idomeneo
28.04.08, 21:51
Jak wiadomo już z 6K, alkohol jest dla mięczaków. Nie wiem, czy tylko ja mam
silne podejrzenie, że wielce tajemniczy a haniebny wybryk Wolfiego na
studniówce, który jego rodzina wypomina mu do upadłego, był pewnie nadużyciem
trunków wyskokowych. Wolfi, pijący sobie piwo z Bodziem, budzi też głęboki
niesmak Laury. Z drugiej strony, w tymże samym tomie, opisywany w tonie
pogodnym senior Borejko żąda gromko szklenicy piwa po obiedzie, co nie budzi
żadnych oporów otoczenia. Czy to nie podwójny standard traktowania bohaterów?
Jak wiadomo z rozmaitych innych wzmianek (np. wino młodocianej Mili z
koleżanką), Borejkowie nie byli - chyba? - abstynentami. Z drugiej strony
trudno mi jakoś wyobrazić sobie te ich nieustanne, wyszukane domowe biesiady z
weselami włącznie w wersji zakrapianej. Jakoś nie bardzo czuję, jakie są w
końcu te borejkowskie zasady. Czy wino do kolacji pasuje, piwo do dziadka też,
ale do Wolfiego już nie?