mozart
11.09.09, 10:01
Spór o zapłodnienie pozaustrojowe aż do wyborów może pozostać
nierozstrzygnięty. Ten problem może Donaldowi Tuskowi tylko zaszkodzić.
Leniwe środowe popołudnie w sejmowym klubie parlamentarnym Sojuszu Lewicy
Demokratycznej. Pracownice biura cierpliwie, koperta po kopercie, paczka po
paczce, otwierają pocztę. Nagle jedna z nich stwierdza: - O, kolejna od
biskupa. W sprawie in vitro oczywiście.
Takich głosów do każdego klubu i posła przychodzi coraz więcej. - Można mówić
o zalewie wszelkich apeli, telefonów i mejli w tej sprawie - komentuje stojący
obok mnie rzecznik SLD Tomasz Kalita. I dodaje: - Czuć w powietrzu klimat
kolejnej wojny ideowej.
Podobne opinie można spotkać w innych klubach poselskich. Starcie,
przypominające swoją siłą i emocjonalnością debatę o aborcji w latach 90.,
nikogo niepozostawiające na boku, wydaje się nieuniknione. Czy jednak
rzeczywiście? W politycznych kuluarach można usłyszeć, że premier Donald Tusk
z niepokojem patrzy na rosnące wokół tej sprawy napięcie. Powód tego niepokoju
jest prosty - zbliżające się wybory prezydenckie. Tusk, od 2005 roku
konsekwentnie prezentujący się jako polityk środka, nie może bowiem pozwolić
sobie na wciągnięcie w ideologiczny spór, zwłaszcza tak gorący, do tego z
mocnym udziałem Kościoła. A im dłużej trwa dyskusja o in vitro, tym bardziej
widać, że tu - podobnie jak w sprawie aborcji - środkiem iść się nie da.
Przekonał się o tym poseł Platformy Jarosław Gowin, który na polecenie partii
już kilka miesięcy po wyborach przedstawił projekt kompromisowy, starający się
pogodzić wrażliwości obu stron.
Liberałom dał prawo do dość powszechnego korzystania z metody zapłodnienia in
vitro przez bezdzietne małżeństwa, katolikom zaś ograniczenie liczby zarodków
używanych przy zapłodnieniu. Co więcej, to projekt wzorowany na rozwiązaniach
niemieckich, dobrze się sprawdzających. Wydawało się, że droga do sukcesu, w
miarę spokojnego przejścia przez ten trudny temat, jest otwarta. Ale to było
mylne wrażenie. - Szybko okazało się, że mój klub jest przepołowiony. Dziś
wiem, że mam poparcie około połowy posłów - mówi "Polsce" poseł Gowin.
A druga połowa? To zwolennicy dużo bardziej liberalnego, zwłaszcza w kwestii
ochrony zarodków, projektu posłanki Platformy Małgorzaty Kidawy--Błońskiej.
Pod oboma projektami podpisało się po 40 procent posłów klubu PO. Ale to nie
koniec podziałów. Swój projekt złożył także klub Prawa i Sprawiedliwości.
Przygotowane przez byłego wiceministra zdrowia Bolesława Piechę rozwiązania
zakładają zakaz zapłodnienia pozaustrojowego, z wyjątkiem zgody na
wykorzystanie obecnie zamrożonych ludzkich zarodków. Daleko dalej szła
propozycja stowarzyszenia Contra In Vitro - tu zakaz stosowania tej metody
jest całkowity i bezwarunkowy.
Na drugim biegunie znajdują się projekty lewicy i środowisk feministycznych.
Zakładają one zgodę na powszechny dostęp do metody in vitro, w tym dla par
niemałżeńskich i homoseksualnych. W sumie więc propozycji jest sześć, a
rozpiętość proponowanych rozwiązań pokazuje siłę społecznych, etycznych i
politycznych emocji, jakie sprawa wywołuje. I dylemat, przed jakim staje
premier. Zresztą nie pierwszy raz. Już bowiem w 2007 roku, tuż po wyborach,
szef rządu musiał się wycofać z poparcia obietnicy minister zdrowia Ewy Kopacz
w sprawie refundacji zabiegów in vitro z budżetu państwa. Najpierw, tuż po
wyborach, stwierdził, iż pomimo "takiego ostrożnego sceptycyzmu ze strony
Kościoła przeważa opinia o tym, aby metodę in vitro uznać za wartą wsparcia.
Taka jest też moja opinia". Ale po wybuchu społecznej dyskusji, postanowił
poczekać: "dziś nie stać nas na refundowanie kolejnych kosztownych procedur" -
mówił w styczniu 2008 roku. I wtedy właśnie poprosił Gowina o wypracowanie
kompromisu. Jak to się skończyło, już wiemy.
Co teraz zrobi Donald Tusk? - Do wyboru są tak naprawdę dwie opcje. Przejść
przez sprawę tak szybko, by nie zdążyła rozpalić ideologicznej wojny. Lub
przełożyć debatę na czas po wyborach prezydenckich - mówi nieoficjalnie jeden
z jego bliskich współpracowników. Nasz rozmówca dodaje: - I sądzę, że premier
wybierze pierwszą.
Gowin jest zwolennikiem drugiego rozwiązania: - Teoretycznie to wygląda na
atrakcyjne politycznie wyjście. Ale, po pierwsze, zbuduje to wrażenie kolejnej
porażki, podobnej do przegranej ustawy medialnej. A poza tym, czy ktokolwiek
wątpi, że lewica i PiS i tak wyciągną ten temat w kampanii? - pyta krakowski
poseł PO.
Jedno jest pewne: większych szans nie mają w Sejmie projekty powstałe poza PO.
Kluczowe starcie odbędzie się między zwolennikami propozycji Gowina i
Kidawy-Błońskiej. I choć Gowin może w finale liczyć na poparcie posłów PiS, a
Kidawa-Błońska na lewicę, to tak naprawdę o tym, jak zamknąć sprawę, zdecyduje
kierownictwo klubu Platformy.
Jego szef Zbigniew Chlebowski w rozmowie z "Polską" twierdzi, że gorąca
dyskusja wydaje się dziś nie do uniknięcia, bo wszystkie projekty zostały już
złożone do laski marszałkowskiej. Ale co dalej? Przecież od pierwszego
głosowania do przyjęcia ustawy czas może być niemal nieograniczony. - Projekty
trzeba skierować do komisji zdrowia i dać jej dużo czasu na pracę. Potrzebny
jest klimat spokojnego szukania kompromisu, a nie polityczny teatr -
przekonuje Chlebowski. Dodaje: - Potrzeba kompromisu i komisja musi mieć czas
i spokój, żeby go zdefiniować.
To ważna opinia. Jak bowiem przekonują doświadczeni posłowie, prace w komisji
zdrowia, z natury rzeczy mniej widoczne niż debata w mediach, mogą potrwać
bardzo długo, nawet aż do wyborów. - Jest taka dziwna gra, żeby to wszystko na
długo utopić w komisjach - twierdzi Bolesław Piecha z PiS. Przekonuje, że rząd
wyraźnie nie chce zająć stanowiska w sprawie in vitro: - Choćby jego opinia w
sprawie projektu społecznego Contra In Vitro jest tak niejasna, że nie
wiadomo, czy rząd jest za, czy przeciw - mówi. Ale chyba nie do końca ma
rację. Coraz wyraźniej widać, że celem władz Platformy i premiera jest
przesunięcie rozstrzygnięć na czas po wyborach. Cena za uwikłanie się w ostry
spór światopoglądowy byłaby dla Donalda Tuska dużo większa niż satysfakcja z
rozwiązania tej trudnej sprawy.
polskatimes.pl/fakty/kraj/161035,in-vitro-dopiero-po-wyborach,id,t.html#material_1
Glosujcie dalej na PO i PiS...