Dodaj do ulubionych

Gdzie tu sens?

21.05.06, 10:42
Motyw ciąży Róży wraca na forum jak bumerang i budzi kontrowersje, aż miło:)
Nie mam zamiaru zapraszać do kolejnego wałkowania go po całości, niemniej
intryguje mnie pewna rzecz. Otóż jak Waszym zdaniem powinnyśmy (wg pani MM)
rozumieć dialog Róży i Idy odnośnie domniemanej pułapki biologicznej (cytuję z
pamięci, za ewentualne rozbieżnosci przepraszam):
- A zwabiłaś?
- Oczywiscie, że nie! Biologia sama zadziałała!
Przyznam, że sensu w tym nie widzę za grosz. Z tym że zapewne myślę po prostu
innymi kategoriami niż MM. Dla mnie jest to bowiem masło maślane - IMO Róża
faktycznie odpowiada twierdząco.
Nie tyle chcę oceniać postawę Róży (już były o tym rozmowy) ile zrozumieć ten,
dla mnie kompletnie zagadkowy, sposób myślenia. Jakie jest Wasze zdanie?
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Gdzie tu sens? 21.05.06, 10:54
      Dobre pytanie. Sama nie bardzo mogę to rozgryźć. Biologia zadziałałaby sama, gdy Róża nagle
      rozmnożyła się przez dziwerództwo. Albo pączkowanie. Ale ona poszła z chłopakiem do łóżka. W jej
      wieku wypadałoby wiedzieć, że seks bez zabezpieczeń równa się potencjalna ciąża. Owszem, jej matka
      zaniedbała jej edukację seksualną, można się domyślać, że skoro u Borejków o seksie się nie mówi, o
      antykoncepcji tym bardziej. Ale przecież na biologię chyba chodziła?
      Dla mnie też w tym dialogu Róża potwierdza, że złapała Frycka w tę nieszczęsną pułapkę biologiczną.
      Bo skoro podjęła współżycie, a nie zabezpieczyła się, ani nie wymagała tego od niego, musiała/
      powinna była być świadoma skutków. Inna rzecz, że on był równie głupi jak ona:). Albo w ich związku
      zawiodła bardzo ważna rzecz- umiejętność rozmawiania o tak istotnych rzeczach.
      • hybrid822 Re: Gdzie tu sens? 21.05.06, 10:56
        Otóż to - mój sposób myślenia jest identyczny:) Ale chciałabym jeszcze wiedzieć,
        jak to widzi Autorka. Bo zwykle potrafię sobie uzmysłowić cudze stanowisko,
        nawet jeśli się z nim kompletnie nie zgdazam. Tu jest ono dla mnie zagadką.
        • verdana Re: Gdzie tu sens? 21.05.06, 11:29
          Można by przyjąć chyba tylko jedno rozwiazanie - antykoncepcja jest złem, a
          stosunek seksualny z natuy rzeczy kończy się ciążą. Albo Róża sadziła, że
          będzie miała szczęście, albo - jak sądże - że kazdy wie, ze seks=dziecko. A
          wiec Fryderyk idąc z nią do łóżka automatycznie przyjął na siebie obowiązki
          ojca i męża - i jego zaskoczenie jest kompletnie nieoczekiwane.
          To nie byla specjalnie zastawiona pulapka tylko skrajna naiwność.
          • dakota77 Re: Gdzie tu sens? 21.05.06, 11:42
            Zaczęłam się zastanawiać, na ile Fryderyk podzielał poglądy Róży.
    • klymenystra Re: Gdzie tu sens? 21.05.06, 11:54
      mi sie po prostu wydaje, ze Roza obliczyla sobie, ze ma dni nieplodne. i cos
      jej sie poprzesuwalo, cos wyszlo nie tak- i wpadla. i to chyba miala na mysli,
      mowiac, ze bilogia sama zadzialala.
      • hybrid822 Re: Gdzie tu sens? 21.05.06, 11:58
        I wiesz co? Gdyby takie coś padło, np. w rozmowie z Gabrysią, byłoby OK. Że Róża
        uważa antykoncepcję za zło - a co, wolno Autorce skonstruować taką postać,
        poglądy ludzkie są różne. Ale brakowało mi właśnie tego wyjaśnienia. Gdyby to co
        napisałaś było argumentem Róży, wysuniętym na łonie rodziny, nie czepiałabym się. :)
        • laura-gomez Re: Gdzie tu sens? 21.05.06, 12:05
          a moim zdaniem Róża i Fryderyk to po prostu gówniarze, kompletnie
          nieodpowiedzialni ludzie. Nastolatkowie jak sie kochają też mają nadzieję, ze
          nie wpadną. Róża i jej ukochany powinni być mądrzejsi, chociaż bardziej
          nieodpowiedzialnie postąpiła ta pierwsza, bo to ona była inicjatorką gorącej
          nocy, więc powinna wcześniej pomyśleć o zabezpieczeniu. A może nie chciała, bo
          miała nadzieję, że kiedy zajdzie w ciąże, zatrzyma przy sobie Fryderyka??
          • dakota77 Re: Gdzie tu sens? 21.05.06, 12:34
            Ten argument z dniami nieplodnymi byłby faktycznie Ok, gdyby padł. Bo to oznaczałoby, że Róża
            jednak myślała o skutkach.
            Lauro, też chwilami ma wrażenie, że Róża chciała zatrzymać Frycka w ten sposób. Nie pamiętam
            dokładnie tego fragmentu, ale w którymś momencie ona mówi przecież coś takiego, że chciała mocniej
            go ze sobą związać, wiedząc, że on ma wyjechać. Wolałabym wiedzieć, że źle rozumiem tę jej
            wypowiedź:-(
      • ready4freddy Re: Gdzie tu sens? 15.06.06, 13:42
        tez tak podejrzewam. swoja droga tym sposobem zrozumiala rowniez, ze astrofizyka
        to zdecydowanie nie dla niej kierunek, bo tam akurat liczyc trzeba umiec :)
    • the_dzidka Re: Gdzie tu sens? 21.05.06, 17:45
      Być może autorka miała na myśli ;), że nagle im zmysły oszalały, a pożądanie
      zaćmiło wzrok, zdarli z siebie odzież w pośpiechu i popadli w słodkie
      zapomnienie..
      • dakota77 Re: Gdzie tu sens? 21.05.06, 18:24
        Jeżeli się przy tym nie zabezpieczyli, to nie biologia tu zadziałała, ale głupota;-)
    • pulma Re: Gdzie tu sens? 22.05.06, 17:15
      Czytam te wypowiedzi i uwierzyć nie mogę:wszystkie jesteście takie
      pozabezpieczane?
      o wpadkach nigdy nie słyszałyście?
      O wpadkach przeróżnych?
      O wpadkach poprzez dziurawe prezerwatywy?
      O tym,że wpadki zdarzały się,zdarzają i zdarzać się będą?
      O tym,że ktoś sobie źle wyliczył?
      To jest właśnie pułapka biologiczna-naprawdę należy ją Wam tłumaczyć?
      A ilu ludziom zdarza się odwrotnie:starają się zajść w ciążę ze wszystkich
      sił,liczą dni,mierzą temperaturę i ....nic.
      To też rodzaj pułapki biologicznej,która działa w odwrotną stronę.
      Jesteście pewne,że Róża miałaby dokładnie opowiedzieć jak się zabezpieczała i
      jak jej to nie wyszło,albo powinna opowiedzieć,że był to " szał ciał"?
      Pytacie"gdzie tu sens?"
      A czy w miłości panuje sens?
      Czy nie zdarzyło Wam się zakochać mimo woli?
      Pokochać kogoś,kogo nie chcecie kochać i znacie jego wady i wiecie,że to nie ma
      sensu,a jednak jesteście zakochane wbrew waszej woli?

      Miłych rozważań na tenże temat....Pulma.
      • dakota77 Re: Gdzie tu sens? 22.05.06, 17:47
        Rozważyłam zadany materiał, Pulmo. O wiesz co? Zakochanie, zgodne z czyjąs wola czy nie, to jedno.
        Miłość to cos głębszego niż zakochanie. A z miłością wiąże się odpowiedzialność. Jakoś w związku
        Róży i Frycka jej nie widzę. Tak, wpadki się zdarzają. Ale czym innym jest przypadek osoby, która się
        zabezpiecza i wpada, od przypadku kogoś, kto nie zabezpiecza sie wcale, bo jakoś to będzie.
        Nie, nie oczekiwałam, że Róza zacznie opowiadać, jak się zabezpieczała, ani jak się kochała z Fryckiem
        (brrr...). Ale wolałabym, żeby autorka tak przedstawiła wątek, bym wiedziała, że Pyza nie uwiodła
        Frycka świadomie ( sama mówi, że chciała go ze soba mocniej związać) i że choc przez cwhile była
        odpowiedzialna. Za życie ich obojga, bo teraz oba życia się zmienią.
        • pulma Re: Gdzie tu sens? 22.05.06, 18:25
          No przepraszam Cię Dakoto ale nadal sądzę,że chcesz zbyt wiele:jak Ty sobie
          wyobrażasz,że którakolwiek z naszych ulubionych bohaterek uwodzi faceta na
          dziecko by mieć go na zawsze??!!!
          No przecież to jest oczywiste,że nie!!!!I gdyby MM starała nam się to
          precyzyjniej tłumaczyć to my.....coraz mniej byśmy jej wierzyły.....
          Nie radzę żadnej kobiecie łapać faceta na dziecko i na pewno nie tego uczy nas
          naszy ukochana MM.
          Róża znalazła się w sytuacji w jakiej znalazło się tysiące dziewczyn... i to
          czasem młodszych od niej.Tysiące ludzi z dnia na dzień musi stać się
          odpowiedzialnymi.On i ona.Na resztę życia.Nie jest powiedziane,że nimi się
          staną.Może nie od razu.A może będą odpowiedzialni przez 10 lat a potem ich to
          znudzi i się rozwiodą?Chcesz nadal pytać:gdzie tu sens?Tak bywa....Pozdrawiam
          Pulma.
          • tennesee Re: Gdzie tu sens? 22.05.06, 18:51
            ... sadziłam, ze im scislejszy zwiazek, tym trudniej go zerwac lub zapomniec za
            oceanem... powiada nasza Różyczka. Nie było li to zatem miłosne uniesienie,
            tylko jednak pewna- mała może i szlachetna w założeniu- kalkulacja. Róża chciała
            skonsumować związek, zresztą bodaj po pięciu latach i te pięć lat to było chyba
            dość dużo żeby się przygotować na zabezpieczenie. Trudno to nawet nazwać wpadką,
            po prostu Róza założyła, że w jakiekolwiek skutki brzemienna miałaby być ich
            wspólna noc, to F. powinien to przyjąć z radością. A jednak dla większosci
            współcześnie żyjących młodych ludzi seks niekoniecznie równa się dziecko.
            • pulma Re: Gdzie tu sens? 22.05.06, 21:36
              OK:Dla większości współcześnie żyjących młodych ludzi seks niekoniecznie równa
              się dziecko.
              Ale tak wyszło,że będzie dziecko.
              Co wtedy?
              Najpozytywniejsze rozwiązanie TO właśnie radość obojga i wspólna decyzja o
              wzięciu na siebie odpowiedzialności.
              ALBO:szok obojga,wahania,decyzje,powolne akceptowanie nowej sytuacji
              ALBO:wycofanie się faceta,jego wahania,odłożenie ślubu na później
              ALBO:absolutne wycofanie się faceta i pozostawienie dziewczyny samej.
              BYC może ,są jeszcze inne wersje.
              Wszystkie napisane i sprawdzone przez życie.
              Wszystkie możliwe.
              Tym razem MM opisuje jedną z nich i to nie tę najpozytywniejszą.
              Co w tym dziwnego?
              Czy musimy szukać w tym sensu?
              POzdrawiam.Pulma.
              • jottka Re: Gdzie tu sens? 22.05.06, 22:09
                pulma napisała:


                > Tym razem MM opisuje jedną z nich i to nie tę najpozytywniejszą.
                > Co w tym dziwnego?


                ty jednakowoż zapominasz, że to nie są np. wspomnienia z młodości pani em, tylko
                tekst literacki:) co m.in. oznacza, że wszystkie zdarzenia w jego obrębie są
                świadomie skonstruowane przez autora i uporządkowane w taki, a nie inny sposób -
                dzięki temu zyskujemy na przykład wydźwięk moralny, jakże istotny w powieści
                edukacyjnej dla młodzieży. no a w bulwersującym tu wiele osób przypadku ten
                wydźwięk, a nie zdarzenie jako takie, jawi się właśnie cokolwiek naciągany.



                > Czy musimy szukać w tym sensu?

                no możemy wchłaniać całymi sobą strumień rzeczywistości, ale wtedy jesteśmy
                raczej wdzięczną stułbią niż myślącą panienką, a to przecież czytelniczka
                modelowa 'jeżycjady':)
                • pulma Re: Gdzie tu sens? 22.05.06, 22:25
                  jottka napisała:

                  > pulma napisała:
                  >
                  >
                  > > Tym razem MM opisuje jedną z nich i to nie tę najpozytywniejszą.
                  > > Co w tym dziwnego?
                  >
                  >
                  > ty jednakowoż zapominasz, że to nie są np. wspomnienia z młodości pani em,
                  tylk
                  > o
                  > tekst literacki:) co m.in. oznacza, że wszystkie zdarzenia w jego obrębie są
                  > świadomie skonstruowane przez autora i uporządkowane w taki, a nie inny
                  sposób
                  > -
                  > dzięki temu zyskujemy na przykład wydźwięk moralny, jakże istotny w powieści
                  > edukacyjnej dla młodzieży. no a w bulwersującym tu wiele osób przypadku ten
                  > wydźwięk, a nie zdarzenie jako takie, jawi się właśnie cokolwiek naciągany.

                  -Nie wiem co Ci na to odpowiedzieć.
                  Może ,że w "TRolli" mamy do czynienia z całą masą sytuacji życiowych,z mniejszą
                  dozą optymizmu do którego MM przyzwyczaiła nas do tej pory i że koniec końców
                  wszystko dobrze się ułoży?Jak w życiu.Powieść edukacyjna dla młodzieży-tak.Ale
                  powieść również dla nas-trzydziesto,trzydziestoparęlatek,które na niej
                  wyrosłyśmy a przecież miewamy takie same problemy...
                  >
                  >
                  >
                  > > Czy musimy szukać w tym sensu?
                  >
                  > no możemy wchłaniać całymi sobą strumień rzeczywistości, ale wtedy jesteśmy
                  > raczej wdzięczną stułbią niż myślącą panienką, a to przecież czytelniczka
                  > modelowa 'jeżycjady':)
                  -Myślącym panienkom też się zdarza a może właśnie NIE zdarzy dzięki takiemu
                  przedstawieniu sprawy.
                  Tym razem życie i strumień rzeczywistości........POzdrawiam.Pulma
                  • jottka Re: Gdzie tu sens? 22.05.06, 23:06
                    pulma napisała:


                    > Może ,że w "TRolli" mamy do czynienia z całą masą sytuacji życiowych,z
                    mniejszą dozą optymizmu do którego MM przyzwyczaiła nas do tej pory i że koniec
                    końców wszystko dobrze się ułoży?


                    zdaje sie, że tu kwitnie dyskusja nt. żaby, a nie trolli?:) ale ja nie o tym -
                    krytyka nie dotyczy wydarzeń jako takich, przedstawianych w powieści tej czy
                    tamtej, tylko odautorskiego komentarza. a on do wielu osób, jak widać, nie
                    przemawia i to nie z powodu nadmiaru optymizmu czy pesymizmu, tylko
                    nieodpowiedzialnego podejścia do życia dziewczyny prezentowanej jako postać
                    idealna - o tę sprzeczność w założeniu tu idzie


                    > Jak w życiu.Powieść edukacyjna dla młodzieży-tak.Ale
                    > powieść również dla nas-trzydziesto,trzydziestoparęlatek,które na niej
                    > wyrosłyśmy a przecież miewamy takie same problemy...


                    'powieść edukacyjna dla młodzieży' to raczej określenie gatunku literackiego, a
                    nie wskazanie jedynie słusznego czytelnika:) a poza tym ten pluralis jest tu
                    mocno niewłaściwy - ilość protestów, jaka się podniosła nt. wątku róży i
                    fryderyka, świadczy dobitnie o tym, że jednak czytelnictwo takich samych
                    problemów zdecydowanie nie miewa:) i raczej wstrząsa nim głupota kreowana na
                    czyste dobro, że tak powiem


                    > -Myślącym panienkom też się zdarza a może właśnie NIE zdarzy dzięki takiemu
                    > przedstawieniu sprawy.


                    no tu bym polemizowała - z lektury wynika, że de facto nie ma znaczenia, czy
                    18latka zajdzie w nieplanowaną ciążę, bo ona, jako taka, jest z definicji
                    zjawiskiem wysoce pożądanym dla kobiety niezależnie od wieku, sytuacji życiowej
                    itepe, a reszta to drobne szczegóły światło ćmiące.

                    tyle że właśnie o te szczegóły rozbija sie reakcja czytelniczek - bo powyższy
                    skrót zalecanej postawy życiowej nie odpowiada wielu z nich, żeby już nie
                    wspomnieć o fałszu brzmiącym w reakcjach niektórych postaci.
                    • pulma Re: Gdzie tu sens? 23.05.06, 07:05
                      Spróbuję skomentować Twoją opinię w następujący sposób:Twój(Wasz) punkt
                      widzenia jest racjonalny a mój romantyczny i intuicyjny.
                      Jak wiadomo:nigdy nie zostało przesądzone który jest"lepszy".
                      One po protu istnieją a życie i tak pisze swoje scenariusze...
                      Pozdrawiam.Pulma.
                      • dakota77 Re: Gdzie tu sens? 23.05.06, 07:20
                        Ewentualnie naiwny, takie slowo też się ciśnie nie tyle na usta, co na
                        klawiaturę;-))))
                        • pulma Re: Gdzie tu sens? 23.05.06, 17:16
                          OK-naiwny.
                          Ale tak samo prawdziwy jak masa innych spraw i ich rozwiązań przedstawianych
                          w "Jeżycjadzie".
                          Pozdrawiam(naiwnie)Pulma.
                      • jottka Re: Gdzie tu sens? 23.05.06, 12:15
                        pulma napisała:

                        > Spróbuję skomentować Twoją opinię w następujący sposób:Twój(Wasz) punkt
                        > widzenia jest racjonalny a mój romantyczny i intuicyjny.


                        i tu popełniasz mylny błąd:) po pierwsze - ani racjonalizm nie wyklucza
                        intuicji, ani też romantyzm nie wyklucza myślenia, no ale ja nie o tym

                        a po drugie - rozumiem, że podoba ci sie sposób poprowadzenia wątku róży przez
                        autorkę i że chciałabyś o jego mądrości i urodzie przekonać otoczenie, ale nie
                        można tego robić, myląc a/ tekst literacki z tezą z b/ opisem autentycznych
                        wydarzeń czy też domagając się od czytelniczek zapomnienia o ich potocznym
                        doświadczeniu i bezkrytycznego podziwu.




                        > Jak wiadomo:nigdy nie zostało przesądzone który jest"lepszy".

                        nie zostało, ale twoje przeciwstawienie jest fałszywe, podobnie zresztą jak
                        sposób jego zastosowania, tyle że to temat na inną dyskusję:)



                        > One po protu istnieją a życie i tak pisze swoje scenariusze...

                        no ja właśnie usiłuje ci nieśmiało wskazać, że dyskutujesz o tekście literackim,
                        gdzie scenariusz pisze konkretna osoba, a nie bliżej nieznany żywioł:) i sposób
                        konstrukcji tegoż scenariusza czytelniczki uznają za naciągany, a nie informację
                        o fakcie, że nastolatka może zajść w ciążę i popaść z tego powodu w stupor
                        emocjonalno-intelektualny, bo to samo w sobie zdumienia nie budzi
                        • pulma Re: Gdzie tu sens? 23.05.06, 17:24
                          jottka napisała:

                          > pulma napisała:
                          >
                          > > Spróbuję skomentować Twoją opinię w następujący sposób:Twój(Wasz) punkt
                          > > widzenia jest racjonalny a mój romantyczny i intuicyjny.
                          >
                          >
                          > i tu popełniasz mylny błąd:) po pierwsze - ani racjonalizm nie wyklucza
                          > intuicji, ani też romantyzm nie wyklucza myślenia, no ale ja nie o tym
                          >
                          > a po drugie - rozumiem, że podoba ci sie sposób poprowadzenia wątku róży przez
                          > autorkę i że chciałabyś o jego mądrości i urodzie przekonać otoczenie,
                          ......-No,nie jest tak jak piszesz.Nie żeby mi się podobał,żebym widziała w nim
                          mądrość i urodę.Po prostu uważam go za zwyczajny,za wzięty ze zwyczajnego życia.
                          ale nie
                          > można tego robić, myląc a/ tekst literacki z tezą z b/ opisem autentycznych
                          > wydarzeń czy też domagając się od czytelniczek zapomnienia o ich potocznym
                          > doświadczeniu i bezkrytycznego podziwu.
                          >
                          >
                          >
                          >
                          > > Jak wiadomo:nigdy nie zostało przesądzone który jest"lepszy".
                          >
                          > nie zostało, ale twoje przeciwstawienie jest fałszywe, podobnie zresztą jak
                          > sposób jego zastosowania, tyle że to temat na inną dyskusję:)
                          >
                          >
                          >
                          > > One po protu istnieją a życie i tak pisze swoje scenariusze...
                          >
                          > no ja właśnie usiłuje ci nieśmiało wskazać, że dyskutujesz o tekście
                          literackim
                          > ,
                          > gdzie scenariusz pisze konkretna osoba, a nie bliżej nieznany żywioł:) i
                          sposób
                          > konstrukcji tegoż scenariusza czytelniczki uznają za naciągany, a nie
                          informacj
                          > ę
                          > o fakcie, że nastolatka może zajść w ciążę i popaść z tego powodu w stupor
                          > emocjonalno-intelektualny, bo to samo w sobie zdumienia nie budzi
                          ....-Z tego co pamiętam Roża MIała 22 lata gdy zaszła w ciążę i była na
                          studiach.
                          Scenariusz pisze nie żywioł,ale autorka i na pewno nie ja.
                          Nie widzę w całej tej sytuacji żadnego naciągania jak np.w innej sytuacji
                          opisanej w "trolli" gdzie kolega Józinka został okradziony z telefonu
                          komórkowego plus wybito mu zęba,bo nie chciałbył oddać tegoż po dobroci
                          chuliganom......ot żizń...jak w całej "Trolli"
                          Pozdrawiam .PUlma.
                          • hybrid822 Re: Gdzie tu sens? 23.05.06, 18:45
                            Pulmo --> No ok, ale mówimy o motywie ciąży, więc to że w innym momencie cyklu
                            również naciągana sytuacja wystąpiła (BTW nie jestem o tym przekoana, ale
                            nieważne) to NIE JEST argument.
                            Jottka idealnie ujęła istotę sprawy zwracając uwagę, iż nie mówimy o sytuacji
                            jako takiej, ale o tezie, którą w związku z nią stawia Autorka. Autorce WOLNO
                            opisać osobę taką, jaką chce. Natomiast jej autorska interpretacja tejże
                            postaci w wypadku Róży jest życzeniowa, niekonsekwentna. Wolno Autorce opisać
                            matkę, która bije dziecko ale niech nie wmawia nam potem, że matka ta jest
                            wspaniała. Celowo upraszczam - choć przykład przejaskrawiony, mechanizm jest
                            dokładnie ten sam. Jeszcze raz powtarzam: nie oceniamy Róży, oceniamy
                            niekonsekwencję opisanych faktów w stosunku do deklaracji narratora na temat
                            postaci. Jaśniej już nie umiem tego wytłumaczyć.
                            • pulma Re: Gdzie tu sens? 23.05.06, 18:59
                              hybrid822 napisała:

                              > Pulmo --> No ok, ale mówimy o motywie ciąży, więc to że w innym momencie cy
                              > klu
                              > również naciągana sytuacja wystąpiła (BTW nie jestem o tym przekoana, ale
                              > nieważne) to NIE JEST argument.
                              > Jottka idealnie ujęła istotę sprawy zwracając uwagę, iż nie mówimy o sytuacji
                              > jako takiej, ale o tezie, którą w związku z nią stawia Autorka. Autorce WOLNO
                              > opisać osobę taką, jaką chce. Natomiast jej autorska interpretacja tejże
                              > postaci w wypadku Róży jest życzeniowa, niekonsekwentna. Wolno Autorce opisać
                              > matkę, która bije dziecko ale niech nie wmawia nam potem, że matka ta jest
                              > wspaniała. Celowo upraszczam - choć przykład przejaskrawiony, mechanizm jest
                              > dokładnie ten sam.
                              .....Bardzo interesujące zdanie:
                              Jeszcze raz powtarzam: nie oceniamy Róży, oceniamy
                              > niekonsekwencję opisanych faktów w stosunku do deklaracji narratora na temat
                              > postaci.
                              ....Bardzo ciekawe podejście:Różę od dzieciństwa znamy taką i taką i......nie
                              wyobrażamy sobie,żeby miała wpadkę w wieku 22 lat?
                              Nie wyobrażamy sobie,że tak powinna na nią zareagować?
                              Nie tak powinna zareagować rodzina?
                              Oczywiście w sposób najbardziej nowoczesny zareagował narzeczony.

                              Ja nadal mieszam fikcję z życiem:znam takie przypadki.
                              Znam takie historie i znam ich różne zakończenia.
                              I że dziewczyny,ich życie,losy,przyszlość też musiały się zmienić.

                              Jak wobec tego powinno zostać to rozwiązane?ponieważ nie potrafię
                              zrozumieć,przedstawcie mi Wasze sposoby "Rozwiązania" tej postaci i tej
                              sytuacji.
                              Nie żartuję.Pozdrawiam.Pulma
                              Jaśniej już nie umiem tego wytłumaczyć.
                              • tennesee Re: Gdzie tu sens? 23.05.06, 19:15
                                Rzecz nie w tym, jak zareagowała rodzina i narzeczony- choć jego poglądu na
                                ciąże- że mianowicie jest ona li i tylko sprawą kobiety trudno nazwać nowoczesnym.

                                Sposób przedstawienia całej sprawy nie wiele ma wspólnego też z romantyzmem. Bo
                                stwioerdzenie Róży, że biologia sama zadziałała świadczy o jej głupocie i
                                naiwnośći, romantycznego w tym nic niema. Dziecko, również wyczekiwane i chciane
                                od początku dla mnie jest związane z miłością i odpowiedzialnością, ale
                                romantyzm wkładam do innego worka, innej kategorii. A w przypadku róży trudno
                                mówić o odopwiedzialności, o romantyzmie tej sytuacji zresztą też.
                              • hybrid822 Re: Gdzie tu sens? 23.05.06, 19:24
                                Ja nadal mieszam fikcję z życiem:znam takie przypadki.
                                > Znam takie historie i znam ich różne zakończenia.
                                > I że dziewczyny,ich życie,losy,przyszlość też musiały się zmienić.
                                >
                                > Jak wobec tego powinno zostać to rozwiązane?ponieważ nie potrafię
                                > zrozumieć,przedstawcie mi Wasze sposoby "Rozwiązania" tej postaci i tej
                                > sytuacji
                                Wyobraź sobie, że i ja znam takie przypadki. I inne. I jeszcze inne. Tyle że to
                                nie ma nic do rzeczy bo rozmawiamy nie o życiu, ale o konkretnej fikcyjnej
                                sytuacji ciąży fikcyjnej Róży Pyziak, stworzonej piórem pani Małgorzaty Musierowicz.
                                Pani MM przekonuje nas w Żabie, że Róża postąpiła jednoznacznie dobrze, Fryderyk
                                okazał się zaś czarnym charakterem (przynajmniej do pewnego momentu). Róża przez
                                cały cykl jest nam przez Autorkę przedstawiana jako odpowiedzialna, o niezłomnym
                                charakterze, inteligentna. Tak widzą ją inne postacie, których oczami kolejno
                                oglądamy sytuację. Przekaz jest jednoznaczny, narrator wszak wie najlepiej. I to
                                właśnie mi zgrzyta. Bo postępowanie Róży nie świadczy o inteligencji ani
                                odpowiedzialności, niezłomność zaś póki co jest tylko deklaratywna.
                                Gdyby autorka skontrapunktowała to jednoznaczne spojrzenie spojrzeniem innym,
                                gdyby któraś z postaci miała na temat całej sytuacji inne zdanie niż zapatrzony
                                w Różyczkę ogół, byłoby to IMO uczciwsze. Bo nie narzucało by nam konkretnej
                                wizji, nie wmawiało by że mamy postrzegać bohatrkę tak a nie inaczej, mimo iż
                                fakty w najgorzym wypadku temu przeczą, a w najlepszym pozostawiają pole do
                                więcej niż jednej interpretacji.
                                • verdana Re: Gdzie tu sens? 23.05.06, 22:05
                                  I o to chodzi!
                                  Róża na swoja ciążę zareagowała równie źle co Fryderyk - oboje uciekli od
                                  odpowiedzialności. On za ocean, gdzie jak przekonuje nas nieudolnie MM myślał o
                                  dziecięciu, ona zaś do rodzinnego domu, gdzie nie postarała się nawet o
                                  zapewnienie dziecku materialnych podstaw bytu, zwalajac to wszystko (dorosła
                                  osoba!) na swą rodzinę. Fryderyk przyjął, że jego dzieckiem zajmie sie Róża,
                                  Róża - ze zajmie sie rodzina. Jej górnolotne oświadczenia nijak się mają do
                                  prozaicznej rzeczywistości - oboje rodzice nie czuja odpowiedzialnosci za
                                  dziecko. Ale postawa Fryderyka jest napietnowana, Róży - gloryfikowana. I to
                                  jest kompletnie niezozumiałe.
    • delilian Re: Gdzie tu sens? 23.05.06, 23:40
      A mnie zastanawia, ze ojciec Fryderyka tyle razy go przestrzegal przed "pulapka
      biologiczna" a nie powiedzial mu o prezerwatywach... :)
    • limotini Re: Gdzie tu sens? 05.06.06, 17:46
      Ja widzę mniej więcej takie wytłumaczenie: Róża w ogóle nie brała pod uwagę
      możliwości zajścia w ciążę, więc rzeczywiście nie poczuwa się do zastawienia
      pułapki biologicznej. Jest przekonana, że biologia złapała w pułapkę i ją i
      Fryderyka. Jak mogła nie brać pod uwagę możliwości poczęcia dziecka, nie
      pytajcie mnie proszę.
      • jt100 Re: Gdzie tu sens? 09.06.06, 18:07
        Cykl kobiety trwa około 28 dni. Płodne są tylko dwa.
        • klymenystra Re: Gdzie tu sens? 09.06.06, 18:16
          4. a poza tym plemnik jest w stanie przezyc chba 48 godzin, wiec nawet 6.
          • jt100 Re: Gdzie tu sens? 09.06.06, 19:17
            Ale kto współzyje przed owulacją? A mnie chodzi o to, co jest po owulacji.
            • klymenystra Re: Gdzie tu sens? 10.06.06, 07:28
              no niektorzy wspolzyja. po owulacji, to fakt, ze krotko.:)
    • asiunia311 Re: Gdzie tu sens? 05.06.06, 19:24
      Lubiłam i lubię postać Róży, ale ten motyw z ciążą jest dla mnie porażką.
      Czułam się zażenowana, gdy czytałam to pierwszy raz. Zażenowana faktem, że
      Róża - wydawałoby się: erudytka, wykształcona i INTELIGENTNA dziewczyna - w tak
      koszmarny sposób powiela to, w co dała się wpakować jej matka przed laty - i to
      dwukrotnie!!! Całkowicie nie trafiło do mnie to idiotyczne tłumaczenie o
      rzekomej "pułapce biologicznej" - w ustach tak "krystalicznej" i nieskazitelnej
      wręcz postaci brzmi to trochę groteskowo... Według mnie, był to celowy zabieg
      Róży, by "bardziej przywiązać do siebie" tego, pożal się Boże, Frycka... A co
      będzie potem?... Potem to się nie myśli, zwłaszcza jak się "pułapkę
      biologiczną" podrzuci na wychowanie babci lub matce... Od czegoś jest rodzina,
      nie?? Ale z drugiej strony, trochę ta postać się "odbrązowiła", bardziej stała
      sie ludzka, choćby przez to, że zrobiła coś, za co tak bardzo nie szanuję
      kobiet. Zobaczymy, jak rozwinie się ten wątek. Jak będzie "i żyli długo i
      szczęśliwie" na koszt całej rodziny, to mnie potarga:-)))))

      Pozdrawiam wszystkich!!!
    • martina.15 JESTEM JAK RÓŻA 08.06.06, 00:22
      POwiem wam szczerze do bolu, kobiety powinny sie skapnac o co chodzi.

      Ja mam 19 lat i od 4 miesiecy jestem mama Haneczki. Poczeła sie ona dzien po
      miesiaczce gdy obserwujac swoje mlode co prawda cialo przez trzy lata owu mialam
      zawsze tydzien to tym krwawym incydencie ;P tym razem owu wyskoczylo trzy dni po
      i wszystko tak sie poukladalo ze powstala moja corka. No po prostu biologia sama
      zadzialala...
      Moj chlopak za namowa swojej matki zostawil nas obie jak bylam w 4 miesiacu
      ciazy. I mowil innym ze ja to sobie zaplanowalam, raz zeby mu pokrzyzowac
      zyciowe plany, potem ze zaplanowalam to dla pieniedzy. Taaa, trzy miesiace przed
      matura rodzic dziecko i planowac? sorrrrka...

      wiec jak widzicie tak to wyglada nie w ksiazce, ale w zyciu. Jak czytałam "żabe"
      to jakbym czytała o sobie, tyle ze z innym zakonczeniem.
      i tez mnie ktos zapytal wprost- zaplanowalas (zwabilas?)?
      nie, no po prostu natura widac chciala zeby to dziecko powstalo.

      ocencie jak chcecie, ja tu widze sens
      • klymenystra Re: JESTEM JAK RÓŻA 08.06.06, 08:59
        :) tez wl;asnie mialam taka teorie, jak czytalam zabe- roza za bardzo zaufala
        metodzie naturalnej. ablo sobie nawet zle wyliczyla. co nie zmienia faktu, ze
        skes bez zabezpieczenia jest nieodpowiedzialny.
        pozdrow coruchne, nie wiesz nawet, jak ja chcialabym miec dziecko, ale wszyscy
        dookola mowia, ze za wczesnie, moj chlopak tez nie chce... wiec ciesze sie
        widzac kazda napotkana matke :))
      • dakota77 Re: JESTEM JAK RÓŻA 08.06.06, 10:42
        natura zapewne chciala, żeby dziecko sie poczęło, to fakt. Natura już tak jest zaplanowana, że dąży do
        przedłużania gatunku. Inna rzecz, że człowiek dostał do ręki narzędzia, by to przedłużanie gatunku
        jednak planować na stosowny czas.
        Moge przyjąć, że Róża stosowała metody naturalne, tylko że wciąż mnie zastanawia, czy:
        a) nie była świadoma zawodności tych metod, służących wszak raczej do planowania momentu, w
        krtórym chce się dziecka niż do unikania przez długi czas poczęcia
        czy raczej
        b)była tego świadoma, ale stwierdziła, że będzie co będzie, Fryderyk i rodzina na pewno się ucieszą
        z ewentualnego powiększenia rodziny
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: JESTEM JAK RÓŻA 08.06.06, 23:19

          Pozwólcie, że zrobię tu specjalistyczny wtręt, ale tak się składa, że wiem to i
          owo o metodach naturalnych.

          1. Fakt naukowy - ta metoda tak naprawdę dzieli się na 2 części: przewidywanie
          kiedy będzie owulacja, oraz stwierdzanie, że owulacja już była. Ogromna
          większość par wpada na tej pierwszej części. Wszyscy, którzy się tej metody
          uczą, czy to z książki, czy w kościółku - wiedzą, że pierwsza część cyklu (przed
          owulacją) jest po prostu ryzykowna i już. Bo owulacji nigdy nie da się idealnie
          przewidzieć. Natomiast druga część metody - wyznaczanie ex post, że już owulacja
          była - jest bardzo prosta i nieomal w 100% skuteczna.

          2. Jeśli więc Róża decydowała się na metodę naturalną - powinna wybrać taki
          moment, żeby było właśnie maksymalnie bezpiecznie. Osoby znające metody
          naturalne, którym bardzo zależy na niezajściu w ciążę, wybierają do współżycia
          okres po owulacji. Skoro Róża tego nie zrobiła - to świadczy źle nie tyle o
          metodzie, co o głupocie Róży. I wcale nie to było głupotą, że wybrała taką
          metodę, lecz to, że się w niej kompletnie nie orientowała.


          → → → → → → → → → →
          Odkryjmy Białoruś!
          odkryjmybialorus.blox.pl
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 20:46
            Oj no, dajcie spokój dyskusjom na tle ideowym.

            Ja podaję tylko fakty.

            Jeśli w książce miało chodzić o to, że Róża próbowała zastosować wyłącznie
            metodę naturalną, to znaczy, że musiała ją jakoś znać.

            Gdyby znała dobrze, to na jednorazowe igraszki wybrałaby moment maksymalnie
            (praktycznie 100%) bezpieczny. A da się to zrobić, ponieważ metoda naturalna
            jest tak skonstruowana. Na jednorazowy wyskok - mając do dyspozycji kilka
            tygodni - absolutnie tak!

            Ponieważ wpadła, to oznacza, że całkiem źle znała metodę.

            Jeśli źle znała metodę, a i tak jej ufała, to po prostu była głupia. Jak się
            człowiek nie zna, to z czystego strachu woli zastosować jakiś inny sposób
            zabezpieczenia.

            Ale w ogóle, co to za głupi pomysł, żeby panna chciała być ideologicznie w
            porządku i dlatego stosowała metody naturalne - a jednocześnie decydowała się na
            seks przedmałżeński. To się kupy nie trzyma.


            → → → → → → → → → →
            Odkryjmy Białoruś!
            odkryjmybialorus.blox.pl
            • dakota77 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 20:50
              anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

              > Ale w ogóle, co to za głupi pomysł, żeby panna chciała być ideologicznie w
              > porządku i dlatego stosowała metody naturalne - a jednocześnie decydowała się n
              > a
              > seks przedmałżeński. To się kupy nie trzyma.

              I o to nam chodzi w tym watku, miedzy innymi:). Zwlaszcza ze Roza jest przed autorke przedstawiana
              jako ideal wszelkich cnot. Dobrze byloby wyjasnic nagla niekonsekwencje pogladow.
        • jt100 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 18:20
          Metody naturalne to najbardziej niezawodne metody planowania rodziny. Jestem 20
          lat po slubie. Mam dwoje (planowanych) dzieci. I nigdy nie stosowałam
          antykoncepcji. Czasem zastanawiam się tylko, kto tak ogłupia kobiety.
          Gdy moje koleżanki pytają mnie o to w jaki sposób udaje mi się utrzymać miłość
          męża przez tak czas, nie przywiązanie, ale miłość i pożądanie, to mam ochotę im
          powiedzieć, co sobie myślę o tych wszystkich, co to są takie nowoczesne.
          Nawet perfumy robia juz z feromonami, a one rozregulowuja swój organizm. I
          dziwią się, że facet ich nie chce. Mój mąż mógłby robic za mój prywatny
          czujnik - zawsze ma ochote na seks, gdy mam okres płodny. Wyczuwa bezbłędnie.
          Więc chyba coś w tym jest? A jak czytam lub słyszę wypowiedzi
          oburzonych "nowoczesnych", że bez zabezpieczenia, zgroza i wogóle XXI wiek, to
          przed oczami staje mi moja chrzesnica - niestety, będę brutalna dla lepszego
          efektu - ofiara peknietego komdoma. Znam tez dzieci "tabletkowe".
          Pozdrawiam "nowoczesne"
          • dakota77 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 19:25
            Kto tak ogłupia kobiety? Dobre, teraz zacznie nam sie dyskusja na tle ideologicznym, i dopiero zrobi
            sie wesolo. Pragne zauwazyc, ze kazdy ma prawo do wlasnych pogladow. Tak wiec ty masz prawo
            wychwalac pod niebiosa NPR, reszta ma prawo uwazac Roze za naiwna czy niepowazna. Nie odmawiam
            ci wiec prawa do takiego a nie innego zdania, ale indoktrynowac sie nie pozwole:). mam prawo byc
            "ofiara" naukowcow, nie kosciola:). Tak swoja droga, co to ma do milosci meza?
            Dziekuje za pozdrowienia i pozdrawiam "fundamentalistki"
            • babazygmunta Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 19:45
              To nie ma nic wspólnego z kościołem, ale z ekologią. I nie ma w tym nic z
              ideologii. Nie rozumiem dlaczego jednym wszystko kojarzy się z seksem, a innym
              z kościołem. Nie kojarz mnie z kosciołem, proszę.
              Wywiązała się na ten temat dyskusja, więc zabrałam głos. Mam takie same prawo
              do wlasnych pogladów, jak Ty. A że dyskusja biega sobie po opłotkach, więc
              ustawiłam się na jednym z nich. Nie mam zamiaru nikogo indoktrynować, ale jak
              ktoś ustawia mnie na pozycji Ciemnogrodu, bo jest tak doszczetnie ogłupiony, to
              mnie zaczyna trafiać.
              Jedne biorą całe życie tabletki, inne noszą sprężyny, a ja wybrałam coś, co
              jest zgodne z naturą. I czy dlatego mam być uwazana za głupią, co to "bez
              zabiezpieczenia" i fundamentalistkę. Dlaczego? Bo znam swój organizm, bo o
              mojej rodzinie nie decyduje gumka, która może peknąć, albo pigułka. Bo nie
              dałam sobie wmówić, że mi to zapewni wolność. Jaką i od czego? Czy w ten sposób
              mam się uwolnic od własnego organizmu? Po co? Czy dlatego, że wybrałam może
              trudniejszą drogę mam być "ofiarą kościoła". Jakiego koscioła? i co to
              wspólnego z indoktrynacją?
              A z miłośią męża ma i to dużo.
              Pozdrawiam
              • dakota77 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 19:51
                Czemu za kazdym razem podpisujesz sie innym nickiem?
                Moze u ciebie nie ma nic wspolnego z kosciolem, ale zwykle jednak naturalne metody zywbieraja
                luydzie mocno zwiazani z kosciolem, wiec dyskusja o antykoncepcji latwo robi sie sliska, bo mozna
                obrazic czyjes poglady religijne przy jej okazji.
                Rozumiem, ze masz prawo do takich pogladow- podkreslilam to mocno w swoim poprzednim poscie,
                ale to nie oznacza, ze musisz przekonywac nas, ze twoje poglady sa lepsze niz nasze. A usilujesz to
                robic, zarzucajac nam ( mnie?) oglupienie.
                No i wciaz prosze o wytlumaczenie, co to ma wspolnego z miloscia meza. Czy kobiet, ktore stosuja
                inne metody antykoncepcji mezowie nie kochaja i nie szanuja? Owszem, slyszalam takie teorie, lubuja
                sie w nich publicystki Naszego Dziennika, ale nie widzialam zadnego przelozenia na zycie.
                • jt100 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 20:20
                  Dlaczego, wytłumaczyłam poniżej. Po prostu jest u mnie siostra a nie jestem
                  przyzwyczajona, żeby sprawdzać kto jest zalogowany. Dlatego odpisałam pod jej
                  nickiem, a nie pod swoim. Błąd wyjasniłam i przeprosiłam.

                  Już pisałam, że moja decyzja nie była podyktowana wzgłedami religijnymi, ale
                  zupełnie innymi. I wcale nie usiłuję nikomu wmówić, że moje poglądy są ogólnie
                  obowiązujace, tym bardziej, że nie jest to łatwe - szczególnie na początku.
                  Trzeba być świadomym i zdyscyplinowanym, bo nie wystarczy tylko połknąc
                  pigułke. Ale jak słyszę o głupocie, zabezpieczaniu się - to mnie zaczyna
                  trafiać.
                  "Naszego Dziennika" nie czytam, więc nie wiem, co te publicystki w nim
                  wypisują, ale muszę chyba kupić, bo a nóż coś sensownego - skoro tylu na nich
                  pluje. Tyle ze moge z tym mieć niejaki problem.
                  Moja przyjaciółka była kiedyś na kongresie lekarzy ginekologów w Stanach. Po
                  obradach kilka dziewczyn (w różnym wieku i stanie "majatkowym") urwało się na
                  babski wieczór w knajpie. Po długicz babskich rozmowach okazało sie, że
                  większość, albo przynajmniej znakomita część z nich zrezygnowała z
                  antykoncepcji. Myślisz, że robią to z powodów religijnych? Wszystkie?


                  • dakota77 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 20:36
                    Sprawe nicka juz rozumiem, wyjasnienie pisalas rownoczesnie z moim postem, nie moglam go widziec.
                    Naszego Dziennika nie czytam dla rozrywki, ale z przymusu. Kiedys pojawiala sie tam taka pani doktor,
                    ktora poglady miala raczej naukawe niz naukowe, ale na pewno sa osoby, do ktorych to trafia.
                    Osobiscie nie znam ginekologa, ktory stosowalby/polecal metody naturalne, ale pewnie przekupuja ich
                    wielkie koncerny;-)
                    Nie, nie probujesz wmawiac nam, ze twoje poglady ssa obowiazujace, za to bardzo wyraznie okreslilas,
                    co sadzis o naszych pogladach- jestesmy przeciez wszytskie oglupione.
                    Moze Roza nie robila faktycznie nic zlego, jesli stosowala NPR, szkoda tylko, ze nie robila tego lepiej:).
                    Zreszta to tylko gdybanie, moze po prostu o jakiejkolwiek antykoncepcji nie myslala, uwazajac, ze
                    bedzie, co bedzie. Co byloby bardzo mozliwe, skoro z nia nikt w rodzinie nie rozmawial o
                    odpowiedzialnosci w uczuciach i seksie.
                    • jt100 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 20:54
                      Ile lekarz może jednorazowo przepisać tabletek? A każda wizyta przecież
                      kosztuje. Chyba, że ktoś chodzi "po ubezpieczalni". A programy lojalnościowe
                      firm farmaceutycznych. Czy to też wymysł dziennikarzy?
                      Być może jestem hipochondryczką, ale jak widzę liste skutków ubocznych i
                      przeciwskazań, to jest mi niedobrze.
                      Może ten typ tak ma.
                      Pozdrawiam

                      • dakota77 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 21:13
                        Kazdy lek ma dluga liste przeciwskazan i skutkow ubocznych, cco nie oznacza, ze u kazdego pacjenta
                        one wystapia. Rozsadny lekarz zleca mase badan przed zapisaniem pacjentce tabletek i kontroluje
                        potem stan jej zdrowia ( np. watroby) w trakcie ich stosowania. Poza tym zawsze mam wrazenie, ze
                        przeciwnicy tabletek zawsze mysla o tych naladowanych strasznymi dawkami hormonow tabletkami z
                        lat 60. Medycyna sie jednak troche rozwinela od tamtego czasu.
                        Pragne poza tym zauwazyc, ze dyskusja byla o Rozy, nie o naszej entykopcepcji:)
                    • jt100 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 21:24
                      Nie zauważyła odpowiedziałam jeszcze na ustosunkowała się jeszce do jednej
                      kwestii. Przepraszam i naprawiam niedopatrzenie.

                      wyraznie okreslilas,
                      > co sadzis o naszych pogladach- jestesmy przeciez wszytskie oglupione.
                      Żle mnie zrozumiałaś, za ogłupione uważam tylko te kobiety, które nie przyjmują
                      do wiadomości, że ktoś może chcieć inaczej. A inny styl życia uznają za
                      ciemnotę i zacofanie. A ja na to jestem wyjatkowo uczulona. zawsze zyłam tak
                      jak mi pasowało, a nie tak jakie były obowiązujące mody.
                      Wiem również doskonale, że naturalne metody nie są dla wszystkich. Trzeba być
                      systematycznym i zdyscyplinowanym. Odpowiedzialnym i świadomym tygo, co sie
                      robi - zawsze! Bo żadna cudowna tabletka nie zwalnia nas z myślenia. I warunek
                      konieczny - trzeba mieć odpowiedzialnego faceta. Bo o ile tabletki bierze
                      kobieta, to naturalne stosuja oboje. A nie każdy to potrafi. Tak więc nie
                      potępiam nikogo, kto stosuje inne metody, bo rozumiem, że to czasem jedyne
                      wyjście. Ale jak czytam, że NPR to ciemnota i zacofanie to mnie trafia.
                      A tak miedzy nami. Autorka mogła poprowadzić postać Róży, jak jej się żywnie
                      podobało. A ja jestem ostatnią osobą, która miałaby przetensję do kogokolwiek
                      za nieślubne dziecko.
                      Czy zauważyłyście, drogie Panie, że ksiązki pani Musierowicz są skierowane dla
                      młodzieży. TO JEST LITERATURA MŁODZIEZOWA i jako taka charakteryzuje sie pewnym
                      dydaktycznym smrodkiem. Zdrowe to i uprawnione.
                      Młoda czytelniczka Jeżycjady musi się z nich dowiedzieć, że seks "grozi"
                      nieplanowana ciążą. Że taki tatuś może dać dyla. Że samotna ciąża i
                      macierzyństwo to rzecz smutna i bolesna. Młode czytelniczki, drogie Panie, my
                      te ksiązki podczytujemy niejako bezprawnie.
                      Może trzeba zacząc oznaczać je, jako dozwolone do lat 18. A szkoda, bo ja je
                      czytam, mając pełną świadomość, że to fikcja literacka. I doskonale się bawię.
                      I sama coś z nich tez wyciągam, czyli taki "dydaktyczny smrodek" tylko, ze dla
                      teryków.
                      • dakota77 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 21:43
                        Teraz rozumiem, co mialas na mysli. Odebralam to inaczej. masz racje, ze masz prawo miec inne od
                        reszty poglady. Nie do konca sie zgodze, ze tylko metody naturalne wymagaja odpowiedzialnosci.
                        tabletki wymagaja regularnego brania, pamietania o czynnikach, ktore moga oslabic ich dzialanie,
                        regularnych badan. CZy to wszytsko jest pozbawione znaczenia?
                        Co do samej Rozy- oczywiscie, ze autorka mogla zrobic z postacia co chciala. Ale ten watek powstal w
                        tym, ze czujemy pewien falsz w tym, w jaki sposob te postac poprowadzila. Mowis, ze to ostrzezenie
                        dla mlodziezy. No nie wiem, byloby w tym ostrzezenie, gdyby Roza przez te nieplanowana ciaze
                        popadla w powazne zyciowe klopoty. Ale jakie ona ma problemy? owszem, Frycek sie zmyl, ale przeciez
                        rodzina ja wspiera, utrzymuje... Wszyscy szczesliwi, ze oto zdarzyl sie cud nowego zycia. Nikt nie
                        zapyta Rozy, jak wyobraza sobie swoje dalsze zycie, studia, prace.
                        Oczywiscie nie chodzi mi o to, ze rodzina powinna wyrzucic Roze z domu. Ale jednak wydaje mi sie, ze
                        normalna reakcja na wiadomosc o nieplanowanej ciazy mlodej corki jest najpierw szok, moze i troche
                        zlosci. A tu od razu pelna akceptacja i rodzinne szczescie.
                        • jt100 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 22:06
                          Oj! na bardzo poważne życowe problemy to chyba Autorka za bardzo Różę lubi :).
                          A jaka by to była skaza na obrazie rodziny Borejków, gdyby wyrzucili
                          nieszczęsną ofiarę własnej głupoty z domu.
                          Co do reakcji rodziny, to i w życiu ludzie reagują różnie. Są rodziny dla
                          których nawet "ślubne" dziecko jest problemem - "bo przecież córka taka młoda,
                          mogłaby jeszcze pożyć, a tu, patrz Pani, dziecko się im trafiło zaraz po
                          slubie" i tacy, ktorzy przyjmą córkę i jeszcze się cieszą.
                          Co do Borejków to, oczywiście moim zdaniem, wyglada dość wiarygodnie. Przecież
                          Gaba w "Języku Trolli" się martwi. Z tego co pamietam pocieszają ją siostry,
                          albo przynajmniej Ida - ksiązki nie mam, bo mój egzemplarz popłynął do
                          Australii.
                          Laura przejmuje się losem małej siostrzenicy.
                          Dziadkowie reagują spokojnie. Przecież mleko się rozlało i nie ma co
                          deliberować. W gorszych czasach wychowali 4 córki, to i z niemowlakiem sobie
                          poradzą. Oni juz tyle widzieli, że taki malutki człowiek nie wpędza ich w
                          przerażenie. Bo i po co? Głodem nie przymierają, rodzinna pomoc kwitnie. A i
                          Róża ma chyba już ze 23 lata, więc jaka ona młoda. Najlepszy moment na pierwsze
                          dziecko. Że nieślubne, a co to zmienia? Gaba miała ślubne i też została sama.
                          Dzieci wychowała, życie sobie ułożyła. Było ciężko? Czasem tak bywa. Dziecko z
                          wieloletnim narzeczonym, więc nie puszcza się z byle kim. Cud wogóle, że
                          dopiero teraz.
                          Pozdrawiam
                          PS Co do tabletek, to może rzeczywiście jest tak jak piszesz. Wybacz, bo ja sie
                          zupełnie na tym nie znam ;)
                          • dakota77 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 22:11
                            Do Borejkow ta reakcja calkiem podobna, owszem, bardzo to w ich stylu. Ale dziewczyny w wieku Rozy
                            lub mlodsze, jesli znajda sie w podobnej sytuacji moga sie spodziewac zwykle nieco innej reakcji, nie
                            tak pozytywnej. Wiec jesli mialo to byc edukacyjne, to Borejkowie mogli sie nieco bardziej przejac:)
                            Wiekowo Roza nie jest mlodziutka, masz racje. Szkoda tylko, ze nie jest dojrzalsza. Bo jej perorowanie
                            o tym, jak to pojdzie myc podlogi o jej dojrzalosci wcale sie swiadcza. Tym bardziej nie nic nie robi-
                            ani nie pracuje, ani sie nie uczy. Tylko opowiada takie glupoty:)
                            • jt100 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 22:19
                              Patrz Pani, jak nam sie pięknie wątek rozwija. Aż miło.Fakt, że Róża, leń
                              obrzydły, nawet do szpitala pakowała sie w ostatniej chwili. Ja byłam spakowana
                              1,5 miesiąca przed porodem ;)
                              Może ciąża zaszkodziła jej na pracowitość? Albo sama jest już takim wysiłkem,
                              że zwolniona jest od wszystkiego? A może kobiecie i do tego samotnej trudno w
                              ostatnim miesiącu ciąży szukać pracy, albo zaczynać nowe studia. Bo astrofizyka
                              dokumentnie jej obrzydła, kojarząc się zbyt dosłownie z Fryckiem.
                              Daj dziewczynie urodzić, może jej przejdzie.
                              Ja też jestem supernieodpowiedzialna, bo zamiast pracować, deliberuję nad Różą
                              Pyziak, której nie ma. Ludzie, co by mój zlecenodawca powiedział. Horror i
                              zgroza!
                              Pozdrawiam
                              • dakota77 Re: JESTEM JAK RÓŻA 09.06.06, 22:34
                                Nie mowie zeby Roza w samej koncowce ciazy poszla do pracy, bo kto by ja zatrudnil, czy zmieniala te
                                idiotycznie wybraane studia:). Ale miala dosyc czasu wczesniej, zeby cos ze soba zrobic.
                • croyance Re: JESTEM JAK RÓŻA 11.06.06, 20:11
                  To ja sie dorzuce - jestem absolutnie przeciwna pigulkom antykoncepcyjnym (w
                  sensie, ze sama ich nie zamierzam brac, bo wisi mi, co robia inne kobiety) -
                  uzywam za to prezerwatyw i kapturka.
                  Na NPR sie nie decyduje, bo w koncu prezerwatywa sie nie zatruwam, niemniej
                  dokladnie znam moment owulacji i chyba by sie to u mnie sprawdzilo.
                  Co to wszystko ma wspolnego z religia, pojecia nie mam. A jestem jednakowo
                  przeciwna fanatycznym ekologom jak i naukom KK w tym wzgledzie.
                  • croyance Re: JESTEM JAK RÓŻA 11.06.06, 23:22
                    IMHO jest to dla mnie kwestia zdrowotna, a nie ideologiczna.
                    Tak samo, jak nie usunelabym ciazy, chociaz jestem zupelna agnostyczka.
            • jt100 Przepraszam 09.06.06, 19:49
              Przepraszam, nie zauważyłam, że zalogowała się moja siostra, którą nieopatrznie
              wyrzuciłam z komputera
            • laura-gomez Re: JESTEM JAK RÓŻA 10.06.06, 19:14
              Uważam, że akurat metody naturalne mają się do miłości męża i to bardzo. Jeśli
              mąż kocha, jest w stanie sobie odmówić wtedy, kiedy nie może z żoną współżyć. A
              jeśli nie jest w stanie, to kiedy żona gdzieś wyjedzie lub vice versa będzie
              szukał seksu pozamałżeńskiego, bo się przyzwyczaił, że zawsze kiedy ma ochotę
              na seks to go dostaje.
              • asiunia311 Re: JESTEM JAK RÓŻA 10.06.06, 19:30
                Hmmm... ciekawy punkt widzenia. Czy to znaczy, że jeśi kobieta stosuje jakąś
                metodę antykoncepcyjną, to mąż/partner jej nie kocha? Bo jest przyzwyczajony,
                że"dostaje wtedy, kiedy chce"? Dla mnie metody naturalne nijak się mają do
                miłości pomiędzy dwojgiem ludzi.A poza tym, nie sprowadzajmy facetów li i
                jedynie do roli "rozpasanych ogierów". Mój mężczyzna bardzo by się oburzył i
                myślę, że nie tylko on.
                • laura-gomez Re: JESTEM JAK RÓŻA 10.06.06, 19:58
                  nie napisałam, że mąż, którego żona stosuje antykoncepcję jej nie kocha. A co
                  do naturalnych środków - to owszem, jeśli mąż potrafi sobie odmówić parę dni w
                  miesiącu to jest to oznaką miłości. Tylko nie wszyscy potrafią to zrozumieć.
                  Niektórzy wolą się faszerować tabletkami, które nota bene działają poronnie.
                • jt100 Re: JESTEM JAK RÓŻA 10.06.06, 20:47
                  Widzisz, z seksem jest troche tak, jak z choinką. Jak stoi ubrana cały rok, to
                  się kurzy i wyglada nieatrakcyjnie. I trochę (albo bardzo) się wszystkim nudzi.
                  Jak trzeba na nia poczekać, to wszyscy się cieszą.
                  Jak trzeba trochę poczekać, to i seks smakuje lepiej niż wtedy, gdy masz, kiedy
                  chcesz. Nie wiem, jak jest w innych związkach, bo dla mnie są to tematy intymne
                  i raczej z nikim o tym nie rozmawiam. Samam nie wiem, co mnie napadło na tym
                  forum :) Ale poczuła się sprowokowana ;)
                  Ale nie sądzę, aby ludzie w wieloletnich związkach kochali sie codziennie. Oj
                  coś w to wierzyć mi się nie chce. Wyrzeczenie znowu nie jest takie wielkie. A
                  na metodę naturalna najbardziej nalega mój mąż, który nie chce, abym się truła.
                  To są jego słowa. Więc, chyba nie jest taki biedny.
                  • laura-gomez Re: JESTEM JAK RÓŻA 10.06.06, 20:59
                    w sumie to masz rację. ciastko które jesz od czasu do czasu smakuje lepiej.
                    jeśli jesz je codziennie, prędzej czy później czujesz się przejedzona
                  • dakota77 Re: JESTEM JAK RÓŻA 10.06.06, 21:56
                    jt100 napisała:

                    > > Jak trzeba trochę poczekać, to i seks smakuje lepiej niż wtedy, gdy masz, kiedy
                    >
                    > chcesz.

                    W zdrowych, kochających się związkach jest tak, że seks jest wtedy, kiedy obie strony mają na to
                    ochotę:). I naprawdę nic do tego nie ma fakt, jakimi metodami ludzie się zabezpieczają przed
                    nieplanowaną ciążą, tylko na ile się kochają i porozumiewają.
                    Pewnie masz rację, że niewiele dlugoletnich par kocha się codziennie. Czasem trzeba przeczekać
                    zmęczenie, brak czasu, chorobę. I owszem, potem taki seks jest jeszcze atrakcyjniejszy:). Ale przecież
                    to nie jest tak, że odmawianie partnerowi seksu jest jedyną metodą na podtrzymanie temperatury jego
                    uczuć:-). Więc "naturalne" pary nie mają monopolu na udane życie seksualne, jak im sie wydaje:)
              • dakota77 Re: JESTEM JAK RÓŻA 10.06.06, 21:48
                laura-gomez napisała:

                > Uważam, że akurat metody naturalne mają się do miłości męża i to bardzo. Jeśli
                > mąż kocha, jest w stanie sobie odmówić wtedy, kiedy nie może z żoną współżyć. A
                >
                > jeśli nie jest w stanie, to kiedy żona gdzieś wyjedzie lub vice versa będzie
                > szukał seksu pozamałżeńskiego, bo się przyzwyczaił, że zawsze kiedy ma ochotę
                > na seks to go dostaje.

                Absolutna nieprawda. Oosby, które same stosują metody naturalne postrzegają zwykle kobiety, które
                biora pigułki jako:
                a) oosby rozwiązłe, zawsze gotowe do seksu z kimkolwiek
                b) ofiary seksulanych tyranów, którzy wiedząc, że żona jest zabezpieczona przez cały cykl, kiwaja
                palcem, kiedy tylko chcą seksu, a żona rzucs gary, dziecko, cokolwiek i biegnie do łóżka.

                Otóż drogie panie, to nie jest kwestia metody, jaką sie stosuje, ale zwyczajnych uczuć i komunikacji w
                związku. Pigułki czy nie, kochający i szanujący żonę mąż bez trudu zrozumie, że żona może być
                zmęczona czy bez nastroju w danej chwili. jeśli jest jej wierny, nie zdradzi jej kiedy ona nie może się
                kochać z powodu choroby czy np. po porodzie. Co to za teorie?
          • klymenystra Re: JESTEM JAK RÓŻA 10.06.06, 07:30
            wspolczuje mezowi frustracji. zawsze jak ma ochote na seks, to Ty nie mozesz....
            • jt100 Re: JESTEM JAK RÓŻA 10.06.06, 14:19
              Ja raczej współczuję Twojemu. Albo Tobie.
              • klymenystra Re: JESTEM JAK RÓŻA 10.06.06, 22:53
                moze i zle sie wyrazilam, bo wyszlo tak jakby chuc byla wszedzie. ale potrzeba
                to potrzeba i zaspokojona byc powinna bez stresu i niepewnosci i bez zwlekania.
                i nie chce o tym iwecej pisac, bo to nie to forum.
    • martina.15 Re: Gdzie tu sens? 10.06.06, 16:02
      ech, dziewczyny, bez takich niemilych slow, po co to?

      poza tym "traktujecie" Różę jakby byla prawdziwa- a to tylko postać! "Mogłaby
      się zastanowić" "Mogła przewidziec"- przeciez takie stwierdzenia nie dotycza
      bohaterki literackiej.
      Bardzo sie ciesze ze Musierowicz poruszyla ten temat bo ja sama nie bede w
      stanie ostrzec tylu młodych naiwnych osob co nasza kochana autorka. Ale taka
      jest prawda- ja tez bylam bardzo dlugo ze swoim chlopakiem, mielismy byc na
      dobre i na zle i co? (sczerze powiedziawszy najmniej podobala mi sie koncowka,
      zawsze happy end :/ a co jesli nie wroci? ale wloczenie sie po sadach to nie w
      stylu jej pisarstwa, ani Borejkow)

      sluchajcie, jezeli 9, 10-letnie dzieci podniecaja sie Bravo to co to za gadka ze
      ksiazki te powinny byc od lat 18tu- to ja zachodzac w ciaze nie moglabym
      przeczytac czegos takiego? a moze przejrzalabym na oczy? niestety, Żaba wyszla
      juz po fakcie z mojego zycia.

      ja osobiscie stosowalam naturalne ze wzgledow ideologiczno-zdrowotnych (czy
      ekologicznych jak to niektore pisza)
      • mankencja Re: Gdzie tu sens? 10.06.06, 16:37
        DO lat 18. nie OD.
      • dakota77 Re: Gdzie tu sens? 10.06.06, 16:54
        Martino, my naprawde doskonale rozumiemy, ze Roza jest tylko postacia literacka. Ale zostala tak a nie
        inaczej poprowadzona przez autorke, i o tym jest ta dyskusja. Bo usilujemy pojac, z czego wynika tak
        duza rozbieznosc miedzy deklarowanymi przez Roze wartosciami a jej postawa. Jezeli autorka chciala
        czegos nauczyc swoje mlode czytelniczki, mogla np. delikatnie zasugerowac, ze Roza nie miala pojecia
        o antykoncepcji no i patrzcie, wpadla. Tymczasem MM stwarza wrazenie, jakby Roza sobie te ciaze
        zaplanowala, chcac zwiazac ze soba bardziej czytelnika. Lub jakby bylo jej w najlepszym przypadku
        wszytsko jedno, jakie beda konsekwencje seksu.

        A tak swoja droga, jakie to powody ekologiczne, bo wciaz nie wiem? Ze nie zasmieca sie srodowiska
        pudelkami po tabletkach?;-)
        • jt100 Nie ma sensu 10.06.06, 20:56
          Hormony w wodzie z kranu
          Wielu biologów uważa jednak, że stężenia kobiecych hormonów w otoczeniu i w
          żywności są zbyt małe, by mogły spowodować istotne zmiany w narządach płciowych
          i w zachowaniu mężczyzn. Ich optymizmowi przeczą coraz liczniejsze dowody. Na
          jednym z posiedzeń Amerykańskiego Stowarzyszenia Wód Gruntowych przedstawiono
          na przykład wyniki analizy wody z kranu w Luizjanie. Obok śladowych ilości
          wielu leków - między innymi przeciwbólowych i nasercowych, trafiających do rzek
          wraz ze ściekami z gospodarstw domowych - znaleziono w niej hormony pochodzące
          z pigułek antykoncepcyjnych. Było ich wprawdzie niewiele (zaledwie kilka
          molekuł hormonu na trylion cząstek wody), okazało się jednak, że to wystarczy,
          aby zmienić płeć hodowanych w takiej wodzie ryb. W Kanadzie w wodach z
          oczyszczalni ścieków trafiających do rzek odkryto kobiecy hormon estron (w
          stężeniu 400 ppt), a także inny hormon z pigułek antykoncepcyjnych -
          ethinylestradiol (w stężeniu 14 ppt). Chris Metcalfe z uniwersytetu w Ontario
          hodował w tej wodzie przez 100 dni japońskie ryby medaka. Już przy minimalnym
          stężeniu hormonów (0,1 estronu lub 10 ppt ethinylestradiolu) niektóre samce
          stawały się obojnakami, a przy stężeniu 1000 ppt któregokolwiek z nich
          wszystkie samce przekształcały się w samice.
          "Wprost" , 22 września 2002
          • dakota77 Re: Nie ma sensu 10.06.06, 21:40
            No i czym to ma świadczyć? Dopóki się nie jest rybą płci męskiej chyba nie ma się co martwić? Mowa tu
            o ludzkich hormonach, trudno żeby dobrze działaly na ryby.
            Nikt nie twierdzi, że pigułki nie mają ubocznych efektów. Sa one jednak bez porównania mniejsze niż
            40 lat temu, poza tym wystarczy dobry lekarz i regularne badania, jak już pisałam.
            Chyba że to jest uzsadnienie tych ekologicznych przyczyn, dla których jesteś przeciwna pigułkom?;-)
            • jt100 Re: Nie ma sensu 10.06.06, 22:35
              Jeśli mają, chociażby nieporównanie mniejsze, to jakieś mają i po co się truć?
              Przecież zwykle kobieta bierze je co najmniej przez 30 lat. Gdy ktoś ma na
              przykład cukrzycę, albo nadciśnienie i przez 30 lat MUSI brać leki, to jest
              nieszczęśliwy. A tu NIE MUSI. Zywkle chce (podkreslam ZWYKLE).
              Dla mnie to jest nieekologiczne, bo zaburza naturalny rytm organizmu. Ma jakieś
              skutki uboczne i wpływa na nasze otoczenie, chociażby na te nieszczęsne ryby:)
              I nie wracajmy da capo do naszej dyskusji. BO ja nie jestem przeciwna, tylko
              mnie one nie są do niczego potrzebne.
              Ja się obywam bez nich.
              A że ktoś mnie do czegoś namawia to nie powód, żeby zachowywać się jak baran w
              stadzie. Ja robie to, co dobre dla mnie.
              Dawne elegentki też wyśmiałyby gromko kogoś, kto by im odradzał używania pudru.
              Więc obsypywały się suto ołowiem, co jak wiemy nie służy ani zdrowiu, ani
              urodzie.
              Owszem samo życie jest szkodliwe.
              Ale proszę o to, aby nie klasyfikować do Ciemnogrodu i Zacofania tych kobiet,
              które ich nie biorą. Mają do tego prawo.
              Pozdrawiam
              • dakota77 Re: Nie ma sensu 10.06.06, 22:57
                cały czas przwijało sie przez tę dyskusję to samo stwierdzenie: niech każdy wyznaje swoje poglądy i
                robi ze swoim życiem to, co mu pasuje. Ale proponuję tu skończyć dyskusję o antykoncepccji, to
                dorum to nie miejsce na nią:)
                Wróćmy lepiej do książek:)
                • jt100 Re: Nie ma sensu 11.06.06, 22:09
                  To źle zrozumiałaś. Bo te nieszczęsne rybki, to był tylko przykład, pierwszy z
                  brzegu, z internetu. Może zupełnie "odleciany", ale jednak.
                  Nie jestem ortodoksyjnym ekologiem, zupełnie nie jestem ekologiem, ale nie
                  szkodzę, jak nie muszę. A na pewno nie sobie. Z tego samego powodu nie palę i
                  nie nadużywam alkoholu.
                  Chcę umrzeć zdrowsza.
                  Nie wolno mi?
                  • the_dzidka Czy ja bym mogła BARDZO UPRZEJMIE PROSIĆ 11.06.06, 22:57
                    ... o przeniesienie dyskusji ideologicznych na inne forum, bardziej stosowne.
                    Np. "Kobieta", tudzież "Zdrowie".
                    Myślę, że się niewiele pomylę, jeśli powiem, że na forum fanów MM chcielibyśmy
                    dyskutować o tematach związanych z ksiązkami MM, w szerokim, ale nie ZBYT
                    szerokim tego pojęcia znaczeniu. Dlatego nie poruszamy tu kwestii politycznych,
                    religijnych, nie dyskutujemy o szkodliwości palenia papierosów (przeciez Ignac
                    kiedyś kopcił) ani o aborcji. I ja bym ogromnie prosiła, i chyba nie jestem w
                    tym osamotniona, o nierobienie z forum FMM poligonu do prezentacji własnych
                    poglądów na tematy nie związane z twórczością MM. W sensie - nas tu naprawdę
                    nie interesuje, co jt100 (i ktokolwiek inny) sądzi na temat pigułek i dlaczego
                    woli NPR. Tak samo ja nie prezentuję tu swoich poglądów na religię katolicką na
                    przykład, albo na prawicę - a mogłabym, oho, mogłabym.
                    Ja nie chcę, żeby to forum, które tak jak książki jest odskocznią od
                    codzienności, zaczęło mnie irytować. To jest taki nasz mały azyl, kryjówka.
                    Więc jeszcze raz proszę o zakończenie tematyki "ideolo" - zresztą nie ja
                    pierwsza, takie głosy już się w tym wątku odzywały.
                    • jt100 Re: Czy ja bym mogła BARDZO UPRZEJMIE PROSIĆ 12.06.06, 11:26
                      Oj, prezentujesz i to rózne. I jadu też sporo. Poczytałam sobie troche. I
                      opuszczam to forum, bo myslałam, ze MM [isze dla troche innego grona
                      czytelników.
                      Dziekuje za dyskusje.
                      Pozdrawiam
                      • the_dzidka Re: Czy ja bym mogła BARDZO UPRZEJMIE PROSIĆ 15.06.06, 22:08
                        > Oj, prezentujesz i to rózne. I jadu też sporo. Poczytałam sobie troche. I
                        > opuszczam to forum

                        Przykro mi, że siane przez Ciebie ziarno nie trafiło na podatny grunt :-PPPP
                    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Czy ja bym mogła BARDZO UPRZEJMIE PROSIĆ 15.06.06, 00:52
                      > ... o przeniesienie dyskusji ideologicznych na inne forum, bardziej stosowne.
                      > Np. "Kobieta", tudzież "Zdrowie".

                      Popieram, ale przy tej okazji chciałabym prosić, żeby już więcej nie używać
                      słowa "tudzież" niepoprawnie! :-((((

                      "Tudzież" znaczy "i", a nie "lub". Już kiedyś była o tym dyskusja, gdy było o
                      pani Sznytek.

                      Dziękuję za uwagę.

                      → → → → → → → → → →
                      Odkryjmy Białoruś!
                      odkryjmybialorus.blox.pl
                      • mkw98 do anuszki 15.06.06, 13:09
                        ale w cytowanym przez Ciebie poście chyba zostało użyte poprawnie?
                        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: do anuszki 15.06.06, 21:20
                          > ale w cytowanym przez Ciebie poście chyba zostało użyte poprawnie?

                          Nie. Przyjrzyj się kontekstowi tudzież interpunkcji:

                          > ... o przeniesienie dyskusji ideologicznych na inne forum, bardziej stosowne.
                          > Np. "Kobieta", tudzież "Zdrowie".

                          Gdyby wstawić tam "i" - zdanie nie miałoby sensu. Zaczyna mieć sens, gdy wstawić
                          "albo".

                          → → → → → → → → → →
                          Odkryjmy Białoruś!
                          odkryjmybialorus.blox.pl
                      • the_dzidka Re: Czy ja bym mogła BARDZO UPRZEJMIE PROSIĆ 15.06.06, 22:11
                        > Popieram, ale przy tej okazji chciałabym prosić, żeby już więcej nie używać
                        > słowa "tudzież" niepoprawnie! :-((((
                        >
                        > "Tudzież" znaczy "i", a nie "lub". Już kiedyś była o tym dyskusja, gdy było o
                        > pani Sznytek.

                        Kajam się. Dopiero teraz do mnie dotarło, że w szkole uczyli, że "tudzież" może
                        być zamiast "i", a od lat stosuję to jako "lub ewentualnie".
                        Dzięki za przypomnienie, poprawię się :)
            • berek_76 Re: Nie ma sensu 11.06.06, 21:39
              > Chyba że to jest uzsadnienie tych ekologicznych przyczyn, dla których jesteś pr
              > zeciwna pigułkom?;-)

              No, ja to właśnie tak zrozumiałam :)

              Na plus liczę, że w tym kontekście uzycie słowa "ekologia" ma nieco sensu, a to
              rzadko spotykane ostatnio.

              Na minus, że poza tym jakiegoś sensu trudno się doszukać. Znaczy, w imię
              obojnaczych ryb ludzie powinni zaprzestać używania antykoncepcji hormonalnej?
              Byłoby cudnie, gdyby każdy był tak odpowiedzialny, że działałby sobie spokojnie
              na naturalnym planowaniu, które zresztą bardzo lubię i stosowałam, kiedy było mi
              potrzebne. Sęk w tym, że przy poziomie odpowiedzialności, uświadomienia i tak
              dalej naszego społeczeństwa nie ma co liczyć na powszechne i skuteczne
              stosowanie metod naturalnych. To co wolimy - mnóstwo obojnaczych rybek i mniej
              niechcianych dzieci, czy hipermęskie ryby i więcej porzuconych noworodków i
              skrobanek?

              I dodam jeszcze, że skoro ekologia jest nauką o zależnościach pomiędzy
              wszystkim, co żyje, to i ludzie mają prawo być traktowani ekologicznie. I, na
              litość Boską, nie mam tu na myśli znaczenia lansowanego przez nasze wtórnie
              analfabetyczne media.

              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
              • liliaweneda Re: Nie ma sensu 12.06.06, 08:54
                jak sobie chcesz porozmawiać o metodach antykoncepcyjnych to załóż nowe forum!
                wracając do tematu Róży, moim zdaniem poszła na zywioł i w żaden sposób się
                zabezpieczyła. A natura zadziałała sama, bo doszło do zapłodnienia. Tyle
    • herbarium Czepiacie się... 10.06.06, 16:53
      Może forumowiczki jak jeden mąż (jedna żona) należą do grona super
      zorganizowanych, znakomicie przewidujących i nie tracących ani dnia z życia
      kobiet. Zapewniam, że znam z życia całkiem liczne przykłady osób zachodzących w
      ciążę na skutek nieregularnego stosowania antykoncepcji, stosowania metody "na
      oko mam dni niepłodne", tzn. niedbale stosowanych metod naturalnych. Znam też
      osoby, którym ciężko było się zabrać do jakiegokolwiek działania, np. po
      przerwaniu studiów, nie tylko z powodu ciąży, którym szukanie pracy szło
      powolutku, a zabranie się do szukania tejże zajmowało całe tygodnie, które po
      kilka lat siedziały z dzieckiem na utrzymaniu rodziców, dajmy na to studiując
      stacjonarnie...
      I wcale nie były to przypadki patologiczne, wręcz przeciwnie - nieraz bardzo
      inteligentni, sympatyczni ludzie, którzy w innych sytuacjach wykazywali się
      odpowiedzialnością, a nawet altruizmem i poświęceniem.
      • dakota77 Re: Czepiacie się... 10.06.06, 16:57
        Czepiamy sie:). Bo pewnie wspomniane przez ciebie osoby nie wyglaszaly przy tym bojowych deklaracji,
        ile to nie zrobia dla wlasnego dziecka, nie robiac rownoczesnie niczego. Mowimy tu w dodatku o
        postaci uparcie kreowanej przez MM na absolutny ideal, druga Gabrysie.
        • herbarium Re: Czepiacie się... 10.06.06, 17:00
          Ooo... bojowe deklaracje w stylu "dla dziecka zrobię wszystko" - jak
          najbardziej! I nie jest to żadna hipokryzja - naprawdę można chcieć wszystko
          poświęcić dla dziecka, nie robiąc nic:)
        • herbarium Re: Czepiacie się... 10.06.06, 17:01
          A deklaracje o tym, czego to ja nie zrobię... to bardzo charakterystyczna cecha
          osób z dużą siłą bezwładu:)
          • asiunia311 Re: Czepiacie się... 10.06.06, 17:13
            Wiesz, mnie się wydaje, że lepiej coś robić niż górnolotnie gadać... Tak bym to
            ujęła. Krótko i zwięźle. Takie teksty w ustach panienki, jak nasza bohaterka
            Różyczka, to najzwyklejsza hipokryzja - zresztą wiadomo, jak to się kończy w
            90% przypadków - dzieciaka "daje się" na wychowanie swoim rodzicom, pozostaje
            sie na utrzymaniu tychże rodziców, ewentualnie dalej się studiuje - i NO
            PROBLEM!!! Jestem idealną matką!!! Moim zdaniem, jak ktoś ( vide Róza, bo o
            niej tu cały czas mowa )był na tyle dorosły, by uprawiać seks bez
            zabezpieczenia, to powinien być na tyle dorosły, by utrzymać samemu tego
            dzieciaka, a nie wszystko zwalać na rodzinę...
            • dakota77 Re: Czepiacie się... 10.06.06, 18:19
              Asiuniu, w pelni sie z toba zgadzam:)
            • herbarium Re: Czepiacie się... 10.06.06, 19:48
              Ale to chyba nie jest kwestia, żeby móc sobie potępić bohaterkę książkową,
              natomiast dyskutujemy - mam wrażenie- o prawdopodobieństwie psychologicznym
              postaci i sensowności ukazywania tejże w pozytywnym świetle.
              Zatem dla mnie fakt, że dziewczyna przez kilka miesięcy tuż przed porodem nie
              znalazła sobie pracy (biorąc też pod uwagę techniczną możliwość znalezienia
              tejże) i deklaruje daleko idące poświęcenie dla dziecka nie jest ani czymś
              nieprawdopodobnym, niezwykłym i niespotykanym, ani zasługującym na szczególne
              potępienie, ani też nie oznacza hipokryzji. Co wiem z obserwacji świata
              zewnętrznego i bohaterów realnych;)
              • asiunia311 Re: Czepiacie się... 10.06.06, 20:02
                Chyba sie nie zrozumiałyśmy - ja Róży nie potępiam, po prostu uważam ją za
                hipokrytkę. Jedno drugiego nie wyklucza, prawda? Znam takie górnolotne teksty w
                ustach takich panienek, którym "się wpadło", ale którym nie przeszkadza być
                przez długi czas na utrzymaniu własnych rodziców, a jednoczesnie uważać się za
                doskonałe niemalże matki. Nie przekonuje mnie to, i już. Może się mylę, ale to
                jest moje zdanie. Rodzinę powinno się zakładać z pełną świadomością
                konsekwencji; jeśli natomiast zdaży się "wpadka" ( ludzkie, niestety ), to
                trzeba dołożyć starań, by samemu zadbać o jej następstwa, a nie wyręczać się
                całą rodziną. Rodzice Róży ( a właściwie matka, nasza jeżycjadowa święta
                Gabrysia ) już wychowali swoje dzieci. Wydawałoby się...
                • verdana Re: Czepiacie się... 11.06.06, 18:59
                  Róża nie tylko nie znajduje pracy (to rozumiem), ale rzuca studia. W tym
                  wypadku oznacza to po prostu, ze najbliższe pięć lat ona i jej dziecko
                  zamierzają spędzić na utrzymaniu rodziny - bo Róza nie rezygnuje ze studiów w
                  ogóle "dla dziecka", tylko z konkretnego kierunku 'bo jej sie znudził". A więc
                  zacznie nastepny, jak mniemam.
                  Pierwszym poświęceniem dla dziecko powinno być ukończenie studiów w jak
                  najszybszym terminie - bo co by nie mowić łatwiej o pracę po studiach.
                  Tymczasem Róża dokonuje wyborów tak, jakby pieniądze nie były w ogóle istotne.
                  Dla mnie jest to oczywiste. W tej chwili, przy swoich zarobkach, pani
                  Musierowicz tego aspektu nie wzięła po prostu pod uwagę. Dla niej utrzymanie
                  dwóch osób nie stanowi problemu - i nie pomyślała, ze dla większości rodzin
                  stanowi. Myślę, ze tu jest pies pogrzebany.
                • herbarium Re: Czepiacie się... 11.06.06, 20:04
                  asiunia311 napisała:

                  > Chyba sie nie zrozumiałyśmy - ja Róży nie potępiam, po prostu uważam ją za
                  > hipokrytkę.

                  Twoje prawo ją uważać:) Ale hipokryzja zakłada jakąś świadomość fałszu u osoby,
                  której bohaterskie deklaracje idą w parze z przeciętnymi czynami. Dla mnie
                  przerwanie studiów przez Różę oznacza raczej, że ona planuje po porodzie iść do
                  roboty, a studia może jakieś zaoczne, ale już nie ta nielubiana astronomia -
                  więc od odpowiedzialności bym jej nie odżegnywała tak całkiem i - jak rozumiem -
                  z tym się wiążą jej deklaracje o poświęceniu. A że tej roboty nie znalazła
                  natychmiast - to inna sprawa.

                  > jest moje zdanie. Rodzinę powinno się zakładać z pełną świadomością
                  > konsekwencji; jeśli natomiast zdaży się "wpadka" ( ludzkie, niestety ), to
                  > trzeba dołożyć starań, by samemu zadbać o jej następstwa, a nie wyręczać się
                  > całą rodziną.

                  Ja zwykle tak myślę... ale widzę, że ludziom się różnie układa, w różnym tempie
                  stają na własnych nogach. A wyręczać się całą rodziną nie należy, ale to nie
                  wyklucza przyjęcia pomocy od rodziny:)
                  • herbarium Re: Czepiacie się... 11.06.06, 20:12
                    No i jeszcze jedna kwestia - czy faktycznie Różyczka ma być wzorcem, czy wręcz
                    przeciwnie - ma być bohaterką lubianą przez autorkę, ale "uczłowieczoną" przez
                    tę ciążę , przerwane i nieudane studia, bezrobocie? Gdyby zaraz po rozstaniu z
                    Fryderykiem mimochodem znalazła świetnie płatną i rozwijającą intelektualnie
                    robotę a wieczorami, rzygając jak kot i czekając na poród, uczyła się do sesji,
                    to na forum rozległo by się narzekanie, że to kolejna wersja Mili, superwoman i
                    uwięzionej między garami dramatopisarki;)))
                    • verdana Re: Czepiacie się... 11.06.06, 20:15
                      Nie czepiałabym się, gdyby nie ta przemowa, jak to dla dziecka będzie myła
                      podłogi. Rozbieżność między deklaracjami a zachowaniem jest, zaiste, zbyt
                      rażąca.
    • liliaweneda Re: Gdzie tu sens? 11.06.06, 19:15
      jeszcze nie wiadomo, czy Róża rzuci studia. Moim zdaniem mówiła to pod wpływem
      emocji. Wzięła dziekankę, zapewne od lutego - wcale mnie to nie dziwi: skoro
      rodzić ma w czerwcu, to przecież sesji letniej i tak by nie zdązyła zaliczyć, a
      we wrześniu będzie się zajmować bebisiem. Czemu nie poszła do pracy? Od lutego,
      w szóstym miesiącu ciąży miała iść do pracy?! Ciekawe gdzie by ją znalazła
      • verdana Re: Gdzie tu sens? 11.06.06, 19:17
        Raczej wynika, ze nie jest to dziekanka od lutego, tylko zawalony rok.
        A do czerwca można zdobyć zaliczenia, nawet jesli do sesji się nie przystepuje.
        Moje kolezanki, w ciąży nie brały dziekanki - ze studentek tylko jedna, w
        zagrożonej ciąży.
        Lenistwo i tyle.
        • liliaweneda Re: Gdzie tu sens? 11.06.06, 19:56
          A może była załamana faktem, że ukochany ją zostawił i stąd straciła zapał?
          Poza tym kobiety w ciąży się zmieniają i mają do tego prawo; w końcu są w
          stanie odmiennym.
          • verdana Re: Gdzie tu sens? 11.06.06, 20:14
            Proszę bardzo, mogła być załamana i w depresji - ale najwyraźniej nie była, bo
            autorka nie pokazuje jej jako osoby załamanej.
            Gdy zachodzi się w ciążę, obowiązkiem rodziców jest myśleć o dziecku i o swojej
            za nie odpowiedzialnośći. Róża odpowiedzialna nie czuje się, mimo wzniosłych
            deklaracji, ani trochę. Liczy na to, ze obowiazek utrzymania jej i dziecka mają
            dziadkowie i pradziadkowie.
            • asiunia311 Re: Gdzie tu sens? 11.06.06, 20:31
              Otóż to:-)))
              Po cóż ma myśleć o dzieciaku? Wszak od tego ma rodziców i dziadków. Mogłaby
              sobie darować te wzniosłe, zalatujące patosem słowa. Wtedy by ta jej postawa
              nie była tak rażąca.
              • liliaweneda Re: Gdzie tu sens? 12.06.06, 09:42
                Moim zdaniem właśnie myśli o dziecku. Nawet jeżeli jej deklaracje o tym ,że
                zostanie sprzątaczką są głupie, to jednak świadczą o tym, że chce pracować na
                dziecko, i nie jest to tylko czcze gadanie. To ze w ciązy nie pracowała wcale
                mnie nie dziwi. Głupotą i nieodpowiedzialnością z jej strony byłoby za to
                rozpoczęcie nowego kierunku studiów. Powinna albo skończyć astrofizykę, albo
                iść do pracy (w tym wypadku praca ze ścierą jest bardzo prawdobodobna).
            • berek_76 Re: Gdzie tu sens? 11.06.06, 21:43
              > Proszę bardzo, mogła być załamana i w depresji - ale najwyraźniej nie była, bo
              > autorka nie pokazuje jej jako osoby załamanej.

              Nie pokazuje, ponieważ w rodzinie Borejków nie przystoi okazywać uczuć. czy
              zauważyłyście, dyskutantki drogie, że tam w ogóle wszyscy ukrywają swoje uczucia
              jak mogą? przed najbardziej ukochaną rodziną również? O uczuciach kogokolwiek
              osoby drugie dowiadują się poprzez telepatię i nadzwyczajną znajomość życia,
              ponieważ nikt nigdy po sobie nie okazuje stresu, strachu, smutku, rozgoryczenia
              i tak dalej. Wyjątkiem bywają dzieci do lat 14 :>


              A tak na serio, to zgadzam się, że to się kupy nie trzyma. Hipokryzją mi wieje z
              postawy naszej Różyczki.

              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
              • liliaweneda Re: Gdzie tu sens? 12.06.06, 09:46
                co do tej depresji to jednak w nocy nie mogła spać - nie było jej lekko. A że
                na codzień chodziła uśmiechnięta i promieniowała szcześciem? - ja tez nie lubię
                publicznie okazywać uczuć i gram, że jest dobrze, nawet jeśli jest źle i czuję
                łzy pod powiekami. C'est la vie!
                • martina.15 Re: Gdzie tu sens? 12.06.06, 12:22
                  jeju, ja juz pisalam o sobie, jaka jest moja sytuacja- wlasciwie identyczna.
                  mialam sily na smianie sie, normalne funkcjonowanie w szkole a czasami w nocy
                  rodzice siedzieli obok mojego lozka i trzymali za rece zebym sie uspokoila- kto
                  przezyl ciazowy zawod milosny to zrozumie o co w tym chodzi- kto tego nie
                  przeszedl, to niech go to nie spotka ale tez nie doszukuje sie idiotyzmow w
                  zachowaniu Rózy (i moim)
                  • berek_76 Re: Gdzie tu sens? 14.06.06, 10:48
                    > mialam sily na smianie sie, normalne funkcjonowanie w szkole a czasami w nocy
                    > rodzice siedzieli obok mojego lozka i trzymali za rece zebym sie uspokoila

                    Ano własnie, samo życie...

                    Ja nie przeżyłam ciążowego zawodu - przeżyłam za to odejście męża, kiedy nasza
                    młodsza córka miała dwa miesiące. Też się smiałam, słyszałam na każdym kroku, że
                    to niesamowite, jaka ja jestem dzielna, ALE JEDNAK najbliżsi wiedzieli, jak jest
                    naprawdę. I Ciebie też rodzina wspierała, przed nimi nie musiałas grać bohaterki?

                    Dlatego nadal uważam, że cały ten obraz jest mało realny. Tzn moge sobie
                    wyobrazić rodzinę, w której nikt nie wie o uczuciach pozostałych członków, no
                    ale to chyba nie u doskonałych Borejków?

                    -----------------------
                    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                    • martina.15 Re: Gdzie tu sens? 15.06.06, 23:35
                      mi rodzina pomagała, ale u Borejkow jest inaczej- przede wszystkim dlatego ze
                      drzwi mozna zamknac a zawsze jest masa ludzi naokolo... po prostu latwiej sie
                      schowac...

                      ech, widze ze podobne przezycia mialysmy...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka