yasemin
06.01.09, 15:31
Po raz pierwszy zetknęłam się z Tygrysem czytając "Nutrię i Nerwusa"
w 6. klasie podstawówki- i ujrzałam typ osoby, która zawsze
wzbudzała we mnie silne emocje: sprytną, zaradną, rezolutną, z
silnym charakterkiem i poczuciem niezależności, będącej faktyczną
sprężyną wilu wydarzeń (tak, to określenie bardziej pasuje do
Tygrysa niż do Łusi, tak myślę)i umiejącą tak odpowiadać, żeby
celnie trafić w słaby punkt każdego...(wiem, to ostatnie to nie jest
zbyt pozytywna cecha)JAkie emocje wzbudzały we mnie takie osoby, a
więc w tym przypadku LAura?
Trudno to określić, z jednej strony pewną fascynację, a z drugiej
swego rodzaju frustrację, że JA taka nie jestem- bo niestety rodzice
inaczej mnie wychowywali, bo moja skądinąd jednak niepokorna
osobowość była tłumiona i łamana i wyrastałam na osobę nieasertywną
i niezaradną typu Pyza. Nawet polonistka na moje przypuszczenie,
że chyba jestem podobna do Tygrysa, odpowiedziała, że wprost
przeciwnie, że jestem bardziej podobna do Pyzy.
Jednakże pomimo tej frustracji, a może właśnie dzięi niej- bo było i
jest to dla mnie skądinąd ciekawe uczucie- czytałam "Nutrię i
Nerwusa" oraz inne powieści, w których pojawiał się Tygrys z
wypiekami na twarzy.
I miałam takie w sumie mieszane oczekiwania co do tego, jak MM
będzie pisała o Tygrysie w następnych tomach. Z jednej strony
chciałam, by te wszystkie cechy, które opisałam, rozwijały się w
niej i żeby brała udział w coraz to barzdiej ekscytujących,
dramatycznych, wręcz nieraz niebezpiecznych przygodach, żeby
pozwoliła jej zaistnieć jako wyjątkowo silna osobowość, przyszła
szefowa albo polityk, a w życiu osobistym prawdziwa Scarlett O'HAra
- sama zaczęłam nawet pisać opowiadanie o niej- niestety
niedokończone. I trochę się rozczarowałam czytając "Imieniny" (Córkę
Rorojka też- że w ogóle tam Laura nie występuje, poza epizodem z
weselem Elki) - choć na początku zapowiadało się ciekawie, jak
robiła ankiety i coś tam znowu kombinowała w sprawie NAtalii i jej
faceta- ale potem, jak wielbiciele Pyzy spławili Laurę, a ona
pogrążyła się w depresji i rozmyślaniach na temat ojca- jakoś mi to
wszystko nie pasowało. Wyobrażałam sobie, że będzie np. ostra walka
między nią a Pyzą o facetów, że może któregoś jej Laura w końcu
odbije- przecież była w końcu sprytniejsza- a tu wszystko tak gładko
się kończy sprzątnięceim Pyzy sprzed nosa chłopakom przez nikomu
wcześniej nieznanego Fryderyka... Podobnie w TiR- liczyłam, że MM
pozwoli Laurze zaistnieć w o wiele bardziej dramatycznych przygodach.
Z drugiej strony zaś... OK, dokończę w następnym poście, zanim ten
mi zniknie.