Dodaj do ulubionych

Powrót taty

29.12.24, 20:59
10 maja 2017
środa

1.
Fryderyk Schoppe biegł z pracy jak na skrzydłach.
Różo – rzekł od progu do swojej żony, chwilowo skupionej na wydobywaniu mentosa z papierowej tutki – mam propozycję stypendium w USA. Dołączę do zespołu, badającego gęstość obserwowalnych gwiazd! - Spodziewał się, że Róża, jeśli nawet się nie ucieszy, to przynajmniej zainteresuje. Przeliczył się.
- Och... zostawiasz nas?
- W żadnym razie! Jadę na kontrakt, czasowy, może z opcją przedłużenia, ale tego nie wiem teraz. To jest po prostu wielka szansa dla mnie, jako naukowca, żeby przejść na wyższy poziom, a dla nas, jako rodziny, o wiele większy potencjał materialny i...
- Fryderyku, ty wciąż o tych pieniądzach?
- Ależ skąd, kiedy ja ostatnio mówiłem o pieniądzach?
- No jak to, ja pamiętam, jak wyjeżdżałeś pierwszy raz do USA, ja ci powiedziałam, że będziemy mieć dzidziusia, a ty wyjechałeś, bo niby jakieś pieniądze były potrzebne
- A nie były?
- Nie, ile takie dziecko zje...
- Różo, czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z realiów życiowych? Ile kosztuje utrzymanie tego segmentu i w ogóle nasze życie?
- O! O! Wciąż te pieniądze, a dziadziuś zawsze powtarzał, że Non qui parum habet, sed qui plus cupit, paupere est (Nie ten jest biedny, kto posiada mało, lecz ten, kto pragnie więcej.)...
- Seneka – rzekła, odczekawszy stosowny moment, gdy Fryderyk na przemian bladł i się czerwienił, ale nie podał autora cytatu.
- Różo. Różo droga – Fryderyk uruchomił wszystkie swoje pokłady cierpliwości - od kilkunastu lat mieszkamy tutaj, w Anglii. Ja pracuję zawodowo, ty nie. Ok, nie musisz, chociaż gdybyś pracowała – choćby na część etatu - byłoby nam pewnie łatwiej. Pojadę na 3, może 4 miesiące na początku czerwca. Mamy prawie miesiąc na omówienie i ułożenie wszystkich spraw.
Obserwuj wątek
    • ako17 Re: Powrót taty 29.12.24, 21:00
      2.
      Fryderyk, wciąż na fali entuzjazmu (nieco przybladłego za sprawą reakcji żony), nie mógł zasnąć. Czy Róża naprawdę musi być taka emocjonalna? On sam był do bólu racjonalny (w pewnych kręgach nazywano go RoboFrycem).
      Kiedy miał 16 lat, uległ jej urokowi – była śliczna, pogodna, wpatrzona w niego jak w obrazek. Chłonęła każde jego słowo, a on uwierzył, że astrofizyka naprawdę ją interesuje. Dziewczyna marzeń! Zaręczyli się na wspólnej wycieczce, wtedy wydawało mu się to takie ładne i dorosłe.
      Niestety, kolejne lata odzierały go ze złudzeń co do Róży. Była bierna życiowo i monotematyczna - wciąż mówiła o dzieciach. Np. w trakcie wspólnych spacerów, gdy on przybliżał jej mechanizm powstawania supernovej, potrafiła podejść do jakiejś kobiety z wózkiem i wypytywać: a ile ma miesięcy, a czy ząbkuje, a czy nie ma kolki? I jeszcze próbowała jego angażować: patrz, Fryderyku, jakie włoski, zobacz, jak się ślicznie uśmiecha, jaki dzielny zuch, albo jaka cudna dziewczynka.
      Fryderyk, sprowadzony w ten sposób na ziemię z zewnętrznych powłok umierającej gwiazdy, reagował powściąganą irytacją.
      Nic go nie obchodziły cudze dzieci, ich ząbki, włoski, brzuszki czy pupki. Jego marzeniem było znaleźć się w zespole, który opracuje dokładny wzorzec przekształcania gwiazdy w czarną dziurę lub gwiazdę neutronową, z dokładnością do kilku ton masy i z uwzględnieniem wszystkich obiektów znajdujących się w polu grawitacyjnym. Inspirowało go Słońce, które miało akurat takie rozmiary, że na razie trudno było przewidzieć, czy pod koniec swojej egzystencji (czyli za jakieś 4-5 miliardów lat) stanie się czarną dziurą, czy gwiazdą neutronową. I może, może w dalszej przyszłości, uda mu się wziąć udział w badaniach nad rozwiązaniem głównego problemu współczesnej nauki o prawach natury – opracowanie superteorii łączącej mechanikę kwantowę z teorią względności?
      A małe dzieci – cóż - według niego wszystkie były takie same.
      Nie mieli z narzeczoną wspólnych tematów i naprawdę zdziwił się, gdy postanowiła zdawać na astrofizykę. Pomyślał wtedy (znowu), że może jednak rzeczywiście czarne dziury i gwiazdy neutronowe interesują jego dziewczynę. I że będą parą naukowców jak Maria i Pierre Curie...
      Niestety, szybko okazało się, że nic z tego. Róży zagadnienia cyklu życia gwiazd, planet czy księżyców nie interesowały, mechanika kwantowa – przerażała, a teoria grawitacji Einsteina – do tej pory najpełniejsze, najwięcej wyjaśniające twierdzenie dotyczące kosmosu – pozostawała niezrozumiała.
      Ponieważ nie sposób zgłębiać astronomii, astrofizyki, kosmologii, czy nawet ziemskiej fizyki beż zrozumienia szczególnej i ogólnej teorii względności, Fryderyk poświęcił wiele trudnych godzin na tłumaczenie Róży tych doniosłych tez. Nic z tego, Róża przyswoiła sobie z niejakim trudem twierdzenia kopernikańskie i newtonowskie, ale teoria względności pozostała poza jej zasięgiem. Co więcej, w zasadzie nie miała potrzeby pojąć tej teorii. W trakcie ich licznych, żmudnych korepetycji wydawała się być zupełnie gdzie indziej, a pytana o to, co ją rozprasza – uśmiechała się, jak to ona, ślicznie – i wyjaśniała, że właśnie myślała, jak on wyglądał gdy miał tylko 2 ząbki.
      • ako17 Re: Powrót taty 29.12.24, 21:06
        3.
        Dlatego właśnie Fryderyk, gdy na początku 2024 roku otrzymał stypendium w USA, stwierdził, że będzie to dobry sposób na stopniowe rozluźnienie ich związku. Nie, nie miał „na oku” nikogo innego, po prostu stwierdził, że on Róży nie potrafi dać tego, czego ona potrzebuje, on z kolei, tak naprawdę, nie potrzebował nikogo. Chciał być sam z zagadnieniami Wszechświata i wtedy czuł się najlepiej. Owszem, gdyby ktoś potrafił z nim tę pasję dzielić, byłoby pewnie cudownie – inspirować się wzajemnie, stawiać sobie wyzwania – ale równie dobrze mógł to robić po prostu w zespole badawczym. Nie umiał powiedzieć Róży w twarz, że nie chce z nią być – miała w sobie tyle dziecięcej ufności, jak gdyby te wszystkie dzieci, o których myślała, cały czas w niej były. To było tchórzostwo z jego strony, ale nigdy nie był dobry w relacjach międzyludzkich. Przynajmniej w domu rodzinnym tego się nie nauczył.

        Nie był zachwycony próbą ich zbliżenia fizycznego w trakcie praktyk w obserwatorium. Z natury był mało romantyczny, a potrzeby seksualne stały na samym końcu jego hierarchii. Niepotrzebnie uległ Róży, która go przekonywała, że „to tylko umocni ich więź” „nic się nie stanie”, „niedługo się rozstaną na kilka miesięcy, a może on już z tego USA nie wróci (zupełnie, jakby szedł na wojnę, a nie uczelnię), a to już będzie zawsze między nami”. Głupio zrobił, ale zbytnio się nad tym nie zastanawiał... Do czasu, gdy Róża, na 3 dni przed wyjazdem do Houston (na niecałe pół roku), oznajmiła mu z pełną ufnością i radością, że jest w czwartym miesiącu ciąży. W głowie zakotłowało mu się od myśli: Czemu mówi mi o tym dopiero teraz??? Z czego ona się tak cieszy? Czego ona w związku z tym oczekuje???
        - Różo – wyrzekł z trudem, przez ściśnięte gardło – co ty mówisz? Jesteś pewna?
        - Tak, zobacz, tu są 2 kreski, będziemy mieli dzidziusia, cieszysz się? - dopytywała w euforii, jakby nie docierało do niej, jakie naprawdę są konsekwencje tych kresek
        - Różo. Ale ja jadę na stypendium. Wiedziałaś o tym.
        - Tak, oczywiście, ja tylko miałam nadzieję, że będziesz o mnie pamiętał tam, za oceanem.
        - O tak – rzekł powoli – na pewno nie zapomnę.
        - Cieszysz się?
        - Niby z czego?
        - będzie dzidziuś, nowe życie!
        - Niespecjalnie, wiesz, jestem raczej zaskoczony.
        - Nie? Jak to?
        - Dotychczas nie myślałem o dzieciach, nie wiedziałem nawet, czy kiedykolwiek chcę mieć własne. I nie rozumiem, czemu mówisz mi o tym teraz, na chwilę przed moim kilkumiesięcznym wyjazdem...
        - To może ty nie jedź?
        - Coo?? Oszalałaś?
        - Weźmiemy szybko ślub, potem się dzidziuś urodzi...
        - Wykluczone. Ten wyjazd to jest moja wielka życiowa szansa i zamierzam ją wykorzystać.
        - Zostawisz mnie?
        A co mam zrobić? Wiedziałaś, na litość boską, że jadę. I że to jest dla mnie cholernie ważne!
        - Fryderyku, nie przeklinaj proszę. Nie przy dziecku. Dziadziuś mówi, że mowa jest bardzo ważna, i słowa, którymi się zwracamy do drugiego człowieka...
        - Przestań!!! Co mnie w tej chwili obchodzi dziadziuś!!! Mam wielki mętlik w głowie, tu stypendium, do którego szykuję się od pół roku, a teraz – TERAZ! - dowiaduję się, że zostanę ojcem. Czy ty myślisz?
        - Tak, ja właśnie myślę, że może ty lepiej nie jedź...
        - Pojadę, a teraz już nie tylko ze względu na własny rozwój, ale też aby móc zapewnić materialne podstawy bytu twojemu, tfu, naszemu dziecku. Bo co niby ty zamierzasz robić w życiu dalej? Urodzisz i co? Tych studiów nie skończysz, to już widzę. Zamierzasz podjąć jakąś pracę?
        - Och, nie wiedziałam, że jesteś takim materialistą. Ja nie potrzebuję pieniędzy! Pieniądze to nie wszystko! Liczy się miłość!!
        - Miłość?! Pieniędzy nie trzeba na dziecko? Jaka miłość, do ciężkiej deutery, to nie miłość, to pułapka biologiczna!!! - Fryderyk z reguły był spokojny, poukładany i opanowany. Ale teraz, widząc pewną beztroskę swojej wieloletniej dziewczyny, jej brak zrozumienia realiów życiowych i nie rozumiejąc jej oczekiwań, sam stał się supernovą.
        Czasem bywa i tak.
        • ako17 Re: Powrót taty 29.12.24, 21:09
          4.

          Po powrocie ze stypendium, Fryderyk ożenił się z Różą, bo był jednak człowiekiem odpowiedzialnym. Musiał tylko pokonać absurdalne trudności, które piętrzył ten stary intrygant, dziadek Róży. Mimo wszystko, żywił wobec narzeczonej ciepłe uczucia, a małą Milę pokochał bezwarunkowo (chociaż nie zachwycał się publicznie jej włoskami czy ząbkami). Stwierdził, że, skoro tak się potoczyło, będzie pracował nie tylko dla siebie, ale i dla rodziny. I jakoś się wszystko ułożyło.
          Dostał pracę w Oxfordzie, wyrwał żonę i córkę ze szponów tej dziwnej rodziny. W domu Róży nikt nie myślał samodzielnie, wszystko odbywało się pod dyktat babci i dziadka. Nie zapomni tej chwili, gdy wychodzili z kościoła po własnym ślubie, a seniorka rodu wcisnęła im na schodach mała Milę, aby zmienili jej brudnego pampersa. Na jego protesty, że trzeba to zrobić na jakimś blacie, a nie stojąc na schodach i lepiej żeby to robił ktoś, kto nie jest ubrany w białą suknię i ślubny garnitur, Ignacy Borejko oznajmił, że to nie jego wina, iż ślub rodziców odbywa się dopiero wtedy, gdy dziecko ma kilka miesięcy. To brawurowe oświadczenie zostało nagrodzone bezgłośnymi brawami przez jego żonę.

          Cóż, udało się jednak odseparować od nich i żyli sobie spokojnie w Anglii. Początki nie były łatwe – on pracował jak szalony, ona w teorii zajmowała się domem, ale gdy Fryderyk z uczelni, zastawał w domu okropny bałagan i brak posiłku (kuchnia w kampusie uniwersyteckim była okropna). Na jego uwagi Róża reagowała zdziwieniem – u niej w domu rzadko się sprzątało, wszędzie walały się książki, czasopisma, ubrania i dziecięce akcesoria, a wszystko zalegały pokłady miłego kurzu. Podobnie z obiadami – w domu gotowała albo babcia, albo mamusia, albo Grześ – nie była tego nauczona. Powoli, krok po kroku, Róża zaczynała rozumieć, że skoro nie pracuje, a nie stać ich na pomoc domową, to jednak będzie zmuszona zająć się domem. Odbyła zatem kilka konferencji z matką i babką, dzięki którym nauczyła się ogarniać dom – poprawnie i bez entuzjazmu. Ale jakoś się pomału docierali, budując wspólne życie.

          Co prawda, wizyty różnych przedstawicieli rodziny Róży były częste i męczące, ale on już od dawna nauczył się uciekać w pracę i wyłączać z tego ogólnego rozgardiaszu (oni wszyscy mówili za dużo, za głośno i nikt nikogo nie słuchał). Róża wydawała się spełniona, a gdy urodził się Karolek, znowu miała swoje upragnione szczęście w postaci nowych włosków i ząbków. Fryderyk miał swoją pracę badawczą i dydaktyczną, Róża dzieci i kontakt z rodziną w Poznaniu.

          Tym niemniej, pamiętne było przyjęcie, na którym pojawili się wybitni absolwenci wydziału fizyki w Oxfordzie. Róża wyglądała – nomen-omen – kwitnąco i sprawiała wrażenie, jakby się świetnie bawiła w tym międzynarodowym towarzystwie. Jednak... jeśli tylko ktoś zagadnął, np. czy jest dumna z męża? Czy podziela zdanie, że teoria strun jest na ten moment najlepszą próbą połączenia teorii Einsteina z teorią mechaniki kwantowej? - Róża milkła, rozglądała się spłoszona i usiłowała pokazywać zdjęcie Karolka, kiedy był noworodkiem. Po chwili nikt już nie był zainteresowany rozmową z nią, zatem zaczęła prosić męża, by już wracali. On jednak akurat prowadził niezwykle interesującą rozmowę z profesorem Andrzejem Draganem i zupełnie nie miał ochoty wychodzić. Profesor opowiadał, jak to na jakimś wykładzie przytoczył swój, w sumie już oklepany tekst, traktujący o fotonach z „włosami”. Róża, początkowo znudzona, na hasło „włosy” ożywiła się i wyjęła telefon, prezentując zdjęcie włosków Karolka zaraz po urodzeniu. Profesor popadł w niejakie zakłopotanie i tak się skończyła dla nich impreza. Więcej Fryderyk żony na gale uczelniane nie zabierał.

          Fryderyk nie był specjalnie rodzinny ani towarzyski, ale fakt, że całe rodzeństwo Schoppe znalazło się w Wielkiej Brytanii, był dla niego pewnym pocieszeniem. Żaba mieszkała w Londynie, a Wolfi w Szkocji – zawsze to jakaś przeciwwaga dla tej wścibskiej, stadnej rodziny żony.
          • ako17 Re: Powrót taty 29.12.24, 21:10
            5.
            Tak, w każdym razie, przedstawiała się sytuacja zawodowa i domowa Fryderyka, gdy na początku czerwca 2017 wyjeżdżał ponownie do Stanów Zjednoczonych.

            Róża zostawała z dziećmi w Oxfordzie – miał trochę wątpliwości, czy uda jej się samodzielnie ogarnąć codzienną rzeczywistość, ale żona zapewniła, że na pewno sobie poradzi, a jakby co, to zawsze może liczyć na pomoc mamusi albo babci. Fryderyk, nieco uspokojony, przypomniał jeszcze, że w sierpniu kończy się termin najmu domku i trzeba go będzie przedłużyć.
            I pojechał.

            Jak grom z jasnego nieba trafiła go informacja, że Róża nie tylko najmu nie przedłużyła, ale spakowała cały ich oxfordzki majątek i wyjechała z dziećmi do Poznania.

            Wiele rozmów telefonicznych przez ocean przyniosło tylko taki skutek, że został oskarżony o porzucenie rodziny. Wszelkie próby tłumaczenia, że nie porzucił, tylko wyjechał na kontrakt, z natury rzeczy ograniczony czasowo – w żaden sposób nie pomagały. Nie rozumiał zupełnie, co się stało. Gdy wyjeżdżał, wszystko było ok, Róża nie była, oczywiście, zachwycona jego wyjazdem, ale też i nie sprawiała wrażenia, jakby była załamana. Miała spokojnie czekać w Oxfordzie na jego powrót, tymczasem po dwóch miesiącach okazało się, że nie ma do czego wracać – ani rodziny ani domu w Anglii już nie ma! A przecież nadal miał pracę w Oxfordzie!
            • ako17 Re: Powrót taty 29.12.24, 21:13
              21 października 2017
              sobota


              Róża z dziećmi bawiła u ciotki Patrycji. Właśnie jedli pyszne lody domowej roboty – cytrynowe z nutą mięty.

              Przed bramą zatrzymała się taksówka, z której wysiadł ktoś wyglądający znajomo. Wysoki, szczupły blondyn w okularach - bez wątpienia typ asteniczny.
              - Fryderyk! – zakrzyknęła Róża i plasnęła w ręce.
              - Tato!! – Mila biegła do ojca, za nią podążał statecznie Karolek, który, pod wpływem wujka Józefa zaczął uważać że egzaltacja nie przystoi poważnemu mężczyźnie - za którego się miał.
              - No jestem, kochani. Przyjechałem na Roosevelta, ale Ignaś powiedział, że tu jesteście.
              - Dobrze, że przyjechałeś.
              - Tak, Różo droga. Załatwiłem sobie już pracę w Waszawie, na wydziale fizyki. Przeprowadzamy się w przyszłym miesiącu!
              - Ale jak to?
              - No tak
              - Ale jak ja tu zostawię mamusię, babcię, dziadziusia?
              - Różo, przecież będziemy ich odwiedzać. Nareszcie możemy być znowu razem. Dzieci, jak dobrze was widzieć! Dlaczego wyjechaliście z Oxfordu? Nie mogłaś poczekać te 3 miesiące?
              - Nie, bo mamusia...
              - Ach, mamusia?
              - Tak, mamusia powiedziała, że nas porzuciłeś.
              - Ale przecież ja ci mówiłem, że wracam za 3-4 miesiące. Miałaś tylko przedłużyć najem domku!
              - Ale mamusia mówiła co innego...
              - A skąd Twoja mama mogła wiedzieć, jakie były nasze ustalenia? I jak na jakiej podstawie mogła je kwestionować?

              Gabriela przysłuchiwała się tej rozmowie, jak skamieniała. Na jej piegowatą twarz wystąpiły ostre rumieńce.

              - Seks, seks, seks – to dziadek wyszedł na ganek i skierował swe tradycyjne słowa do męża swej najstarszej wnuczki, celując w niego palcem wskazującym.
              Babcia bezgłośnie biła brawo.
              • kocynder Re: Powrót taty 29.12.24, 21:33
                Cudowne, upiorne i bardzo, bardzo prawdopodobne...
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Powrót taty 29.12.24, 23:53
                ako17 napisała:

                > (...)
                >
                > - Seks, seks, seks – to dziadek wyszedł na ganek i skierował swe tradycyjne sło
                > wa do męża swej najstarszej wnuczki, celując w niego palcem wskazującym.
                > Babcia bezgłośnie biła brawo.
                >
                >

                IIIIAAAHAHAHAHAHAHAHAAAAA!!!! TRZYMAJCIE MNIE BO PĘKNĘ!
                Ja nie wiem co on próbuję w ten sposób przekazać, ale jest tak cudownie randomowe, że prawie mi pompa wysiadła🤣
                • ako17 Re: Powrót taty 30.12.24, 11:05
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                  > ako17 napisała:
                  >
                  > > (...)
                  > >
                  > > - Seks, seks, seks – to dziadek wyszedł na ganek i skierował swe tradycyj
                  > ne sło
                  > > wa do męża swej najstarszej wnuczki, celując w niego palcem wskazującym.
                  > > Babcia bezgłośnie biła brawo.
                  > >
                  > >
                  >
                  > IIIIAAAHAHAHAHAHAHAHAAAAA!!!! TRZYMAJCIE MNIE BO PĘKNĘ!
                  > Ja nie wiem co on próbuję w ten sposób przekazać, ale jest tak cudownie randomo
                  > we, że prawie mi pompa wysiadła🤣
                  >
                  >
                  To jest po prostu zwykły sposób rozmowy Ignacego z Fryderykiem. Tyle ma on mu do powiedzenia.
                • greta_herbst Re: Powrót taty 31.12.24, 17:31
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                  > ako17 napisała:
                  >
                  > > (...)
                  > >
                  > > - Seks, seks, seks – to dziadek wyszedł na ganek i skierował swe tradycyj
                  > ne sło
                  > > wa do męża swej najstarszej wnuczki, celując w niego palcem wskazującym.
                  > > Babcia bezgłośnie biła brawo.
                  > >
                  > >
                  >
                  > IIIIAAAHAHAHAHAHAHAHAAAAA!!!! TRZYMAJCIE MNIE BO PĘKNĘ!
                  > Ja nie wiem co on próbuję w ten sposób przekazać, ale jest tak cudownie randomo
                  > we, że prawie mi pompa wysiadła🤣
                  >

                  Zgadzam się w Pani ocenie tej znakomitej pointy :D
        • kocynder Re: Powrót taty 30.12.24, 20:17
          Yyy... Jedno pytanie: "Dlatego właśnie Fryderyk, gdy na początku 2024 roku otrzymał stypendium w USA, stwierdził, że będzie to dobry sposób na stopniowe rozluźnienie ich związku. Nie, nie miał „na oku” nikogo innego, po prostu stwierdził, że on Róży nie potrafi dać tego, czego ona potrzebuje, on z kolei, tak naprawdę, nie potrzebował nikogo.[...] Nie był zachwycony próbą ich zbliżenia fizycznego w trakcie praktyk w obserwatorium."
          Się pogubiłam...Fryderyk w 2024 wyjechał na stypendium? Bo to chyba było Bliżej roku 2004?
          • ako17 Re: Powrót taty 30.12.24, 21:35
            kocynder napisała:

            > Yyy... Jedno pytanie: "Dlatego właśnie Fryderyk, gdy na początku 2024 roku otrz
            > ymał stypendium w USA, stwierdził, że będzie to dobry sposób na stopniowe rozlu
            > źnienie ich związku. Nie, nie miał „na oku” nikogo innego, po prostu stwierdził
            > , że on Róży nie potrafi dać tego, czego ona potrzebuje, on z kolei, tak napraw
            > dę, nie potrzebował nikogo.[...] Nie był zachwycony próbą ich zbliżenia fizyczn
            > ego w trakcie praktyk w obserwatorium."
            > Się pogubiłam...Fryderyk w 2024 wyjechał na stypendium? Bo to chyba było Bliżej
            > roku 2004?
            >

            jej.. naprawdę napisałam 2024? To chyba z rocznego nawyku pisania roku bieżącego :(
            Oczywiście, chodziło o 2004
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Powrót taty 30.12.24, 00:14
      Chylę czoła nad akową znajomością terminologii astrofizycznej (której zweryfikować nie mogę, ale wiem, że leży ona w kręgu zainteresowań) oraz zawartości RoboFryca, który został opisany bardzo wiarygodnie - chłopak po prostu dorósł i zaczął lepiej rozumieć swoje potrzeby, a plan wymiksowania się z tego układu zniweczyły okoliczności.

      A nieznajomość sztuki sprzątania przez Różę to nieoczywisty, ale bardzo sensowny pomysł - ona wprawdzie zmywała do spółki z ojczymem, ale mieszkanie w dalszym ciągu pozostawało "miło" zakurzone, więc na logikę nie powinna mieć nawyku ogólnego dbania o czystość. A przy gotowaniu to chyba nigdy jej nie widzieliśmy.
      • ako17 Re: Powrót taty 30.12.24, 11:03
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Chylę czoła nad akową znajomością terminologii astrofizycznej (której zweryfiko
        > wać nie mogę, ale wiem, że leży ona w kręgu zainteresowań)

        Dzięki wielki :). Pisanie o tym było prawdziwą przyjemnością.
        BTW, nie wiem czy bardziej się cieszyć z faktu, że MM nigdy tematu badań Fryderyka nie podjęła i nie próbowała o tym wspominać choćby jednym zdaniem, czy raczej żałować, że tego nie zrobiła - bo ciekawe co by z tego wyszło?

        Zdaję sobie sprawę, że gdyby te moje wypociny przeczytał PRAWDZIWY astrofizyk/ fizyk/ kosmolog, to i tak by tam kupę baboli znalazł (nie jestem pewna np. czy już gdzieś nie została opracowana teoria na temat śmierci gwiazd o masie i innych warunkach podobnych do Słońca - może została, aż taką fanatyczką astrofizyki nie jestem, żeby wiedzieć "wszystko", ani czy Andrzej Dragan był we wzmiankowanych latach na jakiejś bibie w Oxfordzie).
        >
        > A nieznajomość sztuki sprzątania przez Różę to nieoczywisty, ale bardzo sensown
        > y pomysł - ona wprawdzie zmywała do spółki z ojczymem, ale mieszkanie w dalszym
        > ciągu pozostawało "miło" zakurzone, więc na logikę nie powinna mieć nawyku ogó
        > lnego dbania o czystość. A przy gotowaniu to chyba nigdy jej nie widzieliśmy.

        Tak, to w sumie logiczne, tylko nikt się nad tym nie zastanawiał, prawda?
        Chciałam przedstawić punkt widzenia typa, który może się czuć trochę wystawiony do wiatru, bo w układzie - jedno pracuje zawodowo, drugie zajmuje się domem (jakkolwiek by on nie był konserwatywny i trochę anachroniczny) - i jedna i druga strona powinna mieć zarówno prawa, jak i obowiązki.
        Żeby nie było, absolutnie nie jestem za tym, że miejsce kobiety jest przy dzieciach, kuchni i sprzątaniu, ale wyraźnie widzimy, że Róża nie zamierzała podjąć pracy zawodowej. Najbliżej tego była podczas słynnej inwokacji do budki z kurczakami, ale wiemy jak to się skończyło. Zatem, skoro wybrała życie domowe, nie zawodowe, to jednak zwykła przyzwoitość nakazywałaby zająć się różnymi jego aspektami, a nie tylko tymi, które jej pasują, czyli całodziennym wpatrywaniu się we włoski dziecka. Oczywiście, upraszam, ale od tego są fanfiki, c'nie?
        • greta_herbst Re: Powrót taty 31.12.24, 17:37
          > Zatem, skoro wybrała życie domowe, nie zawodowe, to jednak zwykła przyzwoitość nakazywałaby zająć się różnymi jego aspektami

          Tak, tak i jeszcze raz tak. Jeden bliski mi mężczyzna jest tzw Stay At Home Husband i wszystkie te czynności wykonuje, albowiem taki mają układ. Tak to działa. Tak jak mówisz - obie strony mają i prawa, i obowiązki. Ale wychodząc z Borejchozu osoba płci dowolnej ma małe szanse dysponować umiejętnością faktycznego prowadzenia gospodarstwa. A pomimo swojego niewątpliwego konserwatyzmu i wyraźnie zaznaczonego przekonania, że miejsce kobiety jest przy dzieciach i kuchni, sama MM bardzo mało uwagi poświęca tymże samym, jakże świętym, obowiązkom. Bo ile tam takie dziecko zje? Ile tam takie dziecko nabrudzi?
          • tt-tka Re: Powrót taty 31.12.24, 20:05
            Ile butow takie dziecko spotrzebuje ? ile par spodni (inne na kazda pore roku to gruba przesada, podobnie jak buty, prawdaz) ? ile wyjazdow, a zwlaszcza po co ? ile kolezanek/kolegow i czemu zero ?

            Tak to w borejklanie wyglada, od polwiecza mniej wiecej. Ostatnie podrygi wzglednej normalnosci to, smiech na sali, OwR
    • kocynder Re: Powrót taty 30.12.24, 13:13
      Ale wiecie co? Tak w kontekście "prowadzenia domu" przez Galaretę: ja zawsze miałam takie odczucie, że ona NIC nie robi sama. Że zrobi, ok, ale jak jej się palcem pokaże i da polecenie. Że jak mamusia powie "Trzeba zmienić pościel" - to owszem, ba, nawet będzie pamiętała, że Ignaś lubi tą w biedronki, a dziadziuś z krasnalkiem, Ale jeśliby zamiast polecenia było westchnienie "Ta pościel jest jakaś nieświeża..." to Galareta stwierdzi "No, przebierałyśmy już dwa miesiące temu" i tyłka nie ruszy. Ewentualnie pociągnie nosem i oznajmi "Nie śmierdzi". I tak ze wszystkim. "Idź kupić mleko. I kończy się płyn do naczyń." to kupi tylko mleko, bo płynu nie kazałaś. Jeśli dostanie polecenie "Powycieraj kurz" to zrobi to rzetelnie, solidnie, na półkach nie znajdziesz ani pyłku - ale podłogi nie odkurzy. Oczywiście to hiperbola, te przykłady, ale o zasadę mi chodzi.
      • tt-tka Re: Powrót taty 30.12.24, 20:43
        kocynder napisała:

        > Ale wiecie co? Tak w kontekście "prowadzenia domu" przez Galaretę: ja zawsze mi
        > ałam takie odczucie, że ona NIC nie robi sama. Że zrobi, ok, ale jak jej się pa
        > lcem pokaże i da polecenie. Że jak mamusia powie "Trzeba zmienić pościel" - to
        > owszem, ba, nawet będzie pamiętała, że Ignaś lubi tą w biedronki, a dziadziuś z
        > krasnalkiem, Ale jeśliby zamiast polecenia było westchnienie "Ta pościel jest
        > jakaś nieświeża..." to Galareta stwierdzi "No, przebierałyśmy już dwa miesiące
        > temu" i tyłka nie ruszy. Ewentualnie pociągnie nosem i oznajmi "Nie śmierdzi".
        > I tak ze wszystkim. "Idź kupić mleko. I kończy się płyn do naczyń." to kupi tyl
        > ko mleko, bo płynu nie kazałaś. Jeśli dostanie polecenie "Powycieraj kurz" to z
        > robi to rzetelnie, solidnie, na półkach nie znajdziesz ani pyłku - ale podłogi
        > nie odkurzy. Oczywiście to hiperbola, te przykłady, ale o zasadę mi chodzi.
        >

        Coz, jej nikt nigdy nie uczyl, jak planowac i organizowac sobie robote, jak prowadzic dom... i tak bogiem a prawda nie bardzo mial kto nauczyc, i babunia i Gabunia tez w te klocki nieswietne :P
        mily kurz przewala sie w domu przez cale zycie obu, papierzyska zascielaja stoly, siedziska i podloge, rzeczy Nutrii wypadaja z szafy na oczach gosci i nikogo nie rusza widok nutriowych majtek i stanikow, pokoj Nutrii i Pulpy od BN do walentynek nie widzial szczotki ni odkurzacza, dziadunio zaklada ksiazki a to slonym paluszkiem, a to lyzeczka, wyjada z lodowki, kto i kiedy chce, wiec i planowanie zakupow nie ma sensu, po rzeczy zgola niepotrzebne na juz idzie sie w mroz i sniezyce...

        Mnie uczono, choc uczennica bylam oporna :), ale i zycie wymuszalo nabycie pewnych umiejetnosci. Chocby wyjazdy na obozy i zimowiska, planowanie, zaopatrzenie, rozdzielanie prac, tego nauczylam sie poza domem. A bywajac w domach kolezanek i kolegow zobaczylam, ze nasze standardy i nawyki nie sa uniwersalne, ze inni mebluja sie inaczej, sprzataja inaczej, spedzaja czas inaczej... z tego podpatrywania tez sporo sie nauczylam (w tym tez jak NIE robic pewwnych rzeczy). Roza tego materialu porownawczego nie miala, samodzielnosci nigdy jej nie dawano, odpowiedzialnosci nie uczono, ot, wychow na podrzednego pomagiera. Podejrzewam, ze dopiero wyjazd do jukeju w wieku 26 lat wymusil na niej nauczenie sie czegokolwiek.
      • ako17 Re: Powrót taty 30.12.24, 22:18
        kocynder napisała:

        > Ale wiecie co? Tak w kontekście "prowadzenia domu" przez Galaretę: ja zawsze mi
        > ałam takie odczucie, że ona NIC nie robi sama. Że zrobi, ok, ale jak jej się pa
        > lcem pokaże i da polecenie. Że jak mamusia powie "Trzeba zmienić pościel" - to
        > owszem, ba, nawet będzie pamiętała, że Ignaś lubi tą w biedronki, a dziadziuś z
        > krasnalkiem, Ale jeśliby zamiast polecenia było westchnienie "Ta pościel jest
        > jakaś nieświeża..." to Galareta stwierdzi "No, przebierałyśmy już dwa miesiące
        > temu" i tyłka nie ruszy. Ewentualnie pociągnie nosem i oznajmi "Nie śmierdzi".
        > I tak ze wszystkim. "Idź kupić mleko. I kończy się płyn do naczyń." to kupi tyl
        > ko mleko, bo płynu nie kazałaś. Jeśli dostanie polecenie "Powycieraj kurz" to z
        > robi to rzetelnie, solidnie, na półkach nie znajdziesz ani pyłku - ale podłogi
        > nie odkurzy. Oczywiście to hiperbola, te przykłady, ale o zasadę mi chodzi.
        >

        Tak, rozumiem, ja też tak Różę odbieram. IMHO, tak właśnie, jak Ty piszesz, została ta postać napisana. Pewnie nieświadomie i z poczuciem zupełnie innym (mianowicie, że pisze się WielkąMadrąDumną Matkę), ale jak to czytają współczesne kobiety - w tym samotne matki, to, za przeproszeniem, jej postawę można sobie spokojnie wyśmiać.
        Nie takie wyzwania stają przed współczesnymi kobietami i matkami (urodzić nieślubne dziecko w zabezpieczonym mieszkaniu i mieć 2 pokolenia nad sobą, gotowe utrzymywać, karmić, pomagać przy dziecku i nie musieć iść do pracy) tylko znacznie-znacznie wyższe.
        A już szczytem był dla mnie opis uwagi Róży wobec jej dzieci, przeszczepionych z Anglii, tamtejszego systemu nauczania i jedynego im znanego środowiska rówieśniczego do Poznania.
        Ściśle rzecz biorąc - brak opisu. Brak uwagi.
        Dzieci zostały przewiezione jak worki kartofli, nikt im żadnej myśli nie poświęcił, a mamusia od razu zajęła się rodzinnym noworodkiem.
        Jedynym momentem zwrócenia uwagi na dzieci Róży była myśl Grzegorza "dobrze mu tak", gdy Karol wypluł sobie gumę na buty. Jak do tych pór miałam jakąś sympatię dla Grzegorza Stryby, tak mi przeszło.
        • bupu Re: Powrót taty 01.01.25, 11:18
          ako17 napisała:

          >
          > A już szczytem był dla mnie opis uwagi Róży wobec jej dzieci, przeszczepionych
          > z Anglii, tamtejszego systemu nauczania i jedynego im znanego środowiska rówieś
          > niczego do Poznania.
          > Ściśle rzecz biorąc - brak opisu. Brak uwagi.
          > Dzieci zostały przewiezione jak worki kartofli, nikt im żadnej myśli nie poświę
          > cił, a mamusia od razu zajęła się rodzinnym noworodkiem.

          A dzieci ponad miesiąc po przyjeździe dalej sypiają na tymczasowych legowiskach w pokoju niemowlęcia, chociaż z tych hektarów poszczepańskich można by im wydzielić własną przestrzeń.



          > Jedynym momentem zwrócenia uwagi na dzieci Róży była myśl Grzegorza "dobrze mu
          > tak", gdy Karol wypluł sobie gumę na buty. Jak do tych pór miałam jakąś sympati
          > ę dla Grzegorza Stryby, tak mi przeszło.

          Mnie też. Chociaż za wiele tej sympatii to znowuż nie było...
        • hanuszka189 Re: Powrót taty 04.01.25, 09:33
          ako17 napisała:

          > Jedynym momentem zwrócenia uwagi na dzieci Róży była myśl Grzegorza "dobrze mu
          > tak", gdy Karol wypluł sobie gumę na buty. Jak do tych pór miałam jakąś sympati
          > ę dla Grzegorza Stryby, tak mi przeszło.
          >
          Jeszcze IGS żalił się Agnieszce, że jego siostrzenica nie jest już tak urokliwa jak dawne niemowlę, że rży jak koń i ciągle ma katar. Co chyba dobrze dopełnia obrazu dzieci Róży w oczach reszty rodziny...
          • ako17 Re: Powrót taty 04.01.25, 12:59
            hanuszka189 napisała:


            > >
            > Jeszcze IGS żalił się Agnieszce, że jego siostrzenica nie jest już tak urokliwa
            > jak dawne niemowlę,
            a odkąd to IGS lubił niemowlęta?

            że rży jak koń i ciągle ma katar. Co chyba dobrze dopełnia
            > obrazu dzieci Róży w oczach reszty rodziny...
            A dajcie spokój. To się w głowie nie mieści :(
            Chyba że to dalszy ciąg zasady, iż porzucona może być tylko żona i tylko ona ma prawo cierpieć.
            Dzieci nie mają żadnych uczuć, ani praw.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka