Dodaj do ulubionych

Co to jest tombak, do cholery?

27.07.09, 13:35
Pamiętacie, jak Maciek zakrzyknął te słowa do brata swego bo nie zrozumiał, o czym Kreska do niego mówi :P ?

No, więc ja mam takie pytanie, czy podczas czytania Jeżycjady rodziły się/rodzą w Was tego typu pytania? Znaczy czytacie o czymś i ni huhu nie wiecie o co/ o kogo chodzi? Czy MM pisze na tyle zrozumiałym językiem i posługuje się takimi pojęciami, nazwiskami, które nawet w miarę wykształcony człowiek powinien znać?

A jeśli nie znacie co z tym robicie? :D W tej chwili chyba najszybciej, co nie znaczy że najbardziej kompetentnie, jest sobie wyguglać, w powszechnym bowiem mniemaniu w internecie jest wszystko.
No ale kiedyś tak przecież nie było.
Ja nie wiedziałam co to garibaldka, co znaczą łacińskie sentencje (początkowo nie tłumaczone), kto to jest Majakowski i wiele innych.
Pewnie, że nie utrudniało mi to jakoś specjalnie odbioru samych książek, ale jakoś zawsze wolę wiedzieć "o co biega":)

Obserwuj wątek
    • kaliope3 Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 13:44
      Ja do tej pory nie wiem co to kanoldy (kładzione, czy też stawiane
      przez pana Jankowiaka), no i pamiętam jak czytałam Pulpecję to się
      pierwszy raz natknęłam na określenie " schadenfeunde" i w pierwszej
      chwili też nie wiedziałam co to znaczy. Garibaldki też nie znałam i
      nie wiem co to riuszka:)(element sukni slubnej Idy)
      • staua Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 16:27
        Schadenfreude.

        Tez nie wiem, co to sa kanoldy.

        Przy pierwszym czytaniu OwR (kiedy wychodzilo w "Plomyku" bodajze),
        nie rozumialam polowy aluzji politycznych.
        • the_dzidka Re: Co to jest tombak, do cholery? 28.07.09, 12:56
          Kanoldy to są pustaki, bloczki betonowe. O ile kojarzę z okresów
          mojej kariery w firmie budowlanej, to jest spolszczone niemieckie
          słowo.
    • anutek115 Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 14:18
      Dopiero co skonczyłam powtórkę "Szóstej klepki" i nie wiem, czy to się liczy, bo
      juz teraz wiem to wszystkoo, ale dobrze pamiętam, ze pierwszy raz czytając (ile
      ja miałam lat? Z dziesięć?) nie zrozumiałam zdania "Cóż z tego, że plagiat", nie
      wiedziałam bowiem, co to plagiat. Przez "regał Kowalskiego" rozumiałam regał,
      który należał do jakiegoś Kowalskiego i został Żakom ofiarowany, tak jak kanapka
      po babci Celestynie. Z innych tomów - nie rozumiałam co to znaczy "mieć wydźwięk
      pejoratywny".

      Co z tym robiłam? Pytałam starszych i madrzejszych, no, poza tym regałem, bo tu
      byłam pewna, ze rozumiem :-D.
    • mama_kotula Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 15:13
      W większości nie rodzą się, ale ja od lat miliony krzyżówek rozwiązuję i koduję w pamięci nawet te słowa, których nie chcę kodować, bo nie są mi do niczego potrzebne.

      O Majakowskiego pytałam dziadka i dostałam zjebę. Do tej pory nie wiem, za co :P
      • mama_kotula Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 15:16
        Aaa - no oczywiście nie kumałam kompletnie żadnych aluzji w OwR, dla mnie piosenka o wronie to była piosenka o wronie, takiej czarnej i kraczącej. Na moje usprawiedliwienie mam to, żem rocznik 1981. Poza tym OwR nie lubię, przeczytałam raz i to mi na razie wystarczy.

        Dopiero forum okazało się dla mnie skarbnicą wiedzy dotyczącej OwR.
        • anutek115 Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 15:34
          mama_kotula napisała:

          > Aaa - no oczywiście nie kumałam kompletnie żadnych aluzji w OwR, dla mnie piose
          > nka o wronie to była piosenka o wronie, takiej czarnej i kraczącej. Na moje usp
          > rawiedliwienie mam to, żem rocznik 1981.

          Kotulo, piona!!! Mam identycznie! Dla mnie OwR to historia milosna nastolatki
          była, nieszczęśliwie dziejąca się w nieszczególnych historycznych, acz malo dla
          mnie istotnych, realiach. Nie łapałam żadnychaluzji do wron, postaci w bieli z
          rozłozonymi rekami, nie wiedziałam, co to znaczy "mieć wąsa jak elektryk" (to
          znaczy zakładałam coś podobnego do "regału Kowalskiego", że jakiś znany pani MM
          elektryk jest wąsaty), nie rozumiałam, gdzie są rodzice Kreski i dlaczego ona z
          nimi nie może mieszkać, później nie mogłam pojąc, dlaczego nagle znów się
          objawił Ignacy Borejko, skoro mnie się wydawało, że umarł...

          Na swoje usprawiedliwienie nie mam nic kompletnie ;-).

          >
          > Dopiero forum okazało się dla mnie skarbnicą wiedzy dotyczącej OwR.
          >
          Dla mnie też, ale dodam, że większość podanych tu rewelacji (tj. dla mnie to
          były rewelacje) przyjęłam z niesmakiem. Zdecydowanie wolałam, by OwR była
          sympatyczną powiescią dla młodzieży, zdecydowanie.
          • lezbobimbo Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 18:21
            anutek115 napisała:
            Nie łapałam żadnychaluzji do wron, postaci w bieli z
            > rozłozonymi rekami, nie wiedziałam, co to znaczy "mieć wąsa jak elektryk" (to>
            znaczy zakładałam coś podobnego do "regału Kowalskiego", że jakiś znany pani MM>
            elektryk jest wąsaty), nie rozumiałam, gdzie są rodzice Kreski (...) dlaczego
            nagle znów się
            > objawił Ignacy Borejko, skoro mnie się wydawało, że umarł...

            :)))) ten elektryk jako ziomek MM bardzo mnie rozczulil :)
            Ja z kolei ponialam czesc aluzji historycznych, acz nie wszystkie. Nie lapalam
            piosenki o wronie (tez myslalam, ze to taka sobie jakas perelowska piosenka, tak
            jak o szczekajacych psach wczesniej:). Nie lapalam w ogole, o co chodzilo z tym
            ubieraniem sie na niebiesko czy fioletowo - myslalam, ze klasa Ewy przezywala
            oto bunt mlodzienczy i jaka ta szkola perelowska byla ponura, ze sie tym
            podniecali (sama co prawda nosilam fartuszki i myslalam, ze w czasach OwR pewnie
            jeszcze nie wprowadzili tego :D Dopieroz tutaj sie dowiedzialam, tak jak i to z
            ta czarna szopka, z ktorej wracal byl Maciek na poczatku OwR. Takich niuansow co
            prawda tez nie lapala moja mama, wiec trwalysmy w niewiedzy :) Nie rozumialam
            tez rozmowy Piotrka z Gaba, tez myslalam, ze Gaba przesadza z ta miloscia i
            jakis borejkowski new age proponuje, az do teraz wlasciwie :D

            Za to owszem, domyslilam sie sama, kim byla biala postac z rekami oraz jakiz to
            wasaty elektryk - zwlaszcza ze czytalam OwR juz w czasach, kiedy elektryk juz
            nam milosciwie panowal :)
            Domyslilam sie tez od razu, gdzie sa rodzice Kreski i Ignac, a takze dlaczego
            Kreska nie chce pisac ankiet i aluzje do przesluchiwania i przejsc Piotrka O.
            Tak jak w wieku 9 lat czytajac Mistrza i Malgorzate domyslalam sie bez trudu,
            gdzie wszyscy tak tajemniczo znikali (cos niecos juz wiedzialam o komunie i
            stalinizmie, acz o gulagach jeszcze nie..) Mniej wiecej tez kojarzylam, o co
            chodzilo dziadkowi w SK - gdzie sie to wszystko podziewa (znalam juz dowcipy o
            tym, dlaczego nic nie ma w sklepach i do jakiego bratniego kraju nasze zarcie
            jedzie w pociagach :)

            Dla mnie OwR to byla przede wszystkim bardzo smutna historia, wiedzialam
            dlaczego - bo byl ten stan wojenny, nieprawdaz. Odczuwalam depreche wylewajaca
            sie ze stroniczek, mimo pocieszajacej dzielnosci Gaby i Mili :) Takoz mowilam
            mojej mamie "prawda, ze to najsmutniejsza z ksiazek MM?" bo to byl rok okolo
            1993 i jeszcze MM nie nastukala tylu smetnych firan (a Pulpecji tez nie znalysmy).

            Dzieki tutejszemu forum dowiedzialam sie, co mi umklo, ale nie czuje niesmaku
            bynajmniej! Opowiesc stala sie dla mnie wrecz glebsza :)
            Tak samo czuje wdziecznosc do forum za wyjasnienie n.p. plucia do tuszu, akurat
            przy hojnosci Julii Cesia sie zakrztusza pysznym makaronikiem z wrazenia, wiec
            myslalam, ze analogicznie bedzie krztusic sie Juliowym tuszem :))))
            W guglu tego bym raczej nie znalazla, chyba zebym pracowicie wertowala wszelakie
            wikipedie czy encyklopedie PRL o tym, jak sie uzywalo makijazy i co sie spiewalo
            w tych dzikich czasach.

            Tombak zas nieodparcie mi sie bedzie zawsze kojarzyl z tabaka, bez wzgledu nawet
            na tlumaczenie Piotrka :D
            • staua Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 18:26
              OwR chyba bardzo sie rozni w roznych wydaniach. Musze kupic nowsze,
              niz mam (mam pierwsze, dosc sterane, a wiem, ze juz jest inne od
              tego, co szlo w "Plomyku"). Niektorych opisanych przez Was aluzji
              nie ma tam w ogole (jest was elektryka i biala postac; nie ma
              wzmianki o tym, ze Maciek wracal po obejrzeniu czarnej szopki - tak
              sadze, ale nie mam ksiazki ze soba, sprawdze za dwa tygodnie).
              A przyznaje, ze przejscia starszego Ogorzalki na poczatku zupelnie
              mi umknely, myslalam, ze jest po prostu apatycznym ponurakiem.
              • lezbobimbo Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 18:43
                staua napisała:
                nie ma> wzmianki o tym, ze Maciek wracal po obejrzeniu czarnej szopki

                Bo nie ma :P To bardzo zawoalowane. Poczatkowe zdanie o tym, ze Maciek w tym
                swidrujacym piszczalkami mrozie wracal z jakiegos przedstawienia czy szopki
                nawet, ale bez przymiotnikow :)

                > A przyznaje, ze przejscia starszego Ogorzalki na poczatku zupelnie
                > mi umknely, myslalam, ze jest po prostu apatycznym ponurakiem.

                Przy jego pierwszej prezentacji mamy o tym, ze Piotr popadl w klopoty, stracil
                prace i cos tam jeszcze, wiec rodzina doslala do niego Macka. Potem gdy Piotrek
                znajduje Geniusie na schodach, a ona nie chce mu za bardzo sie zwierzac, on po
                prostu bierze ja do domu bez dalszych pytan, gdyz "odczuwal zwlaszcza niechec do
                jakichkolwiek przesluchan".
                • staua Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 18:46
                  To bedzie pierwsza ksiazka, ktora przeczytam na wakacjach :-)
                  To o klopotach jako powodzie zamieszkania z Mackiem pamietam. O
                  przesluchaniach musze sobie przypomniec.
                • ananke666 Re: Co to jest tombak, do cholery? 28.07.09, 12:34
                  lezbobimbo napisała:

                  > staua napisała:
                  > nie ma> wzmianki o tym, ze Maciek wracal po obejrzeniu czarnej szopki
                  >
                  > Bo nie ma :P To bardzo zawoalowane. Poczatkowe zdanie o tym, ze Maciek w tym
                  > swidrujacym piszczalkami mrozie wracal z jakiegos przedstawienia czy szopki
                  > nawet, ale bez przymiotnikow :)

                  Jak to nie?
                  "Tym mniej więcej torem biegły myśli Maćka Ogorzałki, kiedy tak sobie stał po
                  kolana w zaspie, przed kościołem Dominikanów, w oczach wciąż jeszcze mając
                  obejrzaną przed chwilą Czarną Szopkę."
                  • lezbobimbo Re: Co to jest tombak, do cholery? 28.07.09, 15:07
                    ananke666 napisała:
                    > lezbobimbo napisała:
                    ale bez przymiotnikow :)

                    > Jak to nie?
                    > "Tym mniej więcej torem biegły myśli Maćka Ogorzałki, kiedy tak
                    sobie stał po
                    > kolana w zaspie, przed kościołem Dominikanów, w oczach wciąż
                    jeszcze mając
                    > obejrzaną przed chwilą Czarną Szopkę."

                    A wiec jednak wyraznie! - no tak, zamiast przymiotnikow i szopek
                    utkwily mi tylko w glowie te fujarki swidrujacego mrozu :D

                    • staua Re: Co to jest tombak, do cholery? 28.07.09, 15:14
                      Ooo, teraz i ja pamietam, dzieki za cytat, oczywiscie, ze jest.
          • andrzej585858 Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 20:07
            anutek115 napisała:
            >
            > Kotulo, piona!!! Mam identycznie! Dla mnie OwR to historia milosna nastolatki
            > była, nieszczęśliwie dziejąca się w nieszczególnych historycznych, acz malo dla
            > mnie istotnych, realiach. Nie łapałam żadnychaluzji do wron, postaci w bieli z
            > rozłozonymi rekami, nie wiedziałam, co to znaczy "mieć wąsa jak elektryk" (to
            > znaczy zakładałam coś podobnego do "regału Kowalskiego", że jakiś znany pani MM
            > elektryk jest wąsaty), nie rozumiałam, gdzie są rodzice Kreski i dlaczego ona z
            > nimi nie może mieszkać, później nie mogłam pojąc, dlaczego nagle znów się
            > objawił Ignacy Borejko, skoro mnie się wydawało, że umarł...
            >
            > Na swoje usprawiedliwienie nie mam nic kompletnie ;-)

            Ależ poczułem się stary :-))) Z drugiej zas strony dobrze że jest już dorosłe
            jakby nie patrzeć pokolenie dla którego tego typu aluzje są mało czytelne - a ja
            jeszcze Gomułkę nawet pamiętam niestety :-)))

            Fajnie że poruszyliście taki temat - bo jest to świadectwo zmiany która mocno
            już przeorała społeczeństwo , jeszcze trochę i mam nadzieję że to wszystko
            odejdzie naprawdę do lamusa historii i zostanie tylko w miarę miła powieść dla
            mlodzieży i kompletnie nieistotny będzie elektryk z wąsami.


            • kkokos Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 22:10
              > Ależ poczułem się stary :-)))

              ja też :) i pamiętam ten dreszcz emocji przy pierwszym czytaniu, bo przecież
              wtedy wszystko się czytało z nastawieniem "może coś będzie między wierszami",
              oglądało się ostatni dziennik telewizyjny po 23, bo fama głosiła, że w tym
              ostatnim więcej mówią niż w głównym, i tu nagle obuchem w łeb, tak bardzo
              wprost, te wąsy jak elektryk to przecież żadna gierka z cenzurą. pamiętam
              zdziwienie, ze w ogóle wyszła książka dla młodzieży o stanie wojennym, że to
              puścili.
          • nioszka Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 21:10
            Ja dokładnie tak samo odbierałam OwR, jako kolejną miłosną historię.
            I też nie mam nic na usprawiedliwienie, gdyż jestem rocznik 1976 i czytając pierwszy i potem kolejny raz OwR miałam już kilkanaście lat i coś tam wiedzieć powinnam. Ale miałam podobne odczucia jak Anutek, a wątek "Grypsy z epoki" zdecydowanie popsuł to pierwsze wrażenie :)
      • doratos Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 15:29
        Mamo_kotulo ja też od lat krzyżówki rozwiązuję,i tak jestem trochę
        głupio-mądra bo znam znaczenia słów zupełnie mi w życiu nieprzydatne

        Przyznam się że nie pojmuję nadal łacińskich cytatów,mimo że wiele
        razy je wygłaszał i były tłumaczone.

        Przy czytaniu takich serii jak Jeżycjada wiele słów kiedyś
        nieznanych utrwla się człowiekowi jakby mimochodem.
        W tym właśnie zawiera się sens oczytania,nawet człowiek słabo
        wykształcony liźnie przy okazji trochę wiedzy,czasem się to przydaje.

        Ja nie wstydziłam się pytać co znaczy to lub tamto słowo,pytałam się
        kogo się dało,nauczycielek,rodziców,koleżanek czy dziadków.
        Zwłaszcza dziadkowie mieli sporo wiedzy na temat czasów powojennych
        i peerelowskich.
        Teraz gdy młode lata są za mną skromnie powiem że mało jest rzeczy
        których nie rozumiem,a jeśli nawet,to się nie przyznaję tylko ,,rżnę
        lub palę głupa"i potem po cichu staram się dowiedzieć!
        • mama_kotula Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 15:37
          CytatPrzyznam się że nie pojmuję nadal łacińskich cytatów,mimo że wiele razy je wygłaszał i były tłumaczone.

          Ja jako laureatka olimpiady języka łacińskiego i kultury antycznej, siłą rzeczy muszę znać i znam :D:D
          • lezbobimbo Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 18:32
            Jam niestety nie uczyla sie nigdy laciny, tylko po lebkach niektore cycaty z
            innych literatur, czy z brykow Filipinki :) albo takie potoczne w uzyciu polskim
            (a to nihil novi, a to tertium non datur, cave canem, errare humanum itp.) wiec
            dopoki MM nie zaczela tlumaczyc, nie rozumialam za duzo :)
            Aczkolczyk, jak czytam dialog lacinniczek w Pulpecji to nadal mnie wkurza to, ze
            musze co zdanie patrzec na przypisy.. no prymityw ze mnie wiem..
    • dakota77 Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 15:31
      Nie przypominam sobie, zeby w Jezycjadzie pojawialy sie nieznane mi slowa czy
      pojecia. We wlasnym jezyku raczej mi sie to nie zdarzal, o ile nie mowimy o
      specjalistycznym slownictwie branzowym;-). Nie wszystkie cytaty lacinskie
      rozumialam, ale niespecjalnie mnie to martwilo.
      • staua Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 16:28
        To moze objasnisz, czym sa kanoldy?
        • jottka Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 16:52
          miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,2323795.html
          gugiel mówi jeszcze o bloczkach betonowych i różnych cusiach, no ale gazeta
          poznańska powinna wiedzieć najlepiej:) z tym, że ja nie pamiętam, w jakim
          kontekście to słowo pada w powieści
          • staua Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 16:55
            W powiesci to musi byc element budowlany, bo babcia Marta mowi o nich,
            gdy opowiada z duma o tym, jak pan Jankowiak budowal przybudowke
            sypialniana.
            Tzn. mozna sie domyslic, ze to element budowlany, ale co dokladnie? Z
            artykuliku to nie wynika. Zagadka zatem pozostaje niewyjasniona...
          • yowah76 Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 19:16
            Ja kanoldy jako cukierki kojarzylam z Galczynskiego;)
        • brykanty Kanoldy 27.07.09, 16:54
          Górnoślonskie Forum Dyskusyjne: Bombony należom do szeroko pojmowanyj rodziny maszketów. Same zaś bombony to som roztomajte. Przikładowo kanoldy to taki mlyczne bombony takie jak dzisioj Werther's Original. Nazwa sie wziynła ode nazwiska chopa Henryka Kanolda co je przed wojnom produkowoł we Wiylkopolsce i sie stały fest popularne tyż na Ślonsku.
          Do bombonów możno zaliczyć przikładowo amoloki, czyli tzw. mientusy abo zapomniane już kopalnioki.
          A w pierony tych maszketów je o czym sie przekonomy w świynta na pewno...

          A tutaj szczegóły skąd nazwa:
          miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,2323795.html
          • staua Re: Kanoldy 27.07.09, 16:57
            No, ale wlasnie, jak juz pisalam wyzej, w "Dziecku Piatku" absolutnie
            nie moga to byc cukierki - to zupelnie nie mialoby sensu.
            • jottka Re: Kanoldy 27.07.09, 16:59
              to w takim razie z badań w guglu wynika, że to bloczki betonowe używane do
              budowy fundamentów, zerknij sobie w sieć, bo tego w ogłoszeniach budowlanych
              cala masa:)
              • jottka Re: Kanoldy 27.07.09, 17:01
                www.allegro.pl/item686977427_m6_bloczek_betonowy_fundamentowy_kanold_poznan.html
                tu masz tajemniczy element:)
                • staua Re: Kanoldy 27.07.09, 17:08
                  Dzieki! Nareszcie - jakos nigdy tego nie guglowalam.

                  Swoja droga, malo jest w Jezycjadzie typowo poznanskich okreslen,
                  np. ramiaczka pojawiaja sie, naramki - nie. Ani laczki, ani gzik (a
                  przeciez twarozkow Borejkowie jadaja mnostwo). Na tym chyba konczy
                  sie moja znajomosc poznanskiego...
                  Ktos drugoplanowy, z ludu, mogl chociaz ubarwic swe wypowiedzi w ten
                  sposob. Bo Borejkowie, to wiadomo, ze literacka polszczyzna i co
                  najwyzej litewskie zaspiewy.
                • lezbobimbo Re: Kanoldy 27.07.09, 18:36
                  No to byc pustak budowlany, panocku..
                  Kanold to (szwedzkiego pochodzenia) nazwisko tego, co w miedzy innymi w Poznaniu
                  slodycze produkowal, moze potem ktos z tej rodziny tez przerzucil sie na betony
                  i budowle.
                  W Posen to rzeczywiscie pierwsze co, to kanoldy sie z karmelkami kojarzom :)
                • yowah76 Re: Kanoldy 27.07.09, 19:17
                  Znaczy sie to taki pustak jest?
            • brykanty Re: Kanoldy 27.07.09, 17:21
              uups... Nie doczytałam, a dziewczyny w czasie pisania postu wszystko znalazły.
              • brykanty Re: Kanoldy 27.07.09, 17:24
                Pewnie dlatego, że lubię wertersy, a siedzę głodna przy kompie, to zwróciłam uwagę na wyjaśnienie o łakociach :(
                • staua Re: Kanoldy 27.07.09, 17:25
                  Nie przejmuj sie, to tez poszerzylo moja wiedze - slowo "kanoldy"
                  przedtem bylo dla mnie pustym dzwiekiem, teraz (niezaleznie od
                  kontekstu u MM) ma znaczenie :-) Zatem dziekuje.
                • jottka Re: Kanoldy 27.07.09, 17:27
                  ale szkoda, że one znikły (znaczy zniszczono fabrykę) - dobra lokalne i
                  regionalne dobrem najwyższym:) może jednak ktoś je wskrzesi, rodacy słodycze
                  lubią. choć swoją drogą to zabawne, że mm zamiast o wielkopolskich cukierkach
                  pisze o elemencie betonowym.

                  • anchema Re: Kanoldy 27.07.09, 17:41
                    u mnie w domu kanold to tradycyjne ciasto na wigilię :)
    • lezbobimbo Re: Co to jest tombak, do cholery? 27.07.09, 17:33
      Swietny temat, Nioszko :)
      Patrzcie ile mozna z tej Jezycjady nawet po latach wycisnac do opowiadania :)
    • kkokos sen nocy letniej 27.07.09, 19:39
      choć znałam go kiedyś niemal na pamięć, a w drugiej klasie liceum wystawialiśmy
      (tytanią żem była:), to nijakich skojarzeń z NiN nie miałam. dopiero wyczytać
      gdzieś musiałam, heh, no i głupio mi się zrobiło.
      nie tylko sentencje łącińskie, ale też niektóre nazwiska ich twórców skwapliwie
      dopowiadane przez milę były mi (i czy aby nie pozostały?) nieznane.
      o feynmana wykładach z fizyki w życiu nie słyszałam poza SzK - oczywiście,
      sprawdziłam już, kto to był itd., ale jako żywo nigdy w moim otoczeniu nikt do
      dziś tego nazwiska nie wspomniał, a i na discovery i podobnych kanałach się o
      ucho nie obiło. trochę tak jakby facet naprawdę był wymyślony przez MM :)
      i mickiewicz w śmiełowie też tak jakby nowością dla mnie był, nieprawdaż.

      za to w garibaldkę rżnęłyśmy z moją przyjaciółką w podstawówce regularnie po
      szkole przy herbatce, na okrągłym kuchennym stole z ceratą w biało-czerwoną kratkę.

      • mama_kotula No niedoczekanie :D 27.07.09, 19:42
        Jak to o Feynmanie słyszeć nie można... *kręci głową z niedowierzaniem*.

        Swoją drogą wykłady bardzo polecam, nawet tym, którym na fizykę umysł się zamyka
        ;). Najlepiej w oryginale.
        • kkokos Re: No niedoczekanie :D 27.07.09, 22:10
          > Swoją drogą wykłady bardzo polecam, nawet tym, którym na fizykę umysł się zamyk
          > a
          > ;). Najlepiej w oryginale.


          niedoczekanie. tak, to dobre słowo :) :)
          • hania_jk Re: No niedoczekanie :D 27.07.09, 22:41
            Ja do dziś nie wiem, co to znaczy, że Józefina z dziećmi w BB zajmowała "półtora" pokoju z kuchnią i łazienką. Chyba nawet był cały topic temu poświęcony ale żadne wyjaśnienie mnie nie przekonało :P Pamiętam, że nie wiedziałam też, co to jest witriol. Teraz wiem, ale dalej nie bardzo rozumiem, czemu to Hajduk akurat tym proponował Cesi brodacza oblewać :))
            • nikadaw1 Re: No niedoczekanie :D 27.07.09, 22:45
              ja nie wiedziałam co to znaczy palić nargile. i jaki to staniol wala się po
              dywanie.

              do dziś nie rozumiem tego oblewania witriolem. znaczy on dosłownie proponował
              oblanie czymś, czy to przenośnia/ związek frazeologiczny jest?
              • ding_yun Re: No niedoczekanie :D 27.07.09, 23:42
                Ja kompletnie nie rozumiałam większości muzycznych odniesień u MM. te nazwy
                koncertów nadawanych w radiowej dwójce nic mi na ogół nie mówiły.
              • brykanty Re: No niedoczekanie :D 28.07.09, 12:00
                Kiedyś służące, chcąc się otruć, wypijały esencję octową, a zazdrośnicy oblewali konkurentów witriolem - np. w wiki o projekcie powieści Zoli "W matni":

                Długo wahał się również nad finałem utworu: początkowo planował scenę oblania Lantiera i Wirginii witriolem przez zranioną w swoich uczuciach Gerwazynę, a następnie śmierć samej głównej bohaterki, zabitej w podejrzanych okolicznościach na ulicy. Ostatecznie jednak uznał takie rozwiązanie akcji za przesadnie dramatyczne i od początku stworzył nowe, bardziej realistyczne.

                Wygląda to na motyw znany z typowych, dziewiętnastowiecznych powieścideł sensacyjnych.
                A propozycja oblania witriolem to pewnie automatyczne skojarzenie, figura stylistyczna - chodziło o działanie, które, jak wiadomo z literatury, w takich wypadkach się stosuje.
                • mmoni Re: No niedoczekanie :D 28.07.09, 13:04
                  brykanty napisałąWygląda to na motyw znany z typowych,
                  dziewiętnastowiecznych powieścideł sensacyjnych. A propozycja oblania witriolem
                  to pewnie automatyczne skojarzenie, figura stylistyczna - chodziło o działanie,
                  które, jak wiadomo z literatury, w takich wypadkach się stosuje.


                  Tak też się kończy Granica Nałkowskiej - oblaniem uwodziciela zajzajerem.
                  Swoją drogą, ciekawa jest ta łatwość dostępu do stężonych kwasów.
                  • andrzej585858 Re: No niedoczekanie :D 28.07.09, 13:36
                    mmoni napisała:

                    >
                    > Tak też się kończy Granica Nałkowskiej - oblaniem uwodziciela zajzajerem
                    > .
                    > Swoją drogą, ciekawa jest ta łatwość dostępu do stężonych kwasów.

                    A to wcale niekoniecznie kwas musi oznaczać - potocznie też zajzajerem określa
                    się mocny bimber - taki niezbyt czysty, owsem mozna się nim zatruć ale tylko
                    przy zastosowaniu wewnętrznym - choć wtedy to najczęsciej zakaska szkodzi a nie
                    alkohol :-))
                    Tak więc oblanie zajzajerem wcale nie musi być bardzo niemile.
                    • ananke666 Re: No niedoczekanie :D 28.07.09, 14:47
                      Ale tu określenie "zajzajer" padło niejako zastępczo, w książce zdecydowanie
                      chodziło o kwas. Wredny Ziembiewicz oślepł.
                      • lezbobimbo Re: No niedoczekanie :D 28.07.09, 15:15
                        Z zajzajerem to jak z wichajstrem - spolszczona fonetyka
                        niemieckiego wyrazu - Salzsaure czyli kwachu solnego - aua.

                        Witriol zas to oleistej konsystencji roztwor kwachu siarkowego,
                        jeszcze wieksze auauuuu.
                        • ananke666 Re: No niedoczekanie :D 28.07.09, 19:57
                          > Z zajzajerem to jak z wichajstrem - spolszczona fonetyka
                          > niemieckiego wyrazu - Salzsaure czyli kwachu solnego

                          Wiadomo, ale Polacy mianem zajzajeru zaczęli określać multum płynów - ostre,
                          piekące, żrące, stężone, śmierdzące itd. Pijalne i niepijalne.
                  • kit.kat Re: No niedoczekanie :D 31.07.09, 22:25
                    No pięknie, człowiek w wakacje chce przerobić na zapas przyszłoroczne lektury szkolne, a tu mu w niewinnym musierowiczowskim wątku spoilerują zakończenia! Dla mnie koniec z podczytywaniem forum w te wakacje, za bardzo grzeszycie tu wszyscy erudycją ;)
            • ewaty Re: No niedoczekanie :D 30.07.09, 17:48
              A ja wiedziałam co to jest witriol tylko dzięki historii rodzinnej: otóż prababcia musiała wychodzić potajemnie za pradziadka, to aktu tego doszło o 7 rano, gdy dwa powozy podjechały tajemniczo pod kościół, a potem sie dyskretnie rozjechały. Powodem była niejaka Margerita, która zapowiedziała, że konkurentce (czyli prababci) oczy witriolem wypali.Oj pradziadek rozrywkowy musiał być:)
    • turzyca Re: Co to jest tombak, do cholery? 28.07.09, 21:24
      nioszka napisała:

      > A jeśli nie znacie co z tym robicie? :D W tej chwili chyba najszybciej, co nie
      > znaczy że najbardziej kompetentnie, jest sobie wyguglać, w powszechnym bowiem m
      > niemaniu w internecie jest wszystko.
      > No ale kiedyś tak przecież nie było.


      Ale byl Kopalinski i w zasadzie w "slowniku wyrazow obcych i zwrotow
      obcojezycznych" bylo wszystko.
      No oprocz analizy aluzji politycznych w OWR. ;)
    • mmaupa Re: Co to jest tombak, do cholery? 30.07.09, 11:54
      Dla mnie tajemnicę stanowiły:
      Buchty drożdżowe (rozumiałąm, że ciastka, ale jakie?)
      Stójka i riuszka
      Witriol

      Co do cytatów łacińskich, Borejkowie mi je doszczętnie obrzydzili - na ogół po
      prostu je opuszczałam. Moja łacina opiera się na Asteriksie, tam jest podana w
      przystępniejszej i dowcipniejszej formie.
      • staua Re: Co to jest tombak, do cholery? 30.07.09, 16:35
        Tak, buchty tez pierwszy raz napotkalam w "Idzie" (odcinki w Swiecie
        Mlodych z kolei).
    • ewaty Re: Co to jest tombak, do cholery? 30.07.09, 17:50
      Jeden z moich dalekich znajomych ponoć próbował handlu "złotymi" łańcuszkami
      sprowadzanymi, bodajże, z Indii. Jego nęcenie handlowe brzmiało: "tombak, ależ
      jaki tombak?! Toż to autentyczna imitacja złota!".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka