Dodaj do ulubionych

Dorastanie a Jezycjada

27.10.07, 12:44
Chyba nie było osobnego watku na ten temat?

Zainspirowało mnie to co MM napisała w swojej najnowszej ksiazce. Tam juz się nie dopisywałam bo w zasadzie wszystko juz napisaliscie.

Ale pomyślałam o czym innym-kilka razy już padały na tym forum zdania,że patrzymy na Jezycjadę poprzez pryzmat swego zyciowego doświadczenia i dlatego ją odbiearmy inaczej niz nastolatki.

To mi przypomniało moją "czytelnicża karierę" -moja mam zawsze twierdzi,że "stara" Jezycjada konczy się na "BBB" a ja zauważyłam róznicę dopiero przy "Pulpecji".Teraz nawet jestem w stanie przyznać jej rację i nawet na te stare tomy patrzę już inaczej.

Na przyklad "OwR"-dopiero w liceum,czytając tą ksiązkę po raz n-ty zaczęło do mnie docierać coś więcej poza miłością Kreski i Maćka.

Chociaz przyznam,ze Ignacy mnie denerwował od początku ale np. nie zgrzytało mi wcale to dziwne przedstawianie Feli. Ignacy to była jedyna postać,którą widziałam inaczej niż przedstawiała ją autorka. Jeżeli chodzi o innych to miałam taki punkt widzenia jak ona.

Teraz juz niestety minęły czasy "potulnego potakiwania" :))

Czy tez tak mieliście? ")
Obserwuj wątek
    • darry4 Re: Dorastanie a Jezycjada 27.10.07, 13:16
      Ja na ten sam temat, ale pod innym kątem.
      Ważną częscią wszystkich "gawęd kulinarnych" jest grafika -
      niestety, najnowsza książka jest niemal kopią Łasucha. Te
      same "medaliony" rozpoczynąjace rozdziały, te same torciki, babeczki
      etc.
      Brak nowych pomysłów na grafikę jest dla mnie kolejnym dowodem
      wypalenia.
      Czyzby MM zakładała, że dziejsze gimnazjalsitki na pewno nie
      zaglądały do Łasucha?
      • sevilay Re: Dorastanie a Jezycjada 27.10.07, 13:21
        Może tez zakładać,że ucieszą się z czegoś znajomego.Może to ma byc taki jej "znak firmowy".

        Ale może masz rację-ile mozna w końcu wymyslać nowosci.
      • agnieszka_azj Re: Dorastanie a Jezycjada 27.10.07, 13:25
        darry4 napisała:
        > Ważną częscią wszystkich "gawęd kulinarnych" jest grafika -
        > niestety, najnowsza książka jest niemal kopią Łasucha. Te
        > same "medaliony" rozpoczynąjace rozdziały, te same torciki,
        babeczki
        > etc.
        > Brak nowych pomysłów na grafikę jest dla mnie kolejnym dowodem
        > wypalenia.

        A może to ma być po prostu jednolita szata graficzna serii gawęd
        kulinarnych ?
        • sevilay Re: Dorastanie a Jezycjada 27.10.07, 13:29
          No mniej więcej to samo napisałam:))


          A coś w sprawie mojego watku ?:)))

          Napisz, napisz:)) Bo ejsetm ciekawa czy tylko ja tak miałam:)
          • agnieszka_azj Re: Dorastanie a Jezycjada 27.10.07, 14:08
            sevilay napisała:

            > A coś w sprawie mojego watku ?:)))
            >
            > Napisz, napisz:)) Bo ejsetm ciekawa czy tylko ja tak miałam:)

            W sprawie głownej to nie wiem ;-) Ja jestem rocznikowo między
            Gabrysią a Idą, więc w wieku nastoletnim dane mi było przeczytać
            tylko pierwsze cztery książki cyklu.
            Dla mnie "Jeżycjada" tak naprawdę skończyła się "Kalamburką" -
            nieodwołalnie. Łączę to jednak nie ze sobą, a z tym, że pani M.
            wyprowadziła się z Jeżyc oraz, że przestała mieć w najbliższym
            otoczeniu ludzi nastoletnich - dzieci wyrosły, a wnuki jeszcze nie
            dorosły.
            • juzeffa Re: Dorastanie a Jezycjada 01.11.07, 10:44
              A dla mnie "stara"jeżycjada to Pulpecja. Potem jest zdecydowanie nowa. Ale nie
              powiem , że tak zupełnie gorsza. Bardzo lubię np Córkę Robrojka no i oczywiście
              Nutrię i Nerwusa. Najgorzej wypadają zdecydowanie Imieniny z rozlazłą Róża.
              Rocznikowo jestem tak jak Aurelia-Genowefa.
              • ding_yun Re: Dorastanie a Jezycjada 01.11.07, 19:37
                jako że jestem tu nowa na wstepie grzecznie witam sie ze wszystkimi

                czytając te kilka postów już widzę, że kwestia podziału na Jeżycjadę
                starą i nową jest jednak nieodwołalnie związana z wiekiem
                czytelnika. Niemniej jednak nie sądzę, zebyśmy zaczynali odbierać
                przygody bohaterów jako mniej wiarygodne w momencie gdy poglębia sie
                przepasc pokoleniowa miedzy nimi. Dla mnie, świeżo upieczonej
                studentki, granicę pomiędzy starą a nową serią wyznacza "Nutria i
                Nerwus" choć "Kalamburka" tez ma klimat tej starej dobrej. I chociaż
                rocznikowo zbliżona jestem chyba najbardziej do Laury jej widzenie
                świata, realia jej świata i jej problemy nie oddziałują na mnie już
                tak mocno jak chociażby historia kłamczuchy-osadzona przecież w
                realiach dość dla mnie odległych. Myślę, że to jednak jest kwestia
                sposobu, w jaki zostały ujęte przez autorkę
                • zieleniack Re: Dorastanie a Jezycjada 01.11.07, 20:28
                  Dla mnie "starą" jest wszystko do "Kalamburki", dlatego, ze
                  na "Kalamburce" cykl mial sie skonczyc i dlatego, ze do "Kalamburki"
                  (z nia wlacznie) ksiazki trzymaly lepszy poziom. Takze dlatego, ze
                  Jezycjade zaczelam czytac, majac lat 12, to był rok '98 i wtedy
                  wiekszosc ksiazek byla juz wydana, a wiec kazda byla dla mnie po
                  prostu integralna czescia cyklu (znam wiele osob w moim wieku i
                  mlodszych, ktore tak samod ziela cykl na czesci: stara i nowa).
                  Pamiętam późniejsze polowanie na "Imieniny" i "Tygrysa i Różę" w
                  bibliotekach (ta drugą w koncu kupił mi tata, pamietam, ze byla
                  droga i ze mama powiedziala, ze taka cienka ksiazka za tyle
                  pieniedzy to sie nie oplaca, bo pewnie raz przeczytam i schowam-
                  jakze sie mylila ^^' była to pierwsza jezycjadowa pozycja, swoja
                  droga), pozniej - na Kalamburke, a pozniej ogromny zawód po JT. W JT
                  widac, ze MM juz nie rozumie tak dobrze mlodziezy jak kiedys, ba, ze
                  wrecz w mlodziez nie wierzy - to widac po opisie klasy Trolli. To
                  mnie zasmucilo i mimo stylowo lepszej "Zaby" to juz nie ejst ta sama
                  jezycjada:(
                  • kwiirynia Re: Dorastanie a Jezycjada 04.11.07, 11:39
                    I co ja mam powiedzieć. Kiedy jestem rocznikowo o rok starsza od Miągwy. Kiedy czytałam pierwsze tomy byłam zachwycona. Nie mogłam się doczekać kiedy już "dojdę" do JT i Żaby. Mogłam sobie jako tako wyobrazić tych ludzi, bo to moje czasy. Ale o Matko i Córko! Znam wielu dziwnych ludzi, ale Józinek i Ignacy G. mnie przerażają.

                    Ja nie potrafię tej granicy wyznaczyć. Pewnie po Pulpecji. Potem to już mniej więcej równia pochyła.
                    Czytając KK itp. jakoś odbieram tamte czasy i mogę sobie je jakoś nakreślić.
                    To co za 10-15 lat pomyślą o dzisiejszych czasach piętnastolatki.

                    Niwo to chaotyczne, a to dlatego, że się spieszę.
                    Pozdrawiam
                • ginestra Re: Dorastanie a Jezycjada 05.11.07, 14:14
                  Ding_yun - dzień dobry, witaj na forum!
                  Bardzo ciekawie piszesz. Ja podobnie czuję, że to właśnie sposób opowiadania o
                  świecie przedstawionym i o życiu wewnętrznym bohaterów odróżnia te bardziej
                  porywające książki cyklu od tych mniej udanych. Mi też bardzo podobała się
                  Kłamczucha - była to zresztą moja pierwsza z przeczytanych, potem też wracałam
                  do niej.
                  Pozdrawiam!
    • sevilay Re: Dorastanie a Jezycjada 01.11.07, 20:37
      Nie chodziło mi tylko o dostrzeganie podziału na starą i nową Jezycjadę ale też i o to czy czytając po raz kolejny i te stare części zaczęliście inaczej na coś lub kogoś patrzeć?

      Podałam tu przykład ciotki Feli-kiedy podrosłam zaczęło mnie trochę dziwic traktowanie tej postaci.Wcześniej się zgadzałam z tym co pisała o niej autorka a teraz nie rozumiem co ona od niej chce? Całkiem normalna kobieta.Bo prostu inna niż Borejkowie ale czy to znaczy-gorsza?
      • zieleniack Re: Dorastanie a Jezycjada 01.11.07, 20:38
        z kolei ja kiedy czytalam pierwszy raz CP, widzialam jedynie rodzaca
        sie miedzy Robertem a Natalia przyjazn, a nie milosc, ale pewnie
        dlatego, ze bylam jeszcze smarkulą ^_^
        • sevilay Re: Dorastanie a Jezycjada 01.11.07, 20:41
          A teraz już byś wyłapała "o co biega"-prawda? O to mi własnie chodziło:)
          • zieleniack Re: Dorastanie a Jezycjada 01.11.07, 20:55
            pewnie, ze tak, przeciez teraz juz jestem dorosla ^_^ wtedy rzeczy
            nienapisane wprost nie byly dla mnie takie oczywiste, ale to byla
            jeszcze podstawowka, 6 klasa, jeszcze sie sama nie zakochiwalam i
            patrzylam na to inaczej :)
            • mamalilki Re: Dorastanie a Jezycjada 03.11.07, 00:00
              Dla mnie stare czesci (do Pulpy) sa po prostu czescia zycia. Przyjmowalam je
              bezkrytycznie, mature zdawalam w roku, w ktorym wyszla Pulpecja. Moze dlatego to
              do dzis moja ulubiona czesc. Cala reszta to juz "nowa" jezycjada. Do dzisiaj nie
              draznia mnie niekonsekwencje czy wpadki w starych czesciach, w nowych zas sa
              niestrawne.
    • nighthrill Re: Dorastanie a Jezycjada 03.11.07, 13:03
      A ja chciałabym nawiązać do trochę innej sprawy, choć też związanej z
      dorastaniem czytelnika do Jeżycjady.
      Wiele razy już było na forum podkreślane, że starsze tomy inaczej się czyta i
      rozumie w wieku, powiedzmy, 13 lat a inaczej 30. To oczywiste. Ale mam przy
      okazji wrażenie, że w starszym tomach (sprzed "Pulpecji", a nawet sprzed
      "Noelki") więcej było tych aluzji i nawiązań, które można było zrozumieć/wyłapać
      czytając kolejny raz w późniejszym wieku.
      To może przykład z mojego życia - urodziłam się w 80 roku, więc większość lat
      80-tych przeżyłam w miarę świadomie. Chodziłam do przedszkola, a w czasach
      transformacji ustrojowej byłam w 4 klasie podstawówki. Pamiętam naprawdę sporo z
      tamtych lat, zwłaszcza że u mnie w domu otwarcie mówiło się co i jak. Mimo to za
      pierwszym czytaniem ( miałam 10 lat) "Opium" kryło przede mną wiele tajemnic.
      Nie czytałam tego tylko jako historii uczucia Kreski i Maćka, wiedziałam, że te
      aluzje są i wiedziałam, w których miejscach, ale nie rozumiałam ich. Musiałam
      pytać mamy, co stało się z rodzicami Kreski i Ignacym - umarli, chorują? Część
      realiów była mi znana a część obca. Potem czytając "Opium" po raz kolejny
      widziałam coraz to nowe wymiary.
      I teraz do meritum - czy waszym zdaniem nowe książki dadzą się tak czytać, czy
      mają to drugie/trzecie dno, które obecne gimnazjalistki dostrzegą za parę lat,
      przy ponownej lekturze? Ktoś w tym wątku napisał, że MM nie lubi już i nie
      rozumie młodzieży. Coś w tym jest. I tak jak w "Na Gwiazdkę" zastrzega, że pisze
      tylko dla nastolatek, a starsze osoby mogą nie znaleźć w tych książkach tego,
      czego szukają.
      To brzmi trochę jak wykręt - pisze dla nastolatek, więc będzie prosto i
      łopatologicznie. Tego drugiego dna próżno się w najnowszym tomach ( mam na myśli
      "JT", "Żabę" i "CP") dopatrywać.
      A waszym zdaniem jak to jest? Czytając te książki za parę lat będzie się je
      czytać jako historie o czymś zupełnie innym, czy jednak nie?
      • verdana Re: Dorastanie a Jezycjada 03.11.07, 15:30
        Nie, bo likwidacja cenzury w wielu wypadkach - i nie chodzi tu tylko
        o MM - zabiła kunszt pisarski. Nie to, zebym była za przywroceniem,
        ale Bareja też by teraz takich filmów nie nakręcił.
        A ja czytałam OwR jako powieść polityczną i zastanawiałam się tylko,
        czy cenzor spał, czy był na haju, ze to puscił.
        • the_dzidka Re: Dorastanie a Jezycjada 09.11.07, 12:57
          > A ja czytałam OwR jako powieść polityczną i zastanawiałam się
          tylko,
          > czy cenzor spał, czy był na haju, ze to puscił.

          Joanna Chmielewska ostatnio opowiadała w krakowskiej bodajże TV, na
          czym polegała praca cenzora.
          Cenzor miał mianowicie listę słów, zwrotów i wyrażen, których
          cenzurze nie wolno puścić. I na wyszukiwaniu takowych się skupiał.
          Nie na warstwie merytorycznej :-)
          Pomyslałam sobie wtedy, że dzisiaj by mu sie bardzo przydało
          Ctrl+F ;-)
          • mamalilki Re: Dorastanie a Jezycjada 11.11.07, 00:14
            Bardzo optymistyczne spojrzenie na cenzure w PRL. Byc moze ksiazki dla dzieci
            tak byly recenzowane. Niestety zatrudnia rozwniez inteligentnych ludzi z wyzszym
            wyksztalceniem do niszczenia polskiej literatury...
    • tygrys2112 Re: Dorastanie a Jezycjada 04.11.07, 12:29
      Mam takie samo odczucie co Ty, Sevilay.

      Najbardziej zdziwiło mi moje postrzeganie Brulionu Bebe. Pamiętam,
      że jak czytałam pierwszy raz tę część, wydała mi się przeciętna.
      Teraz widzę w niej o wiele więcej płaszczyn, dostrzegam w niej
      bogactwo języka i chyba dopiero teraz doceniłam jej wartość
      literacką.

      Dlaczego Stara Jeżycjada kończy się na Brulionie BeBe? Jestem
      ciekawa, bo nie wpadłabym na to.
      Mi bardzo trudno wyznaczyć tę granicę. Raczej od Kalamburki
      począwszy jest to już coś dla mnie innego, ale trudno mi powiedzieć
      od kiedy tak naprawdę zaczyna się Nowa Jeżycjada.
      • mamalilki Re: Dorastanie a Jezycjada 04.11.07, 14:43
        Kalamburka to jest dopiero szczyt lopatologii dla mnie. Moze dlatego ze
        wychowalam sie w domu, gdzie ojca nie bylo przez caly stan wojenny, moze dlatego
        ze skonczylam historie, ale te lzawe scenki z Papieza i Czerwca w przystosowaniu
        dla nastolatek dla mnie sa zenujace. Co innego stan wojenny w OwR - to
        rzeczywiscie cieniutka kreska narysowane. Verdana ma chyba racje - tutaj cenzura
        wzbogacila ksiazke zamiast ja zubozyc. Moja mama do dzis najbardziej lubi Opium,
        bo tak jak bohaterowie musiala czekac w tramwaju, az przejedzie kawalkada wozow
        milicyjnych, polowac na "wol-ciela" (czy ktos jeszcze pamieta co to byl
        wolciel?) i przerabiac letnie sukienki na "eleganckie". To byla rzeczywistosc
        stanu wojennego, nie trzba bylo do tego dodawac komentarzy ani wykladu z
        historii. Kto zna historie - zrozumial, kto nie - juz zawsze bedzie miec tylko
        historie Macka, Kreski i Matyldy. W nowych czesciach nie ma wielu warstw.
        Podobnie jak w "Klanie".
      • zieleniack Re: Dorastanie a Jezycjada 04.11.07, 17:01
        o, o, ja tak samo odnosnie brulionu. Kiedys ta ksiazka wydawała mi
        sie jedna z najmniej ciekawych. Zreszta kiedy czytalam Jezycjade
        poraz pierwszy, to wiekszosc rozumialam dosc plytko.
      • sevilay Re: Dorastanie a Jezycjada 04.11.07, 18:22
        Tygrys-myslę,ze BBB jest trochę inne-pojawia się w nim takie poczucie beznadziejnosci,szarości,smutku itd.

        I jakoś tak właścwie nie ma czegoś równie pozytywnego-przynajmniej moich zdaniem( może źle to rozumiem ale takie jest moje osobiste odczucie).

        Wcześniejsze tomy były raczej takie w stylu "...Nie porzucaj nadzieję,jakoć się kolwiek dzieje.." a tu tego brak (przynajmniej ja nie widzę)a już JT to w ogole "vanitas vanitatum et omnia vanitas":)
    • emae Re: Dorastanie a Jezycjada 05.11.07, 10:21
      Och, jak powspominam... :)

      Bardzo wcześnie zaczęłam czytać Jeżycjadę. Nawet dokładnie nie
      pamiętam, ale to była chyba pierwsza klasa podstawówki. "Kwiat
      kalafiora" to była dla mnie książka o czterech siostrach, z których
      jedna ma krótkie jasne włosy i masę problemów, bo chłopak, w którym
      się kocha, porównał ją do kalafiora, ale wszystko się kończy dobrze,
      bo chłopak stwierdza, że kalafior też jest kwiatem. Druga siostra
      jest ruda jak wiewiórka, trzecia siostra jest ruda jak marchewka, a
      czwarta siostra jest blon aniołkiem i moją absolutną idolką :) Jej
      przygody ze zlewem mnie zachwycały.Jakoś tak się z nią
      identyfikowałam, bo też wtedy byłam blond aniołkiem najmłodszym w
      rodzinie, a Nutria bardzo mi moją siostrę przypominała.
      Nie wiedziałam, o co chodzi z Anielką. Że niby gdzieś już była? A
      potem wpadła mi w ręce "Kłamczucha" i ooo! Anielka! Ooo! Robrojek!
      Oprócz tej radochy nie za wiele pamiętam z moich Kłamczuchowych
      początków. Pamiętam, że mnie zawsze bardzo bawiło dyktando
      Tomka "Dorota ma jelito. To jelito Inki" :)

      Potem była "Szósta klepka". Taką miałam fajną kolejność :) Tu
      narobiłam najwięcej przekrętów. Żaczek w pewnym momencie
      stwierdza "Cesia to jeszcze dziecko", a ja uwierzyłam... I widziałam
      Cesię zawsze taką malutką, małą dziewczynkę z wymazanymi tuszem
      rzęsami :) Poza tym Julia i Danka jakoś zlały mi się w jedną postać.
      I pamiętam, że bardzo mi się tytuł podobał.

      Od "Idy sierpniowej" zaczęły się interpretacje. Najpierw widziałam
      duże podobieństwo do "Tajemniczego Ogrodu" Burnett, w ogóle bardzo
      mi się podobała fabuła, przygody Idusi. Potem jako dorastająca
      dziewczyna z kompleksami wracałam do Idusi - brzydkiego kaczątka,
      które pięknieje. Kompleksy minęły i zobaczyłam w tej książce coś
      więcej. Bardzo, bardzo ją lubię.

      Kiedy czytałam "Opium w rosole", jakoś od początku wiedziałam, ze
      Geniusia to Aurelia. Całą książkę czytałam jako historię Aurelii,
      czasem bardzo śmieszną, czasem bardzo smutną. Początkowo jakoś
      umknęła mi Matylda. To znaczy wiedziałam, że Maciek brzydko
      potraktował Kreskę z powodu jakiejś dziewczyny, ale sama Matylda
      mnie nie obeszła. Przypomniałam sobie o niej w epoce kompleksów :)
      Chyba do tej książki najbardziej musiałam dojrzeć. Wszystkie aluzje,
      z których najpierw nie zdawałam sobie sprawy, potem niekoniecznie
      rozumiałam, wreszcie zauważyłam... Porażająco smutny wątek Ewy...
      Niezwykle ukazany świat wewnętrzny dziecka... "Opium w rosole" to
      naprawdę świetna książka.

      "Brulion Bebe B." - dokładnie tak jak u Was. I jeszcze jedno: taką
      jedną scenę z Bernardem jakoś w pewnym momencie mojego życia
      przypisałam Chmielewskiej. Byłam przekonana, że to było u
      Chmielewskiej. A potem otworzyłam "Brulion" i szok.

      Potem już czytałam bardziej świadomie,więcej dostrzegałam, więcej
      interpretowałam. Od kiedy pojawiła się Laura, identyfikowałam się z
      Laurą. Z różnych powodów: zbliżony wiek, imię, które bardzo lubiłam,
      pewna duchowa wspólnota wynikająca z bycia młodszą siostrą wzoru
      cnót, i pewnie z innych jeszcze powodów.

      Niedawno przeczytałam jeszcze raz "Dziecko piątku" i zachwyciłam
      się. Chyba na dzień dzisiejszy uznałabym tę książkę za
      najpiękniejszą z całego cyklu. Nie będę się jeszcze bardziej
      rozpisywać, bo i tak nie wiem, czy ktoś tgo posta przeczyta w
      całości, w każdym razie dostrzegłam w "Dziecku piątku" coś
      niezwykłego i magicznego, co zawsze tam było, ale ja byłam
      skoncentrowana na czymś innym..
      • ginestra Re: Dorastanie a Jezycjada 05.11.07, 14:09
        Ależ to śliczny post Emae! :)
        Bardzo ciekawie się czyta o Twoim odkrywaniu bohaterów, kolejności zdarzeń,
        różnych wątków, głębi.

        Też miałam napisać o swoim dorastaniu z Jeżycjadą, ale to może jak zbiorę myśli,
        w lepszym momencie. Tymczasem powiem, że i dla mnie "Ida sierpniowa" była taką
        książką, do której wracałam po wskazówki, inspiracje i wiarę, że można nabrać
        pewności siebie kiedy człowiek czuje się bardzo krucho pod względem swojej
        atrakcyjności, zakochuje się nieszczęśliwie itp. To na pewno jest ogromnym
        sukcesem pani MM, że sporo nas znalazło w tej książce i w postaci Idy coś bardzo
        pomocnego.
        Dopiszę się niedługo w głównym temacie.
        Pozdrawiam!
        • zieleniack Re: Dorastanie a Jezycjada 05.11.07, 18:15
          Dla mnie książką, do której wracąło się po wskazówki, była także Ida
          (jej rozmowa z mamą), ale przede wszystkim Opium:) Swego czasu byłam
          zakochana bez wzajemności w kumplu i identyfikowalam sie wtedy z
          Kreską :)
        • emae Re: Dorastanie a Jezycjada 08.11.07, 08:21
          Dziękuję! :) A trochę się obawiałam, czy Was nie zanudzę... :)

          To w ogóle jest interesujące: jak odbieramy to, co czytamy.
          NIektórzy mówią, że każda książka ma przynajmniej dwóch autorów:
          tego, co napisał i tego, co czyta. Coś w tym jest. Na pewne wątki
          zwracamy uwagę, inne pomijamy zupełnie nieświadomie, rozumiemy
          inaczej, mamy własny stosunek do bohaterów...


          Miałam taki projekt, że w wakacje przeczytam wszystkie części
          Jeżycjady po raz kolejny. To w końcu nie wyszło, bo jeździłam po
          Polsce i nie miałam czasu na czytanie. Ale wszystko przede mną... :)
      • kwiirynia Re: Dorastanie a Jezycjada 05.11.07, 19:40
        Czytałam te książki w dokładnie tej kolejności. Jaka byłam zadowolona kiedy zauważyłam, że bohaterowie się powtarzają. A kiedy gdzieś zobaczyłam, że tych książek jest więcej- co raz dalsze losy- moja radość nie miała granic. Pierwszą osobą, którą polubiłam była IDa z KK, ponieważ kiedy pierwszy raz go czytałam miałam tyle lat co ona. Ida sierpniowa tak mnie zawsze napełnia optymizmem, i choć przez kilka dni mogę być piękna i pewna siebie. Z Kreską identyfikowałam się i identyfikuję się nadal. Tylko, że to ja pomagam mu- a nie on mi. A którą bohaterką Jeżycjady w życiu nie bywałam- dobrą Różą i "złym" Tygryskiem. W każdej sytuacji w Jeżycjadzie mogłam szukać pocieszenia.
        I tak dorastam z tą jeżycjadą po dzień dzisiejszy.
    • yennefer_z_v Re: Dorastanie a Jezycjada 05.11.07, 22:06
      Bardzo ciekawy wątek. Strasznie dużo przemyśleń mi się w związku z
      nim nasunęło. Za dużo, bo już się w tym pogubiłam ;) Ale może coś mi
      się uda...
      Przede wszystkim na temat tego "przyjmowania na wiarę" słów autorki.
      Faktycznie - miałam tak, czytając Jeżycjadę w podstawówce (IV
      klasa?) i trochę później. Jeśli MM napisała, że ktoś jest miły, to
      ten ktoś był dla mnie właśnie taki. A potem trochę zmieniłam się ja,
      a trochę bohaterowie. I teraz Ignacy, którego traktowałam kiedyś
      jako nieszkodliwą ciekawostkę przyrodniczą, denerwuje mnie
      niesamowicie. Gaba, ukochana niegdyś postać, razi
      często "jednowymiarowością" w zaradności, w najmniej odpowiednich
      momentach przetykaną bezsilną niezaradnością (może brzmi
      paradoksalnie, ale tak to widzę). Za to zaczęłam cenić i rozumieć
      Idę, Kreskę, Nutrię. Przez moją-mniej-więcej-już-dorosłość częściej
      odnoszę bohaterów do realnego świata. Nie wiem, czy to dobrze. Może
      zabijam tym magię Jeżycjady. Ale jak sobie wyobrażę prawdziwą
      rodzinę zasypującą wszystko i wszystkich łacińskimi cytatami, to
      mnie taka wizja już wcale nie czaruje. Coś, co uważałam w
      dzieciństwie za dowód mądrości, teraz widzę jako pewien snobizm.
      Dawnej myślałam: "Na co dzień ludzie tak ze sobą nie rozmawiają -
      szkoda". A dziś zdarza mi się myśleć: "Na co dzień ludzie tak ze
      sobą nie rozmawiają - i całe szczęście". Smutne to trochę.
      Na szczęście w Jeżycjadzie - tej do "Kalamburki" - jest dość ciepła,
      humoru i nadziei, żebym podczas setnego czytania nie zastanawiała
      się zbyt często nad smutną dojrzałością. Tylko podczas lektury
      najnowszych tomów szukam czegoś, co mi zgrzyta. I szybko znajduję.
      Może niedługo napiszę jakiś optymistyczny wspomnieniowy post o tym,
      co pięknego dała mi Jeżycjada. Ale dziś poprzestanę na pożaleniu
      się, że brakuje mi trochę tego "niedorosłego" czytania.
      • uccello Jeżycjadowy akt strzelisty 05.11.07, 22:41
        Myślę sobie, że czytając na nowo stare części Jeżycjady ma się też
        tę miłą świadomość łączności ze sobą samą sprzed lat.
        Smaku tej lekturze, dobrej samej w sobie, dodaje pamieć o własnej
        egzaltacji, niewinności( w sensie nieskażenia życiowymi zawodami i
        dramatami), rozczulenie nad własną naiwnością i żarliwością.
        Ja przynajmniej tak mam.
        Przeżywałam te ksiażki tak mocno jako nastolatka, że dzisiejsza
        lektura uwozi mnie niczym zawodny, kopcący garbus Wolfiego do mych
        cielęcych lat.
    • nula8 Re: Dorastanie a Jezycjada 07.11.07, 14:42
      Dla mnie zawsze najważniejsza była "Szósta klepka". Ta książka
      ukształtowała mój język i poczucie humoru (i
      jeszcze "Lesio"). "Małomówny i rodzina" zresztą również - czytane w
      tym samym okresie po raz pierwszy. Do tej pory na niektórych scenach
      płaczę ze śmiechu.
      Ale w procesie mojego dojrzewania emocjonalnego najważniejsze
      były "Brulion Bebe B" i "Pulpecja". Bebe czytałam na wakacjach przed
      Liceum. Byłam nieśmiała i zdecydowanie unikałam wszelkich
      konfrontacji. Uważałam się za Bebe i bardzo się pocieszyłam, że uda
      mi się z tego wyzwolić. Smutny aspekt: ustalił mi się przez Brulion
      taki właśnie model miłości. Że on się stara, a we mnie się coś musi
      przełamać i potem w jakiejś gwałtownej scenie następuje
      zjednoczenie. Długo nie mogłam się jakoś od tego schematu uwolnić i
      do dziś zresztą została mi ta potrzeba dramatyzmu :)
      A kiedy wyszła "Pulpecja" ja byłam tuż po maturze, co prawda nie
      pozwoliłam sobie na jej oblanie, ale stan mojego ducha był mniej
      więcej taki sam. O wiele bardziej obchodziły mnie wtedy perypetie
      uczuciowe niż matura. I to niestety zostało.
      ZA kolejnymi czytaniami bardziej niż wątek główny zwracam uwagę na
      perełki językowe, humorowe i obserwacyjne. I o to mam pretensje do
      nowych książek, że w nich nie ma tych głębi. Jest tylko wątek
      główny, a i to taki se. Nie ma po co czytać drugi raz :( Przy czym
      dla mnie zła passa zaczęła się od Imienin (lub Tygrysa i Róży, bo
      nie wiem, co pierwsze)...
      • agusia552 Re: Dorastanie a Jezycjada 07.11.07, 15:26
        Ja rocznikowo jestem równolatką Róży.
        Wydaje mi się że MM na prawdę idzie z duchem czasu w swoich
        książkach.
        W opium był problem braku pieniędzy, ubrań i czekolady.
        Dzisiaj jest problem braku czasu i granic .
        No i samo wychowujace się dzieci .
        Mi się wszystkie książki jezyjcjady podobały i wszystkie wydają mi
        się realne.
        Książek kulinarnych nie czytałąm ale jakos nigdy nie widziałam
        potrzeby.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka