Dodaj do ulubionych

Planowanie a'la Borejko

03.02.25, 22:17
Akurat wałkujemy na forumie dwa dosyć jaskrawe przykłady borejkowskich talentów organizacyjnych, to jest wesele Józefa oraz przeprowadzkę Rurzy. Wesele Dżoziego już omówiłam w osobnym wątku, co do przeprowadzki Rurzy przypomnę tylko, że w przeddzień wylotu z Anglii Gabong i jej Aspergillus gregarium nie mieli jeszcze ogarnietego lokum. Co oznacza, że Haba Gabilitowana zamierzała upchnąć swoją córkę i dwoje wyrośniętych wnuków w trzypokojowym mieszkaniu, w którym mieszkało już pięć innych osób. Nie wiem, gdzie Gaba zamierzała pierwotnie upchnąć Rurze z przychówkiem, w pokoju niemowlęcia, czy w tym zapasowym wychodku? A może w kuchni pod stołem?

Kiedy jeszcze Borejkowie błysnęli organizacją i zmysłem praktycznym? Dawać mnie tu przykłady!
Obserwuj wątek
    • angazetka Re: Planowanie a'la Borejko 03.02.25, 23:15
      Było też wesele Laury. Gabrysia zaczęła się interesować mało istotnymi detalami w rodzaju liczby gości też jakoś na kilka dni wcześniej.
      • iwoniaw Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 06:52
        O tak, po czym jeszcze strzelila focha, że jej córka nie poważa, gdyż tydzień przed ślubem ma juz zamówione (rękami Pana Gruszki) jadlo tudziez lokal na wesele, a tu przeciez Najlepsza Z Matek właśnie znalazla chwilę, żeby coś Zaplanować! Tymczasem okazuje się, że tak wcześnie i zupełnie nie czekając na Gabowe natchnienie już nie tylko barszcze z krokietem zamówiono, ale nawet zaproszono gości!
      • mag-la-swag Re: Planowanie a'la Borejko 05.02.25, 18:11
        Tai wlasnie sobie rozmyslam : kiedys czytalam to bez mrugniecia okiem. W tym roku wychodzi za maz moje corka, zaczelismy organizacje wesela poltora roku wczesniej. Moja corka jest dosyc nerwowa, cos w stylu Laury. Takie jazdy mi odstawiala, ze na pewno byloby niewyobrazalne, zebym zainteresowala sie slubem kilka dni przed. Tak samo przyszla tesciowa, ktora chciala wszystko zapiac na ostatni guzik rok wczesniej.Watpie, zeby panna mloda, lub jej matka nie postawila w tym celu calej rodziny n’a bacznosc.
        • hanuszka189 Re: Planowanie a'la Borejko 08.02.25, 08:09
          mag-la-swag napisał(a):

          > Tai wlasnie sobie rozmyslam : kiedys czytalam to bez mrugniecia okiem. W tym ro
          > ku wychodzi za maz moje corka, zaczelismy organizacje wesela poltora roku wczes
          > niej. Moja corka jest dosyc nerwowa, cos w stylu Laury. Takie jazdy mi odstawia
          > la, ze na pewno byloby niewyobrazalne, zebym zainteresowala sie slubem kilka dn
          > i przed. Tak samo przyszla tesciowa, ktora chciala wszystko zapiac na ostatni
          > guzik rok wczesniej.Watpie, zeby panna mloda, lub jej matka nie postawila w tym
          > celu calej rodziny n’a bacznosc.

          W czasach przedpandemicznych ogarniałam wesele kilka miesięcy przed faktem - wszystko było gotowe z zapasem paru tygodni. Kiedy wynajmuje się salę z cateringiem, naprawdę niewiele zostaje po stronie państwa młodych.

          Ale ta rozmowa Gaby z Laurą w McDusi, gdy Gaba przyszła do córki późnym wieczorem (Magdalena już raz próbowała zasnąć), chyba 21 grudnia, czyli tuż przed wigilią - to zupełny absurd. Podobnie jak pytania, czy Janusz Pyziak odpowiedział na zaproszenie, albo u kogo jest zamówiony tort - oznacza to, że Laura i Gaba mijając się wiele razy dziennie w tym samym mieszkaniu zupełnie ze sobą nie rozmawiały, co poddaje w wątpliwość magiczną przemianę charakteru Laury.
        • angazetka Re: Planowanie a'la Borejko 25.02.25, 00:14
          mag-la-swag napisał(a):

          > Tai wlasnie sobie rozmyslam : kiedys czytalam to bez mrugniecia okiem. W tym ro
          > ku wychodzi za maz moje corka, zaczelismy organizacje wesela poltora roku wczes
          > niej.

          Organizowałam wesele w 2022, swoje własne, wyrobiliśmy się od lutego do lipca, acz nie było to wesele tradycyjne.
    • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 12:13
      Ej, ale nie a la z Absurdalnym Apostrofem. Je vous en prie.

      Niekwestionowane pierwsze miejsce będzie zawsze miało dla mnie zwalenie dwóch małolat na głowę trzeciej małolaty, która do tamtej pory nie zrobiła w życiu nic odpowiedzialnego i najnormalniej w świecie nie miała żadnych kompetencji, żeby się zająć siostrzenicami. Zero nil.
      (Moja sąsiadka jak miała mi zostawić swojego psa na tydzień, to miesiąc wcześniej umówiła się ze mną na cztery próbne spacery przyzwyczajające. Ludzie, litości, to naprawdę nie jest tak, że spokrewniony osobnik z chromosomami XX automatycznie może zajmować się dziatwą.)

      Ale silną konkurencję stanowi też Gaba zabierająca dwoje nieznanych dzieci w nieznanej sytuacji o nieznanym stanie zdrowia i nieznanych potrzebach i przyprowadzająca je do domu na godzinę przed wieczerzą wigilijną, w dodatku mającą też służyć poznaniu przyszłej teściowej.
      • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 12:23
        > mającą też służyć poznaniu przyszłej teściowej.

        Nie Gaby teściowej, oczywiście, ale ogólnie Gaba jest, do diabła, świadoma że okazja jest poważna, uroczysta i wymagająca oraz stresująca dla jej siostry, panny młodej. To nie, to Gaba piżga w rodzinę małymi żebraczkami. Może Ida będzie miała wszy w noc poślubną, czemu nie? Im nas więcej tym weselej.
        • iwoniaw Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 13:23
          greta_herbst napisała:

          > > mającą też służyć poznaniu przyszłej teściowej.
          >
          > Nie Gaby teściowej, oczywiście, ale ogólnie Gaba jest, do diabła, świadoma że o
          > kazja jest poważna, uroczysta i wymagająca oraz stresująca dla jej siostry, pan
          > ny młodej.

          No, w wigilię owa Gaba w ogole wykazala sie ogromem empatii i kultury. Nie mogla przewidzieć, że trafią się jej małe zebraczki do uprowadzenia, więc akurat w ten wlasnie dzień postanawia zaprosić na wieczorek zapoznawczy swego absztyfikanta - jeszcze by Ida za wiele uwagi na soboe skupila albo co...
          Oczywiście przy okazji kompletnie nie interesuje się losem nastoletniej corki tegoz absztyfikanta, ktora przeciez jakos tam sobie wigilię przezyje, nieprawdaż (podejście Grzegorza do sprawy to swoją drogą)
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 13:33
            iwoniaw napisała:

            > greta_herbst napisała:
            >
            > > > mającą też służyć poznaniu przyszłej teściowej.
            > >
            > > Nie Gaby teściowej, oczywiście, ale ogólnie Gaba jest, do diabła, świadom
            > a że o
            > > kazja jest poważna, uroczysta i wymagająca oraz stresująca dla jej siostr
            > y, pan
            > > ny młodej.
            >
            > No, w wigilię owa Gaba w ogole wykazala sie ogromem empatii i kultury. Nie mogl
            > a przewidzieć, że trafią się jej małe zebraczki do uprowadzenia, więc akurat w
            > ten wlasnie dzień postanawia zaprosić na wieczorek zapoznawczy swego absztyfika
            > nta - jeszcze by Ida za wiele uwagi na soboe skupila albo co...
            > Oczywiście przy okazji kompletnie nie interesuje się losem nastoletniej corki t
            > egoz absztyfikanta, ktora przeciez jakos tam sobie wigilię przezyje, nieprawdaż
            > (podejście Grzegorza do sprawy to swoją drogą)
            >
            >
            >
            >
            >

            I jeszcze nikogo z rodziny nie poinformowała, że kogokolwiek zaprasza. Oni dosłownie nie wiedzieli kto zacz, że tajemniczy nieznajomy przyszedł poślimaczyć się z Gąbą, dowiedzieli się przypadkiem, jak ich na owym akcie przyłapali.
            Chyba nie muszę pisać jak bardzo taka sytuacja jest nienaturalna. Matka, ojciec, siostry, wszyscy mają wywalone na fakt, że jakiś obcy chłop znienacka wbił im do domu i że Gaba nagle okazuje się być z nim w związku. A jedyna przytomna osoba (Monika), zostaje uciszona, jako mamusiowato ciekawska.
            • iwoniaw Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 13:50
              Matka, ojciec
              > , siostry, wszyscy mają wywalone na fakt, że jakiś obcy chłop znienacka wbił im
              > do domu i że Gaba nagle okazuje się być z nim w związku.


              Jakie wywalone, jakie wywalone! Oni są DYSKRETNI po prostu, nie to co nachalna Monika, która zamiast niczym lord z koniem w lazience przemilczeć sprawę, ciekawsko sie dopytuje, kimze jest osobnik jej nie przedstawiony, choć przebywajacy w mieszkaniu, gdzie zostala zaproszona...
              • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 15:27
                > zamiast niczym lord z koniem w lazience przemilczeć sprawę

                "Tato widział tego tygrysa?" :D

                Przepraszam, jakoś tak mi samo przyszło, pewnikiem przez tego następcę Mrożka.
          • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 13:34
            > akurat w ten wlasnie dzień postanawia zaprosić na wieczorek zapoznawczy swego absztyfikanta

            Nawet, ogólnie, teoretycznie, to jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której zapraszasz więcej niż jedną osobę do zapoznania na raz, żeby nie było że cała rodzina hajda na jednego obcego.
            Ale!
            Taki manewr można wykonać tylko, jeśli najpierw się go szczegółowo uzgodni ze wszystkimi zainteresowanymi. Wypyta się zarówno Grzegorza, jak i Monikę, jak i Idę i Gabę i resztę rodziny, czy to im pasuje bardziej czy mniej. Czy obecność jeszcze drugiego "obcego" będzie krzepiąca, czy podwoi stres. Czy chcesz być w centrum uwagi jako jedyna Córka Przyprowadzająca, czy nie. I tak dalej.

            Czysto teoretycznie. Natomiast w żadnym razie nie kupuję że takie otwarte wypytanie o potrzeby wszystkich przez wszystkich mogłoby kiedykolwiek zajść na Roosevelta.
            • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 13:59
              greta_herbst napisała:


              > Nawet, ogólnie, teoretycznie, to jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w kt
              > órej zapraszasz więcej niż jedną osobę do zapoznania na raz, żeby nie było że c
              > ała rodzina hajda na jednego obcego.
              > Ale!
              > Taki manewr można wykonać tylko, jeśli najpierw się go szczegółowo uzgodni ze w
              > szystkimi zainteresowanymi. Wypyta się zarówno Grzegorza, jak i Monikę,

              Nie no, Moniki to jeszcze wtedy nikt nie znał. Oprócz Mili, ale ona z kolei tego nie wiedziała.


              > Czysto teoretycznie. Natomiast w żadnym razie nie kupuję że takie otwarte wypyt
              > anie o potrzeby wszystkich przez wszystkich mogłoby kiedykolwiek zajść na Roose
              > velta.

              A tam. Ty tu o jednym wieczorze, a Gąba sprowadza IGSom Różę z dwójką dzieci do domu, możliwe że na zawsze (tzn. ona zdaje się tak sądzić) i też nikt nikogo o nic nie pyta.
              • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 14:19
                > Nie no, Moniki to jeszcze wtedy nikt nie znał. Oprócz Mili, ale ona z kolei tego nie wiedziała.

                Marek znał. Toteż jeśli by taki pomysł powstał, to najpierw Gaba rozmawia z Idą, potem Ida z Markiem, a Marek z Moniką ("mamo, a co byś wolała, a jak uważasz" itp - dla porządku, szczerze wątpię czy typowa świekra przed ślubem by czegoś takiego chciała, raczej oczekiwałaby że wieczór będzie poświęcony tylko jej, ale, jak już zaznaczałam, gdyby. Hipotetycznie. Ludzie są różni.)

                Tylko że to jest w przybliżeniu o sześć rozmów za dużo dla elegancko dyskretnych inteligenckich Boreyków.

                > A tam. Ty tu o jednym wieczorze, a Gąba sprowadza IGSom Różę z dwójką dzieci do domu, możliwe że na zawsze (tzn. ona zdaje się tak sądzić) i też nikt nikogo o nic nie pyta.

                No właśnie. Doprawdy, sama nie wiem, co mi odbiło.
                • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 21:01
                  greta_herbst napisała:

                  > > Nie no, Moniki to jeszcze wtedy nikt nie znał. Oprócz Mili, ale ona z kol
                  > ei tego nie wiedziała.
                  >
                  > Marek znał. Toteż jeśli by taki pomysł powstał, to najpierw Gaba rozmawia z Idą
                  > , potem Ida z Markiem, a Marek z Moniką ("mamo, a co byś wolała, a jak uważasz"
                  > itp - dla porządku, szczerze wątpię czy typowa świekra przed ślubem by czegoś
                  > takiego chciała, raczej oczekiwałaby że wieczór będzie poświęcony tylko jej, al
                  > e, jak już zaznaczałam, gdyby. Hipotetycznie. Ludzie są różni.)
                  >
                  > Tylko że to jest w przybliżeniu o sześć rozmów za dużo dla elegancko dyskretnyc
                  > h inteligenckich Boreyków.

                  Nie no, szczerze powiem, że aż tak mnie to sprowadzenie Grzegorza na imprę nie bulwersuje. Zwłaszcza, że to był już schyłek, nie zasiadał chyba ze wszystkimi do głównej wieczerzy, tylko jakoś na kawę i ciasto się załapał (i pasterkę! I Pasterkę!!!!).
                  Należałoby pewnie pogadać z Idą, ale już pomysł pytania o zdanie przyszłej świekry wydaje mi się zbyt abstrakcyjny.
                  Tym bardziej, że do ostatniej chwili w sumie nie było wiadomo, czy Grzegorz przyjdzie, to po co robić takie akcje? Zaraz będą oczekiwania, może i wypytywania - niby Borejkowie dyskretni, ale wyobrażasz sobie reakcję na pytanie:
                  - Mamo, Iduś, czy wam by przeszkadzało, gdyby w wigilię, już po kolacji, wpadł na jakąś godzinę-dwie jeden mój znajomy?

                  Bo ja tu, akurat, ni huhu nie widzę żadnego pola do dyskrecji, tylko zaraz mnóstwo pytań i aluzji...

                  Chociaż, w normalnej rodzinie, prawdopodobnie padłaby odpowiedź:
                  - A niech sobie przyjdzie, chętnie poznamy typa
                  Względnie:
                  - Może lepiej nie, będzie za dużo zamieszania, czy on nie mógłby wpaść raczej na poślubny obiad/ na kawę i ciasto po poślubnym obiedzie, albo po prostu w drugi dzień świąt?
                  • tt-tka Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 21:19
                    ako17 napisała:

                    > Nie no, szczerze powiem, że aż tak mnie to sprowadzenie Grzegorza na imprę nie
                    > bulwersuje. Zwłaszcza, że to był już schyłek, nie zasiadał chyba ze wszystkimi
                    > do głównej wieczerzy, tylko jakoś na kawę i ciasto się załapał (i pasterkę! I P
                    > asterkę!!!!).

                    Grzegorz zamierzal wyjsc z wlasnego domu "po wczesnej wieczerzy". Jak najbardziej byl planowany na pelna wigilie u Borejkow, ktorzy zaczynali o siodmej. Tyle za zapadl sie w kompa i stchorzyl albo zapomnial, wiec go Gaba pogonila telefonicznie, juz po cyrkach z Rumunami, i dlatego zalapal sie tylko na ciasta.
                    Ale jak juz przylazl, to odsiedzial solennie, od tej 21 mniej wiecej do polnocy. I nawet nie zadzwonil do domu sprawdzic, czy corka sie znalazla, czy nadal zaplakana i nieszczesliwa wloczy sie po miescie. Tak mu Gabunia czas zajela (dobrze zorganizowala !), ze zapomnia o wszystkim i wszystkich.



                    > Tym bardziej, że do ostatniej chwili w sumie nie było wiadomo, czy Grzegorz prz
                    > yjdzie, to po co robić takie akcje? Zaraz będą oczekiwania, może i wypytywania
                    > - niby Borejkowie dyskretni, ale wyobrażasz sobie reakcję na pytanie:
                    > - Mamo, Iduś, czy wam by przeszkadzało, gdyby w wigilię, już po kolacji, wpadł
                    > na jakąś godzinę-dwie jeden mój znajomy?

                    Nie po kolacji, tylko na kolacje, nie na godzinke-dwie, tylko na znacznie dluzej...

                    Oraz gabunia z zasady nie pyta i nie uzgadnia, tylko wymysla i decyduje, a potem to, co wymyslila, maja robic lub znosic inni.
                    • bupu Re: Planowanie a'la Borejko 05.02.25, 13:44
                      tt-tka napisała:


                      > Grzegorz zamierzal wyjsc z wlasnego domu "po wczesnej wieczerzy". Jak na
                      > jbardziej byl planowany na pelna wigilie u Borejkow, ktorzy zaczynali o siodmej
                      > . Tyle za zapadl sie w kompa i stchorzyl albo zapomnial, wiec go Gaba pogonila
                      > telefonicznie, juz po cyrkach z Rumunami, i dlatego zalapal sie tylko na ciasta

                      Najpierw wywoził cały majdan świąteczny Cyryjka i Meto do Terpentuli, a potem, w momencie gdy Borejki siadały do wieczerzy, ruszył kupować szwajcarskie czekoladki. Podejrzewam, że do Szwajcarii, bo w międzyczasie Borejkowie odpracowali czytanie Biblii, żarcie wieczerzy, prezenty i zaczęli kolędować. Pięknie się Grzyb zaprezentował ukochanej, miał wbić na wieczerzę a spóźnił się ze dwie godziny.

                      Acz najbardziej bawią mnie jego rozmyślania przed wyjściem z domu. Jest prawie zdecydowany na małżeństwo, też mu się trochę szczescia należy. Raz, że Grzyb jest zdecydowany lecieć do ołtarza z kobietą o której nic nie wie, a dwa, to jest takie bezosobowe jakieś. Nie że chłop chce się hajtać bo zakochał się w tej oto cudownej kobiecie i żyć bez niej nie może, tylko takie "Dziecko mam dorosłe to się hajtne. Z kimś."
                      • przymrozki Re: Planowanie a'la Borejko 05.02.25, 16:31
                        bupu napisała:

                        >Nie że chłop chce się hajtać bo zakochał się w tej ot
                        > o cudownej kobiecie i żyć bez niej nie może, tylko takie "Dziecko mam dorosłe t
                        > o się hajtne. Z kimś."

                        W sumie z "Noelki" wynikało, że taka właśnie była jego wielka romantyczna historia z bezimienną pierwszą żoną.
                        • iwoniaw Re: Planowanie a'la Borejko 05.02.25, 18:39

                          >
                          > W sumie z "Noelki" wynikało, że taka właśnie była jego wielka romantyczna histo
                          > ria z bezimienną pierwszą żoną.


                          Nie tak do końca, bo wtedy jeszcze nie tkwił na bocznym torze życia, dogorywajac w starczym wieku lat 40 przy kompie, tylko punktował w grze "kto jest najlepszy" i ożenił się "z najładniejszą dziewczyną", że kolegom oko zbielało 😀
                  • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 05.02.25, 19:09
                    > Nie no, szczerze powiem, że aż tak mnie to sprowadzenie Grzegorza na imprę nie bulwersuje. (...) Należałoby pewnie pogadać z Idą, ale już pomysł pytania o zdanie przyszłej świekry wydaje mi się zbyt abstrakcyjny.

                    Bo mówisz o jeszcze innej rzeczy. Mamy tu kilka różnych podejść do tematu. Iwoniaw uważała, że zaproszenie Grzegorza również było grubiaństwem wobec Idy i atencjuszowaniem, co jest możliwym spojrzeniem na sytuację. Ja w odpowiedzi rozwinęłam wizję, w której mogłoby to nawet być pewnym przejawem troski i empatii, w określonych okolicznościach. (Dlatego do obrzydzenia powtarzałam hipotetycznie, być może, gdyby.) A ciebie nie bulwersuje i już. Wszystkie te spojrzenia mają rację bytu.
                    • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 05.02.25, 19:47
                      greta_herbst napisała:

                      > > Nie no, szczerze powiem, że aż tak mnie to sprowadzenie Grzegorza na impr
                      > ę nie bulwersuje. (...) Należałoby pewnie pogadać z Idą, ale już pomysł pytania
                      > o zdanie przyszłej świekry wydaje mi się zbyt abstrakcyjny.
                      >
                      > Bo mówisz o jeszcze innej rzeczy. Mamy tu kilka różnych podejść do tematu. Iwon
                      > iaw uważała, że zaproszenie Grzegorza również było grubiaństwem wobec Idy i ate
                      > ncjuszowaniem, co jest możliwym spojrzeniem na sytuację. Ja w odpowiedzi rozwin
                      > ęłam wizję, w której mogłoby to nawet być pewnym przejawem troski i empatii, w
                      > określonych okolicznościach. (Dlatego do obrzydzenia powtarzałam hipotetycznie,
                      > być może, gdyby.) A ciebie nie bulwersuje i już. Wszystkie te spojrzenia mają
                      > rację bytu.

                      Kurcze, wiecie co? Ja chyba przeczytałam to tak, że nie do końca do mnie dotarło co się dzieje.
                      Dopiero tt-tka mi tak naprawdę wyjaśniła jak to miało wyglądać - dzięki! 😘

                      Bo ja to widziałam w ten sposób, że po zakończeniu wieczerzy u Strybów, która miała się zacząć dosyć wcześnie (załóżmy, o 17:00), kiedy wszyscy, najedzeni, siadają pod kocami na kanapie i oglądają TV albo grają w jakąś planszówkę lub też rozchodzą się, każdy do swoich zajęć, Grzegorz wychodzi w okolicach 21:00. Czyli w jego domu rodzinnym jest już PO Wigilii właściwej, na której solennie był z córką.
                      Nie wiem dlaczego tak to zrozumiałam, być może dlatego, że ostatecznie rzeczywiście pojawił się na R5 dosyć późno.
                      Pomysł, że miałby skrócić wieczerzę we własnym domu, z córką, dla której jest jedynym rodzicem i już o 19:00 gnać do Borejków jest naprawdę okropny :(.
                      Po prostu nie załapałam tego niuansu. A skoro tak, to nie mam dla Grzegorza ani odrobiny zrozumienia. Ani dla Gąby, która wykoncypowała taki plan.
                      Bo albo rzeczywiście olała córkę wybranka (o której siadacie u was do Wigilii? 1-2 godziny wam wystarczą? To wbijaj na 19:00 do nas, tylko się nie spóźnij - byłoby komunikatem absolutnie paskudnym), albo o niej nie wiedziała (wiemy to???), co z kolei bardzo niedobrze świadczy o porozumieniu pomiędzy spotykającymi się od około roku G i G.
                      • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 05.02.25, 20:02
                        ako17 napisała:


                        > Kurcze, wiecie co? Ja chyba przeczytałam to tak, że nie do końca do mnie dotarł
                        > o co się dzieje.
                        > Dopiero tt-tka mi tak naprawdę wyjaśniła jak to miało wyglądać - dzięki! 😘
                        >
                        > Bo ja to widziałam w ten sposób, że po zakończeniu wieczerzy u Strybów, która m
                        > iała się zacząć dosyć wcześnie (załóżmy, o 17:00), kiedy wszyscy, najedzeni, s
                        > iadają pod kocami na kanapie i oglądają TV albo grają w jakąś planszówkę lub te
                        > ż rozchodzą się, każdy do swoich zajęć, Grzegorz wychodzi w okolicach 21:00. Cz
                        > yli w jego domu rodzinnym jest już PO Wigilii właściwej, na której solennie był
                        > z córką.
                        > Nie wiem dlaczego tak to zrozumiałam, być może dlatego, że ostatecznie rzeczywi
                        > ście pojawił się na R5 dosyć późno.
                        > Pomysł, że miałby skrócić wieczerzę we własnym domu, z córką, dla której jest j
                        > edynym rodzicem i już o 19:00 gnać do Borejków jest naprawdę okropny :(.
                        > Po prostu nie załapałam tego niuansu. A skoro tak, to nie mam dla Grzegorza ani
                        > odrobiny zrozumienia. Ani dla Gąby, która wykoncypowała taki plan.
                        > Bo albo rzeczywiście olała córkę wybranka (o której siadacie u was do Wigilii?
                        > 1-2 godziny wam wystarczą? To wbijaj na 19:00 do nas, tylko się nie spóźnij - b
                        > yłoby komunikatem absolutnie paskudnym), albo o niej nie wiedziała (wiemy to???
                        > ), co z kolei bardzo niedobrze świadczy o porozumieniu pomiędzy spotykającymi s
                        > ię od około roku G i G.

                        Aha, i tak naprawdę to dotarło do mnie dopiero teraz, że Gąba mogła zaprosić Grzegorza na Wigilię, którą w całości miałby spędzić na Roosevelta ZAMIAST w swoim domu rodzinnym.
                        Teraz całkowicie rozumiem Wasze oburzenie, którego nie rozumiałam przez długie lata.
                        Ja po prostu ułożyłam sobie w głowie rozwiązanie, które jakoś tam wszystkich zadowala (że plany wigilijne na Krasińskiego też uległy totalnej zmianie, to się okazało w ostatniej chwili), przywiązałam się do niego i nie zwracałam uwagi na to, co realnie zostało napisane :(
                        • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 05.02.25, 20:35
                          > Teraz całkowicie rozumiem Wasze oburzenie, którego nie rozumiałam przez długie lata.

                          Ha! Czyli jednak jest sens rozmawiać wiele razy o tym samym! :D
                          • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 05.02.25, 21:07
                            greta_herbst napisała:

                            > > Teraz całkowicie rozumiem Wasze oburzenie, którego nie rozumiałam przez d
                            > ługie lata.
                            >
                            > Ha! Czyli jednak jest sens rozmawiać wiele razy o tym samym! :D

                            jak się okazuje - jak najbardziej.
                            Serio, dopiero teraz tt-tka i bupu otworzyły mi oczy na całość tej akcji :(
                      • pi.asia Re: Planowanie a'la Borejko 06.02.25, 14:31
                        ako17 napisała:

                        > Bo albo rzeczywiście olała córkę wybranka (o której siadacie u was do Wigilii?
                        > 1-2 godziny wam wystarczą? To wbijaj na 19:00 do nas, tylko się nie spóźnij - b
                        > yłoby komunikatem absolutnie paskudnym),

                        Nie do końca kojarzę, co w tym takiego paskudnego. W mojej rodzinie od kilku lat jest tak, że bratanek z żoną i dzieckiem najpierw je wieczerzę o 17 u rodziców żony (wraz z siostrą tejże żony, jej mężem i przychówkiem), a potem o 19 u rodziców własnych, wraz z babcią oraz ciotką czyli mną i moim mężem. Funkcjonuje to od lat i nikt do nikogo nie ma pretensji. A Gaba wie, że Grzegorz ma swoją rodzinę czyli ojca, stryja i córkę.

                        > albo o niej nie wiedziała (wiemy to???)

                        Wiedziała i mam na to dowód.
                        A potem oglądali śmieszne hasła i napisy poprzyklejane do ściany nad stołem oraz, ustawione na półeczce fotografie.
                        - To Pyza, jak była malutka. To Ida na balu maturalnym. (...)
                        - Poczekaj - rzekł Grzegorz Stryba. - Ja ci też pokażę moją córkę. Sama powiedz, czy naprawdę musisz się jej aż tak bać?


                        Najwyraźniej mówił Gabie o Elce, skoro ona się bała spotkania z dorastającą, impulsywną i wybuchową nastolatką.

                        • iwoniaw Re: Planowanie a'la Borejko 06.02.25, 14:57
                          Swoja drogą, jak to - Gaba kochajaca wszystkich i przygarniająca każdego uważa córkę ukochanego za jakiegoś Nastoletniego Potwora, którego spotkania się obawia? Dlaczego? Z kontekstu tego pytania nie wynika, ze Grzegorz opowiadał jej jakies straszne rzeczy, a wprost przeciwnie, że przekonywał, iż jej obawy są nadmierne - zatem skąd uprzedzenia Gaby?
                          • tt-tka Re: Planowanie a'la Borejko 06.02.25, 16:45
                            iwoniaw napisała:

                            > Swoja drogą, jak to - Gaba kochajaca wszystkich i przygarniająca każdego uważa
                            > córkę ukochanego za jakiegoś Nastoletniego Potwora, którego spotkania się obawi
                            > a? Dlaczego? Z kontekstu tego pytania nie wynika, ze Grzegorz opowiadał jej jak
                            > ies straszne rzeczy, a wprost przeciwnie, że przekonywał, iż jej obawy są nadmi
                            > erne - zatem skąd uprzedzenia Gaby?

                            zapewne stad, co i przekonanie Grzegorza, ze rodzina jego cieplej i wspanialej kobiety to jacys sztywni drobnomieszczanie pobrzekujacy bransoletkami, odstawiajacy palce przy piciu kawy i z klujacym spojrzeniem...
                        • tt-tka Re: Planowanie a'la Borejko 06.02.25, 15:02
                          pi.asia napisała:

                          > ako17 napisała:
                          >
                          > > Bo albo rzeczywiście olała córkę wybranka (o której siadacie u was do Wig
                          > ilii?
                          > > 1-2 godziny wam wystarczą? To wbijaj na 19:00 do nas, tylko się nie spóźn
                          > ij - b
                          > > yłoby komunikatem absolutnie paskudnym),
                          >
                          > Nie do końca kojarzę, co w tym takiego paskudnego. W mojej rodzinie od kilku la
                          > t jest tak, że bratanek z żoną i dzieckiem najpierw je wieczerzę o 17 u rodzicó
                          > w żony (wraz z siostrą tejże żony, jej mężem i przychówkiem), a potem o 19 u ro
                          > dziców własnych, wraz z babcią oraz ciotką czyli mną i moim mężem. Funkcjonuje
                          > to od lat i nikt do nikogo nie ma pretensji.

                          Rodzice wspolmalzonka oraz wlasni roznia sie cokolwiek od calkiem nowej kobiety, a tym bardziej od jej rodzicow, ktorzy o nowym amancie corki dotad nawet nie slyszeli. I zostawic w wigilijny - wyjatkowy w tej rodzinie ! - wieczor ojca i corke, zeby pojsc sobie to swinstwo. Mniejsza, ze moim zdaniem, sek w tym, ze ow ojciec i zwlaszcza owa corka tak wlasnie to odebrali.
                          Bratanek chodzi na te wigilie z zona i dziecmi, nie zostawia ich w domu, zeby sobie pojsc gdzie indziej, prawda ?

                          >A Gaba wie, że Grzegorz ma swoją
                          > rodzinę czyli ojca, stryja i córkę.

                          Otoz wlasnie. Wie. Co wiecej wie, ze Grzegorz jest tej corki jedynym rodzicem. I bez cienia refleksji wyciaga go z jego domu wlasnie w wigilie. O zaproszeniu go z corka polsierota, jesli juz nie ze wszytskimi, ani dudu.
                        • przymrozki Re: Planowanie a'la Borejko 06.02.25, 17:15
                          pi.asia napisała:

                          > Nie do końca kojarzę, co w tym takiego paskudnego. W mojej rodzinie od kilku la
                          > t jest tak, że bratanek z żoną i dzieckiem najpierw je wieczerzę o 17 u rodzicó
                          > w żony (wraz z siostrą tejże żony, jej mężem i przychówkiem), a potem o 19 u ro
                          > dziców własnych, wraz z babcią oraz ciotką czyli mną i moim mężem. Funkcjonuje
                          > to od lat i nikt do nikogo nie ma pretensji. A Gaba wie, że Grzegorz ma swoją
                          > rodzinę czyli ojca, stryja i córkę.

                          Ale też nikt nie twierdzi, że paskudnym jest odwiedzić więcej niż jedną Wigilię w ciągu jednego wieczora - to dosyć powszechna praktyka np. u par, które Święta chcą spędzać razem, ale też odwiedzić obie rodziny pochodzenia.

                          Tylko że to w ogóle nie jest ta sytuacja, tutaj mamy rodzinę, która ma tradycję wspólnego uroczystego obchodzenia Wigilii i samotnego ojca, jedynego syna i jedynego bratanka, który ni z tego, ni z owego oznajmia tej rodzinie, że wychodzi i sam idzie do nowo poznanej dziewczyny, ponieważ został tam zaproszony (a jego rodzina nie).

                        • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 06.02.25, 20:21
                          pi.asia napisała:

                          > ako17 napisała:
                          >
                          > > Bo albo rzeczywiście olała córkę wybranka (o której siadacie u was do Wig
                          > ilii?
                          > > 1-2 godziny wam wystarczą? To wbijaj na 19:00 do nas, tylko się nie spóźn
                          > ij - b
                          > > yłoby komunikatem absolutnie paskudnym),
                          >
                          > Nie do końca kojarzę, co w tym takiego paskudnego. W mojej rodzinie od kilku la
                          > t jest tak, że bratanek z żoną i dzieckiem najpierw je wieczerzę o 17 u rodzicó
                          > w żony (wraz z siostrą tejże żony, jej mężem i przychówkiem), a potem o 19 u ro
                          > dziców własnych, wraz z babcią oraz ciotką czyli mną i moim mężem. Funkcjonuje
                          > to od lat i nikt do nikogo nie ma pretensji. A Gaba wie, że Grzegorz ma swoją
                          > rodzinę czyli ojca, stryja i córkę.

                          Już tt-tka i przymrozki odpowiedziały, ale ja też pozwolę sobie wyłożyć swój punkt widzenia.
                          Otóż w tej sytuacji Gąba "daje" swojemu absztyfikantowi "prawo" do spędzenia z córką 1.5-2 godzin, wiedząc, że jest on jedynym rodzicem tej córki. Następnie typ ma spędzić z jej rodziną caluśką wigilię, coś koło 5 godzin. I to jest takie bardzo niepiękne.
                          Poza tym ja też nie twierdzę, że to tak się odbyło, piszę wyraźnie, iż gdyby Gaba zapytała, czy Grzegorzowi wystarczy, że z rodziną spędzi czas od 17 do za kwadrans 19, to byłoby to paskudne.
                          Ale może ta propozycja została w jakiś inny sposób wyrażona, bardziej delikatny.

                          I oczywiście nie mam nic przeciwko wigiliom dzielonym pomiędzy 2 domy rodzinne, mnóstwo ludzi tak robi, z różnych powodów.
                          Np. teściowie jedni za drugimi nie przepadają i nie chcieliby spędzać wigilii razem.
                          Albo zgromadzenie wszystkich osób z obu rodzin (wraz z rodzeństwem teściów, ich przychówkiem itp) byłoby logistycznie nie do ogarnięcia.
                          Albo któreś z rodziców już nie bardzo ma siły ruszać się z własnego domu, a u siebie jeszcze nieźle funkcjonuje.

                          I wtedy, nawet średnio empatyczni, ludzie ustalają pomiędzy sobą do kogo najpierw, do kogo później i dbają o to, by nikt nie czuł się pominięty i wystawiony do wiatru.
                          A Elka się właśnie tak poczuła. Owszem, do tego jeszcze dołożył się Metody, najpierw spławiający Baltonę, a następnie zapraszający Terpentulę.
                          Ale sam fakt, że Gąba coś takiego zaproponowała samotnemu ojcu był bardzo borejkocentryczny. + naprawdę wywinęła grubą akcję Idzie, tym bardziej, że nie powiedziała o tym nikomu z rodziny.

                          Poza tym, w Twoich przykładach widać wyraźnie, że osoby rotujące z jednej wieczerzy na drugą, nie zostawiają nikogo w poczuciu samotności i opuszczenia. Wręcz przeciwnie, Twój bratanek z żoną i dzieckiem lecą z jednego dużego rodzinnego zgromadzenia wigilijnego na następne duże zgromadzenie wigilijne. W obu miejscach jest sporo ludzi, nikt nie zostaje samotny, a Twój brat nie udaje się na wigilię do Was sam, zostawiając dziecko.

                          Jedynym sensownym rozwiązaniem tego wieczoru wydaje mi się zaproszenie przez Gabę Grzegorza naprawdę na jakąś 21-21:30, kiedy to już wiadomo, że wieczerza na Krasińskiego bezpiecznie się zakończy i urwanie się Grzesia z domu na 2 godziny nie będzie wielkim fopa. Wręcz pewnie nikt tego pewnie, tak naprawdę, nie zauważy.
                          Zaproszenie go na całą wigilię od samiuśkiego początku, nie powiedzenie o tym rodzinie, przy świadomości ile ten wieczór znaczy dla Idy, jest po prostu... dziwne. I bardzo nie komilfo.
        • mag-la-swag Re: Planowanie a'la Borejko 05.02.25, 18:15
          Poza tym, Gaba wierzy We wszechswiat, skoro mysli ze nieznane dzieci dobrze sie zachowaja w obcym domu. I jej wlasne dzieci co maja zrobic, podzielic sie wlasnym prezentami, bo maja dwie Rumunki , ktore im patrza w oczy w momencie rozpakowywania ??? I nie bedzie z tego zadnej dramy, znajac charakter Laury ?
          • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 05.02.25, 20:51
            mag-la-swag napisał(a):

            > Poza tym, Gaba wierzy We wszechswiat, skoro mysli ze nieznane dzieci dobrze sie
            > zachowaja w obcym domu. I jej wlasne dzieci co maja zrobic, podzielic sie wlas
            > nym prezentami, bo maja dwie Rumunki , ktore im patrza w oczy w momencie rozpak
            > owywania ??? I nie bedzie z tego zadnej dramy, znajac charakter Laury ?

            Sądzę, że o tym akurat Gąba nie myślała, ale podczas kąpania i wycierania dziewczynek, "wzięło się i zrobiło" im jakieś prezenty, w stylu: Pyzuniu, Tygrysku, znajdźcie wśród waszych zabawek coś, co można będzie dać dziewczynkom na prezent. Dodało się też na szybko jakieś cukierki czy mandarynki i prezenty były.

            Wiem, przykładam dzisiejszą miarę do takich wydarzeń, kiedy to wszystko jest i zorganizowanie prezentu dla nadprogramowego dziecka (w domu, w którym już są dzieci), jest łatwe.

            Z drugiej strony - bardzo nie chcę, by to zabrzmiało protekcjonalnie - obie romskie dziewczynki chyba nie miały jakichś wygórowanych oczekiwań. Zatem jakiekolwiek maskotki w niezłym stanie (z obojgiem oczu itp.), z których Róża i Laura mogły zrezygnować na rzecz dobrego uczynku, i słodycze, znalazłyby chyba jednak uznanie w oczach tych dzieci.
            Wierzę, że udało się zrobić to tak, żeby wszystkie dzieci miały rozdane prezenty w tym samym czasie.
            • pi.asia Re: Planowanie a'la Borejko 06.02.25, 14:04
              ako17 napisała:

              > mag-la-swag napisał(a):
              >
              > > Poza tym, Gaba wierzy We wszechswiat, skoro mysli ze nieznane dzieci dobr
              > ze sie zachowaja w obcym domu. I jej wlasne dzieci co maja zrobic, podzielic si
              > e wlasnym prezentami, bo maja dwie Rumunki , ktore im patrza w oczy w momencie
              > rozpakowywania ??? I nie bedzie z tego zadnej dramy, znajac charakter Laury ?
              >
              > Sądzę, że o tym akurat Gąba nie myślała, ale podczas kąpania i wycierania dziew
              > czynek, "wzięło się i zrobiło" im jakieś prezenty, w stylu: Pyzuniu, Tygrysku,
              > znajdźcie wśród waszych zabawek coś, co można będzie dać dziewczynkom na
              > prezent. Dodało się też na szybko jakieś cukierki czy mandarynki i prezenty były.

              Mocno przeceniasz zarówno Gabę jak i Pyzo-Tygrysową umiejętność dzielenia się własnymi rzeczami z kimś innym.

              Otóż Gaba nikogo o nic nie pytała, wręcz przeciwnie - zadbała o nieobecność córeczek podczas akcji z prezentami:
              - Pyza, Tygrysek, weźcie na razie gości do waszego kącika, pobawcie się z nimi. Ja muszę jeszcze chwilkę pogawędzić z Gwiazdorem, skoro go tu mamy.
              To mówiąc, mrugnęła do Elki i wzięła Gwiazdora na stronę, czyli do pokoju rodziców.
              Załadowała tam całe mnóstwo prezentów, przy okazji szybko dorabiając nowe karteczki, objaśniające, kto jest adresatem poszczególnych paczuszek.

              Najwyraźniej "przeadresowała" prezenty pierwotnie przeznaczone dla Pyziakówien. Swoją drogą tych prezentów musiało być mnóstwo, skoro ich ilość, początkowo przeznaczona dla dwóch dziewczynek, w efekcie wystarczyła na obdarowanie czterech, i to obdarowanie dosyć obfite:

              Mamert obserwował kamiennym wzrokiem, jak jego syn sprawnie rozdaje dzieciom paczuszki, pudełka, lalki, misie i piłki, jak na przemian ściskany jest to przez Pyzę, to przez Tygryska. (...) Widział też, jak Tomcio podchodzi do małych, zdziwionych Rumunek i podaje im kolorowe pudełeczka, lalki i misie, i jak na śniadych twarzyczkach rozlewa się blask radości.


              • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 06.02.25, 21:08
                pi.asia napisała:

                > Otóż Gaba nikogo o nic nie pytała, wręcz przeciwnie - zadbała o nieobecność cór
                > eczek podczas akcji z prezentami:
                > - Pyza, Tygrysek, weźcie na razie gości do waszego kącika, pobawcie się z ni
                > mi. Ja muszę jeszcze chwilkę pogawędzić z Gwiazdorem, skoro go tu mamy.
                > To mówiąc, mrugnęła do Elki i wzięła Gwiazdora na stronę, czyli do pokoju rodzi
                > ców.
                > Załadowała tam całe mnóstwo prezentów, przy okazji szybko dorabiając nowe karte
                > czki, objaśniające, kto jest adresatem poszczególnych paczuszek.
                >

                > Najwyraźniej "przeadresowała" prezenty pierwotnie przeznaczone dla Pyziakówien.
                > Swoją drogą tych prezentów musiało być mnóstwo, skoro ich ilość, początkowo pr
                > zeznaczona dla dwóch dziewczynek, w efekcie wystarczyła na obdarowanie czterech
                > , i to obdarowanie dosyć obfite:

                No tak. Pisałam zresztą wcześniej, że przykładam dzisiejszą miarę do tej sytuacji.
                Dziś, gdyby na wigilii u nas zjawiło się jakieś niespodziewane dziecko do obdarowania, nie miałabym problemu ze zorganizowaniem mu prezentu (pod warunkiem, że nie byłoby to dziecko bardzo roszczeniowe). Po prostu teraz dzieci mają takie ilości maskotek, klocków, puzzli, gier, przyborów szkolnych, książek itp., że spokojnie dałoby się coś wykroić dla nadprogramowego gościa. Nie wiem jak to było we wczesnych latach 90-tych, ale Tomcio zdołał skoczyć (czy wysłać Elkę?) do sklepu po czekoladę. Tylko to była wcześniejsza godzina, w tym momencie wieczoru mogło już być za późno.

                Tak czy siak, z powyższego cytatu wynika , że tych prezentów dla Pyzy i Tygryska było tak dużo, że coś można było przeadresować dla niespodziewanych gości.
                Prawdę mówiąc, uważam, że przy tak licznej rodzinie, mieszkającej pod jednym dachem (dziadkowie, mama i 3 ciotki), lepiej było nie dublować misiów, lalek, piłek i innych dupereli, tylko kupić od wszystkich jakieś bardziej wartościowe prezenty. Ale nie pamiętam, jakie we wczesnych latach 90-tych miałyby to być rzeczy. Może wtedy Pyza (lat 10) i Tygrysek (lat 6-7) bardziej interesowała ilość, niż jakość.

                >
                > Mamert obserwował kamiennym wzrokiem, jak jego syn sprawnie rozdaje dziecio
                > m paczuszki, pudełka, lalki, misie i piłki, jak na przemian ściskany jest to pr
                > zez Pyzę, to przez Tygryska. (...) Widział też, jak Tomcio podchodzi do małych,
                > zdziwionych Rumunek i podaje im kolorowe pudełeczka, lalki i misie, i jak na ś
                > niadych twarzyczkach rozlewa się blask radości.


                Nigdy nie zdołam zrozumieć, czemu Mamert był tak strasznie temu przeciwny :(.
                • bupu Re: Planowanie a'la Borejko 07.02.25, 08:35
                  ako17 napisała:

                  > pi.asia napisała:
                  >
                  > > Otóż Gaba nikogo o nic nie pytała, wręcz przeciwnie - zadbała o nieobecno
                  > ść cór
                  > > eczek podczas akcji z prezentami:
                  > > - Pyza, Tygrysek, weźcie na razie gości do waszego kącika, pobawcie si
                  > ę z nimi.


                  Ja tylko przypomnę, że kącik Pyzy i Tygrysa był w zielonym pokoju. Co każe zapytać jak duży był ten pokój, że można tam było ustawić stół na czternaście osób, choinkę, regały i dwa tapczany i jeszcze było wolne miejsce na czwórkę bawiących się dzieci.

                  Podziwiam również sprawność z jaką Gaba dorzuciła do sabotażu ekstra hałas i porozrzucane zabawki praktycznie pod nogami biesiadników (a nuż teściowa Idy się na czymś wykopyrtnie i przyłoży koafiurą w parkiet?).




                  > Nigdy nie zdołam zrozumieć, czemu Mamert był tak strasznie temu przeciwny

                  Żeby było bardziej dramatycznie <podaje Mamertowi suchy chleb>
                  • przymrozki Re: Planowanie a'la Borejko 07.02.25, 10:53
                    bupu napisała:

                    > Ja tylko przypomnę, że kącik Pyzy i Tygrysa był w zielonym pokoju. Co każe zapy
                    > tać jak duży był ten pokój, że można tam było ustawić stół na czternaście osób,
                    > choinkę, regały i dwa tapczany i jeszcze było wolne miejsce na czwórkę bawiący
                    > ch się dzieci.

                    A jednocześnie jak mały, że nie zmieściło się tam trzecie miejsce do spania i Gabrysia musiała spać na podłodze.


                    • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 07.02.25, 12:57
                      przymrozki napisała:

                      > bupu napisała:
                      >
                      > > Ja tylko przypomnę, że kącik Pyzy i Tygrysa był w zielonym pokoju. Co każ
                      > e zapy
                      > > tać jak duży był ten pokój, że można tam było ustawić stół na czternaście
                      > osób,
                      > > choinkę, regały i dwa tapczany i jeszcze było wolne miejsce na czwórkę b
                      > awiący
                      > > ch się dzieci.
                      >
                      > A jednocześnie jak mały, że nie zmieściło się tam trzecie miejsce do spania i G
                      > abrysia musiała spać na podłodze.

                      Jaka tam wtedy panowała sytuacja z pomieszczeniami?
                      Chyba były 4: Nutrii i Pulpy, Idy (i Mareczka od następnego dnia) Gaby z córkami i seniorów. I ten Gaby był największy?
                      Bosh, pokój, w którym są 2 tapczany, regały i stół na 14 osób. A właściwie 15, bo przecież dynamiczny czterdziestolatek był przewidziany od początku... No chyba, że oni te pozostałe meble wynieśli do innych pomieszczeń, ale mowy o tym w książce nie było.
                      Jak można tak nie panować nad własnym dziełem... [cmoka z dezaprobatą]
                      • tt-tka Re: Planowanie a'la Borejko 07.02.25, 13:12
                        ako17 napisała:


                        > Jaka tam wtedy panowała sytuacja z pomieszczeniami?
                        > Chyba były 4: Nutrii i Pulpy, Idy (i Mareczka od następnego dnia) Gaby z córkam
                        > i i seniorów. I ten Gaby był największy?

                        Tak, byly cztery. Zielony, od zawsze najwiekszy, w ktorym bytowala Gaba z corkami, nutriowo-pulpowy, dziupla seniorow (ktora w neoj w pewnym momencie zaczela miec ok. 30 metrow) i poszczepanski zajety przez Ide (ktory tez w neo zaczal miec 50, potem 40 metrow)

                        > Bosh, pokój, w którym są 2 tapczany, regały i stół na 14 osób. A właściwie 15,
                        > bo przecież dynamiczny czterdziestolatek był przewidziany od początku... No chy
                        > ba, że oni te pozostałe meble wynieśli do innych pomieszczeń, ale mowy o tym w
                        > książce nie było.
                        > Jak można tak nie panować nad własnym dziełem... [cmoka z dezaprobatą]

                        Cuszsz - najwiekszy zielony, w ktorym nb nastepnego dnia odbywa sie wesele Idy, a w McD wesele Laury ( gosci wiecej niz u Idy, rodzina sie rozrosla) i jest jeszcze miejsce na tance w tej samej McD jest tak maly, ze po wstawieniu lozka dla Magdy wigilia odbywa sie w kuchni, bo w zielonym miejsca nie staje...
                        • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 07.02.25, 18:02
                          > zielony, w ktorym nb nastepnego dnia odbywa sie wesele Idy, a w McD wesele Laury ( gosci wiecej niz u Idy, rodzina sie rozrosla) i jest jeszcze miejsce na tance w tej samej McD jest tak maly, ze po wstawieniu lozka dla Magdy wigilia odbywa sie w kuchni, bo w zielonym miejsca nie staje...

                          No bo Magda była gruba! Tak gruba, że jej łóżko musiało być ogromne. Większe niż ten stół na czternaście osób z Noelki! CBDO.
                          • shireen_leila_khaled Re: Planowanie a'la Borejko 24.02.25, 22:08
                            greta_herbst napisała:
                            > > zielony, w ktorym nb nastepnego dnia odbywa sie wesele Idy, a w McD wese
                            > le Laury ( gosci wiecej niz u Idy, rodzina sie rozrosla) i jest jeszcze miejsce
                            > na tance w tej samej McD jest tak maly, ze po wstawieniu lozka dla Magdy wigil
                            > ia odbywa sie w kuchni, bo w zielonym miejsca nie staje...
                            >
                            > No bo Magda była gruba! Tak gruba, że jej łóżko musiało być ogromne. Większe ni
                            > ż ten stół na czternaście osób z Noelki!
                            CBDO.

                            Kwikłam i chichram jak gópia do sera ;-DDDDDDDD dziękiiiiiii za uszczęśliwienie mnie tym konceptem!
                            Czy mogę zamieścić we Forumnych cytatach??
                            • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 25.02.25, 14:23
                              > Kwikłam i chichram jak gópia do sera ;-DDDDDDDD dziękiiiiiii za uszczęśliwienie mnie tym konceptem!
                              Czy mogę zamieścić we Forumnych cytatach??

                              Ależ będę zaszczyconą.
      • bupu Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 12:34
        greta_herbst napisała:

        > Ej, ale nie a la z Absurdalnym Apostrofem. Je vous en prie.

        Najmocniej przepraszam, francuskiego uczyłam się wieki temu i nieskutecznie. Już nie będę.


        >
        > Niekwestionowane pierwsze miejsce będzie zawsze miało dla mnie zwalenie dwóch m
        > ałolat na głowę trzeciej małolaty, która do tamtej pory nie zrobiła w życiu nic
        > odpowiedzialnego i najnormalniej w świecie nie miała żadnych kompetencji, żeby
        > się zająć siostrzenicami. Zero nil.
        > (Moja sąsiadka jak miała mi zostawić swojego psa na tydzień, to miesiąc wcześni
        > ej umówiła się ze mną na cztery próbne spacery przyzwyczajające. Ludzie, litośc
        > i, to naprawdę nie jest tak, że spokrewniony osobnik z chromosomami XX automaty
        > cznie może zajmować się dziatwą.)

        Masz na myśli Nutryje objuczoną Pyziakownami w NiN? Jaka z niej małolata, 23 albo 24 lata wtedy miała.


        > Ale silną konkurencję stanowi też Gaba zabierająca dwoje nieznanych dzieci w ni
        > eznanej sytuacji o nieznanym stanie zdrowia i nieznanych potrzebach i przyprowa
        > dzająca je do domu na godzinę przed wieczerzą wigilijną, w dodatku mającą też s
        > łużyć poznaniu przyszłej teściowej.


        A jeśli o to chodzi, to ja ci mówię, że Gaba nie mogła znieść, że Ida była tego wieczoru w centrum zainteresowania i usiłowała jej odebrać to zainteresowanie. Sabotaż jak ta lala!
        • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 13:26
          > Najmocniej przepraszam, francuskiego uczyłam się wieki temu i nieskutecznie. Już nie będę.

          Serdecznie dziękuję.

          > Masz na myśli Nutryje objuczoną Pyziakownami w NiN? Jaka z niej małolata, 23 albo 24 lata wtedy miała.

          Faktycznie! Zapamiętałam ją jako młodszą, pewnie przez ten nastoletni wątek romantyczny. Tak czy owak, nie miała żadnych kompetencji, ani zdaje się również i pieniędzy, żeby coś takiego robić. Też twoje dzieci, rzeczywiście. Parenting, organizacja wyjazdu i w ogóle odpowiedzialność po borejkowemu.

          > A jeśli o to chodzi, to ja ci mówię, że Gaba nie mogła znieść, że Ida była tego wieczoru w centrum zainteresowania i usiłowała jej odebrać to zainteresowanie.

          Tzn ekstradiegetycznie MM z całą pewnością widziała w tym ładny wigilijny obrazek niesienia pomocy, kiedy to pisała. Ale intradiegetycznie to zgadzam się z Tobą w zupełności, żeby zrobić coś takiego to faktyczna jednostka ludzka musiałaby działać w ciężkim napadzie narcystycznego kompleksu zbawcy. Żeby chociaż Gaba na stałe pracowała w jakimś MOPSie, albo działała w jakiejś fundacji, żeby przywlokła chociażby kogoś odrobinę znajomego, to jeszcze. Ale wyskoczenie nagle z takim "dobrym uczynkiem" w tych konkretnych okolicznościach też dla mnie wygląda straszliwie atencjuszowsko.
        • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 13:32
          bupu napisała:

          > greta_herbst napisała:
          Niekwestionowane pierwsze miejsce będzie zawsze miało dla mnie zwalenie d
          > wóch m
          > > ałolat na głowę trzeciej małolaty, która do tamtej pory nie zrobiła w życ
          > iu nic
          > > odpowiedzialnego i najnormalniej w świecie nie miała żadnych kompetencji
          > , żeby
          > > się zająć siostrzenicami. Zero nil.
          > > (Moja sąsiadka jak miała mi zostawić swojego psa na tydzień, to miesiąc w
          > cześni
          > > ej umówiła się ze mną na cztery próbne spacery przyzwyczajające. Ludzie,
          > litośc
          > > i, to naprawdę nie jest tak, że spokrewniony osobnik z chromosomami XX au
          > tomaty
          > > cznie może zajmować się dziatwą.)
          >
          > Masz na myśli Nutryje objuczoną Pyziakownami w NiN? Jaka z niej małolata, 23 al
          > bo 24 lata wtedy miała.

          Ale sama była niepozbierana i zupełnie niekompetentna w sprawie dzieci. Wszystko jedno, czy miała 20+, czy wczesne 18. 🤦‍♀️ Mało tego, jakby Gąba jej nie znała i uważała za osobę doskonałą do niańczenia jej dzieci, to Nutria jej otwartym tekstem oznajmiła, że sobie w tej sytuacji nie poradzi! 😒 Co więcej, ma rację! Ta podróż to była katastrofa organizacyjna. Naprawdę nie wiem, jaką trzeba matką, żeby powierzać w tej sytuacji swoje dzieci osobie, która się do tego nie nadaje i która tego nie chce. Skóra mi cierpnie na myśl o czymś takim.
          Kolejna rzecz, to (znowu!) kwestia finansowa. Gąba sypnęła groszem (chyba dosłownie groszowymi monetami) i pieniądze na podróż w obie strony, wyżywienie, atrakcje i ogółem wszystko skończyły się po dwóch dniach.
          Eh...
          > > Ale silną konkurencję stanowi też Gaba zabierająca dwoje nieznanych dziec
          > i w ni
          > > eznanej sytuacji o nieznanym stanie zdrowia i nieznanych potrzebach i prz
          > yprowa
          > > dzająca je do domu na godzinę przed wieczerzą wigilijną, w dodatku mającą
          > też s
          > > łużyć poznaniu przyszłej teściowej.
          >
          >
          > A jeśli o to chodzi, to ja ci mówię, że Gaba nie mogła znieść, że Ida była tego
          > wieczoru w centrum zainteresowania i usiłowała jej odebrać to zainteresowanie.
          > Sabotaż jak ta lala!

          Obawiała się, że Grzegorz zrobi za małe wrażenie? Za skromny, za nieśmiały?
          No to faktycznie załatwiła sobie Wielkie Wejście. Tego nikt nie mógł przeoczyć.🥇
          Btw, ja się tylko delikatnie zastanawiam, jakich rozmiarów był pokój i stół u Borejków.
          Mianowicie, pierwotnie miało przy nim usiąść 10 osób (seniory, 4 córki, 2 wnuczki, Mareczek i nieznana jeszcze teściowa, a w zasadzie świekra Idy). Sporo, było nie było, a ze względu na rangę przyjęcia - Wigilia, tradycyjnie najbardziej uroczysty posiłek w Polsce + próba wywarcia dobrego wrażenia na mamie Mareczka - należało to zrobić jakoś ładnie, porządnie i elegancko. Żeby się ludzie nie trącali łokciami przy posiłku.
          I wtem... tadam! bez problemu dostawia się 4 dodatkowe nakrycia!

          Odkryłam właśnie sposób na wstawianie emotek 😁. Obiecuję nie nadużywać.

          Dla mnie jednak największą porażką organizacyjną jest przeniesienie Róży z dziećmi na grunt polski. Via Żaba z Londynu i tej jej walijski mąż.
          Bardzo miły.
          • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 13:39
            > Dla mnie jednak największą porażką organizacyjną jest przeniesienie Róży z dziećmi na grunt polski.

            To prawda. Przesadzanie Róży trochę wypieram, bo mam za mało wyobraźni i mi się nie mieści. Ten biedny kot...
          • bupu Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 14:31
            ako17 napisała:

            >
            > Ale sama była niepozbierana i zupełnie niekompetentna w sprawie dzieci. Wszystk
            > o jedno, czy miała 20+, czy wczesne 18. 🤦‍♀️ Mało tego, jakby Gąba jej nie zna
            > ła i uważała za osobę doskonałą do niańczenia jej dzieci, to Nutria jej otwarty
            > m tekstem oznajmiła, że sobie w tej sytuacji nie poradzi! 😒 Co więcej, ma rację

            Nie wiem co musiałoby dopaść Gabe, żeby uznała Nutrie za ogarniętą opiekunkę. Toż to rodzinna poetyczna niedojda...

            > Ta podróż to była katastrofa organizacyjna. Naprawdę nie wiem, jaką trzeba m
            > atką, żeby powierzać w tej sytuacji swoje dzieci osobie, która się do tego nie
            > nadaje i która tego nie chce. Skóra mi cierpnie na myśl o czymś takim.

            Taką jak Gabunia. Kiepską. I jeszcze wysyła te dzieci z Nutryją niedojdą nad morze. Może liczyła że dzięki wspaniałej opiece jakże przytomnej siostry pozbędzie się pyziaczego nasienia?


            > Kolejna rzecz, to (znowu!) kwestia finansowa. Gąba sypnęła groszem (chyba dosło
            > wnie groszowymi monetami) i pieniądze na podróż w obie strony, wyżywienie, atra
            > kcje i ogółem wszystko skończyły się po dwóch dniach.
            > Eh...

            Nutria zdaje się też planowała żyć na tych wakacjach melancholią i morską bryzą, względnie oczekiwała furażu od Bernardów, bo jej zasoby wyczerpała jedna wizyta w Warsie i rajd taksówką. Wybrzeże w sezonie nigdy nie było tanie.


            > Obawiała się, że Grzegorz zrobi za małe wrażenie? Za skromny, za nieśmiały?
            > No to faktycznie załatwiła sobie Wielkie Wejście. Tego nikt nie mógł przeoczyć.
            > 🥇

            Po tym jak mamusia Mareczka okazała się starą przyjaciółką Mili? Popatrz tylko na tego zmiętego Celofana, gdzież jemu konkurować z taką sensacją. Gaba potrzebowała czegoś większego!

            > Btw, ja się tylko delikatnie zastanawiam, jakich rozmiarów był pokój i stół u B
            > orejków.
            > Mianowicie, pierwotnie miało przy nim usiąść 10 osób (seniory, 4 córki, 2 wnucz
            > ki, Mareczek i nieznana jeszcze teściowa, a w zasadzie świekra Idy). Sporo, był
            > o nie było, a ze względu na rangę przyjęcia - Wigilia, tradycyjnie najbardziej
            > uroczysty posiłek w Polsce + próba wywarcia dobrego wrażenia na mamie Mareczka
            > - należało to zrobić jakoś ładnie, porządnie i elegancko. Żeby się ludzie nie t
            > rącali łokciami przy posiłku.
            > I wtem... tadam! bez problemu dostawia się 4 dodatkowe nakrycia!

            Na Ruswelta wszystko ma cechy gumowe. Stół również.
            • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 21:09
              bupu napisała:


              > Nutria zdaje się też planowała żyć na tych wakacjach melancholią i morską bryzą
              > , względnie oczekiwała furażu od Bernardów, bo jej zasoby wyczerpała jedna wizy
              > ta w Warsie i rajd taksówką. Wybrzeże w sezonie nigdy nie było tanie.

              tego nie da się sensownie skomentować...

              > > Obawiała się, że Grzegorz zrobi za małe wrażenie? Za skromny, za nieśmiał
              > y?
              > > No to faktycznie załatwiła sobie Wielkie Wejście. Tego nikt nie mógł prze
              > oczyć.
              > > 🥇
              >
              > Po tym jak mamusia Mareczka okazała się starą przyjaciółką Mili? Popatrz tylko
              > na tego zmiętego Celofana, gdzież jemu konkurować z taką sensacją. Gaba potrzeb
              > owała czegoś większego!

              Ale on wtedy jeszcze nie był zmiętym celofanem! Był dynamicznym czterdziestolatkiem!
              Mało?
              Kurde, dynamiczny, wysoki typ przychodzący w samiuśką Wilię do porzuconej przed laty siostry. No przeca od początku pachnie dużą, miłą i dzielną sensacją!
    • tt-tka Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 14:50
      Zglaszam sie z votumem separatumem :)

      Gaba jest mistrzynia planowania. Przy (wrednym) zalozeniu, ze cudze klopoty jej nie obchodza, to kazda przywolana sytuacja swiadczy, ze Gabunia swietnie potrafi zorganizowac sie tak, zeby kazda ciezka sprawe zepchnac z siebie na kogo innego.

      Nie chce jej sie dluzej nianczyc syneczka i uzerac z Miagwowa ? Proszsz, Roza (z przychowkiem) wyciagnieta z kapelusza i juz Gabuni na Rusfelta nie ma, wszystkie obowiazki z glowy, Rozyczka sie tym zajmie. I glowe daje, ze wcale nie zamierzala sie gniezdzic w piecioro (choc dalaby rade, dziewiec osob tam kiedys mieszkalo), bo juz wczesniej postanowila zwalic sie Pulpie na kark - Iwonia w ktoryms watku wywiodla nader przekonujaco, ze Gaba o wyprowadzdce myslala juz przed wylotem do Oksfordu, ale bynajmniej nie do kawalerki, tylko od poczatku celowala w Pulpowo, gdzie bedzie miala atencje i wszystkie przywileje bez zadnych praktycznie obowiazkow.

      Corki w domu zawadzaja ? Lu je Nutrii na kark i juz nie zawadzaja. Ida chce gwiazdorzyc na wlasnym swiecie ? No to nie pogwiazdorzy, zafundujemy wszystkim bardziej atrakcyjne (i absorbujace) towarzystwo (przypominam, ze telefon przynaglajacy Grzegorza do przyjscia gaba wykonala juz po tym, jak sprowadzila Rumunki). Ida chcialaby odprawic noc poslubna i pocelebrowac swoje swieze malzenstwo ? Spuscimy coreczki (i Ygnaca) ze smyczy i walla, jak mawiali starozytni Tatarzy. Corka ma noworodka i Ygnac marudzi ? Wyjezdzamy w porzeczki, niech sobie sama radzi z dzieckiem i starym szajbusem. Druga corka chcialaby udany slub i wesele ? Nie wyjezdzamy nigdzie, nawet z dzieckiem po suknie czy do fryzjera z okazji slubu, a potem urywamy sie do szpitala i na dworzec.

      A inni poza Gaba to owszem, ofiary losu. Moze poza starcami, czy przynajmniej jedna ze starcow :), bo ona tez od pewnego momentu potrafi zniknac i nawet przekonac reszte, ze to jej swiete prawo (wyjazd do wod, gdy ciezko chora lezaca corka wymagalaby nianczenia)
      • przymrozki Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 18:12
        tt-tka napisała:

        > Gaba jest mistrzynia planowania. Przy (wrednym) zalozeniu, ze cudze klopoty jej
        > nie obchodza, to kazda przywolana sytuacja swiadczy, ze Gabunia swietnie potra
        > fi zorganizowac sie tak, zeby kazda ciezka sprawe zepchnac z siebie na kogo inn
        > ego.

        To jest prawda, ale z przeprowadzką do Pulpowa to Gaba zagrała ryzykownie.

        Najpierw zbliżając się do wieku emerytalnego i będąc żoną o dziesięć lat starszego Grzegorza przeznaczyła (zapewne sporą) część niewielkiego wspólnego majątku życia na pozbycie się jednego pokoju w mieszkaniu (żeby mieć dwie łazienki). Potem zarządziła szybką ewakuację z tego mieszkania i z żebraczym tobołkiem ruszyła do Pacanowa, przepraszam, do Pulopowa. A za nią podreptał siedemdziesięcioletni Grzegorz.

        Co by było, gdyby Patrycja odpisała "a pewnie, wpadajcie do nas, do października pokój Ani będzie stał pusty, potem przyjeżdża mama Florka, ale w miesiąc na pewno coś znajdziecie, buziaki!".
        • tt-tka Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 18:29
          Stawiala na pewniaka !
          gdyby Pulpa odpisala tak, jak sugerujesz, Gaba i tak by sie nie ruszyla z Pulpowa, uczepiona oburacz mamusi i tatusia :)

          Oraz wydaje mi sie - kto ma egzemplarz, niech rzuci okiem - ze gabon zaczal przewozic manele dopiero PO tej deklaracji Flora o przerobce pawilonu na caloroczny domek do wylacznego uzytku Grzybow. Gdyby sie tego nie doczekala, zapewne wrzucilaby Szopow do niemowlecego pokoju, a sama okopalaby sie w poszczepanskim do czasu, az rodzina nie zmiekczylaby lub nie zlamala Pulpy.
          • iwoniaw Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 18:58
            A z tym goszczebiem we Floplicowie to ciekawa sprawa, bo jeszcze zanim Gaba w ogole soe odezwala z Oksfordu, Pulpecja mówi Milicji, ze to "bardzo dobrze", ze Lonia zarezerwowala sobie hotel na przyjazd na wesele, bo oni z Florkiem "zaprosili wlasnie Gabrysiow na trochę", by Agnieszka nie miala za plecami tesciowej "w tym newralgicznym momencie życia" (czyli po porodzie).
            Po czym nadchodzi mail Gaby, w którym zdradza ona, ze oto Róza, Frycek etc., w związku z czym ona z Grzegorzem postanowili oddac Róży i dzieciom swój pokój ("niech czuja ze wrocili w znane i ze maja dom" - tja, zwlaszcza dla Karola znane a znane...) wiec czy mogliby przyjechac do Pulpy i wystarczy im jakis kącik, a potem to sobie kupia jakąś bardzo uzywana kawalerke albo wezma kredyt, ale to powoli, bo najpierw "dwa ważne wydarzenia" beda przeżywac wszak (znaczy porod Agi i ślub Józka z Dorotą - zaprawdę, koliduje to starym Strybom z ewentualnymi ruchami na rynku nieruchomosci, kredytów bankowych i notariuszy? 😉) Na co Patrycja odpowiada, ze oczywiscie, pokoj Ani czeka, po czym w tym samym milu klawiature przejmuje Florek zabraniajacy "wyglupiania się" z kawalerkami oraz - zwlaszcza - z kredytami ("nigdy zadnych kredytów!" - pogratulować, że ta cała posiadlość i podkupywanie niemieckich holdingow to za gotówke zarobioną przez jednego leśnika-rolnika z jedną żoną leśniczką-rolniczką...)
            Tak że owszem, Gaba juz przylatujac z Oksfordu do Poznania ma deklaracje Florka i Pulpy, ze mogą zamieszkać w przerobionym na dom pawilonie "na zawsze"
            • ako17 Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 21:17
              iwoniaw napisała:

              > A z tym goszczebiem we Floplicowie to ciekawa sprawa, bo jeszcze zanim Gaba w o
              > gole soe odezwala z Oksfordu, Pulpecja mówi Milicji, ze to "bardzo dobrze", ze
              > Lonia zarezerwowala sobie hotel na przyjazd na wesele, bo oni z Florkiem "zapro
              > sili wlasnie Gabrysiow na trochę", by Agnieszka nie miala za plecami tesciowej
              > "w tym newralgicznym momencie życia" (czyli po porodzie).
              > Po czym nadchodzi mail Gaby, w którym zdradza ona, ze oto Róza, Frycek etc., w
              > związku z czym ona z Grzegorzem postanowili oddac Róży i dzieciom swój pokój ("
              > niech czuja ze wrocili w znane i ze maja dom" - tja, zwlaszcza dla Karola znane
              > a znane...) wiec czy mogliby przyjechac do Pulpy i wystarczy im jakis kącik
              >
              , a potem to sobie kupia jakąś bardzo uzywana kawalerke albo wezma kredyt,
              > ale to powoli, bo najpierw "dwa ważne wydarzenia" beda przeżywac wszak (znaczy
              > porod Agi i ślub Józka z Dorotą - zaprawdę, koliduje to starym Strybom z ewent
              > ualnymi ruchami na rynku nieruchomosci, kredytów bankowych i notariuszy? 😉)

              Moim zdaniem, Gabriela dawała tu znać, że jako Rodzinne Centrum, ona się bardzo mocno będzie angażować w oba wydarzenia organizacyjnie i po prostu czasu jej nie stanie na szukanie dachu nad głową.
              Oczywiście, ani poród Agnieszki, ani ślub i wesele Józka, żadną miarą nie odbyłyby się, gdyby nie ogromne zaangażowanie Gabrysi, co widzimy na kartach CZ.
            • greta_herbst Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 22:17
              > bo najpierw "dwa ważne wydarzenia" beda przeżywac wszak (znaczy porod Agi i ślub Józka z Dorotą - zaprawdę, koliduje to starym Strybom z ewentualnymi ruchami na rynku nieruchomosci, kredytów bankowych i notariuszy?

              Szczególnie ten ślub Józka, wieloletniego dręczyciela ich syna, totalnie powinien ich zaabsorbować do reszty i uniemożliwić zgoła nawet mieszanie sałat.
          • przymrozki Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 18:59
            tt-tka napisała:

            > Stawiala na pewniaka !
            > gdyby Pulpa odpisala tak, jak sugerujesz, Gaba i tak by sie nie ruszyla z Pulpo
            > wa, uczepiona oburacz mamusi i tatusia :)

            Chyba że mamusia (tatuś jest w tej roli mniej prawdopodobny) wcale nie byłaby zachwycona, że za jej plecami i bez jej zgody wyprowadzono ją z jej własnego mieszkania na stałe i bez możliwości powrotu i uczyniono wiecznym gościem u chyba najmniej lubianej córki.

            Że już nie wspomnę o tym, że w prawdziwym świecie reakcja siostry byłaby "aha, czyli tobie rodzice gotowali obiady i niańczyli dzieci, a jak się zestarzeli i zaczęli wymagać opieki, wykurzyłaś ich z ich domu i pod ich nieobecność zainstalowałaś tam na stałe swoje dorosłe dzieci, a teraz radośnie informujesz mnie, że rodzicami mam się martwić ja? no, dzięki, Gaba, naprawdę dzięki".
            • tt-tka Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 19:28
              Mamusia, mam wrazenie, z ulga zalegla sie u corki, moze nawet i najmniej lubianej, bo tam ma full obsluge i juz nie ona nosi, nakrywa, sprzata ze stolu, zaopatruje i karmi licznych stolownikow. Nawet brudnych szklanek z pokoju do kuchni nie musi odnosic, corka (najmniej lubiana) sprzatnie i jeszcze przeprosi, ze przeszkadza !

              W realnym swiecie to i siostra, i szwagier popukaliby sie w czolo na supozycje, ze maja na stale przygarnac tesciow i szwagrostwo. A w borejkowersum, jak widac, oboje sa przeszczesliwi. Nie mowiac o tym, ze na sugestie co do wykurzenia rdzicow z ich domu uslyszeliby, ze wlasnie corka chce sie zatroszczyc, zaopiekowac itakdalej (Ygnac poparlby to stanowisko z pewnoscia), a ze zatroszczenie sie i tak bedzie rekami Pulpy, cuszsz, jedynie wazne, ze beton osiadzie wsrod rodziny !
              • przymrozki Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 20:03
                tt-tka napisała:

                > Mamusia, mam wrazenie, z ulga zalegla sie u corki,

                Z ulgą i pewną przyjemnością. Ale co innego siedzieć Pulpetowi na karku, bo się chce, a co innego być u niej na łaskawym chlebie, bo się nie ma innego wyjścia.

                > W realnym swiecie to i siostra, i szwagier popukaliby sie w czolo na supozycje,
                > ze maja na stale przygarnac tesciow i szwagrostwo. A w borejkowersum, jak wida
                > c, oboje sa przeszczesliwi.

                W ogóle, gdyby nie Mila i Karol, Patrycja byłaby tym zstępnym Milicji i Ignacego, który z całej tej wielkiej sklejonej ze sobą rodziny miałby najmniej korzyści, a najwięcej pracy, zgryzot i problemów.

                • tt-tka Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 20:37
                  przymrozki napisała:

                  > tt-tka napisała:
                  >
                  > > Mamusia, mam wrazenie, z ulga zalegla sie u corki,
                  >
                  > Z ulgą i pewną przyjemnością. Ale co innego siedzieć Pulpetowi na karku, bo się
                  > chce, a co innego być u niej na łaskawym chlebie, bo się nie ma innego wyjścia

                  Coz, powiem otwarcie - jezeli mieszkanie pozostaje komunalne, Milicja sama sobie zrobila kuku opuszczajac je (powinna to zglosic i wymeldowac sie) i pretensje moze miec tylko do siebie; jezeli mieszkanie zostalo wykupione, Milicja moze tam wrocic w kazdej chwili i wejsc z walizkami do pokoju przeznaczonego dla niemowla, a obecnie zajetego przez mlode Szopy - kaze wyjsc obecnym i nie jej klopot, jak sie rozmieszcza aktualnie mieszkajacy, niech oni sie martwia.




                  > W ogóle, gdyby nie Mila i Karol, Patrycja byłaby tym zstępnym Milicji i Ignaceg
                  > o, który z całej tej wielkiej sklejonej ze sobą rodziny miałby najmniej korzyśc
                  > i, a najwięcej pracy, zgryzot i problemów.
                  >

                  i jak widac ochoczo bierze na siebie kolejne...
              • bupu Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 20:04
                tt-tka napisała:

                > Mamusia, mam wrazenie, z ulga zalegla sie u corki, moze nawet i najmniej lubian
                > ej, bo tam ma full obsluge i juz nie ona nosi, nakrywa, sprzata ze stolu, zaopa
                > truje i karmi licznych stolownikow. Nawet brudnych szklanek z pokoju do kuchni
                > nie musi odnosic, corka (najmniej lubiana) sprzatnie i jeszcze przeprosi, ze pr
                > zeszkadza !
                >
                > W realnym swiecie to i siostra, i szwagier popukaliby sie w czolo na supozycje,
                > ze maja na stale przygarnac tesciow i szwagrostwo. A w borejkowersum, jak wida
                > c, oboje sa przeszczesliwi. Nie mowiac o tym, ze na sugestie co do wykurzenia
                > rdzicow z ich domu uslyszeliby, ze wlasnie corka chce sie zatroszczyc, zaopieko
                > wac itakdalej (Ygnac poparlby to stanowisko z pewnoscia), a ze zatroszczenie si
                > e i tak bedzie rekami Pulpy, cuszsz, jedynie wazne, ze beton osiadzie wsrod ro
                > dziny !
                >


                Chciałam tylko dyskretnie przypomnieć że wyprowadzka seniorów w WdO była oficjalnie na czas określony, to jest do momentu zakończenia remontu pękniętego stropu w leżu Ignaca i Milicji. Prawda wyszła na jaw dopiero gdzieś między Feblikiem a CZ. Zatwm Gabunia ma już wprawę w takich manewrach.
                • tt-tka Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 20:40
                  We Febliku, to ten sam czas co WdO, Ygnac baka, ze dobrze mu tu, a Flor ochoczo zaprasza, nie pomne, czy na dluzej, czy na stale. Ale przeprowadzke maneli rzeczywiscie zalatwia glabunia niemal od reki, angazujac kogo sie da (Grzyb, Robroj, ziec Robroja)
                  • bupu Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 21:40
                    tt-tka napisała:

                    > We Febliku, to ten sam czas co WdO, Ygnac baka, ze dobrze mu tu, a Flor ochoczo
                    > zaprasza, nie pomne, czy na dluzej, czy na stale. Ale przeprowadzke maneli rze
                    > czywiscie zalatwia glabunia niemal od reki, angazujac kogo sie da (Grzyb, Robro
                    > j, ziec Robroja)
                    >


                    Nie znalazłam tej sceny w Febliku, natomiast ustaliłam co innego. Otóż najpierw Gaba wysłała seniorów razem z łóżkami, księgozbiorem Platonem i Dendronem do Pulpowa, rzekomo dla odpoczynku od upału, a dopiero POTEM pękł strop. Kto wyjeżdża na wakacyjny pobyt z łożem i kwieciem doniczkowym? Gbuchna od początku planowała wtrynienie seniorów Pulpie na zawsze!
                    • tt-tka Re: Planowanie a'la Borejko 04.02.25, 21:50
                      no popatrz, tego nie pamietalam... a ty twierdzisz, ze tam nikt planowac nie umie :)
    • shireen_leila_khaled Re: Planowanie a'la Borejko 24.02.25, 23:09
      bupu napisała:
      > Akurat wałkujemy na forumie dwa dosyć jaskrawe przykłady borejkowskich talentów
      > organizacyjnych, to jest wesele J

      > Kiedy jeszcze Borejkowie błysnęli organizacją i zmysłem praktycznym? Dawać mnie
      > tu przykłady!

      Ja ciebie daję, mianowicie
      1) dowolne śluby i wesela borejcze. Slapstick, stres, komedie pomyłek. Nic nigdy nie szkodzi, bo na końcu zawsze jest ślub, czy to pielucha pęknie czy welon czy suknia ucieknie gancegal.
      Konieczne, absolutnie niezbędne jest też upychanie ślubu w sam 1y dzień Gwiazdki tak, aby Ałtorgosia mogła pisać i komedie wigilijną i komedię weselną, postaciom doda stresu a ich goście opchną resztki barszczyku z wigilii. Ślub Udusi - smalc w pierniku, kupowanie obuwia last minute, Ignac "pomagający" w zakupach oraz zlatujacego z drabiny bo "trzeba" uprać last minute firaneczki dla Jezuska i odciągać Mamerta z jego wigilii.
      I ja 10 lat później mam uwierzyć że taki niepełnosprawny dziadek lat 55 nie potrafiący zdjąć szmat z okna bez połamania się i gadania z docentem to ten sam co dzieckiem w kołysce łby ukręcił nkwdzistom/hitlerowcom

      Potem straszna teściowa z dowcipów okazuje się big love Mili od zawsze, po czym niszczą dłonie, pichcąc coś jeszcze na wigilię (pierogi z kwasem solnym czy acetonem?? Czemu jeszcze pichcą?) Whatever. Następuje dalsza treść Nołelki, ale oni jeszcze idą na pasterkę, po czym reperują welon do którejś tam w nocy --

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka