meduza7
14.09.06, 20:40
jak myślicie? Bo ja osobiście odnoszę wrażenie, że MM ostatnio upodobala
sobie efektownie brzmiące tytuły, których związek z treścią książki jest
równie luźny, jak piosenek w Spiewających fortepianach z obrazkami...
Przykładowo: Kalamburka - NIGDY nie zauważyłam u Mili jakiegoś specjalnego
zacięcia do kalamburów, a że na koniec (albo raczej początek) okazuje się
znanym dramatopisarzem Amburką Kalem, no to jest powiedzmy sobie szczerze,
grubymi nićmi szyte.
Język Trolli - fakt, że główna bohaterka to Trolla Stanisława jest już nie
tylko grubymi nićmi, ale wręcz liną okrętową szyty.
Wcale się nie zdziwię, jeśli główną bohaterką Czarnej polewki okaże się jakaś
kuzynka wujka Oracabessy, która wyszła za Polaka o takim wlaśnie dźwięcznym
nazwisku...