj, wspominając tamten, usłany niepowodzeniami, wieczór, wytknął brak kultury Nerwusowi, który wpadł i jął obcałowywać Nutrię, a potem, cytuję: "porwał ją po prostu z rodzinnego domu, nie zwracając się ani słowem do jej rodziców!". Zrozumiałabym zarzut, że Bratek olał koncertowo resztę zgromadzonych, w tym gospodarzy i solenizanta, zrozumiałabym zwyczajną zazdrość, że oto cham i podolec ma względy kobiety na którą nie zasługuje, a którą Rojek miłuje konno i na piechotę, ale, na Boginię, czepiać się, że facet nie poprosił rodziców Nutrii o zgodę na zabranie jej z przyjęcia, zupełnie tak, jakby ta Nutria była swych rodziców własnością?


                                        Już nie mówiąc o tym, że ona wtedy MIAŁA 27 LAT! Dlaczego pełnoletnia gropa miałaby potrzebować rodzicielskiego pozwoleństwa na cokolwiek??? Przypominam, iż zajście owo miało miejsce w końcówce XX wieku, nie w głębokich otchłaniach XIX stulecia, Nutria zaś była trzeźwa, pełnoletnia i nie ubezwłasnowolniona, mogła opuścić przyjęcie kiedy jej się żywnie podobało, bez pytania KOGOKOLWIEK o zgodę. I zadziwiające, że Robroja nie dziabnęło egoistyczne chamstwo Milicji, wyrywającej mu z dłoni obie wiązanki, że spłynęły po nim grubiańskie komentarze całej rodzinki, od stołu oglądającej sceny z Nutria i Filipem jakby to był teatr, że wreszcie nie zauważa on paskudnego stosunku Nerwusa do Nutrii, na przykład tego, że Bratek samej Natalii nie zapytał, czy ona by chciała iść z nim, tylko wywlókł przemocą. Niezapytanie Nutrii o zgodę jest OK. Niezapytanie jej rodziców? Oooo, zbrodnia w ciemną noc...
                                        • tt-tka Re: Tam nikt... 09.06.21, 16:19
                                          Mozna to - bardzo od biedy i tylko czesciowo - wytlumaczyc tym, ze Gabon czy ktokolwiek inny, kto zawiadomil Robcia o powrocie Natalli - powiadomil go tez o tym, ze ta ucieczka byla przed Nerwusem. Co i tak nic nie znaczy, przed rok na Cyprze to Nutria mogla szesc razy wyjsc za maz, nawet jesli Robcio wiedzial, ze wolna od Filipa, to nie, ze w ogole wolna.
                                          Chiba ze ten tajemniczy ktos w czarnej masce, czyli zawiadamiacz, posunal sie znacznie dalej, np ostro sugerujac Robciowi, ze panna po zerwaniu samotna, nieszczesliwa i steskniona za nim wlasnie...

                                          Dwoch nastepnych punktow nie tlumaczy w ogole nic, nawet zdziadzienie mentalne czy inne Roba.
                                        • armari Re: Tam nikt... 09.06.21, 17:32
                                          bupu napisała:


                                          > Uwaga na marginesie, nr 1: z tekstu Imienin wynika jasno, iż Robert przybył na
                                          > Rusfelta zbrojny w DWA bukiety jasnofioletowych irysów, z których oba wydarła m
                                          > u z ręki Milicja, przekonana, że to dla niej, mimo że ani nie była solenizantką
                                          > , ani nie wróciła z wojaży.

                                          Tych mu nie wydarła, sam wręczył:

                                          "Robert wręczył je babci, po czym zaczął składać życzenia solenizantom(...)" - Imieniny s.26

                                          Milicja wydziera mu bladofioletowe astry pod koniec CR.
                                        • pi.asia Re: Tam nikt... 09.06.21, 23:03
                                          bupu napisała:


                                          >
                                          > Otóż Robroj, wspominając tamten, usłany niepowodzeniami, wieczór, wytknął brak
                                          > kultury Nerwusowi, który wpadł i jął obcałowywać Nutrię, a potem, cytuję: "por
                                          > wał ją po prostu z rodzinnego domu, nie zwracając się ani słowem do jej rodzicó
                                          > w!". Zrozumiałabym zarzut, że Bratek olał koncertowo resztę zgromadzonych, w ty
                                          > m gospodarzy i solenizanta, zrozumiałabym zwyczajną zazdrość, że oto cham i pod
                                          > olec ma względy kobiety na którą nie zasługuje, a którą Rojek miłuje konno i na
                                          > piechotę, ale, na Boginię, czepiać się, że facet nie poprosił rodziców Nutrii
                                          > o zgodę na zabranie jej z przyjęcia, zupełnie tak, jakby ta Nutria była swych r
                                          > odziców własnością?

                                          Ja to zrozumiałam właśnie jako zarzut, że Filip z nikim się nie przywitał, pożałował choćby zdawkowego "dzień dobry". A że podkreśleni są akurat rodzice - cóż, są gospodarzami, są najstarsi i należałby im się jakiś elementarny szacunek. Reszty domowników Robert nie bierze pod uwagę, bo są dla niego w zasadzie obcy (z wyjątkiem Gaby).
                                          • tt-tka Re: Tam nikt... 09.06.21, 23:13
                                            Odczytalam jak Bupu - zlekcewazyl nie seniorow, i nie gospodarzy, tylko rodzicow 27-letniej kobiety. Przeciez on oswiadczyc sie tez lecial "corce takiego ojca"
                                          • bupu Re: Tam nikt... 09.06.21, 23:19
                                            pi.asia napisała:


                                            > Ja to zrozumiałam właśnie jako zarzut, że Filip z nikim się nie przywitał, po
                                            > żałował choćby zdawkowego "dzień dobry". A że podkreśleni są akurat rodzice - c
                                            > óż, są gospodarzami, są najstarsi i należałby im się jakiś elementarny szacunek
                                            > . Reszty domowników Robert nie bierze pod uwagę, bo są dla niego w zasadzie obc
                                            > y (z wyjątkiem Gaby).

                                            Po pierwsze primo, amnezji wstecznej dostał? Idy nie zna, tej z którą działał w grupie ESD? Po drugie primo przyjęcie było ku czci Grzesia, który miał imieniny i Nutrii, która wróciła z Cypru, więc to oni byli najważniejsi na imprezie, nie seniorzy. Tymczasem dla Robroja problem olania przez Bratka jednego z bohaterów dnia nie istnieje. Po trzecie primo, dokładny cytat z Robroja wyglada tak:


                                            Zaraz potem wpadł Filip Bratek, z całą bezceremonialnością zasypał Natalię pocałunkami i porwał ją po prostu z rodzinnego domu, nie zwracając się ani słowem do jej rodziców!

                                            Zwróć uwagę na szyk tej wypowiedzi. Bratek nie wpadł na imprezę, nic nie mówiąc do gospodarzy, nie zasypał pocałunkami nieszczęsnej, olewając resztę, nie, on PORWAŁ NATALIĘ NIE ZWRACAJĄC SIĘ DO JEJ RODZICÓW. Brak komunikacji z seniorami istnieje tu, jak byk, w kontekście tego porwania, nie w kontekście przelotnej obecności Bratka na imprezie.
                                      • iwoniaw Re: Tam nikt... 09.06.21, 17:27
                                        A Robert w ogóle wiedział, że w życiu Nutrii jest jakiś Filip? W CR Natalia najpierw spławia Filipa na Malcie, by zostać tam z Robertem, potem sama się łapie na myśli, że "wszyscy wokół wiedieli, że ona spotyka się z Filipem. Dlaczego nie chciała, żeby wiedział o tym Robrojek?" (CR, str. 110). Potem R. przychodzi na Roosevelta, gdy tam mieszka Bella i od Mili dowiaduje się, że Natalia "poszła na koncert organowy", który odbywa się w Farze co sobota, bo zbierają fundusze na organy, a "dziś gra Filip, znajomy Natalii". (str. 158) Na co wraca Natalia, która na koncert ostatecznie nie dotarła i "już nie chciała wchodzić spóźniona" i mama Borejko ani slowem nie pyta o Filipa ani o nic. O tym, że Filip urządził Nutrii awanturę o tę nieobecność następnego dnia, dowiadujemy się z monologu Idy do Józinka.
                                        Następnie słyszymy od Natalii, że rozmawia całe wieczory o baśniach i Leśmianach z Rojkiem, więc zna jego ulubione postacie i w ogóle. Gdy Ida ma list od młodego Majchrzaka do Belli, Natalia go zaraz łapie, żeby zanieść osobiście na poddasze Kowalików, gdzie toczy z Robertem rozmowę pełną aluzji i tekstów o tym, jak to ostatnio wszystko wpasowuje się w życie jak fragment układanki i harmonio trwaj (str. 205).
                                        Robroj o Filipie NIC nie wie do końca CR.
                                        • iwoniaw Re: Tam nikt... 09.06.21, 17:39
                                          Zresztą w Imieninach, gdy Robert zjawia się na Roosevelta z irysami, a Filip z burzą pocałunków, to R. zaskoczony i zdumiony "jakby kto strzelił do niego zza węgła" pyta szeptem "Gabrysiu, kto to jest?" - po prostu był przekonany, że Nutria "nie mogąca znaleźć sobie miejsca w życiu" i potakująca mu nt. odnalezienia harmonii dzięki ich rozmowom tuż przed wyjazdem na rok na Cypr, była z nim szczera i nadająca na tych samych falach.
                                          • tt-tka Re: Tam nikt... 09.06.21, 17:43
                                            Tego, ze Rob nic nie wiedzial o Bratku, jejbohu nie pamietalam ! cala rodzina, ze sparowana wowczas Nutria na czele taka dyskretna...

                                            Niemniej dla Roba Nutria jest takze tylko znajoma i to dosc luzna znajomosc, skoro przez caly rok jej pobytu na Cyprze sie nie porozumiewli, nawet nie ona go zawiadomila o swoim powrocie. I nadal - przez rok moglo sie w jej zyciu wydarzyc ho, ho, ho albo i wiecej. A on leci sie odwiadczac osobie, z ktora rok wczesniej, a wlasciwie poltora (lato bylo, a jest luty) pogadal sobie przez kilka wieczorow.
                                            • iwoniaw Re: Tam nikt... 09.06.21, 18:07
                                              To, że ona jest znajomą, to inna rzecz. Ba, Robroj zwraca się do niej (po pierwszym spontanicznym po rozpoznaniu "Nutria! Robrojek!") per "pani" a ona do niego "pan".
                                            • guineapigs Re: Tam nikt... 09.06.21, 19:18
                                              Tt-tka napisala, kim jest dla Robrojka Natalia i co on w zwiazku z tym robi:
                                              'dla Roba Nutria jest takze tylko znajoma i to dosc luzna znajomosc, /.../ A on leci sie odwiadczac osobie, z ktora rok wczesniej, a wlasciwie poltora (lato bylo, a jest luty) pogadal sobie przez kilka wieczorow.'

                                              Ja tam sie nie znam, ja panienka jestem, ale w normalnym swiecie to wyglada tak, ze jak spotykamy kogos, kto nam odpowiada pod kazdym wzgledem (tak nam wydaje, oczywiscie), to zaciesniamy znajomosc, po jakims czasie zaczynamy funkcjonowac w towarzystwie jako 'para' i wtedy zaczynamy roscic do siebie nawzajem pretensje (moj chlopak, moja dziewczyna) oraz dyskretne plany na przyszlosc (ja lchcialbym mieszkac w domku, a ja w mieszkaniu, ja chcialbym miec dwoje dzieci, a ja dzieci nie lubie ). Potem dopiero sa oswiadczyny - stajemy sie para formalnie, a nie towarzysko (zdaje sie, ze nawet oficjalne prawo panstwowe juz tu wkracza, Doda procesowala sie wszak o pierscionek zareczynowy a pana, ktory obiecuje malzenstwo dziesieciu paniom nazywa sie oszustem matrymonialnym i mozna go pozwac - a raczej nie mozna pozwac pana, ktory chodzi do kina z dziesiociama roznymi paniami ale zadnej z nich nie zadeklarowal checi malzenstwa, bo niby za co?).
                                              Ale do adremu: Robert i Natalia nie byli nawet para towarzysko. Ba, Natalia oficjalnie byla zareczona z innym panem! A ten pan juz sie zadeklarowal i zostal przyjety a przynajmniej nie zostal odrzucony, a potem byl zwodzony. Przez Natalie.
                                              A Robert tez nie jakis romantyczny janiol w bialym giezle: wszak ozenil sie z pierwsza lepsza panna, ktora go zechciala - owa flecistka, matka Belli. Czyli na zasadzie: lepszy rydz niz nic, na bezrybiu i rak ryba, lepszy wrobel w garsci niz golab na dachu. A wtedy to rydzem, rakiem i golebiem byla Aniela. A Robert mial lat osiemnascie czy siedemnascie. KURTYNA i OKLASKI - bo MM mimowolnie stworzyla chyba jedna z najbardziej krindzowych postaci w literaturze polskiej dla mlodziezy. I jeszcze odautorsko, ze Robert to taki romantyk, taki w porzadku, taki facet z zasadami.
                                              Dobrze, ze ta flecistka jednak zmarla - bo nie chcialabym wiedziec, ze ja Robert zdradzil z Natalia jak uzmyslowil sobie 17 lat po slubie, ze kocha Natalie.

                                              BTW - moj ostatni i mam nadzieje ze ostatni zwiazek byl taki, ze dopiero po DWOCH LATACH bycia w towarzysko objawionym zwiazku (tzn. dwa lata bylismy towarzysko para) zorientowalam sie, iz moj ukochany byl totalnie uzalezniony od hazardu. Traume mam do dzis i nawet nie mysle o kolejnym zwiazku, boje sie. Moge sie zainteresowac kims na zasadzie: lubimy sie, jest fajnie. Ale ze zwiazek? Tak sie boje trupow w szafie, ze wole nie isc w to za gleboko.
                                              • tt-tka Re: Tam nikt... 09.06.21, 19:27
                                                No tak, Guin... tak opisany, zgodnie z faktami ! Robert jawi sie kreatura. Ale i z Natalii falszywiec, wiec moze sie jednak dobrali ?

                                                Niemniej oswiadczyn na takim etapie znajomosci nie da sie wytlumaczyc inaczej, niz ze, jak mocno i coraz mocniej podejrzewam, informator powrotowy wcisnal Robertowi znacznie wiecej niz bylo. Ze Robert jednak mial jakies podstawy, chocby i zmyslone przez osobe trzecia (wstan, Gabrielo, o tobie mowa !) na nadzieje i czul sie uprawniony do oswiadczyn.

                                                PS lepiej pozno niz jeszcze pozniej, naprawde :), a z traumy wyliziesz. Co nie znaczy, ze ostroznosc nie jest wskazana.
                                                • iwoniaw Re: Tam nikt... 09.06.21, 20:31
                                                  tt-tka napisała:

                                                  >
                                                  > Niemniej oswiadczyn na takim etapie znajomosci nie da sie wytlumaczyc inaczej,
                                                  > niz ze, jak mocno i coraz mocniej podejrzewam, informator powrotowy wcisnal Robertowi znacznie wiecej niz bylo. Ze Robert jednak mial jakies podstawy, chocby
                                                  > i zmyslone przez osobe trzecia (wstan, Gabrielo, o tobie mowa !) na nadzieje i
                                                  > czul sie uprawniony do oswiadczyn.
                                                  >

                                                  Ano też mi to tak wygląda. Bo i w jakich okolicznościach Robert się zjawia? Otóż w dniu powrotu Nutrii, która wyraźnie "zakazała kogokolwiek informować", co wiemy z ust dziwiącej się, skąd wiedział o powrocie Filip, mamy B. I z komentarza Pyzy-obserwatorki wiemy, że zaskoczyło go, iż właśnie odbywają się w mieszkaniu na Roosevelta imieniny. Zatem ewidentnie przybył z okazji powrotu Nutrii, o którym ktoś musiał mu szepnąć. Musiała to być Gaba, skoro najpierw "twarz jej się wydłużyła", gdy ujrzała Nerwusa, a potem się rozpłakała, gdy Rojek wyszedł. Widać Laura po matce odziedziczyła skłonność do rozgrywania ludzi i manipulowania nimi, żeby realizowali jej zdaniem najlepsze scenariusze 😀
                                                  • bupu Re: Tam nikt... 09.06.21, 21:08
                                                    iwoniaw napisała:


                                                    > Ano też mi to tak wygląda. Bo i w jakich okolicznościach Robert się zjawia? Otó
                                                    > ż w dniu powrotu Nutrii, która wyraźnie "zakazała kogokolwiek informować", co w
                                                    > iemy z ust dziwiącej się, skąd wiedział o powrocie Filip, mamy B. I z komentarz
                                                    > a Pyzy-obserwatorki wiemy, że zaskoczyło go, iż właśnie odbywają się w mieszkan
                                                    > iu na Roosevelta imieniny. Zatem ewidentnie przybył z okazji powrotu Nutrii, o
                                                    > którym ktoś musiał mu szepnąć.

                                                    No toż w TiR Robcio otwartym tekstem rzecze w swoim monologu wewnętrznym, że przyleciał wtedy z wiechciami na Rusfelta, żeby POWITAĆ WRACAJĄCĄ Z CYPRU NATALIĘ. Oraz się oświadczyć. Skoro Nutria zakazała stanowczo informować o swoim powrocie kogokolwiek spoza rodziny, to nie ma opcji, żeby Robroj dowiedział się przypadkiem. Ktoś, kogo nie wskażę paluchem (Gabriela Stryba, wstań, jak do ciebie mówię!) musiał puścić farbę nader celowo i z rozmysłem.

                                                    > Musiała to być Gaba, skoro najpierw "twarz jej s
                                                    > ię wydłużyła", gdy ujrzała Nerwusa, a potem się rozpłakała, gdy Rojek wyszedł.
                                                    > Widać Laura po matce odziedziczyła skłonność do rozgrywania ludzi i manipulowan
                                                    > ia nimi, żeby realizowali jej zdaniem najlepsze scenariusze 😀

                                                    Otóż właśnie. No ale jak manipuluje Gabuchna, betonowe słoneczko Jeżyc, to jest okej i w porządku, gdyż Gabunia jest wyłącznie Dobro Czyniąca, nawet mocno niestosownymi chwytami.
                                                  • tt-tka Re: Tam nikt... 09.06.21, 21:17
                                                    ja tylko jeszcze przypomne - bez detali, bo detali sama nie pamietam - jak gabuchna nasza kochana z premedytacja wpedzala Nutrie w poczucie winy z racji wybrania Bratka, a nie Rojka "ktos musial przegrac, szkoda, ze to wlasnie on" tak jakos to lecialo ?
                                                  • bupu Re: Tam nikt... 09.06.21, 21:32
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > ja tylko jeszcze przypomne - bez detali, bo detali sama nie pamietam - jak gabu
                                                    > chna nasza kochana z premedytacja wpedzala Nutrie w poczucie winy z racji wybra
                                                    > nia Bratka, a nie Rojka "ktos musial przegrac, szkoda, ze to wlasnie on" tak ja
                                                    > kos to lecialo ?
                                                    >

                                                    Ktoś musiał przegrać. Szkoda, że to znów on.

                                                    A wcześniej:

                                                    Wszyscy się domyślaliśmy jaki będzie finał tego raptus puellae. Żal nam tylko Roberta.

                                                    Subtelna ta Gabuchna niczym kafar.
                                                  • iwoniaw Re: Tam nikt... 09.06.21, 23:18
                                                    bupu napisała:


                                                    > A wcześniej:
                                                    >
                                                    > Wszyscy się domyślaliśmy jaki będzie finał tego raptus puellae. Żal nam tylk
                                                    > o Roberta.

                                                    >
                                                    > Subtelna ta Gabuchna niczym kafar.
                                                    >

                                                    I w dodatku kłamie w żywe oczy - w Imieninach mamy szczegółowy opis reakcji rodziny na to, że Filip z Natalią ujechali w siną dal, a Robert się pożegnał i opuścił towarzystwo: najpierw rodzina gremialnie wyraża zachwyty, że najwyższy czas (Laura, Ida, Ignacy - ten ostatni wręcz stwierdza wprost, że im dłużej N&F się nie pobierają, tym krótsze będzie ich niewątpliwe a oczekiwane szczęście małżeńskie), a następnie nikt oprócz Gaby i Mili (oraz Pyzy, której oczami oglądamy całą scenę) w ogóle nie zauważa (!) wyjścia Rojka (oprócz raptus puellae są pochłonięci rozdzielaniem IGS i lejącego go kuzyna oraz trawieniem kolejnych nowin prokreacyjnych, tych, z którymi żadne opowieści "co robiłam przez rok na Cyprze, gdy mnie tu nie było" nie mogły się równać, cytatami o karczmach i odgadywaniem ich autorów itd.) Jako żywo żadnym IM nie było "żal Roberta", chyba że Gaba mówi o sobie w pluralis maiestatis...
                                                  • mika_p Re: Tam nikt... 09.06.21, 23:42
                                                    Nie wiem, gdzie się podpiąć, to tu na środku się wpiszę :)

                                                    Mnie ta cała historia z Nutrią, Robrojkiem i Filipem w "Imieninach" na podwalinach CR trąci XIX wiekiem, widzę mnóstwo klisz, ale dokładnie takiej historii nie znam.
                                                    Trochę przypomina poskładane w jeden romanse z "Rożwaznej i romantycznej".
                                                    Narwany Filip to Willoughby, a potargany przez życie Robrojek, przyjaciel rodziny, która chętnie by go widziała u boku panny, to pułkownik Brandon. Nawet niefortunny bukiet pasuje.
                                                    Z drugiej strony milczenie o uczuciach, widywanie się raz na x czasu przypadkiem , i jeszcze nieporozumienie z małżeństwem tej drugiej osoby - to Eleanor i Edward Ferrars.

                                                    A, przy okazji, doczytałam wlaśnie i prostuję: Robrojek nie zamierzał się oświadczyć w dniu przyjazdu Natalii z Cypru, o proszę:

                                                    Nie dzwonił do Borejków, a kiedy był w Poznaniu - nie wpadał do nich. Nie mógł się na to zdobyć od czasu tych feralnych Walentynek. Odchorował je i, szczerze mówiąc, do dziś aż się skręcał na samo wspomnienie tego, co zaszło. Przyszedł wtedy z kwiatami, żeby powitać Natalię po powrocie z Cypru. Postanowił święcie, że już nie będzie nieśmiałym gamoniem, że zbierze się na odwagę i poprosi ją o rozmowę sam na sam. Wyzna jej wreszcie to, co czuje. Zapyta o jej uczucia.
                                                    I w końcu oficjalnie poprosi ją o rękę. Tak, jak należy. Właśnie tak postanowił. Nieraz miał sobie za złe swoją powściągliwość, wyrzucał sobie, że zbyt trudno mu przejawiać uczucia, że zawsze go hamuje ta niewytłumaczona obawa przed odsłonięciem serca.


                                                    Wyjazd na Cypr też mi się z takim XIX-wiecznym odseparowaniem panny od niewłaściwego ukochanego kojarzy. I mówienie na pan-pani też. I szalona pogoń za odjeżdżającym.
                                                  • kangur_rudy Re: Tam nikt... 10.06.21, 02:36
                                                    iwoniaw napisała:


                                                    >
                                                    > Ano też mi to tak wygląda. Bo i w jakich okolicznościach Robert się zjawia? Otó
                                                    > ż w dniu powrotu Nutrii, która wyraźnie "zakazała kogokolwiek informować", co w
                                                    > iemy z ust dziwiącej się, skąd wiedział o powrocie Filip, mamy B. I z komentarz
                                                    > a Pyzy-obserwatorki wiemy, że zaskoczyło go, iż właśnie odbywają się w mieszkan
                                                    > iu na Roosevelta imieniny. Zatem ewidentnie przybył z okazji powrotu Nutrii, o
                                                    > którym ktoś musiał mu szepnąć. Musiała to być Gaba, skoro najpierw "twarz jej s
                                                    > ię wydłużyła", gdy ujrzała Nerwusa, a potem się rozpłakała, gdy Rojek wyszedł.
                                                    > Widać Laura po matce odziedziczyła skłonność do rozgrywania ludzi i manipulowan
                                                    > ia nimi, żeby realizowali jej zdaniem najlepsze scenariusze 😀
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                    Rzeczywiście, rola Gaby (i Mili, wszak działały w spisku) jest tu co najmniej dwuznaczna. Najwyraźniej uznały, że Nutria sama nie wie, czego chce, więc trzeba jej to życie osobiste zorganizować. Na zasadzie "kto pierwszy, ten lepszy". Czyli jak Robrojek przyjdzie z kwieciem, to ona nie odmówi (no przecież nie zrobi sceny przy całej rodzinie, prawda?), a potem to zaklepane, pozamiatane.
                                                  • sanfran_84 Re: Tam nikt... 10.06.21, 12:16
                                                    kangur_rudy napisała:

                                                    > Rzeczywiście, rola Gaby (i Mili, wszak działały w spisku) jest tu co najmniej d
                                                    > wuznaczna. Najwyraźniej uznały, że Nutria sama nie wie, czego chce, więc trzeba
                                                    > jej to życie osobiste zorganizować. Na zasadzie "kto pierwszy, ten lepszy". Cz
                                                    > yli jak Robrojek przyjdzie z kwieciem, to ona nie odmówi (no przecież nie zrobi
                                                    > sceny przy całej rodzinie, prawda?), a potem to zaklepane, pozamiatane.

                                                    Widzę to: wchodzi Filip z płonącymi oczyma, planuje capnąć Natalię oburącz i wywlec z chałupy, na co przed Nutrię wbija, zasłaniając ją ofiarnie własnym ciałem, Robroj, krzycząc: "Pierwszy zaklepałem!". Filip z oburzeniem odkrzykuje: "Nie, bo ja pierwszy!", R: "Nie! Ja!", F: "Ja! Jest moją, eeee..., kilkuletnią narzeczoną!", "Nie, bo już moją!", "Była z moim bratem, to prawie rodzina!", "Opowiadałem jej bajkę, gdy miała siedem lat i wystające siekacze!" - i tak dalej. Gabriela zaczyna płakać, bo co też ONA musi teraz przeżywać, Ignacy szuka odpowiedniego cytatu, jakiś Homer od niechcenia po łacinie mu się plącze, coś o jabłkach i pięknej Helenie, ale jeszcze nie do końca pasuje, może czegoś dalej poszuka o wojnie trojańskiej. Józef wkurzony przestał tłuc Ignasia G, bo panowie robią lepszą awanturę od niego, Mila patrzy na Filipa z drwiącym uśmieszkiem, bo startu do romantycznego, rycerskiego i poważnego Robroja nie ma, a poza tym pewnie kiepsko gra w Carcassonne, jeśli już istniało. Róża leci parzyć herbatkę i się zastanawia, jak bezpiecznie wbić z tacą pomiędzy skaczących sobie do gardeł absztyfikantów, Grzegorz idzie pomieszać jakąś sałatę, bo tu i tak niczego nie wskóra, Laura patrzy na kłócących się zafascynowana, także z tego powodu, że i sama ma swój udział w przyczynach kłótni. Natalia wodzi powoli wzrokiem po rodzinie i zastanawia się, komu "podziękować" za "spełnienie" jej prośby o nieinformowaniu nikogo o jej powrocie - i ma już kilka kandydatur, tylko brakuje jej truskawek, co by nimi trzepnąć o podłogę.

                                                    A tak na poważnie, to wątek tego trójkąta jest w sumie sympatyczny (w sensie - że z jednej strony zaborczy narwaniec, z drugiej spokojna poczciwina, a pomiędzy rozdarta białogłowa, która akurat wylosowała na ten moment osobowość z brakiem asertywności i niemożnością normalnego skomunikowania się), nawet pomimo tych klisz z Jane Austen, które słusznie wyłapała mika_p. Się jeno rozbija o szczegóły, a zwłaszcza o ten rok wte, rok wewte, nierobiący różnicy dla gorących uczuć, które trzeba natychmiast artykułować po spotkaniu bogdanki, zamiast pytać, jak jej te 12 miesięcy minęły (Czemu nikt nie pomyślał, że być może Nutria spotkała jakiegoś miłego Cypryjczyka i właśnie chciała nieśmiało powiedzieć, że...?). O to, że w pewnym momencie nie wiadomo, czy Natalia jest właściwie narzeczoną Filipa, co wie o tym Robert i jak to się ma do jego planów. I o Cypr, który posłużył jedynie do tego, by Natalii nie było, a potem wróciła - ale by przypadkiem nie miała zbyt wiele szans na opowiedzenie co też w ogóle przez ten rok robiła i co się z nią działo. Równie dobrze mogła pomieszkiwać przez parę miesięcy w Pobiedziskach.
                                                  • iwoniaw Re: Tam nikt... 10.06.21, 12:44
                                                    Gdyby mieszkała w Pobiedziskach, to przynajmniej by tak beznadziejnie nie brzmiał ten komentarz, że teraz (tzn. gdy Ida i Patrycja, jakże empatycznie, nieprawdaż, wbiły jej się w początek narracji ze swymi nowinami prokreacyjnymi) to już nigdy nie będzie miała okazji opowiedzieć o tym roku na Cyprze, no bo kto by chciał słuchać jakichś tam relacji z roku spędzonego w dalekich krainach wśród ludzi, zabytków, plenerów i zdarzeń, gdy oto tu dwie siostry zaszły w ciążę? 😐 Za każdym razem, jak to czytam, dziwię się, że Nutria nie wybiegła wprost do agencji pośrednictwa nieruchomości, gdzie wydała swe cypryjskie zarobki na lokum może i niewielkie i ubogie, ale posiadające drzwi z zasuwą i brak możliwości wspięcia siępi balkonie czy innej rynnie.
                                                  • sanfran_84 Re: Tam nikt... 10.06.21, 12:59
                                                    iwoniaw napisała:

                                                    > Gdyby mieszkała w Pobiedziskach, to przynajmniej by tak beznadziejnie nie brzmi
                                                    > ał ten komentarz, że teraz (tzn. gdy Ida i Patrycja, jakże empatycznie, niepraw
                                                    > daż, wbiły jej się w początek narracji ze swymi nowinami prokreacyjnymi) to już
                                                    > nigdy nie będzie miała okazji opowiedzieć o tym roku na Cyprze, no bo kto by c
                                                    > hciał słuchać jakichś tam relacji z roku spędzonego w dalekich krainach wśród l
                                                    > udzi, zabytków, plenerów i zdarzeń, gdy oto tu dwie siostry zaszły w ciążę? 😐
                                                    > Za każdym razem, jak to czytam, dziwię się, że Nutria nie wybiegła wprost do ag
                                                    > encji pośrednictwa nieruchomości, gdzie wydała swe cypryjskie zarobki na lokum
                                                    > może i niewielkie i ubogie, ale posiadające drzwi z zasuwą i brak możliwości ws
                                                    > pięcia siępi balkonie czy innej rynnie.

                                                    Ja w ogóle nie rozumiem tego "pierwszeństwa" i "ważności" nowin prokreacyjnych nad powrotem Nutrii z Cypru. Pulpa i Ida powiedziały swoje, rodzina powinna się solidarnie ucieszyć, o co nieco podpytać (jak się czują i takie tam), ale potem mogli spokojnie powiedzieć coś w stylu: Bardzo się cieszymy, czekamy na dzidziusie. A teraz, Natalio, opowiedz nam jak sobie w ogóle radziłaś na Cyprze z hordami wymagających turystów, co zwiedziłaś, gdzie bywałaś, kogo spotkałaś. Przecież Ida i Patrycja nie przyniosły im noworodków, nad którymi się można roztkliwiać godzinami, tylko nowiny o nich. Nutria wracała po roku nieobecności, to przecież też było (a raczej: być powinno, choć po scenie z dworca mam wątpliwości) wielkie wydarzenie, w tamtym konkretnym momencie nawet dorównujące informacjom o kolejnych wnuczkach.
                                                  • tt-tka Re: Tam nikt... 10.06.21, 21:40
                                                    sanfran_84 napisał(a):


                                                    > Ja w ogóle nie rozumiem tego "pierwszeństwa" i "ważności" nowin prokreacyjnych
                                                    > nad powrotem Nutrii z Cypru.

                                                    a ja rozumiem... wiem, to z powodu wrodzonej mej wredoty

                                                    > Pulpa i Ida powiedziały swoje, rodzina powinna się
                                                    > solidarnie ucieszyć, o co nieco podpytać (jak się czują i takie tam), ale pote
                                                    > m mogli spokojnie powiedzieć coś w stylu: Bardzo się cieszymy, czekamy na dzidz
                                                    > iusie. A teraz, Natalio, opowiedz nam jak sobie w ogóle radziłaś na Cyprze z ho
                                                    > rdami wymagających turystów, co zwiedziłaś, gdzie bywałaś, kogo spotkałaś.

                                                    No wlasnie nie. To nie wchodzi w gre. Gdyby N. wrocila splakana i splukana, daloby sie jej gadac a gadac, niech rodzina wie, jak zle jest poza domem i rodzina. Ale tylko wtedy. Jeszcze by sie inni, zwlaszcza mlodziez dowiedziala, ze na dalekim wyjezdnym SAMOPAS mozna kogos poznac, cos obejrzec, zarobic... apage !
                                                    przeciez to sie dzieje w rodzinie, ktora dzieci nawet na zimowisko nie wysyla.
                                                  • kangur_rudy Re: Tam nikt... 10.06.21, 21:57
                                                    iwoniaw napisała:

                                                    > Gdyby mieszkała w Pobiedziskach, to przynajmniej by tak beznadziejnie nie brzmi
                                                    > ał ten komentarz, że teraz (tzn. gdy Ida i Patrycja, jakże empatycznie, niepraw
                                                    > daż, wbiły jej się w początek narracji ze swymi nowinami prokreacyjnymi) to już
                                                    > nigdy nie będzie miała okazji opowiedzieć o tym roku na Cyprze, no bo kto by c
                                                    > hciał słuchać jakichś tam relacji z roku spędzonego w dalekich krainach wśród l
                                                    > udzi, zabytków, plenerów i zdarzeń, gdy oto tu dwie siostry zaszły w ciążę? 😐
                                                    > Za każdym razem, jak to czytam, dziwię się, że Nutria nie wybiegła wprost do ag
                                                    > encji pośrednictwa nieruchomości, gdzie wydała swe cypryjskie zarobki na lokum
                                                    > może i niewielkie i ubogie, ale posiadające drzwi z zasuwą i brak możliwości ws
                                                    > pięcia siępi balkonie czy innej rynnie.

                                                    Początkowo chyba zamierzała (no może nie natychmiast wybiec, ale planowała kupno własnego mieszkania). Wróciła pewna siebie, opalona i z planami na przyszłość. Niestety, chwilę posiedziała w domu i nastąpił regres. Opalenizna zeszła, pewność siebie też i znowu spała na wystających sprężynach:(
                                                  • bupu Re: Tam nikt... 10.06.21, 22:32
                                                    kangur_rudy napisała:


                                                    > Początkowo chyba zamierzała (no może nie natychmiast wybiec, ale planowała kupn
                                                    > o własnego mieszkania). Wróciła pewna siebie, opalona i z planami na przyszłość
                                                    > . Niestety, chwilę posiedziała w domu i nastąpił regres. Opalenizna zeszła, pew
                                                    > ność siebie też i znowu spała na wystających sprężynach:(


                                                    Przepraszam, ale Nutria w NiN dysponowała własnym łóżkiem. Nie pomieszkiwała boczkiem w stołowym, miała w zielonym normalną sypialnię z normalnym leżem. Ba, dysponowała tymże lokum także w CR, włącznie z uroczym, wiklinowym fotelem na wyposażeniu. Wygląda więc na to, że podczas jej cypryjskich wojaży kochana rodzinka przemeblowała zielony pokój, wystawiając rzeczy Nutrii precz i wstawiając stół z krzesłami oraz Kanapkę Tortur. Zapewne za oddalenie się na Cypry bez uzgodnienia z familią. Co przy okazji tłumaczy zimne powitanie i ostentacyjne olewanie Nutrii przez resztę rodziny, ona nie wróciła na stęsknione łono i tak dalej, ona przybyła do Canossy.
                                                  • iwoniaw Re: Tam nikt... 10.06.21, 22:57
                                                    No o tym, że przemeblowaly z Laurą zielony pokój, to Pyza mówi Natalii jeszcze na dworcu, zanim wrócili wszyscy do domu. Na co Natalia, że ok, bo ona ma oszczędności z tego roku pracy i w sumie to myślała o własnym, małym mieszkanku.
                                                    Później się objawia Filip, zapowiedzi, zerwanie, znów Robert - i przez ten cały czas pomysł Natalii na własne mieszkanie jakoś wyparowuje, a ona śpi na tej krzywej kanapce niczym jakiś gość przejazdem.
                                              • kangur_rudy Re: Tam nikt... 10.06.21, 02:24
                                                guineapigs napisała:

                                                Potem dopiero sa oswiadczyny - stajemy sie para formalnie,
                                                > a nie towarzysko (zdaje sie, ze nawet oficjalne prawo panstwowe juz tu wkracza
                                                > , Doda procesowala sie wszak o pierscionek zareczynowy a pana, ktory obiecuje m
                                                > alzenstwo dziesieciu paniom nazywa sie oszustem matrymonialnym i mozna go pozwa
                                                > c - a raczej nie mozna pozwac pana, ktory chodzi do kina z dziesiociama roznymi
                                                > paniami ale zadnej z nich nie zadeklarowal checi malzenstwa, bo niby za co?).
                                                >
                                                Kiedyś można było nawet trafić do więzienia za niedotrzymanie obietnicy małżeństwa. Przytrafiło się to biednemu panu Pickwickowi:) Ale obecnie nie widzę podstawy do pozwania kogoś z tytułu oszustwa matrymonialnego.

                                                A z tym procesowaniem się przez Dodę o pierścionek to o co chodziło?
                                                • guineapigs Re: Tam nikt... 10.06.21, 19:42
                                                  kangur rudy nie wie, o co chodzilo
                                                  'z tym procesowaniem się przez Dodę o pierścionek '.

                                                  No to juz tlomacze. Otoz Placido Domingo zaproponowal Celine Dion... A nie! wroc! To nie to!
                                                  To sprawa innego kalibru: Doda byla narzeczona jakiegos goscia, co sie okazal alkoholikiem. On jej dal pierscionek zareczynowy, ale rozumiesz - taki z grubej rury, jakies 200 tys zl wart albo i wiecej, w kazdym razie piechota nie chodzi ani nawet uzywana panda nie jezdzi. Ona, po odkryciu, ze kolo to alkoholik i generalnie 'Piotrus Pan' uznala, ze to nie dla niej i ona zareczyny zrywa.
                                                  On wobec tego zazadal zwrotu pierscionka. Ona na to wtrymiga do sadu, bo jak zareczynowy to juz jej.
                                                  Jak sie to skonczylo - nie pomne. Na Pudelku z pewnoscia znajdziesz lekture na trzy dni czytania.
                                                  W kazdym razie, po tej akcji Doda wyszla po raz wtory za maz (pierwszym jej mezem byl Radoslaw Majdan, teraz w szczesliwym zwiazku z Malgorzata, niegdys Rozenek, teraz Rozenek- Majdan), a teraz sie rozwodzi, bo nawinal sie jakis model z USA. Widac lepszy, amerykanski.
                                                  No coz, wielka milosc nie wybiera. To samo z historia wielkich uczuc Zamachowskiego i Richardson.
                                                  Ja doskonale rozumiem, ze ludzie sie myla, dobieraja, popelniaja bledy - ale po jakiego grzyba oznajmiac Urbi Et Orbi za kazdym razem, ze ten piaty to ten jedyny.. a nie, przepraszam: nie piaty, a szosty. A nie, nawet ten szosty byl bledem, dopiero ten siodmy to jest to! - I tak dalej.
                                                  • sanfran_84 Re: Tam nikt... 10.06.21, 20:33
                                                    guineapigs napisała:

                                                    > To sprawa innego kalibru: Doda byla narzeczona jakiegos goscia, co sie okazal a
                                                    > lkoholikiem. On jej dal pierscionek zareczynowy, ale rozumiesz - taki z grubej
                                                    > rury, jakies 200 tys zl wart albo i wiecej, w kazdym razie piechota nie chodzi
                                                    > ani nawet uzywana panda nie jezdzi. Ona, po odkryciu, ze kolo to alkoholik i ge
                                                    > neralnie 'Piotrus Pan' uznala, ze to nie dla niej i ona zareczyny zrywa.
                                                    > On wobec tego zazadal zwrotu pierscionka. Ona na to wtrymiga do sadu, bo jak za
                                                    > reczynowy to juz jej.

                                                    W przyczyny zerwania nie wchodzę, ale wyrok był ciekawy :) Mianowicie, sąd uznał, iż Doda ma prawo zatrzymać prezenty od byłego narzeczonego OPRÓCZ pierścionka zaręczynowego - i miała go faktycznie oddać. Jak to się skończyło, czy wyrok jest prawomocny, tego już nie wiem.
                                                    Poza tym, czy to nie przypadkiem były narzeczony poszedł do sądu w sprawie zwrotu pierścionka, a nie Doda? Mogę się ofkors mylić, ale tak mi się jakoś kojarzy, że to druga strona się sądownie zwrotu domagała, a nie że Doda sądownie chciała potwierdzić własność.
                                                  • 3piota Re: Tam nikt... 10.06.21, 20:40
                                                    guineapigs napisała:
                                                    > Ja doskonale rozumiem, ze ludzie sie myla, dobieraja, popelniaja bledy - ale po
                                                    > jakiego grzyba oznajmiac Urbi Et Orbi za kazdym razem, ze ten piaty to ten jed
                                                    > yny.. a nie, przepraszam: nie piaty, a szosty. A nie, nawet ten szosty byl bled
                                                    > em, dopiero ten siodmy to jest to! - I tak dalej.

                                                    - Errare humanum est! - wygłosił Ignacy.
                                                    - Seneka - półgębkiem, półdupkiem westchnęła Mila.
                        • mika_p Re: Tam nikt... 07.06.21, 21:43
                          > Chwila, czy my mówimy o tym samym Rojku, ktory usiłował zacząć romans z Nutrią od oświadczyn?

                          No helloł, Natalia to Borejkówna! Czyż to nie tłumaczy wszystkiego?
                  • 3piota Re: Tam nikt... 07.06.21, 23:52
                    pi.asia napisała:
                    > Jestem na świeżo po lekturze CR

                    Ja w trakcie pobieżnego kartkowania.
                    I pewien fragment mnie zastanowił, ale ufam, że Szanowne Forum pomoże mi prawidłowo go zinterpretować.
                    Otóż:
                    Bo przecież to dlatego Aniela nigdy go nie traktowała poważnie.
                    Pracował już w drukarni, przy offsecie, kiedy ona dostała się na studia. Kiedy go odtrąciła - natychmiast się ożenił. Z pierwszą dziewczyną, która go zechciała.
                    Bella urodziła się w tym samym roku.
                    A jej matka umarła w rok później.
                    No, więc jeśli chodzi o szczęście, to by było mniej więcej tyle. Reszta to już były wyłącznie nieporozumienia.

                    Bella urodziła się 22 lipca 1980 roku. Ergo ślub też był w 1980 roku.
                    I teraz zagwozdka jak to zinterpretować. Czy flecistka zechciała Roberta już w 1979 roku w wyniku czego pośpiesznie się ożenił, czy w 1979 roku flecistka zechciała kogoś innego, później została na lodzie, w 1980 roku trafił jej się Robroj jako to "Wyjście awaryjne" a Bellę pokochał jak własne?
                    • mika_p Re: Tam nikt... 08.06.21, 00:28
                      W 1979 roku Robrojek miał 17 lat (rówieśnik Anielli, która w 1977 miała 15, co wiemy z Kłamczuchy). Ni hu hu nie mógłby się ożenić.

                      Kodeks rodzinny i opiekuńczy, art. 10 § 1, w oryginalnym brzmieniu z 1964 roku:
                      Nie może zawrzeć małżeństwa mężczyzna nie mający ukończonych lat dwudziestu jeden ani kobieta nie mająca ukończonych lat osiemnastu. Jednakże z ważnych powodów sąd opiekuńczy może zezwolić na zawarcie małżeństwa mężczyźnie, który ukończył lat osiemnaście, albo kobiecie, która ukończyła lat szesnaście, jeżeli z okoliczności wynika, że zamierzone małżeństwo będzie zgodne z dobrem założonej przez nich rodziny oraz z interesem społecznym.

                      Ten przepis zmienił się dopiero pod koniec 1998 roku wraz z wejściem w życie konkordatu (konkordat wchodził w życie od 1 grudnia, mam kolegę, rocznik 1977 z listopada, zależało mu na ślubie w październiku - załatwiał zgodę przez sąd, stąd bardzo dobrze pamiętam kiedy to się stało).

                      temat wałkowany po wielokroć i łatwy do znalezienia na hasło "flecistka"
                      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,168852882,168852882,Narodziny_Arabelli_.html
                      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,163853555,163853555,Bo_mnie_Robrojek_meczy.html
                      • 3piota Re: Tam nikt... 08.06.21, 01:09
                        Na bok kodeks i to co MM z rocznikami nababoliła.
                        Mnie zastanawia to "natychmiast się ożenił. Z pierwszą dziewczyną, która go zechciała. Bella urodziła się w tym samym roku."
                        Z tego tekstu wynika, że flecistka zechciała go dopiero w roku urodzenia Belli.
                        Czyli wcześniej w innym duecie grała...
                    • iwoniaw Re: Tam nikt... 08.06.21, 06:52
                      Ja to zawsze odbierałam jako "zaraz się ożenił i nie minął rok, jak Bella pojawiła się na świecie". Przy czym rok liczony jako 12 kolejnych miesięcy, niekoniecznie styczeń-grudzień, równie dobrze mogło to być sierpień-lipiec, lipiec-czerwiec, czy tam dowolna inna dostępna konfiguracja.
                      Rok urodzenia Belli i wiek jej ojca to osobna kwestia, jedna z największych wtop chronologicznych, o których już dyskutowałyśmy długo 😉
                      • la_felicja Re: Tam nikt... 08.06.21, 22:48
                        Ja wam mówię, Robroj wybudował wehikuł czasu i odbył podróż do przeszłości...

                        Ale wielki plus dla tej forumki, która odkryła, że Majchrzak był jeszcze lepszy - on miał syna o rok od Belli starszego, więc zaczynał wcześniej niż Robert.
                • la_felicja Re: Tam nikt... 07.06.21, 22:08
                  TT-tko, jestem dziś w nastroju zadziornym, posprzeczamy się?

                  To, ze w Jeżycjadzie nie ma nic o życiu erotycznym Robcia czy Grzesia, to nie znaczy, że ono nie istniało. Tyle, że grzeczne dziewuszki nie musiały o nim czytać.
                  Jedna moja koleżanka była święcie przekonana, że Kain i Abel współżyli z własną matką, Ewą.
                  Bo skoro Księga Rodzaju nie wspomina o innych ludziach niż Adam, Ewa, Kain i Abel, to znaczy, ze ich nie było, a przecież następne pokolenia jakoś musiały się urodzić.
                  Ja akurat wierzę i w Biblię, i w teorię Pożegnania z Afryką profesora Stringera - i wcale mi się to nie kłóci.
                  Grześ mógł zaliczać chętne studentki bądź panie z dziekanatu, bądź też fertyczne sąsiadki z bloku, a Robroj to już w ogóle - drukarki, zecerki, ja wszystkie was kelnerki całować chcę...a pani MM nie miała obowiązku tego wszystkiego opisywać.
                  • tt-tka Re: Tam nikt... 08.06.21, 08:26
                    la_felicja napisała:

                    > TT-tko, jestem dziś w nastroju zadziornym, posprzeczamy się?

                    Mozemy :)

                    >
                    > To, ze w Jeżycjadzie nie ma nic o życiu erotycznym Robcia czy Grzesia, to nie
                    > znaczy, że ono nie istniało. Tyle, że grzeczne dziewuszki nie musiały o nim czy
                    > tać.

                    Ale i wprost - wspomnienia obu panow snute sobie - i posrednio, przez autorskie opisy mamy facetow wypranych z jakiegokolwiek osobistego zycia, nie tylko erotycznego, ale i uczuciowego, intymnego. Robroja swatala czy usilowala swatac siostra - nie robilaby tego, gdyby brat radzil sobie sam. Grzegorz, sfelerowane stworzenie, tonie w pracy i to jest jego zycie bez zadnej odskoczni, az do Gaby - kiedy snuje "najwczesniejszy doktorat, najpiekniejsza dziewczyna" i tam dalej o swoich zycowych dokonaniach, i kiedy Robroj snuje to samo, ani sladu mysli, ze innej tak wspanialej jak zmarla zona nie spotkali, nie znalezli, a nawet nie usilowali szukac.

                    Grzeczne dziewuszki nie musialy czytac o niczyich przedslubnych ekscesach, ale jednak dano nam bardzo wyraznie do zrozumienia, ze Patrycja wraca od Baltony nad ranem i z blyszczacymi oczami, ze Ida lamie serca i kregoslupy, ze Natalia ma dreszcze o jednoznacznym charakterze... nawet zagipsowana Bebe ma swoje potrzeby i swoje wzruszenia ! Pyziak je ma, Baltona ma, nawet za przeproszeniem Ygnac ma (bueeee), z obrzydzeniem patrzy na damskie kuperki, ale patrzy !
                    A ci dwaj ni hu, hu.
                  • tt-tka Re: Tam nikt... 08.06.21, 13:30
                    doczytalam i zgroza mnie ogarnela !

                    la_felicja napisała:



                    > Grześ mógł zaliczać chętne studentki

                    jakie studentki ? On nie ma nikogo takiego ! za gabonem studenteria drepcze, rozstac sie nie moze, odwiedza w szpitalu, wysyla do kina - nic nie wiemy o jej pracy, ale o jej studentach owszem. A Kalarepa nic a nic, w ogole w zyciu uczelnianym nie istnieje, on tylko siedzi przy kompie, chwilami myslac o zmianie zajec na akwizycje.

                    <bądź panie z dziekanatu,

                    A jusci. Panie z dziekanatu to na takich pracoholikow maja dokladnie wyrabane, bo dobrze wiedza, czym to pachnie.

                    >bądź też fertyczne sąsiadki z bloku,

                    On nie mieszka w bloku. I nie ma sasiadow. On ma tylko ojca i stryja w tym samym lokum, w ktorym sam zajmuje komorke, i w mniejszym stopniu niz protoplastow ma corke.

                    >a Robroj to już w ogóle - drukarki, zecerki, ja wszystkie w
                    > as kelnerki całować chcę...

                    Robroj mial firme, a drukarki i zecerki maja do niego stosunek akurat taki jak pani Alinka czy Krzychu. I rzeczywiscie, swiezy wdowiec z malenkim dzieckiem nic tylko rwal sie do calowania kogo popadnie...
                • lord_vmordevol Re: Tam nikt... 08.06.21, 12:07
                  tt-tka napisała:

                  > Juz bimbac zdrady, ale tam w ogole nikt nie ma zycia intymnego poza malzenstwe

                  > Dmuchawiec, od kiedy owdowial jako chyba czterdziestokilkulatek.

                  Nie wiadomo, może to nazwisko znaczące.
    • bupu Re: Tam nikt... 12.06.21, 21:32
      Tam nikt, co sobie właśnie uświadomiłam, nie siwieje. Ani nie łysieje. Oprócz seniorów, oczywiście, oni mają glejt na bycie starymi, ale ich progenitura z małżonkami jest zadziwiająco odporna na upływ czasu. Panowie nie łysieją, nikt nie ma nawet jednego siwego włosa. Szpakowaty Grześ tajemniczo zbruneciał, brunetowi Mareczkowi nic nie śmie zasrebrzyć się na skroni ni w wąsach, Ida dalej miedziana, a Gaba popielata, jak 40 lat temu. Farbuja się po kryjomu, czy co?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka