bupu
23.10.21, 23:29
Właśnie sobie uświadomiłam, że nie mam pojęcia, co robi Bebe, oprócz tego, że bywa spowita w twarzowe beże i jest małżonką dyrektora Kordiałka. I nie jest to jedyna bohaterka, której urwało pół życia, wręcz przeciwnie, w Neo panuje pandemia urwanych żywotów. Bebe, Elka, Cielęcina, Roma, Bella, Nora (epilog CZ), Danka Filipiak, Agnieszka, Tygrys w pewnym stopniu... Wiemy, że się pomężyły, że wypełniły, prawdaż, ramiona, ale poza funkcjami małżeńsko-rozrodczymi nie istnieją.
A w sumie jakby się tak zastanowić, to te bohaterki, co do których wiemy, że gdzieś pracują, mają te kariery zawodowe bezobjawowo i w tle. Przykładem sztandarowym Gabriela, ale za nią dzielnie truchta Natalia (która nawet w końcówce sierpnia nie myśli o nadchodzącym roku szkolnym, a potem zarywa noc z niedzieli na poniedziałek, już we wrześniu, bo wesele), Ida, którą widzimy przy pracy sporadycznie (a jej mąż bez instrukcji nie jest w stanie własnego syna oporządzić)...
I powiem wam, to jest okropne. Kobieta też człowiek, do licha, nie istnieje tylko po to, by się rozmnażać i panu mężu gacie prać, a jej wartość nie zależy od tego ile punktów w skali Apgar wyhaczył zrodzony przez nią wypełniacz ramion.