bupu
31.10.25, 15:34
Właśnie miksowałam ciasto na jabłecznik, klnąc moje problemy z kręgosłupem i wzdychając, że przydałby mi się mikser na stelażu, którego nie trzeba trzymać przy miksowaniu. Jak KitchenAid. I oczywiście moje myśli truchcikiem pobiegły do ślubnego prezentu od Klopsa.
- Ja... kupiłem KitchenAid - oznajmił.
- Słucham? - nie zrozumiała Gabriela.
- W prezencie ślubnym. Robot kuchenny. Chyba to dobry pomysł??...
- O! - odrzekła Gabriela, zaskoczona. - Chyba dobry... może Laura wreszcie polubi gotowanie.
- A nie lubi?
- Nie.
- No, ale - pospieszyła taktownie babcia - teraz będzie miała okazję polubić. Na pewno będzie gotowała mężowi obiady. - Hm - mruknął dziadek Borejko z wyraźnym powątpiewaniem.
Janusz Pyziak wstał, zaszurał nogami, wziął swój prezent i podszedł do córki, by się przywitać. Podała mu dłoń i zaraz ją cofnęła, po czym, zupełnie tak jak jej matka, bezwiednie schowała rękę za plecami.
- Jjj... - zaczął on, spojrzał szybko na Łusię i nie powiedział „ja”. - Kupiłem ci KitchenAid.
- Co...? - nie rozumiała Laura. Och, dopiero teraz wyglądała na zdenerwowaną! Minę miała dziecinną, bezradną i jakby zawstydzoną. Magda poczuła, że żal jej tej pięknej panny młodej, żal jak dziecka, które zaraz się rozpłacze.
- To taki duży robot kuchenny - wyjaśniła z boku babcia. Podeszła nieco bliżej i objęła wnuczkę za ramiona.
- Ach, dzięki - bąknęła Laura.
- Proszę bardzo - dodał Pyziak tonem raczej odpychającym, oburącz składając córce pod stopy bezcenny ślubny dar z kokardą.
Jak ja nie rozumiem tej sceny... Robot kuchenny jest dosyć typowym prezentem ślubnym, jest też darem praktycznym nawet jeśli panna młoda nie lubi gotowania. Przyda się choćby do przecierania zupek apgarom, które wszak ma się w tum uniwersum obowiązek płodzić. Mikser nie jest też tabu na Roosevelta, bo niewolnicy Seneki i Aureliysza takowego nie używali, czy z innego powodu. Milicja takowy posiada od co najmniej 1994 roku, ma mikser również Pulpa, używany z dużym zapałem. Dlaczego zatem Borejkowie zachowują się jakby Pyziak puścił bąka w towarzystwie, a Laura wręcz jskby ją Janusz tym mikserem czynnie znieważył?
Że prezent nietrafiony? Zdarza się nawet gdy ofiarodawca ma najlepsze intencje. Człowiek kulturalny w tej sytuacji dar przyjmie, z przyjemnym wyrazem twarzy i uprzejmie podziękuje, Borejkowie jednak najwyraźniej mają tylko kulturę bakteryjną w zsiadłym mleku do ziemniaków. Pomijam masochizm Janusza, który siedzi na R5 nie wiadomo po co, ale na litość, czemu Laura traktuje zaproszonego przez siebie gościa jak niemiłego intruza? Było nie zapraszać! Czy autorka nie orientuje się że zrobiła z uwielbianych przez się bohaterów bandę niezrównoważonych chamideł? Gdyby mieli bodaj odrobinę równowagi i taktu potrafiliby potraktować człowieka który ćwierć wieku wcześniej porzucił Gabrielę (od 18 lat będącą w podobno szczęśliwym związku) w sposób neutralnie uprzejmy.