bupu
05.11.22, 17:14
Siadłam sobie dzisiaj przy biurku, żeby coś zanotować. I wystawcie sobie, na tym krześle ktoś już był, mianowicie osa, która nie zwlekając dziabnęła mnie w zadek. Musiała wejść oknem, gdy wietrzyłam. Szerszenia do kompletu nie było, ale nie będę narzekać, gdyż wiecie co?
To nie było śmieszne.
Nikt z domowników się, kurde, nie śmiał, zamiast tego dostarczono mi ciupasem żel na ukąszenia owadów oraz wyrazy współczucia.
P. S. Miss Wsi Polskiej, Demon Medycyny In Spe, czyli Derotka, czytywująca dla rozrywki podręczniki do biologii, nie odróżnia pszczoły od osy. Serio. W liście do Teresy pisze bowiem:
PS Szerszeń go ugryzł w kuper. A potem jeszcze osa. Widziałaś coś
podobnego?!!!!
Tymczasem Ida usuwała z Ignasinej siądźki żądło, którego żadna szanująca się osa wszakże by nie zostawiła w ranie.
Podczas gdy on wyciekał, my
wszyscy znajdowaliśmy się
przy Twoim synu, którego opatrzyłam w zaciszu tutejszej łazienki,
wydłubując wrzeszczącemu z pośladka żądło pszczele za pomocą wypalonej w
żywym ogniu agrafki, podczas gdy gospodynie chaotycznie przetrząsały
apteczkę w poszukiwaniu potrzebnych środków opatrunkowych i
przeciwukąszeniowych, a ich wnuczka wydobyła migiem z własnej szuflady
opakowanie calcium effervescens
Nawet jeśli założymy, ze wiedziona dziewiczą skromnością Derotka nie chciała oglądać kościstych pośladków Ględy Młodszego, to nie wierzę że akurat Ida dokonywała oględzin i zabiegów bez słowa, komentarze, zapewne bardzo głośne, bo pacjent wrzeszczał, sypały się nader obficie, jak mniemam. Więc nie ma siły, Dorota musiała wiedzieć, że tam było żądło.
Wniosek: cała ta biologiczna wiedza Derotki to puc, lipa i fotomontaż.