geodeta_31
15.09.07, 20:29
... w długościach terapii na naszym kontynencie i w Stanach? W
związku z faktem, iż na Biotraksonie dzieje się u mnie, oj dzieje,
zacząłem czytać o leczeniu ludzi w Stanach. Interesowały mnie
oczywiście przypadki oporne i baaardzo późne stadia boreliozy. Jest
tam sporo takich osób, które na lekach doustnych po roku i dłużej
nie miały żadnej poprawy a na dożylnych poprawa była ale... po
minimum 6 miesiącach!!! Tak więc doczytałem przypadków, gdzie
człowiek brał Rocephin 9 miesięcy a poprawa zaczęła następować po 6
miesiącu leczenia dożylnego; kobieta wstępnie leczona doustnie przez
rok przeszła na dożyle leki - przez rok brak poprawy. Brała Rocephin
w sumie przez 2 lata. Ostatecznie wszystkie objawy minęły. Obecnie
jest bez antybiotyków i normalnie funkcjonuje. Takich przypadków
jest więcej. Stąd rodzi sie moje pytanie a właściwie kilka moich
pytań i może ktoś zna na nie odpowiedź:
* z czego wynika różnica w tych terapiach?
* dlaczego skoro Rocephin, Biotrakson, Ceftriakson są najlepszymi
lekami bo docierają właściwie w każdy zakątek naszego ciała, brać te
wszystkie kombinacje leków doustnych? Rozumiem oczywiście różne
kombinacje na różne formy bakterii ale dlaczego nie podajemy
dożylnych w trakcie leczenia non stop?
* pomijając lanie wody o kamieniach w woreczku żółciowym, jakie sa
inne przeciwskazania do tak długiej terapii lekami iv? Bo przecież
czy w paszczu czy w ruku i tak wszystko ląduje w wątrobu???
* dlaczego poprawa następuje tak późno, że człowiek jest już na
skraju wytrzymałości (jednak jak widać w powyzszych przypadkach
czasem warto poczekać)?
* no to jeszcze raz mądrzejszych zapytam bo może już gdzieś
odpowiedzieli, dlaczego najpierw powinno się leczyć koinfekcje i z
czego to założenie wynika? Pytam bo jeśli się zdecyduję na rok
dawania w żyłę to chciałbym wiedzieć, że skutek zamierzony osiągnę...
Z góry dziękuję za sugestie i odpowiedzi.
Geo