the_dzidka
30.07.09, 14:09
Ostatnio byłam na spotkaniu Chmielewszczyków, na którym jedna z
koleżanek spytała, czy byłam kiedykolwiek na jakimś spotkaniu z MM.
Otóz, opowiedziała, że podczas jakiegoś pobytu wakacyjnego zobaczyła
w bibliotece informację o spotkaniu z panią Musierowicz. Zaczęła o
tym rozmawiac z bibliotekarką, a ta... jęła się skarżyć. Że z MM
szalenie ciężko się współpracuje. Że zawsze wszystko musi być "tak
jak ona chce". I, na koniec, co mnie mimo wszystko zaskoczyło - że
jest to osoba "bardzo zarozumiała i nieprzyjemna".
Zdaję sobie sprawę, że być może inna organizatorka w innym mieście
powiedziałaby "ta nasza kochana pani Małgosia". A jednak... Coś w
tym jest chyba? czy sami nie dochodzimy czasami do podobnych
wniosków?...