Dodaj do ulubionych

Moralność kitchen aida

31.10.25, 15:34
Właśnie miksowałam ciasto na jabłecznik, klnąc moje problemy z kręgosłupem i wzdychając, że przydałby mi się mikser na stelażu, którego nie trzeba trzymać przy miksowaniu. Jak KitchenAid. I oczywiście moje myśli truchcikiem pobiegły do ślubnego prezentu od Klopsa.

- Ja... kupiłem KitchenAid - oznajmił.
- Słucham? - nie zrozumiała Gabriela.
- W prezencie ślubnym. Robot kuchenny. Chyba to dobry pomysł??...
- O! - odrzekła Gabriela, zaskoczona. - Chyba dobry... może Laura wreszcie polubi gotowanie.
- A nie lubi?
- Nie.
- No, ale - pospieszyła taktownie babcia - teraz będzie miała okazję polubić. Na pewno będzie gotowała mężowi obiady. - Hm - mruknął dziadek Borejko z wyraźnym powątpiewaniem.


Janusz Pyziak wstał, zaszurał nogami, wziął swój prezent i podszedł do córki, by się przywitać. Podała mu dłoń i zaraz ją cofnęła, po czym, zupełnie tak jak jej matka, bezwiednie schowała rękę za plecami.
- Jjj... - zaczął on, spojrzał szybko na Łusię i nie powiedział „ja”. - Kupiłem ci KitchenAid.
- Co...? - nie rozumiała Laura. Och, dopiero teraz wyglądała na zdenerwowaną! Minę miała dziecinną, bezradną i jakby zawstydzoną. Magda poczuła, że żal jej tej pięknej panny młodej, żal jak dziecka, które zaraz się rozpłacze.
- To taki duży robot kuchenny - wyjaśniła z boku babcia. Podeszła nieco bliżej i objęła wnuczkę za ramiona.
- Ach, dzięki - bąknęła Laura.
- Proszę bardzo - dodał Pyziak tonem raczej odpychającym, oburącz składając córce pod stopy bezcenny ślubny dar z kokardą.


Jak ja nie rozumiem tej sceny... Robot kuchenny jest dosyć typowym prezentem ślubnym, jest też darem praktycznym nawet jeśli panna młoda nie lubi gotowania. Przyda się choćby do przecierania zupek apgarom, które wszak ma się w tum uniwersum obowiązek płodzić. Mikser nie jest też tabu na Roosevelta, bo niewolnicy Seneki i Aureliysza takowego nie używali, czy z innego powodu. Milicja takowy posiada od co najmniej 1994 roku, ma mikser również Pulpa, używany z dużym zapałem. Dlaczego zatem Borejkowie zachowują się jakby Pyziak puścił bąka w towarzystwie, a Laura wręcz jskby ją Janusz tym mikserem czynnie znieważył?

Że prezent nietrafiony? Zdarza się nawet gdy ofiarodawca ma najlepsze intencje. Człowiek kulturalny w tej sytuacji dar przyjmie, z przyjemnym wyrazem twarzy i uprzejmie podziękuje, Borejkowie jednak najwyraźniej mają tylko kulturę bakteryjną w zsiadłym mleku do ziemniaków. Pomijam masochizm Janusza, który siedzi na R5 nie wiadomo po co, ale na litość, czemu Laura traktuje zaproszonego przez siebie gościa jak niemiłego intruza? Było nie zapraszać! Czy autorka nie orientuje się że zrobiła z uwielbianych przez się bohaterów bandę niezrównoważonych chamideł? Gdyby mieli bodaj odrobinę równowagi i taktu potrafiliby potraktować człowieka który ćwierć wieku wcześniej porzucił Gabrielę (od 18 lat będącą w podobno szczęśliwym związku) w sposób neutralnie uprzejmy.
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 15:41
      I, tak na marginesie, skoro dar Janusza jest tak bardzo be i niecacy, to słucham, co podarowała mlodym rodzina B.? Z góry uprzedzam, cukiernica się nie liczy, to był prezent dla Laury pod choinkę (i nie pojmuję czemu wyłącznie od Milicji, toż to rodowa własność Biorejkow, nie Makowskich).
      • ako17 Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 15:53
        bupu napisała:

        Biorejkow,

        Ci Biorejkowie to tak specjalnie? Od brania od wszystkich dookoła i uważania, że im się należy?
        >
        • bupu Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 16:06
          ako17 napisała:

          > bupu napisała:
          >
          > Biorejkow,
          >
          > Ci Biorejkowie to tak specjalnie? Od brania od wszystkich dookoła i uważania, że im się należy?

          Niechcący, ale bardzo ładnie wyszło 😁
      • przymrozki Re: Moralność kitchen aida 03.11.25, 17:56
        bupu napisała:

        > I, tak na marginesie, skoro dar Janusza jest tak bardzo be i niecacy, to słucha
        > m, co podarowała mlodym rodzina B.?

        Może rodzina nie kupowała Laurze żadnego sprzętu, bo wiedziała, że Tygrys idzie mieszkać z mężem, pianinem i marzeniem o rychłej ciąży na 30 m2. Więc wszystko co dostaną, Fidelisowie będą musieli trzymać w studni, w workach wyciąganych na powierzchnię żurawiem. I że komplet czarek takie traktowanie zniesie, a sprzęt na prąd niekoniecznie. Zwłaszcza w czasie lokalnych podtopień.

        Ale w takim razie należało uprzedzić wszystkich gości, że uprasza się nie znosić koromyseł i przychodzić na ślub wyłącznie z kopertami lub sprzętem wodoodpornym. Zgoda, jest to formalnie niezgodne ze sztywno pojmowanym savoir-vivrem, ale na pewno lepsze to niż potem strzelać fochy w twarz darczyńców.
        • ako17 Re: Moralność kitchen aida 03.11.25, 19:05
          przymrozki napisała:

          > bupu napisała:
          >
          > > I, tak na marginesie, skoro dar Janusza jest tak bardzo be i niecacy, to
          > słucha
          > > m, co podarowała mlodym rodzina B.?
          >
          > Może rodzina nie kupowała Laurze żadnego sprzętu, bo wiedziała, że Tygrys idzie
          > mieszkać z mężem, pianinem i marzeniem o rychłej ciąży na 30 m2. Więc wszystko
          > co dostaną, Fidelisowie będą musieli trzymać w studni, w workach wyciąganych n
          > a powierzchnię żurawiem. I że komplet czarek takie traktowanie zniesie, a sprzę
          > t na prąd niekoniecznie. Zwłaszcza w czasie lokalnych podtopień.
          >
          > Ale w takim razie należało uprzedzić wszystkich gości, że uprasza się nie znosi
          > ć koromyseł i przychodzić na ślub wyłącznie z kopertami lub sprzętem wodoodporn
          > ym. Zgoda, jest to formalnie niezgodne ze sztywno pojmowanym savoir-vivrem, ale
          > na pewno lepsze to niż potem strzelać fochy w twarz darczyńców.

          Może, tym niemniej, jakieś sprzęty się na tych 30 metrach muszą pojawić. Mogą żyć bez zmywarki, ale kuchenka, choćby dwupalnikowa, jakiś czajniczek, garnuszek, choćby do gotowania jajeczek, czy patelenka też muszą się tam znaleźć. W końcu pół-dziecko-pół-sarna, może i nie gotuje, ale je. I to nie mimochodem, ale z przyrodzonej potrzeby.
          • przymrozki Re: Moralność kitchen aida 03.11.25, 19:47
            ako17 napisała:

            > Może, tym niemniej, jakieś sprzęty się na tych 30 metrach muszą pojawić. Mogą ż
            > yć bez zmywarki, ale kuchenka, choćby dwupalnikowa, jakiś czajniczek, garnuszek
            > , choćby do gotowania jajeczek, czy patelenka też muszą się tam znaleźć.

            Na pewno jest sprzęt do podgrzewania wody (czy jest czajnik na palnik, czajnik elektryczny czy po prostu kuchenny rondel - nie wiadomo), bo Laura podała gościom cynamonową herbatę.

            A wcześniej w rozmowie z Gabą Laura utrzymuje, że na jej szalet miłości składają się "dwa pokoiki z kuchenką i łazienką". Tę "kuchenkę" można zrozumieć na dwa sposoby albo chodzi o to, że w "pokoiku" (bardzo małym pokoju) stoi kuchenka (czyli sprzęt AGD, kuchenka, dajmy na to, elektryczna), a więc w altanie nie ma kuchni w sensie dosłownym. Po prostu między składanym stołem a ścianą książek błąkają się ze dwa palniki, na których można podgrzać jedzenie z domu rodziców lub teściów. Ale może być też tak, że ta "kuchenka" to po prostu zdrobnienie, którego Laura użyła, żeby podkreślić, że kuchnia jest bardzo mała (w przeciwieństwie do niezdrobnionej łazienki a nie "łazieneczki").
            • ako17 Re: Moralność kitchen aida 03.11.25, 20:21
              przymrozki napisała:

              > ako17 napisała:
              >
              > > Może, tym niemniej, jakieś sprzęty się na tych 30 metrach muszą pojawić.
              > Mogą ż
              > > yć bez zmywarki, ale kuchenka, choćby dwupalnikowa, jakiś czajniczek, gar
              > nuszek
              > > , choćby do gotowania jajeczek, czy patelenka też muszą się tam znaleźć.
              >
              > Na pewno jest sprzęt do podgrzewania wody (czy jest czajnik na palnik, czajnik
              > elektryczny czy po prostu kuchenny rondel - nie wiadomo), bo Laura podała gości
              > om cynamonową herbatę.
              >
              > A wcześniej w rozmowie z Gabą Laura utrzymuje, że na jej szalet miłości składaj
              > ą się "dwa pokoiki z kuchenką i łazienką". Tę "kuchenkę" można zrozumieć na dwa
              > sposoby albo chodzi o to, że w "pokoiku" (bardzo małym pokoju) stoi kuchenka (
              > czyli sprzęt AGD, kuchenka, dajmy na to, elektryczna), a więc w altanie nie ma
              > kuchni w sensie dosłownym. Po prostu między składanym stołem a ścianą książek b
              > łąkają się ze dwa palniki, na których można podgrzać jedzenie z domu rodziców l
              > ub teściów. Ale może być też tak, że ta "kuchenka" to po prostu zdrobnienie, kt
              > órego Laura użyła, żeby podkreślić, że kuchnia jest bardzo mała (w przeciwieńst
              > wie do niezdrobnionej łazienki a nie "łazieneczki").

              Kuchenka jest w domeczku pół-dziecka, zatem zupełnie malutka, z garnuszkami i patelenką. Łazienkę mają na zewnątrz i nie wlicza się ona do ogólnej powierzchni mieszkania. No, gdzieś tam, pod którymś iglakiem. Czyli jest dowolnie duża ;)
          • ako17 Re: Moralność kitchen aida 12.11.25, 22:41
            ako17 napisała:

            > Może, tym niemniej, jakieś sprzęty się na tych 30 metrach muszą pojawić. Mogą ż
            > yć bez zmywarki, ale kuchenka, choćby dwupalnikowa, jakiś czajniczek, garnuszek
            > , choćby do gotowania jajeczek, czy patelenka też muszą się tam znaleźć. W końc
            > u pół-dziecko-pół-sarna, może i nie gotuje, ale je. I to nie mimochodem, ale z
            > przyrodzonej potrzeby.

            A! nie wzięłam pod uwagę, że jako dziecko może się żywić kaszkami, zalewanymi gorącą wodą - wystarczy czajnik elektryczny. A jako sarna, normalnie, sianem.
            No i rzeczywiście, w tej sytuacji Kitchenaid jest zbędny i niestosowny. Pyziak wykazał się fundamentalną nieznajomością potrzeb swojej córki. Ale skąd mógł był wiedzieć, że ona jest pół-dzieckiem-pół-sarną? Niby z tego, że była podobna do niego? A on był kiedykolwiek tą sarną albo dzieckiem?
            Pierwsza jego córka taka nie była. Była konkretna i lubiła parówki.
            • bupu Re: Moralność kitchen aida 12.11.25, 23:31
              ako17 napisała:

              >
              > A! nie wzięłam pod uwagę, że jako dziecko może się żywić kaszkami, zalewanymi g
              > orącą wodą - wystarczy czajnik elektryczny. A jako sarna, normalnie, sianem.


              A Maszpan? Wyrzyna sobie obiad laubzegą...?

              > No i rzeczywiście, w tej sytuacji Kitchenaid jest zbędny i niestosowny. Pyziak
              > wykazał się fundamentalną nieznajomością potrzeb swojej córki. Ale skąd mógł by
              > ł wiedzieć, że ona jest pół-dzieckiem-pół-sarną? Niby z tego, że była podobna d
              > o niego? A on był kiedykolwiek tą sarną albo dzieckiem?
              > Pierwsza jego córka taka nie była. Była konkretna i lubiła parówki.

              Pyza poczęła się niepokalanie z Gabryjeli, bez żadnych pypypyziaczych gegegenow.
              • ako17 Re: Moralność kitchen aida 13.11.25, 14:15
                bupu napisała:


                > A Maszpan? Wyrzyna sobie obiad laubzegą...?

                Czemu nie? Wyrzyna kształty np. pieczonego udźca i ziemniaków. Kładzie na stole i oddycha, patrząc na Laurę.
                Wiecie bez jedzenia da się jakiś czas przeżyć, bez oddychania - nie.
                Dlatego sprzęt kuchenny jest zbędny, a Laura absolutnie niezbędna.
    • tt-tka Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 16:19
      Nie, altorka nie widzi. Skoro cos robia jej umilowani, to jest to jak najbardziej cacy, a skoro robia cknukowi, to tym bardziej.
      To my widzimy, ze kulture oni maja, jak trafnie okreslilas (zapewne doszukujac sie wytrwale tej kultury) ino w kwasnym mleku. Bakteryjna.

      Aha, jesli nie liczyc cukiernicy, Larwa dostala od Borejkow NIC. Czarki, w ktorych podaje gosciom herbate, to prezent od Idy, ale zdaje sie tez gwiazdkowy, nie slubny.
    • ako17 Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 16:47
      Ta scena jest po prostu kompletnie od czapy. Naprawdę nie wiem, jak można napisać coś tak nielogicznego.
      Po co zapraszano Pyziaka? Dlaczego on jest taki odpychający? Dlaczego prezent jest nieudany? Dlaczego wszyscy dają mu odczuć, że prezent jest nieudany?
      Po co Pyziak siedzi godzinami w tej kuchni? Gospodarze go traktują zimno, on ich też.
      Nie mógł był po prostu przywieźć prezentu i się ulotnić, do jakiejś kawiarni czy galerii i pojawić dopiero na sam wyjazd z Roosevelta do Kostrzyna?
      I co się stało z tym przebaczeniem, po które przyszedł w CP? I z Łucją, którą prowadził za rękę po wyjściu z samochodu?
      • tt-tka Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 17:31
        Pyziaka zaproszono, by nim popomiatac i wytrzec podloge, najwyrazniej. Czemu zas on tam siedzi i to znosi, przebog, nie wiem.

        Ciekawe swoja droga, czy byl na slubie Rozy i z jakim prezentem. O tym slowko nigdy i nigdzie nie pada.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 18:52
          tt-tka napisała:

          > Pyziaka zaproszono, by nim popomiatac i wytrzec podloge, najwyrazniej.

          Wszystko na to wskazuje. W którymś wątku piotr777 to ładnie wypunktował. Bo niby wysłali Pyziakowi zaproszenie, ale jednocześnie z góry zakładali, że nie przyjedzie i z tego powodu na niego pomstowali. I gdyby faktycznie nie przyjechał, mieliby złośliwą satysfakcję, że mieli rację co do jego podłości. Ale zuy Pyziak wziął i przyjechał, to musieli na szybko wymyślić nowy pretekst do wyżycia się na nim.
        • ako17 Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 19:19
          tt-tka napisała:

          > Pyziaka zaproszono, by nim popomiatac i wytrzec podloge, najwyrazniej. Czemu za
          > s on tam siedzi i to znosi, przebog, nie wiem.
          >
          > Ciekawe swoja droga, czy byl na slubie Rozy i z jakim prezentem. O tym slowko n
          > igdy i nigdzie nie pada.

          A dajże spokój. Pyzowy ślub zapisał się w rodzinie zdjęciem z zafajdaną pieluchą i bukietem. Li i jedynie.
          Co tam ojciec, matka, siostra panny młodej, co tam prezenty?
    • przymrozki Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 20:43
      Ten wątek z Pyziakiem warującym w kuchni Borejków przez kilka godzin (po co, na co?), jak mniemam, w oczach autora służył pokazaniu, jak słabo niecny Pyziak zna swoje własne dziecko i jak przez to strzela gafy. A wszystko to w przeciwieństwie do Borejków, którzy znają Tygrysa jak zły szeląg i obdarowują go wyłącznie trafnie (tzn. niczym).

      Natomiast już pomijając słusznie wypunktowane powyżej kwestie (w tym taką, że KitchenAid to rzecz użyteczna i nietania, więc sugerowanie darczyńcy, że takim darem wygłupił się i ośmieszył, nie tylko jest chamstwem, ale jest też zupełnie bez sensu), to tutaj jest jeszcze jeden błąd fabularny.

      Pyziak, jak wiemy, wrócił po przebaczenie w "Czarnej polewce". W czasie akcji "McDusi", czyli sześć lat później, w sprawie ustalenia relacji Janusza z porzuconą rodziną było już zatem dawno pozamiatane - cokolwiek miano na ten temat do powiedzenia, musiało już być dawno wypowiedziane, wyjaśnione, przemyślane i obgadane. Ale nie tylko czytelnik nic na ten temat nie wie, ale nawet bohaterowie książki zachowują się jakby ich przy tym w ogóle nie było. Jakby w dniu ślubu Laury ni z tego, ni z owego Pyziak spadł im wszystkim z nieba, czy też może raczej wyskoczył z piekła i zalęgł się niespodziewanie w kuchni. Tam absolutnie nikt nie miał pomysłu, w którą stronę ma iść rozmowa - czy wrzucić typa na bruk, czy przyjąć jak ojca panny młodej. Czy Pyziak był na ślubie Róży, czy w ogole rozmawiał z córkami, co im powiedział i co one na to. Z drugiej strony wiemy na pewno, że jakiś kontakt musiał mieć miejsce, skoro Laura była w stanie zaprosić ojca na ślub, a on nie tylko uznał, że może przyjść, ale nawet że może spedzić cały dzień w domu panny młodej.
      • ako17 Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 21:20
        przymrozki napisała:

        > Ten wątek z Pyziakiem warującym w kuchni Borejków przez kilka godzin (po co, na
        > co?), jak mniemam, w oczach autora służył pokazaniu, jak słabo niecny Pyziak z
        > na swoje własne dziecko i jak przez to strzela gafy. A wszystko to w przeciwień
        > stwie do Borejków, którzy znają Tygrysa jak zły szeląg i obdarowują go wyłączni
        > e trafnie (tzn. niczym).

        To na pewno. Tylko jest to tak niemądrze przedstawione, że Dziecko Literackie ma problem ze zrozumieniem poszczególnych składowych tego wątku. Skoro człowiek zobaczył córkę po raz pierwszy w życiu dopiero gdy brała niedoszły ślub jako 20-latka, to wiadomo, że jej nie zna. Ocena moralna tego faktu to co innego, niż tego faktu stwierdzenie. I w tej sytuacji, skoro już został na ten ślub zaproszony, to przywiózł chyba najlepszy możliwy prezent, nie mając pojęcia o potrzebach, czy guście córki. Prezent uniwersalny, zawsze przydatny.
        BTW, Laura nie umiała i nie lubiła gotować, a jak w ogóle młode stadło zamierzało się żywić w altanie? Bo o chęci gotowania obiadów przez Adama (byłaby to równie rozsądna opcja, jak gotowanie przez Laurę) też jakoś nie słychać. Gruszka miałby wbijać pomiędzy pracami polowymi a logistycznymi i przygotowywać młodemu państwu kotlety i kapustę zasmażaną? Czy oni domyślnie, na codzień mieli jadać u rodziców Adama lub na R5?
        >
        > Natomiast już pomijając słusznie wypunktowane powyżej kwestie (w tym taką, że K
        > itchenAid to rzecz użyteczna i nietania, więc sugerowanie darczyńcy, że takim d
        > arem wygłupił się i ośmieszył, nie tylko jest chamstwem, ale jest też zupełnie
        > bez sensu), to tutaj jest jeszcze jeden błąd fabularny.
        >
        > Pyziak, jak wiemy, wrócił po przebaczenie w "Czarnej polewce". W czasie akcji "
        > McDusi", czyli sześć lat później, w sprawie ustalenia relacji Janusza z porzuco
        > ną rodziną było już zatem dawno pozamiatane - cokolwiek miano na ten temat do p
        > owiedzenia, musiało już być dawno wypowiedziane, wyjaśnione, przemyślane i obga
        > dane. Ale nie tylko czytelnik nic na ten temat nie wie, ale nawet bohaterowie k
        > siążki zachowują się jakby ich przy tym w ogóle nie było. Jakby w dniu ślubu La
        > ury ni z tego, ni z owego Pyziak spadł im wszystkim z nieba, czy też może racze
        > j wyskoczył z piekła i zalęgł się niespodziewanie w kuchni. Tam absolutnie nikt
        > nie miał pomysłu, w którą stronę ma iść rozmowa - czy wrzucić typa na bruk, cz
        > y przyjąć jak ojca panny młodej. Czy Pyziak był na ślubie Róży, czy w ogole roz
        > mawiał z córkami, co im powiedział i co one na to. Z drugiej strony wiemy na pe
        > wno, że jakiś kontakt musiał mieć miejsce, skoro Laura była w stanie zaprosić o
        > jca na ślub, a on nie tylko uznał, że może przyjść, ale nawet że może spedzić c
        > ały dzień w domu panny młodej.

        I o to mi też chodzi. Skoro jakaś interakcja, wyglądająca na pozytywną, odbyła się w CZ, dlaczego nie ma jej śladu w McD?
        Nie można było przedstawić tej sytuacji tak, że Pyziak przybywa, jakoś tam jest przywitany (Bernard mógłby ze swoim "życiorysem" wystąpić niezależnie od Biorejków), propozycję kawy przyjmuje, prezent zostaje przyjęty kulturalnie, Pyziak albo wybywa z R5, albo, postawiony w obliczu kryzysu krynolinowego, przejawia jakieś konstruktywne pomysły. Bo inaczej po co miałby siedzieć w tej kuchni? Na jego miejscu, zwłaszcza gdy był winien popoporzucenia, zmyłabym się stamtąd jak najszybciej. Czemu on w tej kuchni siedzi?

        Wiem, że my tu na forum mamy w większości inny obraz popoporzucenia Gąby przez Pyziaka, ale nawet, przyjmując optykę autorki (Pyziak porzucił Gabę w ciąży i nie umie kochać), nie mogę zrozumieć sekwencji zdarzeń w McD, następującej po CP.
        • mackakisa Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 21:47
          ako17 napisała:

          > BTW, Laura nie umiała i nie lubiła gotować, a jak w ogóle młode stadło zamierza
          > ło się żywić w altanie? Bo o chęci gotowania obiadów przez Adama (byłaby to rów
          > nie rozsądna opcja, jak gotowanie przez Laurę) też jakoś nie słychać. Gruszka m
          > iałby wbijać pomiędzy pracami polowymi a logistycznymi i przygotowywać młodemu
          > państwu kotlety i kapustę zasmażaną? Czy oni domyślnie, na codzień mieli jadać
          > u rodziców Adama lub na R5?
          Toć oni „miełością do siebie żyć będą, kto by się tam jedzeniem przejmował. Chyba, że zborejczenie Syrenkosarenki pójdzie dalej i zacznie ona gotować sama z siebie, wytwarzać wedle życzenia Naszympansa eintopfy, pierogi według przepisu Babi, a dowodów roztropności da, przygotowując pastę twarogową na kanapki - produkt tani i jak udowodniono na tym forum, możliwy w wielu, bardzo wielu kombinacjach
          • ako17 Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 22:01
            mackakisa napisał(a):


            > Toć oni „miełością do siebie żyć będą, kto by się tam jedzeniem przejmował. Chy
            > ba, że zborejczenie Syrenkosarenki pójdzie dalej i zacznie ona gotować sama z s
            > iebie, wytwarzać wedle życzenia Naszympansa eintopfy, pierogi według przepisu B
            > abi, a dowodów roztropności da, przygotowując pastę twarogową na kanapki - prod
            > ukt tani i jak udowodniono na tym forum, możliwy w wielu, bardzo wielu kombinac
            > jach

            Laura jeść lubiła, jak wiemy. Skądś się to jedzenie brać musiało. N Roosevelta ktoś zawsze jakieś żarcie skombinował: matka, babka. W momencie zostawienia jej samej sobie z Adamem w mikroprzestrzeni, należało jednak obmyślić jakiś pomysł na co najmniej jeden dziennie posiłek na ciepło ;). Choćby samą zupę, bo po przedarciu się w okresie październik -kwiecień przez kawał plantacji, bez chodnika, wobec ewentualnych obfitych opadów deszczu lub śniegu (lub kombinacji tych dwóch), naprawdę warto, po zdjęciu przemoczonych kurtek, czapek, szali, zabłoconych butów, usiąść przy stole i rozgrzać organizm.
            No, chyba, że oni szli w mocny alkohol. Ale to raczej w brytyjskich lub skandynawskich kryminałach.
            • mackakisa Re: Moralność kitchen aida 31.10.25, 22:16

              >
              > Laura jeść lubiła, jak wiemy. Skądś się to jedzenie brać musiało. N Roosevelta
              > ktoś zawsze jakieś żarcie skombinował: matka, babka. W momencie zostawienia jej
              > samej sobie z Adamem w mikroprzestrzeni, należało jednak obmyślić jakiś pomysł
              > na co najmniej jeden dziennie posiłek na ciepło ;). Choćby samą zupę, bo po pr
              > zedarciu się w okresie październik -kwiecień przez kawał plantacji, bez chodnik
              > a, wobec ewentualnych obfitych opadów deszczu lub śniegu (lub kombinacji tych d
              > wóch), naprawdę warto, po zdjęciu przemoczonych kurtek, czapek, szali, zabłocon
              > ych butów, usiąść przy stole i rozgrzać organizm.
              > No, chyba, że oni szli w mocny alkohol. Ale to raczej w brytyjskich lub skandyn
              > awskich kryminałach.
              >
              >
              Jasne, żeby się przydało coś ciepłego i pożywnego do żołądka wrzucić. Laura jednak nie jest przygotowana, jak sama mówisz, na fakt że to ona będzie musiała o te ciepłe posiłki zadbać dla siebie i męża. Oj coś czuję, że się mocno zdziwiła
      • ciotka.scholastyka Re: Moralność kitchen aida 06.11.25, 13:44
        przymrozki napisała:

        >
        > Pyziak, jak wiemy, wrócił po przebaczenie w "Czarnej polewce". W czasie akcji "
        > McDusi", czyli sześć lat później, w sprawie ustalenia relacji Janusza z porzuco
        > ną rodziną było już zatem dawno pozamiatane - cokolwiek miano na ten temat do p
        > owiedzenia, musiało już być dawno wypowiedziane, wyjaśnione, przemyślane i obga
        > dane. Ale nie tylko czytelnik nic na ten temat nie wie, ale nawet bohaterowie k
        > siążki zachowują się jakby ich przy tym w ogóle nie było. Jakby w dniu ślubu La
        > ury ni z tego, ni z owego Pyziak spadł im wszystkim z nieba, czy też może racze
        > j wyskoczył z piekła i zalęgł się niespodziewanie w kuchni. Tam absolutnie nikt
        > nie miał pomysłu, w którą stronę ma iść rozmowa - czy wrzucić typa na bruk, cz
        > y przyjąć jak ojca panny młodej. Czy Pyziak był na ślubie Róży, czy w ogole roz
        > mawiał z córkami, co im powiedział i co one na to. Z drugiej strony wiemy na pe
        > wno, że jakiś kontakt musiał mieć miejsce, skoro Laura była w stanie zaprosić o
        > jca na ślub, a on nie tylko uznał, że może przyjść, ale nawet że może spedzić c
        > ały dzień w domu panny młodej.

        Po prostu MM, z wrodzo... wróć, nabytą niechlujnością, zapomniała, co napisała w CzP, względnie uznała, że ojtam ojtam, to, co w innym tomie, nalezy uznac za niebyłe. Przecież ona ciągle to robi, na przykład zmienia charaktery postaci z tomu na tom, bo jej potrzebne są ich nowe wersje na potrzeby akcji.
        Pytania o miejsce pobytu redakcji nie zadam, bo wiadomo...
    • mag-la-swag Re: Moralność kitchen aida 02.11.25, 22:07
      Przynajmniej on jeden sie szarpnal. Porownuje sobie plany Idy, ktora chciala urzadzic skladkowe wesele dla syna…..Pyziak wypada na tym tle bardzo przyzwoicie.
    • uroczy_fenek Re: Moralność kitchen aida 02.11.25, 22:11
      Nawet, jeśli Larwa nie lubi gotować, to niestety, coś jeść trzeba. Więc albo ona, albo Adam będą musieli od czasu do czasu coś upichcić. I właśnie dostali coś, co im tę nieprzyjemną czynność ułatwi. Więc o co chodzi?
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Moralność kitchen aida 03.11.25, 13:15
        uroczy_fenek napisała:

        > Nawet, jeśli Larwa nie lubi gotować, to niestety, coś jeść trzeba. Więc albo on
        > a, albo Adam będą musieli od czasu do czasu coś upichcić. I właśnie dostali coś
        > , co im tę nieprzyjemną czynność ułatwi. Więc o co chodzi?

        Dobre pytanie. Takie rzeczy właśnie są dobrymi prezentami dla osób nielubiących gotować! Borejki (czyli autorka) ewidentnie nie mają pojęcia do czego taki KitchenAid służy i po raz kolejny dopowiadają sobie coś pasującego do ich antypyziaczej narracji.
        Ja i mój Robroj też nie lubimy się za długo babrać z robieniem obiadu, to dostaliśmy od przyjaciół zrzutowego airfryera. I od razu życie stało się łatwiejsze. A Larwy co, chcą wszystko miksować ręcznie? Już nawet nie pytam gdzie ma być na to miejsce w tym ich tojtoju.
        • ako17 Re: Moralność kitchen aida 03.11.25, 19:01
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > uroczy_fenek napisała:
          >
          > > Nawet, jeśli Larwa nie lubi gotować, to niestety, coś jeść trzeba. Więc a
          > lbo on
          > > a, albo Adam będą musieli od czasu do czasu coś upichcić. I właśnie dosta
          > li coś
          > > , co im tę nieprzyjemną czynność ułatwi. Więc o co chodzi?
          >
          > Dobre pytanie. Takie rzeczy właśnie są dobrymi prezentami dla osób nielubiących
          > gotować!
          No właśnie, gdy pierwszy raz czytałam tę scenę, też mnie wcięło. Skoro nie lubi gotować, to lepszy mógł być już chyba tylko Termomix. Dostają sprzęt, który ułatwia tę nielubianą, acz konieczną, czynność. Jeśli nie ona, to może Adammmm będzie gotował, no bo jak inaczej?
          Cytując Kazika: przeca żreć coś musi. Czy planują żywić się rotacyjnie u Borejków i Fidelisów?
          Nie wiem, co miał kupić Pyziak na ślub Laury, żeby było ok. Fortepian Chopina? Angaż dla Laury w La Scali?
    • tt-tka Re: Moralność kitchen aida 02.11.25, 22:35
      Alez, alez. Pyziakowi sie przewin z okazji tego slubu nazbieralo do wypeku przeciez. Po pierwsze, smial przyjechac. Po drugie, z wypasionym, luksusowym prezentem, na jaki borejkowie z pewnoscia by sie nie szarpneli.Po nastepne, wcale nie byl skruszony. Po kolejne, smial sie wyklocac w sprawie telewizora. I koniec koncow siedzial i obserwowal caly ten borejkowski bu... tego, bajzel az do wyjazdu. I jeszcze kawe im wypijal !
      • bupu Re: Moralność kitchen aida 03.11.25, 00:02
        tt-tka napisała:

        > Alez, alez. Pyziakowi sie przewin z okazji tego slubu nazbieralo do wypeku prze
        > ciez. Po pierwsze, smial przyjechac. Po drugie, z wypasionym, luksusowym preze
        > ntem, na jaki borejkowie z pewnoscia by sie nie szarpneli.Po nastepne, wcale ni
        > e byl skruszony. Po kolejne, smial sie wyklocac w sprawie telewizora. I koniec
        > koncow siedzial i obserwowal caly ten borejkowski bu... tego, bajzel az do wyja
        > zdu. I jeszcze kawe im wypijal !
        >


        Ja mam zagadnienie natury fizjologicznej. Oni tam siedzieli i pili kawę gdy Larwa blokowała klo. Sikali w dendrona? Byli wszyscy ocewnikowani?
        • mackakisa Re: Moralność kitchen aida 03.11.25, 06:08

          >
          > Ja mam zagadnienie natury fizjologicznej. Oni tam siedzieli i pili kawę gdy Lar
          > wa blokowała klo. Sikali w dendrona? Byli wszyscy ocewnikowani?
          >
          Sikanie jak sikanie. Co w przypadku dwójeczki, która się po kawie zdarza…? Dendron miał nawóz, czy latali do Idy do sutereny?
        • ciotka.scholastyka Re: Moralność kitchen aida 06.11.25, 13:48
          bupu napisała:

          > Ja mam zagadnienie natury fizjologicznej. Oni tam siedzieli i pili kawę gdy Lar
          > wa blokowała klo. Sikali w dendrona? Byli wszyscy ocewnikowani?

          No bez przesady, przecież nie siedziała tam godzinami.
          • tt-tka Re: Moralność kitchen aida 06.11.25, 14:54
            Siedziala godzinami - byla gdzies rozpiska, o ktorej wrocila od Krawcowej Operowej, o ile pamietam jakos tak kolo poludnia albo przed pierwsza. Po czym blokuje lazienke prawie do wyjazdu, najpierw zamknieta tam, potem juz z Jadamem laziebnym i fryzjerem.

            W mieszkaniu jest osob - starzy, Gabon, Igstryba i Stryba grzyb, Magda, Pyziak, Jozwa - co najmniej osiem (Lucja i Ida mogly byc na dole). Nie wierze, ze przez dwie-trzy godziny ani jedna osoba nie poczula potrzeby, lub co gorsza koniecznosci, skorzystania z kibelka.
            • ako17 Re: Moralność kitchen aida 06.11.25, 17:29
              tt-tka napisała:

              > Siedziala godzinami - byla gdzies rozpiska, o ktorej wrocila od Krawcowej Oper
              > owej, o ile pamietam jakos tak kolo poludnia albo przed pierwsza. Po czym bloku
              > je lazienke prawie do wyjazdu, najpierw zamknieta tam, potem juz z Jadamem lazi
              > ebnym i fryzjerem.

              Godzina 13:45 - Laura siedzi w pokoju. Parę minut na akcję otwarcia drzwi przez Józefa i opier... Magdy i wpada do łazienki. Czyli gdzieś przed 14:00. Jeszcze tam chlipie i się awanturuje, w końcu nadciąga Adammm i robi robotę, też mu to trochę musiało zająć.
              Oczywiście to wszystko jest tak opisane, jakby mu to mycie i rozczesywanie zajęło 5 minut, ale chyba nikt normalny w to nie uwierzy. Powiedzmy, godzinę łazienka była twardo zajęta, ale tam, poza potencjalnym sikaniem w trakcie okupacji, jeszcze się Mila, Gaba i Magda musiały jakoś wyszykować przed wyruszeniem do Kostrzyna, czyli też wpaść do łazienki na jakieś kilka-kilkanaście minut każda, po tym już jak Laura ją opuściła w charakterze Panny Młodej z Wesela przebranej za Grace Kelly. Nie mówiąc już o pozostających w mieszkaniu panach.

              Generalnie panna młoda oddała łazienkę w użytkowanie w ostatniej chwili, a przecież przed wyruszeniem na ślub parę osób też potrzebowało z niej skorzystać. Choćby na siku - jazda do Kostrzyna, ślub, powrót to najmarniej ze 2-2,5 godziny.
              Ja bym nie wyszła bez skorzystania z łazienki na taki czas z domu, zwłaszcza zimą.
          • bupu Re: Moralność kitchen aida 06.11.25, 14:59
            ciotka.scholastyka napisała:

            > bupu napisała:
            >
            > > Ja mam zagadnienie natury fizjologicznej. Oni tam siedzieli i pili kawę g
            > dy Lar
            > > wa blokowała klo. Sikali w dendrona? Byli wszyscy ocewnikowani?
            >
            > No bez przesady, przecież nie siedziała tam godzinami.


            Fakt, zapomniałam że napierw szlochała u siebie w pokoju.
    • 3piota Re: Moralność kitchen aida 03.11.25, 00:17
      KitchenAid to dla nich zbytek! Jak kiedyś zmywarka.
      Babunia pospołu z Gabą już narychtowały dla Laury wiano, które zrobi to samo co ta zbędna maszyna, a przy tym skromnym budżecie stówy nie przekroczy: makutra, drewniana pałka i czterostronna tarka do jarzyn (może nawet ze stali nierdzewnej!).
      Prymitywny Pypypyziak myslał, że KitchenAid z wyprzedaży wszystkie jego ciężkie winy odkupi i zostaną mu odpuszczone.
      Nie z Borejkami te numery Juliuszu!
      Łeb popiołem posypać a nie efekciarskim gadżetem się wykręcać.
      • bupu Re: Moralność kitchen aida 03.11.25, 10:33
        3piota napisał(a):

        > KitchenAid to dla nich zbytek! Jak kiedyś zmywarka.
        > Babunia pospołu z Gabą już narychtowały dla Laury wiano, które zrobi to samo co
        > ta zbędna maszyna, a przy tym skromnym budżecie stówy nie przekroczy: makutra,
        > drewniana pałka i czterostronna tarka do jarzyn (może nawet ze stali nierdzewn
        > ej!).

        Wszystko oczywiście bardzo, bardzo używane.
    • turzyca Re: Moralność kitchen aida 03.11.25, 12:50
      Bo obcy i zagraniczny KA, zamiast swojskiego polskiego Zelmera?

      I odchodząc od rozważań literackich - Zelmer z podstawką jest całkiem niezłą alternatywą do KA. Tzn. oczywiście nie jest to potężny silnik, który uciągnie Wszystko, ale moim zdaniem to jest bardzo sensowny wybór. Masz mikser ręczny, którym możesz z łatwością operować, jak potrzebujesz coś dłużej ubijać, to korzystasz ze stojaka i misy obrotowej, ale masz też opcję podłączenia żyrafy i zblendowania zupy w garnku.

      Mój mąż wniósł w posagu MUM Boscha i to jest faktycznie europejska wersja KA. Ale z racji tego, że to jest tylko stacjonarne, to mam dodatkowo mikser-żyrafę. Czyli w sumie więcej rzeczy. Tylko fakt, że my nie używamy maszynki do mięsa, misy do lodów, młynka do zbóż i większości opcji malaksera, więc nie wykorzystujemy w pełni potencjału MUM. Ręczny mikser z podstawką by nam spokojnie wystarczył i zastąpił obydwa sprzęty.
    • ciotka.scholastyka Re: Moralność kitchen aida 06.11.25, 13:18
      > oburącz składając córce pod stopy bezcenny ślubny dar z kokardą.

      Ten drwiący komentarz odnarratorski jest także wyjątkowo podły. PODŁY!
      • ciotka.scholastyka Re: Moralność kitchen aida 06.11.25, 13:19
        ciotka.scholastyka napisała:

        Sorry: narratorski oczywiście!
    • k4ngur_rudy Re: Moralność kitchen aida 08.11.25, 16:38
      Laurę to ja mogę zrozumieć. Jej uczucia wobec ojca były silne i pogmatwane, mogła zwyczajnie nie wiedzieć, jak się zachować, mogła bać się kolejnego zranienia, a w obu przypadkach Laura bywała nieuprzejma. Może podświadomie oczekiwała od ojca magicznego zadośćuczynienia, a tu tymczasem zamiast zadośćuczynienia wjechał banalny Kitchen Aid...

      Co do reszty rodziny, też nie bardzo wiem, co ich tak obruszyło. To, że zaproszony gość przyszedł? To, że kupił prezent ślubny? Czy to, że jego prezent okazał się najdroższy ze wszystkich, bo reszta rodziny zrzuciła się na "bardzo, bardzo używaną" salaterkę? Obstawiam, że to ostatnie.
      • tt-tka Re: Moralność kitchen aida 08.11.25, 17:59
        Sorry, to ile ona tego magicznego zadoscuczynienia czekala, szesc lat ? przeciez Janusz objawil sie w CP, kontakt z nim miala od tamtej pory !

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka