Dodaj do ulubionych

co jest w karcie zgonu?

26.06.24, 13:04
Zauważyliście, że jeżycjadowe zmarłe żony i matki, nie dość, że są anonimowe (nawet wdowcy po nich wydają się nie znać ich personaliów), to jeszcze nie wiadomo na co właściwie zmarły? Mamy tu żonę Wąsława Obwisłego, żonę Podgrzybka Sałacianego, w sumie jego matka też by się załapała, choć nie jest anonimowa (w N pada imię Helena).

O ile nie wiemy w jakim wieku zeszła pani Metodowa (być może i w stosownym), o tyle Grzybowa i Wąsowa zstąpiły z tego padołu podejrzanie młodo (nie wierzę, że rodziły te dzieci w wieku odpowiednim do śmierci naturalnej). Akcja dzieje się w czasach, kiedy zgony przy porodach od dawna już nie były normą i umierało się "na coś". A tu ani z ust narratora, ani z wąsów, ani z brody żadna konkretna przyczyna śmierci nie padła. Elka i Belka również milczą na temat swoich rodzicielek.

Pani Jankowiakowa też chyba była w tej kwestii dość tajemnicza, ale jej śmierć przynajmniej usprawiedliwiał wiek.

Nawet Ewa Jedwabińska, choć jest postacią z krwi i kości, a nie tylko doczepką uzasadniającą istnienie dziecka, załapuje się do tego dziwnego trendu. W jej przypadku padły informacje wybitnie konkretne w porównaniu do wcześniej wymienionych pań - bardzo zdawkowe wzmianki, że chorowała. A na co, to już nie łaska napisać?

Nie żeby to było jakoś super ważne dla fabuły, ale zawsze to jakiś element realizmu, a nie czysto disnejowska klisza nieżyjącej mamusi.
Obserwuj wątek
    • mircja Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 14:05
      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


      > Nawet Ewa Jedwabińska, choć jest postacią z krwi i kości, a nie tylko doczepką
      > uzasadniającą istnienie dziecka, załapuje się do tego dziwnego trendu. W jej pr
      > zypadku padły informacje wybitnie konkretne w porównaniu do wcześniej wymienion
      > ych pań - bardzo zdawkowe wzmianki, że chorowała. A na co, to już nie łaska nap
      > isać?

      Nie wiem dlaczego, ale zawsze byłam pewna, że u Ewy to choroba nowotworowa. Może opis choroby (długotrwałe cierpienie, na które musiała patrzeć Aurelia) natychmiast kojarzył mi się ze znanymi opowieściami co do jej przebiegu?
      • ako17 Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 14:09
        mircja napisała:

        > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
        >
        >
        > > Nawet Ewa Jedwabińska, choć jest postacią z krwi i kości, a nie tylko doc
        > zepką
        > > uzasadniającą istnienie dziecka, załapuje się do tego dziwnego trendu. W
        > jej pr
        > > zypadku padły informacje wybitnie konkretne w porównaniu do wcześniej wym
        > ienion
        > > ych pań - bardzo zdawkowe wzmianki, że chorowała. A na co, to już nie łas
        > ka nap
        > > isać?
        >
        > Nie wiem dlaczego, ale zawsze byłam pewna, że u Ewy to choroba nowotworowa. Moż
        > e opis choroby (długotrwałe cierpienie, na które musiała patrzeć Aurelia) natyc
        > hmiast kojarzył mi się ze znanymi opowieściami co do jej przebiegu?

        też miałam takie wrażenie
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 14:16
        mircja napisała:

        > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
        >
        >
        > > Nawet Ewa Jedwabińska, choć jest postacią z krwi i kości, a nie tylko doc
        > zepką
        > > uzasadniającą istnienie dziecka, załapuje się do tego dziwnego trendu. W
        > jej pr
        > > zypadku padły informacje wybitnie konkretne w porównaniu do wcześniej wym
        > ienion
        > > ych pań - bardzo zdawkowe wzmianki, że chorowała. A na co, to już nie łas
        > ka nap
        > > isać?
        >
        > Nie wiem dlaczego, ale zawsze byłam pewna, że u Ewy to choroba nowotworowa. Moż
        > e opis choroby (długotrwałe cierpienie, na które musiała patrzeć Aurelia) natyc
        > hmiast kojarzył mi się ze znanymi opowieściami co do jej przebiegu?


        To by było prawdopodobne. Tylko nie rozumiem czemu nazwa choroby została zatajona.

        Btw, sytuacja Ewy i Aurelii jest opisana jakby od początku do końca były pozostawione same sobie. Pomimo, że sporo osób wiedziało o chorobie Ewy, wprawdzie żaden brat ani swat, ale na tyle jej życzliwe, by zaoferować jakieś wsparcie psychiczne, zakupy zrobić, itd. Jeszcze smutniej to wygląda, gdy porówna się Ewę do Dmucha, który miał "tylko" zawał, a do jego łóżka ustawiały się tłumy fanów.
        • mircja Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 15:32
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


          > Btw, sytuacja Ewy i Aurelii jest opisana jakby od początku do końca były pozost
          > awione same sobie. Pomimo, że sporo osób wiedziało o chorobie Ewy, wprawdzie ża
          > den brat ani swat, ale na tyle jej życzliwe, by zaoferować jakieś wsparcie psyc
          > hiczne, zakupy zrobić, itd. Jeszcze smutniej to wygląda, gdy porówna się Ewę do
          > Dmucha, który miał "tylko" zawał, a do jego łóżka ustawiały się tłumy fanów.
          >
          Mnie najbardziej dziwiło, że nikt nie poinformował o tym Eugeniusza. Nawet gdyby ludzie założyli, że był kiepskim mężem i ojcem, to mogli chociaż spróbować - a nuż poruszy go wiadomość o ich ciężkiej sytuacji i da im jakąś pomoc? Aurelia w końcu nie przestała być jego córką, mimo rozwodu.
        • ciotka.scholastyka Re: co jest w karcie zgonu? 12.11.24, 11:33
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:



          > To by było prawdopodobne. Tylko nie rozumiem czemu nazwa choroby została zatajo
          > na.
          >

          Bo tego strasznego słowa na R u MM się NIE WYMAWIA. Trolla też, na 99% miała białaczkę, o czym informuje nas się z naciskiem pokazując jej łysą głowę - i nie, żadna siła na świecie mnie nie przekona, że Trolla mogła chorować na łysienie plackowate, do czego kiedyś przekonywała któraś z forumek :D - chodzi do "jakiejś poradni", nagle słabnie i przysypia, ale słowo "białaczka" nigdzie nie pada. A pamiętacie, kiedy Ogorzałkowie jechali za granicę, żeby uratować wzrok Kasi? Kiedy Borejkówny o tym rozmawiają, któraś z nich mówi "Boże, a ja myślałam, ze to Kreska [jest chora] i że to... coś najgorszego". Tabu po prostu.
      • kwiatbrokula Re: co jest w karcie zgonu? 02.07.25, 08:13
        jest wspomniane, że leżała na onkologii
        • bupu Re: co jest w karcie zgonu? 02.07.25, 19:15
          kwiatbrokula napisał(a):

          > jest wspomniane, że leżała na onkologii

          Z całego mego serca upraszam o stosowanie cytatów, żeby było wiadomo komu odpowiadasz.
    • siblaime Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 14:08
      Z jakiegoś powodu byłam absolutnie pewna, że Ewa Jedwabińska zmarła na raka i że to było powiedziane wprost. Teraz aż wzięłam „Dziecko piątku” i przeglądam strona za stroną, ale faktycznie, są tylko wzmianki typu „jak ta choroba się zaczęła, to…”, „kiedy umierała, to…” – tak, że można się tylko domyślać, że nagły zawał to to ewidentnie nie był.

      Natomiast natrafiłam na akapit o mdlejącej dzielnej-silnej-pogodnej-zrównoważonej Gabie, cemencie i fundamencie Part… znaczy się, całej rodziny, i trochę mi się odechciało dalej sobie odświeżać :P
      • siblaime Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 14:08
        O, wyprzedzono mnie z moją uwagą.
    • bupu Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 15:40
      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

      > Zauważyliście, że jeżycjadowe zmarłe żony i matki, nie dość, że są anonimowe (n
      > awet wdowcy po nich wydają się nie znać ich personaliów), to jeszcze nie wiadom
      > o na co właściwie zmarły? Mamy tu żonę Wąsława Obwisłego, żonę Podgrzybka Sałac
      > ianego, w sumie jego matka też by się załapała, choć nie jest anonimowa (w N pa
      > da imię Helena).
      >
      > O ile nie wiemy w jakim wieku zeszła pani Metodowa (być może i w stosownym), o
      > tyle Grzybowa i Wąsowa zstąpiły z tego padołu podejrzanie młodo (nie wierzę, że
      > rodziły te dzieci w wieku odpowiednim do śmierci naturalnej). Akcja dzieje się
      > w czasach, kiedy zgony przy porodach od dawna już nie były normą i umierało si
      > ę "na coś". A tu ani z ust narratora, ani z wąsów, ani z brody żadna konkretna
      > przyczyna śmierci nie padła. Elka i Belka również milczą na temat swoich
      > rodzicielek.

      Belka przynajmniej ma zdjęcie swojej matki, acz dziwnym jest iż jest to fotografia niejako służbowa, przedstawiająca flecistke przy pracy. Fotografie prywatne obu pań wydają się nie istnieć. Zero zdjęć ślubnych, zero zdjęć z wakacji, zero okrągłe fotek z mężem i dzieckiem. Grzyb wyrwał swoją NN na studiach, z których również jest zero foć. A nawet Miła miała zdjęcia ze studiów!

      I owszem, fakt, że o przyczynie zgonu młodych kobiet wszyscy milczą, żaden z dwóch wdowców nawet nie pomyśli niczego w klimacie "ach ten tragiczny wypadek", czy "ta bezlitosna choroba"..
      A kolega Wąsław Zwisły znacznie mocniej desperuje po koszu od Anielli, niż po zgonie żony. Obrzydliwe, swoją drogą, użalać się że jaki on biedny, taki brzyćki, kobiety go nie kcom, a w de miec tę jedną która go akurat chciała.

      > Nie żeby to było jakoś super ważne dla fabuły, ale zawsze to jakiś element real
      > izmu, a nie czysto disnejowska klisza nieżyjącej mamusi.

      Mniej Disneyowska, a bardziej tradycyjnie baśniowa, paczcie oto sierotka co ją matula odumarła, ale czemu to w sumie nieważne.
      • sanfran_84 Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 07:19
        bupu napisała:

        > Mniej Disneyowska, a bardziej tradycyjnie baśniowa, paczcie oto sierotka co ją
        > matula odumarła, ale czemu to w sumie nieważne.
        >

        Ale przyznać trzeba, że w przypadku Elki MM umiała wznieść się ponad tę baśniowość i nie zrobiła z niej Kopciuszka czy innej Śnieżki, tylko wyszła jej bohaterka bliższa złym siostrom. Do tego w obcej babie widzi nie złą macochę chcącą jej dać zatrute jabłko czy grzebień, ale kobietę, co do której czuje, że może połączyć je coś dobrego, coś ponad zwykłe relacje. To, że przy okazji wyszedł pean na cześć Gabrysi, a potem to w ogóle MM się coś innego napisało, to inna sprawa. Dla mnie za ten moment ma dużego plusa.
        (nawet nie wiecie, jak mnie wpienia ten archetyp złej macochy, co to biedną sierotkę chce tylko skrzywdzić. Zapraszam baśniopisarzy do prawdziwego życia. Jasne, że w historii ludzkości zdarzały się i macochy dobre, i złe, i nijakie, ale w baśniach są chyba tylko złe. Wychowywanie nieswojego dziecka to jedno z największych wyzwań, jakich może podjąć się człowiek. A i tak potem wylądujesz czytając dziecku tego pieprzonego Kopciuszka albo będziesz oglądać, jak gra jakąś Śnieżkę)
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 12:40
          sanfran_84 napisał(a):

          > bupu napisała:
          >
          > > Mniej Disneyowska, a bardziej tradycyjnie baśniowa, paczcie oto sierotka
          > co ją
          > > matula odumarła, ale czemu to w sumie nieważne.
          > >
          >
          > Ale przyznać trzeba, że w przypadku Elki MM umiała wznieść się ponad tę baśniow
          > ość i nie zrobiła z niej Kopciuszka czy innej Śnieżki, tylko wyszła jej bohater
          > ka bliższa złym siostrom. Do tego w obcej babie widzi nie złą macochę chcącą je
          > j dać zatrute jabłko czy grzebień, ale kobietę, co do której czuje, że może poł
          > ączyć je coś dobrego, coś ponad zwykłe relacje. To, że przy okazji wyszedł pean
          > na cześć Gabrysi, a potem to w ogóle MM się coś innego napisało, to inna spraw
          > a. Dla mnie za ten moment ma dużego plusa.
          > (nawet nie wiecie, jak mnie wpienia ten archetyp złej macochy, co to biedną sie
          > rotkę chce tylko skrzywdzić. Zapraszam baśniopisarzy do prawdziwego życia. Jasn
          > e, że w historii ludzkości zdarzały się i macochy dobre, i złe, i nijakie, ale
          > w baśniach są chyba tylko złe. Wychowywanie nieswojego dziecka to jedno z najwi
          > ększych wyzwań, jakich może podjąć się człowiek. A i tak potem wylądujesz czyta
          > jąc dziecku tego pieprzonego Kopciuszka albo będziesz oglądać, jak gra jakąś Śn
          > ieżkę)


          Na zajęciach z etologii na pierwszym roku rozmawialiśmy o pochodzeniu tego archetypu złej macochy, jak to wygląda w naturze i dlaczego w baśniach są złe macochy, a nie ma złych ojczymów. I jest ewolucyjna hipoteza, że u ssaków samica wie czy młode nie jest jej (rodziła je lub nie), natomiast samiec nie ma takiej pewności.
          Lwy to dobry materiał na motyw "złego ojczyma", gdy koalicja samców przejmuje cudze stado, zabijają wszystkie obecne w nim młode, by nie było konkurencji dla ich przyszłych potomków z tymi samymi lwicami. I ruja się przyspiesza przy okazji.
          • przymrozki Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 14:19
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            > Na zajęciach z etologii na pierwszym roku rozmawialiśmy o pochodzeniu tego arch
            > etypu złej macochy, jak to wygląda w naturze i dlaczego w baśniach są złe macoc
            > hy, a nie ma złych ojczymów.

            Myślę, że to nie tyle ewolucja, co kultura. Jeszcze zupełnie nie tak dawno temu dziecko należało zasadniczo do rodziny ojca - to od tej strony dziedziczyło nazwisko i pozycję społeczną, a często też najbardziej cenne składniki majątku, które przechodziły z pokolenia na pokolenie wyłącznie po mieczu. Dlatego dwoje dzieci tej samej matki z dwóch różnych ojców "społecznie" jakby nie było rodzeństwem, a dwoje dzieci z tego samego ojca, ale różnych matek walczyło między sobą o te same zasoby. A że te zasoby często były ograniczone (czy chodziło o pałac i hektary ziem, czy o kartofle w żurze na przednówku, zasada była ta sama, im więcej dostanie jedno, tym mniej dostanie drugie), więc macocha dbając o interesy swoich dzieci, robiła to kosztem pasierbów.

            Stąd w literaturze te wszystkie sierotki Marysie, które u mamy jadły biały chleb i miały ciepłe łóżko, a po jej śmierci niedojadały i spały na zimnym klepisku.

            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 14:24
              przymrozki napisała:

              > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
              >
              > > Na zajęciach z etologii na pierwszym roku rozmawialiśmy o pochodzeniu teg
              > o arch
              > > etypu złej macochy, jak to wygląda w naturze i dlaczego w baśniach są złe
              > macoc
              > > hy, a nie ma złych ojczymów.
              >
              > Myślę, że to nie tyle ewolucja, co kultura. Jeszcze zupełnie nie tak dawno temu
              > dziecko należało zasadniczo do rodziny ojca - to od tej strony dziedziczyło na
              > zwisko i pozycję społeczną, a często też najbardziej cenne składniki majątku, k
              > tóre przechodziły z pokolenia na pokolenie wyłącznie po mieczu. Dlatego dwoje d
              > zieci tej samej matki z dwóch różnych ojców "społecznie" jakby nie było rodzeńs
              > twem, a dwoje dzieci z tego samego ojca, ale różnych matek walczyło między sobą
              > o te same zasoby. A że te zasoby często były ograniczone (czy chodziło o pałac
              > i hektary ziem, czy o kartofle w żurze na przednówku, zasada była ta sama, im
              > więcej dostanie jedno, tym mniej dostanie drugie), więc macocha dbając o intere
              > sy swoich dzieci, robiła to kosztem pasierbów.
              >
              > Stąd w literaturze te wszystkie sierotki Marysie, które u mamy jadły biały chle
              > b i miały ciepłe łóżko, a po jej śmierci niedojadały i spały na zimnym klepisku
              > .
              >

              W takim kontekście szokujące jest ówczesne podejście do ponownego ożenku "żeby matka w domu była". Nie żeby było super popularne, to była opcja przede wszystkim dla wdowców z małymi dziećmi, ale właśnie totalnie bezsensowna, biorąc pod uwagę problemy społeczno-ekonomiczne o których piszesz.
              • przymrozki Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 14:43
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                > W takim kontekście szokujące jest ówczesne podejście do ponownego ożenku "żeby
                > matka w domu była".

                To pewnie często chodziło o to, żeby był ktoś, kto wykona wokół dziecka "kobiece" prace - ugotuje, obszyje, posprząta. Nikt się wtedy nie martwił, jak bardzo zmienia sie pozycja w rodzinie dziecka, gdy ojciec ponownie się żeni. Dziecko miało się cieszyć, że w domu będzie gar zupy, a nie martwić, że dostaje z niego najmniej.
              • kooreczka Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 17:31
                Wcale nie szokujące- chodziło o kobiecą część gospodarstwa czy to zagrody czy folwarku. Jak najbardziej wchodziła w nią opieka nad dziećmi, ale też zwierzęta, ogród, przetwórstwo.

                Co do stereotypu złego ojczyma sądzę, że dzieci złych ojczymów zwyczajnie nie przeżywały- jeśli kontrolujący wszystkie zasoby ojciec rodziny się na ciebie uwziął to twoje szanse na przeżycie naprawdę malały i na nic płacz matki w świecie gdzie kij to aprobowany argument.

                Związki wdów i wdowców zanalizowano w świetnym "Upodobaniu"- generalnie wdowy stały na wiele gorszej pozycji niż wdowcy. Wdowiec zatrzymywał gospodarkę i po prostu wpuszczał kogoś do domu. Wdowa musiała komuś oddać zarząd nad majątkiem, który mąż mógł trzymać prawem kaduka z krzywdą dla pasierbów- dlatego żeniły się głównie bardzo młode, z malutkimi dziećmi (w grupie matek synów 16+ powtórnych ożenków nie było). Oczywiście, jeśli rodzina nie okradła ich w majestacie prawa, bo zarówno rodzeni jak i powinowaci chwytali się każdego kruczka, żeby udowodnić, że kobiecie nic się nie należy

                • greta_herbst Re: co jest w karcie zgonu? 09.11.24, 14:26
                  > Co do stereotypu złego ojczyma sądzę, że dzieci złych ojczymów zwyczajnie nie przeżywały- jeśli kontrolujący wszystkie zasoby ojciec rodziny się na ciebie uwziął to twoje szanse na przeżycie naprawdę malały i na nic płacz matki w świecie gdzie kij to aprobowany argument.

                  O to to. Bodajże George Carlin miał taką myśl podczas któregoś występu, że faceci się wymieniają historyjkami jak to "szurnięta zła eks" im pocięła opony albo potłukła ich najcenniejsze płyty, o panie, ale te baby stuknięte c'nie? Natomiast dużo rzadziej się spotyka kobiety opowiadające takie rzeczy o byłych facetach... ponieważ kobiety, które miały analogicznie stukniętego faceta, leżą w grobach i nikomu już nic nie opowiedzą.
                  Mechanizm analogiczny.

                  Poza tym myślę że tu dochodzi jeszcze prosty fakt że przez wieki mężczyźni albo nie zajmowali się dziećmi wcale, więc nie było o czym snuć opowieści, albo ich toksyczne i przemocowe zachowania uważano za wręcz pożądane. Jeśli ojczym lał i głodził, to na pewno miał swoje ważne mądre męskie powody, zresztą ojciec od tego jest żeby być surowym itd itp. Natomiast kobieta miała obowiązek być miękkim obłoczkiem czułości (i tyrać przy tym jak wół...) więc każde odstępstwo od tej postaci było jej od razu wytykane.
                  • a_weasley Dobra kobieta, zły facet, dobra matka, zła macocha 24.01.25, 19:10
                    greta_herbst napisała:

                    > Bodajże George Carlin miał taką myśl podczas któregoś występu, że faceci się
                    > wymieniają historyjkami jak to "szurnięta zła eks" im pocięła opony albo
                    > potłukła ich najcenniejsze płyty, o panie, ale te baby stuknięte c'nie? Natomiast
                    > dużo rzadziej się spotyka kobiety opowiadające takie rzeczy o byłych facetach...
                    > ponieważ kobiety, które miały analogicznie stukniętego faceta, leżą w grobach
                    > i nikomu już nic nie opowiedzą.

                    Hipoteza alternatywna: kobiety są bardziej stałe w uczuciach. Facet - jeśli to nie on porzucił oczywiście, bo wtedy w ogóle nie ma problemu - po rozstaniu upija się na smutno, a po wytrzeźwieniu dochodzi do wniosku, że to zła kobieta była i nie ma co rozpaczać, a tym bardziej użerać się z oponą czy czym tam, za nieboszczkę u mnie jest, idziemy dalej, tego kwiatu jest pół światu.

                    > Mechanizm analogiczny.
                    >
                    > Poza tym myślę że tu dochodzi jeszcze prosty fakt że przez wieki mężczyźni albo
                    > nie zajmowali się dziećmi wcale, więc nie było o czym snuć opowieści,

                    ...i ani w części nie otaczała ojcostwa taka atmosfera uwielbienia jak macierzyństwa. Ze wszystkimi złościami wobec matki musiało sobie dziecko jakoś radzić, a negatywne uczucia wobec niej były i są zakazane kulturowo. "Najgorsza matka lepsza jak najlepszy ojciec".
                    I właśnie takim bajkowym piorunochronem była wredna macocha. Macocha mogła być zła, matka nigdy.
            • sanfran_84 Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 14:49
              przymrozki napisała:

              > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
              >
              > > Na zajęciach z etologii na pierwszym roku rozmawialiśmy o pochodzeniu teg
              > o arch
              > > etypu złej macochy, jak to wygląda w naturze i dlaczego w baśniach są złe
              > macoc
              > > hy, a nie ma złych ojczymów.
              >
              > Myślę, że to nie tyle ewolucja, co kultura. J

              Jak najbardziej rozumiem wszystkie podwaliny pod ten archetyp leżące w realnym życiu zarówno po stronie czynników biologicznych i/lub kulturowo-ekonomicznych.
              Do twórców baśni mam nieco żalu o to, że mogli pokazywać zło tego świata w dowolnej formie i postaci, mieli do dyspozycji czary, wróżki, krasnoludki, inne cuda-niewidy, całą plejadę dowolnych postaci o dowolnych cechach, niektórzy bohaterowie są urwani z nie wiadomo jakiej choinki, ale jeśli trzeba było z kogoś zrobić czarny charakter, to cyk! - zła macocha.
              Przy okazji w wikipedii przeczytałam ciekawostkę co do Śnieżki:
              "W pierwszej wersji wydanej przez Grimmów czarnym charakterem była zazdrosna matka Śnieżki. Uważa się, że zmiana w późniejszych wersjach na macochę miała służyć stonowaniu tej historii."
              • przymrozki Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 17:03
                sanfran_84 napisał(a):

                > Przy okazji w wikipedii przeczytałam ciekawostkę co do Śnieżki:
                > "W pierwszej wersji wydanej przez Grimmów czarnym charakterem była zazdrosna ma
                > tka Śnieżki. Uważa się, że zmiana w późniejszych wersjach na macochę miała służ
                > yć stonowaniu tej historii."

                To chyba dotyczy wielu baśni - że istnieją wersje, w których chodzi o matkę lub z historii wcale nie wynika jednoznacznie, czy chodzi o matkę, czy macochę - istnieje teoria, że jest to zabieg całkowicie celowy, bo baśnie tego nurtu mają opowiadać dzieciom, w sposób symboliczny, o momencie, w którym matka z osoby zaspokajającej wszystkie potrzeby dziecka przeistacza się w kogoś, kto zaczyna upominać i wymagać. Dzieci mają wtedy naturalnie przechodzić fazę wiary w to, że matkę podmieniono, że ta prawdziwa została wypędzona lub umarła i zastąpił ją ktoś inny, groźny i nieżyczliwy. Baśnie mają więc dodawać otuchy w emancypacji spod opiekuńczych skrzydeł i zachęcać do wejścia do ciemnego lasu w poszukiwaniu chat z piernika, wilków dybiących na babcie i innych podobnych potworności.

                To doskonale widać na przykładzie "Jasia i Małgosi" - dzieci wypędzane są przez żonę ojca, ale po zamordowaniu czarownicy wracają do domu i żona ojca, dla dzieci, które już nauczyły się samodzielności, przestała być problemem.

                Podobny zabieg zastosowała nawet MM, że tak zgrabnie powrócę do głównego tematu niniejszego forum, kiedy w TiR Laura wcielając się w swojej wyobraźni w kolejne uciśnione baśniowe sieroty pomstuje na Gabrielę i stwierdza, że "to nie matka, to macocha".
          • modrogrzbiecik Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 16:25
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            >
            >
            > Na zajęciach z etologii na pierwszym roku rozmawialiśmy o pochodzeniu tego arch
            > etypu złej macochy, jak to wygląda w naturze i dlaczego w baśniach są złe macoc
            > hy, a nie ma złych ojczymów.
            >
            >

            W baśniach chyba ogółem jest bardzo mało ojczymów jako takich, pamiętacie jakiegoś? Ja kojarzę tylko jednego, z "Oślej skórki" - swoją drogą nieźle rąbniętego, bo po śmierci żony planował w następnej kolejności poślubić swoją pasierbicę, która musiała ratować się ucieczką.
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 17:33
              modrogrzbiecik napisała:

              > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
              >
              > >
              > >
              > > Na zajęciach z etologii na pierwszym roku rozmawialiśmy o pochodzeniu teg
              > o arch
              > > etypu złej macochy, jak to wygląda w naturze i dlaczego w baśniach są złe
              > macoc
              > > hy, a nie ma złych ojczymów.
              > >
              > >
              >
              > W baśniach chyba ogółem jest bardzo mało ojczymów jako takich, pamiętacie jakie
              > goś? Ja kojarzę tylko jednego, z "Oślej skórki" - swoją drogą nieźle rąbniętego
              > , bo po śmierci żony planował w następnej kolejności poślubić swoją pasierbicę,
              > która musiała ratować się ucieczką.

              No paczaj, a ja właśnie znałam tylko wersję gdzie to był biologiczny ojciec!
              • modrogrzbiecik Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 19:41
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                >
                > No paczaj, a ja właśnie znałam tylko wersję gdzie to był biologiczny ojciec!
                >
                >

                Aż poczytałam o tej baśni i rzeczywiście tak było w oryginale 😵 To widocznie musiałam czytać jakąś ocenzurowaną wersję...
                No to tym bardziej ojczymów brak.
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 19:57
                  modrogrzbiecik napisała:

                  > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                  >
                  > >
                  > > No paczaj, a ja właśnie znałam tylko wersję gdzie to był biologiczny ojci
                  > ec!
                  > >
                  > >
                  >
                  > Aż poczytałam o tej baśni i rzeczywiście tak było w oryginale 😵 To widocznie m
                  > usiałam czytać jakąś ocenzurowaną wersję...
                  > No to tym bardziej ojczymów brak.


                  Btw, te baśnie, jakkolwiek porąbane by nie były, miały jeden istotny element, którego brakuje w niektórych współczesnych bajkach - całkowite uwolnienie się od agresora. W najnowszych disneyowskich animacjach, gdzie antagonistą jest członek rodziny, opowieść przeważnie kończy się pogodzeniem się z nim, nawet jeśli ta osoba była wobec bohatera realnie okrutna, np. babcie z "Coco" i "Encanto".
                  • przymrozki Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 20:36
                    tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                    > Btw, te baśnie, jakkolwiek porąbane by nie były, miały jeden istotny element, k
                    > tórego brakuje w niektórych współczesnych bajkach - całkowite uwolnienie się od
                    > agresora. W najnowszych disneyowskich animacjach, gdzie antagonistą jest człon
                    > ek rodziny, opowieść przeważnie kończy się pogodzeniem

                    W szkolnej wersji "Kopciuszka", takiej do wystawiania przez dzieci w wieku nauczania przedszkolnego, Kopciuszek po oświadczynach księcia podchodzi do sióstr i mówi "nie gniewajcie się na mnie siostrzyczki, podaruję wam złote trzewiczki i z obu was uczynię królewskie ochmistrzynie".

                    Pamiętam, że miałam siedem lat i strasznie mnie to ubodło w dziecięce poczucie sprawiedliwości, że siostry traktowały Kopciuszka tak paskudnie, a nie tylko nie przeprosiły, ale jeszcze przepraszać je musiał Kopciuszek.
                    • ciotka.scholastyka Re: co jest w karcie zgonu? 12.11.24, 11:39
                      przymrozki napisała:


                      > W szkolnej wersji "Kopciuszka", takiej do wystawiania przez dzieci w wieku nauc
                      > zania przedszkolnego, Kopciuszek po oświadczynach księcia podchodzi do sióstr i
                      > mówi "nie gniewajcie się na mnie siostrzyczki, podaruję wam złote trzewiczki i
                      > z obu was uczynię królewskie ochmistrzynie".
                      >
                      > Pamiętam, że miałam siedem lat i strasznie mnie to ubodło w dziecięce poczucie
                      > sprawiedliwości, że siostry traktowały Kopciuszka tak paskudnie, a nie tylko ni
                      > e przeprosiły, ale jeszcze przepraszać je musiał Kopciuszek.

                      A do wrednej macochy mówi "pobłogosław mnie pani matko, bo za chwilę już będę mężatką". Aaaaaaaa.
                      • a_weasley Kopciuszek 24.01.25, 18:59
                        ciotka.scholastyka napisała:

                        > przymrozki napisała:
                        >
                        >
                        > > W szkolnej wersji "Kopciuszka", takiej do wystawiania przez dzieci w wiek
                        > u nauc
                        > > zania przedszkolnego, Kopciuszek po oświadczynach księcia podchodzi do si
                        > óstr i
                        > > mówi "nie gniewajcie się na mnie siostrzyczki, podaruję wam złote trzewi
                        > czki i
                        > > z obu was uczynię królewskie ochmistrzynie".
                        > >
                        > > Pamiętam, że miałam siedem lat i strasznie mnie to ubodło w dziecięce poc
                        > zucie
                        > > sprawiedliwości, że siostry traktowały Kopciuszka tak paskudnie, a nie ty
                        > lko ni
                        > > e przeprosiły, ale jeszcze przepraszać je musiał Kopciuszek.
                        >
                        > A do wrednej macochy mówi "pobłogosław mnie pani matko, bo za chwilę już będę m
                        > ężatką". Aaaaaaaa.

                        Mnie to zirytowało dopiero jak po dziesięcioleciach odkurzyłem płytę z bajką i puściłem swojemu dziecku... a potem sobie uprzytomniłem, że właściwie to w tej wersji ani siostry, ani macocha specjalnie wredne nie są, tylko mnie się nałożył obraz z kreskówki Disneya.
                        Aczkolwiek pomysł, żeby przyrodnie rodzeństwo po kumoterstwie wsadzać dworowi na kark na kierowniczym stanowisku, nie spodobał się ani mnie, ani głównej słuchaczce.
                        • przymrozki Re: Kopciuszek 25.01.25, 19:16
                          a_weasley napisał:


                          > Mnie to zirytowało dopiero jak po dziesięcioleciach odkurzyłem płytę z bajką i
                          > puściłem swojemu dziecku... a potem sobie uprzytomniłem, że właściwie to w tej
                          > wersji ani siostry, ani macocha specjalnie wredne nie są,

                          No ależ! Wystawialiśmy to całe nauczanie początkowe, umiem całość na pamięć. W tej wersji macocha z córkami były dokładnie tak wredne, jak oryginał przykazał. Że zacytuję.

                          Macocha: Kopciuszku, bierz się do roboty ostro, śniadanie podaj siostrom! I rób tak, jak ci mówię: zmyj naczynia, wyczyść obuwie, napal w piecach i wymieć sadze, a śpiesz się, ja ci radzę! Nanioś mi drew ze dworu, garnki w kuchni wyszoruj i posprzątaj, bo za ciebie nie sprzątnę! A córeczki moje są wątłe, szkoda ich każdego paluszka. Ruszaj się! To robota w sam raz dla kopciuszka!
                          (...)
                          Ja po prostu głowę tracę, wymyślam dla Kopciuszka coraz nowe prace! Teraz jeszcze schowam mydło, niech wygląda jak straszydło! W popiół nasypię grochu, niech go wybiera po trochu! Gdy usmoli się ohydnie, wtedy już na pewno zbrzydnie!



                          • mircja Re: Kopciuszek 25.01.25, 19:40
                            przymrozki napisała:

                            >
                            > No ależ! Wystawialiśmy to całe nauczanie początkowe, umiem całość na pamięć. W
                            > tej wersji macocha z córkami były dokładnie tak wredne, jak oryginał przykazał.

                            Jeśli to była znana mi baśń muzyczna na płycie, to w tym nagraniu tekst został mocno skrócony.
                            • tt-tka Re: Kopciuszek 25.01.25, 20:01
                              I skrocony, i faktycznie zlagodzony. Tez to mialam, a nawet troche pamietam "Kopciuszku, do roboty, zawin mi papiloty" to jednak nie az tak wredne :)
                              • przymrozki Re: Kopciuszek 25.01.25, 20:21
                                tt-tka napisała:

                                "Ko
                                > pciuszku, do roboty, zawin mi papiloty" to jednak nie az tak wredne :)

                                Takyło, ale tam był ciąg dalszy. "Kopciuszku do roboty, zawiń mi papiloty! Kopciuszku, patrz, brudasie, jest plama na atłasie! Przynieś moje pończoszki! Daj mi chusteczkę w groszki! (...) Oj, ciężki mój los wdowi, cóż to za niedołęga, idź powiedz stangretowi, niech już konie zaprzęga".
                                • tt-tka Re: Kopciuszek 25.01.25, 21:17
                                  Niedolegi na plycie nie bylo. A plama na atlasie, przyniesienie chusteczki (a nie wiadra wegla czy narecza drzewa) i ponczoszek to owszem bieganina, ale wysilek z pracami oryginalu nieporownywalny
                                  nawet pantofle dziewczyna miala przetrzec szmatka, a nie wyczyscic na psi polysk :)

                                  wtedy, gdy ta plyta (i inne) byla nagrywana, nie propagowalismy ciezkiej niewolniczej pracy dzieci, ot co
                          • a_weasley Re: Kopciuszek 25.01.25, 20:12
                            przymrozki napisała:


                            > No ależ! Wystawialiśmy to całe nauczanie początkowe, umiem całość na pamięć. W
                            > tej wersji macocha z córkami były dokładnie tak wredne, jak oryginał przykazał.

                            A, to przepraszam. Na płycie tego nie było.
                • przymrozki Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 20:33
                  modrogrzbiecik napisała:

                  > Aż poczytałam o tej baśni i rzeczywiście tak było w oryginale 😵 To widocznie m
                  > usiałam czytać jakąś ocenzurowaną wersję...

                  Pamiętam wygładzoną wersję "Oślej skórki". Twórca zestawu baśni dla najmłodszych ocenzurował też przy tym "Baśń o chłopcu i magicznej fasoli" (chłopiec nie ukradł kury i harfy oraz nie zamordował olbrzyma) i "Szczurołapa z Hammeln (dzieci wstydziły się za rodziców jak Żaba za Fryderyka, więc porwanie było dla nich happy endem). Swoją drogą, jeżeli tak bardzo nie wierzy się w zbiorową mądrość pokoleń bajkopisarzy i uważa stare baśnie za bezecne i szkodliwe, to już można by całkiem zrezygnować z ich wydawania, zamiast ingerować w ich treść aż do wypaczenia sensu oryginału.

                  Chociaż z drugiej strony nikogo już chyba nie oburza, że w najbardziej popularnej wersji "Kopciuszka" żadna z sióstr nie idzie za przykładem grimmowskiego oryginału i nie odcina sobie pięty, a w "Jasiu i Małgosi" powszechnie pomija się epizod z palcem wystawianym przez kraty.
                  • catwoman21 Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 22:58
                    A co jest złego w wygładzaniu baśni? Teraz baśnie są głównie dla dzieci więc to chyba normalne, że te bardziej drastyczne elementy się pomija.
                    • przymrozki Re: co jest w karcie zgonu? 02.07.24, 10:37
                      catwoman21 napisała:

                      > A co jest złego w wygładzaniu baśni? Teraz baśnie są głównie dla dzieci więc to
                      > chyba normalne, że te bardziej drastyczne elementy się pomija.

                      Te okrutne baśnie bez szczęśliwych zakończeń też były dla dzieci. Po prostu kiedyś dzieciństwo było krótsze i kultura musiała wcześniej oswajać ludzi z makabrą.

                      Poza tym to jasne, że nie ma nic złego w modyfikowaniu baśni. Większość z nich w ogóle nie ma przecież jednej wersji kanonicznej, każda wersja jest kolejną modyfikacją historii liczącej sobie czasem setki czy tysiące lat. Ponoć pierwotny "Kopciuszek" powstał na terenie Azji, kończył się ślubem księcia z jedną z podstępnych sióstr i służył jako napomnienie, żeby nie czekać w kącie na wybawcę na białym koniu.

                      Chodziło mi o modyfikacje pozbawiającą sensu - jeżeli szczurołap tak naprawdę ratował dzieci, na cóż była ta cała heca że szczurami? I jaki morał płynie z baśni - że lepiej skonczyć jak szczur (wstrząsnięta McDusia nie lubi tego) niż mieć ojca, który nie płaci za dobrze wykonaną pracę?

                      Z ocenzurowanej baśni o magicznej fasoli zostaje za to sam tylko motyw wymiany krowy za magiczne ziarna, który to motyw, oczywiście, jest bardzo ładny i bywa użyteczną metaforą, ale sam w sobie nie niesie jakiejś szczególnej życiowej mądrości. W większości przypadków lekkomyślne oddanie majątku za obietnice szarlatana nie kończy się szczęściem i bogactwem.
            • tt-tka Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 19:02
              modrogrzbiecik napisała:

              > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
              >
              > >
              > >
              > > Na zajęciach z etologii na pierwszym roku rozmawialiśmy o pochodzeniu teg
              > o arch
              > > etypu złej macochy, jak to wygląda w naturze i dlaczego w baśniach są złe
              > macoc
              > > hy, a nie ma złych ojczymów.
              > >
              > >
              >
              > W baśniach chyba ogółem jest bardzo mało ojczymów jako takich, pamiętacie jakie
              > goś? Ja kojarzę tylko jednego, z "Oślej skórki" - swoją drogą nieźle rąbniętego
              > , bo po śmierci żony planował w następnej kolejności poślubić swoją pasierbicę,
              > która musiała ratować się ucieczką.

              To byla jego wlasna corka, i nie zamierzal, tylko uznal, ze juz jest mu poslubiona (zatem zobowiazana do lozkowych swiadczen) jako czy to zywy obraz zmarlej zony, czy wrecz ta zona.

              byly tu dawno temu na forumie moraly plynace z basni, ladnie usystematyzowane, poszukam w wolnej chwili, na razie pamietam, ze dziewczyna, a juz zwlaszcza corka wladcy, miala przerabane po calosci i strzec sie powinna wlasciwie wszystkich, ze szczegolnym uwzglednieniem
              - wlasnego ojca, bo ja wyda za szewczyka, swiniopasa czy kogo badz, kto akurat bedzie odpowiadac jego planom w polityce
              - wlasnych siostr, bo jesli maz bohaterki bedzie fajniejszy niz maz siostry, siostra wykradnie jej niemowle, do piersi przystawi szczenie i bedzie wmawiac szwagrowi, ze to jego
              - wlasnego meza, bo on w to, co mu beda wmawiac, uwierzy
              • tt-tka Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 19:06
                blaka mi sie po pamieci jakas gruzinska basn, z tesciem co prawda, a nie ojcem - kazal szukac dla swego syna zony MADREJ i to mial byc glowny walor kandydatki, z uzasadnieniem "dosc, ze mam glupiego syna, nie chce na nieszczescie wlasne i kraju glupiej synowej" - ale nie kojarze ani tytulu, ani nawet jak to sie skonczylo. Moze ktos cos ?
    • przymrozki Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 18:14
      Zwłaszcza, że obie pierwsze małżonki małżonków Borejkówien zmarły, jakby mogło wynikać z tekstu, raczej nagle, kiedy ich córki były małe (Bella w chwili śmierci matki miała rok, Elka nie pamiętam, ale też musiała być wieku żłobkowym). Bezimienne pierwsze żony jakby po prostu pewnego dnia rozpłynęły się w powietrzu bez większych następstw dla życia rodzinnego. I o ile w przypadku Grzegorza pasuje to do jego robaczywej osobowości (to jest chop, co na głos rozpacza nad tragedią upieczonej ryby, ale nic go nie obchodzi, że w tym czasie ktoś bije jego syna albo że z córkę zna się tylko z widzenia, a i to ledwo co), to w przypadku Roberta nie ma to za grosz uzasadnienia.

      A druga rzecz, że MM dosyć dobrze opisała reakcje dorosłych ludzi na dziecko (choćby nastoletnie), które straciło matkę - kiedy pan Jankowiak orientuje się, kim była Aurelia, jest mu tak głupio, że postanawia się zrehabilitować odnosząc świadectwo. Pani Marta rozmawia z Aurelią o stracie i wykazuje w tym względzie dużo czułości. Mam wrażenie, że małe dziecko bez mamy to jest jednak obraz wzbudzający bardzo silne współczucie, ciągle przywołujący feerię kulturowych odniesień do sierot, co to na mogile matusinej cicho kwilą, a już je z chaty, z tej rodzonej obcy ludzie wypędzają.Tymczasem Bella i Elka straciły matkę we wczesnym dzieciństwie, wiele razy na pytanie "gdzie twoja mamusia?" odpowiadały "umarła", a ani one, ani nikt inny z ich otoczenia w ogóle nie zachowuje się jakby to była rzecz niosąca jakiś grubszy ładunek emocjonalny. Jednemu umarła matka, drugiemu prusaki w kuchni, a trzeciego but obtarł, po co to wszystko, nieprawdaż, roztrząsać.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 19:56
        przymrozki napisała:
        > (...)
        > A druga rzecz, że MM dosyć dobrze opisała reakcje dorosłych ludzi na dziecko (c
        > hoćby nastoletnie), które straciło matkę - kiedy pan Jankowiak orientuje się, k
        > im była Aurelia, jest mu tak głupio, że postanawia się zrehabilitować odnosząc
        > świadectwo. Pani Marta rozmawia z Aurelią o stracie i wykazuje w tym względzie
        > dużo czułości. Mam wrażenie, że małe dziecko bez mamy to jest jednak obraz wzbu
        > dzający bardzo silne współczucie, ciągle przywołujący feerię kulturowych odnies
        > ień do sierot, co to na mogile matusinej cicho kwilą, a już je z chaty, z tej r
        > odzonej obcy ludzie wypędzają.Tymczasem Bella i Elka straciły matkę we wczesnym
        > dzieciństwie, wiele razy na pytanie "gdzie twoja mamusia?" odpowiadały "umarła
        > ", a ani one, ani nikt inny z ich otoczenia w ogóle nie zachowuje się jakby to
        > była rzecz niosąca jakiś grubszy ładunek emocjonalny. Jednemu umarła matka, dru
        > giemu prusaki w kuchni, a trzeciego but obtarł, po co to wszystko, nieprawdaż,
        > roztrząsać.


        A to też dziwne. Niby po latach mogły się z tym pogodzić, ale to wciąż nastolatki, trudno, żeby czasem nie potrzebowały maminej rady czy tulaska. U Elki zresztą widać te potrzeby, widzimy w N jak reaguje na Gabę.
        Również w kryzysach jakie przeżywają obie dziewczyny wspomnienie nieboszczki byłoby czymś zupełnie naturalnym. Aż się prosi by Bella wyraziła niepokój faktem, że kosz od "obcej" baby wywołał w jej ojcu większe emocje niż śmierć jej matki.
    • modrogrzbiecik Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 19:37
      Co do Ewy Jedwabińskiej, to w DP pada wzmianka, że leżała w szpitalu onkologicznym, więc mamy potwierdzone, że chodziło o nowotwór.

      W przypadku matki Elki wiemy tylko tyle, że zmarła nagle i gdy jej córeczka miała około roku (przemyślenia Grzegorza z Noelki: "Praw­dę mó­wiąc, po śmier­ci żony le­d­wie się po­zbie­rał. Źle z nim już było. Ale po­tra­fił wziąć się w garść, tak że nikt tego nie za­uwa­żył. Teraz, po pięt­na­stu la­tach, miał po­zy­cję za­wo­do­wą (...)").

      Zreszta żona Robcia tak samo: "Bella urodziła się w tym samym roku. A jej matka umarła w rok później."

      Metody myśli: "A gdyby He­le­na nie umar­ła tak wcze­śnie?", więc też nie była raczej stara. Gdzieś wcześniej jest zresztą zasugerowane, że Grzyb był wtedy jeszcze dzieckiem, ale też nie wiadomo nic więcej na jej temat.
      • minerwamcg Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 21:16
        Wiem, co się stało. One obie - i Rojkowa i Strybina - prowadziły się w ciąży i później tak, jak Agnieszka. Co to w ciąży do lekarza nie pójdzie, a w miesiąc po cesarce jeszcze się słania na nogach. I prawdopodobnie tak samo całe ich otoczenie miało to równo tam, gdzie słońce nie dochodzi. W takiej sytuacji doprawdy niewiele potrzeba, mogły spokojnie, ofiarnie i z pożytkiem dla fabuły trzasnąć w kalendarz pozostawiając na świecie małe a dzielne sierotki.
        • briar_rose Re: co jest w karcie zgonu? 31.05.25, 00:12
          Żona Robrojka zginęła w wypadku samochodowym, mamy o tym w "Córce".
    • catwoman21 Re: co jest w karcie zgonu? 26.06.24, 20:46
      Te kobiety nie były z rodziny Borejków więc się nie liczą. Tylko drugie małżeństwa wdowców z Borejkównami są tymi prawdziwymi.
    • bupu Re: co jest w karcie zgonu? 27.06.24, 15:09
      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

      > Zauważyliście, że jeżycjadowe zmarłe żony i matki, nie dość, że są anonimowe (n
      > awet wdowcy po nich wydają się nie znać ich personaliów), to jeszcze nie wiadom
      > o na co właściwie zmarły?

      Po głębokim namyśle doszłam do wniosku, że ta skąpość informacji i chłodny stosunek wdowców do nieboszczek, wynika z podejścia MM do miłości jako takiej oraz z apoteozy samych Borejkow.

      Autorka najwyraźniej wierzy, że prawdziwa miłość to tylko raz w życiu i po drób, więc taki szykowany na księcia małżonka wdowiec nie mógł pierwszej żony kochać naprawdę. Takie tam zakochanie, nic ważnego, płocha bzdurka, i nie ma co porównywać z nicieniem Trulowa jaki połączył delikwenta z Borejkowna. Z tego samego powodu obie sierotki zostały przez matule przykładnie odumarte w wieku ok. roku, czyli wystarczająco młodym, by tych matul nie mogły pamiętać. A skoro nie pamiętają, nie będą niestosownych porównań matki z macochą dokonywać.
      • siblaime Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 08:48
        >Autorka najwyraźniej wierzy, że prawdziwa miłość to tylko raz w życiu i po drób, więc taki szykowany na księcia małżonka wdowiec nie mógł pierwszej żony kochać naprawdę. Takie tam zakochanie, nic ważnego, płocha bzdurka, i nie ma co porównywać z nicieniem Trulowa jaki połączył delikwenta z Borejkowna. Z tego samego powodu obie sierotki zostały przez matule przykładnie odumarte w wieku ok. roku, czyli wystarczająco młodym, by tych matul nie mogły pamiętać. A skoro nie pamiętają, nie będą niestosownych porównań matki z macochą dokonywać.

        A to jest bardzo słuszne spostrzeżenie, które już się nieraz przewijało w różnych wątkach. Ogólnie, czy to owdowienie, czy rozwód – poprzedni partner albo reprezentuje sobą czyste zuoooo, albo jest totalnie zapomniany, w każdym razie zawsze przedstawia się go jako kogoś gorszej kategorii. Nie ma możliwości, by ktokolwiek dobrze wspomniał dawną miłość, nawet jeśli ta osoba niczym nie zawiniła i od dłuższego czasu nie żyje. Jest tylko rekwizytem, by na świecie mogły pojawić się dzieci – które potem trafią pod opiekę leprzego, grupszego nowego partnera/partnerki rodzica.
        • minerwamcg Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 16:25
          Nie trafią. Nie trafia pod żadną opiekę ani Ella ani Bella, obie są potrzebne wyłącznie do zachwycenia się super-ochach Borejkami, a potem nagle stają się na tyle "duże", że kompletnie nie potrzebują ojców, którzy ze spokojem sumienia mogą wygenerować sobie nowe (a zapewne także leprze i grupsze) potomstwo. Jak zwierzęta - troszczą się o aktualny miot, poprzedni musi dawać sobie radę sam.
          • siblaime Re: co jest w karcie zgonu? 29.06.24, 10:57
            No tak. Racja. Kurde, po prostu znowu dochodzimy do wniosku, że w Neojeżycjadzie wszystko orbitowało wokół klanu Borejków zorganizowanego trochę jak matriarchalne plemię łowców-zbieraczy: dzieci są wspólne i wychowywane przez wszystkich, po ślubie prawie nikt się nie wyprowadza (a już zwłaszcza nigdzie daleko), a wszyscy wokół to jacyś obcy gorszej kategorii. I jakoś autorka nie zauważyła, że to nie jest normalne, gdy rodzeństwo przyrodnie zupełnie się nie zna, a taki na przykład Grzyborz nie utrzymuje kontaktu z ojcem mieszkającym o rzut beretem. Wszystkich z zewnątrz należy zignorować, odciąć, najlepiej wysłać ich na koniec świata albo odemrzeć.

            W tym momencie głupio kojarzy mi się powiastka, którą próbowaliśmy klecić razem z kumplem w szkole średniej. Wprawdzie tam nie pojawiała się żadna wielopokoleniowa rodzina, za to głównymi bohaterami było czworo młodych (około 20-tki) ludzi, z których dwoje, brat i siostra, było sierotami, a dwoje pozostałych półsierotami. I w ogóle – podobne obcinanie relacji rodzinnych. Takie opkowe. Bardzo długo nie przychodziło nam do głowy, że to dziwne, by bez żadnej wojny ani zarazy był taki pomór rodziców, by nie było rodzin wielodzietnych (nawet wspomnianych półsłówkiem jako postaci z hahnastego planu), by nikt nie miał dziadków czy wujostwa. No ale myśmy to pisali jako nastolatkowie i na szczęście nie udało się tego wydać drukiem :'D
            • kooreczka Re: co jest w karcie zgonu? 29.06.24, 12:23
              To jest jednak zakorzenione w kulturze. Żeby młoda osoba mogła wykazać się samodzielnością trzeba tych krewnych poobcinać mniej lub bardziej toponie. Dopuszczalni są latami skłóceni, z którymi można się zaznajamiać.

              Radek Rak w "Agli" wprowadził samych jedynaków i w wywiadzie zauważył, że pytano go o różne szczegóły książkowego świata, ale na ten- dość mocno uzasadniony- nikt nie zwrócił uwagi
      • ako17 Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 12:49
        bupu napisała:

        > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
        >
        > > Zauważyliście, że jeżycjadowe zmarłe żony i matki, nie dość, że są anonim
        > owe (n
        > > awet wdowcy po nich wydają się nie znać ich personaliów), to jeszcze nie
        > wiadom
        > > o na co właściwie zmarły?
        >
        > Po głębokim namyśle doszłam do wniosku, że ta skąpość informacji i chłodny stos
        > unek wdowców do nieboszczek, wynika z podejścia MM do miłości jako takiej oraz
        > z apoteozy samych Borejkow.
        >
        > Autorka najwyraźniej wierzy, że prawdziwa miłość to tylko raz w życiu i po drób
        > , więc taki szykowany na księcia małżonka wdowiec nie mógł pierwszej żony kocha
        > ć naprawdę. Takie tam zakochanie, nic ważnego, płocha bzdurka, i nie ma co poró
        > wnywać z nicieniem Trulowa jaki połączył delikwenta z Borejkowna. Z tego samego
        > powodu obie sierotki zostały przez matule przykładnie odumarte w wieku ok. rok
        > u, czyli wystarczająco młodym, by tych matul nie mogły pamiętać. A skoro nie pa
        > miętają, nie będą niestosownych porównań matki z macochą dokonywać.
        >

        Dlatego, moim zdaniem, w karcie zgonu jako przyczyna śmierci podane jest info: "zwolnienie miejsca dla kogoś z klanu Borejków".
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 13:23
          ako17 napisała:

          > bupu napisała:
          > >
          > > Po głębokim namyśle doszłam do wniosku, że ta skąpość informacji i chłodn
          > y stos
          > > unek wdowców do nieboszczek, wynika z podejścia MM do miłości jako takiej
          > oraz
          > > z apoteozy samych Borejkow.
          > >
          > > Autorka najwyraźniej wierzy, że prawdziwa miłość to tylko raz w życiu i p
          > o drób
          > > , więc taki szykowany na księcia małżonka wdowiec nie mógł pierwszej żony
          > kocha
          > > ć naprawdę. Takie tam zakochanie, nic ważnego, płocha bzdurka, i nie ma c
          > o poró
          > > wnywać z nicieniem Trulowa jaki połączył delikwenta z Borejkowna. Z tego
          > samego
          > > powodu obie sierotki zostały przez matule przykładnie odumarte w wieku o
          > k. rok
          > > u, czyli wystarczająco młodym, by tych matul nie mogły pamiętać. A skoro
          > nie pa
          > > miętają, nie będą niestosownych porównań matki z macochą dokonywać.
          > >
          >
          > Dlatego, moim zdaniem, w karcie zgonu jako przyczyna śmierci podane jest info:
          > "zwolnienie miejsca dla kogoś z klanu Borejków".
          >
          >
          >

          To wszystko ma sens, zwłaszcza chronienie macoch borejkowskich przed porównaniami i w ogóle statusem macochy jako takim, wszak gdy tylko Borejkówny wychodzą za wdowców, córki tychże natychmiast idą na swoje, taktownie usuwając się z ich życia.


          > --
          >Tak myślę, że pani MM powinna tę parę rozwieść
          >jako ćwiczenie literackie.
          >Li i tylko.
          >By Sta-fraszka


          Ooo, o której parze mowa? Ja to bym osobiście Kozła i Orzełkę rozwiodła, bo nie rozumiem po kiego farfocla muszą być parą, nawet nieformalną. Widział kto kiedykolwiek, żeby ona myślała o nim w takich kategoriach?
          • bupu Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 14:06
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            >
            > To wszystko ma sens, zwłaszcza chronienie macoch borejkowskich przed porównania
            > mi i w ogóle statusem macochy jako takim, wszak gdy tylko Borejkówny wychodzą z
            > a wdowców, córki tychże natychmiast idą na swoje, taktownie usuwając się z ich
            > życia.
            >
            >
            > > --
            > >Tak myślę, że pani MM powinna tę parę rozwieść
            > >jako ćwiczenie literackie.
            > >Li i tylko.
            > >By Sta-fraszka
            >
            >
            > Ooo, o której parze mowa? Ja to bym osobiście Kozła i Orzełkę rozwiodła, bo nie
            > rozumiem po kiego farfocla muszą być parą, nawet nieformalną. Widział kto kied
            > ykolwiek, żeby ona myślała o nim w takich kategoriach?
            >


            Ja mam teorię, że Aurelia Jedwabińska tuż po DP umówiła się parę razy z Kondradkiem, stwierdziła, że nieznośny kretyn i to był koniec. Borejkowie o tym nie wiedzieli, bo mają tzw. przyjaciół programowo w końcowym odcinku jelitka. Następnie zarówno Aurelia jak i Kondradek zniknęli im z radarów, bo studia, itepe, itede. Aurelia wyjechała w świat, jest sobie szczęśliwa singielką, mieszkająca w domu na uboczu z gromadką kotów i żyjącą z tworzenia i naprawy witraży. Tymczasem Kondradek ożenił się z jakąś szemrzacą posłuszną firaną, przypadkowo również imieniem Aurelia. To ta druga Aurelia mieszka z Kondradkiem w Poznaniu i uczy w szkole, a Borejki błędnie mniemają że to Genowefa Pompke.
            • ako17 Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 14:55
              bupu napisała:

              > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
              >
              > >
              > > To wszystko ma sens, zwłaszcza chronienie macoch borejkowskich przed poró
              > wnania
              > > mi i w ogóle statusem macochy jako takim, wszak gdy tylko Borejkówny wych
              > odzą z
              > > a wdowców, córki tychże natychmiast idą na swoje, taktownie usuwając się
              > z ich
              > > życia.

              pytanie mam natomiast takie, czemu ci wdowcy co się żenią z Borejkównami koniecznie mają dzieci w wieku idącym na swoje? Czyżby za trudno było opisać rodzinę patchworkową? I ewentualne konflikty pomiędzy 14-letnią Elką a 9-letnią Laurą?

              > > >Tak myślę, że pani MM powinna tę parę rozwieść
              > > >jako ćwiczenie literackie.
              > > >Li i tylko.
              > > >By Sta-fraszka
              > >
              > >
              Ooo, o której parze mowa?
              W poście, który zacytowałam mowa jest o parze Róża-Fryc.
              Tu wklejam link do całego wątku: forum.gazeta.pl/forum/w,25788,104710968,104710968,Malzenstwo_kandydat_do_rozwodu_w_Jezycjadzie.html?s=2&so=1

              Ja to bym osobiście Kozła i Orzełkę rozwiodła,
              > bo nie
              > > rozumiem po kiego farfocla muszą być parą, nawet nieformalną. Widział kt
              > o kied
              > > ykolwiek, żeby ona myślała o nim w takich kategoriach?

              Ja nie. Czemu niejednokrotnie dawałam wyraz, chociażby zakładając wątek "Dlaczego Aurelia wyszła za Konrada"

              > Ja mam teorię, że Aurelia Jedwabińska tuż po DP umówiła się parę razy z Kondrad
              > kiem, stwierdziła, że nieznośny kretyn i to był koniec. Borejkowie o tym nie wi
              > edzieli, bo mają tzw. przyjaciół programowo w końcowym odcinku jelitka. Następn
              > ie zarówno Aurelia jak i Kondradek zniknęli im z radarów, bo studia, itepe, ite
              > de. Aurelia wyjechała w świat, jest sobie szczęśliwa singielką, mieszkająca w d
              > omu na uboczu z gromadką kotów i żyjącą z tworzenia i naprawy witraży. Tymczase
              > m Kondradek ożenił się z jakąś szemrzacą posłuszną firaną, przypadkowo również
              > imieniem Aurelia. To ta druga Aurelia mieszka z Kondradkiem w Poznaniu i uczy w
              > szkole, a Borejki błędnie mniemają że to Genowefa Pompke.


              To jest bardzo prawpodobne! Oni przecież niekoniecznie pamiętają jak Aurelia wygląda, zresztą co im tam za różnica.
              Aurelia, w przeciwieństwie do takiej np. Anieli nie ma do zaoferowania kwatery w Łebie z podwózką z Gdyni, a z jej przyszywanym dziadkiem przez lata można się było dogadywać w kwestii wakacji dla Pyzy i Tygryska bez jej pośrednictwa i udziału, zatem jest zupełnie zbędna Borejkom.
              Jakby co, to można ją raz na dekadę zaprosić na jakieś wesele, też będzie dobrze - i kto się wtedy zorientuje, że to jakaś inna Aurelia?
              • bupu Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 15:08
                ako17 napisała:

                > bupu napisała:
                >
                > > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                > >
                > > >
                > > > To wszystko ma sens, zwłaszcza chronienie macoch borejkowskich prze
                > d poró
                > > wnania
                > > > mi i w ogóle statusem macochy jako takim, wszak gdy tylko Borejkówn
                > y wych
                > > odzą z
                > > > a wdowców, córki tychże natychmiast idą na swoje, taktownie usuwają
                > c się
                > > z ich
                > > > życia.
                >
                > pytanie mam natomiast takie, czemu ci wdowcy co się żenią z Borejkównami koniec
                > znie mają dzieci w wieku idącym na swoje? Czyżby za trudno było opisać rodzinę
                > patchworkową? I ewentualne konflikty pomiędzy 14-letnią Elką a 9-letnią Laurą?
                >

                Bo wtedy dana Borejkowna musiałaby faktycznie zabrać się za, GASP!, bycie rodzicem i wychowanie latorośli, to raz, a dwa przestałaby jeszcze wyglądać jak ósmy cud świata opromieniający nadziemskie blaskiem życie tego biednego, samotnego, z prochu i mizerii podniesionego żuczka za którego wyszła. Icowtedy?
                • ako17 Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 15:18
                  bupu napisała:


                  > >
                  > > pytanie mam natomiast takie, czemu ci wdowcy co się żenią z Borejkównami
                  > koniec
                  > > znie mają dzieci w wieku idącym na swoje? Czyżby za trudno było opisać ro
                  > dzinę
                  > > patchworkową? I ewentualne konflikty pomiędzy 14-letnią Elką a 9-letnią L
                  > aurą?
                  > >
                  >
                  > Bo wtedy dana Borejkowna musiałaby faktycznie zabrać się za, GASP!, bycie rodzi
                  > cem i wychowanie latorośli, to raz, a dwa przestałaby jeszcze wyglądać jak ósmy
                  > cud świata opromieniający nadziemskie blaskiem życie tego biednego, samotnego,
                  > z prochu i mizerii podniesionego żuczka za którego wyszła. Icowtedy?
                  >

                  No dobrze, ale gdyby związek GrzeGaby musiał się zmierzyć z problemem negatywnego nastawienia Elki do Gąby i ona, ta Gąba, osobiście cierpliwością, miłością i innymi tam przymiotami, tę Elkę oswoiła i przekonała do siebie, a my jako czytelnicy widzielibyśmy ten proces, to czyż nie polubilibyśmy Gaby bardziej?
                  Tudzież w ogóle się zastanawiam, czemu w Neo w ogóle nie ma pokazanych procesów wychowania dzieci, nawet własnych.
                  • chatgris01 Re: co jest w karcie zgonu? 30.05.25, 22:35
                    ako17 napisała:


                    > No dobrze, ale gdyby związek GrzeGaby musiał się zmierzyć z problemem negatywne
                    > go nastawienia Elki do Gąby i ona, ta Gąba, osobiście cierpliwością, miłością i
                    > innymi tam przymiotami, tę Elkę oswoiła i przekonała do siebie, a my jako czyt
                    > elnicy widzielibyśmy ten proces, to czyż nie polubilibyśmy Gaby bardziej?
                    >
                    >

                    Ha! I jakby jeszcze Elka się w tym negatywnym nastawieniu do Gaby spiknęła z Laurą i razem by knuły, jak tu dodać znękanej Gabie zgryzot! Widzę to oczyma duszy (choć realistycznie patrząc, to prawdopodobniejsze jest jednak, że na wrogość Elki, Laurze by się włączył tryb obronny matki).
                    • minerwamcg Re: co jest w karcie zgonu? 02.07.25, 13:16
                      I nareszcie byłoby co poczytać! Jakby Laura z Elką wzięły się za łby, jedna w obronie Gabrysi, druga chcąc jej dokopać - uu, działoby się. Pikanterii sprawie dodawałby fakt, że Elka jest od Laury dużo starsza, za to Laura grałaby na własnym boisku :)
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 15:21
                ako17 napisała:
                > (...)
                > pytanie mam natomiast takie, czemu ci wdowcy co się żenią z Borejkównami koniec
                > znie mają dzieci w wieku idącym na swoje? Czyżby za trudno było opisać rodzinę
                > patchworkową? I ewentualne konflikty pomiędzy 14-letnią Elką a 9-letnią Laurą?
                > (...)


                TAK. Zauważ, że jedyny patchwork, który zakłada obecność dzieci z obu stron, czyli patchwork Eugeniusza i Moniki, jest opisany jako nieudany, i to bez jakichś bardzo konkretnych powodów.
                Natomiast pozostałe MM pisze tak, by były całkowicie "jednostronne" - dzieci mogą być tylko z borejkowskiej strony, a owdowiali i dzieciaci Grzegorz i Robwąs wżeniają się w rodzinę jakby byli bezdzietnymi kawalerami.

                Gdy dodamy do tego jeszcze jednostronną wizję rozwodów i podejście do Gizeli, można się zastanowić, czy autorka w ogóle jest w stanie postrzegać ludzi niespokrewnionych ze sobą jako rodzinę.
                • ako17 Re: co jest w karcie zgonu? 28.06.24, 15:46
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                  >
                  > TAK. Zauważ, że jedyny patchwork, który zakłada obecność dzieci z obu stron, cz
                  > yli patchwork Eugeniusza i Moniki, jest opisany jako nieudany, i to bez jakichś
                  > bardzo konkretnych powodów.

                  Za pozwoleniem, powód był i to bardzo konkretny.
                  Eugeniusz związał się z Moniką NIE BĘDĄC wdowcem!
                  Zatem to się nie mogło udać.
                  Śmierć pierwszej żony gwarancją udanego pożycia z potomkinią Borejków!

                  Gdyby nie to, że sama to napisałam, wzięłabym powyższe w sygnaturkę ;) :D
                • pi.asia Re: co jest w karcie zgonu? 09.11.24, 15:42
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                  > Gdy dodamy do tego jeszcze jednostronną wizję rozwodów i podejście do Gizeli, m
                  > ożna się zastanowić, czy autorka w ogóle jest w stanie postrzegać ludzi niespok
                  > rewnionych ze sobą jako rodzinę.

                  Ha! Właśnie wyjaśnienie podejścia do Gizeli może być efektem ubocznym tego wątku o złych macochach! Pierdyliard fafnaście razy zastanawialiśmy się, czemu Mila jest wobec swej opiekunki taka niegrzeczna i niewdzięczna. A to przecież proste: w oczach Mili Gizela jest MACOCHĄ, a ona, Mila, nieszczęśliwą sierotką. Mała Kalembianka zna mnóstwo bajek, więc stereotyp złej macochy, zajmującej miejsce zmarłej matusi, ma wbity głęboko w łeb. I nieważne jak bardzo Gizela by się starała - Mila postrzega ją jako złą macochę i zachowuje się adekwatnie do tego.
    • k4ngur_rudy Re: co jest w karcie zgonu? 08.11.24, 22:52
      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

      >Elka i Belka również milczą na temat swoich rodzic
      > ielek.
      >
      W CR Bella wspomina Natalii, że jej matka zginęła w wypadku samochodowym.
      >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka