27.09.25, 20:21
Zbierzmy do kupy wszystkie sceny/ wątki w J, ewidentnie wzięte z amerykańskich filmów, czy, ogólnie - popkultury.
1. Porwanie przez Natalię furgonetki Tomka i gnanie nią za Robrojkiem z pogwałceniem zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym oraz bez uprawnień (jakby nie mogła zadzwonić na swój telefon z telefonu Rojka, skoro już się zorientowała, że telefony zostały zamienione. BTW, fakt, że obydwoje mieli dokładnie ten sam model i żadne z nich nie wyróżniło swojego aparatu jakąś naklejką - etui chyba wtedy jeszcze nie były zbyt popularne - też mi się wydaje odrobinę mało realny).
2. Prowadzenie panny młodej do ołtarza przez ojca/ dziadka/ matkę - zupełnie niezgodna z polską tradycją.
3. Coś jeszcze konkretnego miałam w głowie zanim zaczęłam pisać ten post i uciekło :(
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Pollywood 27.09.25, 20:51
      ako17 napisała:

      > Zbierzmy do kupy wszystkie sceny/ wątki w J, ewidentnie wzięte z amerykańskich
      > filmów, czy, ogólnie - popkultury.
      > 1. Porwanie przez Natalię furgonetki Tomka i gnanie nią za Robrojkiem z pogwałc
      > eniem zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym oraz bez uprawnień (jakby nie mogła
      > zadzwonić na swój telefon z telefonu Rojka, skoro już się zorientowała, że tel
      > efony zostały zamienione. BTW, fakt, że obydwoje mieli dokładnie ten sam model
      > i żadne z nich nie wyróżniło swojego aparatu jakąś naklejką - etui chyba wtedy
      > jeszcze nie były zbyt popularne - też mi się wydaje odrobinę mało realny).
      > 2. Prowadzenie panny młodej do ołtarza przez ojca/ dziadka/ matkę - zupełnie ni
      > ezgodna z polską tradycją.
      > 3. Coś jeszcze konkretnego miałam w głowie zanim zaczęłam pisać ten post i ucie
      > kło :(
      >
      >

      Dramatyczny wypadek Gabuchny oczywiście i ta pielgrzymująca do szpitala rodzina, by podziwiać jak dzielnie i dramatycznie Gabunia leży w gipsie. Przy czym uwielbiam fakt, że betonowe centrum wszechrzeczy zniknęło rodzinie z oczu, czego nie miało w zwyczaju, a rodzina zaniepokoiła się po polowie jednego dnia, całej nocy i kawałku drugiego. Zżyci i kochający jak rzadko.
      • ako17 Re: Pollywood 27.09.25, 21:07
        bupu napisała:


        > > 2. Prowadzenie panny młodej do ołtarza przez ojca/ dziadka/ matkę - zupeł
        > nie ni
        > > ezgodna z polską tradycją.

        niezgodnE miało być.
        > > 3. Coś jeszcze konkretnego miałam w głowie zanim zaczęłam pisać ten post
        > i ucie
        > > kło :(
        > >
        > >
        >
        > Dramatyczny wypadek Gabuchny oczywiście i ta pielgrzymująca do szpitala rodzina
        > , by podziwiać jak dzielnie i dramatycznie Gabunia leży w gipsie. Przy czym uwi
        > elbiam fakt, że betonowe centrum wszechrzeczy zniknęło rodzinie z oczu, czego n
        > ie miało w zwyczaju, a rodzina zaniepokoiła się po polowie jednego dnia, całej
        > nocy i kawałku drugiego. Zżyci i kochający jak rzadko.

        A oni tam nie mieli wzajemnego przekonania, że Gąba jest u tych, a ci, że u tamtych?
        Ale fakt, pielgrzymki do łoża, zwłaszcza ta Laury, były bardzo hollywoodzkie. Tylko wciąż nie mogę sobie uzmysłowić, co tak bardzo widziałam jako punkt 3. Wstrętna peseloza :(
        • bupu Re: Pollywood 27.09.25, 21:23
          ako17 napisała:

          >
          >
          > A oni tam nie mieli wzajemnego przekonania, że Gąba jest u tych, a ci, że u tamtych?

          Niby mieli, ale w dobie telefonów komórkowych nie zadzwonić do psoby która nie wraca? A Grzegorz nue zadzwonił tylko cierpiał w milczeniu, że mu żona nie powiedziała "dobranoc,". No błagam.
    • mircja Re: Pollywood 27.09.25, 21:01
      ako17 napisała:

      BTW, fakt, że obydwoje mieli dokładnie ten sam model
      > i żadne z nich nie wyróżniło swojego aparatu jakąś naklejką - etui chyba wtedy
      > jeszcze nie były zbyt popularne - też mi się wydaje odrobinę mało realny).
      To akurat nie wydaje mi się dziwne - miałam taki sam model telefonu jak moja koleżanka, obok której zazwyczaj siedziałam na seminariach, i ani nam do głowy nie przyszło, żeby z tego powodu jakoś je wyróżniać. W ogóle nie przypominam sobie, żeby dorośli ludzie mieli takie zwyczaje na przełomie wieków.
      • ako17 Re: Pollywood 27.09.25, 21:24
        mircja napisała:


        > .
        > To akurat nie wydaje mi się dziwne - miałam taki sam model telefonu jak moja ko
        > leżanka, obok której zazwyczaj siedziałam na seminariach, i ani nam do głowy ni
        > e przyszło, żeby z tego powodu jakoś je wyróżniać. W ogóle nie przypominam sobi
        > e, żeby dorośli ludzie mieli takie zwyczaje na przełomie wieków.

        może być :) teraz już coś tam się robi, najczęściej po prostu nakłada etui. A zdarzyło Wam się te aparaty zamienić?
        Czy kładłyście je zawsze tak, żeby było wiadomo, która który zgarnia?

        Swoją drogą, to nigdy nie zdarzyło mi się zamienić swojego aparatu z czyimś. Wiem, tu ręka Róży zadziałała jakoś, nie pamiętam do końca, jak.
        Ale, że to się wszystko potoczyło zgodnie z Róży oczekiwaniami na skutek takiego jej działania, łącznie ze ślubem we dworku (gdzie ten ślub był, przypomnijcie proszę), to już Hollywood w czystej postaci.
        • mackakisa Re: Pollywood 27.09.25, 21:35
          4. Przykuwanie się do kajdankami do Natalii przez Filipa.
          5. „Złota nić”, łącząca Laurę i Adama (paskudny motyw).
          6. Nora i Gustaw - nielubiący się, średnio się znający (albo mniej niż „średnio”), ale oczywiście skończy się miłością i Apgarem.
          • ako17 Re: Pollywood 27.09.25, 21:57
            mackakisa napisał(a):

            > 4. Przykuwanie się do kajdankami do Natalii przez Filipa.

            Tak! I następne pokochanie złego chłopca!

            > 5. „Złota nić”, łącząca Laurę i Adama (paskudny motyw).

            Tak. I tak.

            > 6. Nora i Gustaw - nielubiący się, średnio się znający (albo mniej niż „średnio
            > ”), ale oczywiście skończy się miłością i Apgarem.

            August, do licha ;) Jednak coś tam sobie pogadali w trakcie CZ. To jemu Nora wygłasza objawioną prawdę o połączeniu z Bogiem za pośrednictwem noworodka- Norę Różę (gdyby kto pytał).
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pollywood 27.09.25, 22:46
              ako17 napisała:

              > mackakisa napisał(a):
              >
              > > 4. Przykuwanie się do kajdankami do Natalii przez Filipa.
              >
              > Tak! I następne pokochanie złego chłopca!
              >
              > > 5. „Złota nić”, łącząca Laurę i Adama (paskudny motyw).
              >
              > Tak. I tak.
              >
              > > 6. Nora i Gustaw - nielubiący się, średnio się znający (albo mniej niż „ś
              > rednio
              > > ”), ale oczywiście skończy się miłością i Apgarem.
              >
              > August, do licha ;) Jednak coś tam sobie pogadali w trakcie CZ. To jemu Nora wy
              > głasza objawioną prawdę o połączeniu z Bogiem za pośrednictwem noworodka- Norę
              > Różę (gdyby kto pytał).
              >
              >
              >
              >

              Za pośrednictwem NorY RóżY. Za ten błąd fleksyjny apeluję o karę w postaci odtworzenia niebezpiecznych ekskrementów Dętego i Gustego, nagrania tej procedury i pochwalenia się na forum jak poszło.
              • ako17 Re: Pollywood 27.09.25, 23:13
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                > > August, do licha ;) Jednak coś tam sobie pogadali w trakcie CZ. To jemu N
                > ora wy
                > > głasza objawioną prawdę o połączeniu z Bogiem za pośrednictwem noworodka-
                > Norę
                > > Różę (gdyby kto pytał).

                > Za pośrednictwem NorY RóżY. Za ten błąd fleksyjny apeluję o karę w postaci odtw
                > orzenia niebezpiecznych ekskrementów Dętego i Gustego, nagrania tej procedury i
                > pochwalenia się na forum jak poszło.

                do kogo?

                Ale fakt, do błędu fleksyjnego się przyznaję.
            • mackakisa Re: Pollywood 28.09.25, 09:55
              Racja, August. Przepraszam najmocniej. Mylę go jak Ignac Janusza z Juliuszem.
        • mika_p Re: Pollywood 27.09.25, 22:18
          > Swoją drogą, to nigdy nie zdarzyło mi się zamienić swojego aparatu z czyimś.

          Miałam nokię taką samą jak służbowa, leżała na moim biurku jeśli akurat ją wyjęłam, służbowa się poniewierała po kilku biurkach, w tym moim. Służbowa była porysowana, moja nowa. Dla mnie różnica była widoczna na pierwszy rzut oka, dla koleżanek po krótkim czasie już też, ale kilka razy za nią złapały i jeszcze opierdziel zebrałam, że odkładam przy sobie zamiast na brzegu biurka, jak było przyjęte.
          • ako17 Re: Pollywood 27.09.25, 22:34
            mika_p napisała:

            > > Swoją drogą, to nigdy nie zdarzyło mi się zamienić swojego aparatu z czyi
            > mś.
            >
            > Miałam nokię taką samą jak służbowa, leżała na moim biurku jeśli akurat ją wyję
            > łam, służbowa się poniewierała po kilku biurkach, w tym moim. Służbowa była por
            > ysowana, moja nowa. Dla mnie różnica była widoczna na pierwszy rzut oka, dla ko
            > leżanek po krótkim czasie już też, ale kilka razy za nią złapały i jeszcze opie
            > rdziel zebrałam, że odkładam przy sobie zamiast na brzegu biurka, jak było przy
            > jęte.
            Oj tak, kupuję
            >
        • bupu Re: Pollywood 27.09.25, 22:31
          ako17 napisała:

          >
          > Swoją drogą, to nigdy nie zdarzyło mi się zamienić swojego aparatu z czyimś.

          O, kochana... Jako anglistka zasuwam zazwyczaj z klasy do klasy, niekiedy zaczepiając o zerówkę i oddział przedszkolny. Kiedyś, w nowej szkole, po pierwszych zajęciach z przedszkolakami, pakując się w popłochu, żeby zdążyć na dyżur na przerwie, zgarnęłam ze stołu nie tylko swój telefon, ale także niepodobny do mojego aparat wychowawczyni maluchów. Dopiero stanąwszy na dyżurze skapnelam się że mam dwa telefony i gdy tylko zabrzmiał dzwonek pocwałowałam, płonąc rumiencami wstydu, oddać kradziony aparat właścicielce.
          • ako17 Re: Pollywood 27.09.25, 22:40
            bupu napisała:

            > ako17 napisała:
            >
            > >
            > > Swoją drogą, to nigdy nie zdarzyło mi się zamienić swojego aparatu z czyi
            > mś.
            >
            > O, kochana... Jako anglistka zasuwam zazwyczaj z klasy do klasy, niekiedy zacze
            > piając o zerówkę i oddział przedszkolny. Kiedyś, w nowej szkole, po pierwszych
            > zajęciach z przedszkolakami, pakując się w popłochu, żeby zdążyć na dyżur na pr
            > zerwie, zgarnęłam ze stołu nie tylko swój telefon, ale także niepodobny do moje
            > go aparat wychowawczyni maluchów. Dopiero stanąwszy na dyżurze skapnelam się że
            > mam dwa telefony i gdy tylko zabrzmiał dzwonek pocwałowałam, płonąc rumiencami
            > wstydu, oddać kradziony aparat właścicielce.

            Dobra. Rozumiem okoliczności. A jak się to miało do zamiany aparatów w finale TiR?
            • mircja Re: Pollywood 27.09.25, 22:48
              ako17 napisała:

              > Dobra. Rozumiem okoliczności. A jak się to miało do zamiany aparatów w finale T
              > iR?
              >
              Chyba Laura, która przez pomyłkę zabrała ze sobą telefon Roberta, położyła go gdzieś niedaleko miejsca, gdzie już leżał telefon Natalii, a Róża, która sobie zakodowała w głowie, który gdzie leży, zaoferowała się, że odniesie telefon Robertowi i chwyciła ten niewłaściwy, udając, że się pomyliła?
        • mircja Re: Pollywood 27.09.25, 22:39
          ako17 napisała:

          > mircja napisała:
          >
          >
          > > .
          > > To akurat nie wydaje mi się dziwne - miałam taki sam model telefonu jak m
          > oja ko
          > > leżanka, obok której zazwyczaj siedziałam na seminariach, i ani nam do gł
          > owy ni
          > > e przyszło, żeby z tego powodu jakoś je wyróżniać. W ogóle nie przypomina
          > m sobi
          > > e, żeby dorośli ludzie mieli takie zwyczaje na przełomie wieków.
          >
          > może być :) teraz już coś tam się robi, najczęściej po prostu nakłada etui. A z
          > darzyło Wam się te aparaty zamienić?
          > Czy kładłyście je zawsze tak, żeby było wiadomo, która który zgarnia?
          >
          Chyba jakoś podświadomie uważałyśmy, żeby nie kłaść swoich telefonów zbyt blisko tej drugiej osoby. No ale w razie czego jakoś by się dało rozróżnić po otwarciu (to były akurat modele z klapką). Natomiast niezależnie od tego, o czym pisałam wcześniej, Natalia mogła nie być świadoma tego, że Robert ma taki sam telefon jak ona - długo nie mieli ze sobą kontaktu. On ze względu na swoją firmę prawdopodobnie miał telefon komórkowy wcześniej niż ona, ale w pewnym momencie wymienił swoją cegłę na coś nowszego i wygodniejszego.
    • kocynder Re: Pollywood 27.09.25, 21:55
      Miłość po ślub i drób, bez jednego słowa, vide Derocia i Józwa.
      Szalet miłości Nadszympansów zerżnięty z Błękitnego Zamku nad Muskoka.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pollywood 27.09.25, 22:52
        kocynder napisała:

        > Miłość po ślub i drób, bez jednego słowa, vide Derocia i Józwa.

        To mi przypomina wątek Jamiego i Aurelii w "To właśnie miłość". Podobny poziom niewiarygodności, tudzież żenady.
        • ako17 Re: Pollywood 28.09.25, 12:28
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > kocynder napisała:
          >
          > > Miłość po ślub i drób, bez jednego słowa, vide Derocia i Józwa.
          >
          > To mi przypomina wątek Jamiego i Aurelii w "To właśnie miłość". Podobny poziom
          > niewiarygodności, tudzież żenady.
          >
          >
          Nie przepadam za tym filmem. Niby wszystko ładne, przyjemne, a coś mnie irytuje.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pollywood 28.09.25, 13:29
            ako17 napisała:

            > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
            >
            > > kocynder napisała:
            > >
            > > > Miłość po ślub i drób, bez jednego słowa, vide Derocia i Józwa.
            > >
            > > To mi przypomina wątek Jamiego i Aurelii w "To właśnie miłość". Podobny p
            > oziom
            > > niewiarygodności, tudzież żenady.
            > >
            > >
            > Nie przepadam za tym filmem. Niby wszystko ładne, przyjemne, a coś mnie irytuje
            > .
            >
            >
            >

            Może zaprezentowane tam wzorce relacji? Średnio toto strawne.
            • mircja Re: Pollywood 28.09.25, 14:16
              Nie wiem, czy znacie kanał "Cinema Therapy" na YouTube, zrobili między innymi film z rankingiem relacji miłosnych w "Love Actually", przy czym większość z nich skrytykowali, zaś pierwsze miejsce zajęła jedna z relacji męsko-męskich. Tam omawia filmy taka para przyjaciół - terapeuta i filmowiec, i myślę, że mówią wiele sensownych rzeczy, chociaż czasem biorę poprawkę na ich amerykańskość.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pollywood 28.09.25, 15:41
                mircja napisała:

                > Nie wiem, czy znacie kanał "Cinema Therapy" na YouTube, zrobili między innymi f
                > ilm z rankingiem relacji miłosnych w "Love Actually", przy czym większość z nic
                > h skrytykowali, zaś pierwsze miejsce zajęła jedna z relacji męsko-męskich. Tam
                > omawia filmy taka para przyjaciół - terapeuta i filmowiec, i myślę, że mówią wi
                > ele sensownych rzeczy, chociaż czasem biorę poprawkę na ich amerykańskość.

                Znam ich i lubię, dzięki za tę wzmiankę!
    • mika_p Re: Pollywood 27.09.25, 22:20
      Ciążowe omdlenie Gabrysi, skutkujące "beznadziejnie prozaicznym" poinformowanie Grzesia , że będą mieli dziecko
    • ako17 Re: Pollywood 28.09.25, 13:43
      ako17 napisała:


      > 3. Coś jeszcze konkretnego miałam w głowie zanim zaczęłam pisać ten post i ucie
      > kło :(

      Mam! Skok Damba z pociągu. No western normalnie.
    • weruczka Re: Pollywood 28.09.25, 19:11
      1. Borejkowa Hannah Montana czyli Aniela Kowalik i jej metamorfoza (mało prawdopodobne, ale uwielbiam Kłamczuchę tak czy siak).
      2. Spotkania po latach, które zamiast samego krótkiego small talka, zamianieną się w miłość (Natalia i Robert).
      3. Każdy, kto ma artystyczny zawód (lub taki, w którym trudno znaleźć pracę) znajduje bez problemu zatrudnienie i odnosi sukcesy (Ignaś i jego filmy na niszowe tematy, kariera aktorska Anieli, sukcesy wokalne Laury).
      4. Efekt mijania się przed wybuchem wulkanu miłości. Bnohaterzy gdzieś tam się mijają, mijają, a tu nagle wielki bum! A potem ślub, dzieci, itp.
      5. Metamorfoza z brzydkiego kaczątka w piękność (Ida).
      6. Śnieżna kula nieszczęść (Ewa, która w dzieciństwie była spięta, zestresowana, potem miała problem z dzieckiem, dalej nie mogła się odnaleźć w pracy, potem rozwód, a na końcu śmierć. Przy czym przy jej problemy psychiczne, ośmielę się zdiagnozować, że nerwica lękowa i ocd. Chociaż to niestety w życiu się zdarza, nie tylko w amerykańskich filmach).
      7. Miłość romantycznya, która wszystko leczy (znikają smutki, lęki, samotność).
      8. Trzymający w napięciu dramatyzm, ociera nie się o śmierć i bohaterstwo. Nagły poród domowy (chyba nawet dwa takie były), to, jak Ida uratowała Krzysia, Pawełek, który wylądował w szpitalu po zjedzeniu pączków, Mila i jej wrzody, wypadek Gabrysi, zawał Dmuchawca, młody Lisiecki i jego przedawkowanie. Wiadomo, zdarza się to w życiu, ale jednak częściej w amerykańskich filmach.
      • bupu Re: Pollywood 29.09.25, 22:49
        weruczka napisał(a):


        > 5. Metamorfoza z brzydkiego kaczątka w piękność (Ida).

        To akurat było fajnie napisane. Natomiast nie kupuję metamorfozy małych okrągłych oczek w oczy duże i skośne.
    • catwoman21 Re: Pollywood 29.09.25, 19:26
      Słynne ślubne fatum u Idy, Laury, a nawet i u Natalii (złamana ręka Ignacego). Takie rzeczy to w amerykańskich filmach.
      A tak w ogóle czy wszystko w książkach musi być realistyczne? Muszą być jakieś nieprawdopodobne zbiegi okoliczności by coś się działo.
      • ako17 Re: Pollywood 29.09.25, 22:21
        catwoman21 napisała:

        > Słynne ślubne fatum u Idy, Laury, a nawet i u Natalii (złamana ręka Ignacego).
        > Takie rzeczy to w amerykańskich filmach.

        W jednorazowym amerykańskim filmie w konwencji komedii romantycznej - ujdzie. Tu, pomimo niedobrych doświadczeń w zakresie organizowania ślubów zimą w długim cyklu - furt te śluby zimą robią. I wciąż wynika z zimowych okoliczności jakiś problem.

        > A tak w ogóle czy wszystko w książkach musi być realistyczne? Muszą być jakieś
        > nieprawdopodobne zbiegi okoliczności by coś się działo.

        Muszą?

        Cesi zamknięcie się w wieżyczce było nierealistyczne, choćby z powodów czysto fizjologicznych.
        Kłamczuchy wjazd na Poznań też nie bardzo. Ujdzie, ostatecznie jako kanwa powieści młodzieżowej. Czy takie dziewczęta były wówczas na tyle samodzielne?
        Ojciec niewidzący dzieci w KK. W IS reakcja rodziny na ucieczkę Idy do domu słabo się broni jako realizm.
        Podobnie jak, znacznie później, rozciągnięcie czasu w Noelce.
        Nie wiem naprawdę, w którym momencie zaczęła mi przeszkadzać nierealność jeżycjady, przebrana za prawdziwe życie?
        • tt-tka Re: Pollywood 30.09.25, 08:22
          ako17 napisała:


          > Cesi zamknięcie się w wieżyczce było nierealistyczne, choćby z powodów czysto f
          > izjologicznych.

          Wykradla sie umyc i odsiusiac, oraz nastawila budzik na te czynnosci w kolejnych dniach :)


          > Kłamczuchy wjazd na Poznań też nie bardzo. Ujdzie, ostatecznie jako kanwa powie
          > ści młodzieżowej. Czy takie dziewczęta były wówczas na tyle samodzielne?

          Bywaly.



          > Nie wiem naprawdę, w którym momencie zaczęła mi przeszkadzać nierealność jeżycj
          > ady, przebrana za prawdziwe życie?

          Sadze, ze wtedy, gdy przestalo z tego cokolwiek wynikac. Wczesniej wszystkie te deusy ex machina byly PO COS, bohaterka dojrzewala i zmienialy sie stosunki, pojecia, pragnienia...
          Pozniej zostaly juz tylko efekty dla samych efektow. A efekciarstwo nuzy. Dlugo ciagniete - bardzo nuzy.
          • ako17 Re: Pollywood 30.09.25, 10:44
            tt-tka napisała:

            > ako17 napisała:
            >
            >
            > > Cesi zamknięcie się w wieżyczce było nierealistyczne, choćby z powodów cz
            > ysto f
            > > izjologicznych.
            >
            > Wykradla sie umyc i odsiusiac, oraz nastawila budzik na te czynnosci w kolejnyc
            > h dniach :)

            No błagam. Kto jest w stanie załatwiać się raz dziennie i to o określonej godzinie?
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pollywood 30.09.25, 11:03
              ako17 napisała:

              > tt-tka napisała:
              >
              > > ako17 napisała:
              > >
              > >
              > > > Cesi zamknięcie się w wieżyczce było nierealistyczne, choćby z powo
              > dów cz
              > > ysto f
              > > > izjologicznych.
              > >
              > > Wykradla sie umyc i odsiusiac, oraz nastawila budzik na te czynnosci w ko
              > lejnyc
              > > h dniach :)
              >
              > No błagam. Kto jest w stanie załatwiać się raz dziennie i to o określonej godzi
              > nie?
              >

              Nie zapominajmy, że za oknem miała wiaderko czy inny koszyk na linie, oficjalnie na listy od Hajduka...
              • ako17 Re: Pollywood 30.09.25, 11:19
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                > > No błagam. Kto jest w stanie załatwiać się raz dziennie i to o określonej
                > godzi
                > > nie?
                > >
                >
                > Nie zapominajmy, że za oknem miała wiaderko czy inny koszyk na linie, oficjalni
                > e na listy od Hajduka...
                >
                >
                Padłam :))))
                • ako17 Re: Pollywood 30.09.25, 11:34
                  > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                  > > Nie zapominajmy, że za oknem miała wiaderko czy inny koszyk na linie, ofi
                  > cjalni
                  > > e na listy od Hajduka...

                  Rozwiązanie zdecydowanie nie hollywoodzkie ;)
            • tt-tka Re: Pollywood 30.09.25, 11:20
              ako17 napisała:

              >
              > No błagam. Kto jest w stanie załatwiać się raz dziennie i to o określonej godzi
              > nie?
              >

              Ja. Kiedy np. jestem w podrozy, potrafie przez 18 godzin nie skorzystac z toalety. Pije mniej.
              A Cesia raz wykradla sie, kiedy wszyscy byli zajeci klotnia, a drugi wlasnie noca, gdzies na czwarta budzik nastawiala. A moze i wiecej razy, Zaczkow w mieszkaniu latwo bylo zlokalizowac i ominac.
              • ako17 Re: Pollywood 30.09.25, 11:33
                tt-tka napisała:

                > ako17 napisała:
                >
                > >
                > > No błagam. Kto jest w stanie załatwiać się raz dziennie i to o określonej
                > godzi
                > > nie?
                > >
                >
                > Ja. Kiedy np. jestem w podrozy, potrafie przez 18 godzin nie skorzystac z toale
                > ty. Pije mniej.

                Ok, jednorazowo. Ale przez kilka dni?
                No to ja w żaden sposób nie.

                > A Cesia raz wykradla sie, kiedy wszyscy byli zajeci klotnia, a drugi wlasnie no
                > ca, gdzies na czwarta budzik nastawiala. A moze i wiecej razy, Zaczkow w mieszk
                > aniu latwo bylo zlokalizowac i ominac.
                >
                >
                Bo ja wiem? Ten dom był tak licznie zamieszkany, że prawdopodobieństwo, iż nie zastanie się nikogo, było niewielkie.
                • tt-tka Re: Pollywood 30.09.25, 13:15
                  ako17 napisała:



                  > Ok, jednorazowo. Ale przez kilka dni?

                  A ile dni Cesia na tej wiezyczce spedzila, ktos pamieta ?
                  Do czasu istawienia rodziny, rzecz jasna, bo pozniej juz bytowala tam dla spokoju, ale nie kryjac sie.


                  > No to ja w żaden sposób nie.


                  > Bo ja wiem? Ten dom był tak licznie zamieszkany, że prawdopodobieństwo, iż nie
                  > zastanie się nikogo, było niewielkie.

                  E. Oboje Zaczkowie i Wiesia wychodzili do pracy, Julia i Krystyna na uczelnie i rozklad jazdy ich wszystkich Cesia, zakladam, znala. Albo nasluchiwala/obserwowala, kto wychodzi. W ciagu dnia unikac musiala tylko dziadka i Bobcia.
                  • bupu Re: Pollywood 30.09.25, 13:19
                    tt-tka napisała:

                    > ako17 napisała:
                    >
                    >
                    >
                    > > Ok, jednorazowo. Ale przez kilka dni?
                    >
                    > A ile dni Cesia na tej wiezyczce spedzila, ktos pamieta ?
                    > Do czasu istawienia rodziny, rzecz jasna, bo pozniej juz bytowala tam dla spoko
                    > ju, ale nie kryjac sie.
                    >
                    >
                    > > No to ja w żaden sposób nie.
                    >
                    >
                    > > Bo ja wiem? Ten dom był tak licznie zamieszkany, że prawdopodobieństwo, i
                    > ż nie
                    > > zastanie się nikogo, było niewielkie.
                    >
                    > E. Oboje Zaczkowie i Wiesia wychodzili do pracy, Julia i Krystyna na uczelnie i
                    > rozklad jazdy ich wszystkich Cesia, zakladam, znala. Albo nasluchiwala/obserwo
                    > wala, kto wychodzi. W ciagu dnia unikac musiala tylko dziadka i Bobcia.

                    Dziadek chadzał do biblioteki, a Bobek do przedszkola zdaje się.
                • ciotka.scholastyka Re: Pollywood 07.11.25, 14:30
                  ako17 napisała:


                  > Bo ja wiem? Ten dom był tak licznie zamieszkany, że prawdopodobieństwo, iż nie
                  > zastanie się nikogo, było niewielkie.

                  Skoro Danusia mogła przekradać się do łązienki w nocy, a tam się kąpać, i korzystac z kuchni, i nikogusieńko przy tym nie obudzić...
                  (tak, wiem, że to jest bzdura i naciągane jak gumka w majtkach, ale co robić)
                • mircja Re: Pollywood 07.11.25, 18:23
                  ako17 napisała:

                  > tt-tka napisała:

                  >
                  > > A Cesia raz wykradla sie, kiedy wszyscy byli zajeci klotnia, a drugi wlas
                  > nie no
                  > > ca, gdzies na czwarta budzik nastawiala. A moze i wiecej razy, Zaczkow w
                  > mieszk
                  > > aniu latwo bylo zlokalizowac i ominac.
                  > >
                  > >
                  > Bo ja wiem? Ten dom był tak licznie zamieszkany, że prawdopodobieństwo, iż nie
                  > zastanie się nikogo, było niewielkie.
                  >
                  No to ja mam inne rozwiązanie - większość domowników zasadniczo popierała jej protest i jak nawet ktoś zauważył, że wyszła, to udawał, że jej nie widzi. To zamknięcie miało potrząsnąć nielicznymi osobami, z Danusią na czele, a do tego wystarczyło zachowanie pozorów. A tak w dodatku, to co by domownicy mogli zrobić, gdyby ją przyłapali i chcieli jej uniemożliwić, żeby się potem gdzieś ponownie zamknęła, czy też wymyśliła jakąś inną formę buntu? Związaliby ją, albo sami gdzieś zamknęli na klucz? Widać, że to bez sensu.
                  • ako17 Re: Pollywood 07.11.25, 18:51
                    mircja napisała:


                    > No to ja mam inne rozwiązanie - większość domowników zasadniczo popierała jej p
                    > rotest i jak nawet ktoś zauważył, że wyszła, to udawał, że jej nie widzi. To za
                    > mknięcie miało potrząsnąć nielicznymi osobami, z Danusią na czele, a do tego wy
                    > starczyło zachowanie pozorów.

                    No tak. To mnie przekonuje:)
        • catwoman21 Re: Pollywood 01.10.25, 02:26
          Cesia musiała się zamknąć w wieżyczce by na koniec książki musiały się wydarzyć takie rzeczy jak zmuszenie Danki do nauki przez Żaków, podział obowiązków zamiast zwalania wszystkiego na jedną osobę i wreszcie finałowa scena z Hajdukiem.
          Bez wyjazdu Anieli do Poznania nie byłoby całej fabuły Kłamczuchy.
          Gdyby rodzina jakoś zareagowała na ucieczkę Idy to też nie byłoby fabuły Idy sierpniowej.
          • ako17 Re: Pollywood 01.10.25, 11:36
            catwoman21 napisała:

            > Cesia musiała się zamknąć w wieżyczce by na koniec książki musiały się wydarzyć
            > takie rzeczy jak zmuszenie Danki do nauki przez Żaków, podział obowiązków zami
            > ast zwalania wszystkiego na jedną osobę i wreszcie finałowa scena z Hajdukiem.
            > Bez wyjazdu Anieli do Poznania nie byłoby całej fabuły Kłamczuchy.
            > Gdyby rodzina jakoś zareagowała na ucieczkę Idy to też nie byłoby fabuły Idy si
            > erpniowej.

            Tak. I to mi w ogóle nie przeszkadzało. Było może mało prawdopodobne, ale możliwe i fabularnie uzasadnione.
    • greta_herbst Re: Pollywood 30.09.25, 16:12
      Nora zwisająca gdzieś tam na jakiejś linie i wspinająca się po niej niczym Lara Croft zamiast, jak praktycznie każdy człowiek który tego nie ćwiczy, być w stanie utrzymać się na rękach jakieś 30 sekund i runąć.

      Wesele robione składkowo ze zbijaniem stołów za domem, normalnie Wzruszający Montaż z Hallmarku, brakowało tylko informacji do jakiej wesołej piosenki to się dzieje.

      Wspomniane już prowadzenie panny młodej do ołtarza przez ojca, które mnie niemożebnie denerwuje.

      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pollywood 30.09.25, 17:24
        greta_herbst napisała:

        > (...)
        >
        > Wspomniane już prowadzenie panny młodej do ołtarza przez ojca, które mnie niemo
        > żebnie denerwuje.
        >

        Nie łapię skąd toto się w ogóle wzięło. Autorka przez całe swoje długie życie nigdy nie była na żadnym ślubie?
        • tt-tka Re: Pollywood 30.09.25, 17:36
          Wlasnie z hamerykanskich filmow sie to wzielo. Nie bywam na forum Slub i wesele czy jakos tak, ale zapewniano mnie, ze calkiem sporo panien mlodych zyczy sobie (teraz ? od kilkunastu lat ? jeszcze dluzej ?) byc prowadzonymi przez tatusia.

          W Polsce nigdy, przenigdy takiego zwyczaju nie bylo. Byly dwie opcje - mlodzi ida do oltarza razem (najczesciej) lub sa prowadzeni ( w zasadzie byli, bo to zwyczaj z Polski jeszcze przedrozbiorowej), ale nie ze panna przez tatusia ! Panne prowadzil ktos dostojny wiekim i urzedem z rodziny pana mlodego, nie jej wlasnej, a pana matrona lub dwie z rodziny panny to funkcjonowalo jako rodzaj publucznego potwierdzenia, ze zwiazek jest akceptowany przez obie familie. Niezbyt czesto praktykowane.
          • catwoman21 Re: Pollywood 01.10.25, 02:21
            W CZ jeszcze mamy księdza mówiącego ,, Możesz pocałować pannę młodą". O ile jeszcze prowadzenie do ołtarza przez ojca czasem się zdarza to już to stwierdzenie to występuje chyba tylko w amerykańskich filmach.
      • bupu Re: Pollywood 01.10.25, 12:30
        greta_herbst napisała:

        >
        > Wesele robione składkowo ze zbijaniem stołów za domem, normalnie Wzruszający Mo
        > ntaż z Hallmarku, brakowało tylko informacji do jakiej wesołej piosenki to się
        > dzieje.

        No nie, te stoły z krzyżaków przed chałupo, płótnem okryte, to jest czyste "Nad Niemnem", ten tego tamtego ten. Film z 1986 mam na myśli.
        • ako17 Re: Pollywood 01.10.25, 13:26
          bupu napisała:

          > greta_herbst napisała:
          >
          > >
          > > Wesele robione składkowo ze zbijaniem stołów za domem, normalnie Wzruszaj
          > ący Mo
          > > ntaż z Hallmarku, brakowało tylko informacji do jakiej wesołej piosenki t
          > o się
          > > dzieje.
          >
          > No nie, te stoły z krzyżaków przed chałupo, płótnem okryte, to jest czyste "Nad
          > Niemnem", ten tego tamtego ten. Film z 1986 mam na myśli.

          "Nie ma mocnych" 1974. Też podobny klimat.
          • tt-tka Re: Pollywood 01.10.25, 17:29
            ako17 napisała:


            > > No nie, te stoły z krzyżaków przed chałupo, płótnem okryte, to jest czyst
            > e "Nad
            > > Niemnem", ten tego tamtego ten. Film z 1986 mam na myśli.
            >
            > "Nie ma mocnych" 1974. Też podobny klimat.
            >


            Protest. W Nie ma mocnych to babcia obrusy przez kilka dni obrebiala, a nie cieli z metra w dzien wesela.
            W Nad Niemnem tez na stolach legly obrusy, nie swiezo cieta bela plotna.
            • bupu Re: Pollywood 01.10.25, 17:46
              tt-tka napisała:

              > ako17 napisała:
              >
              >
              > > > No nie, te stoły z krzyżaków przed chałupo, płótnem okryte, to jest
              > czyst
              > > e "Nad
              > > > Niemnem", ten tego tamtego ten. Film z 1986 mam na myśli.
              > >
              > > "Nie ma mocnych" 1974. Też podobny klimat.
              > >
              >
              >
              > Protest. W Nie ma mocnych to babcia obrusy przez kilka dni obrebiala, a nie cie
              > li z metra w dzien wesela.
              > W Nad Niemnem tez na stolach legly obrusy, nie swiezo cieta bela plotna.

              Ale to ten klimat, stoły pod gołym niebem, kapela przygrywa, oj danaż moja dana, chleb i sól, po staropolsku, panie kochanku.
              • tt-tka Re: Pollywood 01.10.25, 18:30
                W Nad Niemnem stoly byly w izbie, a tance w stodole. Przynajmniej w ksiazce.

                W Nie ma mocnych na podworzu, fakt, pod golym niebem, ale nie w sadzie pod drzewami, gdzie ptactwo lubi kucnac i sie wyproznic.
                • bupu Re: Pollywood 01.10.25, 18:40
                  tt-tka napisała:

                  > W Nad Niemnem stoly byly w izbie, a tance w stodole. Przynajmniej w ksiazce.
                  >

                  Przecie wyraźnie zaznaczyłam że o filmie mówię, tam weselisko pod gołym niebem było.
            • ako17 Re: Pollywood 01.10.25, 19:43
              tt-tka napisała:

              > ako17 napisała:
              >
              >
              > > > No nie, te stoły z krzyżaków przed chałupo, płótnem okryte, to jest
              > czyst
              > > e "Nad
              > > > Niemnem", ten tego tamtego ten. Film z 1986 mam na myśli.
              > >
              > > "Nie ma mocnych" 1974. Też podobny klimat.
              > >
              >
              >
              > Protest. W Nie ma mocnych to babcia obrusy przez kilka dni obrebiala, a nie cie
              > li z metra w dzien wesela.
              > W Nad Niemnem tez na stolach legly obrusy, nie swiezo cieta bela plotna.

              Oni serio w dzień wesela to cięli? Nie mogli wcześniej?
              • tt-tka Re: Pollywood 01.10.25, 19:46
                Tam wszystko na wariata bylo robione, ja za czorta nie moge sie doliczyc, kiedy oni zwiezli te koscielne lawy i kiedy zbijali stoly.
                Dekorowali w kazdym razie w dzien wesela, panna mloda wlasnorecznie ustawiala dzbanuszki czy tam wazoniki z kwiotkami, i to zdaje sie z kwiotkami dosc mocno brudzacymi rece. Ale co tam.
              • bupu Re: Pollywood 01.10.25, 20:40
                ako17 napisała:

                > tt-tka napisała:
                >
                > > ako17 napisała:
                > >
                > >
                > > > > No nie, te stoły z krzyżaków przed chałupo, płótnem okryte, t
                > o jest
                > > czyst
                > > > e "Nad
                > > > > Niemnem", ten tego tamtego ten. Film z 1986 mam na myśli.
                > > >
                > > > "Nie ma mocnych" 1974. Też podobny klimat.
                > > >
                > >
                > >
                > > Protest. W Nie ma mocnych to babcia obrusy przez kilka dni obrebiala, a n
                > ie cie
                > > li z metra w dzien wesela.
                > > W Nad Niemnem tez na stolach legly obrusy, nie swiezo cieta bela plotna.
                >
                > Oni serio w dzień wesela to cięli? Nie mogli wcześniej?

                Nie, Derocia cięła płótno w przeddzień, kiedy rudy wraz ze spółką Chrobot i Kumpel stoły zbijał. Nakrywano stoły tuż przed wyjazdem młodej do kościoła, a Derocia pchała w wazoniki nagietki, dalie i jarzębinę. Nagietki mają na sobie takie lepkie coś co fajnie plami i trudno się zmywa.
                • ako17 Re: Pollywood 01.10.25, 21:00
                  bupu napisała:



                  > otna.
                  > >
                  > > Oni serio w dzień wesela to cięli? Nie mogli wcześniej?
                  >
                  > Nie, Derocia cięła płótno w przeddzień, kiedy rudy wraz ze spółką Chrobot i Ku
                  > mpel stoły zbijał. Nakrywano stoły tuż przed wyjazdem młodej do kościoła, a Der
                  > ocia pchała w wazoniki nagietki, dalie i jarzębinę. Nagietki mają na sobie taki
                  > e lepkie coś co fajnie plami i trudno się zmywa.

                  Dorota to już te kwiecie stawiając na stołach, była w ślubną albę ubrana? Czy jeszcze w stroju domowym te kwiatki kitrała?
                  Bo, szczerze mówiąc, też jakoś za bardzo nie wierzę w taką akcję. Zostawia te wazoniki (wypożyczone wraz z zastawą stołową?) na odkrytych stołach i jedzie się chajtać, potem wraca i co? Żadnego wiatru nie było, żeby przewrócił te wazoniki z wodą i kwiatkami?

                  A tak w ogóle, to jest kto na sali, kto byłby w stanie ogarnąć ilościowo te stoły? Powiedzmy, że spodziewano się ok. 100 osób. Ile tych stołów norweskich na kozłach? Ile taki stół pomieści średniej objętości ludzi? 10-12?
                  Wyliczenia świetnie nam ostatnio idą, zachęcam do ruszenia konceptem ;)
                  • tt-tka Re: Pollywood 01.10.25, 21:16
                    Tak osiem do dziesieciu tych stolow powinno byc. Na moje oko.
                    Na kazdym ze trzy wazoniki, czyli 25-30 .
                    kwiatki do nich tez raczej na swiezo zrywane, c`nie ?

                    ocenic czasowo tej roboty nie jestem w stanie, wesela, na ktorych bywalam, organizowali spece i oni zalatwiali wszystko, lacznie z ustawieniem, nakryciem i dekorowaniem stolow.
                  • bupu Re: Pollywood 01.10.25, 21:18
                    ako17 napisała:

                    > bupu napisała:
                    >
                    >
                    >
                    > > otna.
                    > > >
                    > > > Oni serio w dzień wesela to cięli? Nie mogli wcześniej?
                    > >
                    > > Nie, Derocia cięła płótno w przeddzień, kiedy rudy wraz ze spółką Chrobo
                    > t i Ku
                    > > mpel stoły zbijał. Nakrywano stoły tuż przed wyjazdem młodej do kościoła,
                    > a Der
                    > > ocia pchała w wazoniki nagietki, dalie i jarzębinę. Nagietki mają na sobi
                    > e taki
                    > > e lepkie coś co fajnie plami i trudno się zmywa.
                    >
                    > Dorota to już te kwiecie stawiając na stołach, była w ślubną albę ubrana? Czy j
                    > eszcze w stroju domowym te kwiatki kitrała?

                    W stroju domowym.

                    > Bo, szczerze mówiąc, też jakoś za bardzo nie wierzę w taką akcję. Zostawia te w
                    > azoniki (wypożyczone wraz z zastawą stołową?) na odkrytych stołach i jedzie się
                    > chajtać, potem wraca i co? Żadnego wiatru nie było, żeby przewrócił te wazonik
                    > i z wodą i kwiatkami?

                    Kelnerki czuwają, a wiatr na weselny stół naczelnego Mariana Słoja cyklu nie śmie dmuchać. Co innego gdyby to było wesele IGSa...


                    > A tak w ogóle, to jest kto na sali, kto byłby w stanie ogarnąć ilościowo te sto
                    > ły? Powiedzmy, że spodziewano się ok. 100 osób. Ile tych stołów norweskich na k
                    > ozłach? Ile taki stół pomieści średniej objętości ludzi? 10-12?
                    > Wyliczenia świetnie nam ostatnio idą, zachęcam do ruszenia konceptem ;)

                    Gdyby one były prostoliniowo ustawione potrzeba by 30 m stołu, natomiast podkowę ro ja nie wiem jak ugryźć.
                    • tt-tka Re: Pollywood 01.10.25, 21:41
                      Ani w prostej linii, ani podkowa, przeciez one byly rozstawione w sadzie. W sadzie drzewa rosna. Poustawiali tam, gdzie udalo sie upchnac stol i lawy, kazdy oddzielnie.
                      Chyba ze nie w sadzie, a na podworku ? jak to tam bylo opisane, wie kto ?
                      • bupu Re: Pollywood 01.10.25, 21:54
                        tt-tka napisała:

                        > Ani w prostej linii, ani podkowa, przeciez one byly rozstawione w sadzie. W sad
                        > zie drzewa rosna. Poustawiali tam, gdzie udalo sie upchnac stol i lawy, kazdy o
                        > ddzielnie.
                        > Chyba ze nie w sadzie, a na podworku ? jak to tam bylo opisane, wie kto ?
                        >


                        O Jezu.

                        W dolince przy szosie do Kostrzyna, na porośniętej trawą przestrzeni przed domem Rumianków, ustawiano w wielką podkowę prowizoryczne długie stoły i nakrywano je nowiutkimi płóciennymi obrusami, a Dorota wtykała do wazoników małe wiązanki z nagietków, dalii i jarzębin.

                        Jak nie w podkowę, jak w podkowę? I w żadnym sadzie, na kawałku płaskiego przed chałupą!
                        • tt-tka Re: Pollywood 01.10.25, 21:58
                          To ja sobie tego nie wyobrazam. Starczylo miejsca na te podkowe z dziesieciu stolow ? jakich rozmiarow bylo to podworko ?

                          PS a gowienka kurze i gesie ktos wczesniej uprzatnal ?

                          PS2 nie jezuj, ja to raz czytalam, po czym poslalam w diably. Teraz zeruje na bardziej odpornych kulezankach.
                      • ako17 Re: Pollywood 01.10.25, 21:59
                        tt-tka napisała:

                        > Ani w prostej linii, ani podkowa, przeciez one byly rozstawione w sadzie. W sad
                        > zie drzewa rosna. Poustawiali tam, gdzie udalo sie upchnac stol i lawy, kazdy o
                        > ddzielnie.
                        > Chyba ze nie w sadzie, a na podworku ? jak to tam bylo opisane, wie kto ?

                        Bardzo mi się nie chciało, ale co robić? Trudna rada.
                        Będę rzucać cycatymi ścisłymi. Ale stopniowo, bo inaczej nie dam rady.

                        (...) stało się oczywiste, że do najprostszej choćby uczty weselnej potrzeba nam co najmniej dwudziestu zestawionych razem stołów, a krzeseł kosmiczne wręcz ilości.
                        Babcie mają tylko dwa stoły, pan Chrobot ma też dwa, a właściwie półtora.
                        Dorota wymyśliła, że pozostałych szesnaście trzeba pożyczyć po sąsiadach i ofiarowała się, że w tym celu objedzie pobliskie gospodarstwa bryczką zaprzężoną w Kobyłkę. Potrzeba też będzie szesnastu białych obrusów. Ja zapewnię trzy. (...)
                        To pisze Ida w mailu do Pulpeta najdroższego. W tym samym mailu jej syn: "się po prostu słania z miłości!".
                        Jest 2 września. 8 dni do wesela.

                        (...) W dolince przy szosie do Kostrzyna, na porośniętej trawą przestrzeni przed domem Rumianków, ustawiano w wielką podkowę prowizoryczne długie stoły i nakrywano je nowiutkimi płóciennymi obrusami, a Dorota wtykała do wazoników małe wiązanki z nagietków, dalii i jarzębin. Dostawiono ławy, a resztę z ulgą oddano w kompetentne ręce firmy cateringowej, której samochód właśnie przybył. (...)
                        • tt-tka Re: Pollywood 01.10.25, 22:11
                          Dzieki za poswiecenie.
                          Znaczy 20 tych stolow, za skromnie policzylam. I law do tego stosowna ilosc, czyli 40 ? Kiedy oni je zwiezli i czym ?
                          jakich rozmiarow bylo podworko Deroty ? Stoly, niechby tylko dwumetrowe wzdluz, to jest 40 m w linii prostej, a nie staly w prostej. Do nich lawy. Ile powierzchni na to trzeba bylo ?
                          • bupu Re: Pollywood 01.10.25, 22:47
                            tt-tka napisała:

                            > Dzieki za poswiecenie.
                            > Znaczy 20 tych stolow, za skromnie policzylam. I law do tego stosowna ilosc, cz
                            > yli 40 ? Kiedy oni je zwiezli i czym ?

                            Ławy przywiozły Flobre, z kaplicy (fajna kaplica na 40 law, taż to pełnowymiarowy kościół), czym nie wiem, bo 40 ław to spora kubatura, w furgon nie wejdzie, nawet chyba na przyczepę ciungnika nie, nie żeby Flobre takowy posiadały. Może te ich konie nie składane, tylko dmuchane, nadmuchali dobrze ze cztery szkapiny, objuczyli i wio...? A nie, tekst głosi że na przyczepie wieźli, niestety nie wiada do czego ta przyczepa przyczepiona.

                            > jakich rozmiarow bylo podworko Deroty ? Stoly, niechby tylko dwumetrowe wzdluz,
                            > to jest 40 m w linii prostej, a nie staly w prostej. Do nich lawy. Ile powierz
                            > chni na to trzeba bylo ?
                            >
                          • ako17 Re: Pollywood 01.10.25, 22:57
                            tt-tka napisała:

                            > Dzieki za poswiecenie.
                            > Znaczy 20 tych stolow, za skromnie policzylam. I law do tego stosowna ilosc, cz
                            > yli 40 ? Kiedy oni je zwiezli i czym ?
                            > jakich rozmiarow bylo podworko Deroty ? Stoly, niechby tylko dwumetrowe wzdluz,
                            > to jest 40 m w linii prostej, a nie staly w prostej. Do nich lawy. Ile powierz
                            > chni na to trzeba bylo ?
                            >
                            (...) Po żmudnym podliczaniu (długopisem ostatecznie zawładnęłam ja - no, faktycznie, życiowe osiągnięcie - dopisek własny ako17) wyszło nam, że możemy się spodziewać 68 gości zaproszonych przez wszystkie osoby zainteresowane i pewnie tyluż życzliwych chętnych, którzy w tych gościnnych stronach zwykli pojawiać się na weselach bez zaproszenia, głównie na tańce. Czyli możemy oczekiwać około – załóżmy optymistycznie, że tylko tylu! – 100 głodnych biesiadników. (...) - Ida, ten sam co wcześniej dzień, czyli 2 września.

                            Ida wyliczyła 20 stołów. Czyli przy każdym zasiadło coś około 5 osób (skoro ogółem spodziewano się około setki, z czego mniej więcej 60-70 ZAPROSZONYCH).

                            To ja wyobrażałam sobie takie długie stoły, że co najmniej po 8-10 osób przy nich siądzie po obu stronach.

                            Swoją drogą, nie dałabym rady siedzieć w środku w długim rzędzie. Ale może udałoby mi się przysiąść na skraju. Jakoś ogromnie żerta nie jestem, nic na ciepło nie podawali, żeby to trzeba było krajać (jak schabowy czy pierś z indyka) z poszanowaniem potrzeby przestrzeni współbiesiadników.
                            Kromkę chleba od Nowakowej z pasztetem Marciniakowej lub szynką od Walkowiaków mogłabym sobie skromnie przegryźć na rogu, byleby mnie nie szturchali współbiesiadnicy z lewej i prawej.
                            • bupu Re: Pollywood 01.10.25, 23:15
                              ako17 napisała:

                              >
                              > Swoją drogą, nie dałabym rady siedzieć w środku w długim rzędzie. Ale może udał
                              > oby mi się przysiąść na skraju.

                              A swoją drogą te ławy przy takim ustawieniu są diablo niepraktyczne. Ktoś usadzony w środku chce wstać od stołu. I co? Albo perturbacyja nastąpi z przesuwaniem całej ławy, albo osoba będzie się przeciskać depcząc po palcem, z wyborem: szorować zadem po ludzkich gębach albo po talerzach, względnie będzie przełazić przez oparcie. Już to widzę w wykonaniu szacownych starców albo wysoko ciężarnej Belli. Do bani, psze państwa.
                              • ako17 Re: Pollywood 02.10.25, 00:08
                                bupu napisała:


                                >
                                Ktoś usadz
                                > ony w środku chce wstać od stołu. I co? Albo perturbacyja nastąpi z przesuwanie
                                > m całej ławy, albo osoba będzie się przeciskać depcząc po palcem, z wyborem: sz
                                > orować zadem po ludzkich gębach albo po talerzach, względnie będzie przełazić p
                                > rzez oparcie.

                                Moim zdaniem, nie było tam żadnego oparcia. Po prostu ławy do siedzenia płaskiego.
                                • bupu Re: Pollywood 02.10.25, 09:22
                                  ako17 napisała:

                                  > bupu napisała:
                                  >
                                  >
                                  > >
                                  > Ktoś usadz
                                  > > ony w środku chce wstać od stołu. I co? Albo perturbacyja nastąpi z przes
                                  > uwanie
                                  > > m całej ławy, albo osoba będzie się przeciskać depcząc po palcem, z wybor
                                  > em: sz
                                  > > orować zadem po ludzkich gębach albo po talerzach, względnie będzie przeł
                                  > azić p
                                  > > rzez oparcie.
                                  >
                                  > Moim zdaniem, nie było tam żadnego oparcia. Po prostu ławy do siedzenia płaskiego.

                                  Od wieków nie widziałam w żadnym kościele ni kaplicy ław bez oparcia w większej liczbie. Jeśli już się trafiały to po kilka , gdzieś z tyłu. Druga sprawa, że kazać odpbom 45+ i ciężarnym siedzieć godzinami bez oparcia to też jest masakra.
                                  • ako17 Re: Pollywood 02.10.25, 11:01
                                    bupu napisała:

                                    > Od wieków nie widziałam w żadnym kościele ni kaplicy ław bez oparcia w większej
                                    > liczbie. Jeśli już się trafiały to po kilka , gdzieś z tyłu. Druga sprawa, że
                                    > kazać odpbom 45+ i ciężarnym siedzieć godzinami bez oparcia to też jest masakra

                                    A ktoś twierdzi, że przy tej imprezie dbano w jakikolwiek sposób o wygodę, czy dobrostan gości?
                                    Gdzie się załatwiała ta setka? Gdzie myli ręce?
                                    Do jedzenia podano chyba tylko chleb z wędliną. Co było do picia - nie wiemy, może woda, oby nie z jeziora.

                                    Co w ogóle Bella robiła na tym weselu? Józef ją znał skądkolwiek?
                                    Poza tym uważam, że wesele było krótkie. Zaczęło się, powiedzmy, koło 15 i trwało do 19 maks. Potem już się robi ciemno i zimno. Została młodzież przy ognisku.

                                    Zaiste, będąca chwilę przed porodem Bella miała znakomity powód, żeby się telepać z Łodzi na kanapkę z szynką i pasztetem.
                                    • bupu Re: Pollywood 02.10.25, 11:25
                                      ako17 napisała:

                                      >
                                      > A ktoś twierdzi, że przy tej imprezie dbano w jakikolwiek sposób o wygodę, czy
                                      > dobrostan gości?

                                      No toż właśnie o to się czepiam, że nie dbano.


                                      > Gdzie się załatwiała ta setka?

                                      Na stokach tej miłej zielonej dolinki?

                                      > Gdzie myli ręce?

                                      Zapewne w jeziorze, buehehe.

                                      > Do jedzenia podano chyba tylko chleb z wędliną.

                                      A to skąd ci się wzięło? Przecie Teresa katering opłaciła, mnuam że przywieźli coś więcej niż wędliny profesjonalne, były też ciasta z Wisienki i tort.


                                      Co było do picia - nie wiemy, m
                                      > oże woda, oby nie z jeziora.

                                      Na pewno była kawa.

                                      > Co w ogóle Bella robiła na tym weselu? Józef ją znał skądkolwiek?

                                      Józef miał wywalone na listę gości, więc układała ją Ida.

                                      > Poza tym uważam, że wesele było krótkie. Zaczęło się, powiedzmy, koło 15 i trwa
                                      > ło do 19 maks. Potem już się robi ciemno i zimno. Została młodzież przy ognisku

                                      Uważać możesz co wola, ale niekoniecznie ma to jakiekolwiek oparcie w tekście. Msza ślubna zaczęła się o pierwszej, niechby potrwała półtorej godziny, pół godziny na dotelepanie się Kobyłki do domu weselnego, owszem, wesele mogło ruszyć koło trzeciej. Ale...

                                      Primo, zostało jasno napisane, że wieczór był ciepły. O:

                                      Wieczór był ciepły, jak na zamówienie.

                                      Secundo, równie jasno napisano, że gdy zrobiło się ciemno, przyniesiono oświetlenie i zabawa trwała dalej:

                                      Wyniesiono z domu oświetlenie: zapalone świeczki w licznych słoiczkach twist. Poustawiano je na stołach, dzięki czemu zaraz zrobiło się czarodziejsko, migotliwie i przytulnie. Panowało rado-
                                      sne ożywienie i wesoły gwar. Zespół muzyczny dawał z siebie wszystko, z rzadka odpoczywając lub jedząc. Uszczęśliwione dzieci goniły się, piszczały i wrzeszczały, biegając gdzie się tylko dało.


                                      Tak więc nie, to nie było krótkie wesele, zakończone o zmroku.
                                      • ako17 Re: Pollywood 02.10.25, 14:26
                                        bupu napisała:


                                        >
                                        > > Gdzie się załatwiała ta setka?
                                        >
                                        > Na stokach tej miłej zielonej dolinki?

                                        Wolę o tym nie myśleć :(

                                        > > Do jedzenia podano chyba tylko chleb z wędliną.
                                        >
                                        > A to skąd ci się wzięło? Przecie Teresa katering opłaciła, mnuam że przywieźli
                                        > coś więcej niż wędliny profesjonalne,

                                        Tylko nie wiadomo co w tym kateringu było. Czy ktoś coś wie? Ja nie znalazłam, ale może słabo szukałam.
                                        Jedyna wzmianka o konkretnym jedzeniu, to ta:

                                        "Jedzenie było obfite i pyszne, wiejskie chleby Nowakowej pachniały niepowtarzalnie, pasztety Marciniakowej rozpływały się w ustach, a ciemne, suche i słone, wonne jałowcowe szynki od Walkowiaków pobiły na głowę mokre, bladoróżowe wędliny profesjonalne, przywiezione przez firmę cateringową."

                                        były też ciasta z Wisienki i tort.
                                        No tak, faktycznie jakieś potworne ilości były tych słodyczy, w przeogromnym wyborze.


                                        >
                                        >
                                        > Co było do picia - nie wiemy, m
                                        > > oże woda, oby nie z jeziora.
                                        >
                                        > Na pewno była kawa.

                                        i szampan beza
                                        >
                                        > > Co w ogóle Bella robiła na tym weselu? Józef ją znał skądkolwiek?
                                        >
                                        > Józef miał wywalone na listę gości, więc układała ją Ida.

                                        No dobra, Ida faktycznie Bellę znała. Co prawda widziała ją po raz ostatni chyba w 1996, ale może Bella zrobiła na niej takie wrażenie, że Ida przysięgła sobie, że musi ją zaprosić na ślub co najmniej pierwszego swojego dziecka.
                                        >
                                        > > Poza tym uważam, że wesele było krótkie. Zaczęło się, powiedzmy, koło 15
                                        > i trwa
                                        > > ło do 19 maks. Potem już się robi ciemno i zimno. Została młodzież przy o
                                        > gnisku
                                        >
                                        > Uważać możesz co wola, ale niekoniecznie ma to jakiekolwiek oparcie w tekście.
                                        > Msza ślubna zaczęła się o pierwszej, niechby potrwała półtorej godziny, pół god
                                        > ziny na dotelepanie się Kobyłki do domu weselnego, owszem, wesele mogło ruszyć
                                        > koło trzeciej. Ale...
                                        >
                                        > Primo, zostało jasno napisane, że wieczór był ciepły. O:
                                        >
                                        > Wieczór był ciepły, jak na zamówienie.
                                        >
                                        > Secundo, równie jasno napisano, że gdy zrobiło się ciemno, przyniesiono oświetl
                                        > enie i zabawa trwała dalej:
                                        >
                                        > Wyniesiono z domu oświetlenie: zapalone świeczki w licznych słoiczkach twist
                                        > . Poustawiano je na stołach, dzięki czemu zaraz zrobiło się czarodziejsko, migo
                                        > tliwie i przytulnie. Panowało rado-
                                        > sne ożywienie i wesoły gwar. Zespół muzyczny dawał z siebie wszystko, z rzadka
                                        > odpoczywając lub jedząc. Uszczęśliwione dzieci goniły się, piszczały i wrzeszc
                                        > zały, biegając gdzie się tylko dało.

                                        >
                                        > Tak więc nie, to nie było krótkie wesele, zakończone o zmroku.

                                        Ano tak, nie było... Tak czy siak, nie widzę za bardzo tego wesela, chociażby z tytułu warunków sanitarnych.
                                        Dobra, przyjmuję, że firma cateringowa przywlekła 2 gary z zupą, 100+ kotletów/ kurzych nóg, surówki, pierogi i bemary do podgrzewania. I kompot.
                                        Kurde, napiłabym się kompotu.
                                        • tt-tka Re: Pollywood 02.10.25, 14:36
                                          Firma kateringowa przyjmujac zamowienie na obsluge wesela co najmniej dwa cieple dania zaserwowala, a klienta mogla zapytac co najwyzej, co woli, a nie czy chce cos na cieplo :)
                                          plus napoje gorace (jak z zimnymi, to nie wiem)

                                          Tam chyba tojtojka byla zamowiona. Jedna. I dwie, slownie DWIE kelnerki do obslugi tych stu osob.
                                          • bupu Re: Pollywood 02.10.25, 14:40
                                            tt-tka napisała:

                                            >

                                            > Tam chyba tojtojka byla zamowiona. Jedna.

                                            A skąd. Słowa o tym w tekście nie ma.

                                            I dwie, slownie DWIE kelnerki do obsl
                                            > ugi tych stu osob.
                                            >

                                            Rozumiem, że Tytanki z hekatonchejrow?
                          • bupu Re: Pollywood 01.10.25, 23:06
                            tt-tka napisała:


                            > jakich rozmiarow bylo podworko Deroty ? Stoly, niechby tylko dwumetrowe wzdluz,
                            > to jest 40 m w linii prostej, a nie staly w prostej. Do nich lawy. Ile powierz
                            > chni na to trzeba bylo ?
                            >

                            Jak zwykle palce szybsze od mózgu. Dwadzieścia stołów jest bez sensu, przekalkulowałam sobie że do podkowy też potrzeba mniej więcej tych 30 m stołu, co by oznaczało, że jeden stół miałby półtora metra. Idiotyczne, Ida stoliki kawowe chciała zestawiać?

                            Co do powierzchni, to na samą podkowę potrzeba prostokąta o polu... Mmmm... 10 x 11,8 (podzieliłam te 30 m na trzy stoły po 10 m, krotszy bok zatem ma 10 m, dłuższy o 180 więcej, bo szerokość przystawionych doń ramion, znaczy stołów, nadążacie jeszcze?), ale czekajcie, bo miejsce przy stole... 90 cm z każdej strony, no, dajmy po tym metrze, żeby gościom o większej cyrkumferencji łatwiej było przejść i żeby nikt nie siedział z koafiurą w krzakach. Czyli bok krótszy 12 m, bok dłuższy 13,8, czyyyliiii... Trawniczek Doroty musiał mieć coś 165, 6 m2. A to tylko miejsce na biesiadę, jeszcze gdzieś orkiestra z domu kultury musi stać, też nie w krzokach i miejsce na tance musi być.
                            • tt-tka Re: Pollywood 01.10.25, 23:27
                              przy gospodarstwie 2,5 ha calosci oni maja trawniczek przed domem na poltora ara ?
                              no to nic dziwnego, ze biede klepia :P
        • greta_herbst Re: Pollywood 01.10.25, 22:50
          > No nie, te stoły z krzyżaków przed chałupo, płótnem okryte, to jest czyste "Nad Niemnem", ten tego tamtego ten. Film z 1986 mam na myśli.

          Może, ale te dwa zjawiska się nie wykluczają. Wesoły montażyk jak to rodzinka się zbiera i pim-pam-parampam rozstawia pojawia się we Wzruszających Produkcjach bardzo często. Wiem bo kiedyś często oglądałam.
          • tt-tka Re: Pollywood 01.10.25, 23:15
            greta_herbst napisała:



            > Może, ale te dwa zjawiska się nie wykluczają. Wesoły montażyk jak to rodzinka s
            > ię zbiera i pim-pam-parampam rozstawia pojawia się we Wzruszających Produkcjach
            > bardzo często. Wiem bo kiedyś często oglądałam.


            ja nie mialam czasu ogladac, bo siedzialam (stalam, miotalam sie itd) na zapleczu podobnych imprez. Znaczy podobnych w tym sensie, ze na sto osob, nie ze weselnych. Pal szesc stoly dla gosci, ale w kuchni tez tych stolow trzeba kilka, nawet zeby wylozyc wedline na polmiski, na podlodze tego nie ustawisz. Pokroic, albo rozpakowac juz pokrojony chleb i na czyms go poukladac. Stoisko herbaciano-kawowe to musi byc miejsce na czajnik, a wlasciwie kilka, lub duzy warnik, na poustawianie gdzies filizanek/szklanek/, na tace z wylozonymi torebkami/saszetkami, na lyzeczki czy inne mieszadelka, na patery do ciast, na noze, zeby te ciasta pokroic, na talerzyki, a zebrac talerze po kanapkach z pasztetem i wystawic te na ciasta, gdy mowa o setce biesiadnikow, to tez nie w kij dmuchal... kuchnia Deroty spuchla jak pokoje na Rusfelta ?
            • greta_herbst Re: Pollywood 02.10.25, 15:07
              > ja nie mialam czasu ogladac, bo siedzialam (stalam, miotalam sie itd) na zapleczu podobnych imprez

              Też mi się parę razy zdarzyło robić na kuchni zaopatrującej imprezę, i tak, zazwyczaj oznaczało to że trzeba pojawić się dwa dni wcześniej, żeby w ogóle rozładować sprzęt, ustawić go, pomyć i przygotować do pracy, zrobić co najmniej jedną odprawę dla ekipy, rozdać obowiązki... to jest ciężka praca na wysokim stresie dla wielu ludzi. Ale na weselu Dorochny jak rozumiem robiły to dwie staruszki i sąsiadka od szynek czy kto to tam był. Względnie obsługiwały ich zwierzęta Patrycji i Floriana, nawykłe do ogacania się samodzielnie.
              • bupu Re: Pollywood 02.10.25, 15:09
                greta_herbst napisała:

                > > ja nie mialam czasu ogladac, bo siedzialam (stalam, miotalam sie itd) na
                > zapleczu podobnych imprez
                >
                > Też mi się parę razy zdarzyło robić na kuchni zaopatrującej imprezę, i tak, zaz
                > wyczaj oznaczało to że trzeba pojawić się dwa dni wcześniej, żeby w ogóle rozła
                > dować sprzęt, ustawić go, pomyć i przygotować do pracy, zrobić co najmniej jedn
                > ą odprawę dla ekipy, rozdać obowiązki... to jest ciężka praca na wysokim stresi
                > e dla wielu ludzi. Ale na weselu Dorochny jak rozumiem robiły to dwie staruszki
                > i sąsiadka od szynek czy kto to tam był. Względnie obsługiwały ich zwierzęta P
                > atrycji i Floriana, nawykłe do ogacania się samodzielnie.

                Nie. Firma cateringowa, a dokładnie dwie kelnerki z tejże. Fiema zajechała gdy Dorcia poszła się przedślubnie myć.
                • ako17 Re: Pollywood 02.10.25, 15:13
                  bupu napisała:

                  > greta_herbst napisała:
                  >
                  > > > ja nie mialam czasu ogladac, bo siedzialam (stalam, miotalam sie it
                  > d) na
                  > > zapleczu podobnych imprez
                  > >
                  > > Też mi się parę razy zdarzyło robić na kuchni zaopatrującej imprezę, i ta
                  > k, zaz
                  > > wyczaj oznaczało to że trzeba pojawić się dwa dni wcześniej, żeby w ogóle
                  > rozła
                  > > dować sprzęt, ustawić go, pomyć i przygotować do pracy, zrobić co najmnie
                  > j jedn
                  > > ą odprawę dla ekipy, rozdać obowiązki... to jest ciężka praca na wysokim
                  > stresi
                  > > e dla wielu ludzi. Ale na weselu Dorochny jak rozumiem robiły to dwie sta
                  > ruszki
                  > > i sąsiadka od szynek czy kto to tam był. Względnie obsługiwały ich zwier
                  > zęta P
                  > > atrycji i Floriana, nawykłe do ogacania się samodzielnie.
                  >
                  > Nie. Firma cateringowa, a dokładnie dwie kelnerki z tejże. Fiema zajechała gdy
                  > Dorcia poszła się przedślubnie myć.
                  >
                  >

                  A kiedy przyjechały naczynia z wypożyczalni?
                • tt-tka Re: Pollywood 02.10.25, 15:15
                  I wezmy pod uwage, ze co firma miala przygotowane, ze tylko wyladowac, to miala, ale te chleby od Nowakowej trzeba bylo pokroic* i ulozyc, takoz szynki od Walkowiakow, pasztetow od innej sasiadki tez chyba w formach do pieczenia sie na stol nie wystawilo.
                  Krojenie chlebow na sto osob. Prosze to sobie wyobrazic.

                  *krajalnicy raczej firma ze soba nie wozila
                  • bupu Re: Pollywood 02.10.25, 15:25
                    tt-tka napisała:

                    > I wezmy pod uwage, ze co firma miala przygotowane, ze tylko wyladowac, to miala
                    > , ale te chleby od Nowakowej trzeba bylo pokroic* i ulozyc, takoz szynki od Wal
                    > kowiakow, pasztetow od innej sasiadki tez chyba w formach do pieczenia sie na s
                    > tol nie wystawilo.
                    > Krojenie chlebow na sto osob. Prosze to sobie wyobrazic.

                    Ja sobie usiłuje wyobrazić pieczenie tych chlebów. Nawet przy skromnych w sumie trzech kromkach per capita, 35 g kromka, wychodzi dziesięć i pół kilo chleba. Czyli przy półkilowych bochenkach... 21 bochenków. Rany boskie, ile to roboty...
                    • tt-tka Re: Pollywood 02.10.25, 17:04
                      Takie prawdziwe wiejskie chleby to ja pamietam dwukilowe. Bochny na schwal !

                      I jak sie pieklo, to nie jeden czy dwa bochenki przeciez. To teraz (zdegustowana) takie wymysly, podobnie jak robienie ciasta w maszynie i wypiekanie w foremkach. Ale to przeciez nie te prawdziwe chleby zacnej Nowakowej*

                      *tej samej Nowakowej, ktorej splonelo pole pszenicy ?
                      • greta_herbst Re: Pollywood 02.10.25, 17:23
                        > Takie prawdziwe wiejskie chleby to ja pamietam dwukilowe. Bochny na schwal !

                        I ta Nowakowa ma na to piec? Na dwukilowe bochny wypiekane po dziesięć na raz czy bodaj pięć?
                        • tt-tka Re: Pollywood 02.10.25, 17:31
                          greta_herbst napisała:

                          > > Takie prawdziwe wiejskie chleby to ja pamietam dwukilowe. Bochny na schwa
                          > l !
                          >
                          > I ta Nowakowa ma na to piec? Na dwukilowe bochny wypiekane po dziesięć na raz c
                          > zy bodaj pięć?

                          A bo ja wiem ? chalupa nowakowa ile latek sobie liczy ? bo jeszcze w latach 70-tych spotykalam wiejskie obejscia z letnia kuchnia, chlebowym piecem i innymi bajerami, a potem to juz nie wiem.
                        • bupu Re: Pollywood 02.10.25, 18:27
                          greta_herbst napisała:

                          > > Takie prawdziwe wiejskie chleby to ja pamietam dwukilowe. Bochny na schwa
                          > l !
                          >
                          > I ta Nowakowa ma na to piec? Na dwukilowe bochny wypiekane po dziesięć na raz c
                          > zy bodaj pięć?

                          Ma. Staroświecki piec chlebowy, rozumiem że z łopatą i innym sprzętem.
                      • chatgris01 Re: Pollywood 03.10.25, 20:20
                        Moja babcia piekła bochny czterokilowe. Co 2 tygodnie, coś z tuzin, i trzymały ponoć świeżość przez te 2 tygodnie oraz były pyszne.
                        Niestety, ja się na ten jej wiejski chleb już nie załapałam, bo jak się urodziłam, to miała już 67 lat, dzieci dorosłe i od dawna już chleba w domu nie piekła (ale moi starsi o 10-14 lat kuzyni i kuzynki jeszcze pamiętają).
                • greta_herbst Re: Pollywood 02.10.25, 17:24
                  > Firma cateringowa, a dokładnie dwie kelnerki z tejże.

                  Ahem. Dość to zabawne.

                  Ja jednak będę się trzymać mojej wizji, że usługiwały im zwierzęta Patrycji i Florka w takim razie, bo to bardziej realne jest.
                  • ako17 Re: Pollywood 02.10.25, 19:09
                    greta_herbst napisała:

                    > > Firma cateringowa, a dokładnie dwie kelnerki z tejże.
                    >
                    > Ahem. Dość to zabawne.
                    >
                    > Ja jednak będę się trzymać mojej wizji, że usługiwały im zwierzęta Patrycji i F
                    > lorka w takim razie, bo to bardziej realne jest.

                    A jak się dostały do Rumiankowa?
                    • greta_herbst Re: Pollywood 02.10.25, 19:47
                      >>> Firma cateringowa, a dokładnie dwie kelnerki z tejże.
                      >
                      >> Ahem. Dość to zabawne.
                      >
                      >> Ja jednak będę się trzymać mojej wizji, że usługiwały im zwierzęta Patrycji i Florka w takim razie, bo to bardziej realne jest.
                      >
                      > A jak się dostały do Rumiankowa?

                      A bo ja wiem? Przybiegły. Wszak wlewu paliwa nie posiadają to mogą się przemieszczać za darmo. Usłyszały że jaśnie dziedzic Pałys się żeni, i chciały przy tym być.
                      • ako17 Re: Pollywood 02.10.25, 20:08
                        greta_herbst napisała:

                        > >>> Firma cateringowa, a dokładnie dwie kelnerki z tejże.
                        > >
                        > >> Ahem. Dość to zabawne.
                        > >
                        > >> Ja jednak będę się trzymać mojej wizji, że usługiwały im zwierzęta P
                        > atrycji i Florka w takim razie, bo to bardziej realne jest.
                        > >
                        > > A jak się dostały do Rumiankowa?
                        >
                        > A bo ja wiem? Przybiegły. Wszak wlewu paliwa nie posiadają to mogą się przemies
                        > zczać za darmo. Usłyszały że jaśnie dziedzic Pałys się żeni, i chciały przy tym
                        > być.

                        Powiem szczerze, że w zalewie nieprawdopodobieństw, jakie otrzymujemy w opisie tego wesela, akurat kelnerek bym się aż tak bardzo nie czepiała. Atmosfera była nieformalna, zatem one chyba mogły przynosić po prostu po tacy na stół i każdy sobie brał swoją bulionówkę, a następnie ją na tacę odstawiał.
                        Podobnie drugie danie: najpierw stos talerzy i koszyk sztućców, następnie półmisek z kotletami, 2 miski surówki i 2 miski ziemniaków. I każdy sobie nakłada, po czym podaje kolejnej osobie.
                        Taka praktyka działa w jednym z moich najukochańszych ośrodków na Mazurach, gdzie obiady na 100 osób są codzienną praktyką. Nie wiem w sumie ile kelnerek ogarnia ten obiad, może więcej niż 2, ale nie więcej niż 3. OK, różnica jest taka, że wszystkie stoły stoją na jakiejś tam podłodze i można podjechać wózkiem. Nie wiem, czy to możliwe w ogrodzie, gdzie ziemia jest nierówna.
                        Inna sprawa, czym był "stół", bo jak wyszło nam wcześniej, to było 20 stołów po 5 osób. Z rzyci, widzę to raczej jako 10 stołów po 10 osób. I w ten sposób, biorąc po 2-3 minuty na przyniesienie wszystkiego na każdy stół, w ciągu pół godziny wszyscy weselnicy mają podane.
                        A że część już wystygła? No trudno.
    • bupu Re: Pollywood 01.10.25, 12:35
      HA! Wolfi i Larwa uciekający by się pobrać w małym kościółku na prowincji, wbrew woli ich rodzin. Film kostiumowy całą gębą, zresztą cały ten wątek romansowy jest jak z jakiego bodice rippera (minus bodice ripping oczywiście). Tajemniczy kawaler co wystaje pod oknami, schadzki via balkon, dziadek, zabijający okno balkonowe gwoździami by chronić cześć wnuczki...
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pollywood 01.10.25, 13:53
        bupu napisała:

        > HA! Wolfi i Larwa uciekający by się pobrać w małym kościółku na prowincji, wbre
        > w woli ich rodzin. Film kostiumowy całą gębą, zresztą cały ten wątek romansowy
        > jest jak z jakiego bodice rippera (minus bodice ripping oczywiście). Tajemniczy
        > kawaler co wystaje pod oknami, schadzki via balkon, dziadek, zabijający okno b
        > alkonowe gwoździami by chronić cześć wnuczki...
        >

        Pytanko mam a propos, bo mi się osobiście nie chce zaglądaniem do CP męczyć oczu i mózgu... jak przebiegała organizacja tej, pożal się boru iglasty, podróży? Wiemy, że nawet po suknię ślubną się gamonie nie pofatygowały do ostatniej chwili. A jakiekolwiek ciuchy na zmianę i szczoteczki do zębów raczyli ze sobą wziąć? Mieli upatrzony jakiś hotel w tym Zakopcu, albo spakowany namiot, jakieś zapasy żywności, tudzież pieniądze na takowe? Czy zamówili ślub z wyprzedzeniem zamiast wbijać do kościoła na wariata, to ja nawet nie pytam...
        Tak dawno toto czytałam, że nie pamiętam konkretów, ale ogólnie zostało ze mną wrażenie, że ten wyjazd wyszedł skrajnie spontanicznie, z dnia na dzień (z godziny na godzinę wręcz), bez żadnego pomyślunku (jakby sama idea ucieczki i potajemnego ślubu nie była wystarczająco naiwna). Że Laura wpadła na taki kretyński pomysł jeszcze uwierzę, ale że względnie zdrowy i ogarnięty Wolfi na to poszedł? Założę się, że gdyby nie złapali po drodze Bodzia, to ta wycieczko-ucieczka wyglądałaby jeszcze gorzej, bo jedno nie miałoby pod ręką kozła ofiarnego, a drugie kumpla do wyżalenia się.
        • bupu Re: Pollywood 01.10.25, 14:06
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          >
          > Pytanko mam a propos, bo mi się osobiście nie chce zaglądaniem do CP męczyć ocz
          > u i mózgu... jak przebiegała organizacja tej, pożal się boru iglasty, podróży?
          > Wiemy, że nawet po suknię ślubną się gamonie nie pofatygowały do ostatniej chwi
          > li. A jakiekolwiek ciuchy na zmianę i szczoteczki do zębów raczyli ze sobą wzią
          > ć?


          Larwa wzięła torebkę. I tyle. Bez gaci na zmianę, bez szczoteczek (Laura miała kupić ale zapomniała), bez niczego.


          Mieli upatrzony jakiś hotel w tym Zakopcu, albo spakowany namiot, jakieś zap
          > asy żywności, tudzież pieniądze na takowe?

          Buahahaha. Oczywiście że nie.



          Że Laura wpadła na taki kretyński
          > pomysł jeszcze uwierzę, ale że względnie zdrowy i ogarnięty Wolfi na to poszedł?

          Oraz żerty. Że Laurze parcie na ołtarz rozum odebrało wierzę, że Wolfi nie pomyślał o praktyczniej stronie imprezy i zamierzał żyć miłością... Nie bardzo.
      • greta_herbst Re: Pollywood 01.10.25, 22:52
        > Wolfi i Larwa uciekający by się pobrać w małym kościółku na prowincji, wbrew woli ich rodzin.

        Jakby nie mogli, jak normalni ludzie, skoczyć na godzinkę do urzędu... :P

        Ja wiem, ja wiem, cywilny ślub to nie ślub. Ale o ile mi wiadomo w kościołach tego też w saszetkach nie sprzedają.
        • kocynder Re: Pollywood 08.11.25, 22:02
          Ale, kruca Bomba, nawet i ślub wyjazdowy da się zorganizować! Wystarczyłoby napisać, że np podczas wakacyjnej wędrówki znaleźli ten kościółek i ich zachwycił, że ZAŁATWILI papiery (tak, pełnoletni oboje, zgoda rodziców im zbędna), nawet że Larwa była zadowolona, bo ich parafia to kościół Św. Stanisława Kostki, a rodzina gania do Dominikanów, to zapowiedzi nie wyłapią, itd.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka