Dodaj do ulubionych

Szczęśliwa kobieta

16.09.08, 21:31
Czy pojawia się w Jeżycjadzie i kto to taki?
Moje typy:
1. oczywiście Irena Żak - żyje w harmonii i równowadze pomiędzy życiem
rodzinnym i własnymi zainteresowaniami, rozwija się domowo i pozadomowo oraz
ma w domu przyjaciółki: starszą córkę i chyba szwagierkę (a wkrótce pewnie i
młodszą córkę); postać przedstawiona jako szczęśliwa i spełniona, chociaż
trzeźwe spojrzenie nakazuje pewien sceptycyzm: życie w przepełnionym wieloma
członkami bliższej i dalszej rodziny mieszkaniu chyba nie było "rajskim
bytowaniem" jednak;
2. Felicja Borejko - ma po prostu to, co chce i nie chce zbyt wiele; spełnia
się w tym, co robi - perfekcyjnej organizacji swojego małego (właśnie: małego)
świata.

Jak dla mnie to by było na tyle. Pozostałe postacie kobiece to osoby albo
nieszczęśliwe aktualnie albo w przeszłości, często do tego stopnia pogubione,
że życie ich wypełnia podporządkowanie innym (siostry Borejko) lub próby
podporządkowania i ubezwłasnowolnienia innych (rodzice Borejko).
A które są Waszym zdaniem szczęśliwe?
Obserwuj wątek
    • amelia007 Re: Szczęśliwa kobieta 16.09.08, 21:38
      Józefina Bittner? W sumie niewiele o niej wiemy, kiedy w BBB
      wylatuje do swoich wymarzonych Stanow i tam znajduje prace, jest
      oszolomiona i zachwycona. Potem chyba tez nie dzieje jej sie
      najgorzej, wspomniana jest w Noelce, jako pieknosc zabierana przez
      eleganckiego mezczyzne gdzies tam.
      Szczesliwa jest chyba tez Mila Borejko, ma wokol siebie caly czas
      mnostwo czlonków rodziny, osiagnela sukces zawodowy ("znany
      dramatopisarz").
      Pulpecja - tu moge sie zalozyc. Ukochany mezczyzna, dom pod
      miastem... Pamietacie, jak w KK Pulpa i Nutria ogladaly Krecika? Dla
      Pulpy mogliby go przepuscic przez maszynke do miesa, a i tak by sie
      niespecjalnie zmartwila. Zalamala sie dopiero przy sprawie z
      Baltona, ale szczesliwa milosc uleczyla ja bardzo szybko. Nutria
      jest szczesliwa odkad wyszla za Robrojka. A co do reszty - oj, tu
      juz bedzie naprawde ciezko.
      • meduza7 Re: Szczęśliwa kobieta 16.09.08, 21:45
        Co do szczęścia Nutrii, to tak naprawdę niewiele o nim wiemy. Zakładamy
        oczywiście, że jest szczęśliwa z ukochanym mężczyzną, ale kto wie, co by się
        okazało, gdyby MM zaserwowała nam bliższe spotkanie z rodziną Rojków. Nie
        zapominajmy przy tym, że Nutria jest raczej nadwrażliwa, w przeciwieństwie do
        Pulpy, pogodnego pyknika.
        Sądzę, że szczęśliwa i spełniona może być też Aniella, wykonując ukochany zawód
        i rządząc poczciwym Bernardem.
        • mmaupa Re: Szczęśliwa kobieta 16.09.08, 23:12
          O tak, Aniella-ptaszeczek na pewno jest szczesliwa. Zadnych tajemnic z
          przeszlosci, zadnych niedociagniec, zalow, wyrzutow, rozchybotan, nic z tego.

          Szczesliwa moglaby byc Ida, gdyby maz jej sie czasem obudzil.
          • tygrys2112 Re: Szczęśliwa kobieta 19.09.08, 09:51
            > Szczesliwa moglaby byc Ida, gdyby maz jej sie czasem obudzil.
            :D)))
            • the_dzidka Re: Szczęśliwa kobieta 23.02.09, 12:52
              > Szczesliwa moglaby byc Ida, gdyby maz jej sie czasem obudzil.

              Dzisiaj już wiemy, że obudził się przynajmniej trzy razy w życiu ;-)
              • mmoni Re: Szczęśliwa kobieta 24.02.09, 01:20
                dzidka napisała
                Dzisiaj już wiemy, że obudził się przynajmniej trzy razy w życiu ;-)


                Niekoniecznie :-)
                en.wikipedia.org/wiki/Sexsomnia
                • anutek115 Re: Szczęśliwa kobieta 24.02.09, 09:02
                  mmoni napisała:

                  > dzidka napisała
                  > Dzisiaj już wiemy, że obudził się przynajmniej trzy razy w życiu ;-)

                  >
                  > Niekoniecznie :-)
                  > en.wikipedia.org/wiki/Sexsomnia

                  No i zaczęliśmy dzionek od uchachania się nad komputerkiem :-))).

                  Biedna Ida ;-)))).
      • onion68 Re: Szczęśliwa kobieta 16.09.08, 22:13
        Pulpecja - nie sądzę, żeby szczęśliwą lub trwale szczęśliwą była kobieta, która
        w 100% podporządkowuje się partnerowi, do tego stopnia, że przejmuje jego
        zainteresowania i sposób spędzania czasu -niezgodne z własną naturą. Dzikie
        łono przyrody, przebieżki po bagnach, ogródek - a Pulpecja przecież lubiła sobie
        posybaryczyć.
        • mamalilki Re: Szczęśliwa kobieta 16.09.08, 23:15
          E tam, Pulpa byla za-ko-cha-na z wza-jem-no-ścią. Wtedy można robić rzeczy
          najdziwniejsze. Ja też lubię posybaryczyć a zgodziłam się jechać do
          nieogrzewanego domu w listopadzie bo mój ukochany pragnął nacieszyć się morzem.
          Kremy zamarzały mi w łazience, w pokoju siedziałam w czapce i szaliku. A potem
          on sie oswiadczyl i wlasciwie mnie tez juz nawet te kremy przestaly przeszkadzac :-)
          Pulpa sie nie podporzadkowuje, ona mu czasem robi przyjemnosc. Mysle ze on jej tez.
          • jamniczysko Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 07:54
            Józefina...?
            W "Brulionie..." jawi mi się jako osoba mocno sfrustrowana, a jej
            list do dzieci przybiera miejscami formę wprost psychotyczną.
            Myślę, że osoba, która jest tak bardzo nie w porządku wobec własnych
            dzieci, nie może być szczęśliwa.
            • anutek115 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 09:49
              To TOBIE się zdaje, Jamniczysko. Mnie też, daleko mi do kury domowej (na ten
              przykład porzucam rodzinę w sobote na rzecz spotkania z wami i ani mi w głowie
              będzie wysiadać z pociągu, jak Gabie z małego fiata, gdy ją Grześ wywoził na
              imieniny ;-)), ale podejście Józefiny do jej dzieci napawa mnie zgrozą. Ale
              Józefiny nie napawa, wydaje mi się. Jej list jest psychotyczny w naszym odbiorze
              - ja go odbieram jako bardzo chaotyczny na skutek zachłyśnięcia się
              "możliwościami" za oceanem. Ale Józefina wydaje mi się - w swoim, wewnętrznym,
              dogłębnie egoistycznym świecie - raczej poukładana. I szczęśliwa jednak.
              • truscaveczka Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 14:52
                Józefina w BBB ma portret dość szczegółowy - egotycznej, niedojrzałej kobiety,
                którą opiekować się musi własna córka. Co nie zmienia faktu, że ona sama czuje
                się zapewne doskonale w tym układzie.
                • onion68 Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 15:43
                  A pamiętacie Marian z "Róż pani Cherington"? W zasadzie ten sam typ, co
                  Józefina, tyle że nie wyjechała. Też dzieci opiekują się nią opiekują i zajmują
                  sobą, ona zapewnia im po prostu utrzymanie. Józefina, zdaje się , podobnie.
                  Z kolei "Małomówny i rodzina" oparty jest na tym samym schemacie fabularnym, co
                  "Róże" :-)
                  • dakota77 Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 15:48
                    Dla mnie Marian i Jozefina to inne typy. Tamta byla mimo pewnego odklejenia
                    bardzo sympatyczna, Jozefina na mnie takiego wrazenia nie zrobi.
                    • onion68 Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 15:58
                      Marian jest sympatyczna, ale mówiąc o podobieństwie do Józefiny, miałam na myśli
                      brak uczestnictwa w życiu dzieci (którego zresztą IMO wcale nie mierzy się w
                      minutach i godzinach z dziećmi spędzanych, przynajmniej nie tylko).
                      Kto wie zresztą, może Józefinę też byśmy polubili, gdybyśmy mieli szansę poznać
                      tę postać w inny sposób niż przekaz i wrażenia innych bohaterów i poprzez jeden
                      list. Tak naprawdę nie wiemy przecież, ile trwała jej nieobecność. A że dzieciom
                      jej bardzo w tym czasie brakowało, to chyba oznacza, że jakoś się jako matka
                      sprawdzała (niedzielne śniadania chociażby).
                      • dakota77 Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 16:01
                        Chyba się nie zgodzę co so ostatniego zdania. Dzieci z domu dziecka też tęsknią
                        za matkami, nawet tymi wyrodnymi. Prawo natury. Nie sądzę, że to musi oznaczać,
                        że Józefina była obecna w życiu dzieci.
          • meduza7 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 08:30
            Pulpa moim zdaniem należy do osób o pogodnym charakterze, które cieszą się tym,
            co mają wokół siebie, nie przejmują za bardzo niczym, wiele rzeczy po nich po
            prostu spływa i nie roztrząsają zbytnio swych niepowodzeń. Jak również nie czuje
            specjalnego powołania do poświęcania się dla innych. Tak więc sądzę, że kto jak
            kto, ale ona zawsze znajdzie jakiś sposób, żeby posybaryczyć.
            • idasierpniowa28 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 09:13
              Aniela mi wygląda na dość szczęśliwą osóbkę. Nawet nieodwzajemnione
              uczucie Pawełka- Apolla jej specjalnie nie złamało. W odróżnieniu od
              Romy, która odrzucenie przez Baltonę przeżywała zdecydowanie silniej.
              A i potem- jako mama Piotrusia i Pawełka oraz żona Bernarda Aniela
              jest osobą raczej zadowoloną z życia.
          • anutek115 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 09:58
            Nie, nie, Pulpa była zakochana z wzajemnością i dlatego zgadzała się na
            włóczenie po krzach i moczenie w bagnach ;-) zamiast wakacji na egzotycznej
            plaży i w hotelu o dużej liczbie gwiazdek ;-))). Ty też, Mamolilki, pojechałaś w
            listopadzie nad morze, bo byłaś zakochana z wzajemnością. A zgodziłabyś się
            zamieszkać tam na stałe? No, może lubisz morze i w mieszkaniu mielibyście jakieś
            ogrzewanie. W taki razie czy zgodziłabys się zamieszkać w miejscu, gdzie twój
            ukochany kocha wszystko, ale dla ciebie to wszystko nic nie znaczy, a niektórych
            rzczy nie lubisz?
            Pulpę widzimy jako różowego pyknika snującego fantazje o kostiumikach,
            stanowiskach w firmie i dużych pieniądzach, żeby już nie było tak
            minimalistycznie jak w jej rodzinnym domu. A potem jako żonę leśnika za miastem,
            nie wiadomo, w jak głębokim lesie, bo leśniczówki sa różne (w drodze do pracy
            mijam taką, co leży przy drodze krajowej nr 1, o 15 min. spacerem od granic
            Torunia). Ja tak mieszkam i wierz mi, jesli się tego nie lubi, to żaden cymes. A
            wiąże się z tym ilość problemów zupełnie niedostępnych umysłowi wychowanej w
            miescie sybarytki. Więc raczej zgadzam się z Onion. Pulpa wcale nie musi byc
            nieskazitenie szczęśliwa. Jest już jakieś 10 lat po ślubie, pierwsze zauroczenie
            jej minęło na pewno... No, chyba że przed popadnięciem w przygnebienie chroni ją
            jej pykniczny charakter :-).
            • croyance Re: Szczęśliwa kobieta 15.10.08, 21:10
              Mnie sie wydaje, anutku, ze Pulpie biznes tez tak za bardzo w glowie
              nie siedzial, kombinowala po prostu, jak tu by sie za duzo nie
              narobic i zyc sobie wygodnie (co bardzo popieram). Rojenia o pracy w
              firmie jawia mi sie jako jej wyobrazenie srodka prowadzacego do
              takiego wlasnie celu. Jesli zas odkryla, ze na wiosze, ze tak
              powiem, ma dokladnie to samo - czyli moze sobie bimbac i
              niespecjalnie sie przejmowac - to biznesy juz jej niepotrzebne.
              Bardzo lubie Pulpe :-)
        • sir.vimes Ależ ona sybaryczy 17.09.08, 12:10
          wylegując się w słoneczku.

          Zauważ, ze Pulpa raczej bawiła się w upodobanie do "miejskich rozrywek"
          (szpilki, dior, kariera i kawiarnie) niż rzeczywiście takowe lubiła.
          • anutek115 Re: Ależ ona sybaryczy 17.09.08, 12:53
            Wierzaj mi, jak mawiała Ania z Zielonego Wzgórza, sybaryczyc wylegując na
            słoneczku można, jak się w takiej leśnej głuszy spędza wakacje. A nie wtedy, jak
            się w niej mieszka i ma dom do oporządzenia i dwoje dzieci, małych (przynajmniej
            na początku), wiem co mówię.

            Ale ja nie neguję tego, że Pulpa może być szczęśliwa, ma po temu predyspozycje w
            postaci pyknicznego charakteru różowego Buddy :-). Myślę tylko, że są (choćby
            bardzo małe) przesłanki by sądzić, że może NIE być - tak na 100%.
            • sir.vimes Re: Ależ ona sybaryczy 17.09.08, 16:16
              mam dziwne wrażenie, ze te dzieci i podłogi raczej Florek oporządza - a Pulpa
              piecze ciasta ;)
              • onion68 Re: Ależ ona sybaryczy 17.09.08, 16:22
                Jak sobie upieczesz, tak sobie pojesz ;-)
                Apropo upieczesz, dziwiło mnie, jakim cudem Ignacy B., wychowany na domowych
                ciastach, mógł stać się takim fanem kupnych ciasteczek, niech będzie że i
                owsianych. Wydaje mi się, że dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do smaku
                domowych wypieków, te przemysłowo wyrabiane mogą być co najwyżej w
                ostateczności. No, najgorszy domowy gniot i tak je przewyższa...
                • ready4freddy Re: Ależ ona sybaryczy 19.09.08, 10:55
                  > Wydaje mi się, że dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do smaku
                  > domowych wypieków, te przemysłowo wyrabiane mogą być co najwyżej w
                  > ostateczności. No, najgorszy domowy gniot i tak je przewyższa...

                  ??? niby dlaczego? poza tym jesli byly to ciasteczka, ktorych w domu sie nie
                  pieklo, to nie mial porownania :) ja np. pewnie wybrzydzalbym na kazdy keks czy
                  biszkopt nie-domowy, bo babcia i mama przyzwyczaily mnie do niezrownanego smaku
                  tychze, ale np. cantuccini czy migdalowe ciasteczka z Sycylii jak najabrdziej
                  wcinac moge "kupne" :)
                  • onion68 Re: Ależ ona sybaryczy 19.09.08, 11:20
                    Prawdę mówiąc, pisząc to, opierałam się na swoim doświadczeniu w związku z
                    produktami, które można nabyć w polskich sklepach. Nawet uznawane na ogół za
                    dobre, sprzedawane w sklepach ze zdrową żywnością, wypieki Consoni dla mnie są
                    ohydnie za słodkie. Nie sądzę, aby Borejkowie mieli inne możliwości niż ja. Z
                    drugiej jednak strony, jest wiele osób dla których byle słodko, to dobrze.
                    • ding_yun Re: Ależ ona sybaryczy 19.09.08, 15:33
                      onion68 napisała:

                      > Prawdę mówiąc, pisząc to, opierałam się na swoim doświadczeniu w
                      związku z
                      > produktami, które można nabyć w polskich sklepach. Nawet uznawane
                      na ogół za
                      > dobre, sprzedawane w sklepach ze zdrową żywnością, wypieki Consoni
                      dla mnie są
                      > ohydnie za słodkie. Nie sądzę, aby Borejkowie mieli inne
                      możliwości niż ja. Z
                      > drugiej jednak strony, jest wiele osób dla których byle słodko, to
                      dobrze.

                      Eee, akurat te ciasteczka owsiane kupne są niezłe i jak dla mnie
                      wcale nie za słodkie (choć co do ogólnej jakości przemysłowych
                      wypieków to się zgadzam). Ja próbowałam kiedyś zrobić takie ciastka
                      z płatków owsianych w domu i wyszły ohydnie, ich główną wadą była
                      właście zbytnia słodycz. Użyłam miodu bo potrzeba było mnóstwa
                      lepiszcza, które by te twory trzymało w kupie. Efekty powaliły kilka
                      osób, ale bynajmniej nie na kolana.
                      • onion68 Re: Ależ ona sybaryczy 19.09.08, 15:40
                        Aaa, ja też robiłam, z przepisu z GP, bardzo zachwalanego; efekty jak u Ciebie,
                        choć cierpiałyśmy na tym tylko ja z córką (akurat byłyśmy same przez kilka dni).
                        No tak, nie wszystko co domowe, to dobre ;-) ale poza eksperymentami, które mogą
                        okazać się bardziej lub mniej udane, to ja wolę to, co sama zrobię ze swoich
                        specjalności zakładu (i tracę przy produkcji kalorie, więc mniejsze wyrzuty
                        sumienia).
                        Widocznie Ignac jest bardzo słodkolubny.
                        • anutek115 Re: Ależ ona sybaryczy 19.09.08, 19:32
                          Dla zainteresowanych - służę przepisem na owsiane ciasteczka, łatwe, szybkie i
                          pyszne, przynajmniej moja rodzina uwielbia i może pożerać tonami :-).
                          • onion68 Re: Ależ ona sybaryczy 19.09.08, 19:45
                            Daj, Anutku, daj.
                            My z moją córką uwielbiamy płatki owsiane, jemy je albo w wersji śniadaniowej,
                            ugotowane na wodzie z odrobiną mleka, albo w wersji deserowej - te same płatki,
                            przestudzone, posypane trzcinowym cukrem i cynamonem.
                            • anutek115 Re: Ależ ona sybaryczy 19.09.08, 19:56
                              A naści: kostkę miękkiego masła ugnieść ze szklanką płatków owsianych, szklanką
                              słonecznika i szklanką cukru (wtedy wyjdą słodkie - jak sie lubi mniej słodkie,
                              to dawać mniej cukru). Dodać łyżeczkę od herbaty sody i jedną i jedną trzecią
                              szklanki mąki. Ugnieść. Formować kuleczki wielkości orzechów włoskich,
                              rozgniatać je na placuszki i układać na blasze. Piec w piekarniku 175 stopni na
                              złoty kolor (jakieś 10 minut). W puszce podobno można je trzymać miesiąc, ale
                              jest to wiedza ściśle teoretyczna, bo u mnie wytrzymują najwyżej dwa dni :-).
                • weronika753 Re: Ależ ona sybaryczy 21.09.08, 17:34
                  > Apropo upieczesz, dziwiło mnie, jakim cudem Ignacy B., wychowany
                  na domowych ciastach, mógł stać się takim fanem kupnych ciasteczek,

                  Może w ten sposób odreagowywał wszystkie cium-cium sermiczki i
                  pierniczki?
                  Może w ten sposób reagował na tłum upupiającej chmary niewiast w
                  jego chacie? Vivat semper wolny stan. I ciastka ze sklepu.

        • marajka Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 13:46
          Ja myślę, ze Pulpa jest najszczęśliwszę kobietą w Jeżycjadzie. Biega
          za ukochanym po bagnach, to chyba normalne? Ilu facetów ogląda
          komedie romantyczne i nosi torby z zakupami po sklepach?
          Ma fajną rodzinę, domek(może w tym wieku zaczęła cenić spokój), do
          miasta niedaleko.
          Biznes też jest;)
          Nie musiała się martwić o faceta, studia skończyła...Zawsze pogodna.
      • sir.vimes no co Ty? 17.09.08, 12:08
        Józefina nie jest szczęśliwa - może jest podekscytowana życiem ale szczęśliwa to
        nie... I to zapewnienie dzieci , że im fajne dżinsy kupi, co brzmi jak
        "wybaczcie"...

        Potem chyba tez nie dzieje jej sie
        > najgorzej, wspomniana jest w Noelce, jako pieknosc zabierana przez
        > eleganckiego mezczyzne gdzies tam.

        No ale bycie gdzieś zabierana czy piękny romans to nie jest jeszcze szczęście...
      • laura-gomez Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 14:31
        amelia007 napisała:

        > Szczesliwa jest chyba tez Mila Borejko, ma wokol siebie caly czas
        > mnostwo czlonków rodziny, osiagnela sukces zawodowy ("znany
        > dramatopisarz").

        Tez tak mysle. Zreszta ona sama, bodajże w "Pulpecji", przyznaje, że jest zadowolona ze swojego losu i dziekuje za to całe szczęśliwe zycie, czy jakoś tak.

        > Pulpecja - tu moge sie zalozyc. Ukochany mezczyzna, dom pod
        > miastem...

        Pulpa miała tylko jeden trudny moment w swoim zyciu, o którym wiemy, i wydaje mi sie, ze jedyny.

        Moim zdaniem również Ida nalezy do spełnionych kobiet

        Nutria
        > jest szczesliwa odkad wyszla za Robrojka.

        Cóż, mam nadzieję, w końcu im kibicowałam.
    • sir.vimes A Pulpa? 17.09.08, 12:06
      Wydaje mi się, ze jest bardzo zadowolona ze swojego życia wśród uli i innej
      przyrody. A okres nastolatkowych dylematów i niezdana (w terminie, bo przecież w
      końcu zdała) matura to żadne nieszczęście IMO.

      Irena Żak jest IMO szczęśliwą kobieta mimo różnych problemów (np. powierzchni
      mieszkaniowej;))

    • biljana Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 12:18
      W moim rankingu szczęśliwych kobiet na czoło wysuwają się kobiety rodziny Żaków,
      oczywiści mama Żakowa to zdecydowanie numero uno, ale myślę, że wychowane przez
      TAKĄ kobietę jej córki Julia i Ceśka tez w życiu były jednak spełnione i
      szczęśliwe.
      Poza tym Pulpa. Ona ze swoim charakterem i pogodą ducha jest szczęśliwa nawet
      jak ją komary w lesie gryzą. A te wszystkie Diory, kostiumy i szpili to był ot,
      taki przejaw buntu młodzieńczego i normalny etap, gdy jest się jeszcze nie w
      pełni ukształtowaną osobą.
      Mama Borejko nie - ona mi się zawsze wydawała taka sterana życiem, to szorowanie
      wanny i dzielny uśmiech: "bo ja sobie z wszystkim radze i jest super".
      Oczywiście potem, na starość jak dzieci porosły a ona zyskała uznanie jako
      dramatopisarka, może. Ale jako exemplum szczęśliwej postaci kobiecej to
      definitywnie nie.
      Sądzę też, że Anielka jest przedstawiana przez Autorkę jako kobieta szczęśliwa.
      Dla mnie jednakowoż jest to nieprzekonywujące, bo po prostu nie umiem sobie
      wyobrazić jak można być szczęśliwym z Bernardem :)
      • verdana Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 13:47
        Znam taka Pulpe w realu. Wyniosla się do swojego ukochanego na wieś,
        tam zamiast zajmować się informatyką (najwiekszy talent na roku),
        zajęła się wiejskim gospodarstwem, urodziła ukochanemu dwoje dzieci.
        Po czym po ok. 10 latach nie mogla już ani minuty dłużej. Bez
        zawodu, bez towarzystwa, zaharowana - porzuciła męża i wrocila z
        dziećmi do miasta. Nie jest raczej szczególnie szczęśliwa...
        Dla mnie osoby szczęśliwe to kobiety z rodziny Żaków li i jedynie.
        Może tez epizodycznie występujaca (cholera, zapomnialam imienia)
        matka wielodzietnej rodziny, gotująca rosolek i szare kluski, ktore
        z satysfakcja spozywała Geniusia.
        Józefina na pewno nie - dzieci ciążyły jej jak kamień u nogi, z
        takim cieżarem przyprawiającym o wyrzuty sumienia raczej nie da się
        byc szczęśliwym.
        • anutek115 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 14:10
          Zdaje się, że szczęśliwa mama gotująca dzieciom to Marta Lewandowska.

          No, chyba, że ci o mamę Kopiec Arlety chodzi :-))). Też szczęśliwa, wydaje mi
          się, ale bezimienna (czy też mi się zdaje? Czy to się nadaje do "Tajemnic
          Jeżycjady"?).

          Kobiety z rodziny Żaków są szczęśliwe bezapelacyjnie (mama Żakowa rulez, moim
          zdaniem), ale Aniella chyba też. Jakoś tak przy każdym pojawieniu się wydaje mi
          się bardzo zadowolona z życia.
          • onion68 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 14:23
            ale Aniella chyba też. Jakoś tak przy każdym pojawieniu się wydaje mi
            > się bardzo zadowolona z życia.

            Niby tak, ale mnie daje do myślenia nieomal rzucenie się na Robrojka i pałanie
            chęcią zwierzeń w CR. Po pierwsze, zachowanie to znacznie odbiega od
            dotychczasowego i przeczy ogólnie stosunkowi Anielli do R., po drugie jest
            typowe raczej dla osób w pewien sposób, no, wygłodzonych uczuciowo.
            • anutek115 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 14:33
              Myslisz? Ja się rzucam na dawnych kumpli (i kumpele też, dla scisłości) z
              licealnych czasów. Ja te czasy wspominam cudownie i wszystkich, którzy je ze mną
              przezywali są dla mnie jak skarb ;-). A ja jestem dość introwertyczna, w
              przeciwieństwie do Anieli, ekstrawertyczki, dla której takie rzucanie się to,
              mozna powiedzieć, chleb powszedni :-).
              Ale za dobrze tej sceny nie pamietam, może tam jest faktycznie coś nietypowego
              dla sciśle przyjacielskiej euforii. Chyba ją sobie odnowię...
              • onion68 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 14:42
                Masz rację, ale Robrojek nie był takim sobie kumplem ze szkolnej ławy, on był
                odtrąconym wielbicielem, a wydaje mi się, że takich zawsze traktuje się z pewną
                rezerwą (przez pamięć wyrządzonych krzywd albo z obawy, co takiemu może przyjść
                do głowy ;-)
                A ta scena jest swoją drogą potwierdzeniem tezy Joanny Chmielewskiej, że
                wystarczy się rzucić na faceta, aby ten ochłódł ;-) Może Aniela powinna
                zastosować ten patent w czasach licealnych.
                • jamniczysko Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 14:55
                  Myślę, że Aniela nie kocha Bernarda.
                  W BBB dobrze widać, że dopada ją strach przed samotnością.
                  W determinacji pada w ramiona wielbiącego ją Bernarda.
                  Ale go nie kocha.
                  On ją zamęcza swoim egoistycznym gadaniem.
                  A z Robrojkiem łączyła ją inna więź i stąd to rzucenie się. Z
                  pęczkiem marchwi.
                  Bardzo smutne, na przegranej pozycji stawiające Anielę, rzucenie
                  się...
                  • anutek115 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 15:04
                    E, zaraz nie kocha. A Krystiana kochała? To dopiero była desperacka próba
                    "złapania chłopa"! Ja wiem, że dla dużej części tego forum Bernard jest
                    niestrawny (a jako partner życiowy - W OGÓLE niestrawny), ale żeby Aniela
                    znosiła (i w imię czego? "nie miania" chlopa? przeciez na pęczki ich mogła miec,
                    piękna, znana, obracająca się w kręgach ciekawych ludzi) tyle lat jego, jak to
                    ujęłaś "egoistyczne gadanie" to ja w życiu nie uwierzę. Moim zdaniem to dobre
                    małżeństwo i niezła, acz nietypowa rodzina.
                    • jamniczysko Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 15:13
                      Eeeeeeeee...
                      Na pęczki to ich mogła mieć już po paru latach małżeństwa z
                      Bernardem, bo wtedy była znaną aktorką. Ale kiedy na łeb, na szyję
                      wiązała się z Bernardem, była zaledwie suflerką w teatrze, której
                      reżyser dał "małą rólkę".
                      Rozwieść się z Bernardem nie mogła, bo to by było nie po
                      poznańsku... :)
                      • anutek115 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 15:17
                        Ona z Łeby ;-). I co ją z Bernardem widzimy, to w czułem objęciu. No ja
                        rozumiem, że to nudzi nasz wewnętrzny sprzeciw ;-), ale jednak naprawdę nie to
                        ładne co jest ładne, ale co sie komu podoba. Moze jej się spodobało i z biegiem
                        czasu podobało coraz bardziej ;-)?
        • trawiasta Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 14:33
          Zgadzam się, że szczęśliwą osobą byla na pewno p. Żak; myślę, że i Julia też.
          Czy Felicja była szczęśliwa... trudno powiedzieć; wygląda mi na taki typ osoby,
          która ze względu na swoją obowiązkowość na tyle przejmuje się tzw. codziennymi
          zmartwieniami oraz sprawami bliskich osób, że fakt, iż było dobrze, dostrzega
          'po' (sama taka jestem; staram się z tym walczyć :-P). Natomiast co do Józefiny
          - mnie się wydaje, że była szczęśliwa. Że chyba tak naprawdę nie chciała dzieci,
          a ten list był tylko na odczepne - pisała 'uczcie się i bądźcie grzeczni' 3x, bo
          co miała napisać? Nie miała z nimi żadnego głębszego kontaktu; mam też wrażenie,
          że było to na zasadzie 'co z oczu, to z serca' - że kiedy nie widywała ich na co
          dzień, to zaprzątali jej myśli tylko sporadycznie i pewnie wtedy, żeby uciszyć
          wyrzuty sumienia, wysyłała prezenty. Zdecydowanie jest to kobieta, która dzieci
          mieć nie powinna i dziwi fakt, że urodziła aż dwoje (!). Jak na egocentryczną
          aktorkę, to spora liczba. Nie potępiam jej w najmniejszym stopniu za
          egocentryzm, bo uważam, że to najzdrowsza życiowa postawa (dla egocentryka,
          rzecz jasna, nie otoczenia; sama chciałabym taka być, ale już chyba za stara
          jestem, żeby dac radę wprowadzić aż takie zmiany); natomiast oczywiste jest, że
          dzieci na tym mocno ucierpiały. Ich i Aurelii zawsze było mi najbardziej żal.
          Swoją drogą, nawet kiedy Józefina była w domu, to i tak Bebe i Kozio opiekowali
          się nią, a nie ona nimi; ona się po prostu nie nadawała do opieki nad
          kimkolwiek. Mogła natomiast nie postrzegać siebie jako szczęśliwej ze względu na
          skłonność do dramatyzowania; to pewnie stereotyp, ale mnie aktor kojarzy się z
          osobą, która jest dość srednio stabilna emocjonalnie :-P Pulpa zaś,
          jak sądzę, kiedy minęło pierwsze zauroczenie, jako najmłodsze dziecko w rodzinie
          i dlatego wyraźnie leniwe ;-) zagnała Baltonę do większości robót, a sama
          wygrzewała się na słoneczku, w przerwach napawając się jego zachwyconymi
          spojrzeniami (ten skąpy staniczek w serduszka ;-) ). Jakoś zupełnie nie widzę
          możliwości, żeby na serio wzięła się do jakiejkolwiek roboty. A Baltona dobry
          chłopak, wdrażali go do robienia pierogów od dziecka ;-) to i pewnie nie
          protestował. Myślę, że szczęśliwą kobieta mogła być także Elka - nawet mimo
          moralnych upomnień serwowanych zapewne od czasu do czasu ze strony Tomka ;-)
          Natomiast strasznie nie podoba mi się to, co stało się z Kreską - zdolna,
          inteligentna dziewczyna zakopała się w pieluchach... nie wierzę, żeby była
          szczęśliwa z wyjazdami Maćka na kolejne zlecenia czy po nagrody, a ona sama - w
          domu. Nie zdziwiłabym się, gdyby pisywała na jakichś forach dyskusyjnych celem
          dostymulowania intelektualnego ;-) (oczywiście niestety często działa to
          odwrotnie i nie mówię w tej chwili o tym forum ;-P) Kto jeszcze... Aurelia na
          pewno była nieszczęśliwa. Z takim cholernym egocentrykiem jak Kozio, ona, która
          potrzebowała uwagi, bliskości i ciepła, na pewno nie była szczęśliwa. Natalia...
          być może była szczęsliwa; Robert był bardzo opiekuńczym facetem, a ona tej
          opiekuńczości potrzebowała. Cesia nie wydaje mi sie osobą szczęśliwą - biorąc
          pod uwagę jej ambicje, nie sądzę, żeby satysfakcjonowało ją wyłącznie pełnienie
          roli matki (i opiekunki, cholera, dzieciaków Julii! która w międzyczasie
          pojechała zbierać winogrona, a w międzyczasie zapewne imprezować i korzystać z
          tego, że są z mężem sam na sam, bez dzieci :-P).
          • laura-gomez Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 14:45
            trawiasta napisała:

            > Natomiast strasznie nie podoba mi się to, co stało się z Kreską - zdolna,
            > inteligentna dziewczyna zakopała się w pieluchach... nie wierzę, żeby była
            > szczęśliwa z wyjazdami Maćka na kolejne zlecenia czy po nagrody, a ona sama - w
            > domu.

            Przecież ona też pracowała zawodowo, i zdaje mi się, że miała nawet na koncie jakieś sukcesy, nagrody.. A w "Noelce" i DP wydaje się być szczęśliwa. Ma kochającego męża, fajne dzieci i dziadka, który jej pomaga. Tak jakoś mi się wydaje, że zawsze chciała mieć dużą rodzinę. Moim zdaniem czuje się spełniona jako matka i żona, a do kariery z pewnoscią powróciła po odchowaniu dzieci.
          • anutek115 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 14:54
            Cesia w sunmie też od wczesnej młodości była przyzwyczajana do opieki nad
            cudzymi dziećmi i robienia za "wyręczarnię" Julii, zupełnie jak Baltona do
            pierogów ;-).

            Więc sadzisz, że Pulpa się nie przepracowuje? No tak, w takim razie możliwe, że
            jest szczęśliwa jak prosię w deszcz ;-).

            Aurelia została tak opisana prez panią MM, że ja nie wyobrażam sobie, żeby mogła
            byc szczęśliwa z kimkolwiek. Ktoś (czy nie Lezbobimbo?) w wątku o
            rozczarowaniach pisał, że bardzo nie podoba mu się sposób, w jaki z życzliwej
            ludziom, otwartej Geniusi wyrosła Aurelia, gnąca się i szemrzaca mimoza.
            Oczywiscie to, że z Koziem nikt nie mógłby być moim zdaniem szczęśliwym to insza
            inszość.

            Natomiast nie jestem wcale pewna, czy Elka jest szczęśliwa. Oczywiście, wiemy o
            niej (i o Tomku też) nie za wiele, ale... no, jednak to "klasyczna" jedynaczka,
            pępek świata dla dwóch dziadków, genialne dziecko rozpuszczone jak dziadowski
            bicz... nie jestem pewna, czy lektura całego de Mello co wieczór mogłaby tu
            wystarczajaco dużo zmienić. Owszem, ten pierwszy etap (gdy się moczy w bagnach,
            zapisuje na kursy żeglarskie, idzie na astrofizykę, czytuje de Mello i znosi
            pouczania ze strony ukochanego) ewnie zaliczyła w podskokach. Ale potem... jak
            jej już Tomcio nie wielbił tak bezkrytycznie jak dziadzio Metody... czy ja wiem...
            • nikadaw1 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 15:33
              ciotka Lila.
              Julia
              Ida
              od biedy Tosia (początkowo bardzo zadowolona z życia, w Noelce już nie wiadomo)
          • klymenystra OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 17.09.08, 18:22
            No, nie moge przestac sie zastanawiac, nad stanikiem Pulpy. Na pewno byl
            fatalnie dobrany i Pulpa miala buly :( Stanik w serduszka kojarzy mi sie z
            wyrobami la senzy, a Pulpe na jakies 32H wyceniam- nie zmiescilaby sie :(
            • dakota77 Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 17.09.08, 18:34
              Zagladam na lobby, ale srednio lobbuje;-). Ale twoja wizja wydaje mi sie sluszna:-)
              • klymenystra Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 17.09.08, 18:42
                Ciebie to znam :) Nawet mialam najpierw napisac: "do Dakoty" :)
                I co? Tylko tyle nas na tym sfeminizowanym forum? Nikt nie zastanawia sie nad
                tym, co nosi Mila (niechybnie 75A), Bella (pewnie Doreen 85c) czy Idusia (pewnie
                75C, a ja bym ja w 65GG wcisnela ;)). Przeciez to fascynujace :)))))))
                • dakota77 Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 17.09.08, 18:43
                  Pewnie, ze fascynujace:-). Skoro tyle kobiet dookola nosi zle dobrane
                  biustonosze, to i w Jezycjadzie tez kobitki sie pewnie nie popisuja:-)
                  • klymenystra Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 17.09.08, 18:47
                    Z drugiej strony- moze w nastpenym tomie przeczytamy, jak to Laura idzie do
                    Avocado z Pyza, tlumaczac jej, ze to nie ciaza zniszczyla jej biust, a zle
                    dobrany stanik. Oczywiscie Laura wyczytala to w internecie :) A jednym z
                    wazniejszych wydazen w "Sprezynie" bedzie otwarcie sklepu Yoshi i zbiorowy
                    brafitting Borejkowien z przyleglosciami :D
                    • dakota77 Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 17.09.08, 18:51
                      Dobre:-)
                    • anutek115 Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 17.09.08, 18:58
                      A czemuz aż do "Sprężyny" czekać? Czy nie mamy tu zaczętej, a jakże obiecującej
                      forumowej powieści? Do klawiatury, Klymenystro, nie daj się prosić :-)!
                      • klymenystra Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 17.09.08, 19:31
                        Nie chce straszyc nieuswiadomionych forumek :) Wystarczy, ze moje znajome mnie
                        wyklinaja ;)
                    • filifionka-listopadowa Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 17.09.08, 22:06
                      Jestem na etapie uświadamiania się i marzę o wyżej opisanej scenie. To by było
                      cudo, majstersztyk i budyń z soczkiem.
                      A ile dobrego dla polskich dziewcząt...
                      • klymenystra Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 17.09.08, 22:17
                        Oooo tak, te wszystkie biedne nastolatki, ktore katuja sie w puszapach i ich
                        mamy w stniorach z bazarku w rozmiarze 80C- nagle, dzieki ksiazce, przezywaja
                        oswiecenie. Przeciez na takie cos media i producenci nie mogliby pozostac
                        obojetni- i zaczalby sie w Polsce stanikowy raj...
                        A na jakim etapie uswiadamiania jestes, Filifionko? :)
                        • filifionka-listopadowa Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 22.09.08, 20:56
                          Świadomość popełnionych błędów (push-up, za małe miseczki) i powolne
                          wprowadzanie zmian...
                • mankencja Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 18.09.08, 09:52
                  nie, jeszcze ja jestem :)
                • mankencja Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 18.09.08, 10:05
                  albo, czy Gaba nosi cokolwiek. ja obstawiamn, że nie.
                  Tygrys przed uswiadomieniem, ktore objawi sie w Sprężynie, nosił
                  75b, a potem przerzucił się na 65dd, które zmigrowało mu do 65f.
                  (dlaczego tak? bo w CzP ma taki sam rozmiar ubrań i butów jak ja (38
                  i 38), więc może również mieć takie same staniki. i wymiary w
                  biuście i pod też może ze mną dzielić(74/86 -> 72/92))
                  Żaba jest uświadomiona od jakiegoś czasu, bo noszenie właściwego
                  stanika ładnie uzupełnia się z ogólna dbałoscią o urodę, a logiczne
                  argumenty lobbystek trafiają do jej konkretnego umysłu. na rozmiar
                  pomysłu mi brak
                  • klymenystra Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 18.09.08, 10:08
                    Zabcie widze w moim rozmiarze- pewnie jest pulchniejsza, ale na pewno scisliwa.
                    Aniella ahtystka pewnie biega we francuskich cudenkach- Chantelle, Lejaby, Lise
                    Charmel i sa lekko za luzne, bo poza Lejaby, te firmy nie maja 65 .
                    • mankencja Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 18.09.08, 10:24
                      a subtelna i poetyczna Natalia? nie wiem, co mogloby do niej
                      pasowac...
                    • mankencja OT w OT 18.09.08, 11:06
                      klymenystro, jedziesz do Warszawy na zlot?
                      • klymenystra Re: OT w OT 18.09.08, 19:12
                        Niestety nie:(
                        • mankencja Re: OT w OT 18.09.08, 23:51
                          szkoda
                • amelia007 Re: OT stanik Pulpy- sa tu jakies lobbystki? 18.09.08, 14:55
                  80 F, dołączam :)))
            • the_dzidka Nie lobbować! 18.09.08, 10:14
              Litości! Ja juz sie boję klapę od sedesu podnosic, żeby mi kolejna
              cyc-lobbystka nie wyskoczyła. Co za szaleństwo was opętało, do
              licha! Lobbujcie sobie, ale proszę, nie tutaj!
              • dakota77 Re: Nie lobbować! 18.09.08, 10:44
                A kto lobbuje? TRwa tu wymylslanie, jakie staniki moga nosic boahterki, nikt tu
                nie nawraca forumowiczek. Zreszta pewnie lepiej nosic zle dobrany biustonosz i
                potem narzekac na biust w marnym stanie, niz uslyszec kilka slow prawdy, co?;-).
                Ja sie nie uwazam za lobbystke, nie poczuwam sie do misji ratowania cudzych
                biustow, ale coz zlego jest w promowaniu wlasciwych rozmiarow.
                • ready4freddy Re: Nie lobbować! 18.09.08, 16:16
                  jedno jest pewne: nie zazdroszcze wam tych biustonoszowych komplikacji :)))
              • klymenystra Re: Nie lobbować! 18.09.08, 19:14
                Kurcze, wszystkie inne offtopy sa dozwolone, a ten nie? Dzidko, jesli nie chcesz
                czytac, to nie czytaj, ale moze jakas inna forumka sie zainteresuje i sama sobie
                pomoze. Akurat ten offtop jest dobry i pozyteczny.
                Kurcze, mozna gadac o seksie u Borejkow, a o stanikach juz nie ;(
                • onion68 Re: Nie lobbować! 18.09.08, 20:25
                  Ja przyniosę na zlot centymetr i będziecie mi dobierać rozmiar (noszę 75C ;-)
                  Moja samodzielna próba dobrania dobrego biustonosza (wyszedł 70E na kalkulatorze
                  Triumpha) zakończyła się żałosnym fiaskiem: wyglądałam jak baleronik.
                  Teraz rozmiar jest zapewne jeszcze inny.
                  • lutecja4 Re: Nie lobbować! 18.09.08, 22:13
                    o ja tez chce!bo skoro sie okazalo,ze moje 75B nie istnieje...
                    • mankencja Re: Nie lobbować! 18.09.08, 23:51
                      okej, nie ma sprawy :)
                  • biljana Re: Nie lobbować! 19.09.08, 11:25
                    onion68 napisała:

                    > Ja przyniosę na zlot centymetr i będziecie mi dobierać rozmiar (noszę 75C ;-)

                    przynieś, przynieś! Widzę, że nasz zlot wzbogaca się o kolejne punkty programu ;-)))
                    • mmaupa Re: Nie lobbować! 19.09.08, 12:10
                      O, a mnie mozecie zlobbowac na spotkaniu swiatecznym!
                      • nioszka Re: Nie lobbować! 19.09.08, 12:40
                        i mnie też! i mnie też! Na świątecznym albo innym :) Chętnie się temu poddam, bo
                        to mój odwieczny problem...
                        • klymenystra Re: Nie lobbować! 19.09.08, 15:08
                          Nioszko, poczytaj fora z moich linkow i www.stanikomania.blox.pl
                          Wszystkie poczytajcie. :)
                          • filifionka-listopadowa Re: Nie lobbować! 22.09.08, 21:01
                            Od Twoich linków zaczęło się moje uświadamianie...:D Dziękuje.
                            Ale nawet w dobrze dobrym staniku się męczę... Ale się zmuszam skoro to mit o
                            tym ,że małe piersi też potrzebują stanika...
                            • klymenystra Re: Nie lobbować! 23.09.08, 15:13
                              Serio? Strasznie sie ciesze :)))))))))))))))
    • myself-m Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 15:49
      A Bella?
      Bardzo rzadko pojawia się w dyskusjach, bo i bardzo mało o niej wiadomo, jedynie
      Córka Robrojka, plus jakieś jednozdaniowe wzmianki potem. No ale chyba też ma
      szanse być szczęśliwa? Zawsze pewna siebie, silna, zdrowo zdystansowana,
      dzieciństwo raczej udane (fragment jak stoi przed lustrem i cmoka z upodobaniem:
      Jaka śliczna). Męża znalazła, raczej nie miała mu się w czym podporządkować,
      prędzej odwrotnie. Pytanie, czy Przeszczep mógł zmienić się na tyle, żeby być
      idealnym mężem, no ale na ten temat pozostają spekulacje.
      • onion68 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 15:57
        > prędzej odwrotnie. Pytanie, czy Przeszczep mógł zmienić się na tyle, żeby być
        > idealnym mężem, no ale na ten temat pozostają spekulacje.

        Wydaje mi się, że o szczęściu nie stanowi posiadanie idealnego męża (utopia),
        lecz takiego, z którego wadami możemy się pogodzić i nie obrzydzają życia :-)
        Tak, Bella ma szansę.
        Jeszcze chciałabym dokonać rozróżnienia między stanem szczęścia a stanem
        zadowolenia - zadowolonych kobiet jest IMO w Jeżycjadzie całkiem sporo, ale
        prawdziwie szczęśliwe widzę tylko te dwie, które wymieniłam. Stan szczęścia =
        stan, w którym każdy nadchodzący dzień jest przygodą. I dlatego ciotki Lili nie
        zaliczyłabym do szczęśliwych, choć do zadowolonych i owszem.
        • anutek115 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 16:47
          Ja na przykład rozróżniam te dwa stany od początku. I nawet z tym rozróżnieniem
          Aniela wydaje mi się szczęśliwą kobietą, nie zaś (nie tylko) zadowoloną.
          Zadowolona to jest Mila Borejko. Czy zestawienie "zadowolona Mila Borejko" z
          "zadowolona Aniela" nie wydaje się w waszych oczach jednak czymś innym? Bo, jak
          tu ktoś wyżej słusznie napisał, Mila niby jest zadowolona, niby uszlachetnia jak
          może ideę mycia wanny, ale jednak i trochę złosliwa bywa, i despotyczna, no i
          pisuje PO KRYJOMU (czemu?). Aniela jawi mi się jak zadowolony, mruczący kot.
          Rasowy. Który ma wszystko. A jak czegos nie ma, to ma pewność, że kiedys mieć
          będzie ;-).
          Co do Belli to się zgadzam, ma szansę (nigdy nie rozumiałam, czemu Robrojka
          jakoś przygnębiała ta wizja dwulatki przed lustrem, mnie ona rozbraja, i
          miałabym co do rokowań o przyszłości takiego dziecka jak najlepsze zdanie).
          • mmaupa Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 18:23
            Tesciowie jej pewnie zyc nie dali. Wyobrazasz sobie, z Majchrzakami przy
            swiatecznym stole?
            • anutek115 Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 19:22
              Wyobrażam sobie. Biedni Majchrzakowie ;-))).
    • lattina Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 16:16
      Zacznę od tego, że nie wierzę w absolutne szczęście i bardziej niż
      w „bycie” szczęśliwym wierzę w „bywanie” szczęśliwym.
      Mila Borejko - ideologicznie „szczęśliwa”, to przecież jej głos jest
      prorodzinnym mottem Jeżycjady. To ona wierzy (chce wierzyć), że
      podczas szorowaniu wanny można doznać ekstazy codzienności. Czasem
      sprawia wrażenie, że gdzieś się ze sobą gryzie: jest despotyczna,
      złośliwa, ale raczej jest szczęśliwa, może chwilami marzy o „innym”
      życiu, którym z czasem staje się pisarstwo.
      Gabriela Borejko – nieszczęśliwa, choć programowo chciałaby być
      echem głosu matki, pewnie rzeczywiście udaje jej się ucieszyć
      wiernym mężem, córkami, a przede wszystkim synkiem, urokami
      codzienności zaklętym w zapachu świeżo upieczonych drożdżówek, ale
      ciągle rozpomina traumę po Januszu. Stara się być „dziarska”, zbyt
      często jednak miałaby ochotę się rozkleić.
      Ida Borejko – egotyczna i narcystyczna natura Idy chroni ją przed
      niezadowoleniem z życia, traktowana przez MM jako postać nie do
      końca serio może wydawać się spełniona jako kobieta pracująca, matka
      i żona, żyje tak naprawdę swoim życiem, oderwana trochę od problemów
      innych, które gotowa jest rozwiązywać szybkim cięciem skalpela
      (często językowego).
      Natalia Borejko – melancholijna (depresyjna), nadwrażliwa i niepewna
      siebie Natalia znajduje często powody do zmartwień, lecz duchowa
      więź z Robrojkiem, ciepło ich miłości, daje jej wytchnienie od
      siebie samej (czy to nie jest właśnie szczęście?), spokój i uśmiech.
      Natalia wydaje mi się najbardziej szczęśliwa z czterech sióstr B., w
      tym sensie, że według mnie nie tyle jest, ile może być szczęśliwa.
      Patrycja Borejko – pykniczna osobowość z definicji jest szczęśliwa,
      i nie ma tu znaczenia, czy szczęście pachnie Diorem czy lasem, ona
      po prostu nie zastanawia się nad niczym przesadnie i żyje błogo.
      Jednak Patrycja wydaje mi się ciągle osobowością niegotową,
      nieukształtowaną, nie wiadomo, czy nagle nie poczuje, że za bardzo
      zatopiła się w miłości, nie pozwoliła sobie być sobą, tylko popadła
      w stan namiętności/nietrzeźwości.
    • lattina Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 17:02
      Aniela – nie kocha Bernarda, jest z nim z rozsądku, choć bycie z
      artystą z pozoru nie jest rozsądne, ale takim, co zagada, przytuli,
      ugotuje, dzieci uśpi, czemu nie, można być sobą, realizować się w
      zawodzie, a w domu mieć wierną publiczność. Aniela wydaje mi się
      kobietą, która w życiu prawdziwym miałaby przed sobą nieuchronny
      przełom, gdyby zakochała się w kimś, kto by ją przez parę lat
      przeczołgał po piekłach kobiecych upokorzeń, a ona nie mogłaby
      odejść, bo kochałaby, na szczęście książkowej Anieli takich przygód
      nie przydzielona, jest zadowolona z życia, jest dominantą, pewną
      swego właścicielką swojego życia, choć może czasem prawdziwej
      namiętności jej brakuje. Bo podobno w życiu ważniejsze niż być
      kochanym jest kochać….
      Irena Żak – mój ideał, kocha i jest kochana, dobra matka i zakręcona
      artystka, dobra matka nie dlatego, że zmusza się do
      spreparowania „pysznego makaroniku”, ale dlatego, że z jedną córką
      się kumpluje, a drugą uważnie obserwuje.
      Julia Żak – jak genialnie stwierdziła kiedyś, na naukę była za
      ładna. A więc też za ładna jest na zastanawianie się nad życiem i
      sobą. Egoistka nie krzywdząca nikogo. Maluje i zbiera wino, uprawia
      wolną miłość małżeńską (dzieci podrzuca Ceśce), właściwie wszystko
      gra.
      Cesia Żak – głęboko wierzę, że można być szczęśliwą w otoczeniu
      gromadki dzieciaków i chociem feministka odczuwam wyśmiewaną
      tutaj „pustkę w ramionach”, więc wierzę Ceśce, że jest szczęśliwa,
      jeśli też czasem wychodzi z domu i nadal dogaduje się z Jurkiem.
      Janina Krechowicz - również wierzę, że może być szczęśliwa i mam
      wrażenie, że uaktywni się zawodowo po odchowaniu bliźniaczek „do
      bezpiecznego wieku lat czterech”.
      • sir.vimes O teraz dotarło 17.09.08, 18:06
        do mnie dlaczego większości czytelników tak nie pasuje związek A z Bernardem. Bo
        on ją wyraźnie i "nierealnie" kocha bardziej i adoruje bardziej niż ona jego!

        Aniela wydaje mi się
        > kobietą, która w życiu prawdziwym miałaby przed sobą nieuchronny
        > przełom, gdyby zakochała się w kimś, kto by ją przez parę lat
        > przeczołgał po piekłach kobiecych upokorzeń, a ona nie mogłaby
        > odejść, bo kochałaby, na szczęście książkowej Anieli takich przygód
        > nie przydzielona, jest zadowolona z życia, jest dominantą, pewną
        > swego właścicielką swojego życia, choć może czasem prawdziwej
        > namiętności jej brakuje. Bo podobno w życiu ważniejsze niż być
        > kochanym jest kochać….

        I z tej samej chyba przyczyny wiele osób nie widzi nic dziwnego w związku
        przeczołganej przez piekło kobiecych (no, nastolatkowych... ale kto wie co było
        dalej) upokorzeń (cudna fraza , Lattina) Kreski z tomabakowym Maciusiem.

        Musi się kobieta przeczołgać? Musi kochać bardziej? Musi nie umieć odejść nawet
        jeśli "miłość" krzywdzi?

        Związek Anieli jest zdrowy i z pewnością brak w nim ponurych i
        "przeczołgujących" namiętności, które mi jednak jakoś ze Strindbergiem się
        kojarzą bardziej niż ze szczęściem. A już na pewno nie szczęściem rodzinnym.
        • dakota77 Re: O teraz dotarło 17.09.08, 18:11
          Zgadzam sie co do zdrowego zwiazku Anieli i Bernarda. Nie bardzo rozumiem skad
          przypuszczenie, ze ona go nie kocha. Gdyby tak bylo, nie wierze, ze nie umialaby
          odejsc, niezaleznie od posiadanych dzieci. Jakos do Anieli nie pasuje mi rola
          takiej co to trwa w zwiazku, choc ten jej nie satysfakcjonuje. Ok, na pewno lubi
          byc uwielbiana, ale samo to na lata by nie wystarczylo, musialoby sie znudzic.
          • sir.vimes Re: O teraz dotarło 17.09.08, 20:31
            TAk właśnie, to nie jest dziewczyna , która bałaby się odejść jakby zabrakło
            miłości, adoracji czy czegokolwiek
        • kkokos Re: O teraz dotarło 17.09.08, 18:36
          >>pewną
          >>swego właścicielką swojego życia,

          o, to na pewno, i gdyby kiedyś bernard chciał bryknąć, znalazł sobie
          nową (niekoniecznie młodszą o połowę) artystkę do uwielbiania,
          wydrapałaby mu oczy.


          > dlaczego większości czytelników tak nie pasuje związek A z
          Bernardem. B
          > o
          > on ją wyraźnie i "nierealnie" kocha bardziej i adoruje bardziej
          niż ona jego!

          zawsze ktoś kocha bardziej. mila ignacego, gaba pyziaka, gaba
          grzesia, aurelia kozia, kreska maćka - tu kobiety kochają bardziej.
          i żadna z nich nie jest przykładem kobiety szczęśliwej. być może
          robrojek kocha natalię bardziej niż ona jego.

          bernard kocha anielę jak mila ignacego - ze świadomością, że bez
          wsparcia i opieki ta druga osoba by nie przeżyła. różnica jest,
          oczywiście, bo ignacy nie wiedziałby, jak popłacić rachunki, bo
          d.upa z niego wołowa, a aniela nie wiedziałaby, co z rachunkami
          zrobić, bo wygodniej jej nie wiedzieć.
          • anutek115 Re: O teraz dotarło 17.09.08, 18:56
            kkokos napisała:

            > zawsze ktoś kocha bardziej. mila ignacego, gaba pyziaka, gaba
            > grzesia, aurelia kozia, kreska maćka - tu kobiety kochają bardziej.

            Gaba Grzesia? Serio tak to widzisz? Bo ja zupełnie inaczej - dla mnie Grzes
            kocha Gabę dużo bardziej, sa udanym małżeństwem, ale on jest stroną inicjującą
            bliższy kontakt (już w małżeństwie, bo przedtem, w "Noelce", jakby go Gbab nie
            pilnowała, toby pewnie na tę Wigilie nie doszedł), mielismy to juz kiedyś
            dyskusję w jakimś off topicu zapewne, właśnie o tym, czemu Gaba jest z Grzesiem,
            skoro jej "na oko" na nim az tak nie zależy i ciągle tęsknie wspomina Pyziaka.

            Sir Vimesie, mnie się wydaje, że całkiem sporo osób jednak widzi coś dziwnego w
            związku Kreski z tombakowatym Maciusiem, jak to ujęłaś - nie dość, że Jacek
            Lelujka miał całkiem spore grono obrończyń, to jeszcze Macius w zasadzie został
            uznany za takiego, co się dziewczynie spodobał ze wzgledu na rumieńczyki i oczy
            jak kasztany. Li i jedynie.
            • lattina Re: O teraz dotarło 17.09.08, 19:06
              Ten cały Maciuś nigdy nie był moim faworytem, dostrzegł Kreskę, bo
              kopa dostał, ale jeśli teraz nie chodzi bokami i trochę mu oleju do
              główki przybyło, zakładam, że Kreska może być szcześliwa. Zawsze
              miała zmysł przetrwania, była twórcza, takiej jak ona, łatwiej
              cieszyć się życiem. No i trzy córki ma :-)
            • sir.vimes Re: O teraz dotarło 17.09.08, 20:33
              Może i racja z tym Maciusiem, ale jakoś tak mi się zapamiętało, ze większości
              się podoba. Ale może to nie na forum się podobało tylko moim współczytelniczkom
              z podstawówki?
              • mamalilki Re: O teraz dotarło 17.09.08, 21:00
                Kreska nie pokochala Macka za kasztanowe oczy! Za kogo Wy ja macie? Pokochala
                go, bo sie nia zaopiekowal kiedy byla sama jedna w nowym miescie, w nowej
                szkole, w rozpaczy z powodu rodzicow. Pomagal jej w lekcjach, zaprzyjaznili sie.
                No i wpadla. A to ze mu rozumu przybylo jak go odtracila to oczywiste - wiedza o
                facetach stara jak swiat: zacheca to, co akurat jest trudne do zdobycia. Za
                Mackiem nie przepadam, ale poza anglosaską czaszką mial on jednak pare zalet.

                Co do staników to Pulpa ma dopasowany. Ją by po prostu wkurzalo ze cos sie
                milutko nie uklada, abo wpija, albo gniecie. Za to Gaba ma na pewno 75 C jak
                wszystkie porzadne Polki. Dopasowane i ladne ma wg mnie Ida (juz jako 14-latka
                doceniala znaczenie czystej koszulki :-). Natalia ma pewnie stanik po ktorejs z
                siostr bo nie wie gdzie kupic.
                • klymenystra Re: O teraz dotarło 17.09.08, 21:50
                  Gaba to sie chyba jednak bandazuje... Przeciez to calkiem aseksualny twor.
                  Natalie widze w ladnym Effuniaku albo Fayreformie.
                  Ide w Maskaradkach
                  Pulpa w jakiejs milej Freyi- Margo moze?
                  A Gaba, juz po uswiadomieniu :p- w Melissie
                  Mila- pewnie tez
                  Laura- Agent Provocateur ;) Albo Elle McPherson :)
                  • ready4freddy Re: O teraz dotarło 18.09.08, 11:45
                    bardzo to ciekawe, co piszecie, ale psuje nieco moja wizje Gaby w
                    nieprzemakalnym, zoltym staniku z brezentu :)))
                    co do aseksualnego (s)twora sie zgadzam, Gaba nie ma plci, jak aniol :)
                    • jamniczysko Re: O teraz dotarło 18.09.08, 11:59
                      ...a bezpłciowe anioły noszą tzw. staniki sportowe, czyli bawełniane
                      w kratkę. W mojej wyboraźni taki stanik bardzo pasuje do Gaby.
                      • ready4freddy Re: O teraz dotarło 18.09.08, 16:17
                        bezplciowe anioly, bezplciowymi bedac, nie posiadaja cech plciowych :) ergo: nie
                        maja na czym nosic stanikow :)
                        • klymenystra Re: O teraz dotarło 18.09.08, 19:15
                          A dzieciatka swe karmia nektarem i ambrozja :p Skoro piersi nie maja...
                          • ready4freddy Re: O teraz dotarło 18.09.08, 22:57
                            nektarem jak nektarem, ale kwiatami lotosu :) bylo wszak powiedziane, ze Miagwa
                            to lotofagas, czyz nie? :) a wczesniej, kiedy przenajswietsza Gabryjela
                            Poznanska miala Pyata Pyze i Tygrysia Laurinoe, nie byla jeszcze aniolem, ergo:
                            miala biust :)
                          • parapluie jeszcze o biustonoszach 20.02.09, 19:22
                            a może to Pyza przyjedzie z UK bogatsza o stanikową wiedzę?
                            Poza tym, na przeciwko Rynku Jeżyckiego jest dobrze zaopatrzony
                            sklep z bielizną brytyjskich marek i rozmiarów i tam będą się
                            zaopatrywały panie z rodziny B.?
                  • lutecja4 Re: O teraz dotarło 18.09.08, 21:57
                    > Natalie widze w ladnym Effuniaku albo Fayreformie.
                    > Ide w Maskaradkach
                    > Pulpa w jakiejs milej Freyi- Margo moze?
                    > A Gaba, juz po uswiadomieniu :p- w Melissie
                    > Mila- pewnie tez
                    > Laura- Agent Provocateur ;) Albo Elle McPherson :
                    no nie wiem, nie wiem-bo co, jesli przeliczaja cene stanika na liczbe nastepnych
                    przekladow Plutarcha? w koncu wychowanie robi swoje
                    • klymenystra Re: O teraz dotarło 19.09.08, 16:02
                      To zaczna robic odwrotnie ;) Albo kupowac na ebayu:)
                      • ready4freddy Re: O teraz dotarło 23.09.08, 00:34
                        albo chodzic bez, to tez jest jakies wyjscie :)
                        • szprota Re: O teraz dotarło 23.09.08, 00:42
                          Ale jakże szkodliwe!
            • czekolada72 Re: O teraz dotarło 06.02.09, 15:30
              anutek115 napisała:

              > kkokos napisała:
              >
              > > zawsze ktoś kocha bardziej. mila ignacego, gaba pyziaka, gaba
              > > grzesia, aurelia kozia, kreska maćka - tu kobiety kochają
              bardziej.
              >
              > Gaba Grzesia? Serio tak to widzisz? Bo ja zupełnie inaczej - dla
              mnie Grzes
              > kocha Gabę dużo bardziej, sa udanym małżeństwem, ale on jest
              stroną inicjującą

              O! zgadzam sie w calosci, tez jestem za tym, ze to jednak Grzes
              bardziej kocha Gabe, a ona - ja wiem - kocha go, ale tak ...
              zdroworozsadkowo, bardziej po przyjacielsku, jak wlasnie ... kwiat
              kalafiora ;)
    • kadrel Re: Szczęśliwa kobieta 17.09.08, 21:53
      1. matka Pawełka Nowackiego ( haha)
      2. p.Marta Lewandowska
      3. Tosia Kowalikowa
      4. Kreska

      Mniejsza o szczegóły ;)
      • sowca Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 00:42
        Jak się tak głębiej zastanowić, to trudno ocenić, ktora z kobiet
        jest szczęśliwa, a która nie... Jak dla mnie, na pewno nie są
        szczęsliwe:
        -Gaba: mimo że jest przedstawiana jako osoba optymistyczna i
        dziarska, fundament i cement rodziny, która dobrym humorem
        gwarantuje rodzinie istnienie, tak naprawdę sprawia na mnie wrażenie
        kobiety wiecznie nieszczęsliwej. Najpierw Pyziak - jego wspomnienie
        tkwi w sercu Gabrysi jak zadra, do tego stopnia, że rozpamiętuje go
        w Wigilię, którą ma spędzić z nowym ukochanym. Potem problemy z
        Tygrysem, które Gaba traktuje nie jako normalny bunt młodej,
        zagubionej dziewczyny, ale jako atak na siebie. Tak naprawdę tylko w
        jednej książce Gaba wydaje mi się szczęsliwa: w "Dziecku piątku". Ta
        euforia, gdy okazuje się, że jest w ciązy, te rozmowy z Kreską przy
        brzęczącej lodówce, wreszcie ten zapach koperku i smak kwaszonego
        ogóreczka. Czyżby póxniej zabrakło ogoreczków?
        - Mila. MOim zdaniem Mila robi wszystko, żeby przekonać siebie, że
        jest szczęsliwa i usatysfakcjonowana, ale tak nie jest. Miłośc do
        Ignacego z każdym rokiem wydaje mi się coraz trudniejsza. Dprbze
        chociaż, że Mila pisuje - to chyba jedyna rzecz, jaką robi sama dla
        siebie i dzięki temu na pewno czuje się szczęśliwsza
        - Alina Schoppe - jak dla mnei, klasyczny przykład połamanej,
        nieszczęsliwej kobiety, która poświęciła swoje życie dla innych, a
        teraz nie potrafi już żyć sama dla siebie, gdy okazuje się, że
        dzieci radzą sobie same.
        Szczęsliwe moga być:
        - Natalia- wyrażono tu wątpliwości, czy Natalia z Robrojkiem może
        być szczęsliwa. Moim zdaniem tak. Szczęsliwa tym spokojnym, radosnym
        szczęsciem, która napełnia ją poczuciem bezpieczeństwa
        - Pulpa - jestem epwna, że jest bardzo szczęsliwa w małżeństwie,
        trudno powiedzieć, jak u niej ze szczęsciem na innych polach zycia
        - Irena Żak - szczęsliwa matka, żona, której poczucie humoru pomaga
        przeżyć nawet trudniejsze chwile życia
        - Julia Żak - Kołodziej - mam głębokie wewnętrzne przeczucie, że u
        niej jest podobni, jak u Irenki ;)
        • jaswedrowniczek1 Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 02:18
          Z książek MM wyłania się taki obraz,że kobieta staje się szczęśliwą i spełnioną w momencie,w którym spotyka miłość swojego życia i ma dzieci.I szczerze powiedziawszy bardzo mnie to drażni.Ja tego nie neguję,ale przecież można być szczęśliwą osobą bezdzietną czy stanu wolnego.A tak w ogóle to rzuciło mi się w oczęta,że wymieniane przez Was szczęśliwe kobiety-głównie Mama Żakowa czy Pulpecja-to osoby,jakby to łagodnie ująć..puszyste;))Czyli jednak;))Chudzielce,proszę się nie obrażać;))Bardzo szczęśliwa była Zuzanna Makowska,mimo biedy,zimna,niepokoju..ale miała kochającego męża i wyczekiwane dziecko w drodze.Jest też kilka cech,które łączy kobiety szczęśliwe,poczucie humoru(porównajcie Mamę Żakową z np.Milą),otwartość(jak poprzednio),etc.
          • onion68 Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 06:20
            > iwą osobą bezdzietną czy stanu wolnego.A tak w ogóle to rzuciło mi się w oczęta
            > ,że wymieniane przez Was szczęśliwe kobiety-głównie Mama Żakowa czy Pulpecja-to
            > osoby,jakby to łagodnie ująć..puszyste;))Czyli jednak;))

            No tak, okrągłość jakoś tak kojarzy się z radością życia i umiejętnością
            korzystania z jego uroków, szczupłość lub chudość - z postem i umartwieniem ;-)
            Bądź szczęśliwe osoby nie mają tendencji do szukania dziury w całym (wad w sobie);

            > Z książek MM wyłania się taki obraz,że kobieta staje się szczęśliwą i spełnioną
            > w momencie,w którym spotyka miłość swojego życia i ma dzieci.I szczerze powied
            > ziawszy bardzo mnie to drażni.Ja tego nie neguję,ale przecież można być szczęśl
            > iwą osobą bezdzietną czy stanu wolnego.

            Ja myślę :-)
            • jaswedrowniczek1 Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 09:19
              szczupłość lub chudość - z postem i umartwieniem ;-)

              Z nerwowością i jędzowatością?;))))
          • filifionka-listopadowa Re: Szczęśliwa kobieta 22.09.08, 21:11
            Zapomniałam o Zuzannie. W tych kilku zdaniach o niej wydawała się osobą naprawdę
            szczęśliwą tak... mimo wszystko. Ale nie "bohatersko" tylko tak zwyczajnie,
            człowieczo.
            Jestem ciekawa kim by była Mila gdyby trochę dłużej znała swoja matkę. Czy tak
            samo ukształtowałaby swoja relację z rodziną i Ignacym?
        • onion68 Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 06:17
          Dobrze piszesz, Sowco :-)
        • dakota77 Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 09:12
          Zgadzam sie z caloscia, oprocz fragmentu o pani Schoppe. Ja tez uwazam, ze jest
          nieszczesliwa, zreszta wyraznie to widac. Ale to nie osoba, ktora poswiecila sie
          dla innych, tylko osoba, ktora sobie wmawia, ze tak zrobila. Gdyby nie rodzina,
          moglaby byc wirtuozem. Tylko brak na to dowodow. Moim zdaniem nigdy az tak
          genialna nie byla, i rodzina stala sie usprawiedliwieniem, ze nie zrobila
          kariery muzycznej.
          • sowca Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 12:08
            Tak, jest w tym sporo racji. Pani Schoppe nie potrafi sie pogodzić z
            utraconą karierą muzyczną do tego stopnia, ,że nie umie cieszyć się
            innymi stronami życia. Najgrsze w tej sytuacji wydaje mi się
            spychanie winy na dzieci i ciągłe podkreślanie, że poświęciła się
            dla nich - jak nic wpędza to ich w poczucie winy.
            • ginestra Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 12:51
              Jaka ciekawa dyskusja się wywiązała. Przeczytałam z uwagą.

              Nie wiem co sądzicie o tym, co zaraz wkleję, ale parę dni temu dowiedziałam się,
              że istnieje coś takiego jak piramida potrzeb każdego człowieka. To znaczy ja o
              tym jakby wiedziałam: że człowiek jest całością, że ma różne potrzeby i
              wszystkie są ważne i stanowią o tym jak ów człowiek czuje się ze sobą i w
              świecie, ale to przedstawienie potrzeb w formie hierarchii dało mi bardzo wiele
              do myślenia. Moim zdaniem jest w tym wiele racji, że ktoś, kto ma spełnione
              większość potrzeb na tej piramidzie jest szczęśliwy i spełniony i jest w stanie
              obiecującego rozwoju i widzi świat jako przyjazny i pełen możliwości, a w sobie
              czuje pewność siebie i siłę do ich realizowania.

              Najszczęśliwszy jest zatem ten, kto ma spełnione potrzeby takie po prostu
              życiowe, bytowe, a następnie potrzebę bezpieczeństwa, miłości z wzajemnością
              (!!!), troszczenia się o bliskich, więzi z ludźmi w szerszym gronie, a także ma
              wolną głowę i może realizować się w pracy czy w twórczości czy też w rozwijaniu
              swoich talentów, a także zaspokaja potrzeby duchowe.

              Zresztą zobaczcie sami:
              pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
              No i ja trochę się zmartwiłam, bo zdecydowanie nie mam zaspokojonych kilku
              potrzeb z tego pierwszego, podstawowego poziomu piramidy, a i z następnymi jest
              też krucho.

              Także z tą potrzebą troszczenia się o innych i opiekowania jest u mnie nie
              najlepiej, bo moje dzieci są akurat w wieku, w którym chcą być samodzielne i nie
              za bardzo mi się pozwalają o siebie troszczyć.

              Natomiast nie chcę marudzić, a chcę wierzyć, że będzie lepiej, i że jakoś
              zaopiekuję się sobą, zresztą cały czas się sobą staram opiekować, aby pomału te
              potrzeby zaspokajać.

              I właśnie kobiety z Jeżycjady też mają różnie: te, które autentycznie mają
              zaspokojone te potrzeby według hierarchii, zgodnie z tym ich indywidualnym
              rysem, są na pewno szczęśliwsze niż te, które tak nie mają. Jak w życiu. Myślę,
              że nasza ocena innych (nawet tych bohaterek - Pulpy na przykład) jest
              przefiltrowana przez nasze własne odczucia i to, jak nam jest na świecie. To
              jest bardzo ciekawe, jak dla mnie.

              Mam nadzieję, że jakiś optymizm, zaspokajanie przynajmniej duchowych potrzeb
              może też wpłynąć na całokształ, na działanie. Dobrze by było zobaczyć też to w
              Sprężynie, jak bohaterki nieszczęśliwe (pani Schoppe, Gaba) podnoszą się i jest
              w ich życiu lepiej.
              Pozdrawiam!
              • mamalilki Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 14:52
                Jak tys sie uchowala? Ja z gimnazjalistami mam Maslowa w programie WOS :-)
                Oczywiscie piramida zawsze wywoluje te same dyskusje: a co z asceta, ktorego
                uszczesliwia post i modlitwa? A co z poswieceniem dla innych kosztem wygody? I
                tak dalej. Niewatpliwie najlepiej jest miec wszystko po kolei, ale to sytuacja,
                ktora w przyrodzie nie wystepuje.
                Co do bohaterek, rzeczywiscie zakladamy ze pulchne optymistki sa szczesliwe a
                chude nerwusy nieszczesliwe. A czy w zyciu nie jest identycznie? Tak samo
                zakladamy ze mloda kobieta z mezem i dzieckiem jest szczesliwa a kobieta sama
                np. na plazy - nie. To nasze schematy, i przez ich pryzmat patrzymy tez na
                bohaterki Jezycjady.
                • verdana Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 15:06
                  Bo u Maslowa "podstawa" jest znacznie mniej dyskusyjna, niz wyzsze
                  piętra. Samorealizacja dla niektorych znacznie wazniejsza niz
                  uznanie - i jakoś nie wyobrazam sobie w ogole uznania bez
                  samorealizacji.
                  • ginestra Re: Szczęśliwa kobieta 18.09.08, 21:43
                    Dziewczyny,
                    po prostu nie zetknęłam się dotąd z takim wizualnym schematem (po prawdzie to
                    rzeczywiście za sprawą córki, która to miała ostatnio w szkole - cieszę się, że
                    w szkole omawia się takie tematy - w moich czasach tego nie było). Nie należy
                    mojej niewiedzy traktować jednak, moim skromnym zdaniem, tak jakbym była białą
                    kartą, która dopiero się dowiedziała, że istnieją ludzkie potrzeby. Mam swoją
                    wiedzę i doświadczenia. Wiadomo jest też ogólnie, że gdy nie są zaspokojone te
                    podstawowe potrzeby, typu jedzenie czy woda czy sen, to człowiek jest jakby do
                    nich siłą rzeczy redukowany i nie myśli o innych potrzebach (wynika to z
                    biologii, choć oczywiście człowiek, jako istota złożona, często daje dowody
                    przekraczania ograniczeń i w tym zakresie). Tego typu wiedzę jak najbardziej
                    miałam tudzież o innych potrzebach człowieka, tych bardziej subtelnych.

                    Każdy człowiek jest inny i wydaje mi się, że każdy równocześnie dąży do
                    zaspokojenia potrzeb z różnych poziomów - zgodnie ze swoją osobowością,
                    intuicją. Nie zawsze jest oczywiście możliwe życiowo żeby miał je wszystkie
                    harmonijnie zaspokojone (bywają też losowe zdarzenia, które spadają jak grom z
                    jasnego nieba), ale dobrze jest, jak myślę, kiedy człowiek ogólnie stara się
                    uznać swoje potrzeby i opiekować się sobą, a czasem jedne niejako zastępować
                    innymi (na przykład, moim zdaniem, zaspokajanie potrzeby transcendentu może
                    bardzo pomóc w "przymknięciu oczu" na niezaspokojenie innych potrzeb tudzież
                    wskrzeszenie w sobie nadziei na ich zaspokojenie). Myślę jednak, że schemat
                    pokazuje prawdę w tym, że trudno "przeskoczyć" pewne rzeczy, gdy się nie ma
                    zaspokojonych wielu potrzeb z danego poziomu. Wtedy człowiek jakby stoi w
                    miejscu, cierpi, nie wie jak sobie poradzić, nie czuje się wystarczająco silny,
                    żeby coś z siebie wykrzesać i iść dalej. I to uczucie jest mi znane, a także
                    widzę je czasem u innych. Oczywiście warto temu przeciwdziałać, jakoś "nie dawać
                    się".

                    To intuicyjne dążenie do zaspokajanie potrzeb, w zgodzie ze swoją osobowością,
                    można też ująć innymi słowami, prostymi. Pamiętam, że kiedyś moja koleżanka
                    wspomniała słowa swojej babci, prostej kobiety. Powiedziała ona: "pamiętaj,
                    ważne jest pozwolić, aby każdy żył tak jak chce" (oczywiście to było w dobrym
                    sensie, chodziło o uszanowanie innych, ich wyborów, ich złożoności itp., a nie o
                    jakąś pochwałę "wolnej amerykanki" i krzywdzenia innych).

                    Wydaje mi się więc, że ten schemat pokazuje takie uniwersalne ujęcie, które też
                    jest słuszne. Myślę, że asceta także, aby czuł się dobrze w tym życiu, które
                    wybrał, to musi mieć potrzeby ze wszystkich poziomów, tak jak to do niego
                    "pasuje", spełnione lub niektóre z nich zastąpione innymi. Musi być w zgodzie ze
                    sobą. Myślę, że ludzie, którzy są w zgodzie ze sobą są w jakiś sposób szczęśliwi
                    i ich talenty rozwijają się i dają im wiele zadowolenia. Jak ktoś jest w zgodzie
                    ze sobą i światem, tak wewnętrznie i głęboko, to znaczy, że jego potrzeby ze
                    wszystkich poziomów są jakoś zaspokojone. Jeśli ktoś jest szczęśliwy sam, a nie
                    w związku, to znaczy, że po prostu nie ma akurat takiej potrzeby, aby być w
                    związku, a potrzebę dawania miłości, troszczenia się i bycia kochanym i tym
                    podobne potrzeby zaspokaja po prostu inaczej. Ja jestem daleka od schematu, że
                    na przykład tylko w związku można być szczęśliwym. Jak ktoś nie ma takiej
                    potrzeby lub ją zamienił na coś innego, znacznie ważniejszego dla siebie, to
                    przecież tylko się cieszyć wraz z nim, bo jest mu dobrze. Ale te ludzkie
                    potrzeby, jak się dobrze przyjrzeć tej piramidzie, ludzie szczęśliwi mają
                    zaspokojone. Być może wielu szczęśliwym ludziom, a samotnym, na przykład,
                    potrzebę odwzajemnionej miłości zaspokaja Bóg? Albo więź z innymi ludźmi albo
                    robienie czegoś dobrego dla innych i cieszenie się, że się im pomaga?
                    Jestem też pewna, że ludzie naprawdę spełnieni, szczęśliwi, nie utknęli na
                    którymś poziomie. Jeśli zrobili coś złego, a to może sprawić, że dręczy ich
                    poczucie winy i nie pozwala odczuwać szacunku do siebie i pogody ducha, to mogą
                    w sposób nawet symboliczny, taki dogłębny, ale w jakiś sposób tę winę odkupić i
                    zadośćuczynić i uwolnić się od niej, wybaczyć sobie. I iść dalej. I jak idą
                    dalej, to czują ulgę i są bliżej do szczęścia. Człowiek jest z samej natury w
                    ciągłym rozwoju czy tego chce czy nie, potrzebuje tego. Jeśli nie jest w
                    rozwoju, utknął, to wtedy jest w "zwoju" i rozwijają się jego mechanizmy obronne
                    albo destrukcyjne itp. Ale jest skazany na jakąś dynamikę. Dlatego ważne jest
                    chyba słuchać siebie - czego potrzebujemy i czy to jest zaspokojone.

                    Wydaje mi się, że tak to działa. Kiedy czyjeś potrzeby są długo nie zaspokojone,
                    to ta osoba zaczyna cierpieć, złościć się, buntować, próbować coś zmienić - tak
                    chyba jest w człowieku. Oczywiście można kogoś tak zmanipulować, żeby te
                    potrzeby wyparł, ale one i tak się odezwą. Jeśli nie wprost, to w postaci
                    jakiejś choroby czy "śmierci duchowej".

                    Reasumując, mnie ten schemat natchnął do refleksji, bo dość ładnie to pokazuje.
                    Ja osobiście lubię "zobaczyć" jakieś mechanizmy, mapy, coś zwizualizować, lubię
                    się uczyć. Szkoda naprawdę, że nie dane jest mi chodzić teraz do szkoły czy na
                    jakąś uczelnię. ;) Jednak na tę chwilę potrzeby bytowe mają pierwszeństwo przed
                    innymi. Może kiedyś? Może pójdę na uniwersytet trzeciego wieku? :)

                    Przepraszam za takie rozpisanie się. Myślę jednak, że te potrzeby to ważny trop.
                    Pozdrawiam!
                    • kaliope3 Re: Szczęśliwa kobieta 19.09.08, 11:22
                      Ginestro, bardzo Ci dziękuję za podzielenie się tymi refleksjami.
                      Uczenie się i rozwijanie to wspaniała sprawa ale jednocześnie wydaje
                      mi się że masz w sobie ogromny potencjał dawania wiedzy i
                      zrozumienia innym.
                      Pozdrawiam Cię serdecznie
                      • ginestra Re: Szczęśliwa kobieta 20.09.08, 08:39
                        Dziękuję kochana Kaliope! :))
                        Ja też Cię pozdrawiam cieplutko!
                        • kaliope3 Re: Szczęśliwa kobieta 21.09.08, 23:38
                          Ginestro-to podziałało jak jakaś musierowiczowska szklanka herbaty z rumem(czy
                          czymś)-chyba sobie Twój wpis gdzieś zawieszę i w chwilach czarnych będę go
                          czytać jako uzdrowienie od trosk wszelkich-dziekuję
    • agrippinilla Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwabińska 18.09.08, 22:36
      O Irence była już mowa, ja dodam jeszcze dwie panie. Tosia - szczęśliwa "od
      zawsze" pomimo ciężkiego charakteru Mamerta. Marta miała smutne przeżycia, ale
      teraz spokojnie odpoczywa na emeryturze wraz z mężem.
      • kebbe Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 19.09.08, 11:30
        aaa właśnie tu wlazłam żeby napisać o babci Jedwabińskiej, secundo voto
        Jankowiak. Też mi się wydaje szczęśliwa, chyba nawet dosyć szczęśliwa była też
        przed spotkaniem Bronisława i zacieśnieniem więzów z Orelką. Wydaje się bardzo
        pogodna mimo niełatwego życia, z taką niewymuszoną radością ducha (nie jak Gaba,
        uśmiechnięta, ale ze ściśnietym gardłem pt. "muszę być dzielna i sprawiać
        wrażenie szczęśliwej" co daje efekt wiadomy)
      • marajka Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 19.09.08, 15:06
        A wychowawczyni "angielska dama" Tomcia i Natalii? Uśmiechnięta,
        miła, sprawia wrażenie, że kocha swój zawód, a to chyba bardzo
        ważne, jesli chce się być szczęśliwym? Nie można chyba być
        szczęśliwym i pó życia spędzać w okropnej pracy.
        • tygrys2112 Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 19.09.08, 19:00
          Moje typy:
          Mama Żak, Tosia, Pulpa, być może Nutria, choć nie wiem, Bella,
          Ciotka Lila, Kreska, dalej nie wiem... hm dalej nie wiem.
          • ginestra Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 20.09.08, 08:47
            Tak, wydaje się, że one odnalazły się w życiu, mają wiele wiary w siebie i
            doświadczają pewnej harmonii na co dzień (choć wiadomo - życie różowe dla nikogo
            nie jest).

            Mnie bardzo podoba się też przykład babci Marty Jedwabińskiej (Jankowiak).
            Przebija z niej dojrzałość życiowa i dobre "zakotwiczenie" w życiu - takie
            autentyczne przekonanie, że ona sobie poradzi sama, bo to wie, bo sobie radziła
            w trudnościach i teraz nic nie jest dla niej tak naprawdę straszne (nawet
            zbliżająca się starość czy ewentualne choroby - jestem pewna, że ze spokojem
            przyjmie to, co przyniesie życie). Jednocześnie jest ciepła i otwarta na innych,
            potrafi cieszyć się drobiazgami, częstuje. Bardzo mi się podoba taka postawa. Z
            synem też, jestem pewna, jakoś się pogodzą i będą się starali nadrobić stracone
            lata.
            Pozdrawiam!
            • verdana Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 22.09.08, 13:12
              Babcia Jedwabinska otwarta na innych? Nie mam takiego wrazenia - dla
              mnie to raczej osoba pelna "niewzruszonych przekonań", ktora potepia
              wszystkich tych, ktorzy w takich przekonaniach się nie mieszcza. Nie
              wiem, czy jest szczęśliwa, ale raczej watpie, czy z nią ludzie sa
              szczęśliwi.
              • ginestra Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 22.09.08, 19:49
                Verdano,
                zastanowiło mnie to, co piszesz i trochę zachwiało w moim wyobrażeniu. Może
                powinnam odświeżyć sobie Dziecko Piątku (które czytałam tylko raz). Mnie
                pozostał w każdym razie taki obraz babci Marty jako osoby bardzo gościnnej,
                opiekującej się innymi i bezproblemowej, którą można odwiedzić znienacka, nawet
                zostawić jej Pyziakówny na wakacje, a ona wszystkich przyjmie z otwartymi
                ramionami, będzie częstować, dzielić się tym, co ma. Pamiętam głównie to, jak
                ciepło przyjęła wnuczkę, a potem gościła ileś razy Arturka-Gburka, Kozia, pana
                Jankowiaka, Natalię z Pyzą, Tygrysem i Filipem i pewnie jeszcze inne osoby (tzn.
                na pewno Pyziakówny do niej jeździły nie raz na wakacje, a może i Borejkowie?).
                Mówiłam tylko o tym. Ja wiem, że jej konflikt z Ewą i z synem kładzie się
                cieniem na tym obrazie, ale wydaje mi się, że kiedy ją poznajemy, jest ona już
                inną osobą (minęło ze dwadzieścia lat od tego konfliktu pewnie), która żałuje
                popełnionych błędów i w jakiś symboliczny sposób próbuje je naprawić (Ewa już
                nie żyje, więc nie da się naprawić z nią kontaktu, ale choćby może przez
                życzliwość do innych, do jej córki zwłaszcza, da się odkupić tę winę). Wydaje mi
                się, że ona szczerze chce naprawić kontakt z synem, tylko tu nie da się wiele
                zrobić i pozostaje jej tylko dawać sygnały i czekać, aż on zechce jej wybaczyć.
                Może mówisz o tym, że ona nie lubi Moniki? Może to i prawda, że nie jest na nią
                otwarta. Ale może to jest taki motyw, że ona żałuje nie akceptowania Ewy i czuje
                bezsilność, że Monika to nie Ewa i jakoś podświadomie (irracjonalnie) jej nie
                lubi, bo to sprawia jej ból, że była niedobra dla Ewy, a teraz nie ma Ewy, a
                jest jakaś Monika? Albo może nie może wybaczyć synowi, że źle traktował Ewę?

                Chyba się zaplątałam i teraz wyznam, że nie pamiętam za dobrze na czym polegał
                ten jej konflikt z Ewą i dlaczego jej nie akceptowała. Mam jakby taki obraz
                jednak, że ona żałuje błędów i jakoś je w sobie przepracowała. Każdy z nas
                pewnie ma za sobą jakieś błędy, jakiś żal do siebie za coś, czego nie może już
                cofnąć czy zmienić. Dobrą postawą byłby chyba żal i zadośćuczynienie i takie
                właśnie ruszenie dalej, z pokorą i nadzieją, że jednak mimo tych błędów jest się
                nadal wartościowym człowiekiem, że chce się dobrze.

                Czyli tak sobie tę babcię Martę wyobrażam, ale może to już jest moja wyobraźnia
                bardziej niż Jeżycjada? ;)
                Tak czy owak muszę chyba przyjrzeć się bliżej tej postaci...
                • verdana Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 22.09.08, 20:57
                  A mnie zostala w pamieci kobieta, ktora potepia syna i jego drugą
                  zone - bo zone to ma się jedną. Ale poki ta jedna byla, to tez jakos
                  do rodziny nie weszla - bo nie taka, jak trza, nie "swoja".
                  Ktora do wnuczki zwraca się inczej, niz rodzice (zazwyczaj jest to
                  bardzo xle przez rodziców widziane), bo jej się wydumane imię nie
                  podoba.
                  Ktora, wraz z mężem zagania chore dziecko do pracy.
                  Ktora raczej prawi moraly, niż stara się pocieszyć.
                  Goscinna - tak, oczywiscie. Ale ja bym z takiej gosciny zwiewala,
                  gdzie pieprz rosnie.
                  • sir.vimes A ja się dziwię,że Aurelia 23.09.08, 13:41
                    tą idiotyczną "Orelkę" akceptuje.
                • anutek115 Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 22.09.08, 21:04
                  Przyznam, że ja też za dobrze nie pamiętam "Dziecka piątku", ale wrażenia mam
                  podobne jak Verdana. Z jednaj strony babcia Jedwabińska (podobnie jak Gizela)
                  wydaje mi się osobą za bardzo ... no nie wiem... taką, która się nie zastanawia,
                  czy jest szczęśliwa, bo o, wybaczcie wyrażenie, pierdołach to ona nie myśli,
                  tylko o tym, żeby wszystko było "po bożemu", jak trzeba, odtąd-dotąd, i już.
                  Nie, żeby mama Żakowa siedziała i całymi dniami rozmyślała o tym, jaka jest
                  szczęśliwa, ale jakoś nie mam tu wątpliwości, że jest to osoba, która kocha
                  życie i lubi ludzi. Przy babci Jedwabińskiej - nie.

                  Nigdy natomiast nie nazwałabym ją bezproblemową. Myślę, że spokojniutko można
                  wciągnąć ją na dłuuuugą listę osób, które za życia nie okazały bidnej Ewie ani
                  odrobiny ciepła i zrozumienia, nie zdobyły sę na odrobinę wysiłku, by ją
                  "oswoić' i wyciągnąć ze skorupki. Coś mi się tak widzi, że babcia Jedwabińska
                  nie była dobrą teściową, tak jak nie była dobrą matką. Owszem, wygląda na to, że
                  jest dobrą babcią. Chociaż nie wiem, czy fakt, że mówi Aurelii same dobre rzeczy
                  o jej matce nie wynika z tego, że w naszej kulturze o zmarłych nie mówi się źle.
                  Ale może faktycznie nabyła trochę pokory z wiekiem. Jednak nie widzę w niej
                  chęci, by syn jej wybaczył. A miałby co wybaczać. Akurat to pamiętam dobrze -
                  jak czytałam o dzieciństwie męża Ewy uderzyło mnie, jak samotnym, smutnym i
                  pozbawionym miłości dzieckiem on był. Jakim świetnym przykładem na to, że
                  niekoniecznie prawdą jest zdanie, powtarzane przez niektórych rodziców "robię to
                  dla twojego dobra, kiedyś mi za to podziękujesz, kiedyś zrozumiesz". Nawet jeśli
                  dzieci zrozumieją, dorosnąwszy, niekoniecznie podziękują.
                  A to, że babcia J. nie lubi Moniki wcale nie musi wynikać z faktu, że Monika to
                  wredna rozwódka z rozwydrzonym synem. Tylko z faktu, że babcia J. nie lubi
                  żadnej kobiety, którą jej syn sobie wybierze. Bo nie dała temu synowi ciepłego
                  domu i nie wychowała go dobrze. Ale myśli ciągle, że wolno jej tego syna
                  kontrolować, krytykować i podważać jego decyzje.
                  W sumie wcale nie wydaje mi się zbyt ciepła i serdeczna. Ale sypiąca gotowymi
                  receptami, tak. Trochę jak pan Jankowiak (który jednakże robi na mnie milsze
                  wrażenie). Ponieważ jednak są to te same recepty, ze sobą na pewno są szczęśliwi.
                  • dakota77 Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 22.09.08, 21:08
                    Dobrze to ujelas, Anutku.
              • filifionka-listopadowa Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 22.09.08, 21:23
                Babcia Jedwabińska wydaje mi się osobą która będzie dla Ciebie wspaniała
                "warunkowo". Póki dostosujesz się do jej wymagań i poglądów spotkają Cię z jej
                strony przemiłe rzecz (konfitury, czereśnie, uśmiech) ale gdy tylko "złamiesz"
                jej zasady (np. negując swoim życiem zasady Kościoła Katolickiego itp) i
                zachowasz się "nieodpowiednio" to zostajesz odrzucony. Pewnie uważa ,że "dziecko
                rodziców ma się słuchać" zawszy i bez wyjątku. Jej metody wychowawcze wyobrażam
                sobie zawsze jako podobne do tych stosowanych przez Gizele.
                • ginestra Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 22.09.08, 23:10
                  Uau, czytam i oczy mam jak spodki.
                  Wygląda na to, że w wyobraźni wyidealizowałam babcię Jedwabińską i odbiega ona
                  mocno od literackiego wizerunku (kłania się nie pamiętanie książki). Może po
                  prostu sama za taką postacią tęsknię? Taką właśnie ciepłą, emanującą
                  człowieczeństwem, godnością, choć też świadomą swoich słabości i błędów, ale
                  starającą się przez całe życie podnosić z nich i naprawiać je, a nade wszystko
                  naprawiać relacje z ludźmi, jeśli pod tym względem jest coś nie tak. Taką, która
                  mimo słabości przepracowała w jakiejś mierze strach przed życiem i strach przed
                  śmiercią, gotowa jest wszystko przyjąć od losu, z zaufaniem, ale mimo to nie w
                  sposób bierny, tylko też coś robiąc, biorąc odpowiedzialność za siebie i
                  bliskich. A przy tym obdarzona pogodą ducha i otwartością na ludzi.

                  No, ale to chyba nie jest babcia Marta, faktycznie. Przypomniałam sobie jak w
                  jakimś wątku analizowaliśmy dzieciństwo Eugeniusza i też wychodziło na to, że
                  matka jakoś go osamotniła, nie dała wsparcia, akceptacji. A czy jest może jakiś
                  dowód na jej przemianę, teraz, gdy jest już starszą osobą, po tylu latach? Z
                  tego, co piszecie, to pewnie nie ma. No cóż, chyba najpierw przeczytam Dziecko
                  Piątku, a potem będę się wypowiadać. ;)
                  Pozdrawiam!

                  • verdana Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 22.09.08, 23:19
                    Bo tu znowu jest rozbiezność między tym, jak MM opisuje babcię
                    Jedwabinską - wór prawdziwych, staroswieckich cnót, a tym co wylania
                    się spod tego opisu.
                  • dakota77 Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 22.09.08, 23:24
                    Moim zdaniem babcia Jedwabinska nie jest swiadoma wlasnych bledow i slabosci,
                    sprawia wrazenie bardzo zadowolonej z siebie w kazdym aspekcie. Na pewno nie ma
                    swiadomosci, ze byla zla matka i tesciowa.
                    Nie zgodz esie tez co do przepracowania leku przez zyciem czy smiercia.
                    Moim zdaniem to jedna z tych osob, ktore robia swoje i nie poswiecaja pol
                    sekundy na takie "fanaberie" jak rozwazania egzystencjalne. I w jaki sposob
                    przyjela odpowiedzialnosc za bliskich? Odtracajac syna i synowa? O Monice nawet
                    nie wspomne, to juz inna historia, to moglo byc dla niej za trudne. Dopiero przy
                    wnuczce nieco sie zrehabiilitowala.
                    • kaliope3 Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 23.09.08, 07:59
                      W sumie to faktycznie dziwne, że ona przez całe lata funkcjonowała
                      sobie spokojnie bez tej swojej rodziny. Siedziała sobie w domku
                      szyjąc i plewiąc ogródek w czasie gdy rozpadało się małżeństwo jej
                      syna, synowa umierała na raka a z wnuczką w ogóle nie wiadomo co się
                      działo. Przecież Eugeniusz nie zakazywał jej pod groźbą przemocy
                      fizycznej kontaktów z Aurelią. Jakoś jej te kontakty nie były
                      potrzebne, dopiero sama Aurelia musiała się pofatygować do
                      Pobiedzisk, by tam znaleźć tę krynicę mądrości życiowych i
                      odpowiedzi na wszystko. Dziwne to
                      • anutek115 Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 23.09.08, 09:31
                        Ja sobie wczoraj pod wpływem tego wątku zaczęłam odświeżać "Dziecko piątku". I
                        (poza tym, że pan Jankowiak mnie irytuje znacznie bardziej, niż pamiętałam,
                        kiedyś miałam dla niego dużo współczucia, teraz to współczucie mi się ulatnia,
                        ani chybi wrednieję na starość) parę rzeczy odnośnie babci Jedwabińskiej jest
                        jeszcze bardziej przykrych, niż pamiętałam. To, że nie wiedziała, że Ewa umarła
                        - do tego stopnia nie miała kontaktu z wnuczką? I z synem (co temu synowi
                        zrobiła, swoją drogą)? Kaliope słusznie napisała, że jak na osobę przedstawianą
                        jako ciepła i serdeczna zadziwiająco jej to nie przeszkadzało. I to z JEDYNĄ
                        wnuczką, żeby jak Mila Borejko miała ich z tuzin byłoby to może bardziej
                        zrozumiałe. To, że Aurelii nie poznała w pierwszej chwili. Wspomnienia Aurelii,
                        jak to Ewa nie lubiła przyjeżdżac do Pobiedzisk (ciekawe czemu...). To, że o
                        drugiej żonie swego syna nie mówiła inaczej jak "ta jego Monika". Bardzo jestem
                        ciekawa, czy o Ewie mówiła "ta jego Ewa". To, jak załatwiła sprawę pozostania
                        Aurelii na wakacje, specjalnie nie zastanawiając się, czy aby ma do tego
                        jakiekolwiek, także moralne, prawo. A jestem dopiero w połowie...
                        Bardzo żal mi natomiast Moniki. Zdaje się, że nie dano jej żadnych szans, a ona
                        przejawiała jednak trochę dobrych chęci. Tylko że w sumie nie dziwię się, że jej
                        tych szans nie dała Aurelia, świeżo po stracie matki... ale żal mi i tak.
                        • jamniczysko Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 23.09.08, 10:08
                          Monika chyba w ogóle nie była formalną, zaobrączkowaną żoną
                          Eugeniusza... Może to o to chodziło...?
                          • mamalilki Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 23.09.08, 12:13
                            Zgadzam sie co do babci Jedwabinskiej. Nie lubilam jej nigdy podobnie jak Gizeli
                            i Pana Jankowiaka. Takie przemadrzale staruszkowe towarzystwo. Przezyli wojne,
                            glod, komune to teraz juz wszystko wiedza. Moja babcia tez przezyla i do glowy
                            by jej nie przyszlo w taki bazarowy sposob komentowac zycia innych. No ale moja
                            babcia ma klase nieporownywalna z niczym.
                            • onion68 Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 23.09.08, 13:11
                              Cudownie mieć taką babcię.
                              Z moich obserwacji wynika, że mało która starsza osoba, skoro już przestała ją
                              dotykać proza życia osoby utrzymującej rodzinę, wychowującej dzieci (a więc:
                              problemy wychowawcze, problemy małżeńskie, kwestie finansowe), oparła się
                              pokusie autorytatywnego oceniania innych osób w tej niełatwej sytuacji. Rzecz
                              dotyczy osób starszych, ale napiszę: zapomniał wół jak cielęciem był, oto nader
                              częsta postawa. Jakże łatwo zapomnieć o swoich błędach lub znaleźć ich
                              wytłumaczenie.
                            • sir.vimes Nie no, Gizela 23.09.08, 13:36
                              jest z innej beczki.

                          • anutek115 Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 23.09.08, 13:50
                            No może i nie była (chociaż mnie sie majaczy, że gdzieś tam pada słowo "żona") i
                            niech będzie, że to tłumaczy niechęć babci Jedwabińskiej do Moniki- ja się
                            zreszta zgadzam z dakotą, że zakceptowanie drugiej żony syna może być dla
                            starszej osoby trudne - ale czy tłumaczy też całą resztę?
                            Może nawet Ewa była - ach, ach, nie wiem, czy mi to straszne słowo przejdzie
                            przez klawiaturę - z Eugeniuszem tylko po ślubie cywilnym, bo na zdjęciu ślubnym
                            ani welony, ani stroju stylizowanego na kontusik, tylko kostiumik... czy to by
                            tłumaczyło niechęć babci i do pierwszej żony syna?
                            Dotarłam w książce do rozmowy telefonicznej "bo ta twoja Monika matki ci
                            odwiedzić nie pozwala... nie krzycz! Że ja się wtrącam? Jak to, jakie mam prawo?
                            Prawo matki mam!!!". No, czuła mamusia, bez dwóch zdań.
                        • sir.vimes Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 13:40
                          czemu ani on ani narrator/ka nie próbuje zrozumieć tej Anetki Jankowiakówny, co
                          takiego potwornego jest w decyzji o emigracji???

                          Czemu Jankowiak wspomina córkę na zasadzie" było, minęło" - kiedyś oglądaliśmy
                          żaglówki a potem wyjechała. Powinna całe życie z tatą za rączkę żaglówki
                          oglądać? Ja rozumiem - tęsknić. Ale mieć taki żal? Dlaczego?



                          > Ja sobie wczoraj pod wpływem tego wątku zaczęłam odświeżać "Dziecko piątku". I
                          > (poza tym, że pan Jankowiak mnie irytuje znacznie bardziej, niż pamiętałam,
                          > kiedyś miałam dla niego dużo współczucia, teraz to współczucie mi się ulatnia,
                          > ani chybi wrednieję na starość)
                          • mamalilki Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 13:48
                            "Moglem jechac wyjechac, costam (nie pamietam) w zyciu znalezc
                            ale jednak zostalem z tymi co zostali" - Turnau. To nie piosenka, to manifest -
                            taki dzielny, taki cacany, zostal na tym zadupiu gdzie ani perspektyw, ani
                            pieniedzy, ani mozliwosci, bo tu jest POLSKA. A teraz bedzie psioczyl na innych,
                            trul jak to jestesmy w tyle za zachodem i jakie u nas chamstwo.
                            Nie rozumiesz? KAZDY kto wyjechal (poza politycznymi) jest zly. Bo trzeba
                            zacisnac zeby i zyc w ojczyznie. Nie dlatego ze masz ochote, tylko dlatego ze
                            tak nalezy. Ot i cale myslenie Pana Jankowiaka.
                            • mamalilki Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 13:50
                              Ta Orelka to nawiazanie do dialogu Ewy z Dmuchawcem. On sie zapytal jak to sie
                              zdrabnia, na co Ewa odparla, ze sie nie zdrabnia. I znowy, to EWA nie umiala.
                              Babcia umiala, bo jest ciepla i madra wiec wymyslila Orelkę. Strasznie
                              pretensjonalne.
                              • anutek115 Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 14:02
                                Miałam w klasie koleżankę Aurelię. Wszyscy ją zdrabniali bez najmniejszego
                                problemu (na "Relka"). A ja się Ewie nie dziwię, bo Aurelia brzmi o wiele ładniej.
                                No, że już nie wspomnę, że imiona moich dzieci też się nie zdrabniają. Dzięki
                                temu, jak mawiam z całą powagą, jak już moje dzieci będą dorosłe i sławne unikną
                                (z konieczność, choć łudzę się, że zdrowy rozsądek by je przed tym powstrzymał)
                                okropnego zwyczaju podpisywania się w pięćdziesiątej wiośnie per "JAnek
                                Kowalski" albo "Tomek wiśniewski". Ale ja jestem matką wyrodną, pewnie dlatego
                                się Ewie nie dziwię ;-).
                              • ding_yun Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 14:14
                                Moim zdaniem trochę się zagalopowałyście w kwestii córki Jankowiaka.
                                Wydaje mi się, że w DP nie ma wyraźnego przesłania, że Aneta jest
                                zła dlatego, że zdecydowała się na emigrację. W ogóle chyba nie ma
                                przesłania, że jest zła. Jankowiak ma żal, że nie przyjechała na
                                pogrzeb matki tłumacząc się ceną podróży - szczerze mówiąc to ja mu
                                się nie dziwię. Nie wiemy jaka była jej sytuacja finansowa, ale
                                chyba nie tragiczna, nie sądzę żeby siedziała za granicą (w USA??)
                                po to, aby tam biedować. A że woźny wspomina jej dzieciństwo z
                                nostalgią, że przykro mu, że został sam na starość - no to chyba
                                normalne. I tak nieźle się trzyma, moim zdaniem. Także ja osobiście
                                nie dostrzegam potępienia decyzji o emigracji.
                                Aha, i tylko błagam nie piszcie nic o "polskim grajdole". Siedzę
                                teraz w Anglii i wcale nie jest mi tak fajnie, a od tekstów jak to w
                                Polsce jest źle już mi się po prostu słabo robi, podobnie jak od
                                ludzi nie przyznających się do tego, że są Polakami, ostentacyjnie
                                szukających na studiach wyłącznie znajomych brytyjskiego pochodzenia
                                i patrzących na mnie z obrzydzeniem gdy proponuję, żebyśmy co jakiś
                                czas spotkali się w kameralnym polskim gronie.
                                • mamalilki Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 14:25
                                  Poza tematem: O tym polskim chamstwie itd to ironicznie oczywiscie. Mieszkam w
                                  Polsce, bo chce mieszkac w Polsce i nie uwazam jej za grajdol.
                                  Co do finansow to roznie bywa, teraz sa tanie linie ale dawniej naprawde bylo
                                  ciezko przyjechac. Nie kazdy za oceanem ma zaraz mnostwo kasy. A Jankowiak jest
                                  moze samotny i nieszczesliwy, ale jest tez zgorzknialy i niemily. Jednoznacznie
                                  odbieram jego ocene wyjazdu corki: ze byla egoistyczna i ulegla modzie.
                                • mmaupa Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 16:31
                                  Zgadzam sie z Ding_yun i Verdana, pan Jankowiak mial prawo poczuc sie rozzalony.
                                  I tez sie zastanawiam, jak taka "ciepla, otwarta" babcia Jedwabinska mogla
                                  wychowac aspolecznego i depresyjnego syna.

                                  Ding_yun, jesli jestes na poludniu Anglii i masz ochote sie spotkac z polskimi
                                  studentami, to koniecznie napisz!
                                  • ding_yun Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 22:48
                                    mmaupa napisała:

                                    > Ding_yun, jesli jestes na poludniu Anglii i masz ochote sie
                                    spotkac z polskimi
                                    > studentami, to koniecznie napisz!

                                    Owszem owszem na południu, w Londynie :) a Ty gdzieś w okolicy?
                                    Szczerze to polskich studentów znam naprawdę sporo w całej Anglii i
                                    z moimi znajomymi widuję się dość często, ale podobał mi się pomysł
                                    Yowah dotyczący spotkania sekcji wyspiarskiej z forum
                                • yowah76 Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 19:38
                                  A wiesz, ja omijam wiekszosc Polakow, bo buractwo to straszne;)))
                                  ale na spotkanie w gronie na poziomie jestem w miare chetna.
                                  Najbardziej jesli chodzi o buractwo nie lubie takich, co to dwa lata
                                  tu posiedzieli, po angielsku ledwo, ledwo a pokazuje mi ogrodek i
                                  mowi: a tu mam taki szedzik...dusze sie normalnie w takiej chwili;)))
                              • sir.vimes Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 14:40
                                I to kupowanie wesołych ubrań - to ma być niby pocieszanie Aurelii a wychodzi na
                                to jakby Jedwabińska chciała cała Aurelię wymazać i wyhodować sobie jakąś
                                zupełnie nową Orelkę.

                                Zresztą, jedna rzecz dziwi mnie od lat. Ile lat ma ta babcia? 100? Przecież to
                                jest zdrowa, sprawna , energiczna kobieta - już milion razy mogła lata wcześniej
                                zapakować się do pociągu i bez czekania na zaproszenie odwiedzić wnuczkę,
                                zainteresować się nią.

                                Ale nie zrobiła tego.
                                • ananke666 Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 22.02.09, 22:53
                                  sir.vimes napisała:

                                  > I to kupowanie wesołych ubrań - to ma być niby pocieszanie Aurelii a wychodzi n
                                  > a
                                  > to jakby Jedwabińska chciała cała Aurelię wymazać i wyhodować sobie jakąś
                                  > zupełnie nową Orelkę.


                                  O, a mnie się wydawało całkiem odwrotnie. Od śmierci Ewy minął właśnie rok,
                                  czyli tradycyjny czas żałoby. Przypomnijmy sobie też, że Aurelia nie przywiozła
                                  do babci właściwie żadnego bagażu, przynajmniej nic takiego sobie nie
                                  przypominam, chciał nie chciał, trzeba ją było jakoś ubrać. Rok to dość na
                                  widome oznaki żałoby, trzeba w końcu pozwolić bólowi odejść, nie tyle pamiętać o
                                  stracie, ile pielęgnować wspomnienia o utraconej osobie, pozwolić sobie na
                                  radość. Oni odchodzą, my zostajemy. Zagłębianie się w depresję i wieczne
                                  noszenie żałoby nie pomoże dziecku w niczym, a na pewno nie w pozbieraniu się, a
                                  młoda chyba tego potrzebowała. Zdjęcie żałoby wydało mi się tu akurat dobrym,
                                  przemyślanym gestem.

                                  Za to za bogackiego nie potrafię zrozumieć, dlaczego babcia nie odwiedziła
                                  wnuczki w Poznaniu, zaproszona czy nie - kurde flak, od Poznania do Pobiedzisk
                                  jest głupie pół godziny pociągiem! trzydzieści kilometrów! Wystarczył telefon -
                                  dziecko, będę w Poznaniu za dwa dni, spotkaj się ze mną, choćby i na parę godzin
                                  na mieście, w parku, gdziekolwiek. To tak blisko, ani noclegu nie trzeba ni
                                  bagażu, jakoś tak myślałam, że to dalej, z ciekawości sprawdziłam i naprawdę się
                                  zdziwiłam. No i - babcia nie zaprosiła jej też do siebie, nawet na weekend.
                                  • nessie-jp Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 22.02.09, 23:15
                                    > Za to za bogackiego nie potrafię zrozumieć, dlaczego babcia nie odwiedziła
                                    > wnuczki w Poznaniu, zaproszona czy nie

                                    No właśnie, to akurat dość dziwne i szczerze powiedziawszy trudno uwierzyć w
                                    tłumaczenia autorki, że babcia się obraziła za Monikę (a wcześniej Ewę).

                                    Zabrakło jakiejś dokładniejszej sceny analizującej ten brak kontaktów. Gdybyż
                                    chociaż Babcia J. nie miała numeru telefonu Eugeniusza! Gdybyż nawet miała,
                                    zadzwoniła, natknęła się na Monikę lub Eugeniusza i pokłóciła i usłyszała, że
                                    Eugeniusz sobie nie życzy, żeby się widywała z wnuczką! Ze to nie jej sprawa, że
                                    dziecko ma nową rodzinę i jest szczęśliwe. (To, rzecz jasna, powinno być w
                                    retrospekcji
                            • anutek115 Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 14:06
                              Myślisz, że aż tak? Bo tu ja trochę pana Jankowiaka rozumiem. Został zupełnie
                              sam... więc trochę mu gorzko. Anetka się z wizytą do ojczyzny nie rwie, więc
                              grozi mu, że nigdy się już nie spotkają. Smutne. Tylko kiwam głową z
                              politowaniem na jego rozważania, że gdyby Anitka dzieci miała, toby one chciały
                              Polskę zobaczyć i na pewno by przyjechały. Taaa, jasne...
                            • sir.vimes Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 14:36
                              no to jedna rzecz.

                              A druga, że nie podobają mi się te jego rozważania, że córka bezdzietna więc nie
                              przyjeżdża; ze inni maja wnuki, dzieci przy sobie (no jedni mają, inni nie mają)...

                              Już pisałam - rozumiem tęsknotę. To oczywista rzecz. Ale...

                              Cholera, dzieci rodzi się i puszcza w świat. Rodzi się dla nich samych nie po to
                              by mieć je przy sobie na zawsze. Nieszczęśliwa Anitka podająca tacie pyzy byłaby
                              lepsza od szczęśliwej Anitki za kałużą?
                              • verdana Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 15:42
                                I tak sobie mysle - wnuczka zostaje sierotą, matka umiera, a
                                wsparcie babci ani sladu. Jedyne wsparcie polega na tym, zeby
                                wnuczka nie chodzila w żalobie po matce. W normalnych,
                                nieksiązkowych warunkach po smierci matki zwracanie się do dziecka
                                imieniem, ktorego mama nie akceptowala i sklanianie do odrzucenia
                                żaloby skutkuje odwroceniem się na piecie i oswiadczeniem "Noga moja
                                więcej to nie postanie".
                                A jankowiaka rozumiem - córka nie tylko wyjechala, ona ojca
                                porzucila. Mozna wyjechac i utrzymywac bliskie, listowne kontakty. A
                                można olać pogrzeb matki i nie przyjechac nawet po zebraniu
                                pieniedzy, po roku do osieroconego ojca.
                                • anutek115 Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 15:50
                                  Wsparcie babci polega na zamówieniu mszy za duszę wszak... Oczywiscie z
                                  bezwzględnym założeniem, że wnuczka wierząca i religijnie wychowana, bo nie
                                  pytała przecież?
                                • onion68 Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 15:54
                                  Ale od śmierci Ewy minął rok w momencie, gdy zaczyna się DP, a więc wg zwyczaju
                                  Aurelia już mogła i być może miała zamiar żałobę zdjąć.
                                  A w ogóle demonstrowanie żałoby poprzez strój w ogóle mi do postaci Aurelii nie
                                  pasuje.
                                  • ginestra Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 17:53
                                    Faktycznie, jak się przyjrzeć bliżej postawie babci Jedwabińśkiej, to jest ona
                                    daleka od sympatyczności. :(

                                    Co do córki pana Jankowiaka to zgadzam się, że mogła chociaż utrzymywać kontakt,
                                    interesować się ojcem, pisać listy do niego, wysyłać zdjęcia czy jakieś nawet
                                    małe paczki, a co jakiś czas przyjechać w odwiedziny.

                                    Przeczytałam kiedyś w książce o wychowaniu dzieci takie porównanie, że dzieci są
                                    jak walizka: co się do niej włoży, gdy są małe, to się z niej wyjmie, gdy są duże.
                                    To na pewno jest jakieś uproszczenie, ale niestety chyba jest w tym i trochę
                                    prawdy. Bardzo mi szkoda myśleć o tych starszych ludziach, którzy są opuszczeni
                                    przez swoje dorosłe dzieci, ale mimo woli nasuwa się myśl, że może oni kiedyś te
                                    dzieci też tak opuścili, nie mieli dla nich czasu, ważna była kariera czy inne
                                    sprawy i nie zbudowali z nimi więzi. Nie chcę tak myśleć i bronię się przed tym,
                                    ale z drugiej strony być może jest w tym jakaś prawda. Natomiast wiadomo, że
                                    oprócz tej więzi są jeszcze inne powody, dla których można nie opuścić rodziców
                                    w starości (nawet jeśli by ta walizka była pusta). Różne są sytuacje, czasem nie
                                    jest możliwe sprawowanie bezpośredniej opieki nad starszą osobą, ale
                                    przynajmniej emocjonalnie żeby jej nie opuścić, to bardzo wiele. I tak nakazuje
                                    choćby przyzwoitość.

                                    To jest jednak trudny temat, bo przecież czasem ma się do rodzica duży żal o coś
                                    i to też jest prawdą, też ta osoba sobie tego nie wymyśliła, tylko tak czuje i
                                    nie jest czasem w stanie się przełamać wobec ojca czy matki. Bardzo to trudny temat.

                                    Nie chciałabym osądzać tej Anetki - na pewno w książce widzimy ja poprzez
                                    rozgoryczenie jej ojca, ale rzeczywiście wygląda na to, że nie miała i nie
                                    szukała z nim kontaktu. Nie wiemy jak wyglądało tak naprawdę jej dzieciństwo i
                                    jaki był dla niej ojciec wtedy, gdy była mała i potem dalej w życiu. Pani
                                    Musierowicz jak gdyby przedstawia to jednoznacznie, że on jest dobrym
                                    człowiekiem, a Anetka chyba nie. Co o tym myśleć - nie wiadomo.

                                    Z tą prawdą, że dzieci nie należą do nas, nie są naszą własnością, są jak
                                    strzały wypuszczone z łuku i skierowane w przyszłość itp. to ja się starałam
                                    godzić już wtedy, gdy moje dzieci były bardzo małe i mam to w pamięci przez cały
                                    czas, jednakże na pewno doświadczenie tak naprawdę tego jak oddzielają się od
                                    rodzica i idą w świat, musi być mimo wszystko bardzo trudne... Ale mam nadzieję,
                                    że jeszcze choć parę lat będę mogła się nacieszyć tym, że są ze mną. :)

                                    (Ciekawe bardzo, że w oczekiwaniu na Sprężynę wciąż nie brakuje nam tematów i
                                    zawsze jest powód żeby głębiej pomyśleć o życiowych sprawach, jak chociażby te
                                    poruszone w tym wątku. Co by nie mówić postaci jeżycjadowe bardzo nadają się do
                                    takich rozważań). :)

                                    • sowca Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.09.08, 22:48
                                      A mnie się wydaje, że jednak trochę zbyt surowo oceniacie babcię
                                      Jedwabińską. Niewątpliwie z wychowaniem syna sobie nie poradziła -
                                      zauważa to nawet i pan Jankowiak. Zauważcie jednak, że to były
                                      zupełnie inne czasy (Eugeniusz urodził się w czasie wojny),
                                      brakowało wszystkiego, a Marta była sama i nie miała nikogo do
                                      pomocy prócz sąsiadek. Nie wiemy też do końca, jak wyglądały jej
                                      relacje z Ewą - uważam, że miała ona skłonności do oceniania ludzi
                                      po wyglądzie, po mieszkaniu itp, więc prosta, starsza wiejska
                                      kobieta mieszkająca w przypominającym skansem domku w małym
                                      miasteczku nie mogła wzbudzić jej aprobaty. Moim zdaniem więc ten
                                      brak kontaktu był winą obydwu, nie możemy winić za to tylko Marty,
                                      tym bardziej, że jest wspomniane, iż Ewa powiedziała teściowej coś
                                      przykrego. Co do Moniki - ja osobiście nie dziwię się babci
                                      Jedwabińskiej, że tak oceniła partnerkę syna. Jestem niemal pewna,
                                      że babcia J. odwiedziła kieyś Eugeniusza w jego nowym domu i miała
                                      prawo do takiej opinii. Potępienie postawy syna też jestem w stanie
                                      zrozumieć, ona się wstydzi za to, że zdradził żonę, że nie potrafi
                                      dogadać się z córką. Jest w tym sporo jej (tzn. Marty) winy,ale
                                      zachowanie Eugeniusza jest jego zachowaniem i niczyim innym.
                                      Teraz o zachowaniu babci wobec Aurelii. Nie chciałabym nikogo
                                      urazić, ale mam wrażenie, że wielokrotnie występują tu
                                      nadinterpretacje i czepialstwo. Na przykład krytykowanie tego, że
                                      Marta kupiła wnuczce nowe, kolorowe ubrania zostało odebrane wręcz
                                      jako próba zawładnięcia Aurelią. Czy do tego, ze babcia poszła z
                                      wnuczką na zakupy i kupiła jej kolorowe bluzki czy wisiorki,
                                      naprawdę trzeba dorabiać ideologię? Albo tego, że wybrały się razem
                                      do kościoła i ze babcia zamówiła mszę za duszę Ewy. Dla niej, jako
                                      dla osoby wierzącej, taki gest znaczy bardzo wiele. A Aurelia też
                                      nic nie mówiła o tym, że nie chodzi do kościoła albo coś w tym
                                      stylu. No i jest faktem, że zachowanie babci, bez względu na to, jak
                                      je oceniac, dało efekty - Aurelia zmieniła się na korzyśc,
                                      otrząsnęła się z szoku i bólu po śmierci matki, poukładała swoje
                                      relacje z innymi ( z Kreską, Konradem, ojcem), po prostu czuła się u
                                      babci szczęśliwa, kochana, doceniana.
                                      Babcia Jedwabińska nie jest kobietą idealną, ale też i takich
                                      bohaterek nie potrzebujemy. Jest kobietą z krwi i kości, która wiele
                                      błędów popełniła i ktora swoje w życiu przeszła. Ale też i uczyniła
                                      wiele dobrego.
                                      • nessie-jp Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 20.02.09, 21:53
                                        > Babcia Jedwabińska nie jest kobietą idealną, ale też i takich
                                        > bohaterek nie potrzebujemy. Jest kobietą z krwi i kości, która wiele
                                        > błędów popełniła i ktora swoje w życiu przeszła. Ale też i uczyniła
                                        > wiele dobrego.

                                        Sowca
                                      • sofijufka Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 21.02.09, 15:52
                                        i ja się do podziekowań dołączę! Nie uważam pani Marty za złą matkę!
                                        Żeza mało uwagi synowi poświęcała? A kiedy miała ten czas znaleźć?
                                        Po rozładowywaniu węgla na stacji, wracała do domu, gotowała
                                        kolację/obiad na drugi dzień, sprzątała, może jeszcze szyła, żeby
                                        dorobic i syn miała na podręczniki i co na grzbiet włożyć! No i
                                        czasy to były inne, nikt się nad dziećmi nie trząsł jak dzisiaj!
                                        Znałam podobną kobietę, ciężko pracującą, naganiającą dzieci do
                                        nauki, nie mającą czasu na bajki na dobranoc itd. I 0 dziwo - te
                                        dzieci nie maja do niej pretensji, że były zaniedbywane, ale
                                        doceniają, co im dała. Eugeniusz mi wyglada na człowieka,
                                        któremu "wszystkiego" za mało... Od uczuć po.... bo ja wiem...
                                        gadżety?

                                        • nessie-jp Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 21.02.09, 16:15
                                          > A kiedy miała ten czas znaleźć?
                                          > Po rozładowywaniu węgla na stacji, wracała
                                          > do domu, gotowała (...)

                                          I jeszcze dodam
                                          • ananke666 Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 22.02.09, 22:58
                                            nessie-jp napisała:
                                            > Bo przecież Eugeniusz po wojnie był jedyną rodziną Marty. Nikogo innego nie
                                            > miała. Może stawiała synkowi za duże wymagania, może oczekiwała zbyt wiele
                                            > uczuć, a on czuł, że nie jest w stanie ich zapewnić? Dość mocno kochać matki, by
                                            > jej wynagrodzić samotność i brak rodziny?

                                            A może Eugeniusz po prostu był bucem z charakteru? Nie zawsze mądrzy, kochający
                                            rodzice mają mądre dzieci. Niestety. Widziałam parę razy i Wy pewnie też, jak
                                            dzieciaki są wredne, złażą na tak zwaną złą drogę itp. mimo szczerych starań
                                            rodziców, i to niegłupich rodziców. Ludzie tacy już są.
                                            • nessie-jp Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.02.09, 00:29
                                              > A może Eugeniusz po prostu był bucem z charakteru? Nie zawsze mądrzy, kochający
                                              > rodzice mają mądre dzieci.

                                              W sumie mógł być. Ale też można się dopatrzeć w jego osobowości pewnych śladów
                                              tego, że ciągle nie umiał kogoś zadowolić emocjonalnie, że sobie z tymi emocjami
                                              nie radził
                                              • lezbobimbo Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.02.09, 05:29
                                                Rety, dlaczego Ewa poleciala na kogos takiego? Wychodzi wlasciwie, ze Eu Geniusz
                                                od malego gorszy byl niz Py Ziak. Moze mial jednak jakies dobre strony?

                                                Tylko jakos opisy jego sa ponure i glównie od strony trzeciej..
                                                Najpierw byl nieobecnym wieczorami panem (gdzie bywal, kiedy Geniusia wracala do
                                                domu i zmieniala sie w zastraszona Aurelie?) co zadal zeby córeczka mówila
                                                wierszyki, potem sie wsciekal na Ewe i biegal z nia po nocy szukajac Geniusi, a
                                                potem gdzies znikl i wlasciwie od tego czasu wszystkie jego wypowiedzi i czyny
                                                sa przytaczane przez osoby trzecie.
                                                Przez ten zabieg pisarski wydaje mi sie bardziej awatarem "Zly ociec ale jednak
                                                ociec" a nie rzeczywista osoba.
                                          • anutek115 Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.02.09, 09:33
                                            nessie-jp napisała:

                                            > I jeszcze dodam
                                            • nessie-jp Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 23.02.09, 15:32
                                              > A, to ja się teraz pokłócę z tobą, posiłkując się bagażem doświadczeń osobistyc
                                              > h
                                              > mojej mamy. Nie musisz mnie wyszarzać w związku z tym, chyba, że chcesz ;-D.

                                              Nawet nie żartuj w ten sposób. Prędzej sama siebie wyszarzę :)


                                              > To, co opisałaś powyżej, piekło wojny, samotność w mieście bez oparcia w nikim,
                                              > z bagażem strasznych wspomnień, malutkie dziecko na utrzymaniu, praca na trzy
                                              > zmiany, to są żywcem wspomnienia mojej babci.

                                              Ale widzisz, ludzie są różni (banał, wiem). Zwracając uwagę na tę samotność
                                              babci Jedwabińskiej (BJ) po wojnie chodziło mi o to, że
                                              • anutek115 Re: Nie rozumiem czmu córka Jankowiaka jest "zła" 24.02.09, 16:01
                                                nessie-jp napisała:

                                                > Nawet nie żartuj w ten sposób. Prędzej sama siebie wyszarzę :)

                                                A tego bysmy nie chcieli (chociaż ciekawa jestem, jak by to wygladało od strony
                                                ściśle technicznej ;-D).

                                                > Przecież nawet dzisiaj, w dobrych, spokojnych czasach, matki dostają napadów
                                                > lęku i nadopiekuńczości na samą myśl o tym, że ich dziecku może stać się coś
                                                > złego.

                                                Jak naprzykład nasza Gabrysia kochana :-D.

                                                > Twoja babcia była silna
                      • croyance Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 15.10.08, 21:29
                        Eugeniusz wygladal mi na takiego, co to wstydzil sie matki ze wsi;
                        Ewa pewnie tez nie byla chetna do jej zapraszanie. Kojarzy mi sie z
                        jakims obejrzanym kiedys filmem, gdzie do pana docenta przychodza
                        goscie, a mamusia udaje, ze jest gosposia.
                        • hopdoprzodu Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 15.10.08, 21:47
                          Albo z taką strasznie smutną sceną z serialu "Dom", w której przed przyjściem
                          gości synowa wynosi z kuchni łóżko teściowej i zdejmuje ze ścian jej święte
                          obrazki, bo się wstydzi jej wiejskiego pochodzenia i zwyczajów... Zawsze mi się
                          płakać chcę, gdy widzę tę scenę ...
                          • croyance Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 15.10.08, 22:05
                            Hopdoprzodu, wlasnie cos takiego chodzi mi po glowie; babcia
                            Jedwabinska wzdychajaca 'ja im tam nie bede przeszkadzala' i
                            wycofujaca sie, by nie robic im - miastowym, z ambicjami,
                            tzw. 'obciachu'. Nie wyobrazam sobie jakos Ewy zapraszajacej babcie
                            Marte do siebie; pewnie uwazalaby, ze babcia ma na Aurelie zly wplyw
                            i stosuje niepedagogiczne, przestarzale metody wychowawcze etc.
                            • croyance Re: Tosia Kowalikowa, Irena Żakowa i Marta Jedwab 15.10.08, 22:06
                              'babci', nie 'babcie', przepraszam
    • czekolada72 Re: Szczęśliwa kobieta 06.02.09, 15:38
      Cudowny watek! Chyba siegne niedlugo ponownie po DzP, a moze znow od
      samego poczatku calutki maraton? :)
      Po przeczytaniu Sprężyny możemy powiedziec prawie ze 100% pewności,
      ze Pulpa należy do kobiet szczesliwych.
      Ja osobiście do kobiet z rodziny Żaków (oprocz cioci Wiesi),
      dorzuciłabym także Indusie – no nie mogę się oprzec wrazeniu, ze
      jest to kobitka spelniona zawodowo i rodzinnie 
      Co do Anielli – to tu bym polemizowala – dla mnie jest osoba,
      która „chce bycz postrzegana jako szczesliwa”, ale … może to tylko
      wlasnie pozory? I ona JEST szczesliwa??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka