ako17
15.08.24, 21:00
31 lipca 2019 r.
1.
- Aniu – wyrzekł dziadek z mocą – życzyłbym sobie, abyś spędzała czas bardziej pożytecznie, jak na inteligentkę przystało.
Ania spojrzała na dziadka nieprzytomnie znad tomu hiszpańskiej powieści, traktującej o damach, rycerzach i romansach. Głowę oparła na ręce, łokieć na stole i chłonęła książkę z zaangażowaniem.
- Mówiłeś coś, dziadku?
- Czy mówiłem? O tempora! - zakrzyknął Ignacy Borejko, niezupełnie jak stoik.
- Czy dziadek potrzebuje czegoś pilnie? Bo jestem zajęta.
- Aniu, wnuczko droga. Chciałbym zwrócić uwagę na dobór twoich lektur.
- A to zwróć, dziadku, zwróć sobie – dostosowała się Ania swoim zwyczajem i na powrót oddała lekturze.
- Aniu – Ignacy nie ustawał w próbach nawiązania kontaktu z wnuczką – okładka tej książki nie wskazuje na wysokie moralne walory dzieła - rzekł z przekonaniem, spoglądając na ilustrację ciemnowłosej damy, ukazującej wśród piany falban i koronek, upięcie pończochy.
- Uhm... nie wskazuje.
- To dlaczego ją czytasz?
- Co? Eee... słucham?
- Nareszcie! Czytasz książkę o wątpliwej wartości. Nie żal ci czasu, który mogłabyś poświęcić bardziej wartościowej lekturze?
- Nie, dziadku – odparła pobłażliwie - Ja nie czytam dla fabuły.
- Nie? A dla czego?
- Dla języka. Czytam książki po hiszpańsku. Ta jest akurat napisana dosyć prostym językiem, dlatego dobrze się ją czyta. Nie muszę co chwila sięgać do słownika.
- Ach tak... a dlaczego akurat po hiszpańsku?
- Ponieważ studiuję iberystykę – Ania charakteryzowała się dużą cierpliwością. Zresztą, zwykle bawiły ją dialogi z dziadkiem. Były takie... surrealistyczne. Dziadek z reguły usiłował zaprowadzać swoje porządki w domowym systemie, babcia kontrowała, rodzice reagowali z pełną pobłażliwością, a Ania? Miała to wszystko w zupełnym... poważaniu.
- Iberystykę? A dlaczego nie filologię klasyczną? Ja jestem filologiem klasycznym, Gabrysia też. Tylko w najmłodszym pokoleniu nikt nie podjął tej sztafety, by nieść ogień Olimpu pomiędzy... – tu dziadek zacukał się nieco, ponieważ nie bardzo wiedział pomiędzy co lub kogo należałoby nieść ów starożytny ogień. Maskując zmieszanie, schrupał owsiane ciasteczko.
- A nie wiem. Tak jakoś wyszło, że zainteresowałam się językiem i kulturą Hiszpanii a nie łaciną i greką starożytną – odpowiedziała Ania uprzejmie.
- Trahit sua quemque voluptas (Każdy ulega swoim namiętnościom ) - wyrzekł dziadek, zadowolony, że znalazł z wnuczką płaszczyznę porozumienia. Znacząco zawiesił głos, oczekując podania autora. Ania jednak, uznając rozmowę za zakończoną, ponownie pogrążyła się w lekturze.
- Wergiliusz – poddał się dziadek.
Przez chwilę panowała niczym niezmącona cisza.
- Uważam, że to bardzo niedobrze, że kultura starożytna przestaje interesować nowe pokolenia. Któż bowiem pamiętać będzie o naszych korzeniach, gdy nas, starszych zabraknie?
- Nie wiem – odparła Ania, uśmiechnęła się beztrosko, wstała, przeciągnęła leniwie i wyszła z książką na ganek.