bupu
16.07.25, 18:36
Odnoszę wrażenie że w ostatnich tomach opisy zakochania odjechały od realizmu w stronę galopującej groteski.
CZ, Józworotki.
Józek, który coraz bardziej i bardziej nie słuchał, o czym mowa, nagle wyciągnął rękę przez stół i położył ją na dłoni Doroty, przykrywając, jak mocnym i piegowatym daszkiem, jej pierścionek z niebieską kuleczką. Oboje się zarumienili, zaszkliły im się oczy, uchyliły usta i zaczęli wyglądać, jakby ich ktoś wyłączył z tej rzeczywistości, a przeniósł w zupełnie inną, całkowicie absorbującą oraz wyraźnie wspaniałą.
i]Za nimi dał się słyszeć w odpowiedzi cichy, podwójny śmiech, a kiedy Nora się ukradkiem obejrzała, zobaczyła, jak narzeczeni, wyciągając ręce, suną ku sobie równomiernie przez kuchnię. Jakby ich przyciągał potężny magnes! Padli sobie w objęcia. Dorota ułapiła Józka w pasie, on ją mocno ogarnął ramionami i stali tak bez słowa, i stali, i stali, czoło w czoło, z przytulonymi głowami, z zamkniętymi oczami, lekko tylko się kołysząc. Ach! Potęga prawdziwej miłości!
[/i]
Upojne. Oko szklane, gęba rozchylona, ręce wyciągnięte w przód, lunatycy li to, czy upiory?
Feblik, Aga i IGS.
Przede wszystkim: kiedy się przypadkiem dotkną, odskakują jak oparzeni. Ale zarazem mówią, poruszają się, uśmiechają, jakoś tak RAZEM, widzę też, że potrafią się porozumiewać bez słów, spojrzeniem albo i nawet nie. Wstają, ruszają – i zaraz się ujawnia jakaś nieświadoma synchronizacja pomiędzy nimi.
Aha. Zakochani wszystko robią razem, w idealnym synchro, niczym ruski balet. Dobrze wiedzieć. I do tego porozumienie bez słów, nasze jakże ulubione.
Makabrusia:
I nagle, pod wpływem jakiejś myśli, całkowicie się zmieniła, jakby ujrzała właśnie coś cudownego; przestała żuć gumę i znieruchomiała w milczącym zachwycie. Oblana rumieńcem, z księżycowym blaskiem w oczach, nie wyglądała na dawnego, groźnego Tygrysa. Była Laurą w pełni romantyczną, który to efekt wzmagał - niezależnie od piżamy - wieniec z plastikowej ruty i plastikowych konwalii przytrzymujący welon.
- Aaaadamm... - powiedziała głosem sekretnym, dziwnym, dalekim.
- Rozumiem - szepnęła tęsknie Magda.
Rumieniec z wolna opuścił piękną twarz Laury. Oczy jej z maślanych stały się na powrót stalowe.
I znowu: szklane oko, tępota na licu, odłączenie od rzeczywistości. To wygląda na obłęd, a nie miłość.
Ja rozumiem że z racji wieku i okoliczności życiowych dzieci Autorka od jakiegoś czasu widuje wyłącznie wypucowane, uczesane i deklamujace na cześć, ale... Innych dorosłych chyba widuje? Wychodzi z domu dalej niż do ogródka? Bo tak się zakochani nie zachowują, jak pragnę podskoczyć!