nula8
28.09.06, 10:43
Przeczytałam CP i wszystkie forumowe wypowiedzi. W wątku "czy CP jest źle
napisana?" ktoś zastanawiał się o czym w ogóle jest Czarna Polewka i czy
przypadkiem jej serialowość nie jest przypadkiem zamierzona. Zaczęłam się nad
tym zastanawiać i uświadomiłam sobie, o czym ona jest według mnie. Otóż moim
zdaniem powieść traktuje o komercjalizacji naszego życia i o tym, jakie
postawy wobec tej komercjalizacji przyjmujemy.
W rodzinie Borejko, tak dotąd zżytej, bliskiej i mądrej, obserwujemy wyraźne
rozluźnienie więzi rodzinnych (dzieci wychowują się same, szukając "bliskich"
na zewnątrz w sposób przypadkowy i hmmm... za wszelką ceną). Poszczególni
członkowie rodziny "okopali się" wraz z najbliższymi sobie i odgradzają się
od reszty (Gaba i Grześ, Ignac i Mila, Józinek i Łusia, a panny Pyziakówny,
zawsze niedopasowane do siebie, nie mają sprzymierzeńców w domu, więc chcą
zakładać własne rodziny). Jeszcze ciągle pozornie są razem, jeszcze podejmują
próby powrotu do czasów zażyłości, co ciekawe wychodzą one zwykle od osób,
które się od rodziny ciutkę oddaliły (Ida, Pulpa i Nutria - propozycja
pożyczki).
Ignac, otoczony przez kulturę masową i atakowany przez nią, stracił dystans i
poczucie bezpieczeństwa. Jego paniczny odwrót ku tradycyjnym wartościom,
pozbawiony wszelkiego sensu i bezkrytyczny (dyskredytuje nawet ukochaną
córkę, odmawiając jej, pośrednio oczywiście, prawa do udzielenia zgody na
ślub córki)świadczy o tym, że w panującej rzeczywistości czuje się po prostu
zaszczuty. Taka przemiana człowiek takiego jak on, napuszony i
niesympatyczny, ale jednak do tej pory mądry, charakteryzujący się wysokim
poziomem moralnym, w sposób przemyślany czerpiący z "tradycji i historii",
jest może być w istocie tylko częściowo tłumaczona wiekiem.
Córki swoje Borejkowie wychowali dobrze. Mimo szamotaniny uczuciowej, która
wszak nie zależy od wychowania, zawsze miały one jasne oczekiwania i prosty
kręgołup moralny. Są ciekawymi osobowościami. Ale wnuczki, których wychowanie
pokrywa się z rozkwitem kapitalizmu, są jego wykwitem. Róża, niezdolna do
walki w realnym świecie, ucieka w rozmamłane zadowolenie z
odkrycia "prawdziwej wartości" życia. Laura, mimo erudycji i wiedzy
szerokiej, wychowana została na istotę egoistyczną i powierzchowną. Późno jak
na jeżycjadowe bohaterki zaczyna osobiste wartościowanie. Na dodatek autorka
dopiero zapowiada w Czarnej Polewce, że to nastąpi. Na razie dostajemmy
wewnętrzny portret Laury i zapowiedź, że coś się chyba będzie zmieniać...
Taka smutna ta Czarna Polewka jak dla mnie, zastanawiam się tylko, czy
ukazanie tego było zamiarem autorki?