Dodaj do ulubionych

Pożegnanie z Gabrysią

04.09.22, 17:12
czwartek, 11 LUTEGO 1998


Peron na stacji Poznań Główny zapełniał barwny, wieloosobowy tłum, złożony z jednostek dwóch różnych płci, w różnym wieku, i o różnym stopniu pokrewieństwa.

Wszyscy oni zgromadzili się tu w jednym celu: odprowadzenia Gabrysi. Dzielna Gabriela, we flanelowej koszuli i z nierówno przystrzyżoną grzywką, wyjeżdżała na 3 dni do Warszawy. Miała za zadanie powitać na Okęciu (i przywieźć do Poznania) powracającą z Cypru Natalię, która przez rok pełniła funkcję pilota - rezydenta firmy Scan Holiday.
Nikt nie wiedział, dlaczego Gabriela potrzebuje spędzić w stolicy aż 3 dni, skoro wystarczyłby jeden, ale w gronie dyskretnych Borejków nie zadawało się trywialnych pytań.

Przybyli koncentrowali się wokół trzonu rodziny, który stanowili Ignacy i Melania Borejko, a także ich najstarsza córka, Gabriela Stryba, bohaterka dnia. Gabrieli towarzyszył jej zupełnie drugi mąż, Grzegorz, a także córeczki Róża i Laura, oraz Wunderkind Ignacy "Moty"l Grzegorz. Dziewczynki wiodły spór, dotyczący kierunku, z jakiego miałby przybyć pociąg, którego przeznaczeniem było uwiezienie mamy ku Warszawie.

Na prawo od trzonu ulokowała się Dr Ida Pałys z mężem Markiem (również drem), który, drzemiąc na dworcowej ławeczce, wyglądał jak bezdomny alkoholik, oraz synem Józefem, równie rudym jak ona sama. Nikt z rodziny jeszcze nie wiedział, że Ida jest w ciąży!

Złotowłosa, opływowa Patrycja Górska wraz z mężem Florianem, zwanym Baltoną stali po prawej stronie trzonu. Jako, że na razie nie doczekali się dzieci, wzięli ze sobą po koniu ze swojej hodowli. Patrycja była już w ciąży – ale, podobnie jak jej starsza siostra Ida, czekała z obwieszczeniem tej nowiny na przyjazd Natalii. Wiedziała bowiem, że Nutria jest trochę wycofana i nieśmiała, dlatego lepiej, aby impreza, która miała się odbyć (za 3 dni) na cześć powracającej z Warszawy Gaby oraz powracającej z Cypru Natalii, nie koncentrowała się przesadnie na tej ostatniej. W ten oto sposób, Nutria nie będzie musiała być w centrum zainteresowania. Po rocznej nieobecności w domu z pewnością by tego nie chciała!

W stosownym oddaleniu (dając świadectwo niezwykłej delikatności uczuć) stała przyjaciółka Mili Borejko – Lonia oraz Monika Pałys, matka Marka, a teściowa Idy, wyglądająca elegancko i stosownie do okazji. Zdecydowała, że ubierze się w perłowoszary kostiumik i białą jedwabną bluzkę. Na wierzch zarzuciła swoje karakuły i wreszcie skropiła się wodą Givenchy. Jej siwa czuprynka została przycięta z fantazją i znawstwem, tu - puszyście, tam – gładko, z cieniowaną bombką z tyłu głowy.
W pobliżu tej eleganckiej i światowej kobiety kręcili się stryj i ojciec i Grzegorza – Cyryl i Metody. Metody - ze swoją szeroką twarzą i srebrnym zarostem wyglądał jak Ernest Hemingway - wyraźnie usiłował zrobić na Monice wrażenie, poprzez czynienie uwag bratu:
- Cyrylu, musiałem doprawić ten twój mdły bigos. Dosypałem pieprzu i nieco curry i dolałem sosu sojowego. To nie może się składać tylko z kapusty i grzybów, mój chłopcze.
Naturalnie, wypowiedź Metodego była czystą prowokacją. Uwielbiał prowokacje. Był też niestrudzonym gadułą i łgarzem, a kiedy mu się udało wyprowadzić kogoś z równowagi - wybuchał basowym, uszczęśliwionym chichotem i miał pyszny humor przez resztę dnia, co naturalnie pogrążało jego ofiarę w trwałej irytacji, także na resztę dnia.

W pobliżu dziadka i Cyryjka ulokowali się Ela i Tomasz Kowalikowie, oraz dr Mamert Kowalik, ojciec Tomka, który zawsze pojawiał się na większych zgromadzeniach Borejków, w razie gdyby któryś zasłabł, spadł z drabiny czy przewrócił się, łamiąc rękę, na oblodzonych schodach. Towarzyszyła mu żona Tosia.

Ze zwykła sobie skromną godnością przyszedł także pożegnać Gabrielę profesor Czesław Dmuchawiec, jego wnuczka - Kreska, mąż Kreski Maciek, córeczka Kasia oraz (niejednojajowe) bliźniaczki: Maria i Magdalena. Podczas gdy Maria rozglądała się ciekawie naokoło burymi oczkami, wpatrywała się w gościa, oglądała sufit, coś tam gadała, zamiast jeść zupę, Magda pogodnie i z chrzęstem pogryzła chipsa.

Blisko rodziny Kreski znajdowała się Aurelia Jedwabińska i towarzyszący jej narzeczony Konrad, naburmuszony, że nikt nie zwraca uwagi na jego spontanicznie zorganizowany teatrzyk kukiełkowy. Nawet Aurelia nie wspierała go za bardzo, bo rozmyślała, że jeśli będzie miała córeczkę, to nazwie ją Gabrysia. Z Pobiedzisk przyjechała też babcia Aurelii, Marta wraz z mężem, Bronisławem Jankowiakiem. Pan Bronisław był kiedyś woźnym w liceum, do którego uczęszczała Gaba, w związku z tym od lat córki Gabrysi zapraszane były do Pobiedzisk na całe dwa miesiące wakacji, z którego to zaproszenia skwapliwie korzystały. Nieco z boku stał bez ruchu ojciec Aurelii: nieduża, krępa postać w prochowcu, z teczką w prawej ręce.

Na peronie zmieścił się także Bernard Żeromski wraz z dwójką jednojajowych bliźniaków: gadatliwym Piotrem i tajemniczym Pawłem. Stojąca obok męża Aniela Żeromska kończyła swą nabrzmiałą uczuciem deklamację erotyku Leśmiana. Na tę okazję ściągnięto również z zapadłej wsi na Polesiu ciotkę Bernarda, chłopkę, która skończyła tylko pięć klas szkoły podstawowej.

W komitecie pożegnalnym nie mogło zabraknąć Celestyny Hajduk (de domo Żak) wraz z mężem Jerzym oraz bliżej nieokreśloną liczbą dzieci, a także starszej siostry Cesi, Julii z mężem Toleczkiem, i córką Ulą Kołodziejanką, agresywną kokietką.
Wnukami zajmowali się aktywnie pp. Żak, czyli pani Irenka oraz jej mąż, zwany Żaczkiem.

Niedaleko stał także Robert Rojek - niewysoki, krępy mężczyzna przed czterdziestką, wraz z Bellą, miła, krągłą i energiczną córką. Przyszli także: chłopak Belli, Przeszczep Majchrzak i jego kumpel Mateusz. Na wypadek spotkania krasnala dzierżyli w dłoniach girlandy z wątroby.

Przyszedł również ojciec Krzysztof, dominikanin i dwie wyrośnięte dziewczynki pochodzenia romskiego, wraz ze swym pudełkiem pełnym drobnych banknotów.

Całości dopełniała liczna delegacja studentów Gabrysi oraz kilka zabłąkanych psów i kotów, którym Gabriela dawała schronienie.

Rychło okazało się, że nastąpiła pewna drobna komplikacja, bo pasażerowie, nienależący do krewnych czy znajomych Gabrysi i jej rodziny, też chcieli się dostać na peron, żeby we właściwym czasie wejść do pociągu i zająć miejsce. Niestety, absolutnie brakowało dla nich miejsca. Pozostawało im cierpliwie (lub nie, w zależności od temperamentu) czekać w podziemiach, aż odprowadzający Gabrysię tłum, wraz z końmi i inną zwierzyną, rozproszy się po emocjonalnym pożegnaniu.
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Pożegnanie z Gabrysią 04.09.22, 19:11
      Na zdjęciu: jeden z koni, wyhodowanych przez Patrycję i Floriana.

      https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTqS2gaefG6t7LZSUsdb0qdTgc70224_dq4Hw&usqp=CAU
      • ako17 Re: Pożegnanie z Gabrysią 04.09.22, 19:37
        zdałam sobie sprawę, że zapomniałam o Bebe... też powinna tam być
        • mroczny_chomik_zaglady Re: Pożegnanie z Gabrysią 04.09.22, 21:58
          ako17 napisała:

          > zdałam sobie sprawę, że zapomniałam o Bebe... też powinna tam być

          A Mężczyzna z Pierogiem?! Któremu Bernard zawisałby wzrokiem na ustach? Państwo Nowaccy z Danusią, Pawełkiem oraz przychówkiem? I jeśli jesteśmy już przy Nowackich to gdzie,że zapytam budyń z soczkiem oraz piesek państwa Nowackich?! I kotek Feluś łazęga? A Lelujki? A Kopcowie? A gruba portierka ze szpitala? Trochu postaci mi tutaj nieprawdaż brakuje... :D Ale niecierpliwie oczekuję ciągu dalszego :D Tak między nami czy mnie się wydaje czy Pawełek miał jeszcze siostrę, Marzenkę?
          • ako17 Re: Pożegnanie z Gabrysią 04.09.22, 22:13
            mroczny_chomik_zaglady napisała:


            > A Mężczyzna z Pierogiem?! Któremu Bernard zawisałby wzrokiem na ustach? Państwo
            > Nowaccy z Danusią, Pawełkiem oraz przychówkiem? I jeśli jesteśmy już przy No
            > wackich to gdzie,że zapytam budyń z soczkiem oraz piesek państwa Nowackich?! I
            > kotek Feluś łazęga? A Lelujki? A Kopcowie? A gruba portierka ze szpitala? Troch
            > u postaci mi tutaj nieprawdaż brakuje... :D
            :DDDD rzeczywiście, mogli być. Ale bo widzisz, Bebe była na weselu Józina, to dlatego myślę, że byłaby uprawniona do odprowadzenia Gaby. A Nowackich czy Kopców nie było, to gdzie oni na peronie. Podobnie jak gruba portierka. Ale myśl przednia

            Ale niecierpliwie oczekuję ciągu
            > dalszego :D
            A ja nie wiem czy będzie. Miałam wizję tego całego spędu na peronie, bo podpora Poznania wyjeżdża na 3 dni. I wszyscy się chcą pożegnać, bo bez Gaby cały Poznań jest do niczego. I że, w związku z tym, reszta pasażerów nie może wejść na peron.

            Tak między nami czy mnie się wydaje czy Pawełek miał jeszcze
            > siostrę, Marzenkę?
            Miał. Nawet ktoś kiedyś sugerował na tu, że napis na murze (w przejściu podziemnym? pod Kaponierą?) "kocham Marzenke" dotyczył właśnie jej.
          • bupu Re: Pożegnanie z Gabrysią 04.09.22, 22:31
            mroczny_chomik_zaglady napisała:

            > ako17 napisała:
            >
            > > zdałam sobie sprawę, że zapomniałam o Bebe... też powinna tam być
            >
            > A Mężczyzna z Pierogiem?! Któremu Bernard zawisałby wzrokiem na ustach? Państwo
            > Nowaccy z Danusią, Pawełkiem oraz przychówkiem? I jeśli jesteśmy już przy No
            > wackich to gdzie,że zapytam budyń z soczkiem oraz piesek państwa Nowackich?! I
            > kotek Feluś łazęga? A Lelujki? A Kopcowie? A gruba portierka ze szpitala? Troch
            > u postaci mi tutaj nieprawdaż brakuje... :D Ale niecierpliwie oczekuję ciągu
            > dalszego :D Tak między nami czy mnie się wydaje czy Pawełek miał jeszcze
            > siostrę, Marzenkę?

            Mje tu jeszcze brakuje grupki studentów, podążającej truchtem krok w krok za Gabonem.
            • ako17 Re: Pożegnanie z Gabrysią 04.09.22, 22:41
              bupu napisała:


              >
              > Mje tu jeszcze brakuje grupki studentów, podążającej truchtem krok w krok za Ga
              > bonem.
              >
              >

              no przeca są!!! w przedostatnim akapicie, wraz z żywiną
              • bupu Re: Pożegnanie z Gabrysią 04.09.22, 22:51
                ako17 napisała:

                > bupu napisała:
                >
                >
                > >
                > > Mje tu jeszcze brakuje grupki studentów, podążającej truchtem krok w krok
                > za Ga
                > > bonem.
                > >
                > >
                >
                > no przeca są!!! w przedostatnim akapicie, wraz z żywiną
                >
                >


                A. Pardąsik, jestem najwyraźniej ślepa.
    • 3piota Re: Pożegnanie z Gabrysią 04.09.22, 22:28
      ako17 napisała:
      > Rychło okazało się, że nastąpiła pewna drobna komplikacja, bo pasażerowie, nien
      > ależący do krewnych czy znajomych Gabrysi i jej rodziny, też chcieli się dostać
      > na peron, żeby we właściwym czasie wejść do pociągu i zająć miejsce. Niestety,
      > absolutnie brakowało dla nich miejsca. Pozostawało im cierpliwie (lub nie, w z
      > ależności od temperamentu) czekać w podziemiach, aż odprowadzający Gabrysię tłu
      > m, wraz z końmi i inną zwierzyną, rozproszy się po emocjonalnym pożegnaniu.

      Napierającemu tłumowi pasażerów dzielnie opór stawiał specjalnie oddelegowany pracownik:
      - Nie bądźcie natrętni! Natrętny pasażer... O! A gdyby tu wasz synek z grupą stuosobową odjeżdżał i każdy z tej grupy chciałby wejść, to jaki byłby tłok, sami widzicie. I nie mówcie, że nie macie synka, bo w każdej chwili mieć możecie (sprawdzić, czy nie ksiądz).
    • ciotka.scholastyka Re: Pożegnanie z Gabrysią 06.09.22, 11:34
      ako17 napisała:


      > Rychło okazało się, że nastąpiła pewna drobna komplikacja, bo pasażerowie, nien
      > ależący do krewnych czy znajomych Gabrysi i jej rodziny, też chcieli się dostać
      > na peron, żeby we właściwym czasie wejść do pociągu i zająć miejsce.

      Pamiętaj, że gdy zaczną wchodzić, muszą się przepychać w drzwiach, drzeć sobie nawzajem rajstopy i się spieszyć, mimo iż mają rezerwację!
      • ako17 Re: Pożegnanie z Gabrysią 06.09.22, 12:05
        ciotka.scholastyka napisała:

        > ako17 napisała:
        >
        >
        > > Rychło okazało się, że nastąpiła pewna drobna komplikacja, bo pasażerowie
        > , nien
        > > ależący do krewnych czy znajomych Gabrysi i jej rodziny, też chcieli się
        > dostać
        > > na peron, żeby we właściwym czasie wejść do pociągu i zająć miejsce.
        >
        > Pamiętaj, że gdy zaczną wchodzić, muszą się przepychać w drzwiach, drzeć sobie
        > nawzajem rajstopy i się spieszyć, mimo iż mają rezerwację!

        muszą się spieszyć, skoro do pociągu wsiadają dopiero jak tamci sobie pójdą. Co z tego, że maja rezerwację, jak nie zajęli miejsc o czasie?
    • subskrybcja Re: Pożegnanie z Gabrysią 18.02.25, 15:02
      A gdzie Lisieccy, którzy przybyli specjalnie z za granicy ubrani w zagraniczne dresy, trzymając pod rękę matke, niewysoką panią Lisiecką w tlenionych włosach, która właśnie kupiła szynkę, którą zamierzała przynieść do mieszkania o specyficznym zapachu lakierowanych podłóg? I gdzie jest gruba Marzenka, córka dyrektor Dąbek Nowackiej, która wyrosła na szczupła Marzenkę, właścicielkę kliniki dentystycznej? W której cześć udziałów wykupił Krystian, ten dentysta co to zalecał się do Anieli? Stał teraz z boku, ubrany w jasną koszulę, jego jasne włosy były przyprószone siwizną ale wyglądał na bogatego i dystyngowanego, porażając wszystkich wokół laserowobiałym uśmiechem? A nieopodal spacerował pan Maciołek z kolejnym swoim pieskiem, którego trzymał pod pacha?
      • tt-tka Re: Pożegnanie z Gabrysią 18.02.25, 16:54
        Pan Maciolka sam sie wybieral do Warszawy i caly dworzec przeszyl jego przerazliwy krzyk "Sumienia, sumienia ludzie nie macie ! dlaczego wy ludzie nie macie sumienia ?!!!".
        Na co jeden z pracownikow kolei stwierdzi, ze humor mu sie zmienil, po czym ruszyl energicznie w tlum, taranujac go. Z braku Bratka, ktorego moglby wyrzucic, parl niepowstrzymywany przez nikogo.
      • greta_herbst Re: Pożegnanie z Gabrysią 18.02.25, 17:35
        Serdecznie dziękuję za odkopanie wątku, bo nie czytałam, a rzecz jest cudowna.

        "impreza, która miała się odbyć (za 3 dni) na cześć powracającej z Warszawy Gaby oraz powracającej z Cypru Natalii"
        "dr Mamert Kowalik, ojciec Tomka, który zawsze pojawiał się na większych zgromadzeniach Borejków, w razie gdyby któryś zasłabł"
        "Pan Bronisław był kiedyś woźnym w liceum, do którego uczęszczała Gaba, w związku z tym od lat córki Gabrysi zapraszane były do Pobiedzisk na całe dwa miesiące wakacji"

        Sama radość.
      • ako17 Re: Pożegnanie z Gabrysią 18.02.25, 17:50
        subskrybcja napisała:

        > A gdzie Lisieccy, którzy przybyli specjalnie z za granicy ubrani w zagraniczne
        > dresy, trzymając pod rękę matke, niewysoką panią Lisiecką w tlenionych włosach,
        > która właśnie kupiła szynkę, którą zamierzała przynieść do mieszkania o specyf
        > icznym zapachu lakierowanych podłóg? I gdzie jest gruba Marzenka, córka dyrekto
        > r Dąbek Nowackiej, która wyrosła na szczupła Marzenkę, właścicielkę kliniki den
        > tystycznej? W której cześć udziałów wykupił Krystian, ten dentysta co to zaleca
        > ł się do Anieli? Stał teraz z boku, ubrany w jasną koszulę, jego jasne włosy by
        > ły przyprószone siwizną ale wyglądał na bogatego i dystyngowanego, porażając ws
        > zystkich wokół laserowobiałym uśmiechem? A nieopodal spacerował pan Maciołek z
        > kolejnym swoim pieskiem, którego trzymał pod pacha?

        Jak dla mnie, to mogą być i Lisieccy, i Lewandowscy, nawet Lelujkowie - chociaż wskrzeszeni dopiero w dalszej części tego tomu.
        Oraz romscy rodzice, awanturujący się przez cały czas, by oddano im dzieci - ale to było trudne, bo one stały bardzo w głębi peronu, był ścisk no i nijak nie mogły stamtąd się wyrwać.
        W związku z tym Romowie wygrażali pięściami tym, którzy stali najbliżej nich.
        Kogoś jeszcze pominęłam?
        To czujcie się w prawie dopisywać!
        • greta_herbst Re: Pożegnanie z Gabrysią 18.02.25, 18:52
          > Kogoś jeszcze pominęłam?
          > To czujcie się w prawie dopisywać!

          Tuż przy zejściu ze schodów, wciśnięta wygodnie w mały zakątek obok słupa, siedziała na składanym stołeczku piękna, starsza kobieta o lekko złośliwym uśmiechu. Wokół niej, niczym kolorowa mozaika, leżały obrazy olejne - pretensjonalne, kiczowate landszafty, na widok których świeciło się oko każdego spekulanta cukrem. Była to Teresa zwana Terpentulą, która chętnie przejechała te 150 km od Ostrzeszowa do Poznania by zobaczyć Gabrysię. Teresa w młodości kochała Cyryla, który był stryjem Grzegorza, który był mężem Gabrysi. Swój talent malarski roztrwoniła na obrazki sprzedawane w przejściach podziemnych, i kiedyś nawet odpowiadało jej takie życie. Jednak kiedy Cyryl i Metody zaprosili ją do siebie na wigilię, na której to wigilii nie było Gabrysi - to znaczy nie było Grzegorza, bo poszedł do Gabrysi, co rzecz jasna oznaczało, że nie było też Gabrysi, logiczne - Terpentula zobaczyła pustkę, w której żyła dotąd. W pierwszy dzień tamtych świąt porzuciła malowanie landszaftów i postanowiła malować wyłącznie portrety Gabrysi, co było trudne, ponieważ nigdy jej nie spotkała. Teraz, wreszcie, miała okazję zobaczyć swoją modelkę w naturze i oto szkicowała już pierwsze wprawki, szybko, zachłannie, by nasycić oko tą tak krótką przecież chwilą. Drugą ręką inkasowała pieniądze za landszafty od czekających przy schodach podróżnych. Pecunia non olet.
          • ako17 Re: Pożegnanie z Gabrysią 18.02.25, 20:11
            greta_herbst napisała:

            > > Kogoś jeszcze pominęłam?
            > > To czujcie się w prawie dopisywać!
            >
            > Tuż przy zejściu ze schodów, wciśnięta wygodnie w mały zakątek obok słupa, sied
            > ziała na składanym stołeczku piękna, starsza kobieta o lekko złośliwym uśmiechu
            > . Wokół niej, niczym kolorowa mozaika, leżały obrazy olejne - pretensjonalne, k
            > iczowate landszafty, na widok których świeciło się oko każdego spekulanta cukre
            > m. Była to Teresa zwana Terpentulą, która chętnie przejechała te 150 km od Ostr
            > zeszowa do Poznania by zobaczyć Gabrysię. Teresa w młodości kochała Cyryla, któ
            > ry był stryjem Grzegorza, który był mężem Gabrysi. Swój talent malarski roztrwo
            > niła na obrazki sprzedawane w przejściach podziemnych, i kiedyś nawet odpowiada
            > ło jej takie życie. Jednak kiedy Cyryl i Metody zaprosili ją do siebie na wigil
            > ię, na której to wigilii nie było Gabrysi - to znaczy nie było Grzegorza, bo po
            > szedł do Gabrysi, co rzecz jasna oznaczało, że nie było też Gabrysi, logiczne -
            > Terpentula zobaczyła pustkę, w której żyła dotąd. W pierwszy dzień tamtych świ
            > ąt porzuciła malowanie landszaftów i postanowiła malować wyłącznie portrety Gab
            > rysi, co było trudne, ponieważ nigdy jej nie spotkała. Teraz, wreszcie, miała o
            > kazję zobaczyć swoją modelkę w naturze i oto szkicowała już pierwsze wprawki, s
            > zybko, zachłannie, by nasycić oko tą tak krótką przecież chwilą. Drugą ręką ink
            > asowała pieniądze za landszafty od czekających przy schodach podróżnych. Pec
            > unia non olet.


            Oooo... tak!
        • ignacywitkacy Re: Pożegnanie z Gabrysią 18.02.25, 22:32
          Nie ma pana Paszkieta, p. Basi, Krzysia i robaczywej Paulinki ani Lewandowskich. Sławek zawsze popisywał się i parkował pod oknem pokoju Idy, że ma nowe zagraniczne auto, więc moim zdaniem na peron wjechał (nie zważając na zakaz) również jakimś wozem.
          Nie było Romy, ale rozumiem, że odcięła się od rodziny...
          Uważam, że powinni zjawić się też stryj Józeczek z ciotką Felą i z córką Joanną, która zapewne też już założyła rodzinę, więc jeszcze z nimi.
          • ako17 Re: Pożegnanie z Gabrysią 18.02.25, 22:43
            ignacywitkacy napisała:

            > Nie ma pana Paszkieta, p. Basi, Krzysia i robaczywej Paulinki ani Lewandowskich
            > . Sławek zawsze popisywał się i parkował pod oknem pokoju Idy, że ma nowe zagra
            > niczne auto, więc moim zdaniem na peron wjechał (nie zważając na zakaz) również
            > jakimś wozem.
            > Nie było Romy, ale rozumiem, że odcięła się od rodziny...
            > Uważam, że powinni zjawić się też stryj Józeczek z ciotką Felą i z córką Joanną
            > , która zapewne też już założyła rodzinę, więc jeszcze z nimi.

            Tak. Tak. Oni też tam mogli być.
            Więcej - powinni byli.
            • ignacywitkacy Re: Pożegnanie z Gabrysią 19.02.25, 22:47
              Ciocia Felicja, znając roztargnienie Borejków, przygotowała dla Gabrysi ogromny kosz prowiantu na te nadchodzące 3 dni. Wiedząc, jak bardzo Gabrysia (jak się mówi na córkę brata męża?) przepada za jej plackiem drożdżowym, w nocy zajęła się upieczeniem 3 placków tak, by jeszcze na peronie były ciepłe i pachnące. Jej latorośl Joanna, wiedząc, że Gabrysia wciąż raczej nosi sukienki z zasłon niż modne ubrania, przyniosła torbę świetnie skrojonych ubrań w rozmiarze Gaby, tak żeby ta nie musiała się wstydzić w stolicy. W różowym zawiniątku skrywał się również tusz do rzęs od Dr Ireny Eris. Mąż Francuz dorzucił do tego wszystkiego eleganckie perfumy, które przywiózł specjalnie dla Gabrysi ze swojej rodzinnej manufaktury perfum. Dzieci Joanny (które ciotkę zobaczyły 2 raz w życiu) ocierały łzy swoimi chusteczkami w Myszkę Mickey, a pod pachą dzierżyły specjalnie przygotowane na tę okazję laurki.
              • ignacywitkacy Re: Pożegnanie z Gabrysią 19.02.25, 22:48
                Literacko kuleje, ale zmęczony człowiek nie jest tak podatny na wenę...
                • ako17 Re: Pożegnanie z Gabrysią 20.02.25, 12:59
                  ale chodzi o pomysły, o zabawę :)
                  A Twoje są fajne :)
    • minerwamcg Re: Pożegnanie z Gabrysią 19.02.25, 08:09
      Z Pobiedzisk przyjechał na rowerze Gburek-Arturek, wioząc na ramie panią Zdzisię, siostrę braci Ogorzałków. Pani Zdzisia w bluzeczce-cacuszko uszytej przez babcię Jedwabińską stanęła skromnie na obrzeżach tłumu, a Arturek oparłszy rower o ścianę dworca wspiął się na siodełko. Trzymając się piorunochronu uważnie lustrował wzrokiem całe zbiegowisko. Kiedy pani Zdzisia powiedziała mu dziś rano, że na dworcu w Poznaniu odbędzie się uroczystość pożegnania Gabrysi, która opuszcza Poznań na całe trzy dni, i ona jako siostra byłego sąsiada czuje się w obowiązku na nią przyjechać, Gburek poczuł zew. Sam nie wiedział czego, ale poczuł. Porwał panią Zdzisię na ramę i jak centaur (kulturą antyczną zaraził się siedząc w kościele obok jednej z córek Gabrysi, które rokrocznie spędzały w Pobiedziskach całe wakacje) pogalopował na spienionych oponach przejeżdżając po drodze kury, radiowozy i hydranty przeciwpożarowe. Teraz zaś stał na siodełku swojego stalowego rumaka i rozglądał się szukając w tłumie jednej znajomej twarzy. Znalazł ją wreszcie. Wyglądała jak smętna firana, a z jej ust wydobywały się dźwięki, jakby górski strumyczek cierpiał na zapalenie krtani. Artur wytężył słuch i doleciało go coś jakby "Hildheghaaa...." Irytujący gówniarz Kozio, który zdążył się przeistoczyć w Sławnego Pana Reżysera stał oczywiście obok niej i ponad głowami tłumu posyłał właśnie Arturkowi zwycięskie spojrzenie. O nie, tego było już za wiele. Arturek mocniej złapał przytwierdzony do ściany drut i wrzasnął na całe gardło:
      - Gdyby nie było ścisku, tobym cię naprał po pysku!
      • greta_herbst Re: Pożegnanie z Gabrysią 19.02.25, 12:04
        "pogalopował na spienionych oponach" :D
      • ako17 Re: Pożegnanie z Gabrysią 19.02.25, 18:44
        minerwamcg napisała:


        > - Gdyby nie było ścisku, tobym cię naprał po pysku!
        >

        Cudowne! i o takie właśnie dopiski się uprasza
    • subskrybcja Re: Pożegnanie z Gabrysią 19.02.25, 23:00
      Na uboczu pod tablica odjazdów stał łysy starszy pan, bardzo gustownie ubrany w czarny frak, jakby dopiero co wyszedł z filharmonii - byl to dyrygent a z poznańskiej filharmonii - bohater tego sławnego koncertu, kiedy krzyknął w niebogłosy, gdy pomacała do lodowata rączka Genowefy. Stojąca nieopodal Aurelia (wraz z naburmuszonym meżem), uśmiechneła sie do niego i pomachała ciepłą rączką.
      • ako17 Re: Pożegnanie z Gabrysią 20.02.25, 13:02
        subskrybcja napisała:

        > Na uboczu pod tablica odjazdów stał łysy starszy pan, bardzo gustownie ubrany w
        > czarny frak, jakby dopiero co wyszedł z filharmonii - byl to dyrygent a z pozn
        > ańskiej filharmonii - bohater tego sławnego koncertu, kiedy krzyknął w niebogło
        > sy, gdy pomacała do lodowata rączka Genowefy. Stojąca nieopodal Aurelia (wraz
        > z naburmuszonym meżem), uśmiechneła sie do niego i pomachała ciepłą rączką.

        Za pozwoleniem - ja uważam, że samotny dyrygent to całkowite marnowanie potencjału. Niech on zgarnie z opery, czy tam filharmonii tych instrumentalistów, których można w miarę łatwo przeszczepić na świeże powietrze (obój, klarnet, puzon, skrzypce, trójkąt i co tam jeszcze) + co najmniej jedna śpiewaczka w sukni operowej i niech on nimi dyryguje!
        To dopiero będzie miała Gaba pożegnanie!
        • subskrybcja Re: Pożegnanie z Gabrysią 20.02.25, 21:15
          ako17 napisała:

          > Za pozwoleniem - ja uważam, że samotny dyrygent to całkowite marnowanie potencj
          > ału. Niech on zgarnie z opery, czy tam filharmonii tych instrumentalistów, któr
          > ych można w miarę łatwo przeszczepić na świeże powietrze (obój, klarnet, puzon,
          > skrzypce, trójkąt i co tam jeszcze) + co najmniej jedna śpiewaczka w sukni ope
          > rowej i niech on nimi dyryguje!
          > To dopiero będzie miała Gaba pożegnanie!

          Na puzonie grał niewysoki okrągły mężczyzna o ciemnych włosach i zamyślonym spojrzeniu - Był to Maciek zwany w dzieciństwie przez rodziców "Mucykiem", dawne to były czasy, miał wtedy może pare lat i zamiłowanie do wody, raz nawet o mało nie wpadł do fontanny miejskiej, ale został szybko uratowany przez jakąś jasnowłosą i brązowooką nastolatke i chyba jej chłopaka.

          Na skrzypcach zaś grała jego żona Eliza (Z domu Hajduk), córka Cesi i Jerzego. Starała sie skupić na nutach, chociaż rozpraszała ją krótkowłosa pani, poprawiająca sobie bojowo okulary, narzekająca na młodzież i dzieci i kopcąca jej bezczelnie w oczy (a Eliza była alergiczką), chociaż na peronie był wyraźny zakaz palenia paoierosów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka