• aneladgam krawat Ignacego 28.09.09, 11:52
      Przy okazji bodajże ślubu Idy Mam Borejko wspomina, jak przyglądała się na swoim
      ślubie Ignasiowi zastanawiając się czemu w tak ważnej chwili nie ma on na sobie
      krawata

      A w Kalamburce sama bagatelizuje ze śmiechem sprawę zgubienia krawata i chęć
      Józka do pożyczenia bratu własnej muchy
    • aneladgam informatyka w Imieninach 28.09.09, 11:54
      "Mam mu za to oczyścić twardy dysk z wirusa, podzielić go na partycje i ponownie
      zainstalować system"

      no zupełnie od d*** strony...
      • ananke666 Re: informatyka w Imieninach 28.09.09, 12:46
        Faktycznie. Ja bym zaczęła od formatu...
        • aneladgam Re: informatyka w Imieninach 28.09.09, 12:51
          nu

          skoro i tak system na nowo ma być instalowany, to na grzyba stary czyścić i
          jeszcze na partycje dzielić? ;)
      • truscaveczka Re: informatyka w Imieninach 09.12.09, 10:35
        No bo wiesz. Wirus to siedzi w każdym klastrze z osobna. I łypie.
        A tak serio to "oczyszczenie dysku z wirusa" to pewnie miało być formatowanie i
        wszystko by się zgadzało. A jakby MM zainstalowała na ich kompach linuksa, to by
        nie było wirusów :D
        • ding_yun Re: informatyka w Imieninach 09.12.09, 11:14
          truscaveczka napisała:

          A jakby MM zainstalowała na ich kompach linuksa, to b
          > y
          > nie było wirusów :D

          Za to byłaby masa innych problemów bo w linuksie nic od początku nie działa tak
          jak powinno :P
          • skrzydlate.bobry Re: informatyka w Imieninach 09.12.09, 12:14
            ding_yun napisała:

            > Za to byłaby masa innych problemów bo w linuksie nic od początku nie działa tak
            > jak powinno :P

            Oj tam, nie demonizuj. Do linuksa trzeba mieć tylko nieustająco pod ręką
            kompetentną pomoc techniczną :P
            Od jakiegoś czasu pod wpływem despoty mam w komputerze Ubuntu i nie narzekam.
            Bardzo przyjemne jest. Hehe, aż się ciśnie na usta, że z miłą i dzielną grzywką,
            ale jednak nie.
            • jamniczysko Gizela wdowa. 09.12.09, 13:33
              W scenie z dzieckiem ulicy Gizela proponuje, by przyjechało ono do
              niej do Miłosławia i każe mu pytać na miejscu o Gizelę Kalembę.
              Rzecz dzieje się na parę lat przed jej śmiercią, kiedy była już
              dawno wdową po panu Traku. Czyżby ukrywała w rodzinnym Miłosławiu,
              że w Poznaniu wyszła była za męża i owdowiała? Czy wpadka...?
              • the_dzidka Re: Gizela wdowa. 09.12.09, 14:03
                Miłosław był jej miasteczkiem rodzinnym, tam znali ją i kojarzyli
                jako Kalembę.
              • taria Re: Gizela wdowa. 09.12.09, 14:11
                Niby wpadka, ale...
                W takich małych społecznościach panieńskie nazwiska funkcjonują
                jeszcze długo po zawarciu ślubu, zwłaszcza jeśli ślubny jest "obcy".
                Mam znajomą, która po latach wróciła na wieś opiekować się starszą
                matką. Nikt nie kojarzy jej po ślubnym nazwisku (może poza
                listonoszem przynoszącym rachunki), nawet młodzież, która nie pamięta
                jej z panieńskich czasów. Co ciekawe, jej syna bez problemu nazywają
                "Kowalskim", a matka i babcia to "Kołodziejanka" i "Kołodziejowa".
                • kkokos Re: Gizela wdowa. 09.12.09, 14:35
                  taria napisała:

                  > Niby wpadka, ale...
                  > W takich małych społecznościach panieńskie nazwiska funkcjonują
                  > jeszcze długo po zawarciu ślubu, zwłaszcza jeśli ślubny
                  jest "obcy".
                  > Mam znajomą, która po latach wróciła na wieś opiekować się starszą
                  > matką. Nikt nie kojarzy jej po ślubnym nazwisku (może poza
                  > listonoszem przynoszącym rachunki), nawet młodzież, która nie
                  pamięta
                  > jej z panieńskich czasów. Co ciekawe, jej syna bez problemu
                  nazywają
                  > "Kowalskim", a matka i babcia to "Kołodziejanka" i "Kołodziejowa".


                  z perspektywy mojego sędziwego wieku (matura 86) mogę was zapewnić,
                  droga młodzieży, że nowe nazwiska dawnych koleżanek to jedna z
                  najtrudniejszych rzeczy do zapamiętania :)
    • ananke666 Re: Wpadki 29.10.09, 02:14
      Sprężyna: Ida bierze metalową ramkę po Cyceronie, oblewa wrzątkiem, dmucha,
      wyciera i daje dziecku. Moim zdaniem jednakże metalowy przedmiot potraktowany
      ukropem nie zmieni znacząco temperatury od podmuchania. Innymi słowy, ramka
      powinna być dalej gorąca i właściwsze byłoby po wyparzeniu oblanie jej zimną wodą.
      • senseeko Re: Wpadki 29.10.09, 10:45
        ananke666 napisała:

        > Sprężyna: Ida bierze metalową ramkę po Cyceronie, oblewa wrzątkiem, dmucha,
        > wyciera i daje dziecku. Moim zdaniem jednakże metalowy przedmiot potraktowany
        > ukropem nie zmieni znacząco temperatury od podmuchania. Innymi słowy, ramka
        > powinna być dalej gorąca i właściwsze byłoby po wyparzeniu oblanie jej zimną wo
        > dą.
        Może długo dmuchała i jeszcze popluła?
        Albo może liczyła, że w ten sposób Ulejek przypali sobie "końcówkę", zasklepi, i
        przestanie "przeciekać"?
    • ananke666 Re: Wpadki 29.10.09, 02:31
      Gumowy Dmuchawiec: wiadomo wreszcie, ile ma lat. Urodził się w 1928 roku, czyli
      w takim dajmy na to OwR miał zaledwie 55 lat. Tymczasem Ewa patrzy w stare oczy
      i na brunatną pomarszczoną dłoń, pamięta go jako starego belfra, a przecież
      kiedy ją uczył, nie mógł mieć nawet pięćdziesiątki. W SK miał raptem 47 lat -
      siwy, w niemodnych okularach... swoją drogą, boska jest pierwsza scenka z jego
      udziałem, z migdałkami i piramidonem :)
      • senseeko Re: Wpadki 29.10.09, 10:47
        ananke666 napisała:

        > Gumowy Dmuchawiec: wiadomo wreszcie, ile ma lat. Urodził się w 1928 roku, czyli
        > w takim dajmy na to OwR miał zaledwie 55 lat. Tymczasem Ewa patrzy w stare oczy
        > i na brunatną pomarszczoną dłoń, pamięta go jako starego belfra, a przecież
        > kiedy ją uczył, nie mógł mieć nawet pięćdziesiątki. W SK miał raptem 47 lat -
        > siwy, w niemodnych okularach...

        No to akurat nie wpadka. Dla licealisty 47 lat, to już zgrzybiała starość nad grobem stojąca ;)
      • marslo55 Re: Wpadki 30.10.09, 17:02
        ananke666 napisała:
        "W SK miał raptem 47 lat - siwy, w niemodnych okularach..."
        Dmuchawiec nie ojciec Rydzyk, nie musi w oprawkach od Cartiera
        zasuwać. Farbowanie włosów to też chyba zbyt frywolne zajęcie dla
        niego. Mama B. się nie farbuje, choć jest chyba młodsza, Dmuchawiec
        w dodatku nie bardzo ma dla kogo podrasowywać kolor włosów - żona
        nie żyje, a młodzieży nie lubi.
        Tylko te brunatne łapki mnie zastanawiają. Miał śniadą cerę czy
        przedawkował piramidon?
        • ananke666 Re: Wpadki 30.10.09, 18:03
          Nie musi, zresztą w latach 70 oprawki od Cartiera czysty kosmos. Ale opis jest
          na tyle lapidarny i sugestywny, by postawić mi przed oczami zdecydowanie starszą
          osobę. Dwa lata później widzimy:
          Siwy, potargany starszy pan o dobrodusznym, kpiącym uśmieszku i łagodnym
          spojrzeniu jasnych oczu, ukrytych za grubymi szkłami, był wychowawcą III b.

          Ze zmartwienia można osiwieć podobno, jednakże nie bardzo wierzę, żeby można
          było się pomarszczyć i zbrunatnieć, na dłoniach zwłaszcza.
          Dla mnie jasne jest, że Dmuchawiec pierwotnie był starszy, ale uznany za na tyle
          ważną postać, żeby wiek jego stopniowo naciągać. Gdyby Dmuchawiec skończył lat
          np. 90, nie 80, wszystko by się zgadzało z dłońmi włącznie.
          • kkokos Re: Wpadki 30.10.09, 18:37
            ananke666 napisała:

            > Dla mnie jasne jest, że Dmuchawiec pierwotnie był starszy, ale
            uznany za na tyl
            > e
            > ważną postać, żeby wiek jego stopniowo naciągać.

            zgadzam się.
          • turzyca Re: Wpadki 30.05.10, 14:47
            > Siwy, potargany starszy pan o dobrodusznym, kpiącym uśmieszku i łagodnym
            > spojrzeniu jasnych oczu, ukrytych za grubymi szkłami, był wychowawcą III b.

            > Ze zmartwienia można osiwieć podobno, jednakże nie bardzo wierzę, żeby można
            > było się pomarszczyć i zbrunatnieć, na dłoniach zwłaszcza.

            Ja tam w to wierze o tyle, ze pamietam jakie zaskoczenie przezylam pare lat
            temu, gdy odkrylam, ze profesorowie Gerhard Fouquet i Ludwig Steindorff sa w tym
            samym wieku. Fouquet wygladal na wczesnego czterdziestolatka, Steindorff na
            dobry srodek szescdziesiatki. Okazalo sie, ze obydwaj mieli 55 lat.
            Siwiec mozna dowolnie wczesniej, mialam na studiach kolege, ktory jako
            pierwszoroczniak wzbudzil moj zachwyt olbrzymia grzywa siwych wlosow. Kontrast z
            mlodziutka, delikatna twarza byl powalajacy.

            Plamy na dloniach moga byc wynikiem problemow z watroba.

            Aczkolwiek mimo argumentow przeciwko, zgadzam sie z teza, ze Dmuchawiec zostal
            rozciagniety w czasie, tyle ze dla mnie sytuacja jest "malo prawdopodobna, ale
            mozliwa" niz "wpadka zupelna".
    • senseeko Krystian Ziołek - wpadka czy nie? 02.11.09, 10:49
      Chyba jeszcze nikt tego nie wyłapał, a w każdym razie nie zauważyłam, choć wątek duuuży. Jak niektórzy już pewnie zauważyli czytam właśnie BBB i na stronie 95 znalazłam taki oto kwiatek:
      Cytat...nim <Lisieccy> uszli dwa kroki, smukły, opalony pan w bieli dopadł ich sprężystym a cichym skokiem. Bebe ujrzała ze zdumieniem, jak człowiek ten obezwładnia obu opryszkow naraz, jak stosując sprytne chwyty, wykręca im rece do tyłu i jak - zgiętych z bólu, meczących rzewnie jak owieczki - doprowadza wprost przed bluzgające krwią oblicze Bernarda.
      A potem okazuje się, że ów pan w bieli jest karateką. Ja rozumiem, ze mógłby tak go nazwać nie znajacy się na rzeczy Bernard czy Bebe, ale Krystian sam tak mówi o sobie. Ja spodziewałabym się raczej judoki, ewentualnie niech uprawia aikido.
      Spodziewałabym się do tego stopnia, że w mojej pamięci wyrył się obraz Krystiana uprawiającego własnie judo. A tu ze zdumieniem czytam, ze jednak karate.
      Osobiście karate nie uprawiam, choć swego czasu marzyłam o uprawianiu judo i chodziłam na zajecia z samoobrony kobiet oparte na japonskich sztukach walki. Mogę wiec się mylić.
      Ale jakoś w głowie mi się nie mieszczą "sprytne chwyty" i wykręcanie rąk w karate. Czyli chyba wpadka?
      Odezwie się jakiś karateka i potwierdzi bądź zdementuje?
    • senseeko Irycjadka 02.11.09, 18:31
      Nie wiem czy można to zaliczyć do wpadek (ja bym zaliczyła, bo mnie to zirytowało przed laty przy pierwszym czytaniu, potem o tym zapomniałam i teraz przy drugim czytaniu zirytowało ponownie i podwójnie, gdy sobie przypomniałam tamtą irytację.)
      Otóż MM rozpieściła czytelnika i nauczyła go, że tytułuje rozdział datą i wszystkie podrozdziały dzieją się w owym poddatowanym dniu.
      Tak też było w BBB.
      Aż do... 1.IX.1988. W tym dniu bowiem mamy coś takiego:
      1.Wejście Pieroga (i napatoczenie się Bernarda)
      2. Pieróg zepsuł wszystkim humory, Dambo poznał bliźniaków Burczykowskich.
      3. Aniella frunie przez jesienny Poznań myśląc o Krystianie i spotykając go przy końcu sceny, z twarogiem.
      4. Pieróg okazuje się wychowawcą i przesadza Damba do BB
      i zaraz dalej, bez żadnego uprzedzenia pojawia się brulion Bebe B.
      No niech tam, niechby się pojawił. Czytelnik jednak jest przekonany, że pojawił się on na ławce Bebe 1.IX bo tego dotyczy rozdział
      Czytając jednak dalej widzi, że wpis jak byk dotyczy dnia następnego. A przynajmniej częśc wpisu na str 128 BBB.
      No co szkodziło pani MM kazać wpisać Bebe do brulionu datę, tak jak zrobiła to na stronie 128?
      Uniknęłaby inwektyw pod swoim adresem jakie popłynęły z ust (a raczej z myśli) zirytowanej (bo zdezorientowanej) czytelniczki.
      No co jej szkodziło? Powiedzcie sami!
      • alitzja Re: Irycjadka 02.11.09, 21:23
        Tam w ogóle jest wielkie zamieszanie z datami, bo w brulionie
        najpierw ni stąd ni zowąd pojawia się data 8 września (!) - i tu
        notatki z kilku lekcji + limeryki; a zaraz potem płynnie i
        niepostrzeżenie przeskakujemy aż do... 15 września. A to wszystko
        faktycznie pod rozdziałem z datą 1 września... Ech...
    • birmania Skąd się wziął Lucek Lelujka? 03.12.09, 17:33
      Nie wiem czy o tym już było ale...

      Odświeżyłam sobie właśnie "Opium w rosole". W "Opium" pani Jedwabińska idzie na
      rozmowę z mamą Lelujkową. Jest luty. Pyta Lelujkowej czy poza Jackiem ma jeszcze
      dzieci. I Lelujkowa odpowiada, że "tak jeszcze TROJE". Czyli najstarszą siostrę
      i "dwoje Lelujcząt" - czyli Wiktora i Adriana. To gdzie jest Lucek?

      W "Imieninach" Wiktor opowiada Ignacemu o historii nadawania Lelujkom imion.
      Podobno skoro rodzili się wszyscy w marcu rok po roku to... itd.

      Poza tym w "Imieninach" wychodzi, że Lucek jest rówieśnikiem Pyzy. A Pyza w
      "Opium" już jest całkiem podrośniętym bobasem, który zaczyna gadać ("palówkę").
      Ja tam na dzieciach się nie znam, ale chyba zaczynają gadać w okolicy 2 roku życia?

      Z której strony by nie patrzeć Lucek powinien zdecydowanie w "Opium" istnieć.
      Prawda?

      Poprawcie mnie, jeśli się mylę.
      Czyli w czasie wizyty Jedwabińskiej Pani Lelujkowa była w 9. miesiącu ciąży?
      Wątpię by taki "szczegół" można było przeoczyć w narracji.
      • dakota77 Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 03.12.09, 18:04
        Dzieci zaczynaja gadac w okolicy roku:)
        • bat_oczir Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 06.03.10, 13:53
          ale raczej nie od "palówki" :)
      • lezbobimbo Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 03.12.09, 22:24
        birmania napisała:
        > Odświeżyłam sobie właśnie "Opium w rosole". W "Opium" pani Jedwabińska idzie na
        > rozmowę z mamą Lelujkową. Jest luty. Pyta Lelujkowej czy poza Jackiem ma
        jeszcze> dzieci. I Lelujkowa odpowiada, że "tak jeszcze TROJE". Czyli najstarszą
        siostrę> i "dwoje Lelujcząt" - czyli Wiktora i Adriana. To gdzie jest Lucek?

        Mi z kolei umknela potem ta siostra, w Neojezycjadzie :) Jakby uznac, ze wcale
        nie istniala, to by sie zgadzalo, ze ktoryms z tych mini-lelujont bylby ludzki
        Lucek. Tylko ze oni rzeczywiscie wtedy byliby starsi od Pyzy, bo ona dopiero w
        OwR gaworzyla, a Lelujczeta petaly sie juz samodzielnie pod nogami i wyzeraly
        cos (czy nie aby jakies racuchy?). Czyli takie sprawniejsze juz dzieci, o dwa
        lata do przodu conajmniej?

        No ale to nie pierwszy raz, ze MM cos pokrecila we wlasnych ksiazkach z
        chronologia.
        • sowca Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 03.12.09, 22:52
          Z Lelujkami jest wielki bałagan, nie tylko odnosnie ich dat
          urodzenia. Gdzieś już pisałam o tym, że Laura chciała iśc do tego
          samego liceum, co Wiktor, tymczasem w Imieninach Laura ma 14 lat, a
          Wiktor 18 (Pyza, młodsza od niego o dwa lata, ma 16), więc nie było
          szans, żeby spotkali się w liceum.
          A Lelujczęta pożerały chruściki :D
        • the_dzidka Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 04.12.09, 20:00
          > Lelujczeta petaly sie juz samodzielnie pod nogami i wyzeraly
          > cos (czy nie aby jakies racuchy?).

          Chruściki wyżerały, chruściki!
          Sama wyżerałam, pałętając się :)
      • marslo55 Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 04.12.09, 16:18
        birmania napisała:
        "I Lelujkowa odpowiada, że "tak jeszcze TROJE"."
        Lelujkowa prosta kobita, nie musi mówić jak polonista. Troje=trzech
        chłopców.
        "Ja tam na dzieciach się nie znam, ale chyba zaczynają gadać w
        okolicy 2 roku"
        Jak już wyżej napisano - wcześniej. Wprawdzie częściej mówią "mama"
        i "baba" niż "palówkę", ale Pyza, dla której jedzenie jest
        ważniejsze od rodzonego ojca, mogła dać radę. Ignacy Grzegorz w jej
        wieku mówił już ponoć "Seneka" i "Sulla".
        "Lelujkowa była w 9. miesiącu ciąży?"
        U bardzo tęgiej, ubranej na cebulkę kobiety ciąży można nie dostrzec.
        • anutek115 Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 04.12.09, 19:16
          marslo55 napisała:

          Ignacy Grzegorz w jej
          > wieku mówił już ponoć "Seneka" i "Sulla".

          Ignacy Grzegorz mając dwa lata szedł rano siusiu
          śpiewając "Gaudeamus" ;D. Mam w domu dwulatka, raczej bystrego (o
          ile może o tym wyrokować ślepo zapatrzona matka, oczywiście ;DDDD),
          więc na żywym materiale pracując widzę, jakim cyborgiem był I.G., z
          normalnym dzieckiem, choćby i z Borejków, nie ma go co porównywać.

          > "Lelujkowa była w 9. miesiącu ciąży?"
          > U bardzo tęgiej, ubranej na cebulkę kobiety ciąży można nie
          dostrzec.

          Czy ja się mylę, czy pani Lelujkowa była opisana jako drobna
          kobietka?

          I otóż nie wierzę, że będąc w dziewiątym miesiącu nawet najbardziej
          niewidzialnej ciąży nie powiedziałaby raczej czegoś w
          stylu: "Jeszcze troje, a w styczniu/lutym/marcu/kiedyśtam będzie
          czworo".
        • agnieszka_azj Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 04.12.09, 22:53
          Córka była starsza od Jacka, który chodził już w liceum, więc była
          w zasadzie dorosła - dlatego pani Lelujkowa nie uwzgledniła jej w
          pytaniu o "dzieci" ;-)
        • agnieszka_azj Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 04.12.09, 23:00
          marslo55 napisała:

          > birmania napisała:
          > "I Lelujkowa odpowiada, że "tak jeszcze TROJE"."
          > Lelujkowa prosta kobita, nie musi mówić jak polonista.
          Troje=trzech
          > chłopców.

          Ja mam trzy córki i tez czasem mówię, że mam troje dzieci. Bo jak
          inaczej odpowiedzieć na pytanie, ile mam dzieci ? Trzy
          dzieci ? ;-)
          • lezbobimbo Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 08.12.09, 22:28
            agnieszka_azj napisała:
            > Ja mam trzy córki i tez czasem mówię, że mam troje dzieci. Bo jak
            > inaczej odpowiedzieć na pytanie, ile mam dzieci ? Trzy
            > dzieci ? ;-)

            Troje dziecka :)
            • kolczykizoldy Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 09.12.09, 03:21
              lezbobimbo napisała:

              > agnieszka_azj napisała:
              > > Ja mam trzy córki i tez czasem mówię, że mam troje dzieci. Bo jak
              > > inaczej odpowiedzieć na pytanie, ile mam dzieci ? Trzy
              > > dzieci ? ;-)
              >
              > Troje dziecka :)

              U nas na poludniu Polszy to by bylo troje dziecek!
      • birmania Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 08.12.09, 22:16

        No mogla nie uwzględniać córki, ale jesli sie matke pyta ile ma dzieci
        to chyba liczy wszystkie ktore ma, nie? Niezaleznie od wieku:)
      • m.frump Re: Skąd się wziął Lucek Lelujka? 26.12.09, 16:17
        A czy Lucek nie był czasem młodszy od Pyzy? Wtedy by pasowało, dwoje lelujcząt
        zajada chruściki, a Lucka jeszcze nie ma na świecie. Nawiasem mówiąc wspomniany
        tu przy okazji Ignacy Grzegorz wyśpiewujący "Gaudeamus igitur" w CR to był mój
        pierwszy kryzys jeżycjadowy :) Kiedy czytałam to po raz pierwszy byłam jeszcze
        nastolatką i nie wiedziałam o rozwoju dzieci tyle co teraz, a już mną to
        wstrząsnęło. Wcześniej pytlujące po łacinie Laura i Pyza budziły we mnie
        kompleksy hi hi :P
    • the_dzidka Mieszkanie Anieli w Łebie 08.12.09, 22:26
      Ktoś wie, ile ono miało pokoi?
      Nie mam Kłamczuchy pod ręką, ale pod Anielą mieszkała spora rodzina
      Kurków - Kasia, Marylka z Filipkiem, dziadek Kurka i mama Kurka
      zapewne. Może jeszcze tata Kurka i tata Filipka? jeden pokój to
      raczej nie był, prawda?
      Tymczasem w Kalamburce, którą właśnie czytam, Ignace jadą na urlop
      do Łeby, Ignaca boli ząb, zasypia, a Mila, żeby mu nie przeszkadzać,
      bierze zeszyt i idzie pisać do wanny.
      Czyli co? Drugiego pokoju nie było?
      • lezbobimbo Re: Mieszkanie Anieli w Łebie 08.12.09, 22:29
        the_dzidka napisała:
        > Tymczasem w Kalamburce, którą właśnie czytam, Ignace jadą na urlop
        > do Łeby, Ignaca boli ząb, zasypia, a Mila, żeby mu nie przeszkadzać, > bierze
        zeszyt i idzie pisać do wanny.
        > Czyli co? Drugiego pokoju nie było?

        Slynna dramaturg poszla do wanny, aby bylo bardziej dramatycznie :)
        • jamniczysko Re: Mieszkanie Anieli w Łebie 09.12.09, 09:05
          Mieszkanko na poddaszu mogło być dużo mniejsze niż parter... ale bez
          przesady. Kuchnia była. Na pewno. Widocznie była ona jednakże
          pomieszczeniem nazbyt nienawistnym dla słynnej dramaturg. :)
          • marslo55 Re: Mieszkanie Anieli w Łebie 28.12.09, 13:17
            jamniczysko:
            "Kuchnia była. Na pewno. Widocznie była ona jednakże pomieszczeniem
            nazbyt nienawistnym dla słynnej dramaturg. :)"
            Nie wiem, czy przyjemniej i bardziej górnolotnie się pisze Mrożka w
            łazience, ale kuchnia w pracy może jednak przeszkadzać. Kusi bowiem
            do nieustannego przerywania pracy w celu zakąszenia a to cyklopa, a
            to paluszka Aspazji. W łazience nie bardzo jest się czym rozproszyć.


    • m.frump Re: Wpadki 03.01.10, 16:58
      O, mam dwie wpadki z SK. Może nie do końca wpadki, ale niewyjaśnione pojawienie się i znikanie: 1) Cesia w szatni pyta Dankę o wspólną naukę, na co Danusia odpowiada, że kto by tam się uczył przed świętami i że wybierają się z Pawełkiem do kina. Cesia wraca do domu, potem idzie na nabyć rybki, poznaje brodacza. I tego samego dnia, chwilę później już rozmawia z Danką pod swoim domem ( mam Żakowa mach do nich z wieżyczki ). Skąd tam się wzięła ta Danka? 2) W dniu, w którym Żakowie przygarnęli pod swój dach Krystynę, Cesia z Danusią nie mają gdzie się uczyć. Jest opisane, że nawet w pokoju dziewcząt nie ma dla nich miejsca, ponieważ właśnie wparowała tam Julia z dwiema koleżankami i oblewają jakiś zdany egzamin. Jednak chwilę później, kiedy do drzwi dzwonią Tolo, Krystyna i Wojtek, nie ma nawet wzmianki o oblewaniu egzaminu i nie wiadomo, co się stało w międzyczasie z koleżankami Julii.
      • m.frump Re: Wpadki 03.01.10, 16:59
        Kurczę, pozjadało mi literki :(
    • ewaty Re: Wpadki 03.01.10, 21:34
      Przy okazji Sylwestra czytam sobie KK i chyba znalazłam 2 kolejne
      wpadki: mieszkanie Borejków i pani Szczepańskiej miało kiedyś być
      jednym lokalem.Nad piecem została odkryta wiadoma dziura, zamurowana
      przez Janusza. Wg autorki w pokojach sąsiadujących ze sobą (
      Szczepańska i Borejkowie) przy granicznej ścianie stały dwa piece, po
      jednym w każdym pokoju. Wg moich doświadczeń- bzdura. Od zawsze
      mieszkam w starym budownictwie, mam taki piec w ścianie na dwa
      pokoje- i to jest jeden piec, podzielony, niejako ścianą na pół. Po
      grzyba robić dwa? Tylko pytanie, jak by się dogadali co do grzania,
      po podziale lokalu...
      I jeszcze kuzynka Joanna, która "po oblaniu egzaminu do szkoły
      baletowej" zaczęła poligrafik. Nie wiem, jak w Poznaniu, ale w Łodzi
      do szkoły baletowej od zawsze zdawało się w wieku lat 9-ciu...
      • marslo55 Re: Wpadki 04.01.10, 11:29
        ewaty:
        "Wg autorki w pokojach sąsiadujących ze sobą Szczepańska i
        Borejkowie) przy granicznej ścianie stały dwa piece, po jednym w
        każdym pokoju. Wg moich doświadczeń- bzdura."
        Według moich też. Chyba, że to miało obrazować nieprzyjazne
        nastawienie Szczepańskiej, w stylu "nie będę z wami dzielić nawet
        pieca".
        "Nie wiem, jak w Poznaniu, ale w Łodzi do szkoły baletowej od zawsze
        zdawało się w wieku lat 9-ciu..."
        Dlatego Joanna oblała:D

        • jamniczysko Re: Wpadki 04.01.10, 13:28
          W wersji KK, drukowanej w odcinkach w "Płomyku" (chyba przed
          ukazaniem się książki...?) szkoła baletowa była zastąpiona liceum
          plastycznym.:)
        • slotna Re: Wpadki 04.01.10, 21:05
          > Dlatego Joanna oblała:D

          :)))))))))))))
        • czekolada72 Re: Wpadki 10.02.10, 11:14
          marslo55 napisała:

          > ewaty:
          > "Wg autorki w pokojach sąsiadujących ze sobą Szczepańska i
          > Borejkowie) przy granicznej ścianie stały dwa piece, po jednym w
          > każdym pokoju. Wg moich doświadczeń- bzdura."
          > Według moich też. Chyba, że to miało obrazować nieprzyjazne
          > nastawienie Szczepańskiej, w stylu "nie będę z wami dzielić nawet
          > pieca".

          A według moich nie - bardzo czesto zdarzaja sie 2 piece stojace w 2
          pokojach, "sciana w sciane" - idei nie znam, acz mozna snuc
          dywagacje, ze np jedno pomieszczenie bylo pokojem jadalnym, a
          drugie - sypialnia dla gosci, i tam palono tylko od przypadku, co w
          przyszlosci okazalo sie zbawienne. Zreszta - moglo tez byc tak, ze w
          czasach powojennych, gdy mieszkanie podzielono - drugi piec został
          dobudowany.

          > "Nie wiem, jak w Poznaniu, ale w Łodzi do szkoły baletowej od
          zawsze
          > zdawało się w wieku lat 9-ciu..."

          W Krakowie tez zdaje sie tak, ale moze raczej chodziło MM o cos w
          rodzaju studium baletowo-tanecznego?
          • kkokos Re: Wpadki 13.02.10, 23:41
            czekolada72 napisała:


            >>>bardzo czesto zdarzaja sie 2 piece stojace w 2
            > pokojach, "sciana w sciane"

            u mojej mamy w kamienicy odbudowanej tuż po wojnie dokładnie tak jest, dwa piece
            w dwóch pokojach z dwóch stron tej samej ściany, różnią się tylko wielkością
            • baba67 Re: Wpadki 16.02.10, 10:48
              A ja o cenach.
              pamietacie lamentacje Gizeli nad swoja bieda?
              Dziewczyna zarabiala 18 zl na miesiac. Za pokoj placila 10-to jeszcze jest ok.
              Ale co Gizela jadla na kolacje sylwestrowa?
              Kilka plasterkow sredniej jakosci wedliny kupionej nieco taniej-za 80 GROSZY.
              Wynika z tego ze wydala 1/10 sumy przeznaczonej na miesieczne utrzymanie na
              kilka plasterkow wedliny.
              cOs z tymi cenami sie MM pokickalo-albo zarobki, albo cena zywnosci.
              • marslo55 Re: Wpadki 16.02.10, 11:25
                baba67:
                "Wynika z tego ze wydala 1/10 sumy przeznaczonej na miesieczne
                utrzymanie na kilka plasterkow wedliny."
                Moze Gizela zaoszczedzila te 1/10 i w Sylwestra postanowila zaszalec
                z droga wedlina? Jesli placili jej pierwszego kazdego miesiaca, to
                nie oznaczaloby przymierania glodem..
                • ananke666 Re: Wpadki 16.02.10, 12:18
                  "Dostała taniej, za 80 groszy, paczuszkę dwa plasterki salcesonu, wątrobianki,
                  kawałek kiełbasy królewieckiej i suchej" - to równowartość 1/10 sumy
                  przeznaczonej na miesięczne utrzymanie.

                  Z cenami w ogóle coś dziwnego jest.

                  "Jeszcze tylko jutrzejsze święto do przetrwania - i wypłata. Gizela postanowiła
                  zwrócić dług Wojtczakowej, ale tylko za jeden miesiąc, a za resztę kupić węgla."
                  Pokój - 10 zł. Skoro paczka 4 plasterki wędliny i dwa kawałki kiełbasy to jest
                  80 gr, to ile kosztowałby węgiel? Załóżmy, że kilka zł, bo przecież nie
                  kilkadziesiąt groszy. To co ona zamierzała jeść przez cały styczeń? No i jeśli
                  za trzynaście takich paczuszek, i to kupionych taniej, to równowartość
                  miesięcznego czynszu... hm... Ktoś zorientowany w temacie by się przydał.
                  • croyance Re: Wpadki 04.03.10, 14:53
                    "Jeszcze tylko jutrzejsze święto do przetrwania - i wypłata. Gizela
                    postanowiła
                    zwrócić dług Wojtczakowej, ale tylko za jeden miesiąc, a za resztę
                    kupić węgla."

                    Tam powaznie bylo napisane 'za jeden miesiac'?
                • baba67 Re: Wpadki 16.02.10, 15:39
                  Ja tez na poczatku pomyslalam tak jak Ty-ale potem przyszla refleksja-jestem
                  historykiem z wyksztalcenia i wiem ze przed wojna ceny zywnosci byly relatywnie
                  duzo wyzsze niz teraz. Ale musialy byc w jakims logicznym stosunku do zarobkow-i
                  to nie zarobkow ludzi bardzo bogatych tylko takiej szarej masy jak Gizela. Ta
                  wedlina nie byla luksusowa-byla moze troche lepsza ood najtanszej. I bylo jej
                  niewiele-pare plasterkow. Jeszcze Autorka pisze-jej (GIzeli) ulubiony
                  zestaw-czyli kupowany czesciej niz raz na rok.
                  ZAlozmy, ze przeliczymy mozliwosci Gizeli na dzisiejsze czasy-biedny student by
                  przezyc potrzebuje na gdzies 400 na miesiac. I placi 40 zl za 10 deka wedliny?
                  Ta wedlina musialaby kosztowac 400 za kg-przegiecie nawet jak na lata 30-ste...
    • ananke666 Ida sierpniowa 10.02.10, 13:00
      Rodzice niepokoją się o zbiegłą Idusię, dzwonią, jej nie ma itd. Czemu nikt nie
      wpadł, żeby zamiast do Idy zadzwonić do Feli? Sąsiada? Kogoś innego? Zwłaszcza,
      że po każdą pierdołę trzeba było jeździć do Czaplinka, który chyba dysponował
      urzędem pocztowym i telefonem?
      • jamniczysko Re: Ida sierpniowa 10.02.10, 13:50
        Bo nie chcieli ujawniać wychowawczej porażki...:)
        • marslo55 Re: Ida sierpniowa 11.02.10, 11:06
          jamniczysko napisała:
          "Bo nie chcieli ujawniać wychowawczej porażki...:)"
          Zwlaszcza przed ta zle wychowana, tandetnie umalowana Fela,
          nieprawda. Wielkie to upokorzenie, zostac poinformowanym, ze
          stryjostwo lepiej wie, co sie z Ida dzieje, a wisnie ciotki bardziej
          jej smakuja niz ignacopyziacze sledzie.
          • jamniczysko Re: Ida sierpniowa 11.02.10, 11:32
            ...a alpejskie fiołki Feli też pachną ładniej niż pokrywka od słoika
            z truskawkową konfiturą...
            • rozdzial43 Re: Ida sierpniowa 11.02.10, 18:34
              ...a stryj Józeczek drapie się po karku i klatce piersiowej z większym wdziękiem
              i kulturą osobistą niż rodzony ojciec Ignacy...
              • marslo55 Re: Ida sierpniowa 12.02.10, 10:38
                rozdzial43:
                "...a stryj Józeczek drapie się po karku i klatce piersiowej z
                większym wdziękiem i kulturą osobistą niż rodzony ojciec Ignacy..."
                Hy, hy! A kuzynka Joanna chetnie pozyczy jakies kolory ziemi
                przydatne w czarowaniu budyniow z soczkiem i Rochesterow z
                dysplazja, nie to, co ta Gaba, od ktorej tylko dzinsy Odra i berety
                z brylancikami mozna wysepic!

    • senseeko Wpadka merytoryczna w NiN? 01.03.10, 21:15
      Obiecałam już
      w
      wątku nie wierzących
      że napiszę o sporej wpadce, tylko trudno było zebrać
      się w czasie.
      Chodzi mi mianowicie o sceny na campingu "Chaber". Na stronie 116 jest rysunek a
      na kolejnej opis jak Nutria i Filip śpią "oddzieleni koronkową kurtyną gęstych
      paproci Botrychium lunaria wyjątkowo obfitych na tym trawiastym zboczu."
      Pomijam fakt, że nie udało mi się jeszcze w życiu natrafić na ten gatunek dziko
      rosnący, bo jest dość rzadki, ale może ja źle patrzyłam, czy raczej nie
      patrzyłam, a w Wielkopolsce nie takie cuda się zdarzają.
      Pomijam nawet fakt, że gdyby było tam obfite stanowisko podejźrzona, który jest
      przecież rośliną chronioną, to należałoby utworzyć tam rezerwat (za wiki:
      objęta w Polsce ścisłą ochroną gatunkową. Jest to jeden ze szczególnie
      chronionych w Europie gatunków.
      Roślina umieszczona na Czerwonej liście roślin i grzybów Polski pośród gatunków
      narażonych na wyginięcie (kategoria zagrożenia V)
      ).
      Ale w Polsce różne rzeczy się dzieją, OK, może miejscowy kacyk jest właścicielem
      campingu "Chaber" i mu rezerwat by przeszkadzał. Niech będzie.
      Jednak jedna rzecz absolutnie w głowie mi się nie mieści:
      Kiedy N i F śpią, to paprocie na rysunku są tak wysokie, że sięgają prawie
      korony drzewa.
      I podobnie w tekscie:
      "Przez przygniecione w tym ruchu obfite pióropusze liści zetknęły się
      ze sobą dwie dłonie /.../Poderwali się na nogi po obu stronach Botrychium
      lunaria i stali tak wlepiając w siebie błyszczące oczy /.../
      Usiedli. Ale teraz nie widzieli się spoza paproci, więc szybko wstali. Po czym
      Filip zdecydowanie przełożył nogę ponad Botrychium lunaria i przedostał się na
      stronę Natalii."


      Czy ktoś z Was widział kiedyś Botrychium lunaria, czyli podejźrzona
      księżycowego? Można go obejrzeć
      na
      przykład tu
      albo
      tutaj
      w wielkim wyborze
      .
      Pani MM musiała je widzieć na obrazkach lub choćby w zielniku, bo rysuje je
      prawidłowo.
      Wie też że podejźrzon nie rośnie w lesie jak większośc paproci, tylko woli np.
      "trawiaste zbocze"
      Jest tylko jeden problem.
      Pokopałam w źródłach i wszędzie jest podane, że roślina ta osiąga wysokość
      10-20cm. Bardzo wyjątkowo zdarzają się 30 centymetrowe okazy.
      No to ja sobie nie potrafię wyobrazić tej "kurtyny" i "pióropuszy", a juz
      zupełnie nie umiem sobie wyobrazić jak 30-centymetrowe roślinki mogły
      uniemożliwić widzenie się
      siedzących po obu stronach N i F.
      Czyzby Botrychium lunaria działało przy pełni księżyca czarodziejską mocą
      rodem z Alicji w Krainie Czarów? A może potrafiło zmienić na krótki czas Natalię
      i Filipa w krasnoludki?
      • ananke666 Re: Wpadka merytoryczna w NiN? 01.03.10, 23:05
        Brawo za spostrzegawczość. A ja uwierzyłam, że to takie duże... ;)
        • senseeko Re: Wpadka merytoryczna w NiN? 01.03.10, 23:48
          ananke666 napisała:

          > Brawo za spostrzegawczość. A ja uwierzyłam, że to takie duże... ;)

          To mi już zgrzytnęło przy pierwszym czytaniu przed laty. Ale wtedy nie znałam jeszcze tego forum i uznałam, że pewnie ja się mylę.
          A potem zapomniałam.
          Teraz przeczytałam po raz kolejny i zgrzytało mi tak, że aż zęby bolały. No i tym razem sprawdziłam :)
          • the_dzidka A wiecie... 02.03.10, 10:54
            My już ponad pięć lat szukamy, drążymy, dłubiemy, wyciągamy te
            wpadki spomiędzy kartek Jeżycjady...
            :)
            • senseeko Re: A wiecie... 02.03.10, 11:12
              the_dzidka napisała:

              > My już ponad pięć lat szukamy, drążymy, dłubiemy, wyciągamy te
              > wpadki spomiędzy kartek Jeżycjady...
              > :)
              >
              Najbiedniejsi są ci, którzy muszą dopiero się przekopać przez te grubo ponad tysiąc postów.
              Przydałoby się zrobić wielką akcję forumową i opublikować wykaz wpadek z podziałem na tomy i ułożonych zgodnie z chronologią występowania w ksiażkach.
              Byłby to nawet ciekawy temat pracy mgr :)
              No i oczywiście rozgorzałaby pewnie gorąca dyskusja co zaliczyć do wpadek a co nie.
              Bo wśród tych półtora tysiąca postów są takie które pokazują autentyczne wpadki i takie, które suponują wpadki tam gdzie ich nie ma, lub uznają coś za wpadkę na zasadzie "bo mi się to w głowie nie mieści".

              Nawet wiem jak technicznie można by to zrobić - otworzyć dokument, tak jak się to robi w gmailu, albo jak np robią na forum smoków z tzw jajecznicą
              zrobic tam tabelkę
              i każdy zalogowany uzytkownik mógłby do tej tabeli wrzucać wpadki pod kolumną odpowiedniego tomu.
              Albo też utowrzyłoby się dwa dokumenty - roboczy dla wszystkich i ostateczny dla "komisji wpadkowej" ktora umieszczałaby tam tylko te zdarzenia, które po rozwazeniu wszystkich za i przeciw oraz okoliczności łagodzących zostałyby ostatecznie uznane za wpadkę.
              Ciekawa bardzo jestem rezultatow - tzn czy ilośc wpadek jest stała czy tez zmienia się z czasem. A może są tomy bogate i ubogie we wpadki?
              No i trzeba by stworzyć kolumnę "Wpadki nieprzypisane do tomu" jak np zmienny wiek Nutrii.
              A na koniec kazda wpadka otrzymałaby jeden z trzech kolorów-znaczników Mega/zwykła/mini :)
              • andrzej585858 Re: A wiecie... 02.03.10, 11:51
                Ależ to brzmi fascynująco!! Słowo daję - a przy tym jaka kopalnia wiedzy. Tak
                jak w przypadku cytowanych paproci, naprawdę interesujący przypadek wpadki.
                To może idąc w ślady naszych polityków powołać komisje śledczą? :-)))
              • chomiczkami Re: A wiecie... 02.03.10, 12:23
                Pomysł zacny :). Tylko kto się za tę ogromną pracę weźmie?
                • ananke666 Re: A wiecie... 02.03.10, 20:49
                  Można uprościć, niech się weźmie kilka osób i podzielą się, np. po 50 na osobę.
                  I wprowadzą w arkusz wpadki z tych 50.
                  Np. Osoba1, Osoba2 - biorą stronę 1, czyli posty 1-100. Osoba1 bierze pierwsze
                  50. I tak dalej. Szybko i niedużo na osobę.
                  • senseeko No więc? 04.03.10, 14:35
                    ananke666 napisała:

                    > Można uprościć, niech się weźmie kilka osób i podzielą się, np. po 50 na osobę.
                    > I wprowadzą w arkusz wpadki z tych 50.
                    > Np. Osoba1, Osoba2 - biorą stronę 1, czyli posty 1-100. Osoba1 bierze pierwsze
                    > 50. I tak dalej. Szybko i niedużo na osobę.

                    Kto się zgłasza do komisji roboczej a kto do klasyfikacyjnej?

                    Jak myślicie? Pozabijamy się w dyskusjach co zaliczyć do wpadek a co nie, czy consensus będzie łatwy?
                    • ananke666 Re: No więc? 04.03.10, 18:54
                      Biorę pierwszą setkę postów.
                      Proponuję jeszcze podzielić wpadki na kategorie. Będzie mniejszy bałagan.
                      Rozumiecie - lokalowe, chronologiczne, przyrodnicze itd., trzeba będzie jakoś
                      rozsądnie je ponazywać.
                    • chomiczkami Re: No więc? 05.03.10, 00:06
                      Ja również mogę wziąć 50 (na dobry początek :)).
                      • senseeko Re: No więc? 05.03.10, 11:55
                        Pytanie podstawowe - kto zrobi dokument do ktorego będzie sie wklejac "robocze wpadki"?
                        Ja się nie podejmuję.
                        (Chodzi mi o coś takiego jak "jajecznica" na forum "Dragoncave Unicreatures")

                        I na początek to ja bym proponowała podzielic na kolumny na zasadzie jedna kolumna - jeden tom, plus kolumna wpadek nieprzypisanych.
                        Dopiero jak to będzie w kolumnach to będziemy klasyfikować co wpadka, co nie wpadka i do której kategorii.
                        Wtedy trzeba będzie przygotować plik ostateczny.
                        • aganoreg Re: No więc? 05.03.10, 13:16
                          Senseeko, na mnie nie patrz :P Moge sie co najwyzej podjac segregacji.
                          • praktykarz Re: No więc? 05.03.10, 16:10
                            aganoreg napisała:

                            > Senseeko, na mnie nie patrz :P Moge sie co najwyzej podjac
                            segregacji.

                            Chętnie wezmę udział w pracach Zespołu /kto koordynuje?/, tylko
                            proszę mi konkretny odcinek przydzielić.
                            • ananke666 Re: No więc? 05.03.10, 16:33
                              A weź se te, których nikt nie wziął. Wzięłam pierwszą setkę, ktoś wziął 50 -
                              dajmy na to, posty 101-150 - dobrze mówię? No to proponuję posty 151-200, czyli
                              drugą połowę drugiej strony.
                              Arkusz może bym i zrobiła, ino nie wiem jak :p nigdy nie robiłam, muszę się
                              dokształcić. Umie ktoś?
                              • aganoreg Re: No więc? 05.03.10, 16:42
                                docs.google.com/a/gazeta.pl/Doc?docid=0AX-b2eUKfCr_ZGQzd2hyZHFfMGdicWd2NzM2&hl=en
                                to ja biore 201 - 300.

                                Ustawilam tak, ze trzeba sie zalogowac, zeby edytowac. Ale moze ktos ma lepszy
                                pomysl?
                                • senseeko Re: No więc? 05.03.10, 20:29
                                  aganoreg napisała:

                                  > docs.google.com/a/gazeta.pl/Doc?docid=0AX-b2eUKfCr_ZGQzd2hyZHFfMGdicWd2NzM2&hl=en
                                  > to ja biore 201 - 300.
                                  >
                                  Dobra, to ja na razie 301-350 a potem się zobaczy
                                  > Ustawilam tak, ze trzeba sie zalogowac, zeby edytowac. Ale moze ktos ma lepszy
                                  > pomysl?
                                  • ananke666 Re: No więc? 05.03.10, 23:02
                                    Połowa pierwszej strony to dyskusja o genetyce. Spokojnie mogę wziąć kolejną
                                    setkę - zaklepuję 401-500.
                                    • ananke666 Re: No więc? 06.03.10, 00:00
                                      OK, część zamieściłam. Nad częścią muszę się zastanowić.
                                      • aganoreg Re: No więc? 06.03.10, 11:44
                                        Wklejone, chociaz co do niektorych mam watpliwosci, ale nie mam jak sprawdzic.
                                        Anutek by sie przydal...
                                    • ananke666 Re: No więc? 06.03.10, 13:20
                                      Biorę 501-600.
                                      • ananke666 Re: No więc? 06.03.10, 13:33
                                        mało wpadek, dużo dyskusji i wątpliwości. Biorę 601-700.
                                        • aganoreg Re: No więc? 06.03.10, 13:35
                                          No to ja biore 701-800.
                                          • aganoreg Re: No więc? 06.03.10, 13:48
                                            Ananke, oddaje ci 701-800, bo tam duzo twoich wpisow :)

                                            Biore 801-900
                                            • ananke666 Re: No więc? 06.03.10, 13:51
                                              OK, biorę 701-800. Byczków sporo, ale wpadek godnych odnotowania mało, o ile
                                              pamiętam.
                                  • senseeko Re: No więc? 06.03.10, 18:51
                                    senseeko napisała:

                                    > aganoreg napisała:
                                    >
                                    > > docs.google.com/a/gazeta.pl/Doc?docid=0AX-b2eUKfCr_ZGQzd2hyZHFfMGdicWd2NzM2&hl=en
                                    > > to ja biore 201 - 300.
                                    > >
                                    > Dobra, to ja na razie 301-350 a potem się zobaczy
                                    Oczywiscie chodziło o 301-400
                                    • sowca Re: No więc? 06.03.10, 23:54
                                      Łapię za 901 -1000. Pomysł świetny!
          • anutek115 Re: Wpadka merytoryczna w NiN? 02.03.10, 19:14
            senseeko napisała:

            > ananke666 napisała:
            > A ja uwierzyłam, że to takie duże... ;)

            Ja też ;)))).

            >
            > To mi już zgrzytnęło przy pierwszym czytaniu przed laty. Ale wtedy
            nie znałam j
            > eszcze tego forum i uznałam, że pewnie ja się mylę.
            > A potem zapomniałam.
            > Teraz przeczytałam po raz kolejny i zgrzytało mi tak, że aż zęby
            bolały. No i t
            > ym razem sprawdziłam :)

            Obstawiam, że słowo "lunaria" po prostu dobrze brzmiało w
            zestawieniu ze świętojańską nocą i magiczną aurą ;D.

            A poza tym, widzieć w zielniku można, owszem, ale można się też nie
            doczytać, że roślinka niska jest. Nie byłaby to pierwsza
            niedoczytana rzecz, nieprawda...
            • senseeko Re: Wpadka merytoryczna w NiN? 02.03.10, 21:16
              anutek115 napisała:

              > senseeko napisała:
              >
              > > ananke666 napisała:
              > > A ja uwierzyłam, że to takie duże... ;)
              >
              > Ja też ;)))).
              >
              > >
              > > To mi już zgrzytnęło przy pierwszym czytaniu przed laty. Ale wtedy
              > nie znałam j
              > > eszcze tego forum i uznałam, że pewnie ja się mylę.
              > > A potem zapomniałam.
              > > Teraz przeczytałam po raz kolejny i zgrzytało mi tak, że aż zęby
              > bolały. No i t
              > > ym razem sprawdziłam :)
              >
              > Obstawiam, że słowo "lunaria" po prostu dobrze brzmiało w
              > zestawieniu ze świętojańską nocą i magiczną aurą ;D.

              Nie tylko. Podejźrzon, podobnie jak nasięźrzał to rośliny uważane za magiczne. I ich moc właśnie w noc świętojańską się ujawniała.
              Ale nie słyszałam, by polegała na zamianie w krasnoludki :)
              • ananke666 Re: Wpadka merytoryczna w NiN? 02.03.10, 22:04
                > I ich moc właśnie w noc świętojańską się ujawniała.
                > Ale nie słyszałam, by polegała na zamianie w krasnoludki :)

                Ani na wyrastaniu znienacka 500% wzwyż :)
              • lezbobimbo Re: Wpadka merytoryczna w NiN? 07.03.10, 01:55
                senseeko napisała:
                > Nie tylko. Podejźrzon, podobnie jak nasięźrzał to rośliny uważane za magiczne.
                > I ich moc właśnie w noc świętojańską się ujawniała.
                > Ale nie słyszałam, by polegała na zamianie w krasnoludki :)

                "Dawniej wierzono, że pierzaste listki zmieniają kształt i powiększają się lub
                zmniejszają wraz ze zmianami faz księżyca."

                Moze akurat sie powiekszyly? :)))
                • senseeko Re: Wpadka merytoryczna w NiN? 07.03.10, 13:21
                  lezbobimbo napisała:

                  > senseeko napisała:
                  > > Nie tylko. Podejźrzon, podobnie jak nasięźrzał to rośliny uważane za magi
                  > czne.
                  > > I ich moc właśnie w noc świętojańską się ujawniała.
                  > > Ale nie słyszałam, by polegała na zamianie w krasnoludki :)
                  >
                  > "Dawniej wierzono, że pierzaste listki zmieniają kształt i powiększają się lub
                  > zmniejszają wraz ze zmianami faz księżyca."
                  >
                  > Moze akurat sie powiekszyly? :)))
                  >
                  Gdzieś tu był wątek o realizmie magicznym :)
                  Może jednak...
                  • sowca Re: Wpadka merytoryczna w NiN? 07.03.10, 23:17
                    Widzę, że nikt się nie zgłasza do reszty, więc ja wezmę jeszcze
                    1001 - 1100
                    • praktykarz Re: Wpadka merytoryczna w NiN? 08.03.10, 16:51
                      Szanowny Zespole!
                      Bardzo proszę o czas do czwartku as Ananake zaproponowała "a weź
                      se ... - 151-200". Te se wezmę i zrobię - do czwartku wyślę.
    • ananke666 gumowe łóżko 29.05.10, 16:05
      BBB. W pokoju Bebe i Kozia stoi piętrowe łóżko. Na górze śpi Bebe, Kozio na
      dole. To jakim cudem łóżko jest za krótkie dla Anieli, skoro Bebe się w nim
      mieści, a siłą rzeczy łóżka mają jednakowe wymiary? Dwumetrowa Aniela?
      • teano1 Re: gumowe łóżko 30.05.10, 12:20
        ananke666 napisała:

        > BBB. W pokoju Bebe i Kozia stoi piętrowe łóżko. Na górze śpi Bebe, Kozio na
        > dole. To jakim cudem łóżko jest za krótkie dla Anieli, skoro Bebe się w nim
        > mieści, a siłą rzeczy łóżka mają jednakowe wymiary? Dwumetrowa Aniela?

        Łóżka, zwłaszcza piętrowe nie muszą mieć jednakowych wymiarów. Niedawno zamawiałam w necie łóżko typu antresola i w tej samej cenie mogłam sobie zażyczyć dowolną wysokość, szerokość i długość tegoż. Plus materac też robiony na wymiar łóżka.

        IMHO - nie wpadka.
        Co najwyżej świadczy o niefrasobliwości Józefiny, która nie bierze pod uwagę, że Kozio moze z czasem przerosnąć Bebe, albo też zakłada, że w czasie gdy przerośnie, to bedzie już na tyle samodzielny, że się wyprowadzi i sam sobie obstaluje łóżko :)
        • taria Re: gumowe łóżko 30.05.10, 19:54
          > Łóżka, zwłaszcza piętrowe nie muszą mieć jednakowych wymiarów.
          > Niedawno zamawiałam w necie łóżko typu antresola i w tej samej cenie
          > mogłam sobie zażyczyć dowolną wysokość, szerokość i długość tegoż.
          > Plus materac też robiony na wymiar łóżka

          Teano1, przypuszczam, że ananke miała na myśli to, że jeśli szesnastoletnia Bebe mieści się w swoim łóżku, to Aniella też powinna zmieścić się w łóżku Kozia, które jest niżej, więc raczej nie jest mniejsze niż posłanie Bebe.
          Z drugiej strony, sama mam "trzyosobowe" łóżko Ikei. O, takie:
          www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/20179780
          Tak więc piętrowe łóżka mogą mieć różny rozmiar górnego i dolnego posłania:)

          > Co najwyżej świadczy o niefrasobliwości Józefiny, która nie bierze
          > pod uwagę, że Kozio moze z czasem przerosnąć Bebe, albo też
          > zakłada, że w czasie gdy przerośnie, to bedzie już na tyle
          > samodzielny, że się wyprowadzi i sam sobie obstaluje
          > łóżko :)

          Bardziej prawdopodobne, że pełnowymiarowe łóżko nie mieściło się w maleńkim pokoju, w którym stały także dwa biurka i szafa. Poza tym, z tego, co z BBB wiemy o trybie życia Józefiny, wynika, że w przeszłości kilkakrotnie zmieniała teatry i miejsce zamieszkania. Dlatego nie zastanawia się poważnie, czy meble które ma teraz, przydadzą się za kilka lat.
          • ananke666 Re: gumowe łóżko 30.05.10, 21:58
            Poza tym w latach 80 zamawianie mebli na wymiar było chyba dość rzadkie, a już
            na pewno nie przez niepraktyczną Józefinę. Brało się, co było. Łóżka piętrowe
            wyglądały bardzo prosto, jednakowe jedno na drugim.
            • turzyca Re: gumowe łóżko 30.05.10, 22:20
              Ja tam akurat robienie mebli na wymiar znam, cale poradniki na ten temat jeszcze
              w domu stoja, bo meble nie dosc ze trudno dostepne to jeszcze niekoniecznie
              kompatybilne z malutkimi, nieustawnymi mieszkaniami. Tyle ze zazwyczaj takie
              rzeczy robil obdarzony odpowiednim zacieciem pan domu.

              Ale wlasnie w przypadku Jozefiny sobie swietnie wyobrazam robienie mebli na
              zamowienie. Nie cierpiala polowac na okazje, uganiac sie, miejsca w liscie
              kolejkowej zawsze jej przepadaly, bo za ktoryms razem zapomniala sie zameldowac,
              wiec gdy dostala jakas niezla premie poprosila teatralnego stolarza, zeby jej
              zrobil meble do pokoju dzieciecego.
          • teano1 Re: gumowe łóżko 30.05.10, 22:32
            taria napisała:

            > Teano1, przypuszczam, że ananke miała na myśli to, że jeśli szesnastoletnia Beb
            > e mieści się w swoim łóżku, to Aniella też powinna zmieścić się w łóżku Kozia,
            > które jest niżej, więc raczej nie jest mniejsze niż posłanie Bebe.

            Ależ ja nawet nie zakladam, że łóżko Kozia jest krótsze. Zakładam co najwyżej, że Bebe jest dużo niższa od Anielli, dlatego ona mieści się w swoim łóżku, a dla postawnej Anielli łóżko jest za małe.
            A do tego Bebe jako osoba "zagipsowana" sypia pewnie w pozycji embrionalnej, natomiast ekspansywna Aniella lubi rozkladać sie na całą długość i szerokość i dlatego jednoosobowe łóżko jest dla niej za krótkie.
            Dla mnie standardowe wersalki też są za krótkie, chociaż mam zaledwie 170cm, ale przy moim sposobie spania dobrze się czuję w łóżku najlepiej dwumetrowej długości (nie obraziłabym się o dłuższe) i dwuosobowej szerokości.
            Tak wiec Aniellę rozumiem doskonale.

            Podtrzymuję zdanie, że to nie wpadka.

            Powiem wiecej - MM w zakamuflowany sposób doskonale pokazała różnice między wycofaną Bebe i ekspansywną Aniellą przez tak drobny zabieg jak "znalezienie się" w danym typie łóżka.
            • marslo55 Re: gumowe łóżko 31.05.10, 10:45
              teano1 napisała:
              "A do tego Bebe jako osoba "zagipsowana" sypia pewnie w pozycji
              embrionalnej, natomiast ekspansywna Aniella lubi rozkladać sie na
              całą długość i szerokość i dlatego jednoosobowe łóżko jest dla niej
              za krótkie."
              Chyba nawet jest w "BB" jakaś wzmianka o pozycji Bebe w łóżku.
              Niestety nie mam pod ręką..
              • filifionka-listopadowa Re: gumowe łóżko 31.05.10, 15:33
                Pozwolę sobie cytatem zarzucić z Brulionu:
                "Natomiast nie spała Bebe. Po dwóch godzinach nerwowego wiercenia się w
                pościeli, odrzucania kołdry, bo za gorąco, przykrywania się, bo jednak za zimno,
                przewracania się z boku na bok oraz wytrzepywania poduszki, Bebe skłonna była
                uznać swe zachwyty nad szmerem deszczu za mocno przesadzone. Teraz ten
                idiotycznie jednostajny plusk działał jej na nerwy. Zdawało się Bebe, że gdyby
                tylko deszcz ustał, z pewnością zasnęłaby od razu, (...) te wszystkie
                drobniutkie pluśnięcia tworzą w sumie okropny i nieznośny hałas. Ale przecież to
                nie szmer deszczu był przyczyną bezsenności Bebe Bitner. Bebe nie mogła zasnąć,
                ponieważ jej myśli gnały bez chwili przerwy po torze kolistym, a serce pracowało
                w szybszym, niż normalne, tempie.
                Bezsenność często się jej przytrafiała, ponieważ wbrew pozorom Bebe przeżywała
                wszystko bardzo mocno i bardzo głęboko. Uczucia i myśli, które w ciągu dnia tak
                starannie
                tłumiła, skrywała, usypiała i przygładzała, w nocy budziły się, rozprężały
                powoli jak ktoś, kto zbyt długo siedział w pozycji skurczonej i wreszcie musi
                wstać, rozprostować kończyny i ruszyć kłusem w kółeczko.
                • ananke666 Re: gumowe łóżko 31.05.10, 18:12
                  Moim zdaniem nie ma sensu dorabiać teorii o rzekomo niskim wzroście Bebe,
                  wysokim Anieli i równie rzekomym spaniu w pozycji skurczonej. Za krótkie łóżko
                  na pewno byłoby opisane. MM sypnęła się i tyle.

                  Podobnie imię Kristal nie pozwala w języku polskim na identyfikację płci, wg
                  mnie byłby problem.
                  • senseeko Re: gumowe łóżko 31.05.10, 21:39
                    ananke666 napisała:

                    > Moim zdaniem nie ma sensu dorabiać teorii o rzekomo niskim wzroście Bebe,
                    > wysokim Anieli i równie rzekomym spaniu w pozycji skurczonej. Za krótkie łóżko
                    > na pewno byłoby opisane. MM sypnęła się i tyle.
                    Co to znaczy "na pewno byłoby opisane"? Przecież jest opisane coś w tym rodzaju, ze dla Anieli łóżko jest za krotkie czy coś.
                    A co do pozycji Bebe, to nei mam ksiazki pod ręką, ale mam wrazenei, ze gdzieś było napisane, że Bebe sypia "na baczność" z rękami wzdłuż ciała.
                    Ale może mi sie to wymysliło.
                    >
                    > Podobnie imię Kristal nie pozwala w języku polskim na identyfikację płci, wg
                    > mnie byłby problem.

                    Ale jeśli urzędniczka ogląda serial, to jej się to jednoznacznie skojarzy z imieniem żeńskim.
                    Moim zdaniem mogłoby przejść wpisanie imienia Kristal. Spotykałam dziwniejsze :)
                    Tak czy inaczej wszystko zależy od urzędnika. Jeden nie pozwoli nawet na "Brajan" a inny zaakceptuje "Jarzyna"
                    • ananke666 Re: gumowe łóżko 31.05.10, 22:38
                      > Ale jeśli urzędniczka ogląda serial, to jej się to jednoznacznie skojarzy z imi
                      > eniem żeńskim.
                      > Moim zdaniem mogłoby przejść wpisanie imienia Kristal. Spotykałam dziwniejsze :
                      > )

                      Z czystej ciekawości - jakie? :)

                      Co do Kristal - rozumiem, ale prawie każda pani zna imię Kate, a wątpię, żeby
                      przeszła Kejt. Przy Kristal mam wątpliwości, bo takie imię nie ma miejsca ani w
                      języku polskim ani w Dynastii, której bohaterka miała na imię Krystle.
                      • senseeko Re: gumowe łóżko 31.05.10, 23:08
                        ananke666 napisała:

                        > > Ale jeśli urzędniczka ogląda serial, to jej się to jednoznacznie skojarzy
                        > z imi
                        > > eniem żeńskim.
                        > > Moim zdaniem mogłoby przejść wpisanie imienia Kristal. Spotykałam dziwnie
                        > jsze :
                        > > )
                        >
                        > Z czystej ciekawości - jakie? :)

                        Na przykład Letiszia (tak właśnie zapisywane)
                        A przecież jest w polskim imię Letycja.
                        >
                        > Co do Kristal - rozumiem, ale prawie każda pani zna imię Kate, a wątpię, żeby
                        > przeszła Kejt.

                        A ja wątpię by przeszła Kate, natomiast Kejt owszem. Właśnie z racji zapisu.

                        > Przy Kristal mam wątpliwości, bo takie imię nie ma miejsca ani w
                        > języku polskim ani w Dynastii, której bohaterka miała na imię Krystle.

                        Ale Krystle by nie przeszło, bo jest zasada że zapisuje się fonetycznie.
                        Nawet takie imię jak Axel wolno zarejestrować, pod warunkiem, że zapisze się je Aksel.
                        Imię Brian urzędnicy też pewnie znają, a jednak przejdzie tylko Brajan.
                        • ananke666 Re: gumowe łóżko 31.05.10, 23:17
                          Nie, no ja rozumiem, że Kate by nie przeszła - ale i Kejt nie, z racji
                          bezpłciowości w polskim brzmieniu. Aksel i Brajan wyglądają tak se, ale
                          wątpliwości związanych z płcią nie ma żadnych. Przy Kristal trzeba dorabiać
                          teorię o Dynastii. Brajany i Aksele, a także, o zgrozo! Letiszie jej nie wymagają.

                          > Ale Krystle by nie przeszło, bo jest zasada że zapisuje się fonetycznie.

                          Chyba, że ktoś nazywa się Wiśniewski i ma niefonetycznie Fabienne, Xavier i
                          Etiennette... Swoją drogą, jakby tu spolszczyć Krystle?
                          • towarzyszka_j Re: gumowe łóżko 01.06.10, 09:10
                            ananke666 napisała:

                            > Swoją drogą, jakby tu spolszczyć Krystle?

                            Swojsko: Krysia :)
                          • teano1 Re: gumowe łóżko 01.06.10, 21:03
                            ananke666 napisała:

                            > Swoją drogą, jakby tu spolszczyć Krystle?

                            No jak to? Krystla oczywiście! Zdrobniale hmmm... tu mi zabrakło inwencji. (Poza
                            Krysią ma się rozumieć) Krystelcia? Kryształka? Krystelka?
                        • mmoni imiona 01.06.10, 12:35
                          A jednak Rada Języka Polskiego w zaleceniach dla USC pisze

                          Cytat 6. Przy nadawaniu nowych imion, na które moda często szybko przemija i które mogą nie wejść do zbioru polskich imion, zaleca się stosowanie obcej oryginalnej pisowni, np. Dustin, Jessica, a nie Dastin, Dżesika.

                          Oczywiście RJP jest tylko ciałem opiniodawczym, a i tak ostateczną instancją jest kierownik miejscowego USC i jego gusta.

                          Kejt zgodnie z zaleceniami RJP by nie przeszła, bo

                          Cytat 1. Zaleca się nadawanie imion w postaci przyswojonej przez język polski, a więc np.: Jan, nie John lub Johann; Katarzyna, nie Catherine;

                          W ogóle polecam lekturę tej strony, zwłaszcza dział "opinie o imionach", aby się dowiedzieć, jakimi pięknymi i oryginalnymi imionami rodzice pragną uczcić swoje pociechy.
                          • marslo55 Re: imiona 01.06.10, 12:53
                            mmoni napisała:
                            "Kejt zgodnie z zaleceniami RJP by nie przeszła"
                            Kejt nie przeszłaby nie tylko ze zwględu na istnienie
                            imienia "Katarzyna", ale przede wszystkim dlatego, że nie można
                            odróżnić płci dziecka. Urzędnik może nie mieć pojęcia, że Kejt to
                            Kasia, ale że nie kończy się na "a", jest w stanie zauważyć.
                            Niestety RJP nie ma wiele do powiedzenia. Ostatnio sąd orzekł, że
                            dzieciak może mieć na imię Dąb.
                            • teano1 Re: imiona 01.06.10, 21:15
                              marslo55 napisała:

                              > mmoni napisała:

                              > Niestety RJP nie ma wiele do powiedzenia. Ostatnio sąd orzekł, że
                              > dzieciak może mieć na imię Dąb.

                              Sąd? Rozwiniesz albo rzucisz jakimś linkiem? Bo to bardzo ciekawe. Czy to znaczy, że rodzice musieli iść do sądu by zmusić urzędnika do wpisania dziecku imienia Dąb?

                              Swoją drogą czemu "niestety"? Niektóre imiona są głupie, ale są też naprawdę piękne jak np Arnika czy Sonata które w szczególnych wypadkach dobrze korespondują z otoczeniem w jakim wzrasta dziecko.
                              Czemu więc a priori je odrzucać?
                              IMHO Dąb też do takowych może (choć nie musi) należeć.
                              • kkokos Re: imiona 01.06.10, 22:55
                                > > Niestety RJP nie ma wiele do powiedzenia. Ostatnio sąd orzekł, że
                                > > dzieciak może mieć na imię Dąb.
                                >
                                > Sąd? Rozwiniesz albo rzucisz jakimś linkiem? Bo to bardzo ciekawe. Czy to znacz
                                > y, że rodzice musieli iść do sądu by zmusić urzędnika do wpisania dziecku imien
                                > ia Dąb?


                                wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4445464.html
                                pl.wikipedia.org/wiki/Wyrok_NSA_z_4_kwietnia_2007_r.
                                w tym wpisie w wiki jest:
                                Jednocześnie (sąd) podzielił opinię Rady Języka Polskiego, że "nie powinno się
                                nadawać imion pochodzących od wyrazów pospolitych", zaznaczył jednak, że jest
                                ona jedynie zaleceniem językoznawców i nie może zmieniać przepisów powszechnie
                                obowiązującego prawa.

                                co oczywiście nie do końca jest prawdą, jeśli chodzi o praktykę. bo jak trafisz
                                na upierdliwego urzędnika, to wytyczne rjp okażą się absolutnie święte.
                                zwłaszcza jak nie tylko posiłkuje się ogólnymi wytycznymi rady dla usc, ale
                                zwróci się z zapytaniem o konkretne imię - i otrzyma od rady opinię negatywną.
                                przy czym taka opinia ma formę np. taką:

                                www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=595:ardena&catid=76:opinie-o-imionach&Itemid=58
                                no ni cholery nie jest to negatywna opinia, tylko ODMOWA - "nie mogę się
                                przychylić do prośby rodziców". potem usc mówi, że rjp odmówiła i rodzic
                                niedoedukowany w tym zakresie (80 proc.? 90 proc.?) uwierzy. więc ma się to
                                nijak do tego, co napisał w uzasadnieniu wyroku nsa.

                                (przy czym akurat przytoczony przykład jest jak dla mnie od czapy, bo nie ma nic
                                ośmieszającego w imieniu ardena, i tylko najlepiej wykształconym lub pasjonatom
                                historii wojennej będzie się kojarzyło z ardenami. jednak ardena to nie blanket
                                czy legia)
                                • kkokos Re: imiona 01.06.10, 23:08
                                  aha, a w praktyce jak idziesz rejestrować dziecko, to choć oficjalnego spisu
                                  imion w polsce nie ma, to panie wyciągają ci kilka książeczek w stylu "skarbczyk
                                  imion", wydanych przez różne oficyny typu "ja i szwagier w garażu
                                  dywersyfikujemy działalność naszej drukarni" lub "z ezoteryką na ty" i mówią:
                                  ale tutaj tego imienia nie ma! nie ma, więc nadać nie można!

                                  a w ogóle lektura zaleceń dla usc jest bardzo ciekawa.

                                  www.usc.pl/art_file/43.PDF
                                  mam wrażenie, że jest tu kupa niekonsekwencji. robin nie, bo to zdrobniałe (kto
                                  w polsce odczuwa to imię jako zdrobnienie??), tola i jana tak, bo brzmią jak
                                  pełne, samodzielne imiona (od kiedy jana brzmi jak polskie samodzielne imię??? a
                                  jeśli nie polskie, tylko czeskie - to od kiedy wolno nadawać czeskie, jeśli jest
                                  polska janina?) nie wolno katarina, bo niepolskie, ale wolno miszella, choć jest
                                  polska michalina.

                                  to się wszystko kupy nie trzyma i mam wrażenie, że potwornie, ale to potwornie
                                  zależy od widzimisię i aktualnego humoru aktualnego przewodniczącego rjp.
                                  • teano1 Re: imiona 02.06.10, 12:54
                                    kkokos napisała:

                                    > www.usc.pl/art_file/43.PDF

                                    > to się wszystko kupy nie trzyma i mam wrażenie, że potwornie, ale to potwornie
                                    > zależy od widzimisię i aktualnego humoru aktualnego przewodniczącego rjp.

                                    Lektura zaiste interesująca. Swoją drogą, jest tam napisane by nie nadawać imienia Mia a znam rodzinę (polską, bez zagranicznych obywatelstw) gdzie jedna córka ma na imię Mia a druga Pia.
                                    I jakoś dało się to zarejestrować.
                                    :)

                                    Podobnie Malina - nie powinno się, ale jednak bywa. I całe szczęście. Nie dlatego, że jakoś szczególnie podoba mi się imie Malina. Raczej chodzi mi o to by urzędnik nie ingerował za bardzo tam, gdzie ingerować nie ma sensu.
                                    • mankencja Re: imiona 05.06.10, 12:01
                                      bo to są ZALECENIA, za nieprzestrzeganie ich nikt urzędnikowi USC głowy nie odgryzie
                                  • croyance Re: imiona 04.06.10, 22:39
                                    robin nie, bo to zdrobniałe (kto
                                    > w polsce odczuwa to imię jako zdrobnienie??),

                                    A to zdrobnienie od czego niby?
                                    • nessie-jp Re: imiona 04.06.10, 22:50
                                      Robin? Zdrobnienie od Roberta:

                                      en.wikipedia.org/wiki/Robin_%28name%29
                                      Ale tak stare, że już doprawdy mogliby sobie darować... Anita ostatecznie jest
                                      bez problemu dopuszczana, a też zdrobnienie...
                                      • croyance Re: imiona 05.06.10, 12:44
                                        O popatrz, nie wiedzialam nawet: przeciez Robin funkcjonuje zupelnie
                                        oddzielnie (vide wiadomo kto krojansowy :-D) - co wiecej, w US jest
                                        imieniem zenskim.
                                • nessie-jp Re: imiona 01.06.10, 23:09
                                  > > ośmieszającego w imieniu ardena,

                                  Nazwa geogr.

                                  Bo za chwilę po podwórku obok Ardeny będzie biegała Karkonosza, Sudeta i Alpa.
                                  Ganiane przez małego Pojezierza.
                                  • kkokos Re: imiona 01.06.10, 23:19
                                    nie, to nie jest nazwa geograficzna.

                                    góry nazywają się ardeny. nie ardena. i mogę się założyć o puszkę whiskasa, że
                                    jak zrobisz sondę na ulicy, to na 100 osób góra 12 powie ci "ardena?... z górami
                                    mi się kojarzy". a kolejne góra 12 spyta "to z tolkiena?
                                    • nessie-jp Re: imiona 01.06.10, 23:23
                                      kkokos napisała:

                                      > nie, to nie jest nazwa geograficzna.

                                      Sudeta, Karkonosza i Alpa też nie... Zwłaszcza Alpa.
                                      • kkokos Re: imiona 01.06.10, 23:42
                                        nessie-jp napisała:

                                        > kkokos napisała:
                                        >
                                        > > nie, to nie jest nazwa geograficzna.
                                        >
                                        > Sudeta, Karkonosza i Alpa też nie... Zwłaszcza Alpa.
                                        >


                                        e, alpa to zły przykład, bo to zdrobnienie od alpagi, a jak wiadomo, zdrobnień
                                        nadawać nie wolno.

                                        ale serio - sudeta skojarzyłaby się każdemu, ardena nie.

                                        wszechstronnie wyedukowany szef rjp ma skojarzenia, ktoś z najwyżej maturą już
                                        niekoniecznie (skojarzenia to przekleństwo). ale wyedukowany profesor już
                                        przeczuwa, ba, wie, że z powodu skojarzenia z dalekimi górami (o których przez
                                        12 lat edukacji można nie usłyszeć, jeśli się nie jest w klasie z rozszerzoną
                                        historią) dzieci (dzieci!!!) będą się z małej ardeny śmiać. podobnie wie, że
                                        zdrobnienie lora (od lorena, które to imię można nadać - kurczę, dla mnie w
                                        równym stopniu kojarzy się z telenowelą co soledad, z gruntu obce dla polskiego
                                        ucha) będzie się kojarzyło z typem wagonu (jakiego wagonu, do cholery?)
                              • nessie-jp Re: imiona 01.06.10, 23:04
                                > Swoją drogą czemu "niestety"? Niektóre imiona są głupie, ale są też naprawdę pi
                                > ękne jak np Arnika czy Sonata które w szczególnych wypadkach dobrze koresponduj
                                > ą z otoczeniem w jakim wzrasta dziecko.
                                > Czemu więc a priori je odrzucać?

                                Ale przecież nie ma mowy o żadnym odrzucaniu. Dziecko możesz nazywać dokładnie
                                tak, jak chcesz.

                                Przepisy dotyczą tylko rejestrów urzędowych. Dziecku, które nazywa się Sonata,
                                można wpisać w dokumenty Zofia albo Anna i tyle
                                • mmoni Re: imiona 02.06.10, 01:59
                                  To teraz uwaga, będzie hardocorowo:
                                  Rodzina Campbell i ich dzieci
                                  • kkokos Re: imiona 02.06.10, 11:10
                                    mmoni napisała:

                                    > To teraz uwaga, będzie hardocorowo:
                                    > Rodzina Campbell i ich dzieci


                                    podobno aż 60 wenezuelczyków ma na imię hitler!

                                    a dziesięciu nazywa się superman gonzalez :)

                                    (zresztą w jednej z kolumbijskich telenowel występują
                                    dwudziestoparoletni bracia o wdzięcznych imionach stalin i
                                    roosevelt - to fikcja, ale chyba skądś się wzięła, skoro w wenezueli
                                    w realu zdarzają się imiona nixon, yefferson, yojanson, williams czy
                                    maolenin)

                                    i to, co mnie urzekło najbardziej: łączenie skrótów imienia matki i
                                    ojca w jedno, np.:

                                    Nelmar (imię żeńskie) - Nelson i Martha
                                    Raftina - Rafael i Robertina
                                    Fercar - Fernando i Carolina
                                    Riczabeth (imię żeńskie) - Ricardo i Elizabeth
                                    Willang - Willmer i Angelina
                                    Yolimar (imie żeńskie) - Yolanda i Mario
                                    • marslo55 Re: imiona 02.06.10, 11:52
                                      kkokos napisała:
                                      "i to, co mnie urzekło najbardziej: łączenie skrótów imienia matki i
                                      ojca w jedno, np.: Nelmar (imię żeńskie) - Nelson i Martha"
                                      Długą tradycję ma ten zwyczaj. W starożytnej Grecji dziadek zwał się
                                      np. Ujeżdżający Konie, ojciec Lubiący Jaszczurki, a syn Ujeżdżający
                                      Jaszczurki, co sensu nie miało, ale za to jakże pięknie pamięć
                                      przodków czciło.
                                      Amerykańska piosenkarka Kelis ma imię po ojcu Kennym i matce Eveliss
                                      bodajże. Ale jakby ludzie pomyśleli, to nie musieliby nowych imion
                                      tworzyć - Bruk z "Mody na Sukces", coby zaanonsować światu powicie
                                      przez nią dziecięcia Ridża, nazwała je Bridżet;)
                                • teano1 Re: imiona 02.06.10, 12:42
                                  nessie-jp napisała:

                                  > Ale przecież nie ma mowy o żadnym odrzucaniu. Dziecko możesz nazywać dokładnie
                                  > tak, jak chcesz.
                                  >
                                  > Przepisy dotyczą tylko rejestrów urzędowych. Dziecku, które nazywa się Sonata,
                                  > można wpisać w dokumenty Zofia albo Anna i tyle
                                  • nessie-jp Re: imiona 02.06.10, 16:12
                                    > Duży. Dziecko jest przekonane że ma na imię, powiedzmy, Sonata a tymczasem pani
                                    > w przedszkolu czy w szkole uparcie będzie zwracać się per "Zosiu"

                                    Wystarczy zapisać dziecko do przedszkola jako Sonatę, Dżem, Kapustę czy inny
                                    Chmiel. Rodzice mają pod tym względem dużą dowolność.

                                    Ja jednak jestem zdania, że pewne ograniczenia w nadawaniu dzieciom imion mają
                                    głęboki sens. Oby tylko wprowadzono kiedyś podobne ograniczenia w odniesieniu do
                                    nazw miejscowych, żebyśmy już nie mieli lokalizacji typu Lublin Placa, Łorsoł
                                    Tałer, Wiśniowy Biznespark itp...
                                • idrin Re: imiona 21.06.14, 15:38
                                  nessie-jp napisała:

                                  (...)
                                  > Przyznam, że nie rozumiem tych dąsów o zakazy urzędnicze. Spróbujcie
                                  > ochrzcić dziecko Lucyfer! :)

                                  Akurat z OCHRZCZENIEM dziecka o imieniu Lucyfer nie powinno być
                                  najmniejszych problemów. Chrześniakowi bowiem należy nadać imię
                                  świętego uznanego przez Kościół Katolicki, a święty Lucyfer jak
                                  najbardziej istnieje. :)

                                  pl.wikipedia.org/wiki/Lucyfer_z_Cagliari
                                  Gorzej natomiast z USC. Nie wiem, czy to imię miałoby jakiekolwiek
                                  szanse na rejestrację.

                                  idrin, lurkująca i wywlekająca stare wątki z otchłani
                          • teano1 Re: imiona 01.06.10, 21:10
                            mmoni napisała:

                            > A jednak Rada Języka Polskiego w zaleceniach dla USC pisze (...)
                            Wszystko to pięknie, strona ciekawa, ale np napisano:
                            1. Zaleca się nadawanie imion w postaci przyswojonej przez język polski, a więc np.: Jan, nie John lub Johann; Katarzyna, nie Catherine; Klara, nie łacińskie Clara ani włoskie Chiara; Małgorzata, nie Margareta; Marcin, nie Martin; Piotr, nie Peter itp.
                            >
                            A ja mam koleżankę imieniem Margareta (zwana zresztą Magdą a nie np. Margolcią, czy Małgorzatą).
                            No i zastanawiam sie czy to dlatego, że wczesniej to zalecenie nei obowiazywało, czy raczej dlatego, że urzędnik na zagrodzie równy wojewodzie :)
    • nessie-jp Jeszcze o Kopiec imionach 30.05.10, 00:50
      Uf.

      Przeczytałam 1111 postów. Jeśli jakiś mi umknął, to nie bijcie.

      Do rzeczy
      • teano1 Re: Jeszcze o Kopiec imionach 30.05.10, 12:28
        nessie-jp napisała:

        > Uf.
        >
        > Przeczytałam 1111 postów. Jeśli jakiś mi umknął, to nie bijcie.
        >
        > Do rzeczy
        • dakota77 Re: Jeszcze o Kopiec imionach 30.05.10, 13:40
          A ja sie zgadzam z Nessie. zreszta o Kopcach sporo tu kiedys pisalismy.
          Moim zdaniem autorka nie mysli o tej rodzinie ze szczegolna sympatia, a
          juz na pewno zestawiajac takie imiona z takim nazwiskiem wytyka im
          pretensjonalnosc i marny gust. Jakby laura Pyziak bylo lepsza zbitka.
          • nessie-jp Re: Jeszcze o Kopiec imionach 30.05.10, 15:38
            > Moim zdaniem autorka nie mysli o tej
            > rodzinie ze szczegolna sympatia,

            Otóż to. Kopcowie i Kopcówny są prezentowane w świetle zdecydowanie
            antyinteligenckim, że się tak pokrętnie wyrażę, co widać w każdym opisie i
            każdym przypadku opisywania ich według schematu Kopiec Imię. Żadne postacie
            pozytywne nie są tak traktowane, poboczne czy nie.

            Po pierwsze i najważniejsze zaś, Kopiec Esmeraldy mieszkają w blokach, a zatem
            nie mogą być bohaterkami inteligentnymi i budzącymi sympatię. Z mieszkańców
            bloków tylko Lelujkom udało się awansować ze straszliwych nizin społecznych
            (uwaga, ironia) do zaszczytu bycia odrzucanym przez Pyziak Różę.
            • rozdzial43 Re: Jeszcze o Kopiec imionach 30.05.10, 19:32
              nessie-jp napisała:

              >
              Z mieszkańców
              > bloków tylko Lelujkom udało się awansować ze straszliwych nizin społecznych
              > (uwaga, ironia) do zaszczytu bycia odrzucanym przez Pyziak Różę.

              Która (ta Róża) odrzuca blokowych Lelujków na rzecz pałacowego Frycka?
              • nessie-jp Re: Jeszcze o Kopiec imionach 01.06.10, 22:53
                > Która (ta Róża) odrzuca blokowych Lelujków
                > na rzecz pałacowego Frycka?

                Ależ blokowość rodziny Frycka wychodzi dopiero na etapie, na którym ta rodzina
                zaczyna być pokazywana jako siedlisko wrednych patologii i szarych depresji.
                Frycek kusi i zwodzi Różę pałacowościo-muzealnością właśnie
          • teano1 Re: Jeszcze o Kopiec imionach 30.05.10, 22:21
            dakota77 napisała:

            > A ja sie zgadzam z Nessie. zreszta o Kopcach sporo tu kiedys pisalismy.
            > Moim zdaniem autorka nie mysli o tej rodzinie ze szczegolna sympatia, a
            > juz na pewno zestawiajac takie imiona z takim nazwiskiem wytyka im
            > pretensjonalnosc i marny gust. Jakby laura Pyziak bylo lepsza zbitka.

            Ale gdzie w tym wszystkim wpadka? Bo ja nie widzę.
            • nessie-jp Re: Jeszcze o Kopiec imionach 31.05.10, 18:36
              > Ale gdzie w tym wszystkim wpadka? Bo ja nie widzę.

              Wpadką autorki jest ustawienie imienia "Esmeralda" wśród imion serialowych.
              • senseeko Re: Jeszcze o Kopiec imionach 31.05.10, 21:45
                nessie-jp napisała:

                > > Ale gdzie w tym wszystkim wpadka? Bo ja nie widzę.
                >
                > Wpadką autorki jest ustawienie imienia "Esmeralda" wśród imion serialowych.
                >
                W którym tomie pojawiła się po raz pierwszy Kopiec Esmeralda? Ktoś pamięta?
                (a konkretniej który to był rok akcji i ile Esmeralda miałaby wtedy lat? A jeszcze konkretniej, w ktorym roku Esmeralda mogła się urodzić?
                Jesli na parę lat przed pojawieniem się serialu Esmeralda, to faktycznie wpadka.
                www.filmweb.pl/serial/Esmeralda-1997-103909#
                • ananke666 Re: Jeszcze o Kopiec imionach 31.05.10, 22:21
                  Paskal nie jest chyba imieniem serialowym.
                  • senseeko Re: Jeszcze o Kopiec imionach 31.05.10, 22:40
                    ananke666 napisała:

                    > Paskal nie jest chyba imieniem serialowym.

                    Mogla być Etiennette, Fabienne i Xavier, to mógł być i Paskal.
                    Gdzie jest powiedziane, że pani Kopiec nadaje imiona wyłącznie posiłkując się serialami?
                    A pamietacie ten boom na Oliwiera? brr...
                    • ananke666 Re: Jeszcze o Kopiec imionach 31.05.10, 23:09
                      > Mogla być Etiennette, Fabienne i Xavier

                      Borze zielony, faktycznie.

                      Swoją drogą zobaczcie. Arleta, Esmeralda i Paskal to są imiona nie tak dawno
                      temu rzadko spotykane, dość niezwykłe, ale nie jakoś strasznie wydziwiane i nie
                      świadczą źle o rodzicach właścicieli. Tylko Kristal głupio wystaje z tej grupy,
                      każąc wątpić we władze umysłowe nadających.
                    • filifionka-listopadowa Re: Jeszcze o Kopiec imionach 01.06.10, 17:01
                      senseeko napisała:

                      > ananke666 napisała:
                      >
                      > > Paskal nie jest chyba imieniem serialowym.
                      >
                      > Mogla być Etiennette, Fabienne i Xavier, to mógł być i Paskal.

                      To akurat nie jest argument, Wiśniewski ma obywatelstwo niemieckie, zatem może
                      sobie pozwolić na harce i wyskoki. Jeśli przyjedziesz z Dunni (jak Dunka lub
                      Polka z tuńczykoym obywatelstwem) możesz obdarować fantastyczną Radegund,Ingard
                      a w wypadku Finlandii Aino.
                      Że o japońskich imionach nie wspomnę.
                      • teano1 Re: Jeszcze o Kopiec imionach 01.06.10, 21:25
                        filifionka-listopadowa napisała:

                        > senseeko napisała:
                        >
                        > > ananke666 napisała:
                        > >
                        > > > Paskal nie jest chyba imieniem serialowym.
                        > >
                        > > Mogla być Etiennette, Fabienne i Xavier, to mógł być i Paskal.
                        >
                        > To akurat nie jest argument, Wiśniewski ma obywatelstwo niemieckie, zatem może
                        > sobie pozwolić na harce i wyskoki. Jeśli przyjedziesz z Dunni (jak Dunka lub
                        > Polka z tuńczykoym obywatelstwem) możesz obdarować fantastyczną Radegund,Ingard
                        > a w wypadku Finlandii Aino.
                        > Że o japońskich imionach nie wspomnę.

                        No cóż. Niby racja. Ale kto zabroni panu Kopcowi miec podwójne obywatelstwo? Jesli pracuje w Niemczech zarabiajac na coraz pokaźniejszą gromadkę, to z pewnością (jak wielu poznaniaków) ma dwa paszporty. A więc może sobie spokojnie pozwolić na ekscesy :)
                        A na podlinkowanej stronie z zaleceniami Rady znalazłam:
                        W. Kupiszewski: Dlaczego Agnieszka a nie Ines? Wybierz imię dla swojego dziecka, Warszawa 1991.

                        osobiście znałam dziewczynę imieniem Inez (z na końcu). Nie miała żadnych konotacji hiszpańskich, czy w ogóle zagranicznych (pytałam)
                        • nessie-jp Re: Jeszcze o Kopiec imionach 01.06.10, 22:27
                          > > No cóż. Niby racja. Ale kto zabroni panu Kopcowi
                          > miec podwójne obywatelstwo?

                          Ależ nikt. Tylko szkoda, że autorka tego nie napisała. Bo skoro nie napisała, to
                          wpadka z tą Kristal i tyle. W końcu nie chodzi o to, co czytelniczki mogą
                          wymyślić na usprawiedliwienie autorki, tylko o to, czy tekst napisany jest się w
                          stanie obronić.


                          > osobiście znałam dziewczynę imieniem Inez (z na końcu).

                          Ja też. Ale chociaż nie była cudzoziemką, a jej rodzice byli Polakami, jej imię
                          nadano (zarejestrowano) za granicą. Jak wróciła do Polski, to urzędnicy już
                          wielkiego wyboru nie mieli.

                          Zresztą wytyczne, na które powołujemy się w przypadku Kristal, weszły chyba w
                          życie już po transformacji ustrojowej, a "moja" Inez rodziła się w latach 70-tych.
                          • kkokos Re: Jeszcze o Kopiec imionach 01.06.10, 23:32
                            Ale kto zabroni panu Kopcowi
                            > > miec podwójne obywatelstwo?
                            >
                            > Ależ nikt. Tylko szkoda, że autorka tego nie napisała. Bo skoro nie napisała, t
                            > o
                            > wpadka z tą Kristal i tyle. W końcu nie chodzi o to, co czytelniczki mogą
                            > wymyślić na usprawiedliwienie autorki, tylko o to, czy tekst napisany jest się
                            > w
                            > stanie obronić.


                            przepisy przepisami, a urzędnicza wola urzędnicza wolą. w końcu te isaury i
                            izaury jakoś przepchnięto w obu pisowniach (choć niby powinno być po polsku
                            izaura). w roku 1980 na śląsku zarejestrowano jednego sandokana. w podstawówce
                            miałam jedną inez (urodzoną w końcu lat 60., żadnych związków z hiszpanią).
                            rjp teraz zaleca jessikę, ale kilka lat temu zalecała spolszczać, co się tylko
                            da, więc chodzą po polsce i dżesiki. w czym zresztą gorsza dżesika od andżeliki
                            - oba potworki. nie wolno dodawać dywiza (ma być anna maria, nie anna-maria),
                            ale znam jedną annę-katarzynę (nikt jej nie wierzył, ale tak miała w dowodzie).

                            więc kristal wcale nie musi być wpadką autorki, tylko efektem miękkiego serca
                            urzędniczki w usc, zmiękczonego dodatkowo bombonierką :)
                            • nessie-jp Re: Jeszcze o Kopiec imionach 01.06.10, 23:37
                              > więc kristal wcale nie musi być wpadką autorki, tylko efektem miękkiego serca
                              > urzędniczki w usc, zmiękczonego dodatkowo bombonierką :)

                              E, to skoro już tłumaczymy za autorkę, to ja stawiam, że szwagierka pani Kopiec
                              pracuje w USC! O. I te wszystkie Dżejn i Kristale przepycha.

                              Swoją drogą, o ileż ładniej już brzmią Esmeralda czy Paskal od Hildegardy i
                              Wolfganga, o Frycu nie wspominając... chyba wolę imiona z kręgu kultury
                              romańskiej. Chociaż ani Milena, ani Melania też mi się nie podobają.



                              *(no dobra, wspomnę, bo mi się przewraca od tego zdrobnienia obrzydliwego --
                              dobrze, że jest zakaz rejestrowania dzieci pod imionami zdrobniałymi!)
                              • nessie-jp Re: Jeszcze o Kopiec imionach 01.06.10, 23:38
                                ** znaczy ten przypis miał być do ohydnego zdrobnienia "Frycek"
                              • kkokos Re: Jeszcze o Kopiec imionach 01.06.10, 23:49
                                > Swoją drogą, o ileż ładniej już brzmią Esmeralda czy Paskal od Hildegardy i
                                > Wolfganga, o Frycu nie wspominając... chyba wolę imiona z kręgu kultury
                                > romańskiej.

                                no właśnie, wszystko jest kwestią upodobań - w klasie mojego syna, dwujęzycznej
                                z niemieckim, są takie, co uwielbiają brzmienie tego języka i niemieckie,
                                twarde, męskie, stanowcze imiona.

                                ja też wolę esmeraldę - a najbardziej żałuję, że w polsce nie mogłabym nazwać
                                córki mercedes. ani maite. ani nivea.
                                • nessie-jp Re: Jeszcze o Kopiec imionach 02.06.10, 02:11
                                  > no właśnie, wszystko jest kwestią upodobań - w klasie mojego syna, dwujęzycznej
                                  > z niemieckim, są takie, co uwielbiają brzmienie tego języka i niemieckie,
                                  > twarde, męskie, stanowcze imiona.

                                  Co śmieszne, ja nawet lubię niemiecki (i trochę znam), natomiast ni w ząb nie
                                  znam francuskiego ani żadnego języka romańskiego, a francuskiego w ogóle bardzo
                                  nie lubię "z brzmienia". Tylko imiona. A niemiecki, którego brzmienie lubię,
                                  doprowadza mnie do drgawek odrazy z powodu zdrobnień imion w stylu Schnappi,
                                  Jurgi, Andi, Hansi i tym podobnych (to męskie, choć i Steffi brzmi ohydnie), nie
                                  mówiąc już o pełnych wersjach Udo, Jurgen, czy Kurt.

                                  Ale jak wiadomo, nie to ładne, co ładne...

                                  PS. Lora to faktycznie od razu skojarzenie z taką platformą kolejową do przewozu
                                  tirów...
                          • teano1 Re: Jeszcze o Kopiec imionach 02.06.10, 12:16
                            nessie-jp napisała:

                            > > osobiście znałam dziewczynę imieniem Inez (z na końcu).
                            >
                            > Ja też. Ale chociaż nie była cudzoziemką, a jej rodzice byli Polakami, jej imię
                            > nadano (zarejestrowano) za granicą. Jak wróciła do Polski, to urzędnicy już
                            > wielkiego wyboru nie mieli.
                            >
                            > Zresztą wytyczne, na które powołujemy się w przypadku Kristal, weszły chyba w
                            > życie już po transformacji ustrojowej, a "moja" Inez rodziła się w latach 70-ty
                            > ch.
                            >

                            "Moja" Inez jakieś 10 lat później.
                            I nie pamiętam miejsca jej urodzenia, ale było to jakieś polskie miasto.

                            A Krystal urodziła się przed czy po transformacji? Bo nie pamiętam.
                            Ona chyba występuje w JT, prawda?

                            (Wiesz byłoby dziwne gdyby autorka pisała o Kopcach szczegółowo skoro są znani czytelnikom wyłacznie z danych personalnych. Li i jedynie. Czy "panidyrektorzajączek" miała czytać listę obecności dodając przy każdym dziwnym imieniu "a no tak" i podsumowując na końcu "no, jak ktoś ma podwojne obywatelstwo to potem mu odbija z nadawaniem imion dzieciom"?

                            Postacie n-tego planu siłą rzeczy są (i powinny być) niedopowiedziane.)
                  • ginny22 Re: Jeszcze o Kopiec imionach 31.05.10, 22:53
                    Serialowym nie, ale telewizyjnym (też powstaje pytanie o korelację
                    daty urodzenia Kopca Paskala z pojawieniem się kucharza o tym
                    wdzięcznym imieniu w tv).
                • nessie-jp Re: Jeszcze o Kopiec imionach 31.05.10, 22:42
                  We wcześniejszych postach dziewczyny szerzej opisały sprawę Esmeraldy:

                  forum.gazeta.pl/forum/w,25788,20481143,95730099,Re_Kopiec_Esemralda.html?wv.x=2
    • villka Re: Wpadki 02.06.10, 17:10
      W którejś z książek Grzesiu bierze Gabrysię za miasto pożyczonym maluchem i w drodze natykają się na tego dużego grubasa z brodą od kłamczuchy. I jest taka fajna wpadka jak auto się psuje a Gabrysia przez przednią szybę obserwuje Grzesia jak dłubie coś pod maską. W maluchu silnik jest z tyłu:))
      • natasza.ski Re: Wpadki 03.06.10, 13:39
        Witam serdecznie Wszystkich Forumo-Musierowiczów!

        Z wypiekami na twarzy okrągłej (taka ze mnie Cesia trochę: "pycho
        rumiane" i blondyneczka, tylko oczy mam niezielone a błękitne) od ponad
        roku zaglądam nieśmiało tu do Was. Nareszcie, skuszona bogactwem
        jeżycjadowej tematyki, jaką poruszacie, i smacznym stylem Waszej
        pisaniny, postanowiłam do Was dołączyć. Może nie przegonicie? :)

        I od razu, taka oto drobna nieścisłość, która pojawia się w Jeżycjadzie
        (jeśli było - wybaczcie, jeśli nie - będzie wyglądało na czepianie się,
        ale co mi tam):

        W "Kłamczusze" Aniela przybywa (śladami Apollina-Pawełka) do Poznania
        (sierpień 1977). Zatrzymuje się u Mamertów, o czym informuje listownie
        swoją przyjaciółkę, Kasię Kurkównę: "(...)nasza poznańska rodzina -
        KUZYN ojca, mówiłam Ci, pamiętasz? - zrządzeniem losu mieszka dosłownie
        200 metrów od domu Pawełka". Mamert Kowalik jest jej pojawieniem się
        oczywiście bardzo zaskoczony: bo nie widział jej nigdy wcześniej,
        a "Józka ostatnio widziałem ze 100 lat temu, na weselu naszej ciotki"
        (kiedy to, nota bene, "kompletnie się wtedy ur... to jest, świetnie się
        wtedy bawiliśmy").

        Natomiast już w "Idzie sierpniowej", w sierpniu 1979, pada
        stwierdzenie, że "doktor Kowalik = STRYJ Anieli".

        I oto mylne nazewnictwo mi chodzi, bo przecież "stryj" to nazwa
        zastrzeżona dla BRATA ojca, li i jedynie. Vide: stryj Józef Borejko.
        • mika_p Re: Wpadki 28.08.10, 22:14
          natasza.ski napisała:
          > I oto mylne nazewnictwo mi chodzi, bo przecież "stryj" to nazwa
          > zastrzeżona dla BRATA ojca, li i jedynie. Vide: stryj Józef Borejko.

          E, to nie wpadka, tylko uproszczenie.
          Ja o mojej ciotecznej babce mówię per "ciocia", tak jak cała rodzina, dla mojej
          mamy i jej rodzeństwa to faktycznie ciocia, dla mojego pokolenia cioteczna
          babcia, ale jak się mówi "ciocia Irenka", to wiadomo o kogo chodzi.

          W niektórych regionach Polski bliski kuzyn to jest cioteczny/stryjeczny brat,
          więc Mamert ostatecznie może być ciotecznym stryjem Anielli, w skrócie stryjem.
          Wystarczy, że gdzieś ktoś komuś tłumaczył powiązanie rodzinne, a w pamięci
          zostało "spokrewniona z ojcem Anielli osoba płci męskiej z tego samego
          pokolenia", czyli coś w rodzaju stryja, w skrócie stryj.
    • yo-a-ko podsłuchująca Laura w NiN 18.07.10, 09:14
      Hmmm, nie pamiętam, czy już ktoś o tym pisał? (wątki - "wpadki/przedziwne
      zachowania" czytałam dawno).
      Otóż w NiN Laura podsłuchuje w nocy rozmowę Gaby z Nutrią na temat m. in.
      wyjazdu - i + - "zaciera rączki i stwierdza, że najwyższy czas się pakować". No
      i - co? Wzięła się do tego pakowania w środku nocy? Powodując niechybne
      zainteresowanie Gaby, co to za hałasy dochodzą z pokoju dziewczynek, a potem -
      odkrycie, że skoro wie o wyjeździe, podsłuchiwała wiadomą rozmowę?
      A może - to jest właśnie "domyślny" przebieg dalszej akcji, sugerowany przez MM?
      I "sugerowane" jest również to, że - odkrycie, iż Laura podsłuchiwała, NIE
      wywołało żadnych komentarzy czy konsekwencji (jeśli tak - to dla mnie kolejny
      dowód na to, że Gaba jest fatalną matką).
      • the_dzidka Re: podsłuchująca Laura w NiN 18.07.10, 19:04
        > Otóż w NiN Laura podsłuchuje w nocy rozmowę Gaby z Nutrią na temat
        m. in.
        > wyjazdu - i + - "zaciera rączki i stwierdza, że najwyższy czas się
        pakować". No
        > i - co? Wzięła się do tego pakowania w środku nocy?

        Eee, to przecież taka przenośnia! Nie przesadzajmy w tym tropieniu
        wpadek, bo to akurat podwpadkę nie podchodzi. Co, nigdy nie myślałaś
        sobie: "Wakacje, niedługo jadę na obóz, najwyższy czas się pakować"?
        I czy to oznaczało, że zabierasz się za to natychmiast, nawet jeśli
        jesteś akurat w tramwaju?
        • marslo55 Re: podsłuchująca Laura w NiN 19.07.10, 13:27
          the_dzidka napisała:
          "Co, nigdy nie myślałaś sobie: "Wakacje, niedługo jadę na obóz,
          najwyższy czas się pakować"? I czy to oznaczało, że zabierasz się za
          to natychmiast, nawet jeśli jesteś akurat w tramwaju?"
          Też to tak odbieram. Laura mogła się namyślać, co wziąć ze sobą,
          odłożyć kilka rzeczy, ale na pewno nie ściągała po nocy plecaka z
          szafy (chociaż.. jeśli kradzież jest OK, to dlaczego podsłuchiwanie
          miałoby nagle być fe?)

          • lezbobimbo Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 22.07.10, 16:22
            A propos podsluchiwania, przypomnialo mi sie cos, co draznilo mnie od czasu
            pierwszego przeczytania. Nie wiem, czy to po prostu irytacja
            bezsensownoscia Gaby i Neojezycjady jak zwykle, ale cos mi nie bangla. (Jesli
            bylo juz to roztrzasane, to wybaczcie).
            W plugawym opku znanym jako Jemieniny Pyza wraca do domu na rauszyku po
            spotkaniu Lelujków 3, omdleniu, szukaniu Ignasia itd. Kiedy Pyziakówny ida spac,
            Laura dopytuje sie, co sie wydarzylo i co tez Pyza wyprawiala, na co Rózia zbywa
            ja "ot, wieczór jak wieczór". Co ma Tygrysice wsciec az tak, ze rozjuszona rzuca
            poduszka i tlucze szklany wazon. Nastepuje zaraz akapit z Gaba, która lezac w
            lózku slyszy, ze cos tam sie u dziewczynek stluklo. Najpierw NIE CHCE SIE jej
            wstawac, ale wyobraza sobie, ze rano nadepna na szklo i sie pokalecza. Wiec Gaba
            wstaje i biegnie na pomoc! Aby zobaczyc, ze oczywiscie dziewczyny jeszcze nie
            spia, tylko dobra Pyzunia patrzy na Gabe porozumiewawczo miedzy pokoleniami, a
            obrazona Tygrysica bulgocze w swoim mateczniku.
            I tak:
            Po pierwsze primo wpadkowe, jak do cholery Gaba uslyszala brzek tluczonego
            wazonu, a nie uslyszala, ze dziewczyny sekunde przedtem gadaly? Przeciez nie
            szeptaly (bo niby dlaczego mialyby?) tylko gadaly sobie we wlasnych lózkach
            przed snem, jak czynia to n.p. rodzice Borejko. Wazony rzadko tluka sie same z
            siebie, a nawet jesli dziewczyny juz by spaly, to dzwiek obudzilby JE przede
            wszystkim, skoro byly w tym samym pokoju co wazon - jesli Gaba we wlasnym lózku,
            zza zamknietych drzwi i czelusci gumowego mieszkania slyszala, to tym bardziej
            powinny uslyszec to ONE same. W dodatku jak bezblednie Gaba rozpoznala na sluch,
            co sie stluklo, gdzie dokladnie lezy i czym grozi! Moim zdaniem to ucho gabine
            jest naciagane i wybiórcze tak, ze praktycznie wpadka. Co Wy na to?

            Po drugie secundo, irytacja i kompletna bezsens: dziewczyny nie sa niemowlakami,
            a jednak ich matka wstaje z lózka, aby przybiec i im posprzatac w nocy. Bo
            nastoletnim królewnom korona z glowy spadlaby, jakby sie pofatygowaly posprzatac
            szklo wlasnorecznie, a raczej wlasnopoduszkowo rozbite. Dlaczego Gaba leci im
            sprzatac? Przeciez wiadomo, ze dobra córeczka Pyza pierwsza wyskoczylaby z
            lózka, posprzatalaby w mig i jeszcze pewnie zaparzylaby uspakajajaca melise dla
            calej rodziny, skoro juz byla w kuchni ze zmiotka. Gaba motywuje swoje
            bezsensowne parcie na szklo tym, ze córki pierwsze co, to rano nadepna na
            stluczke na bosaka. W lutym na boso? Przeciez to dzien po Walentynkach, wieczór
            wczesniej w akcji wystepuja czapki i szaliki. Minimum samozachowawcze to byloby
            biegac po domu w cieplych laczkach i swetrach. Czy moze Pyziakówny jako
            pomioty zuego oprawcy o stalowym pysku sa wiecznie gorace, jak wilkolaki?
            Ja rozumiem troske matczyna, jesli to bylyby kilkuletnie dzieci, i do tego nieco
            leniwe, które zamiast posprzatac po sobie stluczone szklo albo zawolac
            doroslych, zasnelyby niefrasobliwie i rano rzeczywiscie mogly zapomniec, ze maja
            nie biegac na boso w lutym, oraz ze maja szklo na podlodze. Ale przeciez
            Pyziakówny w Jemieninach to juz calkiem rosle jalówki! Pyza ma 16 lat, Laura
            jakies 13-14? W tym wieku dawno wiedzialyby, ze panienkom nie wypada wycinac
            holubców
            gola nózka po szkle, tylko stluczone sprzatnac.
            No ale jak wiadomo w Jezycjadzie matka rodu ma byc robotem stepfordzkim i
            harowac bezsensownie za wszystkich, nawet gdy najmlodsze piskleta juz sa
            doskonale zdatne do uzywania swych pelnosprawnych rak. Bron Bohunie czegos
            wymagac od dzieci albo od nastolatków w Jezycjadzie. Tak jak wkurza mnie zawsze
            scena w KK, gdzie mama Borejko wojuje z elektroluksem, a tymczasem przyszla
            opoka Jezyc, sloneczna Gaba byczy sie przemilo z ksiazka, docinajac jeszcze
            mamuni dobrotliwie, gdy Idusia szuka rajstop. Jedynym ich obowiazkiem wydaje sie
            noszenie wegla, poza tym to tylko mama Borejko szoruje te przyslowiowe wanny,
            gdy reszta domowników gnije kolami do góry. Macierz borejkowska jednakze bedzie
            harowac w milczeniu, dopóty sie nie popsuje - nie zazada, ani nawet nie poprosi
            o pomoc. Gaba jako przyszle sloneczko Jezyc sama musi sie najpierw zawstydzic,
            zeby zauwazyc, ze chalupa sama sie nie sprzatnie, kiedy robota zabraklo.. a
            potem sama stanie sie takim robotem, owijajacym nastoletnie dzieci w wate.
            • the_dzidka Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 22.07.10, 17:16
              > Wazony rzadko tluka sie same z
              > siebie, a nawet jesli dziewczyny juz by spaly, to dzwiek obudzilby
              JE przede
              > wszystkim

              Nie rozumiem. Sugerujesz, że Laura rzuciła wazonem przez sen?
              • lezbobimbo Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 22.07.10, 20:52
                the_dzidka napisała:
                > > Wazony rzadko tluka sie same z> > siebie, a nawet jesli dziewczyny juz >>by
                spaly, to dzwiek obudzilby JE przede> > wszystkim

                > Nie rozumiem. Sugerujesz, że Laura rzuciła wazonem przez sen?

                Tak, tak wlasnie :P
                Mialam na mysli, ze gdyby laski spaly, a wazon z blizej niewytlumaczonych
                powodów spadlby sam i sie stlukl, to powinny to uslyszec i sie moze nawet
                obudzic przede wszystkim dziewczyny. Skoro byl to dzwiek az tak donosny, ze
                slyszala to Gaba w swoich gumowych czelusciach.
                A skoro nie spaly, to jedna rozwalila wazon poducha i beznamietnie zostawily
                szklo na pastwe wlasnego losu, az przybiegla mamunia. Jak male dzieci,
                wszetecznica, jak dzieci :D
                • senseeko Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 27.08.10, 22:07
                  lezbobimbo napisała:

                  > the_dzidka napisała:
                  > > > Wazony rzadko tluka sie same z> > siebie, a nawet jesli dzi
                  > ewczyny juz >>by
                  > spaly, to dzwiek obudzilby JE przede> > wszystkim
                  >
                  > > Nie rozumiem. Sugerujesz, że Laura rzuciła wazonem przez sen?
                  >
                  > Tak, tak wlasnie :P
                  > Mialam na mysli, ze gdyby laski spaly, a wazon z blizej niewytlumaczonych
                  > powodów spadlby sam i sie stlukl, to powinny to uslyszec i sie moze nawet
                  > obudzic przede wszystkim dziewczyny. Skoro byl to dzwiek az tak donosny, ze
                  > slyszala to Gaba w swoich gumowych czelusciach.
                  > A skoro nie spaly, to jedna rozwalila wazon poducha i beznamietnie zostawily
                  > szklo na pastwe wlasnego losu, az przybiegla mamunia. Jak male dzieci,
                  > wszetecznica, jak dzieci :D
                  >
                  Moim zdaniem to nie wpadka. Już jamniczysko zwróciło uwagę, że dziewczyny w walonkach nie śpią - czepianie się o bose nogi to zwyczajne czepialstwo.
                  Zresztą np. ja i w grudniu i w lutym chadzam po mieszkaniu boso. Owszem w kapciach, ale na bosą stopę. Taki kaprys. A jak się śpieszę, to i bez kapci bosą stopą potrafię przejśc nawet nie w obrębie jednego pomieszczenia, ale i między pokojami. :P
                  Po drugie - często zdarza mi się nie słyszeć rozmów, ale brzęk tłuczonego szkła, czy upadającego przedmiotu (nawet u sąsiadów) - usłyszę bezbłędnie.
                  Takoż Gaba.
                  A że woli zmieść bo wie, że nastolatka woli się pokaleczyć niż duszyć rupę, to typowe dla matki nastolatki. Jedna matka to oleje - a niech się smarkata pokaleczy będzie miała nauczkę i na drugi raz sprzątnie - a druga przedkłada całość powłok skórnych córki nad aspekty wychowawcze. Wolno jej.
                  Innymi słowy - czepiacie się Towarzyszko.
                  Nie wpadka.
            • slotna Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 22.07.10, 19:56
              >poza tym to tylko mama Borejko szoruje te przyslowiowe wanny

              Gdzie, gdzie przyslowie o wannie?! ;))
              • lezbobimbo Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 22.07.10, 21:04
                slotna napisała:
                > >poza tym to tylko mama Borejko szoruje te przyslowiowe wanny
                > Gdzie, gdzie przyslowie o wannie?! ;))

                No jak to gdzie. Nie wylewaj Borejki z kapiela :)
                Wanna staje sie przyslowiowa, gdy mama Borejko uwaza szorowanie jej za
                wychowywanie dzieci, a potem wanna jest tez osia wstydu Gabrieli za lenistwo :P
                • jamniczysko Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 23.07.10, 07:52
                  Z bosą nóżką po szkle bym się nie czepiała. Mimo wszystko, panienki
                  nie spały w walonkach i co rano spuszczały na podłogę z łóżeczka
                  BOSE nóżki, nieprawda.
                • slotna Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 23.07.10, 11:25
                  > No jak to gdzie. Nie wylewaj Borejki z kapiela :)
                  > Wanna staje sie przyslowiowa, gdy mama Borejko uwaza szorowanie jej za
                  > wychowywanie dzieci, a potem wanna jest tez osia wstydu Gabrieli za lenistwo :P

                  Ojtam, ojtam :P Wpienia mnie to "przyslowiowe" ostatnio. Nie wiem, czy nie bardziej niz "dwutysieczny dziesiaty". Piszesz jak przyslowiowa kura przyslowiowym pazurem, wyskoczylas jak przyslowiowy filip z przyslowiowych konopi, a ja wylewam przyslowiowe dziecko z przyslowiowa kapiela... ;)
                  • marslo55 Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 23.07.10, 13:04
                    slotna napisała:
                    "Ojtam, ojtam :P Wpienia mnie to "przyslowiowe" ostatnio. Nie wiem,
                    czy nie bardziej niz "dwutysieczny dziesiaty"."
                    Bo też jest rzeczywiście nieuzasadnione. Jeśli np. Borejki plotą w
                    kółko o budce z kurczakami, to nie znaczy, że jest to budka
                    przysłowiowa. Musieliby najpierw ukuć przysłowie.
                    • the_dzidka Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 23.07.10, 13:20
                      Na przykład "Gość w budkę, Bóg w budkę".
                      • jamniczysko Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 23.07.10, 14:51
                        Albo "Na kurczaku budka gore"...
                        • melmire Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 23.07.10, 16:08
                          Albo : nie budka zdobi kurczaka, ale kurczak (z ekologicznej hodowlii Baltony)
                          budke. Ewantualnie : lepsza budka w garsci, niz teleskop na dachu :)

                          A do wanny : Kto wanne szoruje, ten od wanny ginie.
                          • melmire Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 23.07.10, 16:13
                            Po namysle stwardzam ze najbardziej mialoby sens : lepszy teleskop w folii, niz
                            kurczak na budce, gdyby nie to ze puste ramiona i tak dalej :)
                    • slotna Re: podsłuchująca Gaba w Imieninach 23.07.10, 21:58
                      > Bo też jest rzeczywiście nieuzasadnione. Jeśli np. Borejki plotą w
                      > kółko o budce z kurczakami, to nie znaczy, że jest to budka
                      > przysłowiowa. Musieliby najpierw ukuć przysłowie.

                      O nic innego mi nie chodzilo, panie Kaziu ;)
    • black-apple Re: Wpadki 27.08.10, 01:34
      Nie wiem czy ktoś wspomniał o tej wpadce, ale dorzucę choćby w ramach
      odświeżania wątku. Ostatnio wróciłam do jednej z moich ulubionych
      musierowiczowych książek, NiN. Wszystko fajnie i pięknie, tylko jedna rzecz
      ukuła. Gdy Natalia z dziewczynkami rozbija obóz przy jeziorze i razem dyskutują,
      pojawia się wzmianka o tym, że o tej porze Laura, parafrazuję, wymiotowałaby
      Bernardowi na plecy w maluchu jadącym do domu Żeromskich. Tak, typ samochodu
      jest tam poddany. Następnie mamy scenę z Gabrysią, do której dzwoni Aniela, żeby
      poinformować ją o nieobecności Nutrii i dziewczynek. Dzwoni z dworca, i nawet
      rozmawia z konduktorem. Jedna rzecz mnie zastanawia: jak w małym maluchu mógł
      się zmieścić sporych rozmiarów mężczyzna (Bernard), jego żona (Aniela), Natalia
      i dwie dziewczynki, a do tego ich plecaki, toboły i gitara (wnioskując z jednego
      obrazka całkiem sporych rozmiarów). Rozumiem, że Żeromscy w przód, reszta w tył
      a bagaż do bagażnika, ale nie sądzę, by udało im się w tym bagażniku zmieścić te
      trzy duże plecaki + gitarę, a sam maluch nie grzeszy objętością. Równie dobrze
      mógł tylko sam Bernard przyjechać jako kierowca i komitet powitalny w jednym,
      wtedy Nutria usiadłaby na przodzie, zaś dziewczynki z plecakami i instrumentem
      jakoś zmieściłyby się na tyle. A wy jak sądzicie: wpadka czy nie?
      • the_dzidka Re: Wpadki 27.08.10, 08:26
        W bagażniku malucha nie zmieściliby nawet samej gitary, bo bagażnik
        był bagażnikiem tylko z nazwy. No, chyba że mieli dachowy, co przy
        posiadaniu bliźniaków nie byłoby takie głupie. Oczywiście dachowy w
        sensie kratki mocowanej na dachu, nie w sensie eleganckiego
        opływowego pudła.
        Czyli bagaże w samochodzie, plus pięć osób - IMHO niewykonalne.
        Wpadka.
        • marslo55 Re: Wpadki 27.08.10, 13:30
          the_dzidka napisała:
          "Czyli bagaże w samochodzie, plus pięć osób - IMHO niewykonalne."
          A bagaże plus pięć osób? Aniella przecież nie musiałaby jechać
          z Bernardem, a dziecko to nie za wielka osoba. A może rzeczywiście
          dałoby się coś wciągnąć na dach? Moim zdaniem za mało danych do
          stwierdzenia wpadki.
          • black-apple Re: Wpadki 27.08.10, 13:52
            No tak, przecież Aniela mogła pobiec za nimi... i na nogi to dobre, i na figurę.

            I nie dziecko, ale DZIECI. Konkretnie Pyza i Tygrysek. Może Tygryska dałoby się
            jeszcze zmieścić między trzema dużymi (sprawdź na rysunku jak sobie je autorka
            wyobraża) plecakami i gitarą, ale Pyza? Pulchniejsza od siostrzyczki, tak gwoli
            ścisłości.
        • maryboo Re: Wpadki 27.08.10, 13:55
          the_dzidka napisała:

          > W bagażniku malucha nie zmieściliby nawet samej gitary, bo bagażnik
          > był bagażnikiem tylko z nazwy. No, chyba że mieli dachowy, co przy
          > posiadaniu bliźniaków nie byłoby takie głupie. Oczywiście dachowy w
          > sensie kratki mocowanej na dachu, nie w sensie eleganckiego
          > opływowego pudła.
          > Czyli bagaże w samochodzie, plus pięć osób - IMHO niewykonalne.
          > Wpadka.

          E, niekoniecznie. W czasach PRLu mój wujek, o gabarytach identycznych z
          bernardowymi, udał się wraz z żoną (i najprawdopodobniej znajomymi) maluchem na
          wczasy do Bułgarii ;) Także przejazd z dworca do domu Kłamczuchy nie byłby takim
          znowu nieprawdopodobieństwem.
          • aganoreg Re: Wpadki 27.08.10, 14:13
            Ale mowimy o przejezdzie z dworca w Gdyni do Leby - piec osob i bagaze to malo
            prawdopodobne. Chyba ze Bernard zabralby tylko bagaz i dziewczynki, a Aniela z
            Natalia zlapalyby stopa ;)
            • maryboo Re: Wpadki 27.08.10, 14:31
              aganoreg napisała:

              > Ale mowimy o przejezdzie z dworca w Gdyni do Leby - piec osob i bagaze to malo
              > prawdopodobne. Chyba ze Bernard zabralby tylko bagaz i dziewczynki, a Aniela z
              > Natalia zlapalyby stopa ;)

              Fakt, zapomniałam, że dworzec nie w Łebie. Ale czy mimo wszystko nie daliby
              rady? Ja to widzę tak: Berni za kierownicą, Aniella z przodu trzymająca któryś z
              bagaży (np. te nieszczęsną gitarę), jeden z plecaków dziewczynek do bagażnika
              (więcej faktycznie mogłoby nie wejść), druga z sióstr trzymająca swój tobół na
              kolanach plus plecak Natalii upchnięty pomiędzy resztę wolnego miejsca w maluchu ;)
              Jasne, że to by było piekielnie niewygodne i dziwi mnie, że Nutria nie wolała
              np. poczekać na autobus ewentualnie drugi pociąg. Ale fizycznie IMO by się w
              aucie zmieścili (choć z trudem ;))
              • black-apple Re: Wpadki 27.08.10, 14:48
                Ludzie! Spójrzcie na rysunek na stronie 80. Wypchane, duże na długość całych
                pleców plecaki i do tego jeszcze Nutria ma jakiś dodatkowy (czwarty, nie licząc
                gitary) tobół, najpewniej złożony namiot - jakby się to zmieściło w maluchu?
                Trzy osoby na tyle już wykorzystują całą powierzchnię. Jak dla mnie w miarę
                komfortowy i NORMALNY przejazd jest niemożliwy. Dla mnie ewidentna (i typowa dla
                niej), wynikająca z niemożności/braku ochoty sprawdzenia informacji i
                niedbalstwa, wpadka Musierowicz. Równie dobrze tylko Bernard mógł przyjechać,
                przecież to człowiek dorosły, który spełniłby też rolę Kłamczuchy w fabule, to
                jest poinformowania Gabrysi o nieobecności Nutrii i spółki i afery z Bratkiem.
                Aniella jest tu IMO zbędna.
                • maryboo Re: Wpadki 27.08.10, 15:04
                  black-apple napisała:

                  Jak dla mnie w miarę
                  > komfortowy i NORMALNY przejazd jest niemożliwy.

                  Cóż, komfortowy i normalny na pewno nie. Oni by się musieli tam ściskać jak
                  jasna choinka, dodatkowo niemal w całości przykryci bagażami. Niemniej, jakoś
                  ludzie tymi skrzynkami jeździli nawet za granicę...

                  Równie dobrze tylko Bernard mógł przyjechać,
                  > przecież to człowiek dorosły, który spełniłby też rolę Kłamczuchy w fabule, to
                  > jest poinformowania Gabrysi o nieobecności Nutrii i spółki i afery z Bratkiem.
                  > Aniella jest tu IMO zbędna

                  Święta prawda. Zbędny jest tu zresztą i sam maluch - naprawdę, wygodniej by było
                  Nutrii poczekać na jakiś publiczny środek lokomocji.
                  Nawiasem mówiąc, o ile jestem w stanie uwierzyć, że Bernard, spragniony
                  towarzystwa, pruje niezły kawał drogi z Łeby do Gdyni, o tyle już Anieli sobie w
                  tej sytuacji nie wyobrażam. I w ogóle, co to za pomysł - nie dość, że Nutria
                  będzie na waleta mieszkać w ogrodzie Kłamczuchy, to jeszcze gospodarze muszą się
                  po nią fatygować taki kawał? Mam nadzieję, że przynajmniej pomysł wyszedł od
                  Żeromskich, a nie np. od Gabusi, bo "co to dla was, taki kawałeczek przejechać".
                  • black-apple Re: Wpadki 27.08.10, 15:49
                    Znazlazłam zdjęcie wnętrza trochę rozebranego, ale jednak malucha:
                    upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/1b/PL_Fiat_126p_cut.JPG
                    Jak na moje oko to - przy ustaleniu, że Borejkówny siadają na tyle - dałoby się
                    tam zmieścić jeden wypchany (jak to opisuje autorka na stronie 24) plecak plus
                    ten mniejszy tobołek ze złożonym namiotem, tak na zasadzie trzymania na
                    kolanach. Tylko że byłoby to bardzo ryzykowne przy np. nagłym hamowaniu, bo taki
                    ciężar zawsze może polecieć w stronę kierowcy albo zmiażdżyć inne pasażerki. No,
                    ale pamiętamy Łusie siedząca na kolanach Marka, więc wiemy, że Musierowicz
                    podchodzi dość swobodnie do tej kwestii :P Jak dla mnie w dalszym ciągu wpadka.
                    I mam tu na myśli i środek transportu, i zbędną obecność Anielii.

                    Natomiast Gabriela to zachowała się egoistycznie pakując Pyzę i Tygryska z
                    Nutrią, kiedy ta wyraźnie jej powiedziała, że chcę pojechać do "samotni", sama
                    aby przemyśleć ważną decyzję jej życia. A ta "zawsze współczująca, dobra i
                    opiekuńcza" siostra na siłę dosłownie wpycha jej własne dzieciaki, argumentując
                    że to są jej dzieci, bla bla, ratuje ją z opresji... no na litość boską! Jak już
                    wpadły na pomysł Kłamczuchy wypoczywającej w Łebie, to mogła pomyśleć o innych
                    przyjaciołach rodziny, takich jak Pan Jankowiak z żoną, którzy nie dość że
                    przyjęli by dziewczynki bez problemu, to jeszcze koszty podróży byłyby tańsze.
                    Tak Nutria udałaby się do swej samotni, a dziewczynki miałyby udane wakacje z
                    dala od betonowego Poznania. Wilk syty, owca cała. Jak dla mnie wielka irytacja
                    i wpadka w jednym - tak odnośnie wiarygodności św. Gabrieli Poznańskiej.

            • senseeko Re: Wpadki 27.08.10, 23:00
              aganoreg napisała:

              > Ale mowimy o przejezdzie z dworca w Gdyni do Leby - piec osob i bagaze to malo
              > prawdopodobne. Chyba ze Bernard zabralby tylko bagaz i dziewczynki, a Aniela z
              > Natalia zlapalyby stopa ;)

              Serio z Gdyni? A po cholerę, skoro latem pociąg dochodzi do samej Łeby?

              Ktoś mógłby zacytować jak MM w NN wyobraża sobie podróz N i dziewcząt?
              • black-apple Re: Wpadki 27.08.10, 23:35
                O, znalazłam jeszcze lepszy cytacik i odpowiedź na to czy to Żeromscy
                zaproponowali odbiór dziewczyn w Łebie czy też Gabrysia/Natalia ich na to
                namówiła/y.

                "Ale cóż. Słowo się rzekło, bilety się kupiło, skłoniło się Bernardów do
                przyjazdu z Łeby i oczekiwania na dworcu w Gdyni" ze strony 40.

                Czyli wpadka przepotworna, bo do tego dochodzi czysty egoizm Gabrysi która nie
                dość, że narzuca swoje dziewczynki pragnącej spokoju i samotności ciotce, to
                jeszcze wciąga w to wszystko Żeromskich. Moja niechęć do niej właśnie skoczyła o
                jakieś 10 punktów do góry :D
                • senseeko Re: Wpadki 28.08.10, 00:03
                  black-apple napisała:

                  > "Ale cóż. Słowo się rzekło, bilety się kupiło, skłoniło się Bernardów do
                  > przyjazdu z Łeby i oczekiwania na dworcu w Gdyni" ze strony 40.
                  >
                  > Czyli wpadka przepotworna, bo do tego dochodzi czysty egoizm Gabrysi która nie
                  > dość, że narzuca swoje dziewczynki pragnącej spokoju i samotności ciotce, to
                  > jeszcze wciąga w to wszystko Żeromskich. Moja niechęć do niej właśnie skoczyła
                  > o
                  > jakieś 10 punktów do góry :D

                  Masz rację - przepotworna. Ale nie czepiałabym się o to, że Gaba narzuca Nutrii pragnącej samotności, zabranie dzieci. To u nich rodzinne - przecież to chyba Nutria chciała pojechać z Pałysami w ich podróż poślubną, czyż nie?
                  Nie czepiałabym się o zostawienie bliźniaków dziadkom - na miejscu Anielli z radością wyrwałabym się na trochę z dala od bliźniąt.
                  Ale kompletnie nie rozumiem po co oni mieli jechać do Gdyni. Tory do Łeby ukradli czy jak?
                  Swoją drogą Żeromskich teź chyba zaćmiło. Aniella ze swoim charakterkiem powinna powiedzieć - "o nie, kochana. Wyjedziemy owszem, ale nie do Gdyni. One chyba potrafią się przesiąść?"
                  Tylko... wtedy nie dałoby się sprawdzić gdzie Nutria z przyległościami się zgubiła. MM po prostu potrzebowała bezpośredniego pociągu, by można było wyciągnąć z konduktora informację o psychopacie z kajdankami.
                  Fakt, że bezpośrednie połaczenia, nie wiem jak w 1994, ale teraz są tylko nocne. A one musiały jechać w dzień, by Nutria i Laura mogły mdleć od upału.
                  Czyli...? ;)
                  • szprota Re: Wpadki 28.08.10, 13:48
                    senseeko napisała:


                    > Fakt, że bezpośrednie
                    połaczenia
                    , nie wiem jak w 1994, ale teraz są tylko nocne. A one musiały
                    jechać w dzień, by Nutria i Laura mogły mdleć od upału.
                    Czyli...? ;)

                    Czyli z Gdyni mogłyby spokojnie złapać połączenie do Słupska. Zaś ze Słupska
                    bardzo miło i wygodnie łapie się autokar do Łeby.
                    Wpadka jak nic, w 1994 połączeń PKP było więcej niż teraz.
                    • the_dzidka Re: Wpadki 28.08.10, 22:44
                      > Czyli z Gdyni mogłyby spokojnie złapać połączenie do Słupska. Zaś
                      ze Słupska
                      > bardzo miło i wygodnie łapie się autokar do Łeby.
                      > Wpadka jak nic, w 1994 połączeń PKP było więcej niż teraz.

                      Tak jak już tam gdzieś wcześniej napisałam - w owych czasach były
                      nawet pociągi z Poznania do Słupska!

                      • senseeko Re: Wpadki 29.08.10, 00:34
                        the_dzidka napisała:

                        > > Czyli z Gdyni mogłyby spokojnie złapać połączenie do Słupska. Zaś
                        > ze Słupska
                        > > bardzo miło i wygodnie łapie się autokar do Łeby.
                        > > Wpadka jak nic, w 1994 połączeń PKP było więcej niż teraz.
                        >
                        > Tak jak już tam gdzieś wcześniej napisałam - w owych czasach były
                        > nawet pociągi z Poznania do Słupska!
                        >
                        Nadal jest, tyle że nocny. Być może w 1994 był i dzienny?
                        Ale z Gdyni do Łeby lepiej jechać przez Lębork.
                        A latem - jak wspomniałam, są bezpośrednie pociągi na trasie P-ń Łeba, nie wiem tylko czy w dzień.

                        W każdym razie połączeń miały od groma. Problem w tym, że dla potrzeb fabuły musiało to być połączenie bezpośrednie.
                        (Albo trzeba było intrygę zawiązać ciut inaczej - czy w końcu informacje od konduktora były dla tejże fabuły aż tak istotne, by kazać Żeromskim telepać się maluchem do Gdyni?)
                        Albo trzeba było Żeromskich wyposażyć w lepszy samochód (choćby Poloneza) i zrobić z Bernarda faceta, który lubi spędzać czas wolny za kółkiem i podróż do Gdyni to dla niego jak wyprawa do sklepu po drugiej stronie ulicy.
                        • maryboo Re: Wpadki 29.08.10, 09:54
                          senseeko napisała:

                          Albo trzeba było Żeromskich wyposażyć w lepszy samochód (choćby Polonez
                          > a) i zrobić z Bernarda faceta, który lubi spędzać czas wolny za kółkiem i podró
                          > ż do Gdyni to dla niego jak wyprawa do sklepu po drugiej stronie ulicy.

                          Z samochodem racja. Co do Bernarda - IMO on, nawet nie lubiąc specjalnie
                          prowadzić, chętnie by się podjął tego zadania. Tylko pomyślcie - kilka godzin
                          jazdy i trzy urocze istoty kobiece jako towarzystwo, które można do woli raczyć
                          anegdotami! A dziewczęta, zdane na łaskę kierowcy, nie miałyby nawet możliwości
                          ucieczki...
                          Po co jednak do całego tego kramu dopakowywać na siłę Anielę, która jako osoba
                          ceniąca komfort z pewnością nie miałaby najmniejszego zamiaru turlać się autem
                          do Gdyni, tego nie pojmuję.
                          • the_dzidka Re: Wpadki 30.08.10, 18:30
                            > Z samochodem racja. Co do Bernarda - IMO on, nawet nie lubiąc
                            specjalnie
                            > prowadzić, chętnie by się podjął tego zadania.

                            BTW Bernard nie wygląda mi na faceta, który ma prawo jazdy. Aniela
                            ma, to wiemy. Laura mogła zatem wymiotować na plecy Bernarda
                            siedzącego na fotelu pasażera. Wtedy jednak znowu powstaje pytanie,
                            po cholerę Bernard do tej Gdyni jechał?
                            • senseeko Re: Wpadki 30.08.10, 19:32
                              the_dzidka napisała:

                              > > Z samochodem racja. Co do Bernarda - IMO on, nawet nie lubiąc
                              > specjalnie
                              > > prowadzić, chętnie by się podjął tego zadania.
                              >
                              > BTW Bernard nie wygląda mi na faceta, który ma prawo jazdy. Aniela
                              > ma, to wiemy. Laura mogła zatem wymiotować na plecy Bernarda
                              > siedzącego na fotelu pasażera. Wtedy jednak znowu powstaje pytanie,
                              > po cholerę Bernard do tej Gdyni jechał?
                              >
                              Jeśli tak, to jest to bardzo prawdopodobne. Pamiętacie jak się wcisnął do malucha w Imieninach? On to po prostu lubi i nie da się wykurzyć. Ten typ tak ma.
                              Zatem z maluchem to może być tylko częściowa wpadka - tzn wiadomo, że pojedzie Aniella jako jedyna z prawem jazdy i wiadomo, że pojedzie z przyklejonym do niej Bernardem, bo facet odkleić się nie da. Ale może Aniella planowała ze potem Bernarda zostawi i niech facet wraca na własną rękę a ona wreszcie odetchnie?
                              Wpadka zatem tylko w fakcie, że niepotrzebnie jechala po Borejkówny do Gdyni. (No chyba że to była częśc szeroko zakrojonego planu "gubienia Bernarda". Problem w tym, ze Bernard jak ten kot z dowcipu - zawsze pierwszy wraca do domu.)
                              • black-apple Re: Wpadki 30.08.10, 19:39
                                Tja, a jak oni mieli się zmieścić w tym maluchu? Nie mów, że Bernard nie mógłby
                                zostać na cztery godziny sam, no proszę! Zwłaszcza, że chyba do dzieci
                                przywiązany jest, więc spędziłby ten czas wesoło i przyjemnie z gronem własnych
                                pociech. A wtedy Borejkówny z pewnym uporem, ale jednak mogłyby się wcisnąć do
                                malucha.

                                Nie mówiąc, że jechanie pociągiem do Gdyni i następnie maluchem do domu Anielli,
                                w przypadku gdy jest tyle połączeń - nawet i od Poznania - do Łeby to czysty
                                kretynizm.
                                • senseeko Re: Wpadki 30.08.10, 19:53
                                  black-apple napisała:

                                  > Tja, a jak oni mieli się zmieścić w tym maluchu? Nie mów, że Bernard nie mógłby
                                  > zostać na cztery godziny sam, no proszę!
                                  Ależ niczego podobnego nie twierdzę! Suponuję jedynie, że może Aniella wzięła go ze sobą bo
                                  a/nie chciał się odkleić od ukochanej zony (oraz)
                                  b/była to część perfidnego planu odklejenia i zgubienia Bernarda chociaż na kilka godzin.
                                  Kłamczucha jest zdolna do takiej perfidii.
                                  >
                                  > Nie mówiąc, że jechanie pociągiem do Gdyni i następnie maluchem do domu Anielli
                                  > ,
                                  > w przypadku gdy jest tyle połączeń - nawet i od Poznania - do Łeby to czysty
                                  > kretynizm.

                                  Nigdy nie twierdziłam inaczej. Ta druga część nadal pozostaje megawpadką.
                                • the_dzidka Re: Wpadki 30.08.10, 19:58
                                  > Nie mów, że Bernard nie mógłby
                                  > zostać na cztery godziny sam, no proszę! Zwłaszcza, że chyba do
                                  dzieci
                                  > przywiązany jest, więc spędziłby ten czas wesoło i przyjemnie z
                                  gronem własnych
                                  > pociech.

                                  W dodatku mógłby spędzić ten czas przygotowując jakieś kulinarne
                                  pyszności - jak wiemy, B. był w tym niekwestionowanym mistrzem.
                              • isia_54 Re: Wpadki 26.11.14, 00:06
                                Bernard ma prawo jazdy - w odwozi Żabę i Piotrka do Śmiełowa; w McD zawozi Anieli ulubione buciki porywając przy okazji suknię Laury

                            • lezbobimbo Re: Wpadki 30.08.10, 20:29
                              the_dzidka napisała:
                              > Wtedy jednak znowu powstaje pytanie,
                              > po cholerę Bernard do tej Gdyni jechał?

                              Bo Bernard jest wrosnieta na stale, spiewajaca i nieusuwalna zawartoscia KAZDEGO
                              malucha. A MM o maluchach pisze u swoich ulubionych bohaterów, bo sa
                              szlachetnymi minimalistami. Auto wieksze i nowsze niz zardzewialy maluch to
                              oczywisty znak dulszczyzny i obrzydliwego burzujstwa. Mozna jeszcze ewentualnie
                              zatruwac mury Poznania wrakiem Syrenki Bosto albo jak sie jest bardzo, bardzo
                              dobrym, smetnym firanem doznac zaszczytu posiadania furgonetki.
                        • ananke666 Re: Wpadki 29.08.10, 12:45
                          > > Tak jak już tam gdzieś wcześniej napisałam - w owych czasach były
                          > > nawet pociągi z Poznania do Słupska!
                          > >
                          > Nadal jest, tyle że nocny. Być może w 1994 był i dzienny?
                          > Ale z Gdyni do Łeby lepiej jechać przez Lębork.
                          > A latem - jak wspomniałam, są bezpośrednie pociągi na trasie P-ń Łeba, nie wiem
                          > tylko czy w dzień.

                          Albo trasa Poznań - Gdańsk - Łeba. Z Gdańska do Łeby połączeń jak naplute, są
                          pociągi i autobusy. Stara turystka i przesiąść się nie umie?!
                        • chomiczkami Re: Wpadki 17.09.10, 12:09
                          Tu muszę się wtrącić, chociaż kotlecik jest już mocno nieświeży. Otóż jechanie do Łeby przez Gdynię jest, ładnie mówiąc, marnotrawstwem czasu. Do Gdyni jedzie się średnio pół godziny - godzinę dłużej niż do Słupska pociągiem. Co więcej - pociągi z Poznania do Słupska w wakacje kursują regularnie. Nawet w ciągu roku są 2-3 (czasem i więcej) pociągów. Tak jest dziś. Nie tak dawno interregio jechał 4h15min...
                          Już inna sprawa, że z Gdyni do Łeby jedzie się samochodem 1,5 h, a znając trójmiejskie korki - nie mniej niż 2 h. Tymczasem ze Słupska do Łeby jedzie się około godziny. Możecie mi wierzyć - niemal całe życie mieszkałam w Słupsku, a studiuję w Poznaniu, do Trójmiasta czasem jeżdżę stąd i stamtąd, więc komunikację mam nieźle obcykaną ;).

                          A piętnaście lat temu koleje mniejszym nierządem stały. I ludzie pociągami jeździli.
                          • the_dzidka Re: Wpadki 18.09.10, 20:50
                            > Tu muszę się wtrącić, chociaż kotlecik jest już mocno nieświeży. Otóż jechanie
                            > do Łeby przez Gdynię jest, ładnie mówiąc, marnotrawstwem czasu.

                            A, i jeszcze jedno. Nasze podrózniczki miały miejscówki o numerach 33, 34, 35. Jeśli tak było, na pewno ne mogły mieć miejsc obok siebie na jednej kanapie. Te miejsca w przedziałach właśnie dlatego są tak dziwnie numerowane, na pozór chaotycznie, żeby właśnie tak się nie zdarzyło, że trzy osoby podróżujące razem będą siedzieć obok siebie, a nie naprzeciwko :)
          • senseeko Re: Wpadki 27.08.10, 22:58
            maryboo napisała:

            > the_dzidka napisała:
            >
            > > W bagażniku malucha nie zmieściliby nawet samej gitary, bo bagażnik
            > > był bagażnikiem tylko z nazwy. No, chyba że mieli dachowy, co przy
            > > posiadaniu bliźniaków nie byłoby takie głupie. Oczywiście dachowy w
            > > sensie kratki mocowanej na dachu, nie w sensie eleganckiego
            > > opływowego pudła.
            > > Czyli bagaże w samochodzie, plus pięć osób - IMHO niewykonalne.
            > > Wpadka.
            >
            > E, niekoniecznie. W czasach PRLu mój wujek, o gabarytach identycznych z
            > bernardowymi, udał się wraz z żoną (i najprawdopodobniej znajomymi) maluchem na
            > wczasy do Bułgarii ;) Także przejazd z dworca do domu Kłamczuchy nie byłby taki
            > m
            > znowu nieprawdopodobieństwem.
            >
            Poza tym Łeba nie jest znowu taka wielka. Nie wiem gdzie dokładnie jest usytuowany dom Anielli (ktoś mógłby sprawdzić czy są jakeiś opisy?) ale gdzie by nie był, to z dworca nie jest tak znów daleko. Jeśli do malucha wsadzić bagaże (na dach) plus ewentualnie dziewczynki, a Aniella z Nutrią zrobiłyby sobie spacerek (jedyna okazja by się nagadać bez świadków) to wszystko by się doskonale pomieściło.
            Można tez zrobić tak, jak nasza trzyosobowa rodzina plus pies zwykła była użytkować malucha - siedzenie obok kierowcy won i zyskuje się przestrzeń na bagaże i/lub psa. A dwie pozostałe osoby siedzą na tylnym siedzeniu.

            Zgadzam się z marslo, że za mało danych by stwierdzić wpadkę.
      • nessie-jp Re: Wpadki 27.08.10, 15:30
        > pojawia się wzmianka o tym, że o tej porze Laura, parafrazuję, wymiotowałaby
        > Bernardowi na plecy w maluchu jadącym do domu Żeromskich.

        Ale jednak nigdzie nie jest chyba napisane, kto konkretnie ma wyjechać po
        niedojdy. Przecież równie dobrze zamiast Bernarda mogła przyjechać na dworzec
        Aniela. Bo Bernard zaległ w kuchni, zdobiąc ministernie kanapeczki. Na przykład.

        Nie pamiętam już, czy w ogóle wspomniano, że oni oboje przyjechali na ten
        dworzec (co rzeczywiście byłoby kretyństwem).
        • maryboo Re: Wpadki 27.08.10, 15:45
          nessie-jp napisała:

          > Nie pamiętam już, czy w ogóle wspomniano, że oni oboje przyjechali na ten
          > dworzec (co rzeczywiście byłoby kretyństwem).

          "Zadzwoniłyście, że mamy być na dworcu, no to jesteśmy." Aniela, str. 62. Czyli
          przyjechali oboje.
        • aganoreg Re: Wpadki 27.08.10, 15:48
          "Dlaczego jeszcze Natalia nie dzwoni? "Pomorzanin" dojechał do Gdyni
          punktualnie ([Gaba]właśnie sprawdziła w informacji kolejowej). Powiedzmy -
          dziesięć minut zajęło im wysiadanie i dochodzenie z peronu do pierwszego
          lepszego automatu. Powiedzmy, że automat był zepsuty i że szukały innego.
          Dobrze, to niech będzie i pół godziny,
          zważywszy, że powitanie z Żeromskimi też mogło być długie i
          burzliwe, co, oczywiście, zależało od tego, czy Bernard był akurat
          w bardzo oratorskim nastroju.
          [...]
          - Zadzwoniłyście, że mamy być na dworcu, no to jesteśmy.
          "Pomorzanin" przyjechał, już przed półgodziną, a ich nie ma."

          Czyli: przyjechali oboje i w dodatku na zadanie Gaby (i Natalii?). Zeromscy
          pewnie zostawili blizniaki pod opieka taty lub sasiadki i biegiem do Gdyni po
          "stara turystke" z dwojka prawie nastolatek.
          • black-apple Re: Wpadki 27.08.10, 15:57
            Do wspomnianych wyżej cytatów dorzucę ten:

            "- Dobra, dobra, nie nawijaj - przerwała jej Ida - Wracajcie do domu i dziękujemy".

            Ze wzmianki Nutrii (o tym wymiotowaniu na plecy) wnioskuję, że to Bernard
            jeździł samochodem, nie Aniela. Inaczej czemu nie wspomniałaby i o Anielli? :P
            Poza tym, gdyby według Musierowicz ona miała prawko/jeździła, to pojawiłaby się
            na tym dworcu sama i tak nie mielibyśmy wpadki :P
            • nessie-jp Re: Wpadki 27.08.10, 16:50
              > "- Dobra, dobra, nie nawijaj - przerwała jej Ida - Wracajcie do domu i dziękuje
              > my".

              Przy okazji
          • the_dzidka Re: Wpadki 27.08.10, 18:52
            > Czyli: przyjechali oboje i w dodatku na zadanie Gaby (i Natalii?).
            Zeromscy
            > pewnie zostawili blizniaki pod opieka taty lub sasiadki i biegiem
            do Gdyni po
            > "stara turystke" z dwojka prawie nastolatek.

            I w ogóle po jakie licho one jechały do Gdyni?! Z Poznania jeżdżą
            pociągi do Słupska.
          • senseeko Re: Wpadki 27.08.10, 23:08
            aganoreg napisała:

            > Czyli: przyjechali oboje i w dodatku na zadanie Gaby (i Natalii?). Zeromscy
            > pewnie zostawili blizniaki pod opieka taty lub sasiadki i biegiem do Gdyni po
            > "stara turystke" z dwojka prawie nastolatek.

            No to już kompletna wpadka, bo nie sądzę by latem nie było zaraz połączenia do Lęborka (jeśli nie do samej Łeby) o którejkolwiek godzinie Nutria by nie jechała. Do Gdyni z Łeby jedzie się ponad półtorej godziny, maluchem moze i dwie. A nie widzę ŻADNEGO uzasadnienia dla odbierania turystek akurat w Gdyni.
            Zatem wycofuję to, co napisałam wcześniej - wpadka i to podwójna - motoryzacyjna i geograficzna.
            • black-apple Re: Wpadki 27.08.10, 23:29
              No, dobrze że wycofałaś, bo po przejrzeniu twojego pierwszego postu już
              szykowałam się do napisania ostrrrrej odpowiedzi :P Niechby chociaż i Nutria z
              dziewczynkami wylądowała w tej nieszczęsnej Gdyni, ale czemu nie skorzystała z
              autobusu? Nie wierzę, że wtedy (1994 bodajże) nie było żadnego połączenia
              autobusowego między Gdynią a Łebą. A nawet jeśli Musierowicz potrzebuje tego
              nieszczęsnego malucha (chociaż im bym szczerze współczuła takiej jazdy, no i
              pewnie ktoś musiałby za tym maluchem biec), to po kiego Aniella? Jeden Żeromski
              jako komitet powitalny w zupełności wystarcza. Nie mówiąc o tym, że zdrowy
              rozsądek nakazywałby czekać na STARĄ TURYSTKĘ i jej siostrzenice w domu,
              opiekując się własnymi dużo młodszymi dzieciakami.
              • ako17 Re: Wpadki 29.08.10, 15:42
                Witam serdecznie!
                Przeczytałam cały wątek – może nie wszystkie posty co do słowa, ale orientację
                mam w całości :) Jestem pod wrażeniem tego wątku – i tematu i poziomu dyskusji,
                nawet kłótnie tutaj są merytoryczne, no i ta kultura słowa. A wiedza niektórych
                uczestniczek dyskusji budzi mój ogromny podziw :) Bardzo mi się podoba
                'odbrązowianie' Jeżycjady. Jako nastolatka uwielbiałam te książki a potem jakoś
                tak od Córki Robrojka, zaczęły mnie coraz bardziej irytować – od kiedy, Waszym
                zdaniem, zaczęła się Neojezycjada?
                Nie wiem, czy to miejsce na takie wyznanie – od początku nie przepadałam za
                ojcem Borejką (a z biegiem czasu coraz bardziej mnie drażnił), ani też za
                Gabrysią, ale to już chyba mój problem.
                Przechodzę gładko do ad remu ;)
                Świetne spostrzeżenie z tym maluchem, pominąwszy oczywiście ciasnotę (ileś tam
                set postów wstecz była na ten temat dyskusja), dałabym się ostatecznie
                przekonać, że się jakoś pomieszczą, nawet z bagażami, skoro całe rodziny tym
                jeździły za granicę. Ale, ztcw, legalnie maluchem mogły jechać 4 osoby. Jasne,
                że niektórzy ryzykowali np. nocny powrót z imprezy w więcej osób, ale to
                najwyżej krótki odcinek a nie ponad 70 km! I to chyba w biały dzień...
                Poza tym mam jeszcze jedną drobną, ale chyba wpadkę. Otóż w DP (jeden z moich
                ulubionych tomów) pan Jankowiak mówi do ojca Aurelii, że nie nosi cały czas
                świadectwa przy sobie. Następnie delikatnie wprasza się na wyprawę do
                Pobiedzisk, bo chce oddać świadectwo, które ciągle nosi... Można to trochę
                obronić tym, że po rozmowie z Eugeniuszem, zaczął je już nosić, ale nie chce mi
                się wierzyć – w końcu świadectwo to nie plastikowa karta, którą można włożyć do
                każdej przegródki czy kieszonki, jeżeli miał je w portfelu, to musiałby je
                poskładać na 8 części.
                • senseeko Re: Wpadki 30.08.10, 17:45
                  ako17 napisała:

                  > Poza tym mam jeszcze jedną drobną, ale chyba wpadkę. Otóż w DP (jeden z moich
                  > ulubionych tomów) pan Jankowiak mówi do ojca Aurelii, że nie nosi cały czas
                  > świadectwa przy sobie. Następnie delikatnie wprasza się na wyprawę do
                  > Pobiedzisk, bo chce oddać świadectwo, które ciągle nosi... Można to trochę
                  > obronić tym, że po rozmowie z Eugeniuszem, zaczął je już nosić, ale nie chce mi
                  > się wierzyć – w końcu świadectwo to nie plastikowa karta, którą można wło
                  > żyć do
                  > każdej przegródki czy kieszonki, jeżeli miał je w portfelu, to musiałby je
                  > poskładać na 8 części.
                  A to nie było czasem tak, że Jankowiak po prostu nie chciał oddać świadectwa Eugeniuszowi i dlatego powiedział, że go nie ma?
                  Nie mam DP przy sobie ale tak mi się coś majaczy, że to o to chodziło - że zrozumiał czemu ta dziewczyna się nie cieszyła świadectwem i postanowił oddać jej do rąk własnych, bo mu trochę było głupio, że ją tak sfukał.
                  • ako17 Re: Wpadki 30.08.10, 18:20
                    Można tak interpretować. Na pewno woźny nie chciał zostawić
                    świadectwa gdy trafił do Eugeniusza do domu - jak zobaczył ten dom,
                    to je świadomie zabrał. Ale jak Eugeniusz przyszedl doń do
                    portierni, to już widać było, że przyszedł po nie specjalnie.
                    Rozumiem, że p. Jankowiak mógł go nie mieć lub nie chcieć wydać temu
                    ojcu. Ale że je nosił cały czas przy sobie?
                    • senseeko Re: Wpadki 30.08.10, 18:25
                      ako17 napisała:

                      > Można tak interpretować. Na pewno woźny nie chciał zostawić
                      > świadectwa gdy trafił do Eugeniusza do domu - jak zobaczył ten dom,
                      > to je świadomie zabrał. Ale jak Eugeniusz przyszedl doń do
                      > portierni, to już widać było, że przyszedł po nie specjalnie.
                      > Rozumiem, że p. Jankowiak mógł go nie mieć lub nie chcieć wydać temu
                      > ojcu. Ale że je nosił cały czas przy sobie?

                      A! Już kojarzę. Skontaminowały mi się obie sceny z Eugeniuszem.
                      Ale co do noszenia przy sobie to wierzę, Mój mąż też wszystko nosi przy sobie i tylko kataklizm lub zmiana ubrania zmusza go do wypakowania torby/aktowki/plecaka/kieszeni.
                      Niektore typy tak mają.
                      A że świadectwo na osiem części złożone? No bez przesady! Tylko baba mogłaby się takim bzdetem przejmować! ;)
                      • maryboo Re: Wpadki 30.08.10, 18:58
                        senseeko napisała:


                        > A że świadectwo na osiem części złożone? No bez przesady! Tylko baba mogłaby si
                        > ę takim bzdetem przejmować! ;)

                        A nie, nie. Mój świętej pamięci dziadziuś - typ charakterologicznie niemal
                        identyczny z panem Jankowiakiem - musiał mieć wszystko porządnie złożone w
                        kosteczkę, poukładane kolorami, datą ważności itp. Pogięte świadectwo w życiu by
                        nie przeszło. Ten typ tak ma ;)
                        • slotna Re: Wpadki 17.06.14, 23:51
                          > A nie, nie. Mój świętej pamięci dziadziuś - typ charakterologicznie niemal
                          > identyczny z panem Jankowiakiem - musiał mieć wszystko porządnie złożone w
                          > kosteczkę, poukładane kolorami, datą ważności itp. Pogięte świadectwo w życiu b
                          > y
                          > nie przeszło. Ten typ tak ma ;)

                          Pan Jankowiak tez tak ma, bo byl oburzony na widok swiadectwa zwinietego w trabke.
                • nessie-jp Re: Wpadki 30.08.10, 19:35
                  > w końcu świadectwo to nie plastikowa karta, którą można wło
                  > żyć do
                  > każdej przegródki czy kieszonki, jeżeli miał je w portfelu, to musiałby je
                  > poskładać na 8 części.

                  Ależ skądże, skądże, nosił zapewne zwinięte elegancko w tutkę w pederastce.
                  Unieruchomione recepturką. :P

                  Opis pana Jankowiaka jest tak niesamowicie stereotypowy, że aż go widzę, jak z
                  pieczołowitością uwija tego skręta ze świadectwa i lokuje w saszetce :)
                  • ako17 Re: Wpadki 30.08.10, 20:00
                    widzę, jak z
                    > pieczołowitością uwija tego skręta

                    aaaaa.... co za tekst!!!!! :DDDDD. jesteś wspaniała!
    • ananke666 pytanie do nauczycielek 05.09.10, 22:35
      Zapomniałam zupełnie o jednej sprawie, która mnie męczyła.
      Żaba w maju przerabia na polskim teatr grecki. Czy rzeczywiście o starożytności
      mówi się w maju, krótko przed wakacjami? Bo ja pamiętam, że to się przerabiało
      zawsze na początku roku szkolnego, a nie na końcu, jako że program szedł epokami
      ułożonymi jak Pan Bóg przykazał, chronologicznie. Nie mam bladego pojęcia o
      programie po reformie, jeśli ktoś coś wie, to niech wyjaśni.
      • marslo55 Re: pytanie do nauczycielek 06.09.10, 10:11
        ananke666 napisała:
        "Nie mam bladego pojęcia o programie po reformie, jeśli ktoś coś wie, to niech wyjaśni."
        O ile wiem, reforma nic w tej mierze nie zmieniła. Raczej jest to wpadka, chociaż na upartego dałoby się ja wytłumaczyć (na przykład: nauczycielka obawiała się, że nie zdąży z programem i tematy jej zdaniem niesitotne lub mało potrzebne na maturze zostawiła na koniec - prawą ręką za lewe ucho, ale wykonalne chyba).
        • alitzja Re: pytanie do nauczycielek 06.09.10, 10:44
          Ależ Żaba chodzi dopiero do gimnazjum! Program gimnazjalny z polskiego w ogóle może nie mieć nic wspólnego z chronologią - wiele podręczników preferuje (idiotyczny moim zdaniem) układ tematyczny. Nie wiem, która to klasa (15 lat w maju to chyba druga?), ale na moje oko można by wtedy omawiać teatr grecki przy okazji "Antygony" (ja np. mam ją zawsze dopiero na początku trzeciej klasy - czyli też dziwacznie, jeśli chodzi o uporządkowanie czasowe - ale kiedyś uczyłam z innego programu i tam była w pierwszej klasie). Moim zdaniem to niekoniecznie wpadka.
          • ananke666 Re: pytanie do nauczycielek 06.09.10, 12:20
            Dlatego pytam - na oczy nie widziałam podręcznika do gimnazjum.
            • filifionka-listopadowa Re: pytanie do nauczycielek 06.09.10, 14:04
              Niewiele straciłaś <wdych>
              ________________________
              Powiedziała Rebeka Dew umykając do kuchni, zanim do siedzących przy stole zdążyła dotrzeć treść jej słów.
    • mankencja Re: Wpadki 14.09.10, 23:41
      Jakim cudem Kozio, który nie mył się od miesiąca, po podróży pociągiem ma ŚNiEŻNOBIAŁY podkoszulek?
      • mankencja Re: Wpadki 15.09.10, 00:10
        o, ustrzelilam 1300. post w tym watku
      • the_dzidka Re: Wpadki 15.09.10, 09:06
        > Jakim cudem Kozio, który nie mył się od miesiąca, po podróży pociągiem ma ŚNiEŻ
        > NOBIAŁY podkoszulek?

        W oczach stanęła mi pani B. Sznytek, wyciągająca z torebki Woolight Perła ;)
      • turzyca Re: Wpadki 15.09.10, 11:23
        mankencja napisała:

        > Jakim cudem Kozio, który nie mył się od miesiąca, po podróży pociągiem ma ŚNiEŻ
        > NOBIAŁY podkoszulek?

        My mielismy na obozach sportowych (trwaly dluzej, a z racji treningow codziennie zuzywalo sie wiecej ubran) po prostu pralnie, opieka zbierala od nas pranie, wrzucala do pralek, suszyla i sortowala (biedni!) po podpisanych metkach.
        Na kolonie zabieralam ubran tyle ile dni plus jakis zapas, swiezutki podkoszulek w ostatnim dniu zawsze mialam. Za to spodnie bywaly juz wysmodrane.

        Poza tym Kozio sie od miesiaca nie kapal, zakladam, ze normalne umywalkowe mycie uprawial. A jak dowodza liczne eksperymenty przy odrobinie wprawy mozna sie umyc w umywalce od stop do glow. I nie zachlapac calej lazienki. Trzeba miec tylko gabke/myjke.

        Ale to jest inna wpadka - ile trwaly kolonie, skoro kolega dostal paczke, zasmiardly mu sie parowki (a dostal swieze, bo na poczatku je spozywal), zatkal odplyw wanny, w wyniku czego Kozio nie kapal sie caly miesiac? Nawet jesli ten miesiac w wykonaniu Kozia to przesada to jednak pierwsze zdarzenia zajmuja ze dwa tygodnie, a tydzien to juz na pewno (jesli zrobimy zalozenie, ze kolega dosc dziwacznie dostal paczke pierwszego dnia kolonii).
        • marslo55 Re: Wpadki 15.09.10, 13:55
          turzyca napisała:
          "Ale to jest inna wpadka - ile trwaly kolonie, skoro kolega dostal paczke, zasmiardly mu sie parowki (a dostal swieze, bo na poczatku je spozywal), zatkal odplyw wanny, w wyniku czego Kozio nie kapal sie caly miesiac?"
          Rzeczywiście długie te kolonie. W sumie Konrad powinien na takowe pojechać (bo kto się nim zajmie?), ale długie. Z tym, że nie rozumiem, czemu potrzeba aż dwóch tygodni, by się parówki zaśmiardły.
          Nie wiem, jakie były w czasach BBB "normy kolonijne", może ktoś pamięta wyjazdy ciągnące się przez długie tygodnie?
          • mankencja Re: Wpadki 15.09.10, 18:18
            ehh, aż mam ochotę zrobić parówkowy eksperyment. tylko gdzie?
            • kooreczka Re: Wpadki 15.09.10, 18:35
              W latach '70 jeździło się z zakładu pracy na 3-4 tygodnie.
          • alitzja Re: Wpadki 15.09.10, 18:58
            Ja jestem rówieśniczką Kozia i jeździłam maksymalnie na 3 tygodnie (dłuższych kolonii nie było).
            • filifionka-listopadowa cytat 16.09.10, 01:41
              - Odmelduj mnie u wychowawczyni, z łaski swojej - powiedział - i możemy iść do domu. Nie kąpałem się przez cały miesiąc, bo jeden idiota zatkał odpływ parówką.
              - Co? - spytała Bebe, zdumiona. - Czym?
              - Tak, wyobraź sobie, nie mam pojęcia, z jakiego powodu, ale on wrzucił parówkę do wanny, to znaczy do dziury w wannie, i potem tam stała taka zielona woda.
              - Popatrz, to znaczy, że karmili was parówkami? – mile zdziwiła się Bebe.
              - Skąd, on dostał parówki w paczce. Starzy mu przysłali paczkę ze Szwecji, bo oni tam pracują - to on je potem rozdawał albo rozrzucał, zwłaszcza jak już były nieświeże.
            • ready4freddy Re: Wpadki 24.11.14, 17:03
              nie wiem czyim rówieśnikiem jestem, ale takoż potwierdzam: 3 tygodnie to był standard, nie słyszałem nigdy o dłużych (byłem raz na dwutygodniowych jako pierwszoklasista, i obozy dla starszej młodzieży też były dwutygodniowe).
          • turzyca Re: Wpadki 17.09.10, 00:18
            Z tym, że nie rozumiem, czemu potrzeba aż dwó
            > ch tygodni, by się parówki zaśmiardły.

            Nie na samo zasmiardniecie ale na cala operacje, bo przeciez musial najpierw te paczke dostac, potem pozwolic sie parowkom zasmiardnac, potem nimi rzucac.
            Mnie w ogole dziwi, ze on dostal akurat parowki, a nie kabanosy. Przeciez je szlag powinien trafic juz w paczce. No ale zakladajac, ze byly w sloiku/puszce/prozniowym opakowaniu, to niech bedzie, ze po wyjeciu z tegoz potrzebowaly ze dwoch, trzech dni, jesli byl upal. Jesli bylo zimno, to nawet dluzej. Paczka na samym poczatku kolonii to raczej nietypowe zjawisko i to mi glownie zaburza obrazek.
            • kkokos Re: Wpadki 17.09.10, 08:17
              Paczka na sa
              > mym poczatku kolonii to raczej nietypowe zjawisko i to mi glownie zaburza obraz
              > ek.

              rodzice pracowali zagranicą, a to jeszcze była komuna, więc uważali, że on na tych koloniach to suchy chleb tylko będzie dostawał
              • taria Re: Wpadki 17.09.10, 12:27
                > rodzice pracowali zagranicą, a to jeszcze była komuna, więc uważali, że on na tych
                > koloniach to suchy chleb tylko będzie dostawał

                Bebe też "miło zdziwiła" się, że na koloniach karmią parówkami... Wygląda na to, że na jej obozie karmili raczej kiepsko.
                Normą też było przysyłanie paczek żywnościowych z Niemiec czy Szwecji dla pozostającej w kraju rodziny. Rodzice nie mogli zaopatrzyć syna w zapasy przy wyjeździe na kolonie, więc chyba rozsądnym było wysłanie paczki, aby dotarła na początku turnusu... A parówki zapewne były konserwowe, w słoiku. Też kiedyś dostaliśmy takie w paczce z Niemiec;)
            • teano1 Re: Wpadki 18.09.10, 19:05
              turzyca napisała:

              > Paczka na sa
              > mym poczatku kolonii to raczej nietypowe zjawisko i to mi glownie zaburza obraz
              > ek.
              Parówki potrafią zaśmiardnąć się już po kilkunastu godzinach od otwarcia, ja bym w każdym razie takiej leżącej od śniadania na stole a nie w lodówce, nie odważyła sie zjeść nawet w porze obiadu, zwłaszcza latem. Może nawet by nie odpychała jeszcze zapachem, tylko tak bardziej "psychicznie".
              Ale w paczkę na początku kolonii wierzę o tyle, że przecież wyraźnie jest napisane, że rodzice siedzą w Szwecji. Mogli więc zamiast dać dziecku kanapki na drogę, jak by zrobili siedząc w Polsce - wysłać mu paczkę bezpośrednio na adres kolonii.
              Chociaż rzeczywiście wysyłanie parówek nie świadczy dobrze o ich intelekcie (chyba, ze pracują tam w fabryce parówek)
              Z drugiej strony ponoć ulubioną potrawą Szwedów jest coś w rodzaju kiszonej ryby, trzymanej w beczce tak długo aż się zrobi płynna, więc może oni chcieli tak samo z parówkami?
              • sowca Re: Wpadki 21.09.10, 00:22
                Teano, a zatem to prawda, że Skandynawowie "robią ze śledzi coś w rodzaju kompotu"? Nigdy nie mogłam sobie tego wyobrazić i podejrzewałam Chmielewską o użycie skomplikowanej przenośni, a nie faktycznie istniejącej potrawy!
                • nessie-jp Re: Wpadki 21.09.10, 00:50
                  > Teano, a zatem to prawda, że Skandynawowie "robią ze śledzi coś w rodzaju kompo
                  > tu"? Nigdy nie mogłam sobie tego wyobrazić i podejrzewałam Chmielewską o użycie
                  > skomplikowanej przenośni, a nie faktycznie istniejącej potrawy!

                  A czy tu aby nie chodzi o lutefisk? Taką biedną suszoną rybę namoczoną w WAPNIE aż się zmieni w galaretę?
                  • teano1 Re: Wpadki 23.09.10, 14:08
                    nessie-jp napisała:

                    > > Teano, a zatem to prawda, że Skandynawowie "robią ze śledzi coś w rodzaju
                    > kompo
                    > > tu"? Nigdy nie mogłam sobie tego wyobrazić i podejrzewałam Chmielewską o
                    > użycie
                    > > skomplikowanej przenośni, a nie faktycznie istniejącej potrawy!
                    >
                    > A czy tu aby nie chodzi o lutefisk? Taką biedną suszoną rybę namoczoną w WAPNIE
                    > aż się zmieni w galaretę?
                    >
                    Wydaje mi się, że raczej w soli? Oni to uwielbiają w tej bardziej północnej części, niestety nie pomnę kto mi to opowiadał, ale wygląda to dość... dziwnie, że powiem oględnie, i takoż pachnie. Co do smaku - kwestia gustu. Ale ponoć nie jest trujące. Cały sekret polega na długim przechowywaniu aż ryba niegdyś martwa znowu ożyje i będzie chciała wyjść z beczki ;)
                    Ale zapytałam cioci Gugiel i okazuje się, że nawet Wiki coś na ten temat WIE. To się nazywa Surströmming
      • teano1 Re: Wpadki 16.09.10, 10:55
        mankencja napisała:

        > Jakim cudem Kozio, który nie mył się od miesiąca, po podróży pociągiem ma ŚNiEŻ
        > NOBIAŁY podkoszulek?
        >
        Moje dziecko potrafi całe kolonie przechodzić w jednym podkoszulku i dopiero na wyraźnie zwróconą uwagę reaguje zmianą garderoby. Nie da się więc wykluczyć, że to pani Sznytek przeraziła się jego wyglądem (tzn Kozia, nie mojego dziecka) i nie chciała by podobnie przerazili się rodzice, dlatego kazała się chłopcom przebrać. (Bo podejrzewam, że rzadkie zmiany garderoby to przypadłość większości chłopców w tym wieku)
        Możemy też założyć, że Kozio - pedancik miał specjalnie ukryty nieużywany podkoszulek na entree do Poznania.
        A to, ze "nie mył się od miesiaca" (zakładam, że to cytat z Kozia?) to przecież "licencja poetica" artysty cierpiacego za milijony.
        Na pewno nie wpadka
        • the_dzidka Re: Wpadki 16.09.10, 11:23
          Swoją drogą zawsze przechodzi mnie dreszcz obrzydzenia, gdy Kozio wrzeszczy "Przez miesiąc nie obcinałaem paznokci u nóg!"
          • nessie-jp Re: Wpadki 18.09.10, 15:54
            the_dzidka napisała:

            > Swoją drogą zawsze przechodzi mnie dreszcz obrzydzenia, gdy Kozio wrzeszczy "Pr
            > zez miesiąc nie obcinałaem paznokci u nóg!"

            Mnie też. ::brrr:: Odrażający gnom!
        • mankencja Re: Wpadki 16.09.10, 11:27
          ja w wieku lat 10 z pewnością zdążyłabym się ubrudzić w trakcie podróży.
          • ginny22 Re: Wpadki 17.09.10, 00:32
            Ty (i ja) pewnie tak, ale my nie byłyśmy mlodymi arystokratami jak Kozio ;)
    • the_dzidka Re: Wpadki 15.09.10, 09:05
      Sama nie wiem, czy to wpadka, ale nie wiem, gdzie o tym napisać. W Sprężynie Florek wybiera się do miasta na pocztę, ponieważ rano przyszło awizo (i przy okazji odbierze Patrysine książki z księgarni).
      To znaczy, że rano przyszedł/przyjechał listonosz i nikogo nie zastał? Przecież Patrycja jest cały czas w domu, zajmuje się dziećmi, gospodarstwem, ogrodem... Nawet jeśli listonosz nie zastał jej np. w kuchni, to zapewne wiedział, że może panią Górską znaleźć za domem albo w kurniku. Więc skąd to awizo?
      • klymenystra Re: Wpadki 15.09.10, 09:47
        Są tacy listonosze łajzy, co to wypisują awizo od razu, bo im się nie chce nosic paczek albo na górę wchodzic.
        • meduza7 Re: Wpadki 15.09.10, 10:40
          > Są tacy listonosze łajzy, co to wypisują awizo od razu, bo im się nie chce nosic paczek albo na górę wchodzic.

          Są tacy, co dzwonią, mówią "poczta do skrzynki", po czym do tejże skrzynki wkładają awizo...
          • truscaveczka Re: Wpadki 15.09.10, 10:48
            Są tacy, którzy dzwonią na komórkę i pytają "Pani Kasieńko, jest pani w domu? Nie? A kiedy można paczkę podrzucić?"
            A że listonosz noszący - listy - nie bierze z poczty np. koperty wypchanej 3 motkami włóczki to ja mu się nie dziwię, bo to objętościowe. Skoro wybieram tańszą przesyłkę (polecony zamiast paczki) to się przejdę na pocztę, co mi tam ;)
        • the_dzidka Re: Wpadki 15.09.10, 10:40
          Ale na wsi to chyba jednak trochę inaczej wygląda? Zresztą to był chyba list polecony, nie paczka.
          • lezbobimbo Re: Wpadki 18.09.10, 22:25
            the_dzidka napisała:
            > Ale na wsi to chyba jednak trochę inaczej wygląda?

            Na wsi wyglada to tak, ze do rozrzuconych po malowniczym krajobrazie gospodarstw dojezdza co jakis czas listonosz SAMOCHODEM. Zadne paczki, prenumerowane pisma czy listy nie musza wiec kalac jego kregoslupa, tylko sie malowniczo buduja stertami w aucie. Jak juz z daleka psy zaanonsuja auto listowego, to obecni w domu stoja i czekaja przy skrzynce czy przy wjezdzie. Jesli listowy zaznajomiony, to i wpadnie chwile posiedziec, poplotkowac i kawunie wypic (tak jak i w miescie). Jak nikogo nie ma w domu, to listonosz zapycha skrzynke zwyklymi przesylkami,lub zostawia awizo przy poleconych wymagajacych czyjegos podpisu. Jesli ktos mieszka nie w osobnym gospodarstwie, tylko w wiosce przydroznej lub malutkiej miescinie, to wtedy sie listonosze fatyguja rowerami (acz samochodem i tak najczesciej to sie konczy) i jesli sa na rowerze, to wtedy nie wleka ze soba paczek tylko zostawiaja automatycznie to awizo jak w miescie. Ale nie kazda wiocha ma przeciez swoja poczte, wiec najczesciej ktos objezdza cala okolice samochodem z najblizszej centrali.

            MM chyba przeniosla klopoty z miejskimi listonoszami, którzy nie trudza sie z ciezka paczka na czwarte, na wies, gdzie problemu z dzwiganiem ni mo.
            • teano1 Re: Wpadki 23.09.10, 14:10
              lezbobimbo napisała:

              > the_dzidka napisała:
              > > Ale na wsi to chyba jednak trochę inaczej wygląda?
              >
              > Na wsi wyglada to tak, ze do rozrzuconych po malowniczym krajobrazie gospodarst
              > w dojezdza co jakis czas listonosz SAMOCHODEM. (...)
              > MM chyba przeniosla klopoty z miejskimi listonoszami, którzy nie trudza sie z c
              > iezka paczka na czwarte, na wies, gdzie problemu z dzwiganiem ni mo.
              >
              Są wsie gdzie listonosz dociera samochodem a są takie gdzie zapycha na rowerze albo na komarku czy innym motorku. Tak czy inaczej jest to prawdopodobne, zatem nie wpadka, co najwyżej dopuszczalna fikcja literacka.
    • paulamaria Re: Wpadki 15.09.10, 19:01
      Gdy Gaba mówi, że wychodzi za Grzesia i tłumaczy, gdzie będą mieszkać, Ida proponuje, że to ona z Markiem zamieszka w suterenie, a Gaba niech zajmie jej pokój. Pyza i Tygrys mają zająć mały pokój: "Smarkate przeniesie się do Nutrii i Pulpecji, a one znów zamieszkają w zielonym pokoju". Przecież to Ida i Gaba zajmowały zielony pokój, nie Pulpa i Nutria, skąd to "znów'?
      • the_dzidka Re: Wpadki 15.09.10, 19:40
        "Smarkate przeniesie się do Nutrii i
        > Pulpecji, a one znów zamieszkają w zielonym pokoju".
        Przecież to Ida
        > i Gaba zajmowały zielony pokój, nie Pulpa i Nutria, skąd to "znów'?

        Nie, to nie w tym znaczeniu :D To jest w sensie "z kolei". Dziewczynki do pokoju Pulpecji, a Pulpecja z kolei do zielonego.
        "Henio miał czalik, Antek rękawiczki, a znów Wiesio nosił czapeczkę".
        • paulamaria Re: Wpadki 15.09.10, 19:44
          Dziękuję za wyjaśnienie :)
        • baba67 Re: Wpadki 18.09.10, 12:56
          Zgadza sie. To wielkopolskie jest. Przyjaciol tam mam juz sie przyzwyczailam ale na poczatku znajomosci wiele razy ich sposob mowienia ich zadziwial. Zawsze byklam fanka roznorodnosci.
    • mkw98 Zniknięcie pana Wiśniaka 24.09.10, 14:05
      W "Tygrysie i Róży" Robert przyjeżdża do Oleński do Tygrysa z panem Wiśniakiem, który mu wskazuje drogę. A potem wsiadają z Laurą do samochodu i odjeżdżają do Poznania, nie odwożąc Wiśniaka z powrotem do domu - to chyba trochę nieładnie z ich strony? Jest luty, zimno, wieczór. I gdzie znika Wiśniak? Zostaje u Oleńki? No, no... :-)
      • senseeko Re: Zniknięcie pana Wiśniaka 25.09.10, 14:00
        mkw98 napisała:

        > W "Tygrysie i Róży" Robert przyjeżdża do Oleński do Tygrysa z panem Wiśniakiem,
        > który mu wskazuje drogę. A potem wsiadają z Laurą do samochodu i odjeżdżają do
        > Poznania, nie odwożąc Wiśniaka z powrotem do domu - to chyba trochę nieładnie
        > z ich strony? Jest luty, zimno, wieczór. I gdzie znika Wiśniak? Zostaje u Oleńk
        > i? No, no... :-)

        Wiśniak? Wyparował oczywiście :)
        Ja w ogóle nie zarejestrowałam istnienia tej postaci, ale jesli rzeczywiście tak było, to się kwalifikuje do "Największych Tajemnic Jeżycjady" czy jak się nazywał tamten wątek.
        Albo kolejny trup albo kolejny romans, no proszę!
    • the_dzidka Re: Wpadki 18.12.10, 22:03
      Jak napisałam dzisiaj, zaczęłam czytać "Szóstą Klepkę" i trafiłam na kolejną małą wpadeczkę.
      Danka spóźnia się na klasówkę z matematyki, około pół godziny, zostaje obsobaczona przez panią Pościkową, ktora informuje ją, że zawiadomi dyrektora, bo nie ma już cierpliwości, katastrofalne oceny, brak dobrej woli itp. Po czym Danka opada na swoje krzesełko, a Pawełek podaje Cesi liścik do Danki, który p. Pościkowa przechwytuje. W liściku stoi: "Nie gniewaj się kochana (...), przesyłam ci rozwiązania, może zdążysz przepisać, może postawi ci chociaż trójkę, ona jest mało spostrzegawcza"
      Po pierwsze, pani Pościkowa może jest mało spostrzegawcza, ale jakim cudem nie miałaby zauważyć, że uczennica, która przyszła na klasówkę na chwilę przed końcem lekcji, i dostała z tego powodu zjebkę, w pięć minut rozwiązała zadania z tejże klasówki? I po drugie, NA CZYM miałaby je rozwiązać? Klasówka wygląda(ła) tak, że nauczyciel dyktował zadania, a uczniowie zapisywali je na kartkach i je rozwiązywali. Danka nie miała takiej możliwości.
      • czekolada72 Re: Wpadki 19.12.10, 12:33
        Ale bywali tez nauczyciele, ktorzy rozdawali kartki z wypisanymi zadaniami, kazdy dostawal swoja - moglo byc tak, ze nauczycielka rozdala , po 2 na lawke i na pustym miejscu Danki kartka juz lezala. Przyszla, opadla, a kartka z zadaniami na ławce.
      • ananke666 Re: Wpadki 19.12.10, 15:36
        > Po pierwsze, pani Pościkowa może jest mało spostrzegawcza, ale jakim cudem nie
        > miałaby zauważyć, że uczennica, która przyszła na klasówkę na chwilę przed końc
        > em lekcji, i dostała z tego powodu zjebkę, w pięć minut rozwiązała zadania z te
        > jże klasówki?

        Około piętnaście minut.

        > I po drugie, NA CZYM miałaby je rozwiązać? Klasówka wygląda(ła) t
        > ak, że nauczyciel dyktował zadania, a uczniowie zapisywali je na kartkach i je
        > rozwiązywali. Danka nie miała takiej możliwości.

        Nieprawda, pani Pościkowa weszła do klasy ze stosikiem zeszytów do klasówek. Albo dała go Dance, albo wzięła go dla Danki osoba z tej samej ławki. Poza tym zadania mogły być wypisane na tablicy. Niektórzy moi nauczyciele mieli taki obyczaj. To, że nie jest napisane, że ktoś przestawiał nogi, nie znaczy, że fruwał ;)
        • ananke666 Re: Wpadki 19.12.10, 15:38
          tfu, piętnastu. Około piętnastu minut.
        • the_dzidka Re: Wpadki 19.12.10, 17:15
          Przyszła na piętnaście minut przed. Cała ta mowa, siadanie, chwilkę trwało. OK, były zeszyciki do klasówek. Ale chyba jednak pani Pościkowa nie wypisywała w każdym z nich zadań? To raczej robią uczniowie. Robili w każdym razie, przed epoką komputerów i ksero. Danusi zostałoby pięć, no może dziesięć minut.
          Ale jakim cudem Pawcio nie pomyslał, że pani Pościkowa tego nie łyknie? Znała przecież możliwości Danki...
          • teano1 Re: Wpadki 19.12.10, 18:48
            Bo Pawcio był głąb o czym wiemy skądinąd.
            A zadania mogły być wypisane na tablicy. Wielu nauczycieli w epoce "przedkserowej" tak robiło.
            Moim zdaniem nie wpadka tylko pokazanie siły uczucia (i niezbyt lotnej inteligencji) Pawełka, oraz jego skłonności do myślenia życzeniowego.
            • ananke666 Re: Wpadki 19.12.10, 19:25
              Też pisałam, że mogły być na tablicy. U mnie tak było, zadania z matmy czy chemii lądowały często na tablicy, w oczach mam te klasówki. Poza tym... nie wiemy, ile było zadań ani jakie kryteria oceniania miała pani Pościkowa. Przy trzech zadaniach rozwiązanie jednego i np. zaczęcie drugiego mogło wystarczyć na ocenę dostateczną, niechby nawet i z minusem, ale nie pałę. W 10 minut da się rozwiązać zadanie.
    • zsemle Re: Wpadki 14.06.14, 23:08
      Zastanowiłam się ostatnio nad NiN. Otóż Nutria nocą dostaje "dziurę w stopie" i następnego dnia (a dlaczego by nie poczekać ileś tam czasu, aby się zagoiło?) wyjeżdża z dziewczynkami. Pamiętam, że raz była wzmianka, że bolała ją noga... a potem? Idzie się kąpać do jeziora w trampkach/w opatrunku (którego nie zmieniła jak dotąd ani razu) czy już w ciągu kilku godzin osiągnęła cudowne wyzdrowienie?
      Oprócz tego, ja tam nie jestem specjalistką od ran klutych, ale czy nie warto było udać się do lekarza po zszycie, skoro ta dziura była, wg słów Natalii, na wylot?

      Pozwolenie dziewczynkom na spożycie parówek w pociągu oraz wydłużoną minę starej doświadczonej turystki nad rękami w sproszkowanym mydle kładę na karb jej zmęczenia i zdenerwowania :)
    • ananke666 Re: Wpadki 15.06.14, 01:01
      Ida sierpniowa:

      1. Krzysio i Ida dają starszemu Lisieckiemu szklankę mleka, którego ów, jak twierdzi, nie lubi. Skąd u Lisieckich mleko? Lisiecka wyjechała, Teresę zabrało z woreczkiem pogotowie, szczeniaki od jakiegoś czasu są same, forsę dostają od mamy Borejko. Kupili mleko? Wątpię. Zostało po Lisieckiej? To nie czasy UHT, byłoby już w postaci zsiadłej.

      2. Dlaczego, na miłość boską, mama Borejko dłubie przy maszynie dziewiarskiej, skoro potrafi szyć i szyje Idzie sukienki? Jedną przerabia ze swojej starej, ale drugą po prostu szyje. W tamtym czasie krawcowe dobrze zarabiały z przyczyn, które wszyscy znamy.
      • buka_z_muminkow Re: Wpadki 19.06.14, 21:16
        wydaje mi się, że korzystanie w domu z maszyny do szycia i generalnie szycie ciuchów w domu było wtedy postrzegane inaczej, niż teraz... po prostu jak miało się jakieś umiejętności, to się szyło z wykroju czy przerabiało ciuchy... tzn może jestem za młoda, aby wydawać takie opinie, ale pamiętam, że moja mama tez szyła nam ciuchy czy tekstylia do domu (pościel, zasłonki itp), mimo, że zawodowo trudniła się czym innym. A nie miała jakichś szczególnych uzdolnień czy pasji w tej dziedzinie, po prostu wiedziała, gdzie zszyć czy przyciąć itp. Wydawało mi się to naturalne, a maszyna zdawała się jednym z wielu innych normalnych sprzętów domowych.
        Nie było ciuchow czy gotowej pościeli, to kupowało się materiał i szyło.
        Jedno dziecko wyrosło z ciucha, na drugie ciuch był za duży, to się przerabiało, bo to oszczędniej.
        Teraz jest taki zalew wszystkiego w sklepach, że patrzymy na to przerabianie i szycie w domu trochę inaczej :)
        • dakota77 Re: Wpadki 19.06.14, 21:20
          No wiec pytanie brzmialo, czemu Mila, skoro szycie szlo jej dobrze, nie szyla w celach zarobkowych.
          • slotna Re: Wpadki 19.06.14, 23:37
            Ale nie wiadomo, czy szlo jej dobrze. Na Idusie jeszcze jakos dala rade, ja tez cos czasem uszyje, ale w zyciu bym sie nie podjela zarobkowania jako krawcowa ani nawet szwaczka.
            • grzalka Re: Wpadki 17.07.14, 12:48
              Być może już było, bo nie jestem w stanie przekopać się przez cały watek, ale w Pulpecji Ida i Marek postanawiają wyjechać po ślubie na dwa tygodnie w góry, a za kilka dni MM pisze, że (cyt niedokładnie) "państwo Pałysowie nie wrócili jeszcze ze swoich przychodni i spółdzielni"
      • berrin Re: Wpadki 25.05.17, 09:16
        ananke666 napisała:

        > Ida sierpniowa:
        >
        > 1. Krzysio i Ida dają starszemu Lisieckiemu szklankę mleka, którego ów, jak twi
        > erdzi, nie lubi. Skąd u Lisieckich mleko? Lisiecka wyjechała, Teresę zabrało z
        > woreczkiem pogotowie, szczeniaki od jakiegoś czasu są same, forsę dostają od ma
        > my Borejko. Kupili mleko? Wątpię. Zostało po Lisieckiej? To nie czasy UHT, było
        > by już w postaci zsiadłej.


        Przebijam sie przez wielce smakowity wątek i zapragnęłam sie odnieść. Mleko w domu byc mogło, i to nie skwaśniałe, z powodu nader prostego - jesli zostało zamówione w dostawie na cały miesiąc, to co rano pod drzwiami zostawiał jej roznosiciel-mleczarz. Wyjazd mamusi i choroba opiekunki nic nie zmieniały - mleko co rano lądowałoby na wycieraczce. Wieczorem jeszcze miało prawo byc świeże i pitne - bo z poranka (o ile wczesniej nie postało sobie w skrzynce/wózku na porannym słoneczku). Czyli nie wpadka, tylko znak czasów.

        Inna rzecz, ze dość prawdopodobne wydaje się, ze jednak by tego mleka spod drzwi nie zabierali (bo po co, skoro jest okazja go nie wypić), butelki by się zgromadziły pod drzwiami, mleczarz by zainterweniował - i milicja komisyjnie zajrzałaby do domu, czy aby w środku nie ma zwłok. Co by oznaczało ujawnienie dwójki dzieciaków bez opieki.
        Sorry za skojarzenie, ale równolegle odświeżam sobie serię Ewa wzywa 07 i tam regularnie ciało zostaje odnalezione, bo sąsiadom dają do myślenia gromadzące się pod drzwiami butelki mleka z paru dni.
        • tt-tka Re: Wpadki 25.05.17, 09:25
          berrin napisała:



          >
          >
          > Przebijam sie przez wielce smakowity wątek i zapragnęłam sie odnieść. Mleko w d
          > omu byc mogło, i to nie skwaśniałe, z powodu nader prostego - jesli zostało za
          > mówione w dostawie na cały miesiąc, to co rano pod drzwiami zostawiał jej rozno
          > siciel-mleczarz (...) Czyli nie wpadka, tylko znak czasów.
          >
          > Inna rzecz, ze dość prawdopodobne wydaje się, ze jednak by tego mleka spod drzw
          > i nie zabierali (bo po co, skoro jest okazja go nie wypić), butelki by się zgro
          > madziły pod drzwiami, mleczarz by zainterweniował - i milicja komisyjnie zajrza
          > łaby do domu, czy aby w środku nie ma zwłok. Co by oznaczało ujawnienie dwójki
          > dzieciaków bez opieki.
          > Sorry za skojarzenie, ale równolegle odświeżam sobie serię Ewa wzywa 07 i tam r
          > egularnie ciało zostaje odnalezione, bo sąsiadom dają do myślenia gromadzące s
          > ię pod drzwiami butelki mleka z paru dni.

          Patrz, przegapilam, a "Ewy" czytuje namietnie ! Ale to licentia poetica, mleczarz zostawilby raz, gora dwa, a za trzecim zaczalby sie awanturowac, ze nie ma pustej butelki, a on z butelek tez sie rozliczal.
        • bupu Re: Wpadki 25.05.17, 11:55
          berrin napisała:

          > Inna rzecz, ze dość prawdopodobne wydaje się, ze jednak by tego mleka spod drzw
          > i nie zabierali (bo po co, skoro jest okazja go nie wypić), butelki by się zgro
          > madziły pod drzwiami, mleczarz by zainterweniował - i milicja komisyjnie zajrza
          > łaby do domu, czy aby w środku nie ma zwłok. Co by oznaczało ujawnienie dwójki
          > dzieciaków bez opieki.

          Zabieraliby, zabierali. Z prostego powodu: maman Lisiecka eksplodowałaby jak mina przeciwpiechotna, zastawszy pod drzwiami zaporę z butelek, pełnych mleka w różnych stadiach zsiadania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka