Dodaj do ulubionych

Praca tłumacza- potrzebna filologia?

20.08.08, 18:52
Pytam z czystej ciekawości, gdyż pracy tłumacza nie planuję, ale też
nie wykluczam. Czy potrzebne jest ukończenie filologii, czy
wystarczy po prostu mieć poświadczoną biegłą znajomość języka,
nieważne czy zdobytą na kursie, podczas pobytu za granicą czy
wszczepioną przez UFO.
Obserwuj wątek
      • blanacz Re: Praca tłumacza- potrzebna filologia? 20.08.08, 19:46
        Studiuję germanistykę tłumaczeniową i nastawiamy się na tłumaczenie
        przysięgłe, a na tłumaczeniu literatury - bardzo okrojonym - uczymy
        się, że należy pisać "usunąć gniazdo nasienne strąka papryki"
        zamiast "wydrążyć paprykę" albo "usunąć nasiona". Po filologii nie
        ma się wcale większego wyczucia tłumaczeniowego i osobiście uważam,
        że najlepszy tłumacz to ten, kto dobrze zna język polski i czyta
        dużo literatury w obydwu językach. Filologia jest potrzebna jedynie
        do tego, by móc przystąpić do egzaminu na tłumacza przysięgłego, a
        to zupełnie inna bajka (i inne pieniądze).
        • micko2 Re: Praca tłumacza- potrzebna filologia? 20.08.08, 19:55
          Filologia to nie coś gorszego, złego, czy zbędnego, ale to inna
          branża (pod wieloma względami ciekawsza niz tłumaczenia, ale pod
          kilkoma nie).

          "osobiście uważam,
          > że najlepszy tłumacz to ten, kto dobrze zna język polski i czyta
          > dużo literatury w obydwu językach."

          Jest to mniemanie nieco odosobnione i nie sądzę, że wielu tłumaczy
          je podziela. Raczej chyba w ogóle nikt.
        • marajka Re: Praca tłumacza- potrzebna filologia? 20.08.08, 21:18
          Dzięki za odpowiedzi. Wiem, na czym polega zawód tłumacza
          przysięgłego, ale mam na myśli oczywiście zawód tłumacza literatury.
          Znam już nieźle angielski, uczę się włoskiego, a swoją przyszłość
          mam nadzieję związać z branżą wydawniczą. Zaczynam w tym roku
          polonistykę, chcę robić spec. edytorską, ale nie wykluczam też
          tłumaczeń, stąd moje pytanie. Nie wiedziałam, czy w wydawnictwach
          nie wymagają filologii, której studiować nie chcę. Chcę poznać język
          i tylko na nim się skupić na razie.
            • jottka Re: Praca tłumacza- potrzebna filologia? 21.08.08, 00:10
              wiesz co, ale nikt od tłumacza literatury nie wymaga jakichkolwiek zaświadczeń:)
              to nie tłumacz przysięgły, jak słusznie napisała blanacz.

              wydawcy chętnie za to oglądają próbki bądź rekomendacje od innych wydawców, więc
              dobrze jest zdobywać doświadczenie gdzie tylko można. studia filologiczne
              ułatwiają w wielu wypadkach zmagania z wredną materią lingwistyczną, ale nie są
              warunkiem nieodzownym w tym zawodzie. najlepiej natomiast mieć kogoś, kogo
              roboczo nazwijmy mentorem i u kogo można terminować (tj. pytać, pytać, pytać:)
    • nobullshit Re: Praca tłumacza- potrzebna filologia? 21.08.08, 00:43
      Przeczytaj niedawną dyskusję z pokrewnego forum:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10100&w=82852702
      I nie słuchaj Micko2:)

      Blanacz ma rację. Żeby tłumaczyć literaturę, trzeba znać dobrze język wyjściowy
      i doskonale docelowy. A skąd, nieważne, choćby i od kosmitów. Filologie są
      potrzebne, jeśli ktoś chce tłumaczyć poezję, zwłaszcza dawną, i dramaty, bo
      wtedy powinien odróżniać heksametr od pentametru itd. Znam około kilku dobrych
      tłumaczy, z dużym dorobkiem,
      którzy albo w ogóle nie studiowali filologii, albo była to filogia abstrakcyjna
      (tzn. ani polska, ani nie zajmująca się językiem, z którego tłumaczą).
      W wydawnictwach pytają o dorobek, nie o wykształcenie, i proszą o zrobienie próbki.

      Blanacz - podałaś świetny przykład. Przypomniało mi się, jak redaktorzy znający
      język angielski, ale nie znający dziedziny i polskich realiów, poprawiali mi
      okrę na ketmię jadalną, a trawkę cytrynową na palczatkę. Niech spróbują kupić
      ketmię i palczatkę w sklepie...
      • blanacz Re: Praca tłumacza- potrzebna filologia? 21.08.08, 01:30
        Mam więcej takich kwiatków :) Tę samą paprykę wielu ćwiartowało,
        drylowało, a niektórzy wysyłali księżniczkę na ziarku grochu zamiast
        na puchowy materac - na pierzynę z wiórów ededronowych. Po roku
        zbzikowałam i teraz zaczynam inne studia (f.klasyczną), w ogóle w
        życiu nieprzydatną, ale skoro mam już pewien dorobek jako tłumacz,
        myślę, że mogę tak czy siak parać się tym niewdzięcznym fachem.
        Studia nie są mi do tego potrzebne - dlatego zaczęłam studia typowo
        hobbystyczne.


        Filologia NIE JEST potrzebna, by być tłumaczem. Uczy języka, ale
        także kretyńskiego poglądu na tłumaczenie "jeden do jednego".
          • blanacz Re: Praca tłumacza- potrzebna filologia? 21.08.08, 08:55
            Po niemiecku to się nazywa "Einz zu einz". Polega na tłumaczeniu
            wszystkiego jak leci, bez wnikania w treść; przy rozbudowanym
            tłumaczeniu, w którym trzeba opisać etapy i odstępstwa, stanowi
            pierwszy etap tłumaczenia. U osób, które słabo znały język polski,
            język ojczysty stawał się językiem matki, a słownistwo skarbem
            wyrazowym. Właśnie wtedy składnia brzmi obco i "nie po polsku". Jest
            to podstawowy błąd tłumaczy.
            Poprawne tłumaczenie powinno przebiegać według schematu "zrozumienie
            - przetworzenie informacji - wyrażenie jej w języku docelowym".
            Tłumaczenie nie jest kalkowaniem słów.
        • apteros Re: Praca tłumacza- potrzebna filologia? 22.08.08, 18:37
          ja właśnie studiuję filologię klasyczną i mam naprawdę dużo przemyśleń na temat
          pracy tłumacza w związku z nią:)

          aby wykonywać zawód tłumacza literatury trzeba dobrze znać język obcy to na
          pewno:) studia filologiczne mogą w tym pomóc, ale mogą i zaszkodzić,
          rzeczywiście nieraz trzeba się wykazać tu doskonałym, dosłownym zrozumieniem
          tekstu i tylko niekiedy oczekuje się od studenta przekładu ładnego.

          moja łacinniczka w liceum bardzo dbała, by każdy fragment tekstu
          przetłumaczonego był potem opracowywany ponownie by brzmiał po polsku:) na
          studiach już się z takim wymaganiem nie spotykałam, a szyk łaciński jest jednak
          inny niż polski.

          moja praca magisterska to przekład i wydanie tekstu łacińskiego, męczę się już
          dwa lata nad nią, bo ciągle jeszcze trzeba to tłumaczenie gładzić, poprawiać.
          muszę się odrywać od tematu i spoglądać świeżym okiem, żeby w ogóle dostrzec, że
          wersja polska jest kompletnie niezrozumiała, tak bardzo dbałam o precyzję i
          ścisłość.

          natomiast jeśli chodzi o przekłady literatury pięknej, że tak porzucę dygresję o
          studiach filologicznych, to zdarzało mi się czytać wiele rzeczy bardzo zepsutych
          przez niedokładne, lub niezręczne tłumaczenia. i czytałam nieraz z wypiekami na
          twarzy książki, o których nie potrafiłabym powiedzieć, że nie zostały napisane
          po polsku od razu, gdybym nie widziała nazwiska autora na okładce. uważam, że do
          tej pracy trzeba mieć powołanie, talent i dryg po prostu. sama znajomość języka
          obcego i ojczystego nie wystarczy, smutnym jestem tego przykładem. i smutne mam
          tego świadectwa w pracy gdzie stykam się nieraz z przekładami poezji wydawanych
          dwujęzycznie i gołym okiem widzę jak topornie to wychodzi gdy ktoś nie czuje utworu.

          do założycielki wątku chciałam powiedzieć, że jeśli czytając tekst w obcym
          języku widzisz że nie miałabyś problemu z oddaniem po polsku całego jego smaku,
          że dałabyś radę oddać wszystkie dowcipy, wszystkie zabawy językowe, odcienie i
          nastroje - możesz się brać za ten fach:)

          ja po studiach filologicznych mam tylko takie narzędzie w ręku, że te wszystkie
          niuanse widzę i że wiem, że nigdy nie będę w stanie wyrazić ich we własnym
          języku tak jakbym chciała.
        • nobullshit Re: Praca tłumacza- potrzebna filologia? 21.08.08, 23:01
          micko2 napisał:
          > W czym blanacz ma rację? W tym, że każdy tłumacz musi znać polski,i
          > że filologia jest potrzebna jedynie tłumaczom przysięgłym? Przecież
          > są to kompletne bzdury.

          Micko, zaczynasz mnie irytować. To, że tłumacz musi znać polski nie jest bzdurą.
          A przede wszystkim, nie jest oczywistością dla wielu młodych adeptów tego
          zawodu. Ile jest postów na forach oraz telefonów / mali do wydawców pt.
          "Mieszkałem kilka lat za granicą, bardzo dobrze znam język x, chciałbym się
          zająć tłumaczeniami..." Bo myślą, że znajomość języka wyjściowego wystarczy.

          A co do filologii, przepraszam innych forowiczów, że będę się chwalić w
          amerykańskim stylu, ale chcę odać koledze M. przykład - przetłumaczyłam ze 20
          książek (nie licząc drobiazgów) i za jedną z nich dostałam nagrodę STP.
          Filologii nie skończyłam. Czy mam się oprawić w ramki i powiesić w gabinecie
          osobliwości? Takich osób jak ja jest mnóstwo.
          • micko2 Re: Praca tłumacza- potrzebna filologia? 22.08.08, 00:56
            1. Irytowanie jeszcze w tym kraju nie zostało jeszcze zakazane.
            Chociaż jak widać może się to wkrótce zmienić.

            2. Większość tłumaczy na świecie nie zna polskiego i jakoś dobrze im
            z tym.

            3. No ile jest tych postów?

            4. Czego to ma być przykład? Zamiast przepraszać może jednak lepiej
            nie robić tego, z czego wszyscy normalni się śmieją.

            Pozdrawiam
              • lirael micko2 22.08.08, 07:41
                Do micko2

                micko2 napisał:
                > 1. Irytowanie jeszcze w tym kraju nie zostało jeszcze zakazane.
                > Chociaż jak widać może się to wkrótce zmienić.

                Co widać??? Bo ja widzę w twoich postach bezkarną napastliwość i
                zgryźliwość (vide twoje wypowiedzi na tym forum). "Irytowanie" to
                eufemizm.

                micko2 napisał:
                > 4. Czego to ma być przykład? Zamiast przepraszać może jednak
                lepiej
                > nie robić tego, z czego wszyscy normalni się śmieją.

                Sugerujesz więc, że wydawcy i czytelnicy tych dwudziestu książek, a
                także członkowie Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich to osoby
                nienormalne? Rozumiem, że ty zaliczasz się do grupy "wszystkich
                normalnych"? Na szczęście złośliwość i zawiść nie jest normą "w tym
                kraju" ;)
                  • blanacz Re: micko2 22.08.08, 09:45
                    Głupich nie sieją, nie orzą. Widziałam wielu, którzy myśleli, że
                    filologia robi tłumaczem. Jak tłumaczyć na polski, kiedy nie umie się
                    pisać po polsku? Micko, daruj sobie, bo równie dobrze mógłbyś
                    udowadniać, że dwa razy dwa jest pięć.
                    • micko2 Re: micko2 22.08.08, 12:48
                      A cóż tu mam do udowadniania? To, że żeby tłumaczyć na polski trzeba
                      znać polski, a filologie są potrzebne nie tylko tłumaczom
                      przysięgłym? Nie chce mi się z tym towarzysstwem tutejszym
                      dyskutować na takim poziomie. Jeśli ktoś przetłumaczył dwadzieścia
                      książek i dostał nagrodę od swoich kolegów i ględzi jak osioł, jak
                      osioł będzie traktowany.
      • apteros ja tak nie w temacie ale strasznie mnie kusi to... 22.08.08, 18:21
        Yanga zacytowała

        > ("Kroniki Spiderwicku")

        ja oglądałam ten film tylko w wersji ang. nie widziałam w ogóle jak to
        przetłumaczyli na Polski, i mam teraz takie wątpliwości: zdawało mi się, że
        Spiderwick to nazwisko, czy wobec tego nie powinno być Kroniki (lub nawet
        Kronika?) Spiderwicka? tfu. ten rym wewnętrzny może rzeczywiście kiepsko wygląda.

        kwestia jest właśnie taka przekładowa więc ośmieliłam się poruszyć dla zmiany
        tematu:)
        • nobullshit Re: ja tak nie w temacie ale strasznie mnie kusi 22.08.08, 18:33
          Yanga się przepisała.
          I film, i książka nazywają się po polsku "Kroniki Spiderwick".
          Nie mogły być "Spiderwick-A", bo to kroniki miejscowości,
          a nie osoby (Arthura Spiderwicka). Kwestia odmienności lub nieodmienności nazwy
          miasteczka (a raczej posiadłości) pozostaje dyskusyjna. W zasadzie można by
          odmieniać, jak Brunszwik, Brunszwiku, wzór jest. Ale nazwa Brunszwik jest
          spolszczona i funkcjonuje w naszym języku. A taką obcą - obcą nazwę można
          zostawić nieodmienną.
            • blanacz Re: ja tak nie w temacie ale strasznie mnie kusi 22.08.08, 19:01
              Czytałam gdzieś, że teoretycznie nazwy łacińskie powinno się
              odmieniać jak po łacinie, ponieważ deklinacje polskie z łacińskimi
              są zbliżone (wyjątkiem jest Ablativus, który łączy kilka naszych
              przypadków). Wyobraźcie sobie jednak, że ktoś opowiada o "pueallae
              seneces" albo "fori romani" - czy zostałby zrozumiany? Błędem w
              tłumaczeniu łaciny jest Wenera - wzięło się to od Venus, Veneris.
              Afrodyta-Wenera to po prostu Wenus, ale niewielu już to kojarzy.
              Dlatego najlepiej odmieniać zapożyczenia jak najrzadziej, tak
              konstruować wypowiedzi, by nie okazało się to konieczne...
                • apteros Re: ja tak nie w temacie ale strasznie mnie kusi 24.08.08, 19:05
                  dlaczego aż tak? słowo forum zostało zapożyczone bez spolszczenia, występuje w
                  języku polskim i ma swoją deklinację. a określenie forum rzymskie mogłoby być
                  całkiem zrozumiałe.

                  formy typu Wenera to właśnie jest termin powstały w toku rozwoju naszej kultury,
                  tak jak Wergiliusz, Lacjum czy Kwirynał - jedne nazwy wyrównane do polskich
                  końcówek, inne zapisane fonetycznie.

                  ja wychodzę z założenia, że terminy, które są głęboko już zakorzenione w naszym
                  języku i mają swoje spolszczenia należy stosować w przekładach, pozostałe
                  nazwiska można spolszczyć wg tego paradygmatu wypracowanego, a nazwy miejscowe
                  można przytaczać w oryginale.

                  aha... puellae czy seneces można spokojnie przetłumaczyć:) nie widzę powodu by
                  tego nie robić:)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka