Dodaj do ulubionych

Znajdźmy Pyzie pracę!

31.07.22, 23:02
Jak wiemy, o ile Róża nauczyła się betonować i bardzodzielnić, o tyle w kategorii pracy zawodowej już nie wzięła przykładu z dr. hab. Gab. Stryb.
Sama jestem bezrobotna i szczycę się tym. Jednakże, ja nie mam Frycobuca w rozjazdach i dwójki dzieci na utrzymaniu. Ratujmy więc sytuację bytową małych Szopiąt!
Albo chociaż wymyślmy jej ścieżkę kształcenia alternatywną do tej, którą niegdyś obrała. Taką bardziej pod nią, nie na doczepkę dla Szoppa.

Nie znam się na doradztwie zawodowym, zwłaszcza w przypadku jednostek pyzatych, ale na pewno coś dałoby się dla niej ogarnąć. Co Róża potrafi? Widzieliśmy na przestrzeni tomów jakieś jej zainteresowania lub jak robi coś w czym jest dobra (poza zmywaniem i prasowaniem cudzych gaci)? I jaki zawód lub interes możnaby z tego wykuć?
Obserwuj wątek
    • kloi0505 Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 06:32
      Jak na mój gust Pyza powinna pracować w żłobku albo w przedszkolu.
    • kocynder Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 06:38
      Też nie znam się na doradztwie zawodowym. Ale...
      Moim zdaniem Pyza, tak jak nam została opisana, nadaje się tylko i li do bycia matką i żoną. W tej kolejności. I w miarę możliwości do produkowania kolejnych wypełniaczy ramion,bo przecież niemowlęta są takie słodkie. A z dziećmi, gdy już podrosną i przestaną funkcjonować w charakterze piszczącego tlumoczka niech się zajmują inni.
      Natomiast gdyby ją napisać "od początku" to mogłaby wszystko. Zamiast iść na mężologię - dowolną w sumie branża. Ona była mało wyrazista, więc w gruncie rzeczy poza branżami wymagającymi lat "treningu" (większość artystycznych*, sport zawodowy) absolutnie każdy kierunek dałby się uzasadnić.
      Co do ścieżki zawodowej - to zależy od tego co by jej dopisać w wykształceniu. Ale kiedyś napisałam taką scenkę, w kontekście stosunków z bratem. Że w Oxfordzie Róża sama urządzała ich dom, wyszło pięknie, ktoś ze znajomych się zachwycił, poprosił o pomoc, a potem poszło, i Róża pracuje przy "dopieszczaniu" domów albo przygotowywanych do sprzedaży, albo "pod klucz". :)
      • kocynder Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 06:40
        * - WIEM, że są artyści, których talent "uderzył" późno, ale mówię o "normalnych" a nie geniuszach.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 10:16
          >* - WIEM, że są artyści, których talent
          >"uderzył" późno, ale mówię o "normalnych"
          >a nie geniuszach

          A nawet te eugeniusze z wrodzonym talentem powinny dużo ćwiczyć dla własnego dobra, kariera li i jedynie naturszczyka trwa krótko, np. w śpiewie
          • kocynder Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 21:38
            W śpiewie może. Ale są przypadki znane, że geniusz malarski/pisarski/aktorski objawił się w wieku mocno dojrzałym. Z tym, że to jednak pojedyncze przypadki, owszem, zdarzają się, geniusze bywają w każdej dziedzinie. Ale jednak omawiamy przypadek osoby, powiedzmy, przeciętnej. Na pewno nie geniusza. Zwykłej, może zdolnej w jakiejś branży, ale nie wybitnej dziewczyny/młodej kobiety.
            Więc o ile zapewne można by jej dopisać, że w wieku lat 38 odkryła w sobie supertalent malarski i wszystkie galerie świata się o jej dział zabijają a gwiazdy i głowy koronowane ustawiają się w karnym ogonku po portrecik - to jednak realizm tego zabiłby czytelnika.
            Róża jest bowiem dziewczyną zwyczajną. Zafiksowaną (głupio) na zakontraktowanej parze portek, ale po prostu zwyczajną. Bez jakichś nadprzyrodzonych mocy. To co nam o niej zaserwowała autorka obecnie - wyklucza jakąkolwiek ścieżkę. Na marginesie - tak samo ścieżkę zawodowa jak i życia prywatnego. Ona NIE MA życia prywatnego. Jest cholernym słoneczkiem rodzinnym i ma zakichany obowiązek świecić każdemu, kogo jej mamunia albo babunia wskażą paluchem. Obecnie nawet rola douli - to dla niej fikcja. Doula bowiem musi umieć słuchać, wspierać, pomóc, zachować zimną krew. Powinna prócz tego mieć rozległą wiedzę z dziedzin okołonoworodkowych - pochodząca nie tylko ze swojego własnego porodu i połogu. No nie! Teraz to jedyne co dla niej widzę, to rodzenie kolejnych dziatek, i (oczywiście) fantastyczna opieka nad niemowlakiem - bo kiedy już niemowlę wyrasta z okresu niemowlęcego i zaczyna się bunt dwulatka - to Różyczka w panice odda dziecię komukolwiek pod opiekę i zrobi sobie nowe, śliczne i słodkie niemowlątko...
            Moja wizja - Pyzy zajmującej się wnętrzarstwem - miałaby szansę na realizację w początkach w Oxfordzie. Właśnie astrofizyki nie skończyła, ale wszak może mieć tzw "oko" do szczegółów i detali, może umieć fantastycznie zestawić podstawę lampy w styli art deco z edwardiańskim abażurem, umieć odnowić stary wolterowski fotel, z którego wyłażą sprężyny, wyeksponować ludwikowską konsolę na tle matowej tapety itd.I właśnie do tak "wycyzelowanego" domku Fryc zaprosił koleżankę - fizyczkę, która to wnętrze i niebanalne rozwiązania zachwyciły. Poprosiła o "dopieszczenie" swojego domu. Róży poszła świetnie, potem "pocztą pantoflową" miała kolejne zlecenia, w którymś momencie nawiązała kontakt, z małym ale prężnym biurem "architektoniczno - deweloperskim (błagam, na prawie budowlanym nie znam się ani w ząb, niech nie muszę sprawdzać, czy mogłaby pracować bez papierów! Ale jeśli nawet, to mając zlecenia i chętnych - mogłaby te jakieś tam uprawnienia zdobyć)... No, ale to by wymagało pozostawienia jej w Anglii.
    • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 08:44
      Kiedyś przy okazji ogólnoforumowej analizy sytuacji życiowej Pyzy proponowałam jej karierę douli.

      Na położną albo nauczycielkę, choćby przedszkolną, musiałaby się kształcić, co dla tego cielęcia może być przeszkodą nie do przeskoczenia. A praca niani lub opiekunki w żłobku może być z kolei nie do przelknięcia ze względów prestiżowych. Róża jest jednak krwi Borejków, pracy bez inteligenckiego etosu nie tknie.
      • iwoniaw Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 09:04
        Róża jest jednak krwi Borejków, pracy bez inteligenckiego etosu nie tknie.


        Może moglaby zatem ksiązki w bibliotece osiedlowej wypożyczać? W oddziale dziecięcym najlepiej, bo dla doroslych to tyle ksiażek bez czółka teraz kupują, że moglaby tego nie dźwignąć.
        • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 17:33
          Pytanie, czy biblioteka byłaby zainteresowana zatrudnieniem pracownika niebędącego bibliotekoznawcą. Trochę wątpię zważywszy na okoliczność, że wykonywanie zawodu wymaga bardzo konkretnych umiejętności, z którymi nie da się urodzić i nie da się nabyć w kontakcie z literaturą.

          Róża pewnie mogłaby się dokształcić, ale my nawet nie wiemy, czy ona ma choćby licencjat. Jak nie, zostają jej kierunki wykładane w szkołach policealnych. Bibliotekoznawstwo zaś wraz z technologią naukową, jak wynika z ZSK, w takiej formie nauczane nie jest.
          • iwoniaw Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 17:55
            Założyłam, że zrobienie przynajmniej licencjatu na bibliotekoznawstwie nie przerosłoby Pyzy ani intelektualnie, ani organizacyjnie (to drugie zwlaszcza gdy dzieci juz podrosły). Móglby ją Ignac po starej znajomosci wkręcić do układania w magazynie u Raczyńskich, gdy syn docenta wlaśnie odszedł na dawno zasłużoną emeryturę i się wakat zrobił.
            • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 18:27
              iwoniaw napisała:

              > Założyłam, że zrobienie przynajmniej licencjatu na bibliotekoznawstwie nie prze
              > rosłoby Pyzy ani intelektualnie, ani organizacyjnie (to drugie zwlaszcza gdy dz
              > ieci juz podrosły).

              Niby nie, ale zajęłoby trzy lata, a Róża powinna zacząć rozglądać się za pracą raczej na cito. Zwłaszcza jeżeli Fryderyk faktycznie ją zostawił w paskudnym stylu i ma w nosie ją i dzieci (a prawdę pisząc, z tego co MM napisała nie bardzo da się wybrnąć inaczej niż robiąc z Fryca fuję i fubrawca). Bo już pomijając skądinąd trudną do pominięcia kwestię kosztów utrzymania dorosłej kobiety i dwojga nastolatków, Pyza w chwili porzucenia ma 36 lat, a to jak na pierwszą pracę zarobkową w życiu jest raczej późnawo. Oferty satysfakcjonujących karier mogą nie sypać się aż tak wartkim strumieniem.
              • iwoniaw Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 18:40
                Dlatego pisalam o znajomościach Ignaca (zresztą wszystko jedno kogo, może Gabriela zna jakąś bibliotekarkę, ktora odchodzi na emeryturę i instytucja bylaby sklonna zatrudnic profesorską córkę z dyplomem "w trakcie", tzn. Pyza zaczęłaby studia i od razu podjęła pracę). Inaczej to z łysą maturą faktycznie budka z kurczakami, wykładanie towaru w Lidlu, sprzątanie biurowców etc. No chyba że jeszcze Ida lub ordynator Mareczek by ją do jakiejś recepcji w klinice albo innej rejestracji w szpitalu wcisnęli.
                • hanuszka189 Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 22:13
                  Recepcja w klinice by pasowała.
                  A jeśli opanowała angielski, to jakieś korepetycje dla dzieciaków też by dały radę.
                  • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 22:44
                    hanuszka189 napisał(a):

                    > Recepcja w klinice by pasowała.

                    Pyza, której sie robi niedobrze na samą myśl o konflikcie, nadaje się na człowieka od obsługi klientów na pierwszej linii ognia jak... jak... jak... Jak Józef na wzór dżentelmena. Toż ona by się ze stresu zwinęła jak roleta, przy pierwszym wkurzonym kliencie/pacjencie.
                    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 23:01
                      bupu napisała:
                      >hanuszka189 napisał(a):
                      > Recepcja w klinice by pasowała.

                      >Pyza, której sie robi niedobrze na
                      >samą myśl o konflikcie, nadaje się
                      >na człowieka od obsługi klientów na
                      >pierwszej linii ognia jak... jak... jak...
                      >Jak Józef na wzór dżentelmena. Toż
                      >ona by się ze stresu zwinęła jak
                      >roleta, przy pierwszym wkurzonym
                      >kliencie/pacjencie.

                      Z matką i siostrą Agnieszki jakoś sobie poradziła w CZ, jeśli dobrze pamiętam (podrzućta cytata, kto ma?)
                      • hanuszka189 Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 02.08.22, 09:32
                        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                        > bupu napisała:
                        > >hanuszka189 napisał(a):
                        > > Recepcja w klinice by pasowała.
                        >
                        > >Pyza, której sie robi niedobrze na
                        > >samą myśl o konflikcie, nadaje się
                        > >na człowieka od obsługi klientów na
                        > >pierwszej linii ognia jak... jak... jak...
                        > >Jak Józef na wzór dżentelmena. Toż
                        > >ona by się ze stresu zwinęła jak
                        > >roleta, przy pierwszym wkurzonym
                        > >kliencie/pacjencie.
                        >
                        > Z matką i siostrą Agnieszki jakoś sobie poradziła w CZ, jeśli dobrze pamiętam (
                        > podrzućta cytata, kto ma?)

                        Przy wszystkich niedostatkach Pyzy, jej wewnętrzne przemyślenia znamy z czasu, gdy była nastolatką. Znam sporo byłych nastolatków czy nawet młodych studentów, którzy zdecydowanie nie rokowali, a jakoś powoli całkiem wygodnie urządzili się w życiu. Na recepcji jakiejś kliniki na poziomie (najlepiej fizjoterapia czy coś mało inwazyjnego) Pyza by sobie pewnie poradziła, skoro ogarniała czwórkę dzieciaków i śpiącego męża w samolocie do Anglii. Problemy rozwiązywałaby w sposób pasywny ;) Ale w dużym mieście jest sporo innych miejsc, gdzie mogłaby się zahaczyć, sklepy z mydełkami, z ceramiką bolesławiecką, księgarnie, galanteria skórzana, nawet butiki - patrząc na samo centrum Poznania jest masa lokali mniej lub bardziej ekskluzywnych, gdzie aparycja Róży, uprzejmy uśmiech i znajomość angielskiego byłyby mile widziane. Więc też bez przesady z tym, że nie potrafiłaby zrobić zupełnie nic.
                        • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 02.08.22, 17:45
                          hanuszka189 napisał(a):

                          > Ale w dużym mieście jest sporo innych miejsc, gdzie mogłaby się z
                          > ahaczyć, sklepy z mydełkami, z ceramiką bolesławiecką, księgarnie, galanteria s
                          > kórzana, nawet butiki - patrząc na samo centrum Poznania jest masa lokali mniej
                          > lub bardziej ekskluzywnych, gdzie aparycja Róży, uprzejmy uśmiech i znajomość
                          > angielskiego byłyby mile widziane. Więc też bez przesady z tym, że nie potrafił
                          > aby zrobić zupełnie nic.

                          No właśnie w taką karierę nie bardzo wierzę ze względów prestiżowych. Wnuczka Tego Ignacego sprzedawczynią w sklepie?

                          Poza tym, czy Róża znała angielski? Z "Ciotki" wynikałoby raczej, że Pyza nie miała w Oxfordzie żadnych koleżanek, pracy czy innych okazji wiążących ją z miejscem i ludźmi. Mogła nie poznać języka ponad szkolne minimum dostępne przeciętnemu maturzyście.
                          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 02.08.22, 19:24
                            przymrozki napisała:
                            >Poza tym, czy Róża znała angielski?
                            >Z "Ciotki" wynikałoby raczej, że Pyza
                            >nie miała w Oxfordzie żadnych
                            >koleżanek, pracy czy innych okazji
                            >wiążących ją z miejscem i ludźmi.

                            To właśnie było dziwne, Róża wyjechała stamtąd tak, jakby kompletnie nic jej tam nie trzymało. Jakby nie miała tam nie tylko pracy, ale w ogóle życia. Żadnych znajomych, żadnych rodziców koleżanek Mili, nawet fryzjerki, czy kosmetyczki, do której by chodziła. O rzeczach osobistych i meblach nie wspomnę, bo to było wielokrotnie wałkowane. A mieszkała tam ile, dekadę? To nie był wyjazd "na trochę", że w każdej chwili można spakować walizki i wracać do Posen.
                            Taką "przerwę w życiorysie", jaką miała Pyza można wytłumaczyć chyba tylko pobytem w kiciu.
                            • sayoasiel Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 02.08.22, 23:19
                              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                              > przymrozki napisała:
                              > >Poza tym, czy Róża znała angielski?
                              > >Z "Ciotki" wynikałoby raczej, że Pyza
                              > >nie miała w Oxfordzie żadnych
                              > >koleżanek, pracy czy innych okazji
                              > >wiążących ją z miejscem i ludźmi.
                              >
                              > To właśnie było dziwne, Róża wyjechała stamtąd tak, jakby kompletnie nic jej ta
                              > m nie trzymało. Jakby nie miała tam nie tylko pracy, ale w ogóle życia. Żadnych
                              > znajomych, żadnych rodziców koleżanek Mili, nawet fryzjerki, czy kosmetyczki,
                              > do której by chodziła. O rzeczach osobistych i meblach nie wspomnę, bo to było
                              > wielokrotnie wałkowane. A mieszkała tam ile, dekadę? To nie był wyjazd "na troc
                              > hę", że w każdej chwili można spakować walizki i wracać do Posen.
                              > Taką "przerwę w życiorysie", jaką miała Pyza można wytłumaczyć chyba tylko poby
                              > tem w kiciu.

                              Przy tym jak został skonstruowany ten wątek i przy użyciu maili do jego opisania, znaczących wzmianek, spojrzeń i atmosfery wielkiej tajemnicy, to właściwie strasznie dużo można temu dopisać. Co wynika z tego, jak sama MM przyznała w Księdze Gości chyba, że jeszcze nie zdecydowała, co zrobić z wątkiem Róży i Frycka. Równie dobrze możemy założyć, że Różę właśnie trzymało, stąd narzekanie Gaby, że Róża stawiała jej opór. Oczywiście, Frycek dysponował przez telefon, że Róży będzie lepiej u rodziny i ma wracać, jakby też zakładał, że nie ma jej co tam trzymać, ale równie dobrze mogła pracować zdalnie i nie miało znaczenia gdzie mieszka wykonując swoją pracę. A jej osobiste więzi z Oxfordem już Fryderyka nie zajmowały. Dziwne to wszystko, ale i Gaba nie jest narratorem, któremu możemy zaufać, co nawet w Ciotce jest pokazane i delikatnie zasugerowane przez samą Gabę (no,więcej od niej nie wymagajmy). Tak, potem Róża w ogóle o pracy nie myśli, o przygotowaniu sobie stanowiska, o zadbaniu o swoją pracownię, przeniesieniu tego i tamtego, ale o dzieciach też nie myśli, a przecież ma. Zawsze można to podciągnąć pod babol pisarski MM, która tego zwyczajnie nie zauważa, że chce napisać jedno, a wychodzi jej drugie. Wszak sama habilitowana, a potem nawet profesorka, Gaba, jak tu już na forum dyskutowano, nie występuje w kontekście swojej kariery naukowe, a właśnie w kontekście Centrum, nie żyje niczym poza rodziną ,a ta habilitacja jej się jakoś zrobiła. No i matką jest, chociaż dzieciaki zaniedbane. Z wątkiem Róży może być podobnie...i przestało mi to brzmieć hurraoptymistycznie, bo jeśli by tak nawet dało się to wyjaśnić, to jest to zwyczajna fuszerka i gdzieś znów ta redakcja była ?!
                  • fionnuala Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 02.08.22, 19:20
                    hanuszka189 napisał(a):

                    > Recepcja w klinice by pasowała.
                    > A jeśli opanowała angielski, to jakieś korepetycje dla dzieciaków też by dały r
                    > adę.

                    Nie widzę tego. Teraz do klinik też zatrudniają raczej sekretarki medyczne niż osoby bez przygotowania. Taka recepcjonistka w ośrodku leczniczym musi wiedzieć naprawdę sporo.
      • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 18:48
        przymrozki napisała:

        > Kiedyś przy okazji ogólnoforumowej analizy sytuacji życiowej Pyzy proponowałam
        > jej karierę douli.
        >
        > Na położną albo nauczycielkę, choćby przedszkolną, musiałaby się kształcić, co
        > dla tego cielęcia może być przeszkodą nie do przeskoczenia. A praca niani lub o
        > piekunki w żłobku może być z kolei nie do przelknięcia ze względów prestiżowych
        > . Róża jest jednak krwi Borejków, pracy bez inteligenckiego etosu nie tknie.

        No to jesteśmy w czarnej... no, czarnym zaułku, albowiem do pracy z etosem niezbędne jest jednakowoż wykształcenie, którego panna galantyna nie posiada.
        • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 19:38
          bupu napisała:

          > No to jesteśmy w czarnej... no, czarnym zaułku, albowiem do pracy z etosem niez
          > będne jest jednakowoż wykształcenie, którego panna galantyna nie posiada.

          My jak my, ale nieszczęsne Szopięta lepiej niech się uczą jeść trawę jedną drewnianą łyżką, bo ze stołu wujostwa skapnie im najwyżej czasem kurczak w potrawce z własnych wnętrzności.
    • sayoasiel Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 09:59
      A mnie zawsze zastanawia ta forumowa mężologia. Mnie się wydawało, że Pyza naprawdę chciała być tym astrofizykiem, ponieważ odkryła, że przedmioty ścisłe wcale nie są nudne, ani niemożliwe do opanowania i Fryderyk absolutnie oczarował ją swoją pasją. Teksty, że studia ją nudzą miały być wtedy tłumaczeniem oblania ważnego egzaminu, a tak naprawdę przykrywką dla kłopotów z Fryckiem, które wtedy zajmowały Pyzę bardziej niż studiowanie. Drodzy forumowicze, nie zrozumcie mine źle. Ja uważam, że tak, jak jest to przedstawione w Jeżycjadzie jest naiwne i głupie, a przede wszystkim po macoszemu, ale sama koncepcja takiej przebudzonej humanistki mi się podobała i uwierzyłabym w nią spokojnie, gdyby nie wykonanie. Przede wszystkim Róża miała za mało czasu jako postać. Większą część sagi funkcjonowała jako rodzinny promyczek, a autorka wyraźnie zapominała, że jest starsza od Laury, więc jeśli nie chce by wyszła na zapóźnioną w rozwoju to nie może wszystkich jej dziecinnych zachowań zrzucić na uległy charakter, ale zaznaczyć, że jest bystra mimo swego zacofania i uległości właśnie, rozwija się prawidłowo etc. Potem mamy zasugerowane, że rozwój Pyzy kończy się z zaręcznami i widzimy ją w tym samym, mniej-więcej miejscu już przez cały czas. Nie zapowiadała się jednak źle i gdyby MM konsekwentnie ją od "Imienin" prowadziła, a nie uznała znalezienie miłości za koniec jej historii, to by mogło być. I gdyby chciała pokazać jak nowe zainteresowania ją zmieniły. Czy to,że stawianie się Laurze nie było jednorazowe.A Pyza wraca i występuje już tylko w kontekście macierzyństwa i randkowania z Fryckiem. Stawia się raz,dziadkowi w sprawie ślubu, dopiero kiedy sytuacja w domu sięga granic absurdu. No,zeszłam z tematu, a wracam do tego, że pomysł nie był taki zły. Przecież, jestem pewna, że MM uważa, że Pyza ma jakąś profesję, tylko o niej do tej pory nie wspomniała, co pokazuje jak poważnie traktuje tę postać.
      • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 18:43
        sayoasiel napisał(a):

        > A mnie zawsze zastanawia ta forumowa mężologia. Mnie się wydawało, że Pyza napr
        > awdę chciała być tym astrofizykiem, ponieważ odkryła, że przedmioty ścisłe wcal
        > e nie są nudne, ani niemożliwe do opanowania i Fryderyk absolutnie oczarował ją
        > swoją pasją. Teksty, że studia ją nudzą miały być wtedy tłumaczeniem oblania w
        > ażnego egzaminu, a tak naprawdę przykrywką dla kłopotów z Fryckiem, które wtedy
        > zajmowały Pyzę bardziej niż studiowanie. Drodzy forumowicze, nie zrozumcie min
        > e źle. Ja uważam, że tak, jak jest to przedstawione w Jeżycjadzie jest naiwne i
        > głupie, a przede wszystkim po macoszemu, ale sama koncepcja takiej przebudzone
        > j humanistki mi się podobała i uwierzyłabym w nią spokojnie, gdyby nie wykonani
        > e.

        Ja bym może uwierzyła, gdyby nie to, że mężologia jest w Jeżycjadzie powszechna. Patrycja ze wstrętem do matematyki i nauk przyrodniczych idzie na leśnictwo za Florem, Kreska z antytalentem matematycznym studiuje architekturę z Tombaciusiem, ostatnio superzdolna, ach jaki talent, bystra, bardzo bystra Łucja idzie na japonistykę, bo zakochała się w Tanace, którego mama z miasta Jokohama, czy inne Tokio. A może to tata był, nieważne.

        W z nagła obudzoną miłość do astrofizyki tym trudniej mi uwierzyć, że gdy Frycu opowiada Pyzie o rozmaitych zagadnieniach z tej dziedziny, ona w ogóle go nie słucha, zastanawiając się na przykład jakie miał włoski jako dzidziuś. I to jest miejsce w którym tkwią mysli Pyzy, dzidziusie, rodzina, utrzymanie chłopa przy sobie. Na jakiekolwiek nauki tam miejsca brak.
        • angazetka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 02.08.22, 23:29
          > W z nagła obudzoną miłość do astrofizyki tym trudniej mi uwierzyć, że gdy Frycu opowiada Pyzie o rozmaitych zagadnieniach z tej dziedziny, ona w ogóle go nie słucha, zastanawiając się na przykład jakie miał włoski jako dzidziuś. I to jest miejsce w którym tkwią mysli Pyzy, dzidziusie, rodzina, utrzymanie chłopa przy sobie.

          Dla mnie to jest scena (bo to jedna scena jest raptem!), która pokazuje zakochaną dziewczynę. I tyle. Nic złego. Facet mówi albo tak pięknie kopie stół, whatever.
          • kooreczka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 03.08.22, 09:22
            Będąc bardzo zakochaną dziewczyną możnaby pomyśleć jak facet wygląda bez koszulki. Natomiast "jakie miał włoski" kojarzą się z kimś, kto od etapu niańczenia lalek chce przejść do niemowlęcia.
            • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 03.08.22, 12:07
              kooreczka napisał:

              > Będąc bardzo zakochaną dziewczyną możnaby pomyśleć jak facet wygląda bez koszul
              > ki. Natomiast "jakie miał włoski" kojarzą się z kimś, kto od etapu niańczenia l
              > alek chce przejść do niemowlęcia.

              W ogóle trudno mi sobie wyobrazić szesnastolatkę, a zakochaną szesnastolatkę to już zwłaszcza, która komplementuje chłopaka ze względu na podejrzenie, że w niemowlęctwie mógł mieć ładne włosy. To brzmi raczej jak pogląd kobiety w wieku starszym niż średnim i to też tylko pod warunkiem, że ta kobieta uważa niemowlęta za coś niebywałe rozkosznego, a komplementowany chłopak jest w jej oczach aseksualnym dzieciakiem, który powinien się uczyć i pomagać w domu, a na dziewczyny przyjdzie jeszcze czas.
            • angazetka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 03.08.22, 19:22
              Będę trwać przy swoim, bo to myśl, którą mogłabym mieć w takim stanie. Takie rozmaślenie mózgu, bez przekładania na ogólne możliwości intelektualne.
              • kocynder Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 03.08.22, 21:29
                Mimo wszystko "nie!". Gdyby ona pomyślała coś typu "Jak mu się słodko zawija ten loczek za uchem!", albo "Jak on cudownie unosi brew mówiąc o Newtonie!" - ok! Ale zadurzona do zmaślenia mózgu dziewczyna NIE POMYŚLI, że obiekt jej zakochania w ogóle był dzieckiem. Bo liczy się tu i teraz. A nie okres niemowlęcy. I tu rację ma Przymrozki: to słowa babci o wnusiu, a nie zakochanej panny o obiekcie uczuć!
                • mircja Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 03.08.22, 23:15
                  Ja mam inne skojarzenie - to mogą być słowa dziewczyny, której wyobraźnia pracuje w stronę tego, jakie dzieci, będzie mieć ze swoim wybrankiem (w tym niektóre podobne do ojca). Trochę wcześnie, ale chyba niektóre młode kobiety szybko wybiegają myślami do tego punktu.
                  • mircja Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 03.08.22, 23:17
                    Po "dzieci" zapomniałam usunąć przecinek
                  • kocynder Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 06:44
                    Mogłoby tak być, gdyby Pyza pomyślała to nad np zdjęciem Fryca z przedszkola. "Jaki on był śliczny jako dziecko! Jakie miał włoski/oczki/nosek!" - wówczas tak, możnaby to uznać za "nasze dzieci, jeśli będą do niego podobne może też będą miały takie włoski/oczki/noski?!". Albo gdyby to były jakieś jej dłuższe dywagacje, na zasadzie "tyle czasu już jesteśmy razem, planuję teleskopy, ciekawe, jaki Fryderyk był jako dziecko? Czy był równie zdecydowany i stanowczy jak teraz? Jaki miał uśmiech? A jakie włoski? Był lubiany w klasie?" I tak dalej.
                    • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 08:17
                      kocynder napisała:

                      > Mogłoby tak być, gdyby Pyza pomyślała to nad np zdjęciem Fryca z przedszkola. "
                      > Jaki on był śliczny jako dziecko! Jakie miał włoski/oczki/nosek!" - wówczas tak
                      > , możnaby to uznać za "nasze dzieci, jeśli będą do niego podobne może też będą
                      > miały takie włoski/oczki/noski?!".

                      Ewentualnie wyobrażam sobie też dziewczynę taką jak Pyza, która w zakochanym rozanieleniu myśli sobie, że jej Fryc jest taki piękny, że jak był dzieckiem musiał być piękny i jako starzec będzie piękny, a gdyby był gresem szkliwionym drewnopodobnym, to byłby najpiękniejszym gresem szkliwionym drewnopodobnym na świecie. Ale to była inna sytuacja. Pierwsza rozmowa zakochanych sam na sam, on jej o nieskończoności, a ona mu o tym, jakie rozkoszne są niemowlęta. I to jeszcze w takim kontekście, że on, mężczyzna, do którego ona czuje pociąg fizyczny, kojarzy jej się z małym dzieckiem.

                      Tak, że, reasumując, ja z kolei pozostaję przy swoim, że ta rozmowa brzmi dziwnie i nienaturalnie, na wielu poziomach.
                      • ciotka.scholastyka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 09:52
                        przymrozki napisała:


                        > Tak, że, reasumując, ja z kolei pozostaję przy swoim, że ta rozmowa brzmi dziwn
                        > ie i nienaturalnie, na wielu poziomach.

                        Ten tekst Róży jest taki niprzypiąłniprzyłatał. W dodatku bez żadnego komentarza odautorskiego ani bez dobrej reakcji Fryca. Nie mówię, żeby zaraz miał sobie pomyśleć "no nie, przecież ta Pyziakówna to kompletne kretynka", ale spojrzeć ze zdziwieniem albo zapytać z lekkim wyrzutem "czy ja cię nudzę, Różo?" to by mógł.
                        Z drugiej strony, ten gość jest tak skupiony na sobie, że może nie zwraca uwagi na takie brzęczenie koło ucha, jak pytanie ukochanej...
                        • hanuszka189 Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 10:00
                          ciotka.scholastyka napisała:

                          >
                          > Ten tekst Róży jest taki niprzypiąłniprzyłatał. W dodatku bez żadnego komentarz
                          > a odautorskiego ani bez dobrej reakcji Fryca. Nie mówię, żeby zaraz miał sobie
                          > pomyśleć "no nie, przecież ta Pyziakówna to kompletne kretynka", ale spojrzeć z
                          > e zdziwieniem albo zapytać z lekkim wyrzutem "czy ja cię nudzę, Różo?" to by mó
                          > gł.
                          > Z drugiej strony, ten gość jest tak skupiony na sobie, że może nie zwraca uwagi
                          > na takie brzęczenie koło ucha, jak pytanie ukochanej...

                          Ależ odpowiedział, tylko po chwili.
                          Czasy się zmieniają. W "Tajemnicy Białego Pokoju" notariusz Czohrała mamił kobiety urokiem i wyglądem dużego niemowlaka, co działało, bo budziło w paniach litość i instynkty macierzyńskie. W dzisiejszych czasach to wręcz obleśne, a w pamięci MM całkiem prawdopodobne. Chociaż warto zauważyć, że akcja "Imienin" to już też nie "dzisiaj" i zmieniła się już masa skojarzeń kulturowych. Pyza była trochę mniejszą ignorantką wtedy, gdy większość dziewczyn wychodziło za mąż do 23 roku życia a perspektywy samodzielnej kariery dla kobiet w Polsce były sporo mniejsze (i dostępne raczej po odchowaniu dzieci).
                          • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 10:30
                            hanuszka189 napisał(a):

                            > Chociaż warto zauważyć, że akcja "Imienin" to
                            > już też nie "dzisiaj" i zmieniła się już masa skojarzeń kulturowych. Pyza była
                            > trochę mniejszą ignorantką wtedy, gdy większość dziewczyn wychodziło za mąż do
                            > 23 roku życia a perspektywy samodzielnej kariery dla kobiet w Polsce były sporo
                            > mniejsze (i dostępne raczej po odchowaniu dzieci).

                            To był 1998 nie 1928 rok. Niepracujqcych młodych mężatek było mniej więcej tyle co teraz. Może nawet mniej, bo czasy były biedniejsze, socjal uboższy i rodzin, które były w stanie się jako tako utrzymać z jednej pensji było po prostu mniej.

                            Na dodatek Róża pochodzi z wielkomiejskiej inteligenckiej rodziny, w której kobiety wychodzą za mąż raczej koło trzydziestki, mają wyższe wykształcenie zgodne z zainteresowaniami, pracę zgodną z wykształceniem i dzieci w przedszkolach. Żadna z kobiet w rodzinie Róży, nawet niepracujaca zawodowo babcia, nie jest pokorną żoną przy mężu, cichą i usłużną. W ogóle najbliższy ideału takiej "tradycyjnej" żony jest u Borejków Grzegorz, mąż matki Pyzy, który nie ma większych praw wychowawczych nawet wobec rodzonego syna (lektury nieantyczne szmugluje mu szeptem, gdy rodzina żony akurat nie słyszy), a chwile wolne od cichej pracy spędza na gotowaniu,ogarnianiu chałupy i przyjmowaniu do wiadomości, że w kolejnych istotnych dla siebie sprawach nie ma nic do powiedzenia (np. w kwestii wychowania Laury). Róża nie miała gdzie nabrać wzorców związku, który sama tworzy z Fryderykiem. No chyba że czerpała z literatury.
                          • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 16:41
                            hanuszka189 napisał(a):


                            > Chociaż warto zauważyć, że akcja "Imienin" to
                            > już też nie "dzisiaj" i zmieniła się już masa skojarzeń kulturowych. Pyza była
                            > trochę mniejszą ignorantką wtedy, gdy większość dziewczyn wychodziło za mąż do
                            > 23 roku życia a perspektywy samodzielnej kariery dla kobiet w Polsce były sporo
                            > mniejsze (i dostępne raczej po odchowaniu dzieci).


                            Na litość boską, "Imieniny" to rok 1998, nie 1928. Od zakończenia wojny większość kobiet w tym kraju pracowała zawodowo. Jestem od Pyzy nieco starsza i żadna z moich szkolnych koleżanek, czy z podstawówki, czy z liceum, nie planowała kariery gospodyni domowej. Żadna. Wszystkie jak jedna żona planowały dalsze kształcenie, czy to zawodowe, czy wyższe. Nawet te planujące również posiadanie męża i dziatek jak najszybciej przewidywały w swoim życiu jakąś pracę zawodową. Pyza mężolożka bez żadnych planów i ambicji była również w tamtych czasach wyjątkiem.
                      • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 09:59
                        przymrozki napisała:


                        > ie. Ale to była inna sytuacja. Pierwsza rozmowa zakochanych sam na sam, on jej
                        > o nieskończoności, a ona mu o tym, jakie rozkoszne są niemowlęta. I to jeszcze
                        > w takim kontekście, że on, mężczyzna, do którego ona czuje pociąg fizyczny, koj
                        > arzy jej się z małym dzieckiem.
                        >
                        > Tak, że, reasumując, ja z kolei pozostaję przy swoim, że ta rozmowa brzmi dziwn
                        > ie i nienaturalnie, na wielu poziomach.

                        W sumie... Pyza jest jednak Borejkowna, a w tym Klanie wszakże pociąg fizyczny służy li i jedynie prokreacji. Naturalnym zatem jest dla niej skojarzenie go z niemowlętami.
                        • mircja Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 11:19
                          No cóż, w końcu kobiety mają jakoś tam zakorzenione, że nawet nie zdając sobie z tego sprawy często odczuwają pociąg do mężczyzn, którzy wydają się mieć dobre geny (podobnie jest z mężczyznami), czyli sam pociąg seksualny zawiera w sobie element przewidywania, jakie może być potomstwo wydane na świat ze związku z atrakcyjną osobą. Gdyby jeszcze nastolatka już wcześniej marzyła o ślubie i dzieciach (nawet jeszcze bez związku z konkretnym człowiekiem), to pewnie łatwiej by jej do głowy przychodziły skojarzenia chłopak - przyszłe dzieci.
                          • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 17:37
                            mircja napisała:

                            > Gdyby jeszcze nastolatka już wcześniej marzyła o ślubie i dzie
                            > ciach (nawet jeszcze bez związku z konkretnym człowiekiem), to pewnie łatwiej b
                            > y jej do głowy przychodziły skojarzenia chłopak - przyszłe dzieci.

                            Wiadomo, że Róża marzy o wypełnieniu ramion, huśtaniu tłuściochów i prasowaniu im ubrań, ale, gdyby faktycznie oceniała kandydatów na mężów na zimno pod kątem "o, z tym to warto się rozmnażać", to nigdy nie związałaby się z Fryderykiem.
                            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 17:45
                              przymrozki napisała:
                              mircja napisała:
                              > Gdyby jeszcze nastolatka już wcześniej marzyła o ślubie i dzie
                              > ciach (nawet jeszcze bez związku z konkretnym człowiekiem), to pewnie łatwiej b
                              > y jej do głowy przychodziły skojarzenia chłopak - przyszłe dzieci.

                              >Wiadomo, że Róża marzy o
                              >wypełnieniu ramion, huśtaniu
                              >tłuściochów i prasowaniu im ubrań,
                              >ale, gdyby faktycznie oceniała
                              >kandydatów na mężów na zimno
                              >pod kątem "o, z tym to warto się
                              >rozmnażać", to nigdy nie związałaby
                              >się z Fryderykiem.

                              Czemu nie? Frycu ma opinię osobnika inteligentnego i odnoszącego sukcesy, więc Pyza mogła ewolucyjnie wykalkulować, że geny takiej jednostki dadzą jej zdrowe młode🙃
                            • iwoniaw Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 17:46

                              > Wiadomo, że Róża marzy o wypełnieniu ramion, huśtaniu tłuściochów i prasowaniu
                              > im ubrań, ale, gdyby faktycznie oceniała kandydatów na mężów na zimno pod kątem
                              > "o, z tym to warto się rozmnażać", to nigdy nie związałaby się z Fryderykiem.

                              Alez dlaczego?! Ma czółko, rodzice wprawdzie mieszkają w bloku, ale rodzina nauczycielska (#najlepiej), w dodatku kandydat zdradza skłonności do zajmowania się sobą i swoja pracą umysłową, co rokuje na niewtrącanie się matce dzieciom w cokolwiek (co u Borejkow #lepiejniżnajlepiej). Może nawet porzuci rodzinę! (#wygranawbingorodzicielskiezsamąGabryjelą) Biorąc pod uwagę, skąd się pęd do wypełniania ramion u Róży w ogóle wziął i jakie są tzw. okolicznosci towarzyszące, to Fryderyk nadawał się najlepiej!
                              • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 18:33
                                iwoniaw napisała:

                                > Alez dlaczego?!

                                Bo to jest chłopak, który ewidentnie nie ma życiowych priorytetów liczonych w skali Apgar. To nie znaczy, że Róża nie mogła się w nim zakochać i sobie roić, że go zmieni, ale raczej nie mogłaby go wybrać na swojego męża rozumem.

                                Poza tym scena z włosami Fryca jako niemowlęcia raczej miała nam pokazywać, jaka ta Róża jest słodka, jak kocha dzieci i jak bardzo jej nie obchodzi wychodzenia poza wygodny trójkąt o bokach oznaczonych jako Kinder, Küche i Kirche. Jeżeli to było celowe zagranie Pyzy obliczone na wyrwanie Fryca, to Pyza musiała uważać Fryderyka za jaskiniowego mizogina względnie chłopca z "Filipinki", którego wąskie horyzonty tak martwiły Cesię i Danusię w "Szóstej klepce".
                                • mircja Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 19:07
                                  Rzecz w tym, że kobieta odczuwająca pociąg seksualny nie wybiera kandydata na ojca dzieci wyłącznie rozumem, tylko częściowo wyrabianym przez tysiąclecia instynktem. Może się liczyć np. wysoki wzrost i inne atrybuty, które statystycznie są skorelowane z witalnością, siłą, płodnością i innymi przymiotami cennymi u przyszłego ojca potomstwa (przykładowo, gładka skóra czy odpowiednie proporcje sylwetki). Niektóre znaczące przymioty są też wyczuwane wręcz węchem (łącznie z tym, że mężczyzna zbyt zbliżony genetycznie do kobiety, i w związku z tym dający większe ryzyko chorób potomstwa może jej "źle pachnieć"). Sporo kobiet jest też sapioseksualnych, co być może też wiąże się z tym, że posiadanie inteligentnego potomstwa jest korzystne dla matki. A tak właściwie to jaki jest związek Fryderyka ze skalą Agpar i czego mu w związku z tym aż tak bardzo nie dostaje, bo nie łapię?
                                  • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 22:10
                                    mircja napisała:

                                    > Rzecz w tym, że kobieta odczuwająca pociąg seksualny nie wybiera kandydata na o
                                    > jca dzieci wyłącznie rozumem, tylko częściowo wyrabianym przez tysiąclecia inst
                                    > ynktem.

                                    Pewnie tak, ale zasadniczym tematem tej rozmowy jest pytanie, o co kaman Róży, kiedy w romantycznej rozmowie z chłopakiem, który jej się podoba, najbardziej interesuje ją, jak ów chłopak wyglądał jako niemowlę. Skąd w ogóle taka rozmowa nastolatków z przełomu wieku XX i XXI w., że on jej tokuje o sprawach męskich, światowych i wzniosłych, a ona coś tam po babsku słodko piska o dzidziusiach.

                                    Możliwości jest kilka. Jedna to taka, że zakochana Róża widzi w obiekcie swojego pożądania niemowlę, co jest dziwne. Druga to taka, że Róży wydaje się, że wyrwie Fryca i zaciągnie za frak przed ołtarz pokazując mu jak czułą matką będzie dla jego dzieci, co też jest dziwne. Trzecia, najpewniej najbliższa intencji Autorki, to taka, że Róża, jak każdy, najbardziej lubi rozmawiać o tym, co lubi i na czym się zna. A zatem "drei K".

                                    > A tak właściwie to jaki jest związek Fr
                                    > yderyka ze skalą Agpar i czego mu w związku z tym aż tak bardzo nie dostaje, bo
                                    > nie łapię?

                                    Nawiązanie do ostaniej sceny z Ciotki Zgryzotki. August robi doktorat, kupuje motor i wow jest bioelektronikiem wow wow molekularnym. A Nora? Ach, ona. Norze też się układa, rodzi dziecko, 10 punktów w skali Apgar. He he.

                                    Z tego, co wiemy o Róży, to ona marzyłaby o związku ludzi o priorytetach, jakie Narrator Wszechwiedzący ma dla Nory. Ona by chciała uwąsowionego, pardon my french, "mężusia", który patrzy rozanielonym wzrokiem na doskonałość bułek, które upiekła na śniadanie, który z bananem na twarzy gania za dziecięcymi rowerkami z kijkiem do nauki jazdy i po wspólnym dniu nad jeziorem owija się z rodziną jednym kocem i opowiada bajki. Bardzo piękna wizja, która może być satysfakcjonującym życiem dla wszystkich zaangażowanych, ale nic nie wskazuje na to, żeby Fryderyk na którymkolwiek etapie życia nadawał się na takiego męża.

                                    Dlatego właśnie trudno mi sobie wyobrazić, że Róża wybiera Fryderyka stosując kryteria rozumowe i zdroworozsądkowe. Nie sądzę też, żeby udawała głupszą i bardziej dzieciocentryczną niż jest w rzeczywistości, żeby zdobyć jego uwagę.
                                    • mircja Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 22:38
                                      przymrozki napisała:


                                      > Dlatego właśnie trudno mi sobie wyobrazić, że Róża wybiera Fryderyka stosując k
                                      > ryteria rozumowe i zdroworozsądkowe. Nie sądzę też, żeby udawała głupszą i bard
                                      > ziej dzieciocentryczną niż jest w rzeczywistości, żeby zdobyć jego uwagę.

                                      Ale jak nigdzie nie twierdziłam, że to były kryteria czysto zdroworozsądkowe, właśnie pisałam dużo o istotnych czynnikach związanych z pierwotnymi instynktami (z których niektóre mogą działać wręcz poza świadomością), a nie zimnym rozumowaniem. Raczej trudno by mi było wyobrazić sobie zwyczajną szesnastolatkę, która czysto zdroworozsądkowo wybiera swoją sympatię. Myślę, że nastoletnie uczucie powstaje jako wypadkowa wielu sił rozmaitej natury. Dodatkowo mało która nastolatko potrafi dobrze ocenić, który chłopak będzie dobrym mężem, wpływ uczucia i hormonów jest taki, że na obiekt uczuć młoda dziewczyna patrzy zazwyczaj przez różowe okulary, trochę na zasadzie: on jest TAKI WSPANIAŁY, a jeśli coś mi w nim nie całkiem pasuje, to przecież ON SIĘ ZMIENI.
                                      A że szczególnie zależy jej na posiadaniu dzieci, to Pyza Fryderykowi wyraźnie okazała ładnych parę lat później, więc czemu by się miała krępować te kilka lat wcześniej? Mogło jej nawet przez głowę nie przejść, że faceta może to zaniepokoić.
                                      • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 08:22
                                        mircja napisała:

                                        > > Ale jak nigdzie nie twierdziłam, że to były kryteria czysto zdroworozsądkowe, w
                                        > łaśnie pisałam dużo o istotnych czynnikach związanych z pierwotnymi instynktami
                                        > (z których niektóre mogą działać wręcz poza świadomością),

                                        Jeżeli zastanawiamy się, co skłoniło Różę do związania się akurat z Fryderykiem, to ja akurat konsekwentnie obstawiam wersję, na ktorą w tekście jest najwięcej bezpośrednich dowodów. Otóż, moim zdaniem, Pyza dała się wziąć pierwszemu, kto ją złapał. Gdyby to Wiktor albo Adrian pierwsi wykonali zdecydowany ruch chwytajacy zamiast się czaić i robić podchody, Róża prasowałaby wdzianka ku chwale małych Lulejczątek. Róża raz wyciągnięta z pudła na bezwolne stare panny czekające na zamążpójście przylgnęła do zdobywcy jakby był ostatnią szalupą ratunkową na tonącym statku, ignorowała syreny alarmowe wyjące ostrzeżenia i rekomendacje natychmiastowej ewakuacji z toksycznego dla niej związku, poszła za Frycem na studia, które jej nie interesowały, bo tak naprawdę żadne jej nie interesowały, a widząc, że chłop zrywa jej się że smyczy, serią desperackich ruchów złapała go na dziecko.

                                        Ale niezależnie od tego, jej uwaga o włosach Fryderyka wydaje mi się brzmieć jakoś nienaturalnie.
                                • jakgdyby.nigdynic Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 11:51
                                  przymrozki napisała:

                                  Pyza musiała uwa
                                  > żać Fryderyka za jaskiniowego mizogina względnie chłopca z "Filipinki", którego
                                  > wąskie horyzonty tak martwiły Cesię i Danusię w "Szóstej klepce".

                                  Nie przypominam sobie tej sceny, a bardzo mnie ciekawi. Możesz coś więcej napisać?
                                  • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 12:29
                                    jakgdyby.nigdynic napisała:

                                    > przymrozki napisała:
                                    >
                                    > Pyza musiała uwa
                                    > > żać Fryderyka za jaskiniowego mizogina względnie chłopca z "Filipinki", k
                                    > tórego
                                    > > wąskie horyzonty tak martwiły Cesię i Danusię w "Szóstej klepce".
                                    >
                                    > Nie przypominam sobie tej sceny, a bardzo mnie ciekawi. Możesz coś więcej napis
                                    > ać?

                                    Była w " Szóstej klepce" scena, w której Danka i Cesia rozmawiały w tonie krytycznym o chłopakach powołując się na artykuł z "Filipinki". W artykule stać miało, że dziewczyny cenią u płci przeciwnej inteligencję, a chłopcy urodę i żeby panna umiała gotować.
                                    • jakgdyby.nigdynic Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 12:54
                                      dzięki :)
                          • kocynder Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 18:45
                            A i owszem. Tylko, że gdyby Pyzą kierował atawistyczny pragmatyzm - to by miała w nosie włoski niemowlęcego Fryca, a uznaniem obdarzyła cechy obecne: stanowczość, intelekt, decyzyjność itd. Jeśli zaś kieruje się słodkim romantyzmem - to mogłaby podziwiać jego piękne dłonie o smukłych palcach pianisty (wyobrażając sobie przy tym, że jest klawiatura fortepianu i ich relacja to genialny koncert Chopina), albo ten słodko zawinięty loczek za uchem, albo ten błysk w oku, kiedy mówi o teorii względności...
                            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 04.08.22, 19:25
                              kocynder napisała:
                              >Jeśli zaś kieruje się słodkim
                              >romantyzmem - to mogłaby
                              >podziwiać jego piękne dłonie o
                              >smukłych palcach pianisty
                              >(wyobrażając sobie przy tym, że jest
                              >klawiatura fortepianu i ich relacja to
                              >genialny koncert Chopina), albo ten
                              >słodko zawinięty loczek za uchem (...)<

                              Aaa, to tam Frycek schował resztę swoich włosów! A ja się zastanawiałam dlaczego zawsze wygląda tak łyso...
        • ciotka.scholastyka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 03.08.22, 11:06
          bupu napisała:


          > Ja bym może uwierzyła, gdyby nie to, że mężologia jest w Jeżycjadzie powszechna
          > . Patrycja ze wstrętem do matematyki i nauk przyrodniczych idzie na leśnictwo z
          > a Florem, Kreska z antytalentem matematycznym studiuje architekturę z Tombacius
          > iem, ostatnio superzdolna, ach jaki talent, bystra, bardzo bystra Łucja idzie n
          > a japonistykę, bo zakochała się w Tanace, którego mama z miasta Jokohama, czy i
          > nne Tokio. A może to tata był, nieważne.

          Tata, tata. Tata Tanaka.
          Kreska miała problemy z matmą, ale Lelujka ją wyprostował i matma okazała się wcale nie taka trudna. Mogła potem już nieźle sobie radzić.
      • kocynder Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 21:55
        "Mnie się wydawało, że Pyza naprawdę chciała być tym astrofizykiem, ponieważ odkryła, że przedmioty ścisłe wcale nie są nudne, ani niemożliwe do opanowania i Fryderyk absolutnie oczarował ją swoją pasją".
        Z tego prawdziwe jest tylko "Fryderyk ją oczarował"... ;) Pyza nie gdy nie miała cienia zainteresowania przedmiotami ścisłymi, poza "Serio, Fryderyku? To niesamowite..."...

        "Teksty, że studia ją nudzą miały być wtedy tłumaczeniem oblania ważnego egzaminu, a tak naprawdę przykrywką dla kłopotów z Fryckiem, które wtedy zajmowały Pyzę bardziej niż studiowanie".
        Odwrotnie. Wcześniejsze wmawianie sobie "Bendem astroficzykom i bendem z Frycem pod teleskopami coś tam odkrywać" - było właśnie wmawianiem sobie i usprawiedliwianiem pójścia na studia kompletnie wbrew wszystkiemu racjonalnemu.
        Nie ma opcji "prZebudzenia" humanistki do pójścia na astrofizykę! I pisze to z całym przekonaniem humanistycznej duszy, która w liceum miała genialnego matematosa - człowieka zakochanego w ułamkach i cotangensach, który potrafił do nader opornych młodzieńczych łbów wprowadzić urok geometrii itd. Serio - dzięki niemu cała klasa miała na koniec szkoły mocne czwórki - pewnie mogłabym (głupio!) powiedzieć, że "obudził humanistkę dla matematyki". A guzik! Matmę lubiłam i rozumiałam dopóty, dopóki on ją tłumaczył. Gdy jego zabrakło - nader szybko cała moja wiedza ścisła ulotniła się bezpowrotnie. I to jest, moim zdaniem, casus Pyzy. Fryderyk "obudził ją" dla fizyki i fizyka ją interesowała tylko dopóty, dopóki on ją ciągnął.
        Do tego absolutnie NIC w jej późniejszych losach nie wskazuje, że pamięta chociażby twierdzenie Pitagorasa, że o innych detalach nie wspomnę...

        P.S. No dobra, nie cała moja wiedza ścisła się oddaliła. Pitaqorasa pamiętam, Talesa, i nawet jeszcze kilka innych! ;)
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 22:22
        Z jednej strony myślę, że masz rację, że Pyza dostała jako postać za mało czasu na rozwój.
        Z drugiej zastanawiam się czy jednocześnie nie miała go za dużo. Jako postać bardzo poboczna. Taka, która pałęta się gdzieś tam w tle, czasem jest wciskana w jakiś wątek, bo nie ma pod ręką żadnej innej postaci, która by się lepiej nadawała (np. wieszające się na klamce smarkule). A takie postacie są zwykle "prostsze" od głównych bohaterów, płyciej przedstawione (bo fabuła nie kręci się wokół nich) i przez to trudno je potem wcisnąć w jakąś "głębszą" rolę.
        • iwoniaw Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 01.08.22, 22:34
          No ale Pyza w sumie przez kilkanaście lat po urodzeniu malej Mili byla taką postacią w tle, wspominaną tylko jako destynacja członków rodu wizytujacych daleki Albion czy rozmawiająca przez telefon "twoja siostra Róża" - w tym czasie mogła w sumie autorka zrobić z nią wszystko - kazać jej skończyć dowolne studia, zrobic doktorat, zostać rekinem giełdy, przedstawicielką handlową Kompanii Wschodnioindyjskiej na Rubieże Europy czy nawet (he he) drugim Kalem Amburką, tylko po prostu nie widziala najwyraźniej takiej potrzeby. Róża nie potrzebuje swojego życia nawet jako "domowa matka rodziny", a co dopiero jako kobieta mająca cokolwiek innego poza mężem i dziećmi, Róża jest potrzebna w sadybie rodowej jako ciotka rezydentka gotująca, niańczaca i wspierająca. Tylko te jej nieszczęsne dzieci nielubiane i niepotrzebne nikomu z Borejklanu mógłby ojciec zabrać i dać im tożsamość i dzieciństwo w środowisku swoim i swojej rodziny...
    • druza.11 Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 11:34
      Ok poszukam. Wiek ? Wykształcenie? Doświadczenie zawodowe? Gotowość do pracy?
      Będę dzs w PUP to zapytam
      • jakgdyby.nigdynic Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 12:03
        druza.11 napisała:

        > Ok poszukam. Wiek ? Wykształcenie? Doświadczenie zawodowe? Gotowość do pracy?
        > Będę dzs w PUP to zapytam

        Wiek? 41 chyba
        Doświadczenie? imaginacje o budkach z kurczakami i sprzątaniu kibli, gdyż żadna praca nie jest zbyt urągająca, kiedy dzieciom TEGO-CO-PORZUCIŁ trzeba zapewnić byt. W rzeczywistości Pyzę przy pracach domowych nawet widać zgoła rzadko. Jako wczesnoszkolniak gotuje nieudanego eintopfa, pomaga Grzegorzowi myć po tych ekscesach podłogę oraz - zdaje się - hojnie leje płynem Kop w stertę brudnych naczyń.
        Potem nie widzimy jej ani jako demona czystości jak Ida, ani jako matkę karmicielkę (nie mówię, że ma dorównać robotowi kuchennemu Pulpa, ale to już nawet Natalia ma więcej występów kulinarnych niż Róża), machnie żelazkiem nad ubrankami dla noworodków i opanuje bandę nieletnich w samolocie. Ot, takie doświadczenie.
        Gotowość do pracy? Żadna. Boże, no nawet nie wiem, czy ta ciamajda ma ubezpieczenie zdrowotne w Polsce, czy jest takim pinklem - mówiąc z cieszyńska - co się go przerzuca to tu, to tam. Niech se poleży.

        Chciałabym zobaczyć minę pani z PUP na taki wynalazek.
    • druza.11 Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 13:06
      Bardzo proszę:
      1. Serdecznie zapraszamy do pup, by się zarejestrować jako bezrobotna
      2. Proponujemy IDG, dofinansowanie Ok 35000 zł oraz sfinansowanie szkolenia, związanego z działalnością
      3. Staż w w jakiejkolwiek firmie, która zgłosiła zapotrzebowanie
      4. Sfinansowanie szkolenia jeśli zainteresowany przedstawi procesie zatrudnienia

      Słowo kluczowe we wszystkich przypadkach ZAINTERESOWANIE
      Pani średnio obśmiała (powiedziałam o co chodzi, powiedziała, że zaraz wchodzi na forum)
      Tak naprawdę takiej osobie zaproponowałaby od reki staz w urzędzie miasta na stanowisku urzędniczym

      Sądzę że to rozsądne. Do jdg 0yxa się nie nadaje, trzeba mieć pomysł i ciężko pracować. Sama roboty raczej nie znajdzie, żeby sfinansować szkolenie ale może rodzina pomoże

      Ten urząd to dobra rzecz:
      1. Nie z plepsem na taśmie
      2. Może się wciągnie, sfinansują jej licencjat z administracji...
      UWAGA
      Naprawdę byłam świadkiem spektakularnych karier
      Jak chcecie kiedyś opisze



      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 13:30
        Super, może znajdą się jeszcze jakieś Pyzy z autopsji, które zainspirują naszą😃. Zwłaszcza, że wyniki testów IQ/zdolności/osobowości czy nawet takie rzeczy jak symptomatologia psychiatryczna i kategoria diagnostyczna, nie korelują z przewidywaną wydajnością w pracy.
        • druza.11 Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 14:16
          Panie się wkręciły
          Jestem wrobocie do15, niech wsiada w taksówkę i przyjeżdża. Czeka 19 miejsc w urzędach rządowych i samorządowych.
          Dostanie skierowanie, od poniedzimu o jedzie i zobaczy co jej odpowiada.
          Panie sugerują urząd Miasta, wydzial lokalowy. Spokojnie niema ludzi. Tzn nikt jej do ludzi nie dopuści w środę po skierowanie na badania, do piątku się ogarnie.
          [b]od poniedziałku do roboty!!!!!!

          Wszystko od niej zależy
          • ciotka.scholastyka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 05.08.22, 20:36
            druza.11 napisała:

            > Panie się wkręciły
            > Jestem wrobocie do15, niech wsiada w taksówkę i przyjeżdża. Czeka 19 miejsc w
            > urzędach rządowych i samorządowych.
            > Dostanie skierowanie, od poniedzimu o jedzie i zobaczy co jej odpowiada.
            > Panie sugerują urząd Miasta, wydzial lokalowy. Spokojnie niema ludzi. Tzn nik
            > t jej do ludzi nie dopuści w środę po skierowanie na badania, do piątku się oga
            > rnie.

            Boskir!
            Pozdrów panie :)
          • mamuka_z_boru Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 11:58
            druza.11 napisała:

            > Dostanie skierowanie, od poniedzimu o jedzie i zobaczy co jej odpowiada.

            Jeśli jest to staż z UP, to pamiętać trzeba, że to jakieś marne pieniądze są ( u nas 1505 pln). Ale osoba 40 letnia z wykształceniem średnim i zerowym doświadczeniem zawodowym, a za to z aspiracjami powyżej "mobilnej ekipy sprzątającej" raczej nie powinna grymasić. Zawsze to "czysta" praca biurowa, ubezpieczenie jest, jakieś pieniądze do budżetu domowego wpadają, a jeśli by się sprawdziła, to po stażu normalna umowa o pracę.
            W ogóle, przy aktualnej stopie bezrobocia, w dużym mieście oferującym pracę w każdej możliwej dziedzinie, trzeba się naprawdę bardzo chować, żeby tej pracy nie znaleźć. Pyza nie ma dzieci u piersi ani kilkulatków ciągle przynoszących infekcje z przedszkola, jest więc dyspozycyjna, zdrowa i pełnosprawna. Aż dziw, że autorka nie widzi nic dziwnego w pozostawianiu jej bez żadnego zajęcia zarobkowego, nie mając po temu żadnego osadzonego w fabule usprawiedliwienia.
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 12:42
              mamuka_z_boru napisała:
              >W ogóle, przy aktualnej stopie
              >bezrobocia, w dużym mieście
              >oferującym pracę w każdej możliwej
              >dziedzinie, trzeba się naprawdę
              >bardzo chować, żeby tej pracy nie
              >znaleźć. Pyza nie ma dzieci u piersi
              >ani kilkulatków ciągle
              >przynoszących infekcje z
              >przedszkola, jest więc dyspozycyjna,
              >zdrowa i pełnosprawna. Aż dziw, że
              >autorka nie widzi nic dziwnego w
              >pozostawianiu jej bez żadnego
              >zajęcia zarobkowego, nie mając po
              >temu żadnego osadzonego w fabule
              >usprawiedliwienia

              W ogóle kto i z czego teraz bezrobotną Pyzę z dziećmi utrzymuje? Cały klan składkowo? Ignieszki jej płacą za opiekę nad Nornicą? Fryc jej coś przysyła? Zabiła Pyziaka i zwinęła po nim spadek?
              Niech mi ktoś to logicznie wytłumaczy
              • kocynder Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 13:27
                Myślę, że najprawdopodobniejsza wersja, to że Fryderyk utrzymuje ją i dzieci. Biedny nie jest, a rzetelny i obowiązkowy był zawsze.
              • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 16:23
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                > W ogóle kto i z czego teraz bezrobotną Pyzę z dziećmi utrzymuje? Cały klan skła
                > dkowo? Ignieszki jej płacą za opiekę nad Nornicą? Fryc jej coś przysyła? Zabiła
                > Pyziaka i zwinęła po nim spadek?
                > Niech mi ktoś to logicznie wytłumaczy

                Przez dwa miesiące po wyjeździe Robofryca Pyza siedziała w Oksfordzie, z dziećmi i Gabonem w bonusie. Płaciła czynsz, jak mniemam, płaciła też za wodę i prąd oraz nabywała pożywienie. Czyli dostęp do jakichś pieniędzy miała, na przykład do wspólnego, małżeńskiego konta jej i Fryca. Być może, o ile w tak zwanym międzyczasie nie nastąpił rozwód, nadal do niego dostęp ma, a Frycu od czasu do czasu coś tam wrzuca. Natomiast jeśli rozwód nastąpił, to nastapił też podział mienia oraz, jak mniemam, wyznaczono także alimenty na dzieciątka. Taka zupełnie goła zatem Pyza nie jest.
                • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 18:03
                  bupu napisała:


                  > Przez dwa miesiące po wyjeździe Robofryca Pyza siedziała w Oksfordzie, z dziećm
                  > i i Gabonem w bonusie. Płaciła czynsz, jak mniemam, płaciła też za wodę i prąd
                  > oraz nabywała pożywienie. Czyli dostęp do jakichś pieniędzy miała, na przykład
                  > do wspólnego, małżeńskiego konta jej i Fryca.

                  Na etapie "CZ" Pyza, jako legalna żona, miała prawa do pensji męża oraz ewentualnych wspólnych oszczędności (ciekawe, he he, czy MM zrobiła research, ile oszczędności może mieć młody naukowiec na Oxfordzie, nawet przy założeniu, że nie ma na utrzymaniu trzech osób w tym bezrobotnej żony, bo z tego, co słyszałam od osób zorientowanych w temacie, mówimy o kwotach rzędu kilkudziesięciu funtów). Fryc jej chyba kart nie poblokował.

                  Nie wiemy natomiast, czy samotność Pyzy miała jakieś późniejsze etapy niż ten. I jeżeli tak, to czy Róży nie zostanie dopisana oszałamiająca kariera dramatopisarza, ale jeżeli nie, to na Roosevelta wkrótce będzie mieszkało co najmniej troje dzieci (zależy, w jakim tempie Ignaś będzie domnażał rodzinę) utrzymywanych przez nieodkrytą dwudziestoletnią malarkę, historyka sztuki żyjącego z kręcenia filmów o ołtarzach i bezrobotną czterdziestolatkę z alimentami od (najpewniej) pracownika naukowego.
                  • mamuka_z_boru Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 18:41
                    przymrozki napisała:

                    na Roosevelta wkrótce będzie mieszkało co najmniej tr
                    > oje dzieci (zależy, w jakim tempie Ignaś będzie domnażał rodzinę) utrzymywanych
                    > przez nieodkrytą dwudziestoletnią malarkę, historyka sztuki żyjącego z kręceni
                    > a filmów o ołtarzach i bezrobotną czterdziestolatkę z alimentami od (najpewniej
                    > ) pracownika naukowego.

                    Ja tak całkiem abstrahując od potencjalnych zarobków tej cyrkowej trupy, a za to całkiem przyziemnie zastanawiam się, kto im wszystkim płaci zus, a dokładniej - ubezpieczenie zdrowotne. Gdyż albowiem jest to istotna sprawa w polskim systemie ubezpieczeń. Bo nawet mając jakieś pieniądze na życie jako żona przy mężu, Pyza i jej dzieci pozostają poza polskim systemem ubezpieczeń społecznych, a co za tym idzie - każda złamana noga czy inna nagła hospitalizacja to koszty rzędu kilku - kilkunastu tysięcy. Bo nie wierzę, że taka Pyza sama z siebie przypilnowała zarejestrowanie siebie i dzieci w Zusie i dobrowolne odprowadzanie składki zdrowotnej. I wiem, że docelowy target czytelniczy Jeżycjady sobie takimi sprawami główek nie zaprząta, bo ma raczej mgliste pojęcie o tych sprawach, ale mnie to zawsze zastanawia. Bo wiemy - średnie pokolenie pracuje, więc składki odprowadza, Józef jeszcze jako student wisi w systemie ubezpieczeń u któregoś z rodziców. Dorota - u babci? IGS raczej umowy o pracę nie ma, więc nie wiem - czy dorosłe dziecko można dopisać do ubezpieczenia rodzica? Agnieszka nawet jeśli nie jest ubezpieczona, jako ciężarna ma prawo do opieki zdrowotnej w ciąży i 6 tygodni po porodzie, ale co potem? Nie wiem, jak to wygląda z dopisywaniem do ubezpieczenia zdrowotnego dalszych krewnych i powinowatych.
                    Wiem, że to w ogóle mało istotny fabularnie temat, ale sama zawsze obsesyjnie pilnowałam swojego ubezpieczenia, łącznie z rejestrowaniem się jako bezrobotna jeśli miałam bodaj dwutygodniową przerwę między zatrudnieniem w jednej pracy a drugiej, żeby właśnie mieć ubezpieczenie zdrowotne w razie czego. Bo wizja np. zapłacenia 20 tysięcy za nagły atak wyrostka i wynikłą z tego hospitalizację spędzałby mi sen z oczu. I dlatego zawsze z niedowierzaniem czytałam o tych wszystkich dorosłych ludziach o mglistej sytuacji zarobkowej, traktujących wiszenie na rodzinie albo jakieś tam dorywcze prace jako sposób na życie.
                    • iwoniaw Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 18:55
                      Nie no, gwoli ścisłości - nieletnie dzieci maja prawo do swiadczen nfz bez względu na umocowanie ubezpieczeniowe rodziców i zglosic je można nawet przez szkołę. Podobnie studenci mogą być ubezpieczeni przez uczelnię, choć akurat i Józek i Dorota mają pracujących rodziców, ktorzy mogą podpiąć do ubezpieczenia uczące się/studiujące dzieci bodajże do 25 roku życia. Jedyną osobą, ktora powinna sie udac do urzędu pracy, celem choćby załatwienia tego ubezpieczenia właśnie, jest Pyza, jeśli Fryc nie ma ubezpieczenia na NFZ, pod ktore mógłby podpiąć żonę.
                    • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 19:12
                      mamuka_z_boru napisała:

                      > przymrozki napisała:
                      >
                      > na Roosevelta wkrótce będzie mieszkało co najmniej tr
                      > > oje dzieci (zależy, w jakim tempie Ignaś będzie domnażał rodzinę) utrzymy
                      > wanych
                      > > przez nieodkrytą dwudziestoletnią malarkę, historyka sztuki żyjącego z k
                      > ręceni
                      > > a filmów o ołtarzach i bezrobotną czterdziestolatkę z alimentami od (najp
                      > ewniej
                      > > ) pracownika naukowego.
                      >
                      > Ja tak całkiem abstrahując od potencjalnych zarobków tej cyrkowej trupy, a za t
                      > o całkiem przyziemnie zastanawiam się, kto im wszystkim płaci zus, a dokładniej
                      > - ubezpieczenie zdrowotne. Gdyż albowiem jest to istotna sprawa w polskim syst
                      > emie ubezpieczeń. Bo nawet mając jakieś pieniądze na życie jako żona przy mężu,
                      > Pyza i jej dzieci pozostają poza polskim systemem ubezpieczeń społecznych, a c
                      > o za tym idzie - każda złamana noga czy inna nagła hospitalizacja to koszty rzę
                      > du kilku - kilkunastu tysięcy. Bo nie wierzę, że taka Pyza sama z siebie przyp
                      > ilnowała zarejestrowanie siebie i dzieci w Zusie i dobrowolne odprowadzanie skł
                      > adki zdrowotnej. I wiem, że docelowy target czytelniczy Jeżycjady sobie takimi
                      > sprawami główek nie zaprząta, bo ma raczej mgliste pojęcie o tych sprawach, ale
                      > mnie to zawsze zastanawia. Bo wiemy - średnie pokolenie pracuje, więc składki
                      > odprowadza, Józef jeszcze jako student wisi w systemie ubezpieczeń u któregoś z
                      > rodziców. Dorota - u babci?

                      Sytuacja prawna Deroci to skomplikowana sprawa, chyba nie mniej niż Galantyny Różanej i jej dzieci. Dorota bowiem matkę ma, w Norwegii. Więc, o ile babci Rumianek nie ustanowiono na pełnym legalu opiekunką prawną Doroty, to póki rzeczona Dorota była nieletnia, well... Kto wystawiał zgody w szkole? Kto latał z Dorotką do lekarzy? No nie Teresa z Oslo, a z niezalegalizowaną jako opiekunka babcią nikt by i gadać nie chciał. No i jest kwestia ubezpieczenia zdrowotnego, aktualna również po ukończeniu przez Derocię lat osiemnastu. Ponieważ Dorotka mogłaby być podpięta pod babcię, ale pod warunkiem, że babcia byłaby jej legalną opiekunką prawną. Jeśli nie jest, to sorry, ale Dorota ubezpieczenia zdrowotnego nie ma.

                      > IGS raczej umowy o pracę nie ma, więc nie wiem - c
                      > zy dorosłe dziecko można dopisać do ubezpieczenia rodzica?

                      Można, pod wszakże tym warunkiem, że dzieciątko studiuje i nie przekroczyło 26 roku życia. Nie wiem, czy w 2017 IGS, lat 23, jeszcze studiował, czy już skończył był.

                      > Agnieszka nawet jeśl
                      > i nie jest ubezpieczona, jako ciężarna ma prawo do opieki zdrowotnej w ciąży i
                      > 6 tygodni po porodzie, ale co potem? Nie wiem, jak to wygląda z dopisywaniem do
                      > ubezpieczenia zdrowotnego dalszych krewnych i powinowatych.

                      Jej matka jako malarka też chyba na etat tudzież umowę o pracę nie robi, więc hmm... Nie ma nieszczęsnej do kogo podpiąć, bo jej mąż, jak właśnie ustaliłyśmy, raczej ubezpieczenia nie posiada. A skoro oni oboje nie mają, to młodociana Nornica tym bardziej. Przewalone.
                      • hanuszka189 Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 19:52
                        bupu napisała:
                        . No i jest kwestia ubezpieczenia zdrowotnego, aktu
                        > alna również po ukończeniu przez Derocię lat osiemnastu. Ponieważ Dorotka mogła
                        > by być podpięta pod babcię, ale pod warunkiem, że babcia byłaby jej legalną opi
                        > ekunką prawną. Jeśli nie jest, to sorry, ale Dorota ubezpieczenia zdrowotnego n
                        > ie ma.
                        >
                        > > IGS raczej umowy o pracę nie ma, więc nie wiem - c
                        > > zy dorosłe dziecko można dopisać do ubezpieczenia rodzica?
                        >
                        > Można, pod wszakże tym warunkiem, że dzieciątko studiuje i nie przekroczyło 26
                        > roku życia. Nie wiem, czy w 2017 IGS, lat 23, jeszcze studiował, czy już skończ
                        > ył był.

                        Młodym Borejkom wystarczy iść na jakiekolwiek studia zwykłe lub doktoranckie, by być ubezpieczonym. Gdy nie ubezpiecza rodzic, to powyżej 26 roku życia przejmuje to uczelnia. A studiować można długo...
                        • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 20:11
                          hanuszka189 napisał(a):


                          >
                          > Młodym Borejkom wystarczy iść na jakiekolwiek studia zwykłe lub doktoranckie, b
                          > y być ubezpieczonym. Gdy nie ubezpiecza rodzic, to powyżej 26 roku życia przejm
                          > uje to uczelnia. A studiować można długo...

                          Dowcip polega na tym, że nie ma żadnych poszlak jakoby IGS w CZ cokolwiek studiował.
                      • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 20:00
                        bupu napisała:

                        > mamuka_z_boru napisała:
                        >

                        > Sytuacja prawna Deroci to skomplikowana sprawa, chyba nie mniej niż Galantyny R
                        > óżanej i jej dzieci. Dorota bowiem matkę ma, w Norwegii. Więc, o ile babci Rumi
                        > anek nie ustanowiono na pełnym legalu opiekunką prawną Doroty, to póki rzeczona
                        > Dorota była nieletnia, well... Kto wystawiał zgody w szkole? Kto latał z Dorot
                        > ką do lekarzy? No nie Teresa z Oslo, a z niezalegalizowaną jako opiekunka babci
                        > ą nikt by i gadać nie chciał. No i jest kwestia ubezpieczenia zdrowotnego, aktu
                        > alna również po ukończeniu przez Derocię lat osiemnastu. Ponieważ Dorotka mogła
                        > by być podpięta pod babcię, ale pod warunkiem, że babcia byłaby jej legalną opi
                        > ekunką prawną. Jeśli nie jest, to sorry, ale Dorota ubezpieczenia zdrowotnego n
                        > ie ma.

                        Było powiedziane, że babcie poszły do sądu i zostały prawnymi opiekunkami Deroty. Co jest o tyle zabawne, że oznacza to, że albo coś kręcą, albo w świetle prawa cywilnego są małżeństwem, bo tylko w takim przypadku możliwa jest wspólna opieka nad nieletnim.
                        • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 20:08
                          przymrozki napisała:


                          > Było powiedziane, że babcie poszły do sądu i zostały prawnymi opiekunkami Derot
                          > y. Co jest o tyle zabawne, że oznacza to, że albo coś kręcą, albo w świetle pra
                          > wa cywilnego są małżeństwem, bo tylko w takim przypadku możliwa jest wspólna op
                          > ieka nad nieletnim.

                          Nie pamiętam takiego fragmentu.
                          • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 20:19
                            bupu napisała:


                            > Nie pamiętam takiego fragmentu.

                            Było, było. Jakoś tak przy okazji bajań, o sądzie, który przepisał gospodarkę Rumianka na Dorotę.
                      • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 20:15
                        bupu napisała:

                        > Bo nie wierzę, że taka Pyza sama z siebie
                        > przyp
                        > > ilnowała zarejestrowanie siebie i dzieci w Zusie i dobrowolne odprowadzan
                        > ie skł
                        > > adki zdrowotnej.

                        Dzieci są ubezpieczone z urzędu. Nawet jeżeli nikt nie płaci na nie ani grosza składki, mają darmowe leczenie na NFZ. Pełnoletniego niepracującego ucznia/studenta/doktoranta ubezpiecza jego szkoła/uczelnia, a Róża może zarejestrować się jako bezrobotna, będzie miała bezpłatną opiekę medyczną.

                        Gorzej mają młodzi Strybowie, bo oni, jak rozumiem, prowadzą jakieś działalności gospodarcze (?), tyle że zapewne słabo płatne. No, ewentualnie robią w szarej strefie, ale dzieł sztuki bez paragonu/faktury żaden sensowny kolekcjoner nie kupi, więc Adze zostaje handlowanie landszafcikami w przejściach podziemnych. A wizja, że telewizja kupi pod stołem program edukacyjny o ołtarzach jest tak głupia, że nawet mi się nie chce jej wyśmiewać.
                        • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 20:17
                          przymrozki napisała:

                          > bupu napisała:
                          >
                          > > Bo nie wierzę, że taka Pyza sama z siebie
                          > > przyp
                          > > > ilnowała zarejestrowanie siebie i dzieci w Zusie i dobrowolne odpro
                          > wadzan
                          > > ie skł
                          > > > adki zdrowotnej.
                          >
                          > Dzieci są ubezpieczone z urzędu. Nawet jeżeli nikt nie płaci na nie ani grosza
                          > składki, mają darmowe leczenie na NFZ. Pełnoletniego niepracującego ucznia/stud
                          > enta/doktoranta ubezpiecza jego szkoła/uczelnia, a Róża może zarejestrować się
                          > jako bezrobotna, będzie miała bezpłatną opiekę medyczną.

                          To nie mnie cytujesz, tylko Mamukę Z Boru.
                          • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 20:20
                            bupu napisała:

                            > To nie mnie cytujesz, tylko Mamukę Z Boru.
                            >

                            Tak, moja mea culpa. Błąd przy wycinaniu fragmentu cytowanego posta (wchodzę pod stół i odszczekuję).
                • ciotka.scholastyka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 09.08.22, 11:35
                  bupu napisała:

                  > Natomiast jeśli rozwód nastąpił, to nastapił też podział mie
                  > nia oraz, jak mniemam, wyznaczono także alimenty na dzieciątka.

                  Alimenty? W Jeżycjadzie? Jeżycjadowa matka unosi się honorem i "nic od niego nie chce". To, że są to pieniądze na i dla dzieci, w myślącej czaszce nie postanie.
            • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 16:09
              mamuka_z_boru napisała:

              > Pyza nie ma dzieci u piersi ani kilkulatków ciągle przynoszących inf
              > ekcje z przedszkola, jest więc dyspozycyjna, zdrowa i pełnosprawna. Aż dziw, że
              > autorka nie widzi nic dziwnego w pozostawianiu jej bez żadnego zajęcia zarobko
              > wego, nie mając po temu żadnego osadzonego w fabule usprawiedliwienia.

              Ależ ma. Gdyby bowiem Pyzuchna nie była gospodynią domową, porzuconą przez podłego CKNUKa Bis, Gaba nie miałaby powodu wlec jej na arkanie do Polski. A ponieważ autorka postanowiła wyeksportować Betonowe Słoneczko Jeżyc na wieś, do gabilonu, a na Roosevelta zainstalować jego młodszą wersję, czyli Pyzuchnę właśnie, musiała onaż Pyzuchna być na finansowej łasce i niełasce swojego elektronicznego małża. A wyjazd Fryca za łoceany nie byłby ciężkim dramatem.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 16:20
                bupu napisała:
                >Ależ ma. Gdyby bowiem Pyzuchna
                >nie była gospodynią domową,
                >porzuconą przez podłego CKNUKa
                >Bis, Gaba nie miałaby powodu wlec
                >jej na arkanie do Polski.

                Sama już nie wiem czy Róża rzeczywiście jest taka bez inicjatywy, czy to rodzina ma do niej podejście jak do jakiejś niepełnosprytnej. Jak przypomnę sobie maile siostrzyczek, to te wszystkie "biednepyzunie" brzmiały mi trochę tak, jakby była mowa o małym dziecku, względnie nastolatce.
                • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 16:29
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                  > Sama już nie wiem czy Róża rzeczywiście jest taka bez inicjatywy, czy to rodzin
                  > a ma do niej podejście jak do jakiejś niepełnosprytnej. Jak przypomnę sobie mai
                  > le siostrzyczek, to te wszystkie "biednepyzunie" brzmiały mi trochę tak, jakby
                  > była mowa o małym dziecku, względnie nastolatce.


                  Ona jest bez inicjatywy. W mailu, którym Gabon powiadomił siostry o wybyciu Robofryca za ocean, stoi jak byk napisane, że to Fryc, solo, zadecydował o rezygnacji z wynajmu domku w Oksfordzie i eksporcie Pyzy do Polski. Pyza nie podjęła w tych kwestiach ŻADNEJ decyzji, ograniczając się do omdlewania na betonowym łonie mamuni. Podobnie było te kilkanaście lat wcześniej, gdy zaszła w ciążę, a Frycu wyjechał na to upragnione stypendium, cała rodzina myślała aż trzeszczało jak ogarnąć tej ciamciaramci sytuację życiową, a ona się tylko snuła z miną dramaticzno-heroiczną, snując ambaje o budkach z kurczakami. A jeszcze wcześniej związała się z Frycem, a nie Lelujkami, bo Fryc ją sobie po prostu stanowczo zaanektował. Pyza to jest bezwolna melepeta, która ma rozumu i własnej woli tyle, co para kaloszy.
                  • iwoniaw Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 17:24
                    Jestem daleka od bronienia Pyzy, która demonem dzialania nienjest na 100% czy wybielania Fryca, który za uszami swoje ma, natomiast cała akcja "uwozimy Pyzę z UK, bo zly F. wyjechal do usa nie wiadomo po co" to stek klamstw i manipulacji Gabrieli i jej opisy i insynuacje nie mają z prawdą za wiele wspólnego (zreszta sama się w koncu w mailu do kłamstwa przyznaje, dorabiając jeszcze teorię, ze po to są w sumie teściowe, wiec niemal miala obowiazek mącić, posądzac i snuć dzikie wizje...).
                    • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 18:18
                      iwoniaw napisała:

                      > Jestem daleka od bronienia Pyzy, która demonem dzialania nienjest na 100% czy w
                      > ybielania Fryca, który za uszami swoje ma, natomiast cała akcja "uwozimy Pyzę z
                      > UK, bo zly F. wyjechal do usa nie wiadomo po co" to stek klamstw i manipulacji
                      > Gabrieli i jej opisy i insynuacje nie mają z prawdą za wiele wspólnego (zreszt
                      > a sama się w koncu w mailu do kłamstwa przyznaje, dorabiając jeszcze teorię, ze
                      > po to są w sumie teściowe, wiec niemal miala obowiazek mącić, posądzac i snuć
                      > dzikie wizje...).

                      Tak, gdyby na poważnie traktować ostatnie maile Gabrieli to faktycznie wychodzi na to, że Fryc wyjechał na miesiąc do USA, w tym czasie Gaba wyprowadziła mu rodzinę do innego kraju i nastawiła przeciwko niemu, a kiedy wrócił, to w sumie przyznała, że wszystko to niepotrzebnie.

                      Z tym, że to by znaczyło, że Gaba to świnia, a Róża to idiotka. Nie byłoby innej możliwości.
                      • iwoniaw Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 18:22

                        > Z tym, że to by znaczyło, że Gaba to świnia, a Róża to idiotka. Nie byłoby inne
                        > j możliwości.


                        W sumie, to czy cokolwiek w przedstawionym nam świecie i wydarzeniach, stoi w sprzecznosci z takim wnioskiem? Oprócz, oczywiście, deklaracji odautorskich wyrażanych komentarzem, bo już nie opisem...
                        • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 19:56
                          iwoniaw napisała:

                          > W sumie, to czy cokolwiek w przedstawionym nam świecie i wydarzeniach, stoi w s
                          > przecznosci z takim wnioskiem? Oprócz, oczywiście, deklaracji odautorskich wyra
                          > żanych komentarzem, bo już nie opisem...

                          Ciekawe pytanie. Gabrielę pokazuje się nam konsekwentnie jako narcyza karmiącego się cudzym współczuciem oraz jako osobowość ściśle toksyczną (przykład - proszę uprzejmie - gdy Laura nawiewa z domu, Gaba chodzi po domu, wzdycha i zerka, w związku z czym wszyscy, od Natalii przez Grzesia po Ignacego, mają wyrzuty sumienia, wszyscy, tylko Gaba nie, choć to jej dziecko z domu nawiało, kolejny przykład - Bernard uwozi suknię ślubną Laury do Nibylandii, Laura płacze, a Józek prycha zniesmaczon, że okrutna kuzynka znów zadręcza swą dzielną matkę), ale nie widzimy jej aktywnie zakładającej pułapki na bliźnich, knującej, kłamiącej, jątrzącej i judzącej. Inne modus operandi. Najbliżej czynu zbliżonego do rozwodzenia Róży była sprowadzając Grzesia na pierwsze spotkanie Marka z Borejkami, bo wtedy jakoś tam sabotowała rodzinne szczęście siostry. Ale to był jednak inny kaliber wydarzenia.

                          A co do Róży. Zgoda, że jest to guma do życia, która jak się przyklei do buta, to da się ponieść w dowolne miejsce, ale czy ona nie była mocno przyklejona do buta Fryca? Czy usłyszawszy od matki "on cię rzucił, on cię nie kocha, on cię nie chce" nie próbowałaby się z tym mężem skontaktować? Pytanie zostawiam otwarte, bo nie wiem. Być może postawiona przed wyborem "zostaw go, on cię nie kocha" a "nie słuchaj matki, ona knuje przeciwko nam" cielę zgłupiałoby do cna i ostatecznie poszłoby za tym, kto jest na miejscu i jest dość niecny, żeby po prostu chwycić bydlątko za kark i pociągnąć za sobą.
                          • kocynder Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 21:04
                            "Czy usłyszawszy od matki "on cię rzucił, on cię nie kocha, on cię nie chce" nie próbowałaby się z tym mężem skontaktować?" - moim zdaniem - nie. Nie, ponieważ od najmłodszych lat miała "wdrukowywane", że mamusia jest dzielna, taka dzielna i dobra, taka dobra. I jest betonem Jeżyc. Oraz i tak dalej. Dla niej nie ma innej opcji, skoro mamusia mówi że tak, to jest tak i koniec, bez refleksji. Jeśli mamusia mówi, że pada - to trzeba włożyć kalosze. Jeśli mamusia mówi, że trzeba zmienić pościel - to się idzie do bieliźniarki po powłoczki i prześcieradła. Jeśli mamusia mówi, że Fryc jest ZUY i nie kocha - to znaczy, że jest ZUY i nie kocha. Skoro mamusia mówi "Jazda nach Posen" to się nie dyskutuje, tylko kupuje bilety stosowne, nie troszcząc się o takie duperele jak system edukacyjny dzieci własnych (angielski poniekąd nie jest jednolity z polskim) czy ich kotka.
                            "cielę zgłupiałoby do cna i ostatecznie poszłoby za tym, kto jest na miejscu i jest dość niecny, żeby po prostu chwycić bydlątko za kark i pociągnąć za sobą." - tu masz sporo racji. Zapewne, gdyby Fryderyk był na miejscu - to cała sytuacja ułożyłaby się zupełnie inaczej - bo jakoś nie wierzę, że4 pozwoliłby Babie-Gabie mieszać we łbie żony i w swoim małżeństwie. Nie wierzę, bo ON nie jest bezwolnym cielakiem. I nie był przez x lat wychowywany w kulcie Gabryjelli - męczennicy. Więc na jej drgające podbródki i wilgotne kasztany w oczach - raczej chłodno i zwięźle wyjaśniłby swój punkt widzenia, po czym poinformował, że Oxford to nie Poznań i on teściową bardzo uprzejmie "prosi won".
                      • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 18:26
                        przymrozki napisała:

                        > Tak, gdyby na poważnie traktować ostatnie maile Gabrieli to faktycznie wychodzi
                        > na to, że Fryc wyjechał na miesiąc do USA, w tym czasie Gaba wyprowadziła mu r
                        > odzinę do innego kraju i nastawiła przeciwko niemu, a kiedy wrócił, to w sumie
                        > przyznała, że wszystko to niepotrzebnie.
                        >
                        > Z tym, że to by znaczyło, że Gaba to świnia, a Róża to idiotka. Nie byłoby inne
                        > j możliwości.

                        No właśnie. Bezwolna idiotka.
                    • kocynder Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 20:51
                      O! Muszę to powiedzieć mojej mamie, która mego męża (a swojego zięcia) kocha chyba bardziej niż mnie, broni zębami i pazurami przed wszelkimi potencjalnymi i wydumanymi krzywdami jakie mogłabym lub chciałabym mu uczynić (czemu miałabym chcieć czynić krzywdę ukochanemu mężowi - nie precyzuje), na hasło że przyjedzie mamusia dostaje kociokwiku i lata po sklepach i kuchni szykując ulubione dania, wszelkie prezenty dla niego są długo i wytrwale przemyśliwane, żeby były w możliwościach finansowych, ale dobrane właśnie dla niego...
                      Dla jasności - nigdy nie miałam żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości, że jestem kochanym dzieckiem, nie mam kompleksów i nijak mi to nie robi. Chociaż czasem jestem trochę "zazdrosna"... ;)
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 16:20
                Ucięło mi.
                >A ponieważ autorka postanowiła
                >wyeksportować Betonowe
                >Słoneczko Jeżyc na wieś, do
                >gabilonu, a na Roosevelta
                >zainstalować jego młodszą wersję,
                >czyli Pyzuchnę właśnie, musiała
                >onaż Pyzuchna być na finansowej
                >łasce i niełasce swojego
                >elektronicznego małża. A wyjazd
                >Fryca za łoceany nie byłby ciężkim
                >dramatem.

                Elektroniczny Małż! Nie łapię, ale podoba mi się!😂
                • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 16:31
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                  > Elektroniczny Małż! Nie łapię, ale podoba mi się!😂


                  A bo Fryc od TiR wzwyż zachowuje się jak robot, a nie jak człowiek, stąd przydomki Robofryc i elektroniczny Małż(onek).
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 16:54
                    bupu napisała:
                    >tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                    >> Elektroniczny Małż! Nie łapię, ale podoba mi się!😂
                    >A bo Fryc od TiR wzwyż zachowuje
                    >się jak robot, a nie jak człowiek, stąd
                    >przydomki Robofryc i elektroniczny
                    >Małż(onek).

                    Ej, jeśli Frycu jest CKNUKiem Bis, to takie wytłumaczenie jest nawet wiarygodne!
                    - Różo, ja nigdy cię nie kochałem, ja tego nie umiem, bo jestem robotem! I mi moduł językowy szwankuje, dlatego nadużywam zaimka "ja".

                    Chociaż w JT i CP zachowywał się bardzo emocjonalnie, raczej mało robocio...
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 19:07
      Po ponownym przeleceniu przez dyskusję o pyzatej bezwolności, na którą to wiele tu obecnych, łącznie ze mną, pomstuje, nasunęło mi się pytanie trochę offtop: jaką właściwie Pyza ma osobowość? Chyba ma jakieś cechy poza tą cielęcością, która wzbudza w nas taką niechęć?

      Ja na razie przyjrzałam się motywowi Róży "tej-lepszej-siostry", licząc, że zobaczę w czym ona tak przewyższa Laurę i może te cechy okażą się przydatne w znalezieniu pracy...
      I doszłam do wniosku, że ta lepszość polega tylko na tym, że Pyza nie pyskuje, nie kłóci się i czasem coś pomaga w domu. Z dużym naciskiem na niepyskowanie i niekłócenie. To są cechy, które się chwali (niesłusznie!) u dzieciaka, że nie sprawia kłopotów, itd., ale nie u dorosłej kobiety, do ciężkiej deutery! Słowem: czapa.

      Może ktoś inny pamięta jakieś fragmenty książek, gdzie Pyza była "jakaś"?
      • kocynder Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 21:57
        "Jakaś" - poza nudna, rozlazła, cielęca, bezmyślna i bezwolna? To nie za bardzo...
        Z jednym się tylko nie zgodzę: "niepyskowanie" i "niekłócenie" to nie są cechy cenione wyłącznie u dzieciaka (że nie sprawia kłopotów), ale często równie pożądane u dorosłego "pracownika szeregowego". Bo przy np grupie sześciu urzędniczek pracujących w jednym pokoju - wystarczy jedna "cytryna", żeby cały zespół pracował mniej efektywnie, bardziej niechętnie, gorzej współpracował itp. Więc owszem, ta "niekłótliwość", ugodowość i pogodny charakter Róży - to JEST jej plus w potencjalnym życiu zawodowym, a nie tylko przewaga "grzecznego" dziecka nad dzieckiem "rogatym". Pytanie czy ów słoneczny charakter jest warunkiem WYSTARCZAJĄCYM do bycia dobrym pracownikiem - i tu mam co najmniej wątpliwości.
        A "do ad remu". Czy Róża ma jakieś cechy? Moim zdaniem - nie ma. Nie ma charakteru ani złego ani dobrego. Jest jak krem śmietankowy: słodka, miła, i bezwolnie przyjmuje kształt naczynia, w jakim się znajduje. A pozbawiona naczynia? No cóż, bez ścianek dzbanka trzymającego krem "w pionie" - krem po prostu rozlewa się w bezkształtną i mało interesująca kałużę. m nadal jest słodki i miły, ale przy bliższym kontakcie, sam w sobie nie reprezentuje kompletnie nic.
        A Róża jako potencjalny pracownik? Wykształcenia nie posiada (albo posiada ale nic mi o tym nie wiadomo). Uczennicą była niezłą, ale przeciętnie bystrą, jej dobre stopnie wynikały raczej z systematyczności i rzetelności niż pasji, zainteresowania czy przebłysku geniuszu. Podobała mi się moja wizja Róży w Oxfordzie zajmującej się wnętrzami domów. No, ale to była moja wizja i możliwa była do realizacji, zanim autoressa nie uparła się powrócić Różę na ojczyzny łono jako te dusze utęsknioną. A skoro już jest jak jest i mamy co mamy... Możemy założyć, że Róża do większych osiągnięć naukowych niezdatna, ale jest w normie intelektualnej. Prace typu: urzędniczka niższego szczebla, pomoc nauczycielska (przy młodszych dzieciach), jakieś archiwum zakładu pracy, obsługa sklepu internetowego (nie prowadzenie tegoż, na Teutatesa, a wyłącznie obsługa, pakowanie zamówień, wysyłka, odbiory towaru)... I tak, mając już ten "bezpieczny" etat mogłaby zacząć być JAKAŚ. :)
        • przymrozki Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 09.08.22, 09:11
          kocynder napisała:

          > Z jednym się tylko nie zgodzę: "niepyskowanie" i "niekłócenie" to nie są cechy
          > cenione wyłącznie u dzieciaka (że nie sprawia kłopotów), ale często równie pożą
          > dane u dorosłego "pracownika szeregowego". Bo przy np grupie sześciu urzędnicze
          > k pracujących w jednym pokoju - wystarczy jedna "cytryna", żeby cały zespół pra
          > cował mniej efektywnie, bardziej niechętnie, gorzej współpracował itp. Więc ows
          > zem, ta "niekłótliwość", ugodowość i pogodny charakter Róży - to JEST jej plus
          > w potencjalnym życiu zawodowym,

          Gdyby Róża faktycznie miała wysokie kompetencje spoleczne, to zgoda, byłby to wielki atut. Ktoś, kto swoją obecnością łagodzą konflikty, tonizuje atmosferę i sprzyjają integracji może byc na rynku pracy rozchwytywany jak Ignaś na rynku matrymonialnym, boto jest umiejętność, która ma realną, przeliczalną na gotówkę wartość.

          Ale czy Róża taka jest? Z rowieśnikami spoza rodziny Różę widzimy bodaj raz, nadęta panienka odchodzi zniesmaczona od koleżanek, bo ohydne te poczwary gadają o chłopakach i aktorach, a Pyza nie skala koralu ust swych płochą rozmową. Póki Róża jest niezaręczona i żaden dzidziuś nie czeka na nią w przyszłości, jest względnie słodka wobec Lelujków, ale kiedy tylko ich matrymonialna użyteczność przestaje być oczywista, natychmiast zaczyna ich traktować jak powietrze. Reasumując, Róża, moim zdaniem, jest cicha i niekłótliwa, ale lekko aspołeczna i raczej antypatyczna. Praca w grupie by ją frustrowała i męczyła, przez co jej jedyny atut (niekłótliwość) jest w zasadzie bezużyteczny.
      • bupu Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 08.08.22, 23:28
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Po ponownym przeleceniu przez dyskusję o pyzatej bezwolności, na którą to wiele
        > tu obecnych, łącznie ze mną, pomstuje, nasunęło mi się pytanie trochę offtop:
        > jaką właściwie Pyza ma osobowość? Chyba ma jakieś cechy poza tą cielęcością, kt
        > óra wzbudza w nas taką niechęć?

        Nie ma. Nie ma żadnych zainteresowań ani pasji, nie ma żadnych wyraźnych cech charakteru, upodobań, temperamentu. Krem śmietankowy, do którego w tym wątku porównano Pyzę, ma przynajmniej jakiś, określony smak, Pyza natomiast jest jak stołówkowy kisiel. Bezkształtna, mdła, bez wyraźnych barw i bez smaku.
        • ciotka.scholastyka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 09.08.22, 12:00
          bupu napisała:

          > Pyza natomiast jest jak sto
          > łówkowy kisiel. Bezkształtna, mdła, bez wyraźnych barw i bez smaku.

          Widziałam niedawno na straganach nad morzem taką zabawkę dla dzieci, różnokolorowy glut z brokatem, który można dowolnie ugniatać, a on potem wraca do tej samej postaci. Wierzchnia warstwa tego gluta ma kolor smarków (brokatu w niej nie widać), nikły zapach oraz zero smaku. Łatwo się przykleja i odkleja, włożony z powrotem do słoiczka z powrotem się w nim "układa". Proszę państwa - Róża Pyziak-Schoppe.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Znajdźmy Pyzie pracę! 02.09.22, 12:35
            ciotka.scholastyka napisała:
            >Widziałam niedawno na straganach
            >nad morzem taką zabawkę dla dzieci,
            >różnokolorowy glut z brokatem, który
            >można dowolnie ugniatać, a on potem
            >wraca do tej samej postaci. Wierzchnia
            >warstwa tego gluta ma kolor smarków
            >(brokatu w niej nie widać), nikły zapach
            >oraz zero smaku. Łatwo się przykleja i
            >odkleja, włożony z powrotem do
            >słoiczka z powrotem się w nim
            >"układa". Proszę państwa - Róża Pyziak-
            >Schoppe.

            Kupiłam sobie taką Różę, różową w dodatku. Specjalnie wybrałam typ butter slime, żeby nie była obleśna w dotyku i nie kojarzyła się z bezwolną galaretą (żeby nie było, że od początku byłam uprzedzona!). I całkiem fajnie się to międliło, szarpało i ugniatało, nawet mi nie przeszkadzało, że się trochę klei.

            A teraz mam na rękach jakiś stan zapalny.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka