Dodaj do ulubionych

Fundacja Ali Rękawek

IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 23.07.03, 09:01
To jest jeden z tych pomysłów, które przywracają wiarę w człowieczeństwo
ludzi, na przekór smutkowi, łzom i osobistej tragedii.

zs.eo.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=2022&news_id=18015
Obserwuj wątek
    • Gość: Westwind Re: Fundacja Ali Rękawek IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 23.07.03, 09:22
      Link nie chce działać, nie wiem dlaczego.

      Bilet do nieba

      Fundacja Ali Rękawek "Dajmy sobie szansę" od jedenastu lat pomaga chorym na no-
      wotwory krwi. Daje im szansę na drugie życie, wiarę w to, że cierpienie ma
      sens. Taka była wola Ali, jej duchowy testament.

      Na ostatnim zdjęciu wygląda jak nastolatka - króciutkie, kręcone włosy, które
      po chemii odrosły delikatniejsze niż przedtem. Roześmiene, ciepłe oczy i ten
      rozbrajający uśmiech, który pojawia się na każdej fotografii, wykonanej w trak-
      cie leczenia. "Daruj mi Panie jeszcze parę chwil" - napisała w pamiętniku kilka
      tygodni przed śmiercią. "Tak kocham życie, ale Ty, Panie, wiesz najlepiej, co
      jest najważniejsze dla mnie...". Odeszła w maju przed dziesięciu laty. Miała 25
      lat. Plany na przyszłość. Marzenia o własnej rodzinie..."Pamiętam ją do dziś:
      ciemna blondynka o pięknej twarzy, na której taił się, jak uśpione dziecko, po-
      kój głęboki. Oczy niebieskoszarozielone. Niosła w sobie ciszę rodzinnego domu i
      czystego sumienia, prostą życzliwość dla ludzi i wiarę, co daje przeczucie obec-
      ności Boga" - wspomina w świeżo wydanej książce "Zaufaj życiu" ks. Józef Szaj-
      da, duszpasterz akademicki, prowadzący katechezy na Akademii Podlaskiej. Ala
      Rękawek była jego wierną słuchaczką.- Cały mój personel wspomina Alę do dzi-
      siaj - pan Alicja Sołtysiak tamuje wzruszenie po drugiej stronie słuchawki. -
      To była bardzo mądra, przesympatyczna osoba, która każdego dnia uczyła nas god-
      ności. Godności życia i umierania - siostra oddziałowa z Instytutu Hematologii
      na Chocimskiej w Warszawie chowa pamięć o nieobecnych głęboko w sercu. Codzien-
      nie odchodzą następni, gasną pod jej ciepłymi dłońmi młode, chłonne życia,
      oczy. Alę zapamiętała szczególnie. Nieuleczalnie chora dziewczyna przepraszała
      lekarzy za to, że nie są w stanie jej pomóc. "Jestem jednak na swój sposób
      szczęśliwa. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tej ilości energii, która we mnie
      drzemała. (...) Teraz rozumiem i dorosłam do tego, że każda minuta dana człowie-
      kowi może dać tyle radości, tyle szczęścia, jeśli życie nam umyka" - napisała w
      pamiętniku tuż przed śmiercią."Kocham doktora Apela" - napis tej treści na bluz-
      ce Ali wymalowała jej mama. Koleżankom z tej samej sali też. Na gałązkach za-
      miast kwiatów wyrastają czerwone serduszka. Hani i Agnieszki, tak jak i Ali,
      nie ma już wśród nas. Ostatnie wspólne zdjęcie. Trzy piękne roześmiane twarze.
      Białe chusteczki na głowach. Kto by pomyślał, że cieszą się przez łzy. Ostatnią
      wspólną chwilą. Okruchami życia, które umykało z każdą godziną..."Odeszły moje
      dwie szpitalne przyjaciółki: Hania i Agnieszka - w jeden dzień. Serce mi pęka z
      bólu. Wszelkie pytania - dlaczego? - nie mają sensu. Muszę ciągle coś akcep-
      tować, rozumieć. Ciągle muszę być mocna, a czasami po prostu chciałoby się wyć
      z rozpaczy" - czarny atrament po dziesięciu latach jest wciąż żywy. Doktor Apel
      nie pracuje już w Instytucie Hematologii na Chocimskiej w Warszawie. Jego naz-
      wisko pojawia się wielokrotnie we wspomnieniach Ali.- Była niezwykle dzielna -
      mówi po latach opiekun pacjentki. - Ponad wiek dojrzała. Niejeden siedemdziesię-
      ciolatek nie byłby w stanie tak przygotować się do śmierci jak to dziecko. Bar-
      dzo często, jako oddział, korzystaliśmy z pomocy Fundacji, już po śmierci Ali
      Rękawek. Między innymi to na jej życzenie Fundacja wyposażyła nasz oddział w
      specjalistyczne łóżka, które służą chorym do dzisiaj. Pracowałem w Insytucie 25
      lat - przyznaje doktor Apel. - To było za dużo. W pewnym momencie człowiek
      pęka. Ja też.

      Pomóżcie innym

      Po roku intensywnego leczenia Ala została poddana przeszczepowi szpiku w Kli-
      nice Hematologii i Transplantologii Szpiku w Katowicach. W trakcie krótkiej
      przepustki tuż przed zabiegiem przyjechała do Siedlec, by obronić pracę magis-
      terską na wydziale chemii Akademii Podlaskiej. Dedykowała ją najukochańszemu
      bratu, Grzegorzowi, oraz "wszystkim przyjaciołom, którzy byli, są i będą". -
      Pamiętam ten dzień - wspomina dr Andrzej Daniluk, zasiadający wówczas w komisji
      egzaminacyjnej. - Była bardzo dzielną i mądrą dziewczyną. Mimo tak ciężkiej
      choroby, potrafiła dawać nadzieję innym. Pamiętam jasność i siłę, które z niej
      emanowały. Byliśmy godni podziwu, że tak dobrze poradziła sobie z magisterium.

      - W 1992 roku powstała Fundacja Ali Rękawek "Dajmy sobie szansę" - opowiada ma-
      ma Ali, Barbara Rękawek. - Przez rok gromadziliśmy pieniądze na ratowanie Ali.
      Pomagało na bardzo wiele osób. Do dzisiaj są naszymi przyjaciółmi. Po śmierci
      Ali te pieniądze, których nie zdążyliśmy wykorzystać, zgodnie z jej wolą zos-
      tały przeznaczone na ratowanie innych, dotkniętych białaczką młodych ludzi.
      Z tych funduszy kupiono też dwa specjalistyczne łóżka do Instytutu Hematologii.
      Na każdym z nich widnieje tabliczka z napisem "Dar Fundacji Ali Rękawek".Radzie
      Fundacji od lat przewodniczy Leszek Borkowski, przyjaciel rodziny. - Znałem Alę
      i jej rodzinę. Jej choroba wyzwoliła tyle pokładu dobroci w innych ludziach, że
      nie sposób jest zaniechać takiej inicjatywy. Osoba pani Basi jest nieoceniona
      nie tylko w kontekście wiedzy medycznej, ale przede wszystkim pomocy psycholo-
      gicznej każdemu z podopiecznych.

      Z pomocy Fundacji skorzystało do tej pory kilkadziesiąt osób. - Sfinansowaliśmy
      operację w Hamburgu licealistki z Siedlec, u której wykryto mięsaka złośliwego
      kości. Co roku wspomagamy obozy rehablitacyjne w Łebie dla dzieci z chorobą
      nowotworową. Finansujemy leczenie naszych podopiecznych w Insytutcie Hemato-
      logii. Dzięki Fundacji kilkanaście osób przeszło przeczep szpiku - informuje
      Barbara Rękawek. - Niestety, kilku naszych podopiecznych już odeszło. Fundacja
      imienia Ali Rękawek została uhonorowana prestiżową nagrodą Stowarzyszenia
      Pacjentów Po Transplantacji Szpiku oraz zdobyła tytuł "Przyjaciela Transplan-
      tacji Szpiku, Honorowego Członka Stowarzyszenia Pacjentów po Transplantacji
      Szpiku". Fundacja jest jedyną tego typu instytucją w Polsce, która społecznie
      pomaga chorym na nowotwory krwi. Nie prowadzi działalności gospodarczej. Środki
      uzyskuje z darowizn od osób prywatnych i firm. Każdy z jej członków pracuje za
      darmo.

      Mieszkanie państwa Rękawków to także swego rodzaju punkt informacyjny. Nie ma
      tygodnia, żeby ktoś nie zadzwonił, pytając o konkretną pomoc. Pani Basia kieru-
      je też do innych fundacji, które pomagają w chorobach innych niż białaczka.
      Potrafi ukoić ból zrozpaczonej matki, która nie umie wybaczyć światu odejścia
      córki. Umie wyciszyć pełnego obaw chłopaka, który po przeszczepie chce wrócić
      do normalnego życia. Mieć żonę, dzieci... a boi się, że to tylko marzenia.-
      Swoją siłę czerpię z cierpienia i doświadczenia, którym mnie obdarzył los. Ala
      była i będzie do końca dni naszych najlepszym Darem Niebios. Jej siła, jej uś-
      miech i dobroć, które z niej emanowały, pozwalały nam wierzyć, że wszystko, co
      przeżywaliśmy razem z Nią, było planem Bożym, który przyjmujemy z pokorą -
      wyznaje pani Basia.

      - Nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby nie Fundacja - mówi pan Wojciech
      Woźnica, od lat leczony na przewleką białaczkę. - Zachorowałem w 1994 roku. Na
      początku był strach, żeby przeżyć kolejny dzień. Choroba nauczyła mnie cieszyć
      się każdą chwilą. Doceniać to, co się ma. Stałem się bardzej otwarty na ludzi,
      na ich problemy. Z Fundacją Ali Rękawek zetknąłem się w 1995 roku. Nie znajduję
      słów wdzięczności dla pani Basi. Gdyby nie pomoc Fundacji i osobiste zaangażo-
      wanie mamy Ali, nie wiem, co by ze mną było. Każda z nią rozmowa daje mi siłę,
      żeby przeżyć kolejny dzień, nadzieję, że wszystko się ułoży. I tak jest z każ-
      dym pacjentem. Mimo, że sama nie ma zdrowia, daje otuchę innym chorym. Codzien-
      nie się z nimi kontaktuje, kiedy są w szpitalu na chemii. Śledzi ich losy. Od-
      wiedza w domach. Jest jak matka - panu Wojciechowi mięknie głos. - Moja córka
      powiedziała o niej "to Diana siedleckich serc". I to oddaje sens jej istnienia.
      • muchawka Re: Fundacja Ali Rękawek 24.07.03, 13:21
        Zawsze się zastanawiam, gdy czytam takie informacje, jak to jest, że mimo
        wszystko są ludzie, którym się chce coś robić dla innych.
        Przecież dziś liczy się dla większości tylko biznes i własny interes.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka