ako17
29.12.24, 20:59
10 maja 2017
środa
1.
Fryderyk Schoppe biegł z pracy jak na skrzydłach.
Różo – rzekł od progu do swojej żony, chwilowo skupionej na wydobywaniu mentosa z papierowej tutki – mam propozycję stypendium w USA. Dołączę do zespołu, badającego gęstość obserwowalnych gwiazd! - Spodziewał się, że Róża, jeśli nawet się nie ucieszy, to przynajmniej zainteresuje. Przeliczył się.
- Och... zostawiasz nas?
- W żadnym razie! Jadę na kontrakt, czasowy, może z opcją przedłużenia, ale tego nie wiem teraz. To jest po prostu wielka szansa dla mnie, jako naukowca, żeby przejść na wyższy poziom, a dla nas, jako rodziny, o wiele większy potencjał materialny i...
- Fryderyku, ty wciąż o tych pieniądzach?
- Ależ skąd, kiedy ja ostatnio mówiłem o pieniądzach?
- No jak to, ja pamiętam, jak wyjeżdżałeś pierwszy raz do USA, ja ci powiedziałam, że będziemy mieć dzidziusia, a ty wyjechałeś, bo niby jakieś pieniądze były potrzebne
- A nie były?
- Nie, ile takie dziecko zje...
- Różo, czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z realiów życiowych? Ile kosztuje utrzymanie tego segmentu i w ogóle nasze życie?
- O! O! Wciąż te pieniądze, a dziadziuś zawsze powtarzał, że Non qui parum habet, sed qui plus cupit, paupere est (Nie ten jest biedny, kto posiada mało, lecz ten, kto pragnie więcej.)...
- Seneka – rzekła, odczekawszy stosowny moment, gdy Fryderyk na przemian bladł i się czerwienił, ale nie podał autora cytatu.
- Różo. Różo droga – Fryderyk uruchomił wszystkie swoje pokłady cierpliwości - od kilkunastu lat mieszkamy tutaj, w Anglii. Ja pracuję zawodowo, ty nie. Ok, nie musisz, chociaż gdybyś pracowała – choćby na część etatu - byłoby nam pewnie łatwiej. Pojadę na 3, może 4 miesiące na początku czerwca. Mamy prawie miesiąc na omówienie i ułożenie wszystkich spraw.