Dodaj do ulubionych

Łusia na kolanach Marka w samochodzie

28.11.08, 11:00
No przyznaję, trochę mna tąpnęło. Już pal sześć, że w książce o zamyśle
dydaktycznym (co w wywiadach na temat serii często sama autorka podkreśla), to
jeszcze w części, w której Gaba ma wypadek z powodu "idioty", co też
podkreślane kilkakrotnie. Ciekawe, czy gdyby kolejny "idiota" pojawił się na
drodze inteligentnego inaczej lekarza Marka P. pozwalającego 10-letniej córce
prowadzić auto siedzącej na kolanach kierowcy, to byłby większym idiotą niż
tenże Marek? Normalnie ręce mi opadły...
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 11:06
      A wiesz, mnie tez sie dzownie zrobilo przy czytaniu tej sceny. Autorka tak to
      rzuca mimochodem, jakby to bylo normalne zachowanie, a nie glupota.
      • kkokos Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 12:20
        nie no, dziewczyny, to była tylko polna_droga.
        droga między polami, bez wyasfaltowanych dojazdów, z których nagle wyskoczyć nam
        może pod koła ktoś prujący 130 na godzinę. marek z łusią pewnie też jechali
        dwudziestką, bo szybciej się nie dało. i w sumie ile tej jazdy było? 500 m? no
        nawet 800, jeśli dom daleko od głównej drogi - i co z tego.
        gdyby tak jechali szosą przez wieś, o, to wtedy oczywiście macie rację.
        • dakota77 Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 12:24
          Nawet na polnej drodze moga sie wydarzyc rozne rzeczy. Ja jednak bede sie
          uopierac, ze to nie jest rozsadne rodzicielskie zachowanie.
          • a_weasley Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 00:17
            dakota77 napisała:

            > Nawet na polnej drodze moga sie wydarzyc
            > rozne rzeczy.

            Czyli na przykład co takiego się może wydarzyć, żeby taka jazda (zakładając, że
            Marek nie ma airbagu, który ostatecznie nie jest obowiązkowym wyposażeniem
            samochodu) była bardziej niebezpieczna od, powiedzmy, jazdy szosą na rowerze z
            dzieckiem w odpowiednim foteliku?
            Nie wchodzę tu w status polnej drogi i w kwestię przepisów, bo to jest coś, co
            się zmienia, przez długie lata np. na drogach gruntowych nie było obowiązku
            zapinania pasów. Jazda w dzień bez świateł pustą żwirówką też jest wykroczeniem.
            Nie chodzi mi o to, czy Marek złamał i jakie przepisy, tylko czy taka jazda
            (nawiasem mówiąc dość popularna, nietypowa jest tylko płeć dziecka) stwarzała
            realne zagrożenie dla Łusi. MSZ nie.
        • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 12:29
          kkokos napisała:

          > nie no, dziewczyny, to była tylko polna_droga.
          > droga między polami, bez wyasfaltowanych dojazdów, z których nagle wyskoczyć na
          > m
          > może pod koła ktoś prujący 130 na godzinę. marek z łusią pewnie też jechali
          > dwudziestką, bo szybciej się nie dało. i w sumie ile tej jazdy było? 500 m? no
          > nawet 800, jeśli dom daleko od głównej drogi - i co z tego.
          > gdyby tak jechali szosą przez wieś, o, to wtedy oczywiście macie rację.

          jaki samochod maja nasze dzielne doktory? czy nadal starego malucha? bo jesli
          cos nowego, to pewnie ma i poduszke powietrzna, ktora w razie odpalenia
          (niekoniecznie potrzeba do tego czolowej kolizji) brutalnie zakonczy krotki
          Lusiny zywot.
          • jottka Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 14:21
            interesującej sceny nie znam, ale redifredi ma rację - niech no na polnej dróżce
            hycnie nam zając bądź sarna przed koła, się spłoszymy, gwałtowne ruchy wykonamy,
            marne lusine widoki, nawet i bez poduszki.

            a ile ona dokładnie ma lat i wzrostu? bo może jeszcze sie okaże, że jej tatuś
            nie tylko bezmyślny, ale i przestępca:)
            • iwoniaw Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 14:24
              Nie wiem, ile ma wzrostu, ale prawie 10-latka nie powinna mimo wszystko
              prowadzić pojazdu mechanicznego, nawet siedząc na kolanach ojca. A o sarnach czy
              innych danielach łażących po okolicy (o zającach nie mówiąc) jest w książce
              czarno na białym, owszem.
              • jottka Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 14:30
                kiedy ja nie o fakcie 'prowadzenia' przez nią samochodu mówię, tylko o czymś
                bardziej podstawowym, tu stosowne przepisy kodeksu drogowego:


                Rozdział 5 Porządek i bezpieczeństwo ruchu na drogach

                Art. 39.
                (...)
                3. W pojeździe samochodowym wyposażonym w pasy bezpieczeństwa dziecko w wieku do
                12 lat, nie przekraczające 150 cm wzrostu, przewozi się w foteliku ochronnym lub
                innym urządzeniu do przewożenia dzieci, odpowiadającym wadze i wzrostowi dziecka
                oraz właściwym warunkom technicznym.
                4. Przepis ust. 3 nie dotyczy przewozu dziecka taksówką osobową, pojazdem
                pogotowia ratunkowego lub Policji.
                (...)
                Art. 45.
                2. Kierującemu pojazdem zabrania się:
                (...)
                4. przewożenia w foteliku ochronnym dziecka siedzącego tyłem do kierunku jazdy
                na przednim siedzeniu pojazdu samochodowego wyposażonego w poduszkę powietrzną
                dla pasażera;
                5. przewożenia, poza specjalnym fotelikiem ochronnym, dziecka w wieku do 12 lat
                na przednim siedzeniu pojazdu samochodowego;


                ten ostatni punkt zwłaszcza jest tu kluczowy
                • iwoniaw Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 14:33
                  Tak, wiem, ale zaraz ci tu ktoś napisze, że polna droga nie podpada pod prawo o
                  ruchu drogowym i że w ogóle taka to ścieżyna wydeptana była, no rowerem jechali
                  w gruncie rzeczy ;-)

                  Łusia z całą pewnością 12 lat jeszcze nie ma, a i wzrostu 150 cm też raczej nie
                  osiągnęła w 10. wiośnie życia, zwłaszcza w rodzinie, gdzie 170 cm to "wysoki
                  mężczyzna".
                  • jottka Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 14:37
                    przepis mówi o tym, czego pod żadnym pozorem nie wolno czynić kierującemu
                    pojazdem i nie precyzuje, po czym aktualnie ów pojazd ma się turlać. a ponadto
                    polna droga stanowi dojazd do posesji, tak?

                    nieno, jakby nie liczył, głupota to jest, wypadki, jak wiadomo, zawsze
                    przytrafiają się innym.
                • nessie-jp OT taksówkowy 28.11.08, 19:33
                  Swoją drogą, zawsze do białej gorączki doprowadza mnie ten absurdalny przepis.
                  Czy ci ludzie w ogóle myśleli, pisząc takie bzdury? Dziecko w taksówce jest
                  cudowną mocą chronione przed wypadkiem, żaden pas mu głowy nie urwie, żadnego
                  fotelika dla bobasa nie trzeba i w ogóle sam taksówkarz-anioł go skrzydłami otoczy?

                  Przecież to kretyństwo. A skutek jest taki, że żaden taksówkarz nie będzie
                  inwestował w jakikolwiek fotelik, bo po pierwsze
                  • ready4freddy Re: OT taksówkowy 28.11.08, 22:53
                    nessie, ten przepis o taksowkach jest chyba skonstruowany na zasadzie "dzieci w
                    taksowkach zdarzaja sie rzadko". oczywiscie, powinny byc przewozone dokladnie
                    tak samo, jak w innych przypadkach, ale czy wyobrazasz sobie kazda taksowke
                    wyposazona w fotelik? mozliwe, ale malo prawdopodobne. inwestycja w fotelik to
                    niewielkie pieniadze, zwlaszcza w porownaniu z cena taksowki (jakiejkolwiek),
                    chodzi raczej o ilosc miejsc, wygode itd.
                    nie bronie ustawodawcy, ale rozumiem, skad sie to bierze.
                    • nessie-jp Re: OT taksówkowy 28.11.08, 23:32
                      > tak samo, jak w innych przypadkach, ale czy wyobrazasz sobie kazda taksowke
                      > wyposazona w fotelik? mozliwe, ale malo prawdopodobne.

                      Ano właśnie
                      • ready4freddy Re: OT taksówkowy 29.11.08, 09:49
                        > > nie bronie ustawodawcy, ale rozumiem, skad sie to bierze.
                        >
                        > Ja też rozumiem, skąd
                        • nessie-jp Re: OT taksówkowy 29.11.08, 16:06
                          > mi, ewentualne lobby producentow fotelikow
                          > moze sypnac znacznie wiekszym grosze

                          Obawiam się, że lobby producentów fotelików ma to gdzieś, że mogłoby sprzedać
                          kilkadziesiąt fotelików raz na kilka lat.

                          I w ten sposób rodzice z małym dzieckiem nie mają żadnych szans pojechać
                          taksówką
                          • a_weasley Re: OT taksówkowy 01.12.08, 00:11
                            nessie-jp napisała:

                            >> mi, ewentualne lobby producentow fotelikow
                            >> moze sypnac znacznie wiekszym grosze

                            W tym miejscu przypominam, że poseł, który miał najwięcej do powiedzenia w
                            sprawie wymogu zestawów głośnomówiących, był współwłaścicielem firmy takie
                            zestawy produkującej.
                            Co oczywiście nie musi znaczyć, że tak samo mają się sprawy w przypadku fotelików.

                            > Obawiam się, że lobby producentów fotelików
                            > ma to gdzieś, że mogłoby sprzedać
                            > kilkadziesiąt fotelików raz na kilka lat.

                            Nie wiem, z jakiego kraju piszesz, ale zapewniam Cię, że w Polsce jest więcej
                            niż kilkadziesiąt taksówek.

                            > Jak się nie ma fotelika to się powinno mówić
                            > potencjalnym klientom
                            • alitzja Re: OT taksówkowy 01.12.08, 00:16
                              a_weasley napisał:
                              Cytat> > Jak się nie ma fotelika to się powinno mówić
                              > > potencjalnym klientom
                              • a_weasley Re: OT taksówkowy 01.12.08, 00:33
                                alitzja napisała:

                                > Rozumiem, że brak fotelika i problem narażenia
                                > życia dziecka nie są wystarczającymi powodami
                                > i uzasadnionymi przyczynami do odmowy
                                > wykonania świadczenia?! O rany!

                                Nie są. Fotelik nie jest wymaganym wyposażeniem samochodu. Taksówka ma całe
                                wymagane wyposażenie i jest dopuszczona do przewozu pasażerów. Dzieci również.
                                Taksówkarz nie ma prawa odmówić przewozu pasażera, chyba że przepisy szczegolne
                                stanowią inaczej.
                                Ja się w tej notce nie wypowiadam ani na temat zasadności ani przepisu o
                                obowiązku zapinania pasów, ani o obowiązku używania fotelików (bo np. dla
                                10-latka pasy spokojnie wystarczą), ani o wyłączeniu z tego obowiązku taksówek.
                                Wypowiadam się na temat prawa taksówkarza do odmówienia kursu z dzieckiem, gdy w
                                taksówce nie ma fotelika. Otóż takiego prawa nie ma.
                            • nessie-jp Re: OT taksówkowy 01.12.08, 03:21
                              > Nie wiem, z jakiego kraju piszesz, ale zapewniam Cię, że w Polsce jest więcej
                              > niż kilkadziesiąt taksówek.

                              I każda co roku musi kupować nowe foteliki? Nie sądzę. Podejrzewam, że co roku w
                              Polsce rejestrowanych jest kilkadziesiąt
                              • a_weasley Re: OT taksówkowy 01.12.08, 11:25
                                nessie-jp napisała:

                                > > Nie wiem, z jakiego kraju piszesz, ale zapewniam Cię, że w Polsce jest wi
                                > ęcej
                                > > niż kilkadziesiąt taksówek.
                                >
                                > I każda co roku musi kupować nowe foteliki? Nie
                                > sądzę.

                                W ogóle nie musi kupować fotelików, od tego zacznijmy.

                                > Podejrzewam, że co roku w Polsce rejestrowanych
                                > jest kilkadziesiąt
              • a_weasley Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 00:46
                iwoniaw napisała:

                > Nie wiem, ile ma wzrostu,

                To jest słaby punkt tej historii - nie bardzo wiem, gdzie on ją między sobą a
                kierownicą upchnął.
                Ale to już jest kwestia wyobraźni autorki, a nie bohatera.

                > ale prawie 10-latka
                > nie powinna mimo wszystko prowadzić pojazdu
                > mechanicznego, nawet siedząc na kolanach ojca.

                W takiej sytuacji trudno mówić o prowadzeniu, raczej o zabawie w prowadzenie.
                Faktycznie ten samochód cały czas prowadził Marek. Co innego, gdyby siedział obok.

                > A o sarnach czy innych danielach łażących po
                > okolicy (o zającach nie mówiąc) jest w książce
                > czarno na białym, owszem.

                Widziałaś kiedyś sarnę? To nie jest zwierzę, które w szczerym polu jest w stanie
                pojawić się na drodze nagle. Daniel tym bardziej.
                Jechałaś kiedyś współczesnym nieterenowym samochodem po polnej drodze? Wiesz, z
                jaką prędkością się tak da jechać?
                Co do przepisów, tak, masz rację. To jest nielegalne. Podobnie jak prowadzenie
                samochodu w takim miejscu przez piętnastolatka, gdy ojciec siedzi obok. Co nie
                zmienia faktu, że większość moich kolegów tak zaczynała naukę jazdy. Takich jak
                ja, którzy przed kursem na prawko nigdy nie prowadzili, było niewielu (np. nie
                ma wśród nich mojego młodszego brata).
                • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 00:51
                  "Jechałaś kiedyś współczesnym nieterenowym samochodem po polnej drodze? Wiesz, z
                  jaką prędkością się tak da jechać? "

                  co najmniej 50-60, sadzac ze stopnia obryzgania blotem samochodu kolegi, ktory
                  skrocil sobie droge przez jesienne rzyska, bo nawigator ponoc twierdzil, ze
                  blizej. bylo to zupelnie wspolczensne punto, fiat 188 czyli. no chyba, ze polne
                  drogi w Lombardii jakos bardziej nadaja sie do pokonywania "wspolczesnym
                  samochodem", chociaz bloto wcale na to nie wskazywalo :)
                  chyba przesadzasz, kolego. polna droga mozna spokojnie jechac predkosciami, przy
                  ktorych w razie zderzenia otwiera sie poduszka.
                  • a_weasley Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 11:10
                    ready4freddy napisał:

                    > co najmniej 50-60, sadzac ze stopnia obryzgania
                    > blotem samochodu kolegi, ktory skrocil sobie droge
                    > przez jesienne rzyska,

                    Mocno wątpię, żeby to było 50-60. A jeśli chodzi o "stopień obryzgania", to
                    zapewniam Cię, że przy 30 możesz mieć błoto na bocznych szybach.

                    > chyba przesadzasz, kolego. polna droga mozna
                    > spokojnie jechac predkosciami, przy
                    > ktorych w razie zderzenia otwiera sie poduszka.

                    Ależ oczywiście, tyle że nawet nie wiemy, czy samochód Pałysów ma poduszkę.
                • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 14:54
                  "Widziałaś kiedyś sarnę? To nie jest zwierzę, które w szczerym polu jest w
                  stanie pojawić się na drodze nagle. Daniel tym bardziej. "

                  a tutaj to nie bardzo zrozumialem, o co chodzi: ze niby sa na tyle duze, aby je
                  bylo doskonale widac z daleka?
                  • a_weasley Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 19:35
                    ready4freddy napisał:

                    >> Widziałaś kiedyś sarnę? To nie jest zwierzę, które
                    >> w szczerym polu jest w stanie pojawić się na drodze
                    >> nagle. Daniel tym bardziej. "

                    > ze niby sa na tyle duze, aby je
                    > bylo doskonale widac z daleka?

                    Dokładnie o to chodzi.
            • a_weasley Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 00:20
              jottka napisała:

              > interesującej sceny nie znam, ale redifredi ma
              > rację - niech no na polnej dróżce
              > hycnie nam zając bądź sarna przed koła, się
              > spłoszymy, gwałtowne ruchy wykonamy,
              > marne lusine widoki, nawet i bez poduszki.

              Nie wiem, kto to jesteście Wy, ale może Marek jest lepszym kierowcą od Was?
              • iwoniaw Tak tak, Marek jest z pewnością lepszym kierowcą 01.12.08, 09:39
                od nas. Pierwszą cechą charakterystyczną "lepszych kierowców" jest to, iż łamią
                przepisy, drugą - że narażają swe nieletnie dziecko na wypadek, trzecią - że w
                przypadku gdy ofiarą kolizji na drodze padają oni sami lub ktoś z najbliższego
                otoczenia, nie mają wątpliwości, iż winien był "tamten idiota". Który zapewne
                łamał przepisy i nie zachowywał ostrożności ze ZUPEŁNIE innego powodu niż bycie
                "lepszym kierowcą".
                • kaliope3 Re: Tak tak, Marek jest z pewnością lepszym kiero 01.12.08, 09:53
                  I jeszcze cechą dobrego "szofera" jest ignorowanie "kwików" z
                  tylnego siedzenia i prowadzenia wedle własnych upodobań i fantazji,
                  z absolutną pewnością swoich umiejętności.Gratuluję dobrego
                  samopoczucia
                • a_weasley Każdy mówi o czym innym 01.12.08, 11:16
                  iwoniaw napisała:

                  > Tak tak, Marek jest z pewnością lepszym kierood nas. Pierwszą cechą
                  charakterystyczną "lepszych kierowców" jest to, iż łamią przepisy,
                  <ciach parę innych rzeczy wskazujących na polemikę z tym, co wygodnie, a nie z
                  tym, co napisane>

                  Ein Moment.
                  Odniosłem się do notki, w której Jottka pisała:

                  > niech no na polnej dróżce hycnie nam zając
                  > bądź sarna przed koła, się spłoszymy,
                  > gwałtowne ruchy wykonamy,

                  Otóż jeżeli owi "my" tak reagują na zająca, są w stanie z takiego powodu stracić
                  panowanie nad pojazdem jadącym tak, jak się jeździ po polnych drogach osobowym
                  samochodem, może ich zaskoczyć w szczerym polu sarna, to faktycznie nietrudno
                  być lepszym kierowcą od nich.
                  Tak przy okazji - zając w takiej sytuacji zaczyna uciekać wzdłuż drogi i żadnego
                  zagrożenia nie powoduje, chyba że dla siebie.
                  • iwoniaw Re: Każdy mówi o czym innym 01.12.08, 11:38

                    > Otóż jeżeli owi "my" tak reagują na zająca, są w stanie z takiego powodu straci
                    > ć
                    > panowanie nad pojazdem jadącym tak, jak się jeździ po polnych drogach osobowym

                    Tzn. JAK jeździ się po polnych drogach samochodem osobowym? Oprócz tego, że ma
                    się w głębokim poważaniu przepisy?

                    I na ile nad pojazdem panuje ktoś, komu na kolanach siedzi 10-latka, która w
                    dodatku trzyma kierownicę?

                    > Tak przy okazji - zając w takiej sytuacji zaczyna uciekać wzdłuż drogi i żadneg
                    > o
                    > zagrożenia nie powoduje, chyba że dla siebie.

                    Szkoda, że niektóre zające - widziane przeze mnie osobiście - o tym nie
                    wiedziały. Na pewno by uciekały wzdłuż drogi, ale pewnie to jakieś mutanty były...
                    • a_weasley Re: Każdy mówi o czym innym 01.12.08, 11:43
                      iwoniaw napisała:

                      > Tzn. JAK jeździ się po polnych drogach
                      > samochodem osobowym?

                      Powoli.

                      > I na ile nad pojazdem panuje ktoś, komu na
                      > kolanach siedzi 10-latka, która w dodatku
                      > trzyma kierownicę?

                      Kwestię, gdzie on tę 10-latkę upchnął, już poruszyłem, więc nie będę się powtarzał.
                      Odpowiedź brzmi: w niewiele mniejszym, zważywszy że on też tę kierownicę trzyma.
          • marajka Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.12.08, 13:36
            Skodę mieli w CzP, to pewnie dalej mają. W mojej wyobraźni jest to
            Fabia.
        • iwoniaw Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 14:21
          > nie no, dziewczyny, to była tylko polna_droga.

          Tak, polna droga - w terenie, gdzie dzikie zwierzęta różnych rozmiarów ganiają
          sobie ciesząc sielankowym swym obrazem oczy ludzkie - co też było opisane w książce.

          Abstrahując od przepisów, taka jazda _jest_ niebezpieczna. Zatem będę się
          upierać, że w książce mającej ambicje propagowania Dobra, Piękna i Właściwych
          Postaw wtręt taki - nie wnoszący notabene NICZEGO do akcji - pokazujący
          zachowanie bohaterów pozytywnych sprzeczne ZARÓWNO z prawem, jak i zdrowym
          rozsądkiem - znaleźć się nie powinien.
          • jottka Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 14:22
            ooo, iwonia, pisałyśmy równocześnie:) no to jak tam zwierzyna gania, to problem
            robi sie poważniejszy, no i ile ta mała ma lat i ile wzrostu?
            • jamniczysko Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 18:23
              Drobna dziewczynka lat dziewięć i dziesięć miesięcy. "To ona
              prowadziła" (o ile pamiętam, najmocniej ubódł mnie w opisie ten
              wykrzyknik radosny)
        • nighthrill Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 26.12.08, 21:01
          Na polnej drodze mieliśmy osobiście, całą rodziną, zderzenie
          czołowe. Zza łanów zbóż znienacka wychynęła sąsiadka, pędząc
          maluchem 60 km/h. Nie było szans na wyminięcie się. Dodam, że mój
          ojciec jechał przepisowo.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 22:00
        > A wiesz, mnie tez sie dzownie zrobilo przy czytaniu tej sceny.

        A mnie się jeszcze bardziej dziwnie zrobiło przy czytaniu, jak Baltona mówi, że
        zaparkował w niedozwolonym miejscu. Noż jasny gwint, po przyjeździe z Niemiec do
        Polski wszędzie widzę buców, którzy parkują w niedozwolonym miejscu, jeżdżą w
        niedozwolony sposób i swoim wieśniackim zachowaniem na ulicy powodują ogólny
        burdel.

        Nie dalej jak dziś wieczór widziałam, jak kobieta w aucie ustępowała miejsca
        karetce. Za nią jechał jeden taki buc, zaraz na zderzaku. No i oczywiście w nią
        wjechał, bo nie zauważył karetki. A gdy ona zjechała na bok, żeby załatwić
        sprawę stłuczki, buc... wziął i uciekł.

        Nie, nie będzie w Polsce porządku, jak długo społeczeństwo będzie pewne
        wieśniackie zachowania uważać za normalne.
        • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 22:50
          Anuszko, moze Baltona zaparkowal w niedozwolonym miejscu, bo nie bylo innego ( i
          zaraz zmyka przestawiac samochod) - nie wiem, nie czytalem ksiazki. ale dostalem
          wczoraj mandat za takie parkowanie (spowodowane czynnikami zewnetrznymi, a ze
          miejsce niedozwolone - nie zauwazylem), wiec troche rozumiem :)
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 29.11.08, 11:07
            > Anuszko, moze Baltona zaparkowal w niedozwolonym miejscu, bo nie bylo innego

            Fantastyczne wyjaśnienie. Klasyczne dla Polaka. I, przypuszczam, dla
            południowego Włocha. Parkuję w niedozwolonym miejscu, bo przecież innego nie
            było. Bez urazy, ale to jest dokładnie to prowincjonalne myślenie, które
            powoduje, że w Polsce, jak i w południowych Włoszech, panuje più grande bordello
            del mondo.
            • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 29.11.08, 18:51
              to nie jest prowincjonalne myslenie, tylko przeciwienstwo teutonskiego "Ordnung
              muss sein" z klapkami na oczach :) dla Polaka, bez urazy, to jest typowa taka
              czarno-biala ocena. jak twoja, dla scislosci. nie wiem gdzie bylas w
              poludniowych Wloszech, ja mieszkam w polnocnych i to bordello, jak mowisz,
              zdarza sie z bardzo prostego powodu: samochodow jest duzo, a miejsc malo. ale
              jak widzisz, dostalem mandat, wiec sprawiedliwosci stalo sie zadosc. natomiast
              szczerze mowiac nie bardzo rozumiem porownanie wloskiego i polskiego sposobu
              uzytkowania samochodow, to dwie rozne sprawy - chyba dlatego, ze w polskim
              kierowcy walcza jakies wplywy zaborcow, LOL :) z jednej strony kozacka fantazja,
              z drugiej pruski dryl :) i pewnie dlatego jezdzic boje sie w Polsce, mimo
              doswiadczenia w Turynie, Mediolanie, Neapolu i Rzymie tez, z tych wiekszych :)
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 29.11.08, 20:29
                > jak widzisz, dostalem mandat, wiec sprawiedliwosci stalo sie zadosc

                A więc jednak co północne Włochy, to północne. ;-)))
                Ja akurat znam trochę Sycylię i jest tam atmosferka jak w Polsce.

                > to nie jest prowincjonalne myslenie, tylko przeciwienstwo teutonskiego "Ordnung
                > muss sein" z klapkami na oczach :)

                Z całym szacunkiem dla Włoch, ale to jednak Niemcy są bogatszym państwem,
                porządniejszym, o wyższym standardzie życia, z lepiej prosperującą nauką. Czyli
                zasada Ordnung muss sein opłaca się. Dziękuję Bogu, że za sąsiada mamy Niemcy, a
                nie Włochy. ;-)) Zawsze to lepsza motywacja do ulepszania naszego kraju.
                Jakbyśmy sąsiadowali z Włochami, to strach pomyśleć, jak by Polska teraz
                wyglądała. ;-)
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 29.11.08, 20:30
                  Byłabym zapomniała: i Niemcy są krajem BEZPIECZNIEJSZYM. Mafię mają Włosi akurat
                  a nie Niemcy. ;-]
                  • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 29.11.08, 22:52
                    to chyba nie jest miejsce na takie dyskusje, wiec moze dajmy temu spokoj. do
                    czego ten bezmyslnie pojmowany ordnung prowadzi, mielismy jako narod okazje
                    wielkorotnie sie przekonac, niestety. ja juz wole ten kolorowy burdel, nawet
                    niebezpieczny. zreszta Niemcy tez maja mafie, i to niejedna. tyle, ze z importu :)
                • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 29.11.08, 23:09
                  anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                  > > jak widzisz, dostalem mandat, wiec sprawiedliwosci stalo sie zadosc
                  >
                  > A więc jednak co północne Włochy, to północne. ;-)))
                  > Ja akurat znam trochę Sycylię i jest tam atmosferka jak w Polsce.
                  >

                  to bardzo ciekawe, co piszesz. bylem zarowno w Palermo, jak i w Ragusie - dajcie
                  bogowie Polsce taka atmosferke, naprawde.
                  natomiast co do tego polnoc-poludnie bardzo sie mylisz. dostalem w zyciu trzy
                  mandaty, wszystkie we Wloszech, z tego dwa za parkowanie. ten pierwszy z
                  miejsca, gdzie mozna bylo parkowac, ale za oplata, a ja nie mialem pokwitowania
                  oplaty z parkomatu za szyba, tak sie zlozylo.
                  to bylo w Neapolu.
                  • kaliope3 Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 29.11.08, 23:25
                    Ha! A myśmy właśnie w Neapolu uciekali z parkingu przed tamtejszym pilnowaczem
                    posiadania biletów parkingowych,który był doprawdy bardzo skrupulatny! A
                    uciekaliśmy,bośmy myśleli że już jest na tyle późno,że nikt nie sprawdza i
                    takeśmy się pięknie przecwanili. Parking był zresztą w imponującym miejscu,przy
                    wybrzeżu zaraz przy jakimś forcie czy czymś takim.Zresztą pierwszy to był i
                    ostatni raz takiego naszego zachowania brzydkiego,bo zazwyczaj z obawy o
                    mandaty,czy też w ogóle usunięcie auta szukamy po prostu zadaszonych płatnych
                    parkingów-kosztuje to niestety i to nie mało,ale człowiek idzie sobie zwiedzać
                    ze spokojną duszą(gorzej jak potem trafić na ten parking nie można i nikt nie
                    umie wskazać drogi nocą,a i tak bywało:)
                    • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.11.08, 00:00
                      "nabrzeze przy forcie" brzmi jak Chiaia/Mergellina, ten fort to Castel dell'Ovo
                      jak mniemam. trudno znalezc gorsze miejsce do popelniania wykroczen :)
                      koncentracja sluzb prawa i porzadku w tamtej okolicy jest imponujaca, pewnie
                      gdyby upuscic monete, zaraz znajdzie sie policjant, aby zwrocic uwage "o, zgubil
                      pan monete" :)
                • mmaupa Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 21.12.08, 17:32
                  Anuszko, chyba czas przesiasc sie na te nasza ohydna polska komunikacje miejska.
                  Wprawdzie to nie takie luksusy jak w boskich Niemczech, ale o ile tansze!
                  • avvg Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 21.12.08, 17:50
                    Nie po to się kończy AGH, żeby zasuwać komunikacją miejską...
                • marajka Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.12.08, 13:42
                  >Dziękuję Bogu, że za sąsiada mamy Niemcy
                  Przepraszam, że się wtrącam, ale ja Go pytam "Za co?"
              • the_dzidka Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.11.08, 23:05
                > > Anuszko, moze Baltona zaparkowal w niedozwolonym miejscu, bo nie
                bylo innego

                anuszka:

                > Fantastyczne wyjaśnienie. Klasyczne dla Polaka. (...)m Parkuję w
                niedozwolonym miejscu, bo przecież innego nie było.

                Freddie:

                > i to bordello, jak mowisz,
                > zdarza sie z bardzo prostego powodu: samochodow jest duzo, a
                miejsc malo.

                Odkąd mieszkam w Warszawie, jedną z dwóch rzeczy doprowadzających
                mnie do szału jest tzw. samowolka parkingowa. W Poznaniu też jest
                Strefa Ograniczonego Parkowania, płatna, są wyznaczone miejsca
                parkingowe - i naprawdę sporadycznie zdarzało mi się widzieć
                samochód zaparkowany poza wyznaczonymi miejscami. Na tyle rzadko, że
                budzi to zaskoczenie. Natomiast w stolicy normą jest niestety, że
                parkuje się poza wyznaczonymi miejscami, np. na chodniku przed
                budynkiem. Nie jest tak, jak w Poznaniu, że skoro w danym miejscu
                nie można zaparkować, to jadę dwie przecznice dalej i stawiam
                samochód. Nie - w Warszawie parkuję gdzie popadnie. NB dwie ulice
                dalej są miejsca, ale stawać tak daleko i iść nogami?! I oczywiście
                biletu w parkomacie nie wykupują, bo po co? A Straż Miejska pojawia
                się rzadko... Byłabym w stanie to zrozumieć, ale kurczę - skoro w
                Poznaniu można było ten proceder ukrócić, to dlaczego nie można w
                Wawie?!
                • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 00:54
                  wlasnie dlatego taki bylem zly na moj mandat :) bo za kazdym razem place za
                  parkomat i stawiam tam, gdzie wyznaczone. z parkingow platnych korzystam
                  chetnie, bo nie chce mi sie szukac wolnego i nieplatnego miejsca. a jak juz sie
                  zdarzy, to konsekwencje: jak widac :)
                • april02 Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 13:06
                  Cześć :))
                  Co do parkowania w Poznaniu to ja mam niestety zupełnie inne
                  odczucia :( Mieszkam w strefie ograniczonego postoju i nie dość, że
                  muszę za nią płacić (a gdzie równość obywateli zagwarantowana w
                  Konstytucji, na takim Piątkowie np. mieszkańcy nie muszą płacić za
                  pozostawianie samochodu pod swoimi mieszkaniami) to na dodatek
                  oczywiście w regulaminie jest zapisane, że winieta NIE GWARANTUJE MI
                  MIEJSCA PARKINGOWEGO. Ok. miejsce zamieszkania to był mój wybór więc
                  bardziej potulnie lub mniej się do prawa stosuję. ALE... No właśnie.
                  Do szału doprowadza mnie fakt, że wracając wieczorem z zakupów albo
                  w weekend(kiedy brak już odpłatności za strefę) nie mogę zaparkować
                  nie tylko pod domem ale i w promieniu kilkunastu ulic, przy czym
                  pozastawiane są również wszystkie chodniki, ścieżki rowerowe i
                  skwery dookoła. Bo: wszyscy z okolic przyjechali na zakupy do
                  centrum ale nie bardzo mają ochotę wjeżdżać na parkingi płatne (np.
                  w Kupcu albo w Starym Browarze albo pod Placem Wolności), albo
                  odbywają się właśnie kolacje wigilijne firm, imprezy Andrzejkowe itp.
                  Na marginesie: w lipcu zlikwidowano największy parking płatny w
                  okolicy a w przyszłym roku ma być zlikwidowany następny - na jego
                  miejscu powstaną prawdopodobnie bloki z mieszkaniami. Bóg jeden
                  raczy wiedzieć jak wtedy będzie wyglądała sytuacja z parkowaniem.
                  Zatem (to już do Anuszki) nie potępiałabym tak bardzo parkowania w
                  niedozwolonym miejscu. Czasami już nie chodzi o to, żeby samochód
                  było widać z okna ale o to, żeby ciężkie torby z zakupami tudzież
                  nosidełko z dzieckiem nieść krócej niż pół godziny do domu.
                  • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 14:52
                    tak nawiasem mowiac, bo sie zrobila cala afera z tego parkowania, to chcialbym
                    podkreslic, ze bynajmniej nie usprawiedliwialem baltonowego parkowania,
                    zasugerowalem tylko, ze widocznie nie znalazl wolnego miejsca, a nie, ze np. z
                    zasady parkuje tylko w niedozwolonych :)
    • enja11 Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 19:41
      Nie, no dziewczyny - nigdy nie prowadziłyście samochodu na kolanach
      ojca? Pamiętam, że była to dla mnie wielka frajda i ZAWSZE jak
      zjeżdżaliśmy gdzieś w las to chciałam "pokierować":). Zresztą - bez
      przesady. jechali pewnie góra 20km/h, nawet jak coś wyskoczy (co w
      tak bliskim sąsiedztwie domostw w biały dzień raczej rzadko się
      zdarza) to spokojnie zahamują. Nie dajmy się zwariować.
      Narzekamy, że Borejkowie są odrealnieni - nie krytykujmy niewielu
      normalnych zachowań:)
      Pozdrawiam - jestem nowa:)
      • jottka Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 19:52
        enja11 napisała:

        > Nie, no dziewczyny - nigdy nie prowadziłyście samochodu na kolanach ojca?


        jakoś nikt nigdy mię nie zaproponował, ani z rodziny, ani z dalszych kręgów, buuuu


        > nawet jak coś wyskoczy (co w tak bliskim sąsiedztwie domostw w biały dzień
        raczej rzadko się zdarza) to spokojnie zahamują. Nie dajmy się zwariować.


        to jest właśnie argumentacja oparta na założeniu, że wypadki zawsze przytrafiają
        się innym. hipotetyczny zając wyskakujący znienacka na drogę prosto pod koła, bo
        akurat go ściga zajadły kundel, może przerazić dziecko, to szarpnie kierownicą,
        ojciec nie widzi, co sie dzieje i tak dalej aż do szczęśliwego wylądowania w
        rowie, gdzie zaczynamy liczyć straty, a mogą być przeróżne.


        > Narzekamy, że Borejkowie są odrealnieni - nie krytykujmy niewielu
        > normalnych zachowań:)

        po primo - to nie jest normalne zachowanie, po sekundo - iwonia ma rację, takich
        kawałków jednak nie należy umieszczać bez stosownego komentarza w powieści
        młodzieżowej z ambicjami dydaktycznymi.


        > Pozdrawiam - jestem nowa:)

        a cześć:)
      • agawa79 Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 20:26
        enja11 napisała:

        > Nie, no dziewczyny - nigdy nie prowadziłyście samochodu na
        kolanach
        > ojca?

        Ja prowadziłam, ale to było dwadzieścia kilka lat temu, kiedy nie
        przywiązywało się tak wielkiej wagi do bezpieczeństwa jazdy. I
        powiem tylko, że cieszę się, że się nic nikomu nie stało - dziecko
        kilkuletnie to jest stworzenie nieprzewidywalne, jeśli przyjdzie mu
        do głowy "A ciekawe, co się stanie, jeśli mocniej skręcę
        kierownicę", to ten pomysł zrealizuje natychmiast. Skutki mogą być
        opłakane.
      • meg_mag Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 28.11.08, 23:37
        prowadzilam
        i zyje, moj Tata tez

        witaj:)
        • sowca Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 29.11.08, 00:19
          To bylo na polnej drodze? Mnie się wydawało, że to był już wjazd na
          podwórko albo wręcz teren posesji Baltonów?
          • jordanpeter Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 29.11.08, 09:22
            Hmmm... szczezre powiedziawszy, nawet nie zwróciłam uwagi na ten
            fragment. Wydawało mi się bezpiecznie... ale, ale... wiadomo.
            Wszystko moze się zdarzyć.
            Natomiast kwestia taksówek i braku w nich fotelików bulwersuje mnie
            nieodmiennie. I nieraz chciałabym wziąć taksówkę i pojechać nią z
            dzieckiem a nie mogę. Bo bez fotelika nie pojadę i już. Kiedyś można
            sobie było jeżdzić bez fotelików, nie było takiej opcji. A teraz
            jest - bezpieczniejsza, a i na drogach sporo czubków jeżdzi. W ogóle
            ruch samochodowy bez porównania do tego np. 20 lat temu.
            • kkokos dosłownie jest napisane tak: 29.11.08, 09:44
              "(...)na długiej, polnej drodze, wiodącej ku ich gospodarstwu od szosy
              kostrzyńskiej, kłębił się w dali biały kurz i błyskały w słońcu jakieś szyby.
              (...) samochód zajechał przed dom i z fasonem zawrócił, by stanąć w cieniu
              orzecha. Za kierownicą siedział uśmiechnięty Marek Pałys, a na jego kolanach -
              Łusia. To ona prowadziła na tej polnej drodze!"
              ewidentnie marek panował nad samochodem, skoro z fasonem zawrócił, by stanąć w
              cieniu orzecha. po prostu kilkaset metrów na drodze kierownicę trzymała łusia, a
              marek, jak mniemam, nie oddał się w tym czasie lekturze lub drzemce.
              mój syn też jeździł tak ze swoim ojcem
              i proszę, nie używajcie argumentu o przepisach, bo i tak nikt nie uwierzy, że
              żadna z was żadnych przepisów w życiu nie łamie :) a obawiam się, że
              przebieganie przez jezdnię w niedozwolonym miejscu jest bardziej niebezpieczne
              niż ta zabawa
              • anhes Re: dosłownie jest napisane tak: 29.11.08, 13:34
                o! i brawo dla tej Pani :-)
                • jota-40 Re: dosłownie jest napisane tak: 29.11.08, 15:26
                  Niby z reguły jestem podobnego, zdroworozsądkowego zdania, ale... Jakoś w tym wypadku chyba tez bym wolała, żeby autorka darowała sobie wtręt z Lusią. Bo i mnie jakoś przykro onże uderzył.
                  Tym bardziej, że mój mąż (też lekarz, dodam) ma bardzo zbliżone do Marka zapędy. W czasie ostatnich wakacji uczył prowadzić naszych synów, lat 16 i 12. Leśna droga, parę kilometrów z leśniczówki do wiochy, zero ruchu samochodowego, ale: liczni rowerzyści, grzybiarze i inni zbieracze... O ile starszy syn radzi sobie świetnie (nie była to jego pierwsza jazda), jechał spokojnie, powoli i pewnie, o tyle młodszy zwariował ze szczęścia i zapylał koło 40 km na godzinę. Na moje wrzaski z tylnego siedzenia reagowali wszyscy z politowaniem. W pewnym momencie zobaczyliśmy stado dorodnych jeleni, biegnące w lesie, niemal równo z nami. Pierwszy raz w życiu zdarzył nam się taki widok (było tego koło dziesięciu sztuk) - oczywiście wszyscy zaczęli wrzeszczeć, młody - na szczęście! - lekko przyhamował, co uratowało nam (i jeleniom) życie, bo w ciągu sekundy zrobiły w lewo zwrot i przeleciały przez drogę, pięć metrów przed maską samochodu.
                  Do dziś twierdzę, że cudem wyszliśmy z tego cało.
                  Lusia siedziała Markowi na kolanach, więc to zapewne on czuwał nad gazem, sprzęgłem i hamulcem. Myślę jednak, że w kraju, gdzie tylu kiepskich kierowców i tak namolnie łamie się zasady ruchu - nie należy tego typu opisów serwować młodym ludziom!
                  • a_weasley Re: dosłownie jest napisane tak: 01.12.08, 00:52
                    jota-40 napisała:

                    > Do dziś twierdzę, że cudem wyszliśmy z tego cało.

                    Przykro mi, ale ja w tym żadnego cudu nie widzę. Nie trzeba było nawet wykonywać
                    żadnych manewrów obronnych (zmiana kierunku, awaryjne hamowanie itp.),
                    wystarczyło lekko przyhamować.
                    Brawa dla Młodego, że nie zrobił żadnego głupstwa, nie wcisnął hamulca na maks
                    (co na polnej czy żwirowej drodze jest bardzo ryzykowne), pomimo trudnej
                    sytuacji (kwicząca w ucho pasażerka z tyłu). Będzie z niego szofer.
              • a_weasley Re: dosłownie jest napisane tak: 01.12.08, 00:49
                kkokos napisała:

                > i tak nikt nie uwierzy, że żadna z was
                > żadnych przepisów w życiu nie łamie :)

                W szczególności że nigdy nie jechała z dzieckiem na pokładzie np. 130 na zwykłej
                szosie. W foteliku oczywiście to dziecko.
                Znam takich artystów. Zapieprza Wisłostradą 150, ale nie ma oporów, bo przecież
                dziecko jest w foteliku.
            • olusimama Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.11.08, 11:41
              jordanpeter napisała:

              > Natomiast kwestia taksówek i braku w nich fotelików bulwersuje mnie
              > nieodmiennie. I nieraz chciałabym wziąć taksówkę i pojechać nią z
              > dzieckiem a nie mogę. Bo bez fotelika nie pojadę i już.

              To może po prostu kup sobie fotelik?

              Bez przesady, każdy taksówkarz ma wozić bagażnik pełen fotelikó? Bo może po
              pasażerce z niemowlęciem, wsiądzie inna z siedmiolatkiem? Foteli to po prostu
              część wyprawki, nawet jeśli rodzice nie mają samochodu.

              No ale to moje zdanie.

              i nie, nie jestem taksówkarzem ;-)
              • nessie-jp Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.11.08, 15:02
                olusimama napisała:

                > Bez przesady, każdy taksówkarz ma wozić
                > bagażnik pełen fotelikó?

                Nie
                • olusimama Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.11.08, 19:42
                  nessie-jp napisała: >

                  > to tak trudno od nich wymagać, żeby mieli 2-3
                  > kierowców na mieście, którzy mają foteliki w bagażniku?


                  Ludzie, zlecenie bierze kierowca który jest w rejonie, jak najbliżej, na dodatek
                  pierwszy w kolejce. Już to widzę, jak jeżdzą przez całe miasto, żeby zawieźć
                  paniusię z dzieckiem na sąsiednią ulicę, bo jej się nie chciało fotelika dziecku
                  kupić.

                  Wyobraźni trochę, taksówkarz nie jeździ charytatywnie, tylko dla zarobku.
                  • nessie-jp Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.11.08, 19:48

                    > Wyobraźni trochę, taksówkarz nie jeździ charytatywnie,
                    > tylko dla zarobku.

                    I dla zarobku ma prawo narażać dziecko na śmierć? Fajnie.

                    To jest właśnie konsekwencja złego przepisu
                    • olusimama Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.11.08, 19:50
                      nessie-jp napisała:


                      > I dla zarobku ma prawo narażać dziecko na śmierć? Fajnie.

                      Fajnie, to taksówkarz dziecko naraża, nie dziecka opiekun? no niczego sobie pomysł.

                      > To jest właśnie konsekwencja złego przepisu
                      • nessie-jp Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.11.08, 20:08
                        > Taksówkarz ma prawo mieć w nosie to dziecko. Rodzice, powiedziałabym,
                        > niekoniecznie

                        No to przecież o tym piszę!

                        Przepis powinien wyraźnie mówić
                        • olusimama Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.11.08, 20:23
                          moim zdaniem ten przepis zwalnia z obowiązku dbania o bezpieczeństwo dziecka
                          wyłącznie taksówkarzy. Rodziców nie zwalnia żadne prawo i żaden przepis, nigdy.
                          Jeśli ktoś jest na tyle bezmyślny, żeby wozić dziecko bez fotelika, czy to
                          własnym samochodem, czy taksówką - to już nic nie pomoże, żaden przepis.

                          Widywałam dzieci leżące luzem na tylnym siedzeniu samochodu, siedzące na
                          kolanach pasażera z przodu,z tyłu, stojące między oparciami foteli itd. - ich
                          rodzice mimo istniejącego przepisu nie zadbali o ich bezpieczeństwo. Nie
                          przeskoczymy ludzkiej bezmyślności. Ale obwiniać taksówkarza? Nie przesadzajmy.

                          A fotelik ciężki nie jest, fakt, nieporęczny. Ale jak już muszę jechać z
                          dzieckiem taksówką, zabieram go ze sobą. Dlatego właśnie, żeby nie musieć
                          oczekiwać, że o bezpieczeństwo _mojego_ dziecka będzie dbał obcy facet,
                          zarabiający nażycie wożeniem ludzi.
                • taria Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 30.11.08, 20:16
                  Jako matka dwójki maluchów mieszkająca w Warszawie potwierdzam, że
                  istnieją korporacje taksówkarskie, które oferują przewóz taksówką z
                  fotelikiem. Niestety, zwykle każą sobie zapłacić za kurs z centrali,
                  bo fotelików nie wożą w bagażniku, tylko pobierają w razie potrzeb:/
                  W przypadku niemowlaka nie ma dużego problemu - mam fotelik-
                  nosidełko, jednak nie wyobrażam sobie zabierania własnego fotelika
                  dla 2,5-latki. Zarzucę sobie na plecy jak żółw skorupę, żeby wziąć
                  dziecko za rękę, czy co?

                  > nie mam fotelika. Jeśli pani ma, to zapraszam, jeśli nie,
                  > proszę sobie szukać innego środka transportu.

                  Inny środek transportu miejskiego to tramwaj lub autobus. Zaden z
                  nich nie jest wyposażony w pasy, ani dla dorosłych, ani dla dzieci.
                  Oczywiście, małe dziecko najlepiej przewozić w wózku, przypięte
                  pasami. Przewoziłam tak do czasu, gdy byłam świadkiem, jak na
                  stojący w hamującym autobusie głęboki wózek wpadł pasażer, na oko
                  ponadstukilogramowy.
                  Wydaje mi się, że prawdopodobieństwo urazu u dziecka wiezionego na
                  kolanach w autobusie jest porównywalne do tego w taksówce...

                  • kanga_roo Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 00:53
                    nie śmiejcie się, ale odkąd jeżdżę przede wszystkim samochodem, w
                    tramwaju czy autobusie czuję się idiotycznie - bo nie jestem
                    przypięta. przewożenie dzieci w fotelikach to jedna z reguł, od
                    których nie robię odstępstwa, nawet w taksówce czy na osiedlowym
                    parkingu (kto, tak jak mój mąż, puka się w czoło niech przypomni
                    sobie "Świat według Garpa" i to, co się stało z małym Waltem na
                    podjeździe do domu). kolejną regułą jest, że dziecko nie siada na
                    przednich fotelach samochodu, jeśli samochód jest wyposażony w
                    poduszkę powietrzną. Nie siada, nie wchodzi, nie bawi się w
                    kierowcę. Nawet, kiedy samochód stoi. Bo jeśli poduszka wystrzeli,
                    dziecko ma małe szanse. Zdarzył się kiedyś taki wypadek, co z tego,
                    że jeden. Podejrzewam, że prędzej pozwoliłabym poprowadzić
                    samodzielnie np takiemu Józinkowi, niż wzięła dziecko na kolana.
                    Nastolatek najwyżej poobijałby samochód lub siebie, dziecko, w razie
                    otwarcia się poduszki, mogłoby nie przeżyć.
                    • a_weasley Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 01:05
                      kanga_roo napisała:

                      > dziecko, w razie otwarcia się poduszki, mogłoby
                      > nie przeżyć.

                      To prawda. Jeśli wóz miał poduchę kierowcy, należało ją wyłączyć. Pytanie, czy
                      miał, bo nie musi i wielu kierowców nawet mając wybór woli jej nie mieć.
                      Akurat kto jak kto, ale Marek w dziedzinie wypadków drogowych z racji swojej
                      specjalności niejedno widział.
                      • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 15:07
                        a_weasley napisał:

                        > kanga_roo napisała:
                        >
                        > > dziecko, w razie otwarcia się poduszki, mogłoby
                        > > nie przeżyć.
                        >
                        > To prawda. Jeśli wóz miał poduchę kierowcy, należało ją wyłączyć. Pytanie, czy
                        > miał, bo nie musi i wielu kierowców nawet mając wybór woli jej nie mieć.
                        > Akurat kto jak kto, ale Marek w dziedzinie wypadków drogowych z racji swojej
                        > specjalności niejedno widział.

                        poduszki dla kierowcy nie da sie wylaczyc, tzn. da sie, ale nie w sposob
                        dostepny dla uzytkownika samochodu. pomysl, dlaczego, a zrozumiesz :)
                      • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 16:10
                        a_weasley napisał:

                        > To prawda. Jeśli wóz miał poduchę kierowcy, należało ją wyłączyć. Pytanie, czy
                        > miał, bo nie musi i wielu kierowców nawet mając wybór woli jej nie mieć.

                        teraz to juz raczej nie ma wielkiego wyboru, poduszka kierowcy i ABS sa
                        obowiazkowo montowane w samochodach homologowancyh do sprzedazy w UE. a chyba
                        nie jezdza juz maluchem? :)


                        > Akurat kto jak kto, ale Marek w dziedzinie wypadków drogowych z racji swojej
                        > specjalności niejedno widział
                        • a_weasley Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 17:09
                          ready4freddy napisał:

                          > poduszka kierowcy i ABS sa obowiazkowo
                          > montowane w samochodach homologowancyh
                          > do sprzedazy w UE.

                          Pierwsze słyszę i podchodzę do tej rewelacji sceptycznie, ale jeśli wskażesz jej
                          źródło, chętnie się zapoznam.
                          W każdym razie jeśli nawet taki przepis jest, w co wątpię, to od niedawna.

                          > a chyba nie jezdza juz maluchem?:)

                          Jeśli nawet taki przepis jest, w zupełności by wystarczyło, żeby jeździli
                          samochodem wyprodukowanym przed jego wprowadzeniem.

                          Swoją drogą kwestię, kto czym jeździ, autorka - jak przystało na kobietę piszącą
                          w założeniu głównie dla kobiet - traktuje po macoszemu, wiele samochodów jest
                          samochodami po prostu. W szczególności nie wiadomo, jakiej marki jest
                          odgrywający istotną rolę w naszej rozmowie wóz Pałysów.
                          • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 01.12.08, 22:17
                            pewnie slusznie watpisz, bo przepisu znalezc na szybko nie moge, a dluzej nie
                            mam ochoty szukac. przyjmijmy, ze go nie ma. i tak nie kupisz nowego samochodu
                            bez poduszki dla kierowcy (sam sprawdz), wiec na jedno wychodzi.

                            co do tego "pisania dla kobiet" to nie bardzo wiem, o czym mowisz, ale
                            przykladow nachalnie pchanych przed oczy czytelnika marek samochodow mamy w
                            Jezycjadzie sporo akurat, zreszta tu nie marka gra role, a model i rocznik.

                            tak czy owak dla ulatwienia przyjmijmy, ze nadal jezdza starym maluchem, z
                            pewnoscia nie mial poduszki :)
                            • a_weasley Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 02.12.08, 10:05
                              ready4freddy napisał:

                              > przyjmijmy, ze go nie ma. i tak nie kupisz nowego
                              > samochodu bez poduszki dla kierowcy (sam sprawdz),

                              Sprawdzę w wolnej chwili.
                              To rzecz pewna, że z kupnem używanego bez poduchy nie miałbym problemu...

                              > co do tego "pisania dla kobiet" to nie bardzo wiem,
                              > o czym mowisz,

                              Że, na dzień dobry, nie wiemy, jakiej marki był samochód Pałysów albo busik Baltony.

                              > zreszta tu nie marka gra role, a model i rocznik.

                              Jak zwał tak zwał, w każdym razie tego nie wiemy. Facet posłużyłby się w tym
                              momencie marką pojazdu.
                              Wiemy, owszem, że Gaba jechała oplem astrą.

                              > dla ulatwienia przyjmijmy, ze nadal jezdza
                              > starym maluchem, z pewnoscia nie mial poduszki:)

                              Takie dla przykładu espero nie miało poduszki do zatrzymania produkcji (1999).
                              • ready4freddy Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 02.12.08, 11:34
                                > > dla ulatwienia przyjmijmy, ze nadal jezdza
                                > > starym maluchem, z pewnoscia nie mial poduszki:)
                                >
                                > Takie dla przykładu espero nie miało poduszki do zatrzymania produkcji (1999).

                                domniemywalem, ze dwoje doktorow Palysow jezdzi samochodem wzglednie nowym
                                (przez "wzglednie nowy" rozumiem jakies 3-5 lat, "Sprezyna" ponoc dzieje sie w
                                2008 roku?

                                nowy bez poduszki tez kupisz: Donkervoort, Caterham i tak dalej, ale juz nie 600
                                i nie Matiz/Spark. rozpedzilem sie z tym przepisem, a tak naprawde wcale nie
                                potrzeba tego regulowac prawnie - wymusil to rynek. bez seryjnie montowanej
                                poduszki mozesz zrobic nawet czolg, ale nie dostanie wysokiego wyniku NCAP, wiec
                                poduszki montuje sie nawet w najtanszych wersjach. EOT.
                                • a_weasley Re: Łusia na kolanach Marka w samochodzie 02.12.08, 15:27
                                  ready4freddy napisał:

                                  > domniemywalem, ze dwoje doktorow Palysow
                                  > jezdzi samochodem wzglednie nowym (przez
                                  > "wzglednie nowy" rozumiem jakies 3-5 lat,

                                  Jest to jednakowoż domniemanie wzruszalne, zważywszy zawód obojga, średni wiek
                                  samochodu w Polsce i napływ do Polski tanich używanych aut z Zachodu.
                                  Astra Strybów była w każdym razie określona jako pojazd "stary".
                    • a_weasley Re: "Zdarzyło się, co z tego, że raz?" 01.12.08, 11:40
                      W kapitalnym fanfikcie "Brzydkie kaczątko", którego bohaterką jest matka
                      Hermiony Granger, jest takie zdanie:
                      "Gdy po raz kolejny gryzłaś się w język i połykałaś słowa, które cisnęły ci się
                      uparcie na usta, zastanawiałaś się, czemu nikt ci nigdy nie powiedział, że bycie
                      matką polega na wiecznej walce z własnym zdrowym rozsądkiem."
                      Ojcem zresztą też. Patrzę na swoje dzieciństwo, na wakacje przede wszystkim, i
                      wyobraźnia podsuwa mi wszystko, co MOGŁOBY się stać. I widzę, że wychowywanie
                      dziecka jest pasmem wyborów między ryzykiem a wychowaniem miągwy.
                      Proszę nie pytać, co z tego wynika dla konkretnej sprawy. Chodzi mi o pewien
                      ogólny mechanizm, o którym napisała Kanga_roo:

                      > Zdarzył się kiedyś taki wypadek, co z tego,
                      > że jeden.

                      W zasadzie słusznie, tyle że idąc tą drogą należałoby trzymać dziecko w
                      izolowanej komórce, najlepiej wyłożonej materacami.
                      Osa może uciąć, a dziecko może być uczulone. W parku może być pedofil. W lesie
                      może być żmija. W jeziorze można się utopić. Z konia można spaść. Z drzewa
                      również. Sam pochowałem kolegę, który się zabił na snowboardzie. Nie ma chyba
                      takiego zajęcia, zwłaszcza z tych bardziej Józinkowych niż Ignacogrzegorzowych,
                      przy którym nigdy nie zdarzył się wypadek śmierci lub przynajmniej jakichś
                      obrażeń, co z tego, że jeden?
                      Znam kobietę, która jeszcze jedenastolatka odprowadzała do szkoły. Po drodze
                      były JEDNE światła. To ta sama, która z dzieckiem w samochodzie jeździła 130
                      Wisłostradą, a 160 w trasie.
                      Oczywiście dziecko było w foteliku.
                      • mmaupa Re: "Zdarzyło się, co z tego, że raz?" 21.12.08, 17:50
                        > "Gdy po raz kolejny gryzłaś się w język i połykałaś słowa, które cisnęły ci się
                        > uparcie na usta, zastanawiałaś się, czemu nikt ci nigdy nie powiedział, że byci
                        > e
                        > matką polega na wiecznej walce z własnym zdrowym rozsądkiem."
                        > Ojcem zresztą też. Patrzę na swoje dzieciństwo, na wakacje przede wszystkim, i
                        > wyobraźnia podsuwa mi wszystko, co MOGŁOBY się stać. I widzę, że wychowywanie
                        > dziecka jest pasmem wyborów między ryzykiem a wychowaniem miągwy.

                        Mam dokladnie takie same odczucia. Z perspektywy czasu widze, ze moi rodzice
                        pozwalali bratu i mnie na rzeczy glupie i ryzykowne - tak, kierowalam samochodem
                        siedzac na kolanach tatusia. Wspianlismy sie na wysokie drzewa. Jezdzilismy
                        konno. Nurkowalismy. Tata wybieral najtrudniejsze trasy narciarskie.
                        Zeglowalismy. We wszystkim jest element ryzyka, a takze element frajdy. A teraz
                        (oczywiscie jako bezdzietna znawczyni tematu :) ) moge sobie myslec "gdzie oni
                        mieli mozgi?".
                        • avvg Re: "Zdarzyło się, co z tego, że raz?" 21.12.08, 17:52
                          A mój tata, wstyd się przyznać, robił nam kuligi...
                • sir.vimes No bez przesady, Czy mam targać fotelik ze sobą 01.12.08, 12:42
                  od rana jeśli przypadkiem może się zdążyć , że będę wracać taksówką z dzieckiem
                  wieczorem?

                  Taksówkarz przewozi moje dziecko bez fotelika na moja odpowiedzialność. A jeśli
                  tak nie jest to tak być powinno - to ja decyduję się narazić dziecko a nie on. A
                  na tych dwóch - trzech kierowców z fotelikami nie mam zamiaru czekać, bo
                  szybciej będzie na piechotę wracać przez całą Warszawę.
                  • nessie-jp Re: No bez przesady, Czy mam targać fotelik ze so 01.12.08, 15:38
                    > Taksówkarz przewozi moje dziecko bez fotelika na moja odpowiedzialność. A jeśli
                    > tak nie jest to tak być powinno

                    No dobrze, to wyjaśnij mi tylko jedno
                    • sir.vimes Re: No bez przesady, Czy mam targać fotelik ze so 01.12.08, 15:56
                      Nie pozwozi mnie sąsiad ale - gdyby sąsiad przewoził mnie spod domu nie było by
                      problemu z zainstalowaniem mojego fotelika w jego samochodzie.

                      Taksówkarz niekoniecznie podjeżdża pod mój dom, fotelika ze sobą mieć nie muszę.
                      A na dodatek uczynny sąsiad pewnie nie będzie miał nic przeciwko temu by fotelik
                      przechować w samochodzie aż go odbiorę - obcemu taksówkarzowi fotelika nie
                      zostawię. A nosić go ze sobą po mieście też nie będę.

                      No i przede wszystkim - sąsiad nie świadczy mi usługi, więc to zupełnie inna
                      sytuacja. Natomiast i tak uważam, że mandat w takiej sytuacji powinien płacić
                      rodzic/opiekun dziecka, nie kierowca.
                      • nessie-jp Re: No bez przesady, Czy mam targać fotelik ze so 01.12.08, 17:02
                        Wiesz co, w sumie nie ma się o co kłócić
                        • sir.vimes Re: No bez przesady, Czy mam targać fotelik ze so 01.12.08, 18:05
                          Ja tam nie wiem czy wypadek się nie zdarzy - i pamiętam o tym za każdym razem
                          jak wsiadam do samochodu. Jeżeli jednak decyduję się podjąć (lub zwiększyć)
                          ryzyko - to na własną IMO odpowiedzialność.

                          Co do zaufania do kierowcy - taksówkarzom też nie ufam, jednak mimo wszystko
                          dużo bardziej niż niedzielnym i "zwykłym" kierowcom. Nie przypadkiem ci ludzie
                          jeżdżą zawodowo. Nie każdy się do tego nadaje.

                          No i jeszcze jedno - dziecko 2-3 letnie to rzeczywiście co innego niż 10 latek.
                          I szczerze mówiąc nie do końca rozumiem konieczność przypinania dużych dzieci w
                          foteliku - jeśli dorosły o wzroście oscylującym wokół 150 cm w foteliku jeździć
                          nie musi. Jednak - zdarzyło mi się wozić małe dziecko w taksówce bez fotelika i
                          nie mam zamiaru się tego wypierać. Co więcej uważam, że było bezpieczniejsze niż
                          niejednokrotnie w autobusie .

    • sir.vimes Z jednej strony idiotyczne 01.12.08, 12:34
      a z drugiej - dwóch najlepszych kierowców jakich znam właśnie tak uczyło się
      prowadzić. I nie da się ukryć, że mieli w małym palcu wszystko czego zielony
      kierowca - 18 latek - często uczy się już długo po zdaniu egzaminu...
      • a_weasley Re: Z jednej strony idiotyczne 01.12.08, 13:44
        sir.vimes napisała:

        > że mieli w małym palcu wszystko czego zielony
        > kierowca - 18 latek - często uczy się już długo
        > po zdaniu egzaminu...

        Dodajmy - uczy się w normalnym ruchu drogowym, na ryzyko tyleż swoje co innych
        uczestników ruchu.
        • pajacyk124 Re: Z jednej strony idiotyczne 02.12.08, 16:00
          A mnie aż łezka się w oku zakręciła, kiedy czytałam fragment, o tym
          jak Łusia prowadziła.
          Przypomniałam sobie jak z Dziadkiem tak jeździłam, po polnych
          drogach, polnonezem. To se ne wrati..
          • verdana Re: Z jednej strony idiotyczne 21.12.08, 18:04
            Jako osoba kompletnie niezmotoryzowana nie bardzo wyobrazam sobie
            sytuacje, ze nie moglabym złapać taksowki na miescie, tylko czekac
            dlugo na ew. jakąś dostepna taksówke z fotelikiem. Parokrotnie
            wozilam dzieci taksówka na ostry dyżur - pozostaloby mi jechać z
            rannym czy chorym nimi nocnym autobusem - niebezpieczenstwo znacznie
            większe.
            Oczywiscie, ze zdawalam sobie sprawę z niebezpieczenstwa, ale jak
            czesto zdarzaja się wypadki z udzialem taksowek? Sopradycznie.
            Znacznie częściej zdarzają się wypadki dzieci przy przechodzeniu
            przez jezdnie, a mimo to zdecydowalam się wysylać samego 9,5 latka
            tramwajem na angielski. A biorac to pod uwage, nie powinnam dziecka
            do lat 12 w ogole samego wypuszczac z domu, niebezpieczenstwo jest o
            niebo większe niż podróż taksówką.
            Nota bene moja córka uszkodzila sobie tydzień temu reke w tramwaju,
            ktory zderzył się z samochodem. male dziecko pewnie byloby ciężej
            ranne - czy zakazać podróży tramwajem?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka