Dodaj do ulubionych

Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko

15.08.24, 21:00
31 lipca 2019 r.

1.

- Aniu – wyrzekł dziadek z mocą – życzyłbym sobie, abyś spędzała czas bardziej pożytecznie, jak na inteligentkę przystało.
Ania spojrzała na dziadka nieprzytomnie znad tomu hiszpańskiej powieści, traktującej o damach, rycerzach i romansach. Głowę oparła na ręce, łokieć na stole i chłonęła książkę z zaangażowaniem.
- Mówiłeś coś, dziadku?
- Czy mówiłem? O tempora! - zakrzyknął Ignacy Borejko, niezupełnie jak stoik.
- Czy dziadek potrzebuje czegoś pilnie? Bo jestem zajęta.
- Aniu, wnuczko droga. Chciałbym zwrócić uwagę na dobór twoich lektur.
- A to zwróć, dziadku, zwróć sobie – dostosowała się Ania swoim zwyczajem i na powrót oddała lekturze.
- Aniu – Ignacy nie ustawał w próbach nawiązania kontaktu z wnuczką – okładka tej książki nie wskazuje na wysokie moralne walory dzieła - rzekł z przekonaniem, spoglądając na ilustrację ciemnowłosej damy, ukazującej wśród piany falban i koronek, upięcie pończochy.
- Uhm... nie wskazuje.
- To dlaczego ją czytasz?
- Co? Eee... słucham?
- Nareszcie! Czytasz książkę o wątpliwej wartości. Nie żal ci czasu, który mogłabyś poświęcić bardziej wartościowej lekturze?
- Nie, dziadku – odparła pobłażliwie - Ja nie czytam dla fabuły.
- Nie? A dla czego?
- Dla języka. Czytam książki po hiszpańsku. Ta jest akurat napisana dosyć prostym językiem, dlatego dobrze się ją czyta. Nie muszę co chwila sięgać do słownika.
- Ach tak... a dlaczego akurat po hiszpańsku?
- Ponieważ studiuję iberystykę – Ania charakteryzowała się dużą cierpliwością. Zresztą, zwykle bawiły ją dialogi z dziadkiem. Były takie... surrealistyczne. Dziadek z reguły usiłował zaprowadzać swoje porządki w domowym systemie, babcia kontrowała, rodzice reagowali z pełną pobłażliwością, a Ania? Miała to wszystko w zupełnym... poważaniu.
- Iberystykę? A dlaczego nie filologię klasyczną? Ja jestem filologiem klasycznym, Gabrysia też. Tylko w najmłodszym pokoleniu nikt nie podjął tej sztafety, by nieść ogień Olimpu pomiędzy... – tu dziadek zacukał się nieco, ponieważ nie bardzo wiedział pomiędzy co lub kogo należałoby nieść ów starożytny ogień. Maskując zmieszanie, schrupał owsiane ciasteczko.
- A nie wiem. Tak jakoś wyszło, że zainteresowałam się językiem i kulturą Hiszpanii a nie łaciną i greką starożytną – odpowiedziała Ania uprzejmie.
- Trahit sua quemque voluptas (Każdy ulega swoim namiętnościom ) - wyrzekł dziadek, zadowolony, że znalazł z wnuczką płaszczyznę porozumienia. Znacząco zawiesił głos, oczekując podania autora. Ania jednak, uznając rozmowę za zakończoną, ponownie pogrążyła się w lekturze.
- Wergiliusz – poddał się dziadek.
Przez chwilę panowała niczym niezmącona cisza.
- Uważam, że to bardzo niedobrze, że kultura starożytna przestaje interesować nowe pokolenia. Któż bowiem pamiętać będzie o naszych korzeniach, gdy nas, starszych zabraknie?
- Nie wiem – odparła Ania, uśmiechnęła się beztrosko, wstała, przeciągnęła leniwie i wyszła z książką na ganek.
Obserwuj wątek
    • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 15.08.24, 21:11
      2.
      W tym czasie Jędrzej Rojek wybrał się samotnie nad jezioro. Nie udało mu się namówić do wspólnej wyprawy nikogo spośród licznie goszczącej u ciotki Patrycji rodziny.
      Wykąpał się się i zadowolony legł na ręczniku. Wokół szumiało sitowie, wiatr marszczył taflę wody, a świerszcze dawały koncert. Było cudownie. Jędrek nie mógł zrozumieć dlaczego wszyscy siedzą w domu, zamiast przyjść tutaj. To raptem 20 minut spaceru pośród przyrody!
      Niewielka, dzika plaża była prawie pusta. Ot, kilkanaście metrów od niego, przycupnęła na zwalonym pniu jakaś drobna istotka. Siedziała tak prawie bez ruchu, ręce położyła na kolanach i wpatrywała się w wodę. Mimo woli Jędrek zainteresował się tym zjawiskiem. Przewrócił się na brzuch i jął przyglądać istotce. Była cokolwiek nierzeczywista, wyglądała jak postać z kreskówki: miała duże oczy w niespotykanie intensywnym, niebieskim kolorze, chudą szyję i wąskie ramionka. Istne chucherko! Mimo, że na plaży, była też całkowicie ubrana: w niebieską bluzeczkę, spodenki za kolana i niebieski berecik z antenką. Interesujące zjawisko.
      Słońce połaskotało go w nos, Jędrek kichnął, na chwilę przymykając oczy. Gdy je otworzył – Chucherko zniknęło.
      • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 15.08.24, 21:22
        3.
        Ignacy Borejko poczuł się, jak to się często zdarzało po rozmowach ze starszą córką Patrycji - trochę zlekceważony. Ania była uprzejma, miła... i całkowicie odporna na jego słowa.
        Siedział zatem samotnie, odrobinę osowiały, w kuchni, czekając aż przyjdzie ktoś, przed kim mógłby roztaczać wachlarze swej erudycji. Był przyzwyczajony, że żona, córki czy wnuczki (jak np. Łucja) podchwytują każde jego słowo, podpowiadają autorów światłych cytatów. A Ania – nic.
        Przecież tak nie może być! Skoro mają mieszkać pod jednym dachem, należy przestrzegać pewnych reguł, które od lat gwarantują rodzinny ład. Choćby takiej, że patriarsze rodu należą się pewne względy i nie należy dopuszczać, by czuł się pomijany w rozmowie. Nawet, jeśli rozmowa dotyczy internetów, o których to najmłodsze pokolenie rozmawiało najczęściej, zapominając przy tym całkowicie o słuchaniu dziadka, który przecież zawsze miał na podorędziu niesłychanie celne powiedzenia, zaczerpnięte wprost ze skarbnicy starożytnych sentencji.
        Trzeba będzie poważnie porozmawiać z Patrycją.
        • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 15.08.24, 21:26
          4.
          Jędrek powstał z ręcznika z poczuciem dziwnego oszołomienia. Hmm. Wszystko wyglądało jak przedtem, słońce świeciło, wietrzyk powiewał, świerszcze cykały w wysokich trawach. A jednak coś było inaczej, coś pchało go do czynów. Jakich? Sam nie wiedział. Wiedział tylko, że utracił spokój i nie może dalej tak leżeć. Trzeba iść, ruszyć przed siebie. Na początek chyba najlepiej pójść na lody. To jest zawsze dobry pomysł! Wrócił szybko do domu ciotki Patrycji, rozwiesił dość niedbale mokre rzeczy i, nie zauważony przez nikogo, wsiadł na rower by odjechać w kierunku miasteczka*.

          Przed lodziarnią stała spora kolejka, bo dzień był prawdziwie gorący. Spragnieni ochłody tubylcy i przyjezdni czekali spokojnie przed budką, z której co chwila ktoś odchodził z upragnionym rożkiem. Jędrek wiedział wprawdzie, że u ciotki Patrycji też będą lody, ale to dopiero po obiedzie, który miał być około 14. Teraz było jeszcze przed południem, a on intensywnie myślał, jakie smaki kupić. Lodziarnia na rynku oferowała szeroką gamę różnych, tradycyjnych i całkiem postępowych smaków. Guma balonowa, czy smerfowe? Truskawka czy śmietanka? Słony karmel czy mleczna czekolada? A może w ogóle kupić sobie aż 3 gałki? Jędrek miał trochę pieniędzy od taty, nie mógł jednak codziennie kupować aż trzech gałek! Raczej wystarczało mu na dwie dziennie (uwielbiał lody!), a czasem musiał zadowolić się produktem ze sklepowej zamrażarki. Głębokie rozmyślania o smakach lodów przerwało mu nagle mignięcie czegoś intensywnie niebieskiego. Przez chwilę mrugał oczami, ponownie w stanie oszołomienia, bo widok niebieski jakoś zmieszał mu się w głowie z lodami smerfowymi, na które już się właściwie zdecydował.
          Tym niemniej, istota w niebieskim ubraniu i berecie nie była smerfem, ani tym bardziej lodami, tylko... no właśnie, kim? Jędrek ruszył w kierunku zagadkowej postaci. Uszedł kilka kroków i stanął twarzą w twarz z „chucherkiem”. To zdecydowanie była dziewczyna, trochę młodsza od niego (Jędrek skończył właśnie 16 lat i zaczynał domagać się, by zwracano się doń per „Jędrzej”). Miała ogromne, ciemnoniebieskie oczy, o niespotykanej barwie i niespotykanym wyrazie. Zaskoczona, nie zapanowała nad twarzą. Te niesamowite oczy rozbłysły radością! Nagle! Ojej! Co tu wydarzyło! Ustał wszelki ruch i ucichły wszystkie dźwięki. Jędrek – a właściwie Jędrzej – znajdował się w bańce ciszy i spokoju, trzymany na uwięzi przez mocne, dobre spojrzenie. Nie mógł odwrócić oczu ani nawet mrugnąć. Dziewczyna uśmiechała się promiennie i cały świat promieniał. Jędrek, który od tej chwili już zdecydowanie był Jędrzejem, odwzajemnił uśmiech, już otwierał usta, żeby się przywitać, gdy nagle usłyszał za sobą tubalny głos wuja Florka:
          - Jędruś! A co ty tu tak sterczysz?
          Jędrzej odwrócił się do wuja, chciał powiedzieć, że on jest Jędrzej, nie Jędruś, ale nie zdążył - kątem oka zarejestrował mignięcie niebieskiej postaci. Dziewczyny już nie było. I chociaż Jędrzej lubił wuja Florka, to teraz czuł, że wolałby go nie spotkać.
          - Wracajmy do domu – powiedział wuj – niedługo obiad. Może trzeba będzie pomóc?
          - Wracajmy – odpowiedział Jędrzej, mimo że coś w nim protestowało. Wolał zostać w miasteczku. Ale nie chciał o tym mówić wujkowi. Odpuścił też lody. Jakie miały teraz znaczenie?



          * nie wiem w sumie jakie to najbliższe Pulpie miasteczko. Pobiedziska? Kostrzyn? Jakby mi kto podpowiedział, to mogę wstawić konkretną nazwę.
          • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 15.08.24, 21:32
            5.
            Patriarcha rodu nie lubił być sam. Nie chodziło wcale o to, że potrzebował publiczności wszak se contentus est sapiens (mędrzec zadowala się sobą), ale zawsze żal mu było tych młodych, którzy mogliby chłonąć od niego nauki, czerpać pełnymi garściami z krynicy mądrości o starożytnych korzeniach. Tymczasem spędzali czas bezproduktywnie. Cóż za szkoda!
            Do kuchni – nareszcie! - weszła Gabrysia. O! Z nią się zawsze przyjemnie rozmawiało. Miała taki sam umysł jak Ignacy – pojemny, zdyscyplinowany, wciąż buzujący stosownymi sentencjami starożytnych mędrców. I pamiętała wszystkich autorów!
            - Sola ratio perfecte beatum facit (tylko rozum czyni człowieka prawdziwie szczęśliwym) – wyrzekł porozumiewawczo do Gabrysi
            - Seneka – odrzekła pierworodna, spoglądając wiernie na ojca spod postrzępionej grzywki i usiadła za stołem.
            W przedpokoju dał się słyszeć jakiś hałas, jakby potrącano meble. Do kuchni wkroczyła żwawo - zbyt żwawo - młodsza córka Patrycji – Nora, która zawsze powodowała u Ignacego Borejki poczucie pewnego dyskomfortu. Była tak energiczna, zbuntowana i w jakiś dziwny sposób głośna – nawet gdy nic nie mówiła – że dziadek obawiał się, czy przypadkiem nie stanie się celem jakiegoś jej ataku. Spojrzała na dziadka szybkim, wyzywającym spojrzeniem, rzuciła: dzień dobry i nieco zbyt zamaszyście otworzyła lodówkę. Zakołysały się gwałtownie butelki i kartony, do tej pory spokojnie stojące na drzwiczkach, a jeden słoik nawet przewrócił się i wypadł z lodówki na podłogę, na której stłukł się, ujawniając w pełni swą zawartość (domowy dżem porzeczkowy).
            - Uch – rzuciła gniewnie Nora i zaczęła szerokimi ruchami sprzątać bałagan. Pomocna, jak zwykle, Gabrysia, już wstawała, by pomóc niezdarnej siostrzenicy, ale ta zdążyła usunąć resztki szkła i owocowej pulpy zanim ciotka dobrze stanęła na nogi.
            - Edimus, ut vivamus, non vivimus ut edamus. (Jemy, aby żyć, nie żyjemy, aby jeść) - zauważył filozoficznie Ignacy Borejko. Jak to dobrze, że potrafił znaleźć właściwe zdanie-klucz do każdej sytuacji. Jak wiele miał do zaoferowania młodszym pokoleniom!
            - Sokrates - odparła niezawodna Gabrysia.
            Nora wyjęła z lodówki twarożek z rzodkiewką i, ukroiwszy sobie solidną kromkę wiejskiego chleba, jadła w milczeniu, rzucając ciotce i dziadkowi nieodgadnione spojrzenia. Ignacy Borejko z entuzjazmem skorzystał z okazji zaszczepienia łacińskich mądrości młodszej córce Patrycji, która ewidentnie tego potrzebowała w tej właśnie chwili.
            - Alteri vivas oportet, si vis tibi vivere (musisz żyć dla innych, jeśli chcesz żyć z pożytkiem dla siebie) – rzekł zachęcająco, niby do Gabrysi, a tak naprawdę, do Nory.
            - Seneka – powiedziała Mila Borejko, która właśnie pojawiła się w drzwiach kuchni - dzień dobry wszystkim – przywitała się z właściwą sobie, życzliwą ironią.
            Dzień dobry – odpowiedzieli zgodnie Ignacy i Gabrysia.
            Nora coś bąknęła, przełykając ostatni kęs chleba z twarożkiem i – jak to ona – wstała gwałtownie, przewracając taboret.
            - Przepraszam – powiedziała, ale takim tonem, jakby to ona oczekiwała przeprosin. I wyszła.
            Ignacy pozostał w kuchni ze swoimi dwiema najbliższymi kobietami: żoną i najstarszą córką. Z obiema łączyło go silne pokrewieństwo mentalne i duchowe. Wiedział jednak, że jego rodzina ma jeszcze niewykorzystany potencjał. Chociaż, trzeba przyznać, córki Patrycji wymagają sporo wysiłku. Ale warto. Zawsze warto trudzić się ad futuram rei memoriam (na przyszłą rzeczy pamiątkę).
            • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 15.08.24, 21:41
              6.
              Ogród ciotki Patrycji był bardzo przyjemny, ale Jędrzej nie mógł znaleźć sobie miejsca. Przede wszystkim, było tu za dużo ludzi. W oczekiwaniu na obiad, który miał być już za pół godziny, reszta rodziny to snuła się po alejkach (jak rodzice Jędrzeja), to siedziała na ławeczkach z książką (jak Babi czy ciocia Gabrysia), to nakrywała do stołu na ganku (kuzynki Ania i Nora).
              A on chciał spokojnie pomyśleć. Zastanowić się nad tym co się wydarzyło. Tyle pytań! Przede wszystkim – kim jest ta dziewczyna? Dlaczego znika w niewyjaśnionych okolicznościach i pojawia się w równie zagadkowy sposób? I jak on ma poradzić sobie z kimś tak nieuchwytnym?

              - Patrycjo – Ignacy Borejko wkroczył do kuchni, gdzie wreszcie znalazł swą najmłodszą córkę.
              - Tak, tato? - odparła ona nieuważnie, jedną ręką smażąc kotlety mielone (oraz panierowane tofu dla wegetarian), a drugą kręcąc lody na deser. Rzucała przy tym czujne spojrzenia na obrane przez Norę ziemniaki, które już dzielnie pyrkotały na kuchence.
              W kącie Grzegorz, drugi mąż Gabrysi, pracowicie mieszał sałatę.
              - Musimy porozmawiać.
              Teraz?
              - Choćby i teraz.
              - Tato, teraz nie mogę. Pilnuję obiadu.
              - A tak, obiad. Ważna rzecz. Edimus, ut vivamus, non vivimus ut edamus – błysnął po raz drugi tym samym cytatem Ignacy Borejko. Ale poprzednio Patrycja go nie słyszała, zatem ponowne wykorzystanie cytatu było jak najbardziej uzasadnione.
              - A jakie będą dziś lody?
              - Cytrynowe z miętą.
              - Wspaniale! Zatem, chciałbym zwrócić twoją uwagę na trochę niewłaściwe zachowania twoich córek, pulcherissima.
              - Doprawdy? A co one takiego niewłaściwego robią? - zapytała nieuważnie Patrycja.
              - Otóż, moja droga, marnują swój potencjał intelektualny. Ania czyta powieści awanturnicze, z kolei Nora jest z czegoś wciąż niezadowolona, nie chce mnie słuchać. A ja mógłbym im przekazać tyle mądrości!
              - Hm, hm – powiedziała Patrycja bez przekonania, dźgając widelcem ziemniaki dla sprawdzenia, czy już doszły. - Nie wiem czy sobie zdajesz sprawę, tato, że moje córki mogą czytać, co chcą i słuchać, kogo chcą.
              - Oczekiwałbym, że jednak z nimi porozmawiasz.
              - Pewnie. Ja wciąż z nimi rozmawiam.
              - Patrycjo, ale chodzi mi o to, byś porozmawiała z nimi na temat starożytności. Aby zechciały bardziej się nią zainteresować. Otóż ja jestem - bezinteresownie - gotów wprowadzić je w głębokie tematy antyczne, począwszy od wielkiej historii, a skończywszy na codziennych obyczajach.
              - Tato... znajdź sobie kogoś innego, kogo będziesz wprowadzał. Moje córki mają zupełnie inne zainteresowania.
              - Sicut mater, ita et filia eius (jaka matka, taka córka). Ty też nie interesowałaś się filologią klasyczną... To jak mamy mieszkać razem pod jednym dachem? O czym mam z nimi rozmawiać?
              - Masz w sumie 2 wyjścia – powiedziała Patrycja, sprawnie odlewając ziemniaki oraz chowając ukręcone lody do zamrażarki – możesz z nimi rozmawiać na tematy, które są interesujące dla nich, albo... z nimi nie rozmawiać.
              Ignacy Borejko chwycił się za serce
              - Tato, nie rób dram. Nie wszyscy muszą podzielać twoje zainteresowania – kontynuowała Patrycja, posypując ziemniaki koperkiem – Na przykład ani Ida, ani Józek, ani Natalia, ani bracia Rojek nie interesują się kulturą antyczną i jakoś ci to nie przeszkadza. Fajnie, że tu mieszkacie z mamą, że się odnaleźliście u nas, ale Ania i Nora mają swoje życie i nie będą się dostosowywać do twoich, tato, oczekiwań. Ja z kolei mam za dużo pracy w domu i gospodarstwie, żeby przejmować się jeszcze takimi rzeczami. A teraz pomóż mi, proszę, zanieść półmiski na ganek.
              - Nulla dies sine linea (ani jednego dnia bez pracy) – powiedział niezłomnie Ignacy Borejko, ponieważ nie lubił przegrywać. I sam dopowiedział sobie:
              - Apelles. Ponieważ zawsze lubił mieć ostatnie słowo.
              • itsjustemichelle1 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 15.08.24, 21:58
                Podoba mi się!
              • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 15.08.24, 21:58
                7.
                Po obiedzie zapanowała atmosfera błogiego rozleniwienia. Wszyscy jedli lody, a ciotka Patrycja siedziała na leżaku i wreszcie mogła odpocząć, bo sprzątaniem po obiedzie zajęli się rodzice Jędrzeja i dziadek (dość nietypowo milczący przy posiłku). I tak sobie siedzieli, spokojnie pogadując lub nie, dopóki nie usłyszeli szczekania psów przy furtce.
                Jędrzej, jako że wciąż czuł jakiś pęd, niepokój przemieszany z ekscytacją, poszedł otworzyć. I oto stał oko w oko z Chucherkiem (jak na swój użytek nazwał tajemniczą dziewczynę w niebieskiej tonacji). Nawet się nie zdziwił, po prostu poczuł, że tak miało właśnie być! Patrzał na tę miłą twarz i ogarniało go na nowo nie tylko to samo wielkie oczarowanie, nie tylko magnetyczne przyciąganie, ale i to samo poczucie całkowitego bezpieczeństwa. I wielka, ogromna wdzięczność. Wciąż tylko jakoś nie mógł nic powiedzieć.
                Ona też.
                Stali tak, milcząc, wzruszeni, radośni, patrzyli sobie w oczy. Nagle oboje zaśmiali się ze szczęścia, jednocześnie!
                I nadal sobie milczeli. Od tej chwili słowa były tu całkiem zbyteczne, ponieważ już wszystko stało się oczywiste.
                Wszystko, wszystko na nich czekało. Wszystko. Jędrzej otworzył furtkę, wziął Chucherko za rękę i zaprowadził do ogrodu. Tu pierwszy raz usłyszał jej głos.
                - Dzień dobry – powiedziała trochę nieśmiało, a brzmiała jak... kryształowy dzwoneczek! - Przyszłam...
                - Na obiadek? - weszła jej w słowo ciocia Gabrysia. Cała rodzina popatrzyła na nią z uznaniem. Dziwna dziewczynka znikąd, berecik z antenką - skojarzenie było oczywiste!
                - Właściwie to nie, ale mogę trochę zjeść – odrzekła skromnie tajemnicza dziewczyna, choć już w tej chwili właściwie nie tajemnicza, to po prostu dziewczyna Jędrzeja!
                - Edimus, ut vivamus... - spróbował szczęścia dziadek po raz trzeci tego dnia, ale został uciszony zniecierpliwionymi posykiwaniami, a ponieważ także jęknął cicho, a boleśnie, można się było domyślić, iż Babi dała mu sójkę w bok.
                - To ja pójdę odgrzać – zakrzątnęła się ciotka Patrycja – zapraszamy na prawdziwy, domowy obiad z deserem. Mielony może być? I sałata?
                - Tak, z miłą chęcią – rzekła grzecznie dziewczyna Jędrzeja.

                Reszta rodziny pospieszyła z pełnymi życzliwości pytaniami:
                - Jak się nazywasz?
                Krystyna. Krystyna Lavrans – odpowiedziała Krystyna. Babi aż plasnęła w dłonie z uciechy, a jej oczy rozbłysły jak gwiazdy.
                - A skąd jesteś?
                Mieszkałam długo w Malmo, mój tata jest Szwedem, ale teraz sprowadziliśmy się do Polski. Mieszkamy w Poznaniu, a tu przyjechaliśmy na letnisko. Będę chodzić do liceum w Poznaniu – mówiła spokojnie, cierpliwie, z uśmiechem i z leciutkim akcentem.
                - Podoba ci się w Polsce? - Gabrysia zadała to pytanie z, jak się wydawało, pewnym podtekstem. I nie wiadomo jak to się stało, ale oboje, i Jędrzej i Krystyna, w tym samym momencie wstali i spojrzeli sobie głęboko w oczy. A Krystyna powiedziała:
                Tak.
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 15.08.24, 23:39
                  Nieoczekiwany zwrot akcji! Początkowo wszystko wydawało się iść w stronę raczej realistyczną, nawet rojenia młodego Rojka nie wydawały mi się traktowane zbyt poważnie, a tu nagle skręt w stronę baśniowości musierycznej! Chyba, że to Jędrzych ma haluny?
                  • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 16.08.24, 10:53
                    tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                    > Nieoczekiwany zwrot akcji! Początkowo wszystko wydawało się iść w stronę raczej
                    > realistyczną, nawet rojenia młodego Rojka nie wydawały mi się traktowane zbyt
                    > poważnie, a tu nagle skręt w stronę baśniowości musierycznej! Chyba, że to Jędr
                    > zych ma haluny?
                    >
                    no jakże tak? Toć oni wszyscy by musieli mieć haluny! Przecież cała reszta też widzi Krystynę, córkę Lavransa.
                    A tak serio, to chciałam udowodnić tezę z mojej sygnaturki.
    • tt-tka Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 16.08.24, 00:24
      dawaj dalej ! realistycznie, basniowo czy jak zechcesz, ale dawaj !
      • pi.asia Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 16.08.24, 10:15
        tt-tka napisała:

        > dawaj dalej ! realistycznie, basniowo czy jak zechcesz, ale dawaj !
        >

        Dawaj, dawaj!
        To jest dobre na tak wielu poziomach, że aż dech zapiera. Rykłam śmiechem przy ogniu Olimpu niesionym pomiędzy ( rany, najpierw napisało mi się "niesionym po miedzy" co jest intrygującym pomysłem), oraz przy Grzegorzu pracowicie mieszającym sałatę. Wzruszyłam się przy opisie pierwszego kontaktu Jędrka z Chucherkiem (tego nad jeziorem). No co ja zrobię, tak właśnie czasem bywa, że spojrzymy na kogoś - nawet nieznajomego! - i cały świat przestaje dla nas istnieć. Sama to przeżyłam wiele lat temu w Jugosławii, kiedy jeszcze była ona Jugosławią. A on miał czarne oczy pełne niewyobrażalnego smutku i rzęsy nieprzyzwoitej wprost długości...
        Dość o tym.
        Doskonale napisane postacie, każda z takim charakterem i zachowaniem, jakie narzuciła im kiedyś MM. Jedynie Gabriela jeszcze ani razu nie płakała, ale wszystko pewnie przed nią. No i Ignacy, który ma misję. A nawet MISJĘ! Czyli wreszcie wiemy, że stary Borejko wcale nie jest upierdliwą i monotematyczną gadułą, tylko przyjął na siebie ciężar niesienia starożytnego ognia po miedzy, po lasach i polach, a zwłaszcza po ugorach młodych umysłów.
        • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 16.08.24, 10:56
          pi.asia napisała:

          > tt-tka napisała:
          >
          > > dawaj dalej ! realistycznie, basniowo czy jak zechcesz, ale dawaj !
          > >
          >
          > Dawaj, dawaj!
          > To jest dobre na tak wielu poziomach, że aż dech zapiera. Rykłam śmiechem przy
          > ogniu Olimpu niesionym pomiędzy ( rany, najpierw napisało mi się "niesionym po
          > miedzy" co jest intrygującym pomysłem), oraz przy Grzegorzu pracowicie mieszają
          > cym sałatę. Wzruszyłam się przy opisie pierwszego kontaktu Jędrka z Chucherkiem
          > (tego nad jeziorem). No co ja zrobię, tak właśnie czasem bywa, że spojrzymy na
          > kogoś - nawet nieznajomego! - i cały świat przestaje dla nas istnieć. Sama to
          > przeżyłam wiele lat temu w Jugosławii, kiedy jeszcze była ona Jugosławią. A on
          > miał czarne oczy pełne niewyobrażalnego smutku i rzęsy nieprzyzwoitej wprost dł
          > ugości...
          > Dość o tym.
          > Doskonale napisane postacie, każda z takim charakterem i zachowaniem, jakie nar
          > zuciła im kiedyś MM. Jedynie Gabriela jeszcze ani razu nie płakała, ale wszystk
          > o pewnie przed nią. No i Ignacy, który ma misję. A nawet MISJĘ! Czyli wreszcie
          > wiemy, że stary Borejko wcale nie jest upierdliwą i monotematyczną gadułą, tylk
          > o przyjął na siebie ciężar niesienia starożytnego ognia po miedzy, po lasach i
          > polach, a zwłaszcza po ugorach młodych umysłów.
          bardzo dziękuję, ale to już jest skończone.
          Następny fik musiałby być o kimś zupełnie innym - Kazimierzu np? I tylko w tle byłoby wspomniane, że Krystyna jest w ciąży i jest taka zapatrzona do wewnątrz...

          BTW, to jest już mój drugi fanfik o Chucherku, no ileż można!
          • mika_p Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 16.08.24, 18:08
            > bardzo dziękuję, ale to już jest skończone.

            Szkoda, czytałabym dalej, ładne to
            • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 16.08.24, 20:23
              mika_p napisała:

              > > bardzo dziękuję, ale to już jest skończone.
              >
              > Szkoda, czytałabym dalej, ładne to
              >
              dzięki wielkie! Tym niemniej zawsze piszę fanfiki zamknięte, doprowadzając fabułę do punktu kulminacyjnego, za którym nie ma już nic ciekawego :)
            • nchyb Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 28.08.24, 10:39
              mika_p napisała:

              >
              > Szkoda, czytałabym dalej, ładne to
              >

              ja też!!!
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 17.08.24, 13:41
            ako17 napisała:
            > bardzo dziękuję, ale to już jest skończone.
            > Następny fik musiałby być o kimś zupełnie innym - Kazimierzu np? I tylko w tle
            > byłoby wspomniane, że Krystyna jest w ciąży i jest taka zapatrzona do wewnątrz.
            > ..
            >
            > BTW, to jest już mój drugi fanfik o Chucherku, no ileż można!
            >

            Phi! A taki potencjał miał ignacowy kryzys, takie zgrabne połączenie jego typowej odklejki z poczuciem bycia niepotrzebnym i tracenia na znaczeniu w życiu rodziny, które przecież towarzyszy wielu starszym osobom.
            To może chociaż jakiś oneshocik jak patriarcha rodu się buntuje i zapisuje do grupy rekonstrukcyjnej?🥺
            • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 17.08.24, 14:05
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

              > ako17 napisała:
              > > bardzo dziękuję, ale to już jest skończone.
              > > Następny fik musiałby być o kimś zupełnie innym - Kazimierzu np? I tylko
              > w tle
              > > byłoby wspomniane, że Krystyna jest w ciąży i jest taka zapatrzona do wew
              > nątrz.
              > > ..
              > >
              > > BTW, to jest już mój drugi fanfik o Chucherku, no ileż można!
              > >
              >
              > Phi! A taki potencjał miał ignacowy kryzys, takie zgrabne połączenie jego typow
              > ej odklejki z poczuciem bycia niepotrzebnym i tracenia na znaczeniu w życiu rod
              > ziny, które przecież towarzyszy wielu starszym osobom.
              > To może chociaż jakiś oneshocik jak patriarcha rodu się buntuje i zapisuje do g
              > rupy rekonstrukcyjnej?🥺
              >
              >
              >

              Jesteście okropne! i wywieracie na mnie presję! A ja się ugięłam (tak jak się ugięłam przy pisaniu dalszego ciągu fika o Józku i Andżeli, żeby pokazać konsekwencje niedotrzymania formalności przy zamieszkaniu w Ruince) i zaczęłam pisać. Ale:
              - kiepsko mi idzie, mam tylko pojedyncze scenki, które nie kleją mi się w całość
              - to już nie będzie o Chucherku, którego losy zostały doprowadzone do, właściwie, końca, tylko o seniorach i ich relacjach z rodziną Górskich
          • ciotka.scholastyka Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 20.08.24, 10:28
            > I tylko w tle byłoby wspomniane, że Krystyna jest w ciąży i jest taka zapatrzona do wewnątrz...

            NIEEEEEEEE
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 16.08.24, 11:05
      Jakość godna pozazdroszczenia! Zwłaszcza Ignac, który wreszcie ma jakieś motywacje, z chęcią zobaczę jak potoczy się jego nowy cel życiowy☺️
      • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 16.08.24, 13:19
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Jakość godna pozazdroszczenia! Zwłaszcza Ignac, który wreszcie ma jakieś motywa
        > cje, z chęcią zobaczę jak potoczy się jego nowy cel życiowy☺️
        >

        bardzo dziękuję <3
    • kocynder Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 18.08.24, 21:46
      Ej, no, Ako, wiśnia jesteś! Ja wiem, że zamysł był spuentowania córką Lavransa, ale że jak to? Koniec? I już całkiem nic dalej? I nawet bez instrukcji jak to zapomnieć, żeby móc znowu przeczytać pierwszy raz?
      JA SIĘ TAK NIE BAWIĘ! POWIEM PANI! PANI ADMINKO! A AKO JEST NIEGRZECZNA! I PASKUDNA! I SIĘ ZNĘCA! Żeby nie rzec, że bullying uprawia!*
      * ostatni akapit to, oczywiście żart! Wiem co to jest bullying i tak dalej!
      • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 19.08.24, 11:55
        kocynder napisała:

        > Ej, no, Ako, wiśnia jesteś! Ja wiem, że zamysł był spuentowania córką Lavransa,
        > ale że jak to? Koniec? I już całkiem nic dalej? I nawet bez instrukcji jak to
        > zapomnieć, żeby móc znowu przeczytać pierwszy raz?
        > JA SIĘ TAK NIE BAWIĘ! POWIEM PANI! PANI ADMINKO! A AKO JEST NIEGRZECZNA! I PASK
        > UDNA! I SIĘ ZNĘCA! Żeby nie rzec, że bullying uprawia!*
        > * ostatni akapit to, oczywiście żart! Wiem co to jest bullying i tak dalej!
        >

        Ja Wam ogromnie dziękuję, drogie współforumki :).
        Ale, żeby coś napisać, to muszę mieć pomysł. Jak miałam - to napisałam, ale się ów wziął i wyczerpał. No, miałam pomysł na jakąś tam zamkniętą całość.
        Ale wiecie co - trochę dłubię, próbuję coś dopisać :)
        Może gdyby przyszła burza, to by mi było łatwiej. Na razie, jak jeszcze raz usłyszę, że przez Polskę przechodzą nawałnice, to zwariuję.
        • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 19.08.24, 17:38
          1 sierpnia 2019
          1.
          - A właściwie to gdzie jest babcia? - Nora wpadła do kuchni i popatrzyła pytająco na rodziców.
          - Poszła do ogrodu przywitać się z różami – dziadek starał się mieć odpowiedź na każde pytanie, nawet nie jemu zadane. Uwielbiał interakcje z najmłodszym pokoleniem.
          - Pytam o babcię Wiesię – wyjaśniła uprzejmie Nora.
          - O kogo, kochaneczko? - dziadek był autentycznie zdumiony – babcia ma na imię Mila.
          - Wiem dziadku. Pytam o mamę mojego taty. Babcię Wiesię. Przedtem była tutaj.

          Nora bardzo lubiła swą babcię ze strony taty – tę przemiłą, skromną kobietę, zawsze łagodną i małomówną, tak różną od jej elokwentnych dziadków ze strony mamy. Dziadek miał też dziwny zwyczaj komentowania jej zachowania czy zainteresowań, a babcia, zawsze lekko zniecierpliwiona, lubiła puścić jakąś kąśliwą uwagę pod pozorem dobrotliwej ironii. Babcia Wiesia zawsze miała dla niej czas i nigdy nie uważała, żeby jakiś problem, z którym Nora się borykała, był nieistotny, a jej reakcja – nieadekwatna. Miała też w życiu poważne trudności – porzucona przez męża, samotnie wychowywała syna, pracowała na 2 zmiany, sypiała z dzieckiem na tapczanie w saloniku domu rodzinnego, do którego wróciła po rozwodzie. I nigdy na nic nie narzekała! Kochała Floriana takiego, jakim był, kochała swoje wnuczki i zawsze ze spokojem i godnością przyjmowała to, co jej przynosił los.

          Mama odwróciła zarumienione oblicze od blachy ciepłych jeszcze bułeczek z wiśniami.
          - Babcia pojechała do sanatorium – wyjaśniła mama, na pozór pogodnie, ale czuć było w jej głosie jakiś niepokój.
          - Ale jej turnus chyba już się skończył! Bo to chyba tylko do końca lipca było? To gdzie babcia jest teraz?
          - U siebie. Na Słowackiego.
          - To babcia nie była u siebie tutaj?
          - Nie tak całkiem, kochanie, to znaczy ciocia Cesia z wujkiem Jurkiem i dziećmi jadą na cały sierpień do Włoch i babcia postanowiła, że skoro dom się tak wyludni, to ona będzie miała do dyspozycji pokój, pomoże też bratu i bratowej w domu. Wiesz, oni nie są już tacy najmłodsi...
          - Crescunt anni, decrescunt vires (przybywa lat, ubywa sił) – dziadek nigdy nie tracił okazji by przybliżać wnukom piękno starożytnej łaciny.
          - Wiem, ale babcia Wiesia też nie jest najmłodsza... A nie mogłaby do nas tu przyjechać?
          - Chyba nie miałaby się gdzie zatrzymać – powiedział tata odrobinę zmartwionym tonem.
          - Mogłaby zamieszkać ze mną – powiedziała Nora spokojnie. - Ja mogę spać na materacu.
          - Nie wiem czy babcia czułaby się komfortowo, mieszkając w pokoju z nastolatką, kochanie.
          - A czuje się komfortowo, mieszkając w salonie na Słowackiego? Przecież tam jej co chwila ktoś wchodzi.
          • ako17 Re: Fanfik - jak mogło być napisane Chucherko 19.08.24, 17:44
            2.
            - I właśnie dlatego korzysta z wolnego pokoju – rzekła triumfalnie babcia Mila, wchodząc z uśmiechem do kuchni. Była bardzo zadowolona, że znalazła odpowiednie zdanie, które powinno zakończyć tę zbędną rozmowę. - Corrumpunt mores bonos colloquia mala (złe rozmowy psują dobre obyczaje).
            - Święty Paweł – podpowiedziała ciocia Gabrysia, dzielnie stanowiąc niewzruszone centrum rodzinne w kuchni. Tradycyjnie baczyła przy tym, czy ktoś nie potrzebuje jej pomocy lub wsparcia.
            - To babcia mieszka tam, gdzie jest akurat wolny pokój? - drążyła Nora, mimo iż naprawdę, zdaniem Mili, nie miało to najmniejszego sensu.
            - Na razie mamy tutaj babcię i Milę i dziadka – rzekła mama pojednawczo. Przecież nie możemy pozwolić, żeby w takie upały gnieździli się w zakurzonym i śmierdzącym mieście!
            - A babcia Wiesia może?
            - Ale ona była przecież w sanatorium przez miesiąc, a dziadkom też należy się wypoczynek
            - A dziadkowie nie byli w sanatorium w czerwcu?
            Byli, ale teraz jest już sierpień no i przyjechali tu sobie na wakacje – Patrycja popatrzyła trochę bezradnie na swoich rodziców, którzy przysłuchiwali się tej wymianie zdań z minami wyrażającymi kompletne niezrozumienie dyskusji. Czemu akurat tym zagadnieniem zajmuje się teraz Nora – zdawały się mówić ich miny. Przecież ma i babcię i dziadka na miejscu!
            - Na wakacje? Babciu, dziadku, przyjechaliście tu na wakacje z wszystkimi meblami?
            - A co w tym dziwnego? - zapytała babcia, mimo woli nieco defensywnie.
            - Bo dziadek zawsze mówił, że nie przywiązuje się do przedmiotów i żeby brać przykład z Marka Aureliusza, który sypiał na łożu prostym, okrytym skórą, i umiłował wszystko, co zaleca helleński tryb życia. Czy to łoże było na pilota? To znaczy, ja rozumiem, że crescunt anni, decrescunt vires, dziadkowie potrzebują łóżek dostosowanych do swoich kręgosłupów, ale żeby też na wakacjach? I te wszystkie regały?
            - W pokoju dziadków na Roosevelta pękła ściana i zaczął osypywać się sufit. Dlatego lepiej było przewieźć wszystkie ich rzeczy tutaj, by wujek Grześ mógł bez problemu przeprowadzić gruntowny remont – odezwała się znowu mama.
            - Noro. Do czego właściwie zmierzasz? - zniecierpliwiła się Babi – czyżbyśmy musieli się tłumaczyć z tego, jak spędzamy wakacje? Akurat tobie?
            - Parentes carissimus habere debemus (Rodziców za najdroższych mieć musimy) – odezwał się dziadek, jakby to miało cokolwiek tłumaczyć.
            - Po prostu chciałam wiedzieć, gdzie będzie mieszkać babcia Wiesia – rzekła Nora, i słodko uśmiechnęła się do dziadków.

            Dobra. Lecę do roboty, bo mi klub zalało :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka