Dodaj do ulubionych

Wolfi, oj Wolfi.

22.11.08, 20:49

Witam serdecznie.


Czytam Was już ho, ho, ho, jak długo, ale nie pisałam, bo wciąż mi się
zdawało, że jestem dla Was za mało elokwentna. I za mało czytam. I w ogóle.

Ale dzisiaj skończyłam Sprężynę i nie mam się z kim podzielić zawodem mym
wielkim. Otóż - ja się nie zgadzam na zlikwidowanie Wolfiego :-/ Po Baltonie,
w którym zakochałam się jako nastolatka (i rówieśnica Pulpecji) to pierwszy
mężczyzna/chłopak w Jeżycjadzie, który mnie przyprawił o bicie serca. A tu mi
go zabrano i w zamian zaserwowano polonistę, któremu zaraz wyrosną wąsy :-(

I nie kupuję tego zakochania na złotej nici, tej więzi bez słów, no ludzie.
Żeby się zakochać, to chyba trochę czasu trzeba, nie? I poznać człowieka. A
może on między słuchaniem Mozarta i wożeniem sadzonek kroi ludzi na kawałki w
piwnicy!

Wybaczcie słowotok. Ale mi tak żal.
Obserwuj wątek
      • olusimama Re: Wolfi, oj Wolfi. 22.11.08, 21:03
        mama_kotula napisała:

        > Żeby się zakochać? Nie, nie trzeba czasu.

        No ja wiem, racja.
        Ale też zobaczyć raz nie wystarczy, upieram się.


        > Żeby pokochać kogoś, owszem. :)
        >
        • mama_kotula Re: Wolfi, oj Wolfi. 22.11.08, 22:06
          Cytat
          Ale też zobaczyć raz nie wystarczy


          No tak. Trzeba jeszcze jednego maila w przeddzień wieczoru wigilijnego przeczytać i się popłakać. :) <tu Kotula się zamyka i przemilcza resztę historii>
    • uccello Re: Wolfi, oj Wolfi. 22.11.08, 20:59
      Spójrz na to z innej strony.
      Wolfi jest wolny :)I gdzieś tam w czarno białym niebycie, poza
      Jeżycjadowymi słowami, czeka na swoją miłość.

      A co cię tak brało w Lubym Wolfgangu?

      • uccello Re: Wolfi, oj Wolfi. 22.11.08, 20:59
        Acha, wydaje mi się ,że zakochanie może być głupie, nieracjonalne, i
        budowanie na wątlejszych jeszcze przesłankach niż wspólne gusty
        muzyczne. Ni czasu ni rozsądku nie wymaga.
      • olusimama Re: Wolfi, oj Wolfi. 22.11.08, 21:02
        uccello napisała:

        > Spójrz na to z innej strony.
        > Wolfi jest wolny :)I gdzieś tam w czarno białym niebycie, poza
        > Jeżycjadowymi słowami, czeka na swoją miłość.

        Za młody dla mnie, kruca fuks ;-)

        >
        > A co cię tak brało w Lubym Wolfgangu?

        Ja nie wiem. Ale on tak jakoś na nią umiał patrzeć specjalnie. I się tak czaił
        na tym rowerze. I te kwiatuszki rzucał. Jakoś go tak MM opisywała, że mnie
        brało, choć w latach już jestem posunięta. I motyle miałam ;-)
        • paulina.galli Re: Wolfi, oj Wolfi. 22.11.08, 21:28
          Ja Wolfiego nie lubiłam bo ciapciak był i dał sobie Laurze włazic na głowę.
          A pozatym miał małe swińskie oczka i od rysunków jego podobizny - pani MM też
          mnie lekko odrzucało. (no ale na tle swojego braciszka Fryca to faktycznie cudo
          był )
          • kanga_roo Re: Wolfi, oj Wolfi. 22.11.08, 21:51
            przecież Tygrys wszystkim właził na głowę, i nie sądzę, żeby
            przestał (foch z okazji występu w podstawówce najlepiej to
            pokazuje). myślę, że Wolfi z radością poddawał się tyranii Laury, w
            końcu była dziewczęciem o urodzie pięciogwiazdkowej, co z tego, że
            wrednym :-)

            natomiast romantyczny Adam, nawet opisany jako facet z charakterem,
            nie wydaje mi się wystarczajaco silny dla Tygrysa. był tu kiedyś
            wątek o Filipie i Laurze - i tak naprawdę myślę, że ktoś taki jak on
            bardziej by do niej pasował...och, jak oni by się pięknie kłócili!

            a w kwestii zakochania w ciągu sekundy - chciałam również napisać,
            że to niemożliwe, ale przypomniałam sobie pewne fakty z mej
            przeszłości - i już milczę na ten temat :-)
            • uccello Re: Wolfi, oj Wolfi. 22.11.08, 21:57
              >był tu kiedyś
              > wątek o Filipie i Laurze - i tak naprawdę myślę, że ktoś taki jak
              >on bardziej by do niej pasował...och, jak oni by się pięknie
              >kłócili!

              o nie, "nie mogą dwa słońca świecić na jednym niebie"!
    • nessie-jp Re: Wolfi, oj Wolfi. 22.11.08, 22:17
      > może on między słuchaniem Mozarta i wożeniem
      > sadzonek kroi ludzi na kawałki w
      > piwnicy!

      Wspaniałe! :)

      Ja też lubiłam Wolfiego za tę jego bezkompromisową troskliwość wobec Laury (z
      wyjątkiem momentów, gdy w trybach zgrzytał Bodzio) i za prawidłowe zajęcie się
      migreniczką.

      Ale i nowy potencjalny morderca od sadzonek też mi się podoba.

      Nie mam nic przeciwko Adamowi (z wyjątkiem imienia), Wolfi z horyzontu nie
      zniknie, tylko będzie szwagrzył, a Tygrysica jest osobą zbyt zajmującą, żeby ją
      usuwać z akcji kolejnych powieści poprzez zsyłkę do Szkocji.
        • sowca Re: Wolfi, oj Wolfi. 23.11.08, 22:14
          Z tym kochaniem/zakochaniem/pokochaniem to chyba każdy ma inaczej...
          <tu Sowca popada w romantyczne zamyślenie>
          Inna sprawa, że ja też Wolfiego lubiłam. Sympatyczny chłopak, taki
          konkretny, obrotny, w dodatku audiofil. Może doceniłby i mój wątły
          sopran, który prezentuję w sprzyjających chwilach :PP
    • meg_mag Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 08:55
      mnie tez Wolfiego zal, choc czasem dzialal mi na nerwy, ale bywal taki chlopieco
      uroczy

      do zakochania sie niewiele trzeba, uwierzcie mi i potrafi potem trzymac nawet
      pare lat..., a jakie glupoty czlowiek robil...
      • mamalilki Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 13:45
        A ja nie znosilam Wolfiego: za imię, za to ze byl za slaby dla Laury, za
        prostackie upodobania i brak odpowiedzialnosci (slub?! W tym wieku?! Bez
        mieszkania, forsy i perspektywy na cokolwiek?).
        Adam mi sie podoba: imię, charakter, to ze jest starszy. On bedzie ja szanowal,
        bedzie jej poblazal w atakach wscieklosci ale zdominowac sie nie da. Wierzcie mi
        znam taki typ pary, ze tak powiem z domowych pieleszy :-)
        • dakota77 Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 13:53
          Jak to prostackie upodobania? Ze sluchal punkrocka zamiast muzyki powaznej i nie
          lubil poezji? Przeciez to dosc normalnie w jego wieku, przynajmniej w swiecie
          poza Jezycjada. Jak czytam, jak MM surowo ocenia Wolfiego i Bodzia za to,ze nie
          lubia poezji, zastanawiam sie, czy mnie tez ocenilaby jako skrajna chamke. Bo
          ja, owszem, doceniam talent Mickiewicza i jego znaczenie dla polskiej
          literatury, nie zaczytuje sie nim do poduszki, nie znam go na pamiec i nie
          widuje jego ducha:-). Od poezji wole beletrystyke, a jak biore sie za poezje,
          jest to Lorca. I pewnie bylabym oceniona jak oni.

          I co zlego w imieniu Wolfgang? Owszem, uwazam, ze Schoppowie oszaleli z imionami
          dla dzieci, ale Mozarta prosze nie obrazac;-P
          • anutek115 Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 14:01
            Za Lorcę zostałabyś rozgrzeszona ;-).

            Za imię Wolfiego winić należy rodziców/autorkę, a nie biedaka. Myślę, że w tzw.
            realu miałby ochotę popełnić ojco- lub matkobójstwo (jak np. Calineczka z innego
            wątku).

            I to mimo szacunku dla Mozarta :-).
            • dakota77 Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 14:03
              Tak jak napisalam, uwazam, ze jego rodzice zwariowali:-). Takich rzeczy dzieciom
              sie nie robi. Swoja droga mialam kiedys sasiada- dzieciaka o imieniu Amadeusz.
              Mamusia wolala go niezmiennie "Amadełusz, do domu":-). Okropnosc;-)
        • dakota77 Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 14:09
          Ale z tym, ze Wolfi byl za slaby dla Laury, za to, ze dawal jej sobie wlazic na
          glowe, za brak asertywnosci w stosunku do Bodzia, za brak w ogole jakis
          glebszych refleksji tez go krytykuje, zebysmy sie dobrze zrozumialy:)
          • paulina.galli Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 14:12
            Ja Wolfiego nie cierpiałam tez za bałaganiarstwo i flejtuchowatość.
            Ok - rozumiem ze mlody facet o zacieciu artystycznym rzadko kiedy jest pedantem
            ale te obrzydliwe gary w zlewie, syf w pokoju, stare gazety, kurz etc. -
            sprawiał że robiło mi sie niedobrze i wyobrażałam sobie ze sam Wolfi też
            czystościa swego ciała, zebów i ubrań - nie grzeszy
            • anutek115 Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 14:29
              Ciekawe, że kurz i leżące wszędzie książki i czasopisma Borejkówien, wywalajace
              się z szaf ciuchy, względnie walające się po krzesłach części garderoby (nie idę
              o zakład, czy jakies talerzyki i kubki poherbatkowe nie znalazłyby się tu i
              ówdzie) nie czynia wrażenia flejtuchowatości, prawda?
              Bo jakby z perspektywy, na chłodno popatrzeć na te pare, mogłoby się okazać, że
              zyja w identycznym bałaganie, z tym, że u Wolfiego, mieszkańca mniejszego
              metrażu, przypada większe zagęszczenie bałaganu na metr kwadratowy ;-).
                • sowca Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 21:55
                  Ja odniosłam wrażenie, że ten bałagan nie jest traktowany
                  normatywnie, tzn.że Wolfi według autorki jest paskudnym flejtuchem,
                  tylko po prostu jako fakt. I jako że sama jestem konkursową
                  bałaganiarą, specjalnie mnie to nie razi, aczkolwiek nazywanie
                  Wolfganga brudasem jest grubą przesadą - przecież były opisy, jak
                  bierze kąpiel,a nawet prasuje koszulę :P
                  Anutku, oczywiście, że poherbatkowe szklanki znalazły się w pokojach
                  Borejkówien - jako ślady nocnych usiłowań naukowych nieszczęsnej
                  maturzystki Pulpy.
                  • mamalilki Re: Wolfi, oj Wolfi. 25.11.08, 11:25
                    Nie dlatego ma prostackie upodobania ze nie lubi poezji czy ze lubi mlodziezową
                    muzykę. To akurat jest calkowicie zrozumiale. Chodzi mi o:
                    1. Wtracanie przeklenstw nawet tak wesolutkich jak "krucafuks" w kazdym zdaniu.
                    Troche bardziej sie zdenerwuje i powie co innego.
                    2. Plucie na ulicy
                    3. Brak, czy ja wiem? Inteligencji? Ten jego list to jest list pietnastolatka a
                    nie studenta. Tu o zerwaniu a tu o malej Chince i ze Laura by sie swietnie
                    bawila. Za kogo on ją ma? Za jakąś idiotkę dla której troche miedzynarodowego
                    towarzystwa i Glasgow to bedzie raj na ziemi?
                    4. Nie razi go, ze w romantyczną podróz pakuje sie jakis koles i oblesnie gapi
                    sie na jego narzeczoną (!) jak na przedmiot na wystawie sex-shopu
                    I tak dalej...
                    Z flejtuchowatosci wyrosnie, z muzyki młodzieżowej pewnie też a brak
                    elementarnej wrazliwosci i inteligencji zostanie.
                    • dakota77 Re: Wolfi, oj Wolfi. 25.11.08, 11:35
                      Nie bardzo wiem, czemu akurat ma wyrosnac z flejtuchowatosci i sluchania muzyki
                      mlodziezowej:). Skoro w mlodosci wyrobil sobie flejtuchowate nawyki, to raczej z
                      wiekiem lepiej nie bedzie, zwlaszcza ze mieszka z Bodziem;-). A rocka nie uwazam
                      za muzyke mlodziezowa, wiec nie wiem, czemu akurat upodobanie do niej mialoby z
                      czasem przechodzic. Mnie nie przeszlo.

                      List Wolfiego nie brzmi najlepiej, to fakt, ale nie wiem, czy przyczyna tkwi w
                      braku intelogencji. On byl w tonie raczej desperacki, argumenty owszem, byly
                      glupiutkie, ale mam wrazenie, ze on juz sam nie wiedzial, jak Laure zachecac, by
                      do niego przyjechala.

                      O Laure w tej nieszczesnej podrozy z Bodziem dbal jak umial, nie uwazam, by
                      wykazal sie wielkim brakiem wrazliwosci. Tym, czego zdecydowanie tam zabraklo,
                      byla asertywnosc. Nie potrafil odmowic Bodziowi podrozy, a potem ostrzej mu sie
                      przeciwstawic.
                      • alitzja Re: Wolfi, oj Wolfi. 25.11.08, 12:05
                        mamalilki napisała:
                        > 4. Nie razi go, ze w romantyczną podróz pakuje sie jakis koles

                        Wolfi zachował się mniej więcej tak samo jak Gaba i Grzegorz w
                        romantycznej podróży z Bernardem - a ich nikt jakoś nie posądza o
                        brak wrażliwości:> Zwraca się uwagę jedynie na niestosowne
                        zachowanie Bernarda (tu: Bodzia). Uszczęśliwieni dodatkowym
                        towarzystwem nie protestują z powodu braku asertywności, a nie
                        wrażliwości - o czym napisała dakota (z którą się zresztą zgadzam).
                        • mamalilki Re: Wolfi, oj Wolfi. 25.11.08, 12:16
                          Mnie Bernard tez razil i uwazam ze Grzegorz achowal sie jak 4 litery. Jest
                          milion sposobob kulturalnego wycofania sie z takiej sytuacji. Wystarczylo
                          powiedziec prawde albo naklamac, jesli wstydzili sie powiedziec ze chca byc sami.
                    • kkokos Re: Wolfi, oj Wolfi. 28.11.08, 00:01
                      Ten jego list to jest list pietnastolatka a
                      > nie studenta. Tu o zerwaniu a tu o malej Chince i ze Laura by sie swietnie
                      > bawila. Za kogo on ją ma? Za jakąś idiotkę dla której troche miedzynarodowego
                      > towarzystwa i Glasgow to bedzie raj na ziemi?


                      kompletnie się z wami nie zgadzam. czas tuż po dwudziestce to akurat taki okres,
                      kiedy można poszaleć, pożyć dniem dzisiejszym, pomieszkać sobie w takiej
                      komunie, poszukać różnych możliwości, popróbować różnych rzeczy. przecież te
                      wszystkie małżeństwa z licealnymi miłościami, to poczucie odpowiedzialności u
                      maturzystów układających już sobie życie tak na stałe to mit - nie raz o tym
                      była na forum mowa. to, że ktoś daje sobie czas na radosne poszukiwania tego, co
                      naprawdę chciałby w życiu robić, wcale nie oznacza, że jest idiotą. ile z was,
                      tak serio i z ręką na sercu, miało tuż po maturze wytyczoną ścieżkę kariery??
                      • nessie-jp Re: Wolfi, oj Wolfi. 28.11.08, 01:20

                        > kiedy można poszaleć, pożyć dniem dzisiejszym,
                        > pomieszkać sobie w takiej
                        > komunie, poszukać różnych możliwości,

                        Ale nie dla każdego akurat "takie" możliwości byłyby ciekawe. Ja np. ani po
                        maturze, ani wcześniej, ani teraz nie chciałabym mieszkać w komunie. A już
                        szczególnie nie w takiej, w której mieszka też Bodzio z jego Chinką.

                        W ogóle nie wyobrażam sobie, co atrakcyjnego miałoby być dla Laury w zasuwaniu
                        na zmywaku w Londynie. To już nie te czasy, że wyjazd za granicę to jakiś Swięty
                        Graal, coś niepomiernie fascynującego i ciekawego. Na wycieczkę
                        • kkokos Re: Wolfi, oj Wolfi. 28.11.08, 01:32
                          > przecież Laura tu ma wymarzone studia, na które się z trudem dostała, tu sobie
                          > w
                          > jakiś tam sposób buduje karierę, tu nad sobą pracuje.


                          toż nie twierdzę, że wolfi miał rację i laura coś traci. twierdzę tylko, że
                          niekoniecznie to, co wolfi pisał, to stek bzdur, bo można na to spojrzeć od
                          innej strony
                          • anutek115 Re: Wolfi, oj Wolfi. 28.11.08, 09:28
                            Pewnie, że można. Tyle, że to do Laury NIE PASUJE. O ile nie dziei mnie u
                            Wolfiego (że o Bodziu nie wspomnę), o ile wierzę, że masę osób w tym wieku
                            traktowałoby podobny wyjazd jako może nie życiową szansę, ale fajna przygodę
                            "przed dorosłoscią", a może i poszukiwanie własnej drogi do tej dorosłości, do
                            Laury to najnormalniej w świecie nie pasuje. Nie pasuje też do mnie, więc brak
                            szalonego entuzjazmu Tygrysa mnie ani trochę nie dziwi. Owszem, teraz jestem
                            starszą panią, ale jak byłam młodszą panią sama myśl o podobnym wyjeździe mnie
                            odrzucała (wiem co piszę, miałam dwie bardzo podobne propozycje).
                            Może faktycznie nie powinno to być opisywane jako totalny brak dojrzałości (bo
                            nim nie jest, do Wolfiego pasuje), ale reakcja Laury jak najbardziej mnie
                            przekonuje.
              • paulina.galli Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 14:36
                kurzu nie cierpie wiec i u Borejków mnie to raziło , ale faktycznie zdecydowanie
                mniej
                jakby ten kurz był czysty a walajace sie ciuchy tez czyste
                U Wolfiego mam wizje - przepraszam za brutalnosc- brudnych gaci wiszacych na
                żyrandolu i książek pozakladanych plasterkami kiełbasy tudzież plamy jajecznicy
                na poscieli.
                Wolfi jawi mi sie jako flejtuch i po prostu brudas - nic nie poradze :(
    • yanga Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 14:17
      Wolfi, podobnie jak kiedyś Baltona, był rzetelnym, odpowiedzialnym
      facetem mimo młodego wieku. Przypomnijcie sobie, co powiedział
      dzadkowi Borejce przy oświadczynach. Miał samochód, rower, dorabiał
      sobie tatuażami i pieniędzy miał tyle, że starczyło mu na
      wynagrodzenie siostrze szkód po pożarze, a potem na tę wariacką
      podróż. I Laura zakochała się w nim tak samo szybko - od pierwszego
      wejrzenia - jak w tym poloniście. Do Wolfiego nie pasowała zupełnie -
      inna mentalność, inne priorytety, inny stosunek do ludzi,
      zamiłowanie do wygód (on minimalista, mógłby spać na gołej ziemi,
      Laura absolutnie nie, i tu ją świetnie rozumiem), choroba
      lokomocyjna... Ja myślę, że MM nie zrezygnuje tak łatwo z Wolfiego...
      Z drugiej strony - polonista jest w porządku, Baltona zna jego ojca
      i w ogóle rodzinę.
      • dakota77 Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 14:21
        Myslisz, ze Laura latwo nie zrezygnuje z Wolfiego? Mnie sie wydaje, ze MM
        definitywnie zamknela wlasnie romantyczny etap ich relacji, i tak jak Laura
        napisala w liscie, od tej chwili Wolfi bedzie dla niej tylko szwagrem. Nie adze,
        by autorka zamierzala doich milosci wracac.
        • yanga Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 18:40
          Nie, nie, Laura już z nim skończyła - oni zupełnie do siebie nie
          pasowali i gdyby się nawet pobrali, to zapewne rozwiedliby się z
          trzaskiem. Ja tylko mam nadzieję, że MM z niego nie zrezygnuje i
          przydzieli mu jakąś sympatyczną dziewczynę, bo facet na to zasługuje.
          • nessie-jp Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 19:15
            No właśnie, przecież już też jest rodzina. Borejko przez osmozę :)

            Ja miałabym nadzieję zobaczyć Wolfganga w charakterze groźnego starszego brata
            (bo ma takie zapędy opiekuńczo-obronne), odpędzającego konkurentów Zaby jako
            zupełnie niestosowne indywidua. Taki chichocik historii
      • olusimama Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 19:22
        yanga napisała:

        > Wolfi, podobnie jak kiedyś Baltona, był rzetelnym, odpowiedzialnym
        > facetem mimo młodego wieku.


        O to to. A na dokładkę umiał być czuły, romantyczny i liryczny i to bez Mickiewicza.

        Mówcie co chcecie (że fleja? A Borejkówny takie niby czyścioszki, hm?) a mnie
        żal. Laurze egzaltacja i snobizm powoli mijają, mogliby się porozumieć. Ale nie,
        trzeba polonistę. Ciekawe kiedy mu wąsy wyrosną :->
        • ginestra Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 19:53
          Och, odpukać! Niech mu nie wyrastają wąsy! :-)

          Bardzo ciekawe Wasze refleksje o zakochaniu i pokochaniu. I jakie tajemnicze. :-)

          Wiecie co? Ja często mam takie właśnie wrażenie "bajkowości" Jeżycjady, a w
          wątku Laury i Adama ze Sprężyny to jeszcze bardziej i z wypiekami na twarzy
          czytam o zakochaniu, złotych niciach oraz (co najlepsze!) o wpisanej od razu w
          to rodzące się uczucie obietnicy (a raczej pewności!) wielkiej uczciwości,
          wierności, porozumienia, odpowiedzialności, pasowania do siebie.

          Olusimamo, bardzo mi się podobało to zdanie "a może między słuchaniem Mozarta, a
          wożeniem sadzonek on tam kroi ludzi w piwnicy?". :-))) W realnym świecie ja też
          bym BARDZO mocno przyglądała się mężczyźnie i starała się go poznać bardzo
          wszechstronnie i na wylot tudzież zjeść z nim beczkę soli zanim by mógł mnie tak
          romantycznie wziąć za rękę jak Adam Laurę w tej ostatniej scenie.

          Tu jednak jakże miło jest się zanurzyć w romantyczności..
          Przyznacie chyba, że scena z tymi kosmykami włosów Laury na wietrze muskającymi
          jego twarz jest śliczna. :-) W porywie miałam nawet ochotę od razu zapuszczać
          włosy, żeby móc potencjalnie kiedyś coś takiego przeżyć. :-)

          Ale rozumiem też ubolewanie z powodu losu Wolfiego. Mnie też zrobiło się
          nieswojo kiedy czytałam ten jego list i dowiadywałam się, że rozpadł się ich
          związek. Chociaż z drugiej strony, pani MM pokazuje to tak, że oni by się w
          codziennym życiu nie rozumieli, że mieli inne wizje szczęścia i bycia razem itp.
          Czyli lepiej chyba, że to Adam - wychodzi na to. Ale ja osobiście Wolfiego też
          bardzo lubiłam.
          • ginestra Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 19:59
            Ach, znów wiele wątków zawarłam, a umknęła mi zasadnicza myśl. Otóż z tą
            bajkowością, to chodziło mi o to, że po prostu ta forma jest dla mnie bajkowa i
            miło mi jest w takim klimacie zanurzyć się i mu się poddać i we wszystko wierzyć
            i nie analizować czy to prawdopodobne i czy aby Adam nie okaże się złym
            człowiekiem. Takie totalne poddanie się nastrojowi książki.

            Natomiast tak naprawdę to również wierzę (czy też chciałabym wierzyć), że takie
            piękne uczucie, i to w takiej miłej namiętnej oprawie, i to z kimś takim
            naprawdę dobrym, może się zdarzyć też i w realnym świecie. Również w wielu
            Waszych wypowiedziach na forum ta właśnie prawda zdaje się czasem przebłyskiwać
            i napawa wtedy czytających otuchą. :-)
            • olusimama Re: Wolfi, oj Wolfi. 24.11.08, 20:25
              ginestra napisała: Otóż z tą
              > bajkowością, to chodziło mi o to, że po prostu ta forma jest dla mnie bajkowa i
              > miło mi jest w takim klimacie zanurzyć się i mu się poddać i we wszystko wierzy
              > ć
              > i nie analizować czy to prawdopodobne

              Ja się zgadzam, że miło się zanurzyć.

              Ale:
              ktoś już napisał, że kiedyś, w starszych tomach, łatwo było czytelniczce, tej
              nastolatce z pryszczem na nosie i Darkiem z IIIc biol-chem "czy on na mnie się
              tak gapił na przerwie przed fizyką, czy na moją koleżankę, stojącą tuż obok?",
              otóż tej nastolatce, pełnej kompleksów, wątpliwości i obaw uwierzyć, że każdemu
              może się piękna miłość przydarzyć. Bo bohaterki MM były właśnie takie a ich
              historie miłosne były piękne, choć wcale nie bajkowe, były rzeczywiste i
              prawdopodobne.
              Łatwo było utożsamić się z Cesią, Gabą i Idą, ja akurat głównie z Pulpą
              (jesteśmy rówieśnicami i lubię myśleć, że mnie też dodatkowe kilogramy wcale nie
              zaszkodziły ;-) Bebe była piękna obiektywnie a też wcale w siebie nie wierzyła,
              to tez pokrzepiało.

              A złote nici Laury, plus jej nieprzeciętna uroda, talent i pewność siebie może
              zwyczajną, nabuzowaną hormonami i smutkiem całego świata nastoletnią
              czytelniczkę dodatkowo przygnębić. A i ja, już od nastu lat nie nastoletnia, też
              się jakoś niepewnie poczułam. Wolałam jak Wolfi siedział na murku. Prawdziwy był.
              • ginestra Re: Wolfi, oj Wolfi. 25.11.08, 11:37
                Olusimamo, oj tak, zgadzam się i ja, że kiedyś łatwiej było się utożsamić z
                bohaterką przeżywającą wątek miłosny i pokrzepić się.
                Aktualnie, wczuwając się w taką mocno nastoletnią i niepewną swojej urody
                czytelniczkę to przyznam, że też bym miała mieszane uczucia i pewną dozę
                rozgoryczenia czytając o pięknej i zgrabnej (od zawsze!) Laurze, o tych jej
                płomiennych spojrzeniach wymienianych z przystojnym nieznajomym i scenach
                pełnych złotych nici i uczuć. :-)

                Mój obecny odbiór tych scen jest jednak pozbawiony tego rozgoryczenia z
                przyczyny, powiedziałabym, przypadkowej: otóż złapałam się na tym, że łatwo mi
                przychodzi przeżywanie takich scen "abstrakcyjnie" - jak gdyby po prostu w
                marzeniach. ;-) Może dlatego, że od sporej liczby lat nie zdarzyło mi się
                przeżyć niczego podobnego w realu i dlatego "przełączenie się do bajkowego
                świata" nie stanowi większego problemu i nie angażuje wspomnień o "mnie samej" i
                o moim przeżywaniu. Ten dystans na pewno pomaga smakować lekturę. ;-) Na pewno
                nie mogłabym jednak utożsamić się tak na serio z Laurą, jako że jestem od niej o
                kilkanaście lat starsza, no i nie tej urody. Ech, życie.. ;-)
                Ale miło mi jest o tym na chwilę zapomnieć i poddać się nastrojowi i przez jakiś
                czas pobyć sobie wręcz w Laury skórze. ;-)


                • ding_yun Re: Wolfi, oj Wolfi. 25.11.08, 14:08
                  Od razu mówię, że moje refleksje o Wolfim zawężają się li i jedynie
                  do CP bo Sprężyny jeszcze nie przecztytałam, podobnie jak wątku
                  spojlerowego. Coś niecoś wycieka, nawet całkiem sporo, ale ja nadal
                  trzymam się dzielnie, jeszcze niecałe 3 tygodnie zostały i będzie w
                  moich rękach :P

                  Wolfi jest, IMHO, postacią bardzo prawdopodobną, tyle że 2-3 lata za
                  starą jak na cechy, które reprezentuje. Jest obrotny, ale mimo
                  wszystko nie do końca dojrzały, decydując się na ślub z Laurą. Jest
                  niby zaradny, ale z Bodziem jakoś sobie dać rady nie umiał, a Laura
                  weszłaby mu rychło na głowę. Opiekuńczością się wykazuje, to prawda,
                  poużala się nad Tygrysem, aspirynę poda jak jest chora, ale nie wiem
                  czy Laura ma takie poczucie, że jest to facet na którego można
                  liczyć w każdej sytuacji (OT: nie wiem zresztą czy dobrze jest
                  przywiązywać do poczucia własnego bezpieczeństwa taką wagę, łatwo
                  się uzależnić wtedy od drugiej osoby). Myślę, że Wolfi posiada wiele
                  cech jakie mogłyby się podobać mocno młodocianym czytelniczkom, ale
                  jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że młodsi od niego bohaterowie
                  wcześniejszych części Jeżycjady byli pokazywani jako dojrzalsi - np
                  Hajduk, Dambo, Baltona.
                • olusimama Re: Wolfi, oj Wolfi. 25.11.08, 22:22
                  ginestra napisała:

                  > kilkanaście lat starsza, no i nie tej urody. Ech, życie.. ;-)
                  > Ale miło mi jest o tym na chwilę zapomnieć i poddać się nastrojowi i przez jaki
                  > ś
                  > czas pobyć sobie wręcz w Laury skórze. ;-)


                  A ja właśnie nie potrafię w Laury skórze pobyć. Zgrzyta mi. Złota nić mi
                  zgrzyta. I latanie za facetem po jednym spojrzeniu, z pewnością, że on to
                  latanie zaaprobuje.

                  Jak mam ochotę się poutożsamiać, to sięgam po "Pulpecję" jednak.
                  • sowca Re: Wolfi, oj Wolfi. 26.11.08, 22:39
                    Mnie też łatwiej jest utożsamiać się z zakomplesioną Cielęciną czy
                    Idą (akurat z Idą najbardziej, zwłaszcza tą z "Idy Sierpniowej" - to
                    ja 5 lat temu!), ale zauważcie, że ta bajkowośc tak na dobrą sprawę
                    pojawia się już w "Pulpecji", kiedy złotowłosa Patrycja jednym
                    spojrzeniem potrafi oczarować dowolnego niemal faceta. Od tego
                    momentu główne bohaterki stają się tymi pięknymi, i nawet jeśli mają
                    kompleksy, to nadmiar wielbicieli błyskawicznie je z nich leczy
                    (por. Pyza). Ale osobiście mi to nie przeszkadza. Ta bajkowa miłość
                    Laury i Adam wydaje mi się nieprawdopodobna, ale nie niemożliwa. I
                    mimo wszystko dodaje otuchy :)
                    • nessie-jp Re: Wolfi, oj Wolfi. 26.11.08, 22:47
                      A ja już jestem w tym wieku, że na Cielęce zakochania szansy nie mam, to chociaż
                      piękną baśń sobie lubię poczytać... :) Już nie dla mnie pierwsze zastanowienia
                      nad Darkiem z IVb, pierwsze szkolne miłości i tak dalej... Tym przyjemniej za to
                      zagłębić się w takiej historii odrealnionej, takiej lirycznej, takiej nie z tego
                      świata.

                      W ogóle w Sprężynie podoba mi się to, że Laura - ta zawsze panująca nad sytuacją
                      i amantami, potężna Tygrysica - tak zupełnie i nieoczekiwanie postradała zdrowe
                      zmysły, zapomniała o wszystkich i wszystkim poza wizerunkiem lubego. To historia
                      jak ze starych mitów
                      • kkokos Re: Wolfi, oj Wolfi. 27.11.08, 23:50
                        > W ogóle w Sprężynie podoba mi się to, że Laura - ta zawsze panująca nad sytuacj
                        > ą
                        > i amantami, potężna Tygrysica - tak zupełnie i nieoczekiwanie postradała zdrowe
                        > zmysły, zapomniała o wszystkich i wszystkim poza wizerunkiem lubego.

                        a mnie się to właśnie okropnie nie podoba. taka niby inna, taka zbuntowana, w
                        poprzek itd., a tu proszę, jednak jak łatwo sprowadzić na ziemię. instynkt,
                        panie, instynkt, każdą samicę w końcu dopadnie, choćby się sama sobie wydawała
                        tygrysem - wystarczyło trochę kazimierza pobawić, a już piorun z nieba trafił i
                        zakochanie przyniósł, i to takie idiotyczne, jak u 13-latki, spojrzeli na siebie
                        i już.

                        strrrrrasznie się rozczarowałam, że pani MM tak udupiła moją ulubioną bohaterkę

                        uważajcie, dziewczyny, dziś się wam to zakochanie podoba, (bo taka ładna bajka o
                        tej złotej nici - ładna, nie przeczę), ale za dwa tomy może się okazać, że laura
                        skończy jak patrycja. kilkoro dzieci i syty mąż - przecież tylko to może dać
                        szczęście kobiecie. i już nie będzie trzeba uciekać w muzykę, bo niby po co i od
                        czego :(
                        • the_dzidka Re: Wolfi, oj Wolfi. 28.11.08, 10:12
                          ale za dwa tomy może się okazać, że laur
                          > a
                          > skończy jak patrycja. kilkoro dzieci i syty mąż - przecież tylko
                          to może dać
                          > szczęście kobiecie. i już nie będzie trzeba uciekać w muzykę, bo
                          niby po co i o
                          > d
                          > czego :(

                          Tja. Przygotowanie już mamy - to ciumkanie nad Ziutkiem :)
                          Ale mimo wszystko Laura, moim zdaniem, nie zamieni sie w Rozgotowaną
                          Pyzę. Raczej jako matka będzie Idopodobna - może tylko będzie
                          zwracac na dzieci większą uwage, ale bez tkliwych ciamkań :)
                  • anutek115 Re: Wolfi, oj Wolfi. 28.11.08, 10:30
                    To o tym łatwiejszym utożsamianiu się z Cielęcina i młodą Idą niż z Laurą to ja
                    pisałam :-), ale nie wątpię, że nie mi jednej to do głowy przyszło.
                    I zgadzam się z Olusimamą w kwestii zgrzytania. Mnie tez zgrzyta, czy też raczej
                    niepokoi. Niepokoi mnie to przekonanie, że jedno spojrzenie i miłość do Mozarta
                    załatwia sprawę. A nie załatwia nic. Tu nie chodzi o to, że Naszpan może w
                    wolnych od słuchania Mozarta chwilach (albo nawet i w czasie słuchania) mordować
                    w piwnicy swoje kolejne dziewczyny, by spreparowac ich skalpy a ciała pochować
                    pod hodowlą sosny i srebrnych świerków. Chodzi mi o takie... drobiazgi, ale
                    ważne. Facebookowa sekcja prowadzi teraz dyskusję, która mi się bardzo
                    skojarzyła z Laura i jej miłością, a mianowicie rozmowę o rasiźmie. O tym, jak
                    miła, sympatyczna, lubiana osoba nagle rzuca uwagą "a w ogóle to ja nie lubię
                    czarnuchów". Albo "pedzie powinni miec zakaz pracy w szkole". Albo coś równie
                    błyskotliwego, niechby i ładniej powiedzianego (bez pedziów i czarnuchów). Albo
                    co bedzie, jeśli Naszpan głosował na Kwasniewskiego (tak, wielbiciele Mozarta
                    tez to czynili!)? Jeśli jest niewierzący? Jeśli ma poglądy, które nie wychodzą
                    na jaw od razu (rzadko kiedy pytamy nowo poznaną, sympatyczną osobę, czy jest
                    rasistą), za to mogą wyjść, kiedy będzie za późno?

                    Nie jestem wielbicielką Pulpy. Nie jestem wielbicielką Baltony. Ale ich historia
                    mi nie zgrzyta, bo wiem, że mają wspólny, ze to tak ujmę, bacgroung. Wyrośli w
                    podobnych rodzinach ceniących podobne zasady, wiele o sobie wiedzą... więc mi tu
                    nic nie zgrzyta.

                    U Laury zaś zgrzyta. Co zrobić, że jestem taka oziębła i patrzę realistycznie na
                    wszystko...
                    • bat_oczir Re: Wolfi, oj Wolfi. 01.12.08, 20:55
                      Albo
                      > co bedzie, jeśli Naszpan głosował na Kwasniewskiego (tak, >wielbiciele Mozarta
                      > tez to czynili!)?

                      niemożliwe! To mogli być najwyżej ci, którzy znają wyłącznie Marsz Turecki....


                      > Jeśli jest niewierzący?

                      tym bardziej absurdalne. W Jeżycjadzie niewierzący mają tłuste twarze, ryjkowate
                      nosy i rozbiegane oczka.
                    • a_weasley Re: Wolfi, oj Wolfi. 01.12.08, 21:46
                      anutek115 napisała:

                      pedziów i czarnuchów). Albo
                      > co bedzie, jeśli Naszpan głosował na Kwasniewskiego

                      Nic nie będzie. W Jeżycjadzie nie mówi się o tym, kto na kogo głosował.

                      > Jeśli ma poglądy, które nie wychodzą na jaw
                      > od razu (rzadko kiedy pytamy nowo poznaną,
                      > sympatyczną osobę, czy jest rasistą),

                      Wiele zależy od tego, ile soli człowiek uważa za potrzebne zjeść, zanim się ze
                      współjedzącym uda do ołtarza.
                      Poza tym zaś znałem bardzo dobre małżeństwa z dużymi różnicami poglądów. W
                      szczególności właśnie takie, w którym ją okupacja wyleczyła z antysemityzmu
                      radykalnie, a jego bynajmniej.

                      > ich historia mi nie zgrzyta, bo wiem, że
                      > mają wspólny, ze to tak ujmę, bacgroung. Wyrośli w
                      > podobnych rodzinach ceniących podobne zasady,
                      > wiele o sobie wiedzą... więc mi tu
                      > nic nie zgrzyta.

                      > U Laury zaś zgrzyta. Co zrobić, że jestem
                      > taka oziębła i patrzę realistycznie na wszystko...

                      Ben Gurion twierdził, że nie jest realistą, kto nie wierzy w cuda; ja zaś
                      zauważę, że uznawanie za prawdopodobne tylko tego, co się samemu zna, to jeszcze
                      nie realizm.
                        • nessie-jp Re: Wolfi, oj Wolfi. 01.12.08, 23:17
                          > mówi się. Siostra Robrojka głosowała na Kwaśniewskiego.

                          A skąd! Wredna koleżanka siostry R. o świńskim ryjku głosowała na
                          Kwaśniewskiego. I dlatego została szybko wykopsana z fabuły, wyposażona w ryj
                          świński i ogólnie
    • a_weasley Re: Wolfi, oj Wolfi. 01.12.08, 18:01
      olusimama napisała:

      > mężczyzna/chłopak w Jeżycjadzie, który mnie
      > przyprawił o bicie serca.

      Mnie też. Czytając o nim myślałem, że mnie szlag trafi.
      Nie od razu bynajmniej. Trudno mówić o uprzedzeniu. Przeciwnie, początkowo Wolfi
      wzbudził we mnie z uwagi na swój samochód. Jako warszawiarz odczułem
      pokrewieństwo dusz z garbusiarzem. Jego nieprzesadnie zdarne podchody i
      nieszczęsne spotkanie z panienką z czatu czy z innych poszukiwań w
      cyberprzestrzeni jeszcze to wrażenie pogłębiły. W sprawie z Fryderykiem też był
      bardzo w porządku.
      Sama akcja ze ślubem biła w oczy swym nieprawdopodobieństwem, jak to już zostało
      wywiedzione w innejdyskusji, więc mało się nią przejąłem.
      Natomiast kiedy pojawił się Bodzio, wszystko wzięło w łeb. Od tej chwili Laura
      zeszła na drugi plan i liczyła się o tyle, o ile liczenie się z nią nie wymagało
      sprzeciwienia się Bodziowi. I tak już, jak widzę z listu z Glasgow, zostało.
      Już nie mówię o tym, że w ogóle nie należało Bodzia zabierać bez zgody Laury.
      Tym bardziej jeśli się to wiązało ze zwaleniem na nią jego plecaka.
      Wolfi nie zauważał swojej kobiety w stopniu kwalifikującym go do odstrzału. I
      tak to było aż do końca, do zaproponowania jej życia w gospodarstwie z
      człowiekiem, którego ona uważała za prymitywnego chama, w międzynarodowym
      kołchozie z wiecznie śpiewającymi Murzynami za ścianą - w sytuacji, gdzie Laura
      w ogóle do życia poza Polską nadaje się jak kot do orki, a co dopiero do życia w
      takich warunkach. Ja się dostosuję do Bodzia, a ty się dostosuj do mnie.

      > A tu mi go zabrano i w zamian zaserwowano
      > polonistę, któremu zaraz wyrosną wąsy :-(

      Widzisz, ale ten łosoś nie dla Ciebie był wędzony, jeno dla Laury. Ty nie jesteś
      Laurą, więc i facet, który Tobie by nie pasował, może być odpowiedni dla Laury.
      W każdym razie z tego, co o nim wiemy (nie ma tego dużo), zdaje się
      odpowiedniejszym niż Wolfi.

      No i jeszcze jedna rzecz. Nie wiemy, jaką teściową będzie miała ewentualna Laura
      Fidelis (teścia nie będzie miała wcale). Natomiast wiemy, jakiego teścia miałaby
      Laura Schoppe, i nie była to perspektywa zachęcająca.
      I wiemy, że miałaby męża, który w takiej sytuacji znaleźć się nie umie.
      • yanga Re: Wolfi, oj Wolfi. 01.12.08, 19:53
        Pełna zgoda! Całe zachowanie Wolfiego od chwili pojawienia się
        Bodzia jest absolutnie niewiarygodne. Nie chciał być sam ze swoję
        dziewczyną? W romantycznej podróży, którą miał zwieńczyć ślub?
        Natychmiast przypomniała mi się podobna scena - ta z "Imienin",
        kiedy Grzegorz porywa Gabrielę do chatki za miastem i nagle wtrynia
        się im ten Bernard. Tutaj też nie mogłam zrozumieć tych rzekomo
        dobrych manier. To już nie można powiedzieć - przyjacielowi w końcu -
        że tak i tak, nie możemy cię zabrać? Albo w ostateczności nakłamać,
        że jedziemy na uczelnię i tam się elegancko pożegnać? Rozumiem
        Gabrielę, bo nie miała o niczym pojęcia, ale Grzegorz? No po prostu
        d... wołowa!
        • a_weasley Re: Wolfi, oj Wolfi. 01.12.08, 20:45
          yanga napisała:

          > Pełna zgoda! Całe zachowanie Wolfiego od
          > chwili pojawienia się Bodzia jest absolutnie
          > niewiarygodne. Nie chciał być sam ze swoję
          > dziewczyną?

          Wiarygodne to ono niestety, jak mi się zdaje, jest. To znaczy nie widziałem
          akurat facetów

          > W romantycznej podróży, którą miał zwieńczyć ślub?

          ale facetów do tego stopnia nie zauważających potrzeb i oczekiwań dziewczyny i
          owszem, paru.
            • a_weasley Re: Wolfi, oj Wolfi. 02.12.08, 15:30
              monikate napisała:

              > Może tak naprawdę Wolfi nie lubi dziewczyn?
              > Woli chłopców? Gej znaczy :)

              E tam. Znałem osobników o podobnym wyczuciu heteroseksualnych do bólu. Zauważmy,
              że w danym czasie Wolfi miał takie pojęcie o postępowaniu z dziewczynami jak
              Pulpa w klasie maturalnej o chłopakach.
              • nessie-jp Re: Wolfi, oj Wolfi. 02.12.08, 15:45
                > że w danym czasie Wolfi miał takie pojęcie o postępowaniu z dziewczynami jak
                > Pulpa w klasie maturalnej o chłopakach.

                A jeszcze do tego dodać należy, że Wolfi zaczął się w "Zabie" rozglądać za
                dziewczyną, bo uznał, że "najwyższy czas" i wszyscy inni mają, więc i on
                powinien sobie sprawić :) Czyli bynajmniej nie z potrzeby serca, tylko pod
                wpływem presji grupy.

                Innymi słowy, Wolfi jest jeszcze na etapie zabawy z kolegami, a nie zakładania
                rodziny.
        • a_weasley Re: Wolfi, oj Wolfi. 02.12.08, 15:32
          yanga napisała:

          > zachowanie Wolfiego od chwili pojawienia się
          > Bodzia jest absolutnie niewiarygodne.

          Niewiarygodne to jest zupełnie co innego: jego reakcja na rozbicie mu auta
          (które sam był wynaprawiał i które, jak pisze autorka, uwielbiał), i to rozbicie
          w tak idiotyczny sposób.
          Oprócz tego nieprawdopodobieństwa psychologicznego wokół garbusa w tej podróży
          jest jeszcze parę nieprawdopodobieństw technicznych, ale to nie na ten wątek.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka