Dodaj do ulubionych

Żal mi...

22.07.21, 14:02

Kiedy było Wam żal bohaterek? Mnie było żal:

- Tygrysa w TiR, czującego się obco w rodzinie. Uczucia nastolatki opisane wyjątkowo trafnie
- Kreski, wystawionej przez Maćka na rzecz cytrynowej Matyldy
- Idy nazwanej biednym, zakompleksionym stworzeniem

No i Krawcowej Operowej, która specjalnie przyjechała do Kostrzyna, by zobaczyć Laurę w swoim dziele, a zobaczyła Laurę w kostiumie po babci...
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Żal mi... 22.07.21, 14:23
      Glowne bohaterki znielubilam tak, ze zadnej mi nie zal. W zadnym momencie.

      Bardzo wspolczulam - czy to jest kategoria "zal", czy cos innego ? - Ewie Jedwabinskiej. Samotna de facto, zagubiona, bez zadnego wsparcia...
      Zal mi bylo, a moze raczej tez wspolczulam, Aurelii w poczatkach DP. Pozniej sie dziewczyna pozbierala, a kiedy zobaczylam ja jako firane i to durna, dobre uczucia minely mi jak reka odjal. Chociaz obiektywnie rzecz biorac dla Koza kazdej powinno byc zal.
      Zal mi bylo Magdy, gdy sobie nia Borejki zbiorowo wycieraly podloge.
      Zal siostr Gorskich, ktore z wlasnego domu musza uciekac, zeby miec chwile spokoju i pauze od orki.
    • 3piota Re: Żal mi... 22.07.21, 15:01
      Najbardziej Gizeli. Nie wiem czy trzeba uzasadniać.

      A oprócz bohaterek i bohaterów - moich córek. Łykały kolejne tomy, a później gdy już nabyły zdolności analitycznych, to własnym oczom nie wierzyły, że takie bzdury tam są. Na szczęście mocno sobie z tego dworowały zamiast się zmartwić.
      • kon.zrzeda Re: Żal mi... 22.07.21, 23:01
        3piota napisał(a):

        > Najbardziej Gizeli. Nie wiem czy trzeba uzasadniać.
        >
        Mam wrażenie, że relacja Gizeli i Mili jest mocno wzorowana na Ani i Maryli. Przy czym dwie ostatnie w końcu się siebie nauczyły, a Mila ciągle jest...lepsza. Subtelniejsza, bardziej wrażliwa, odbiera rzeczywistość w niuansach, a Gizela to ciągle, pardon, służba- prosta, praktyczna, polotu za grosz, no ale przydaje się, chociaż nie rozumie imponderabiliów, a gówniarz Ignacy ma pełne prawo traktować ją z wyższością intelektualisty. Tak widzę opis odautorski, bo ja bardzo Gizelę lubię. Zresztą nie wiem, może się mylę i pani MM wcale nie planowała stworzyć takiego wrażenia?🤔
    • blada_twarz3 Re: Żal mi... 22.07.21, 15:42
      Jeśli o mnie chodzi:
      - szkoda było mi Nutrii, która chciała wyjechać sama na wakacje i wypocząć w spokoju od narzucającej się rodzinki, przemyśleć sobie wszystko, jednak została obarczona dwiema upierdliwymi siostrzenicami, z czego jedna z nich nie dość, że była chora na ospę, to jeszcze okazała się być małą manipulantką, a wszystko dlatego, że Gabusia nie miała co zrobić z dziatwą, dlatego wysłużyła się Nutrią, będącą dodatkowo w konkretnym dołku emocjonalnym
      - szkoda mi było Aurelii - za dzieciaka brak porozumienia z matką, potem rozwód rodziców, mieszkanie u ojca, gdzie czuła się źle, cała ta sytuacja z Maćkiem (której, swoją drogą, do tej pory MM wybaczyć nie mogę), potem jeszcze Kozio strzelający fochami na prawo i lewo. Mimo wszystko jednak DP jest jedną z moich ulubionych książek z cyklu i ma w pewnym sensie szczęśliwe zakończenie. Szkoda tylko, że Aurelia stała się potem nieznośną mameją.
      - Ewa Jedwabińska i Eugeniusz Jedwabiński - pogubieni ludzie, Ewa nie potrafiła radzić sobie z emocjami, Eugeniusz za to ciągle uciekał, nie próbując nawet stawić czoła swoim problemom, w związku z czym wszyscy nieustannie na tym cierpieli
      - pan Jankowiak - uwielbiam jego perspektywy, w ogóle jego postać. Jest to może i człowiek starej daty, służbista, jednak cierpi z powodu samotności. Po ślubie z babcią Aurelii zupełnie odżywa, jest weselszy, ma dla kogo żyć i pracować. Osobiście aż miło mi się czytało o panu Jankowiaku w NiN :)
      - Laura - "rogate" dziecko, w rzeczywistości zaniedbywane i zbywane przez całą rodzinę, dlatego, że kojarzyła im się z Pyziaczkiem i była tak bardzo inna niż swoja słoneczno-betonowa siostrzyczka Pyzunia. Przez to wszystko, jakby nie mówić, Laura nabywa daddy issues i z Tygrysa przemienia się w Syrenko-sarenkę.
      - Miągwa - choć nie lubię tego bohatera, to jednak nigdy nie rozumiałam, dlaczego nikt z tej przekochanej rodzinki nie reaguje, kiedy silniejszy kuzyn go tłucze, dodatkowo nawet co niektórzy się z tego podśmiewują.
      - Patrycja w "Pulpecji" - ma tyle sióstr i niby najwspanialszą mamusię na świecie, a tak naprawdę nikomu nie może się wygadać (no może poza Nutrią, czasami), bo zawsze kto inny jest na pierwszym planie, ona zaś jest uważana za gruboskórnego Pulpeta, po którym wszystko spływa, dlatego "nie warto się przejmować tymi młodzieńczymi fanaberiami, to wszystko minie". O sytuacji związanej z maturą Patrycji nie wspomnę.
      - Robrojek - nigdy nie zrozumiem, dlaczego MM z pozytywnego i błyskotliwego Robrojka, kochanego kumpla, zrobiła totalnego dziada.
      - Żaba - wypadek, pożar pokoju, "udana rodzinka" i Żeromski. Więcej mi nie było potrzeba, żeby zacząć jej współczuć.
      - Bebe - pozostawiona wraz z upierdliwym Koziem przez własną matkę właściwie z dnia na dzień, w dodatku skazana na "opiekę" Anielli i na ciągłą obecność nieznośnego, paplającego nieustannie Bernarda, który narobił jej jeszcze problemów w szkole. Od tamtego momentu Bebe tak naprawdę musiała wychowywać się sama, opiekować się młodszym bratem i jakoś organizować sobie życie, bo na dużą pomoc od nikogo zbytnio nie mogła liczyć.
      • tt-tka Re: Żal mi... 22.07.21, 17:33
        Pyza nie byla sloneczno-betonowa, byla zlewana rowno i zawsze "ustap i badz mila". Bylo mi jej cholernie zal, przez wszystkie tomy az do CZ. Ale po CZ mi przeszlo.
        • sayoasiel Re: Żal mi... 22.07.21, 17:48
          tt-tka napisała:

          > Pyza nie byla sloneczno-betonowa, byla zlewana rowno i zawsze "ustap i badz mil
          > a". Bylo mi jej cholernie zal, przez wszystkie tomy az do CZ. Ale po CZ mi prze
          > szlo.
          >

          Czy dlatego,że postawiła się dziadkowi, czy za słynną scenę z proponowaniem herbatki ?
        • blada_twarz3 Re: Żal mi... 22.07.21, 19:08
          Chodziło mi bardziej o to, jak Pyzę kreuje obecnie MM i jak jest ona przedstawiana przez resztę bohaterów. Nie pamiętam, czy w którejś części było to jawnie napisane, ale Pyzunia najprawdopodobniej jest następna w kolejce po Gabryjeli Poznańskiej do bycia świętym, rodzinnym, betonowym centrum. Dodatkowo powtarzają się pewne schematy, o czym też już była mowa na forum.
    • guineapigs Re: Żal mi... 22.07.21, 19:00
      1. Romy a propos Baltony i Pulpy. Bardzo jej wspolczuje, bo wiem jak boli taka sytuacja.
      2. Robrojka a propos Anieli - dokladnie jak wyzej.
      3. Krzysia - jak juz mial mysli samobojcze z powodu dysplazji, bo myslal, ze to cos smiertelnego.
      3. Grzegorza - jak sie Bernard przypaletal a Grzes mial nadzieje na tete a tete z wlasna zona.

      3piota napisala, ze najbardziej jej zal Gizeli.
      A mnie Gizeli nie zal.
      'Gruboskorna!' 'Znieczulica!' 'Chamidlo!' 'Taka sama, jak Boreje!' - pewnie pomysleliscie o mnie, czytajac powyzsze.
      A ja odpowiem tak:
      zal mi ludzi, ktorzy nie potrafia sie bronic i jakos tak sami wchodza w role ofiary, nie maja 'tego czegos', co w role ofiary ich wepchnac nie pozwala. Z psychologii jestem beznadziejna, wiec nie wiem, jak to przedstawic lepiej.
      A ani Gizela, ani Aniela nie byly 'ofiarami', one zawsze byly gora. Gizela miala taki kregoslup moralny, ze trudno byloby ja 'ponizyc'. Ona robila dobrze - a skoro inni tego nie doceniali, to innych problem.
      Aniela zas miala takie poczucie wlasnej wartosci, ze myslala: glupi Pawel, ze mnie nie chcial a wybral taka mimozowata Danusie.
      Zal mi ludzi, ktorzy sami siebie zaluja bo nie maja wbudowanych mechanizmow obronnych. Ludzi, ktorzy z twarza, honorem i nienaruszonym poczuciem wlasnej wartosci potrafia wyjsc z trudnych sytuacji - podziwiam.
      Przepraszam za brak umiejetnosci nazywania jasno tego, co chce wyrazic. Ale mysle, ze jakos rozumiecie, o co mi chodzi.
      • tt-tka Re: Żal mi... 22.07.21, 19:11
        Ja rozumiem ! :)

        Troche mi bylo zal Gizeli, ale tylko troche - nieodwzajemniona milosc zawsze boli, czy to do chlopa, czy to do dziecka, dlatego zal. A tylko troche, bo o ile uczuc nie da sie wykrzesac, to cudze zachowania mozna skorygowac, przytemperowac, koniec koncow wyprosic sobie. W sferze uczuc zal, ale na zachowania Milicji i Ygnaca Gizela sama pozwolila. Ubostwo towarzyskie i inne wlasnego zycia tez miala na wlasne zyczenie.
        W sumie Gizela jest przestroga - czym sie konczy koncentrowanie wlasnego zycia tylko na dziecku i jak sie potem laduje z reka w nocniku. Moze dlatego Borejkowny swoje dzieci zlewaja koncentrujac sie na czym innym ? Moze genius loci na Rusfelta sie zalagl i przestrzegl ?
      • bupu Re: Żal mi... 22.07.21, 19:45
        guineapigs napisała:


        > 3. Grzegorza - jak sie Bernard przypaletal a Grzes mial nadzieje na tete a tete
        > z wlasna zona.

        O, ten moment jest jedynym, w którym mi Sałaciarza żal. Chłopak się postarał, załatwił miejsce, gdzie mógł liczyć na chwilę intymności i prywatności z żoną, bez syna schowanego za regałem i rodziny uwieszonej na klamce, zorganizował wino i pożywienie wytworne, wywlókł to betonowe słoneczko z chałupy, uchetał się jak koń za pługiem, tylko po to, żeby patrzeć jak durny kumpel żony rozwala mu cały precyzyjnie zaplanowany wieczór w drebiezgi, a żona, ta egoistyczna zołza, w dzielną grzywkę szarpana, przygląda się tej klęsce i tylko rozkosznie chichocze. Chociaż to jej kumpel i jej psim obowiązkiem było przyjść w sukurs mężowi i pozbyć się brodatego półgłówka. Na miejscu Grzegorza trafiłby mnie apokaliptyczny szlag i zrobiłabym żonie taką awanturę, że dach na kamienicy przy Roosevelta 5 by podskakiwał. Albo zostawiłabym ją z Bernardem w tym domku i niech kombinują jak wrócić. Beze mnie.

        Ugh. Upiorna scena.
        • sowca Re: Żal mi... 23.07.21, 09:52
          bupu napisała:

          > guineapigs napisała:
          >
          >
          > > 3. Grzegorza - jak sie Bernard przypaletal a Grzes mial nadzieje na tete
          > a tete
          > > z wlasna zona.
          >
          > O, ten moment jest jedynym, w którym mi Sałaciarza żal. Chłopak się postarał, z
          > ałatwił miejsce, gdzie mógł liczyć na chwilę intymności i prywatności z żoną, b
          > ez syna schowanego za regałem i rodziny uwieszonej na klamce, zorganizował wino
          > i pożywienie wytworne, wywlókł to betonowe słoneczko z chałupy, uchetał się ja
          > k koń za pługiem, tylko po to, żeby patrzeć jak durny kumpel żony rozwala mu ca
          > ły precyzyjnie zaplanowany wieczór w drebiezgi, a żona, ta egoistyczna zołza, w
          > dzielną grzywkę szarpana, przygląda się tej klęsce i tylko rozkosznie chichocz
          > e. Chociaż to jej kumpel i jej psim obowiązkiem było przyjść w sukurs mężowi i
          > pozbyć się brodatego półgłówka. Na miejscu Grzegorza trafiłby mnie apokaliptycz
          > ny szlag i zrobiłabym żonie taką awanturę, że dach na kamienicy przy Roosevelta
          > 5 by podskakiwał. Albo zostawiłabym ją z Bernardem w tym domku i niech kombinu
          > ją jak wrócić. Beze mnie.
          >
          > Ugh. Upiorna scena.
          >


          Zapomniałam o tej scenie, jest tak okropna i tak kompletnie pozbawiona sensu, że ją wyparłam. Bo co ona nam pokazuje? Ze Kalarepa kocha żonę, a ona jego hm... No i że Bernard jest idiotą.
          • bupu Re: Żal mi... 23.07.21, 19:36
            sowca napisała:


            > Zapomniałam o tej scenie, jest tak okropna i tak kompletnie pozbawiona sensu, ż
            > e ją wyparłam. Bo co ona nam pokazuje? Ze Kalarepa kocha żonę, a ona jego hm...
            > No i że Bernard jest idiotą.

            Że Gaba panicznie boi się intymności z własnym mężem. Grzegorz musiał ją z domu wyciągać na siłę, jeszcze mu się z samochodu wyrywała, że zupka dla Ignasia (liczącego sobie wtedy lat cztery, a więc nie wymagającego specjalnych zupek), a potem wręcz z ulgą przyjęła wtargnięcie Bernarda, bo inaczej jej zachowania zinterpretować nie umiem.
      • 3piota Re: Żal mi... 22.07.21, 22:15
        guineapigs napisała:
        > 3piota napisala, ze najbardziej jej zal Gizeli.
        > A mnie Gizeli nie zal.
        > 'Gruboskorna!' 'Znieczulica!' 'Chamidlo!' 'Taka sama, jak Boreje!' - pewnie pom
        > ysleliscie o mnie, czytajac powyzsze.

        A w życiu! Niby dlaczego miałabym tak pomyśleć?
        Gizeli mi żal, bo - no nie wiem jak to ująć - ona chyba miała w temacie Mili poczucie jakiejś ogromnej porażki.
        Wcześnie matkę straciła, nic nie wiadomo żeby miała rodzeństwo, ojciec wszystko przepił, musiała w obcym mieście szukać byle jakiej pracy, bo bezrobocie i redukcje i byle jakiego kąta. Samotna do bólu.
        I nagle w jakimś odruchu, może z tej samotności, zaopiekowała się osieroconym dzieckiem.
        Dbała o nie jak umiała, a z domu wyniosła "surowość, niechęć do okazywania uczuć, do czułostek i szczebiotania", więc tak umiała, ale zawsze potrzeby Mili były na pierwszym planie.
        Nieciekawy los czekał Milę gdyby nie Gizela. A Mila jest wiecznie w jakiejś opozycji do niej.
        Jest taka scena gdy Gizela przyprowadza Milę do szkoły. Mila mówi do pierwszy raz widzianej nauczycielki: - Ja też panią lubię. Przez wszystkie kartki "Kalamburki" nie widać ani razu, żeby Mila lubiła Gizelę. Ona Gizelą jakoś tak, ja wiem... pomiata? Dopiero u schyłku pobytu Gizeli w Poznaniu mówi do niej: - Tak wiele ci zawdzięczam.
        Lepiej późno niż wcale. Poświęciła opiece nad Milą wszystkie te lata kiedy mogłaby spokojnie skończyć wieczorowo liceum, różne kursy, może i studia i pracować lżej za o wiele lepsze wynagrodzenie. Dobrze, że chociaż po czterdziestce życie osobiste jej się udało. I ta wiecznie pomiatająca nią Mila dołożyła jej Ignaca, który jeszcze bardziej miał ją za nic, ale owoce jej pracy i zaradności przyjmował jak jaśniepan daninę. Grymasząc przy tym. Musiałą mieć poczucie porażki, gdy okazało się, że to wszystko czego chciała Milę nauczyć: zaradności w życiu, umiejętności prowadzenia domu, ładu i porządku - poszło w cholerę gdy tylko Ignac nią zawładnął. I dodatkowo przerwane niewiadomodlaczego i nigdy nie ukończone studia, na które też sobie Gizela chyba trochę żył wypruła.
        Tak przy okazji coś mi się nasunęło. Stefania tłumaczy Gizeli, że Mila dlatego nigdy nie chciała do niej powiedzieć mamo, bo "jest wierna". I ta sama wierna Mila nie potrafi ze zrozumieniem podejść do Laury, że Laura jest wierna ojcu.
        -Tygrysku co cię ugryzło! - Tygrysku ta rozmowa jest jakaś niestosowna! - Niedobre dziecko!
    • kangur_rudy Re: Żal mi... 22.07.21, 20:10
      Mnie wielu bohaterów było żal, ale tylko przez chwilę. Natomiast co do stałego uczucia współczucia to żal mi było:
      1) Aurelii, za jej poczucie samotności w dzieciństwie i wieku nastoletnim. Bardzo mi też było przykro, że wyszła za Kozia - mizogina i została nauczycielką, ja bym ją widziała jako jakąś podróżniczkę - reporterkę,
      2) Jacka Lelujki z powodu jego nieodwzajemnionego uczucia do Kreski, która wolała Maćka z oczami jak przecinki,
      3) Bebe z powodu jej poczucia izolacji od świata i z tego samego powodu Ewy Jedwabińskiej i Przeszczepa. Z Bebe mi przeszło, kiedy potraktowała lekceważąco Magdusię z jej nastolatnimi problemami,
      4) Laury z powodu wpędzania jej przez rodzinę (i osoby postronne, np. Robrojka) w poczucie winy z powodu jej tęsknoty za ojcem i niedoceniania wysiłków "idealnej" matki,
      5) Felicji, która musiała załatwić sobie lewe L4, żeby gotować obiady dla szwagra i jego progenitury,
      6) Romy i Robrojka - z powodu nieszczęśliwego zakochania,
      7) Filipa, kiedy po kilku latach spotykania się z nim Nutria puściła go w końcu kantem. Co prawda to była dobra decyzja, bo Filip był zaborczy i narcystyczny, ale podejrzewam że z jego kontrukcją psychiczną ciężko to odchorował,
      8) Kozia, kiedy stracił szacunek do siebie po akcji z Lisieckimi.
      • haszyszymora Re: Żal mi... 23.07.21, 11:40
        >Filipa, kiedy po kilku latach spotykania się z nim Nutria puściła go w końcu kantem. Co prawda to była dobra decyzja, bo Filip był zaborczy i narcystyczny, ale podejrzewam że z jego kontrukcją psychiczną ciężko to odchorował,

        Och, ja jestem święcie przekonana, że o Nerwusie więcej nie słyszymy, bo chłopak w tym Bostonie popełnił samobójstwo.
    • haszyszymora Re: Żal mi... 23.07.21, 11:56
      - Laury oraz Ignasia - oboje są upiornie samotni i wyobcowani, nie mają z kim gadać ani w domu, ani poza domem (oprócz dziadka); każde oczywiście męczy się w inny sposób i z różnych powodów, ale efekt ten sam - poczucie wyłączenia z rodziny, wręcz napiętnowanie złego dziecka i śmiesznego dziecka.

      - Nutrii - otwartym tekstem mamy powiedziane, że rodzice ją olali. Po prostu. Do tego cudowny Ignacy daje jej odczuć rozczarowanie tak wyraźnie, że Nutria już jako dziecko udaje chłopca, by zasłużyć na akceptację.
      Co jeszcze? Ano toksyczny związek, o którym z nikim nie może sensownie pogadać, bo wszyscy kibicują wydaniu starej panny choćby za psychopatę. No i pamiętna scena na dworcu w "Imieninach".

      - Romy - Sylwester w Pulpecji złamał mi serce

      - moich wyobrażeń o młodym Ignacu - wiecie, wizja kujona, który zakopał się w książkach i zapomniał o bożym świecie (oraz konkursie piękności) była urocza, mogłam sobie dopowiedzieć, że przybiegł spanikowany godzinę później i zasypywał Milę przebłagalnymi czułościami. A tu okazuje się, że uroczy kujon był w istocie kontrolującym, mizoginicznym bucem, który zrobił awanturę, bo go narzeczona nie zapytała o zgodę na ścięcie włosów. Smutek.
    • jontrew Re: Żal mi... 23.07.21, 15:35
      Z jeszcze niewymienionych: żal mi Elki. Jej mama umiera, a ojciec nawet nie próbuje nawiązać z nią relacji. Potem zaś znajduje sobie pełnoetatowe zajęcie jako mieszacz sałat ulicę dalej i też jakby umarł za życia. Żal mi też Terpentuli i Cyryjka, idiotycznie zrezygnowali ze szczęścia, które było na wyciągnięcie ręki.
      • briar_rose Re: Żal mi... 23.07.21, 17:52
        O, o Elce chciałam właśnie opisać. Potwornie mi jej żal, akcja ojca w Wigilię była naprawdę niestosowna i od tamtej pory czuję do Kalarepy niechęć większą nawet, niż do Eugeniusza. Eugeniusz był pogubiony, ale potem się postarał, próbował... Grzegorza nic nie tłumaczy. Obrażona córka wybiega z domu po zmroku, nie wraca, a ten sobie idzie do Gaby na wieczerzę jakby nigdy nic... Przecież Elka to jeszcze nastolatka, do tego zrozpaczona, wiadomo, co jej przyjdzie do głowy? Przecież mogło być różnie, mogła uciec w domu, zostać zaczepiona przez kogoś, skrzywdzona... A jedyne myśli Grzesia szanownego krążą wtedy jedynie wokół potencjalnych teściów i świętej Gabrieli. Gaba też nie wiem, co miała w głowie, że zaprosiła gacha bez córki - półsieroty.

        Elka to jedna z moich ulubionych bohaterek MM, bo jest taka prawdziwa, realistyczna, nie zawsze zachowuje się w porządku, ale ma swoje dobre i złe strony, a także zmienia się w trakcie powieści.
        • deszczu_kropelka Re: Żal mi... 23.07.21, 23:02
          Mnie też Elki strasznie żal - kiedy wyobrażam sobie, co by poczuła, wracając w wigilijny wieczór do domu - i zastając puste mieszkanie, bo rodzinka zwinęła choinkę i pognała świętować gdzie indziej, nie zostawiając Elce nawet wiadomości, gdzie są. Pani Musierowicz przedstawia dziewczynę jako rozpieszczoną i egoistyczną, a z opisu tego jednego dnia wynika, że naprawdę to wszyscy mieli Elkę głęboko w dupie.
    • kon.zrzeda Re: Żal mi... 24.07.21, 00:24
      Ewy. Zdecydowanie najbardziej. Kiedy czytałam Jeżycjadę, dzieckiem będąc- była dla mnie bohaterką negatywną. Ot, taki dowcip skromniutkiego aparatu poznawczego, zupełnie nie rozumiałam "jakżeż można...!". Po jakimś czasie zrozumiałam, jakżeż. I bardzo, bardzo mi jej żal, jej starań, które zapewne kosztowały ją tyle wysiłku, a były zupełnie nietrafione, spalania się w próbach kontrolowania tego, co niekontrolowalne, samoograniczenia, tego, że zapewne niosła jakiś bagaż, którego nie umiała się pozbyć, i w końcu tej zmarnowanej szansy, kiedy była nadzieja na relację z córką.

      Poza tym żal mi Gizeli (chociaż może ona by tego nie chciała :) ) i Laury.
      • jontrew Re: Żal mi... 27.07.21, 11:30
        Ewy mi żal, oczywiście. Jej, Eugeniusza, ich rodzin. Ale tylko do momentu, gdy decydują się na dziecko. Przerzucanie swoich bagaży i nieszczęść na kolejne pokolenie to nie jest żadne rozwiązanie, tylko recepta na stworzenie kolejnego złamanego, nieszczęśliwego człowieka.
    • rose-burton Re: Żal mi... 26.07.21, 23:05
      Laury w TiR, za podłe faworyzowanie Motyla przez matulę i macocha.
      Gabrieli, za lobotomię charakteru i zrobienie z sympatycznej bohaterki męczennicy postpyziaczej.
      • pi.asia Re: Żal mi... 27.07.21, 10:30
        rose-burton napisał(a):


        > Gabrieli, za lobotomię charakteru i zrobienie z sympatycznej bohaterki męczenni
        > cy postpyziaczej.

        Idąc tym samym tropem - strasznie żal mi Pyziaka. Nie dano mu szansy na wybaczenie, po które przyjechał. Nie dano mu możliwości nawiązania relacji z eks żoną i córkami. Traktowano jak śmiecia i jego, i przywieziony przez niego ślubny prezent. Nawet ta cholerna Łusia się go czepiała, że nadużywa zaimka "ja", i nikt z Borejklanu nie powiedział smarkuli, że facet mieszka w Niemczech, gdzie ten zaimek osobowy jest obowiązujący, gdy mówi się o sobie. Marwa kuć, nie pamiętano nawet jak ma na imię!!!
        To wszystko na oczach czytelników.
        Poza oczami zrobiono z niego lekkoducha, chama, pijaka i kłamcę. A na koniec zaserwowano nam, że to CKNUK.
        • jontrew Re: Żal mi... 27.07.21, 11:25
          Hmmmm. To ja pociągnę temat dalej. Bo idąc tym tropem, to żal mi wszystkich bohaterów oraz czytelników i fanów Jeżycjady. Bo faktycznie i Gaba i Ida i cała reszta, nawet Ignacy, którego nie znoszę, zmienili się w kolejnych tomach w ludzi, których trudno lubić czy rozumieć.
          Co do czytelniczek, to szkoda i tych, co to widzą, bo zabrano nam coś wartościowego, i tych, które radośnie dopytują się u źródła o kolejne śluby i bobasy (bleee:)), bo z jakiegoś powodu nie widzą one tego, co jest, tylko to, co się im mówi, że jest (dzielna Gaba, ciepła Mila, mądry Ignacy, rycerski Józek itp.).
        • guineapigs Re: Żal mi... 27.07.21, 19:23
          Pi.asi zal Pyziaka, bo
          'Nie dano mu szansy na wybaczenie, po które przyjechał. Nie dano mu możliwości nawiązania relacji z eks żoną i córkami. Traktowano jak śmiecia /.../'

          I to jest dowod na to, ze Klan nie jest zadnym kosciolkowym - jak kiedys tu na forum sugerowano. Bo, o ile wiem, KK nakazuje wybaczac, a juz szczegolnie przed waznymi wydarzeniami, jak spowiedz.
          A jak juz ktos nie moze wybaczyc, bo sie udusi - to niech przynajmniej sprawia wrazenie, ze wybaczyl. Tak pro forma. Wiem, ze to zakrawa na faryzeizm, ale chyba lepiej pominac milczeniem przeszlosc niz sadystycznie wyciagac wydarzenia sprzed dwoch dekad. SADYSTYCZNIE.
          Zreszta, co do diabla Lusia miala do wybaczania Pyziakowi? Dla niej to wlasciwie obcy czlowiek. Ale nie - ta siedzi i liczy zaimki, bo tak. Bo sie dziadziusiowi podoba.
          A co do Gaby. Wczesnij pisalam, ze zal mi ludzi, ktorzy nie sa wyposazeni psychologicznie, by sie nie dac wcisnac w role 'ofiary'. Sa zbyt wrazliwi czy maja kompleksy? Nie wiem. Ale takich ludzi mi zal.
          Natomiast Gaba to jest - moim zdaniem - typowy przyklad egoistki uzalajacej sie nad soba. A nawet nie nad soba, a nad swoimi wyobrazeniami. O Pyziaku.
          Gaba nie miala zadnych powodow, by miec kompleksy. Ladna, zgrabna, inteligentna, wyszczekana dziewczyna. A tu zonk - Pyziak porzucil. TAKA GABE! Zupelnie jak u Samozwaniec: jak mozna porzucic TAKA LILKE?!?! No widac, ze mozna.
          Gaba to nawet juz jako Grzegorzowa Strybowa uzalala sie nad nad tym porzuceniem. Zamiast powiedziec: Dzieki ci Boru, ze zabrales mi Pyziaka, bo dzieki temu mam teraz Grzesia.
          Nie mam pojecia, co na takie tematy mieli do powiedzenia Starozytni, ale znajac ich madrosc, to jakby spojrzeli na Gabe to by powiedzieli: glupia jakas, czego ona chce? Bogowie uwolnili ja od zlodzieja i pijaka a dali wspanialego Mieszacza Salad, uzbrojonego w telepatyczne zdolnosci i calujacego ja po kazdej przeczytanej stronnicy lektury.
          Gabrielli Stryby nie zrozumiem nigdy. Tzn. rozumiem ja tak: urazona duma.
          Nie wiem, czy zal mi Grzegorza (procz sytuacji z Bernardem). Dorosly facet, po przejsciach (smierc zony, samotne ojcostwo) - i ot tak entuzjastycznie reaguje na zaproszenie: przyjdz do nas na wigilie, ale bez corki (zakladam moze naiwnie, ze na etapie zapraszania sie na Wigilie para wie, czy sa jakies dzieci).
          Aniela w takiej sytuacji bronila nawet niewlasnych dzieci (sytuacja z dentysta).
          • bupu Re: Żal mi... 27.07.21, 19:40
            guineapigs napisała:


            > Natomiast Gaba to jest - moim zdaniem - typowy przyklad egoistki uzalajacej sie
            > nad soba. A nawet nie nad soba, a nad swoimi wyobrazeniami. O Pyziaku.
            > Gaba nie miala zadnych powodow, by miec kompleksy. Ladna, zgrabna, inteligentna
            > , wyszczekana dziewczyna. A tu zonk - Pyziak porzucil. TAKA GABE! Zupelnie jak
            > u Samozwaniec: jak mozna porzucic TAKA LILKE?!?! No widac, ze mozna.
            > Gaba to nawet juz jako Grzegorzowa Strybowa uzalala sie nad nad tym porzuceniem
            > . Zamiast powiedziec: Dzieki ci Boru, ze zabrales mi Pyziaka, bo dzieki temu ma
            > m teraz Grzesia.

            Ech-uch Grześ. Atrapa męża (pewnie, żeby się rodzina nie czepiała). A z Pyziaczka Gaba sobie zrobiła bardzo wygodną tarczę, tudzież zasłonę dymną, moim zdaniem. Wszakże na Gabunię paluszka zakrzywić nie można, bo taka dzielna i taka porzucona, uciskana przez Pypyziaka najpierw osobiście, a potem per procura (Laura). I tym sposobem wytresowała całe domostwo do traktowania jej jak pępka wszechświata. Róża zachodzi w ciążę bez ślubu? Pocieszajmy Gabrysię! Laurze przez pomyłkę uwożą kieckę ślubną? Pocieszajmy Gabrysię! Gabrysia zawsze w centrum uwagi, nie pocieszano jej gdy Pulpie wiatr rozebrał pawilon zapewne tylko dlatego, że akurat była incommunicado.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka