Dodaj do ulubionych

REAL MADRYT

IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl / 10.2.25.* 04.05.03, 11:55
Otóż jako jeden z redaktorów strony internetowej www.realmadryt.com zostałem
poproszony o napisanie historii tego wspaniałego klubu. Zabrałem się do
roboty i efekty tego widzićie poniżej... Zanim ta historia ukaże się na
stronie daję Wam ją do przeczytania. Każdy kto ją przeczyta dowie się
wszystkiego czego każdy prawdziwy kibic powinien wiedzieć o "królewskich".
Zapraszam do lektury!

NAJPIERW BYŁ Madrid Football Club

6 marca 1902 roku kataloński handlowiec Juan Padros Rubio spotkał się na
kolacji z kilkoma swymi kolegami i postanowili dołączyć do nowej mody, która
zapanowała w Hiszpanii. Po kilku kwadransach i kilku dzbankach sangrii
powołali do życia Madrid Football Club. Panowie nie mogli dojść do
porozumienia, w jakich strojach będą grać ich piłkarze, zdecydowali się, więc
na "bezbarwne", czyli białe. Trzy dni później Madrid FBC rozegrał pierwszy
mecz, 22 marca pierwszym historycznym trenerem został Anglik Arthur Johnson,
w kwietniu klub oficjalnie zarejestrował cywilny gubernator Madrytu, a już w
maju piłkarze zdobyli pierwsze trofeum - Copa de la Gran Pena. W 1904 roku
nastąpiła fuzja z trzema klubami - Moderno, Moncloa i Amicale (złożonym z
francuskich emigrantów). Madrid FBC już liczył się w świecie, bonowy prezes,
Carlos Prados został jednym z założycieli FIFA. W 1908 roku miał już na
koncie cztery triumfy w Pucharze Hiszpanii i król Alfons XIII pozwolił
zachować to trofeum na własność. 29 czerwca 1920 roku łaskawy monarcha
specjalnym edyktem pozwolił klubowi na używanie nazwy "Real", co
znaczy "królewski" stąd taki dzisiaj ich przydomek. I tak narodził się,
świetnie znany ludziom na całym świecie, Real Madryt.

REAL - KRÓL LIGI

W wielkiej hali muzeum Merengues poświęconej ligowym triumfom, na wielkim
zdjęciu czai się do skoku Ricardo Zamora, legendarny dobrze Wam znany
bramkarz. Grał w barcelońskich klubach i jego właśnie brakowało Realowi, gdy
nie był w stanie zwyciężyć w pierwszych trzech sezonach ligowych. 30 kwietnia
1931 roku jednak wreszcie podpisał kontrakt z królewskim klubem. Był to
pierwszy z najsłynniejszych transferów, z których Real doskonale znany jest
Wam do tej pory. I z nim w składzie w następnym sezonie Real zdobył
mistrzostwo, nie przegrywając nawet żadnego meczu!

W następnych latach klub z Madrytu zaczął zarabiać na miano "króla
transferów". W 1953 roku "wykiwał" (po osobistej interwencji dyktatora,
generała Francisco Franco) w licytacji Barcelonę i ściągnął Argentyńczyka
Alfredo Di Stefano, przez lata najlepszego piłkarza świata. Potem przyszli
jego rodacy Jose Rial i Roque Olsen. Potem, co roku dołączali następni -
Raymond Kopa "Kopaczewski", Jose Santamaria, Rogelio Dominguez i Ferenc
Puskas. Z taki piłkarzami nie mogły już wystarczyć krajowe triumfy czy nawet
te w "raczkujących" dopiero rozgrywkach międzynarodowych - "małych" klubowych
mistrzostwach świata czy Pucharze Łacińskim, w których brały udział drużyny z
Hiszpanii, Portugalii, Francji i Włoch. Wielkiemu prezesowi Santiago Bernabeu
marzyły się wielkie triumfy, na wielką skalę.

REAL - KRÓL PUCHARÓW

W następnej sali muzeum widzimy tego efekty. Jest w niej zgromadzona
kolekcja, jakiej nie ma żaden klub na świecie i jakiej żaden przez wiele,
wiele lat nie będzie miał, bo przecież nasz ukochany Real ani trochę nie
zamierza zwalniać tempa. I dobrze. W muzeum tym błyszczy osiem Pucharów
Europy. Ale na samym środku, tam gdzie widnieje - jak zresztą w każdym
pomieszczeniu - wielkim klubowy herb, powinien stać złoty posąg Gabriela
Hanota, francuskiego dziennikarza, który wymyślił rozgrywki klubowych
mistrzów lig europejskich. Bez jego idei nie byłoby okazji dla Realu do
pobicia świata i zawojować serca kibiców na wszystkich kontynentach. Szansa
została wykorzystana perfekcyjnie. O tym przekonują pamiątki zgromadzone w
tej sali, a wokół nich fotografie zdobywców. Cóż to byli za piłkarze, cóż to
były za mecze... Pierwszego pucharowego gola strzelił 8 września 1955 roku
przyszły kapitan królewskich Miguel Munoz, a później było ich setki... W
pierwszym finale, tym z 1956 roku, piłkarze Stade Reims już po 10 minutach
prowadzili 2:0, potem 3:2, ale mecz jednak wygrał Real 4:3. Ciekawostkom jest
fakt, że w tym finałowym spotkaniu słynny Raymond Kopa grał jeszcze przeciwko
Realowi w barwach Stade Remis. Dopiero w 1956 roku przeszedł do Madryckiego
klubu, a sprowadził go oczywiście Santiago Bernabeu. I tak Real wygrywał w
Pucharze Europy przez kolejny cztery lata. Ostatni finał z tej zwycięskiej
serii to mecz z Eintrachtem Frankfurt. Takiego meczu nie było i już z
pewnością nie będzie. Real gromi Eintracht 7:3! Pada dziesięć goli! Trzy
bramki Di Stefano! Cztery Puskasa! Nikt wcześniej ani później nie popisał się
takim wyczynem. Myślę, że warto przypomnieć podstawową jedenastkę Realu z
tego meczu stulecia. Dominguez- Marquitos, Santamaria, Pachin, Vidal,
Zarraga, Herrera, Del Sol, Di Stefano, Puskas i Gento. Real i jego gwiazdy
bili rekordy, o jakich śnić tylko mogą współcześni piłkarze. To była
heroiczna era futbolu. Di Stefano we wszystkich tych pięciu finałach strzelał
bramki! A Francisco Gento zdobył aż sześć trofeów, bo zwyciężył też w finale
z 1966 roku! Wtedy kapitanem drużyny był Manuel Sanchis, a 32 lata później,
gdy Real po długiej przerwie odzyskał prymat pokonując w Amsterdamie Juventus
1:0, opaskę nosił jego syn - też Manuel. Ciągłość i tradycja, jak to pasuje
do tego wielkiego klubu. W 2000 roku w Paryżu, gdy Real wygrał z Valencią
3:0, syn przerósł ojca, po raz drugi wznosząc Puchar Europy. Ostatni finał
Ligi Mistrzów z Bayerem Leverkusen wszyscy mają jeszcze świeżo w pamięci.
Najpierw geniusz i instynkt Raula po podaniu Roberto Carlosa i było zgodnie z
planem. Wyrównujący gol Lucio tylko podrażnił ambicje podopiecznych Vicente
del Bosque. Bramkę na wagę 9 Pucharu Europy dla Realu zdobył wielki, genialny
Francuz Zinedine Zidane. Tego woleja nie da się opisać, ponieważ to jest
rzecz niewytłumaczalna, fenomenalna. Trafnie kiedyś powiedział Michel
Platini, że "Zizou" umiejętności piłkarskie opanował do granic sztuki i
możliwości. Krzywdą byłoby ominąć jednak innego bohatera tego finału Ikera
Casillasa. Wszedł w końcówce i walnie pomógł Realowi w tym triumfie. Nie
odważę się jednak jeszcze powiedzieć, że może on być następcą Ricardo Zamory.
Jednak czas pokaże.

REAL - NAWIĄZENIE DO LAT ZA PANOWANIA KLUBEM S.BERNABEU

Legendarny prezes królewskich z lat 1943-78 Santiago Bernabeu, za którego
panowania Real zdobył 33 tytuły w tym 5 Pucharów Europy zapoczątkował wielkie
szaleństwo transferowe, które przechodziło z jednego prezesa na drugiego.
Zaczął od Zamory, a potem, co rok trafiał do Madrytu, choć jeden wybitny
piłkarz o światowej renomie. Można tę sytuację porównać do obecnej, której
głównym bohaterem jest, Florentino Perez. Kibice oszaleli na punkcie Realu
wywierając niesamowitą presję na włodarzach klubu, by kupowali nie licząc się
z kosztami, wielkie gwiazdy. Także nie liczył się z nimi poprzedni prezes
Realu Lorenzo Sanz i narobił prawie 200 milionów euro długów! O oszczędzaniu
nikt nawet nie chciał słyszeć. Gdy dwa lata temu Florentino Perez zaczął
kandydować właśnie na stanowisko prezesa wystarczyło, że powiedział
kibicom: "Kupię wam Luisa Figo. A jeśli mi się nie uda, to do końca sezonu
kasy biletowe będą zamknięte." Chciał tym powiedzieć, że kibice będą mogli
przychodzić na mecze bez konieczności kupowania biletów! To wystarczyło.
Perez wygrał wybory i słowa dotrzymał. A kibiców ucieszyło nie tylko to, że
do ich drużyny trafił jeden z najlepszych piłkarzy świata, ale przede
wszystkim, że wyrwano go śmiertelnemu rywalowi, Barcelonie. Był to wtedy
najwyższy transfer świata (około 70 milionów euro, razem z opłatami
pośredników, adwokatów i podatków), ale opłacało się. Po czteroletniej
przerwie Real odzyskał mistrzostwo Hiszpanii. Długi rosły,
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka