Dodaj do ulubionych

To, co piękne...

    • Gość: Dzik Re: To, co piękne: W.Szymborska - Może to wszystko IP: *.*.*.* 08.02.02, 12:28
      Wisława Szymborska

      Może to wszystko

      Może to wszystko
      dzieje się w laboratorium ?
      Pod jedną lampą w dzień
      i miliardami w nocy ?

      Może jesteśmy pokolenie próbne ?
      Przesypywani z naczynia w naczynie,
      potrząsani w retortach,
      obserwowani czymś więcej niż okiem,
      każdy z osobna
      brany na koniec w szczypczyki ?

      Może inaczej:
      żadnych interwencji ?
      Zmiany zachodzą same
      zgodnie z planem ?
      Igła wykresu rysuje pomału
      przewidziane zygzaki ?

      Może jak dotąd nic w nas ciekawego ?
      Monitory kontrolne włączane są rzadko ?
      Tylko gdy wojna i to raczej duża,
      niektóre wzloty ponad grudkę Ziemi,
      czy pokaźne wędrówki z punktu A do B ?

      Może przeciwnie:
      gustują tam wyłącznie w epizodach ?
      Oto mała dziewczynka na wielkim ekranie
      przyszywa sobie guzik do rękawa.

      Czujniki pogwizdują,
      personel się zbiega
      Ach cóż to za istotka
      z bijącym w środku serduszkiem !
      jaka wdzięczna powaga
      w przewlekaniu nitki !
      Ktoś woła w uniesieniu:
      Zawiadomić Szefa,
      niech przyjdzie i sam popatrzy !
    • Gość: Dzik Re: To co ..: W.Szymborska - Wielkie to szczęście IP: *.*.*.* 08.02.02, 12:37
      Wisława Szymborska

      Wielkie to szczęście

      Wielkie to szczęście
      nie wiedzieć dokładnie,
      na jakim świecie się żyje.

      Trzeba by było
      istnieć bardzo długo,
      stanowczo dłużej
      niż istnieje on.

      Choćby dla porównania
      poznać inne światy.

      Unieść się ponad ciało
      które niczego tak dobrze nie umie,
      jak ograniczać
      i stwarzać trudności.

      Dla dobra badań,
      jasności obrazu
      i ostatecznych wniosków
      wzbić się ponad czas,
      w którym to wszystko pędzi i wiruje.

      Z tej perspektywy
      żegnajcie na zawsze
      szczegóły i epizody.

      Liczenie dni tygodnia
      musiałoby się wydać
      czynnością bez sesnu,

      wrzucenie listu do skrzynki
      wybrykiem głupiej młodości,

      napis "Nie deptać trawy"
      napisem szalonym.
    • Gość: AndrzejG a teraz sobie napiszę coś IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.02.02, 13:43
      Darek Bojda

      a teraz sobie napiszę coś
      co mi przyjdzie do głowy
      po rozum
      i bokiem wyjdzie z siebie
      samo
      choć już nie to samo
      a przecież
      - chociaż nie przeczę -
      przeze mnie przejdzie
      jak przez komin
      elektrociepłowni
      • przyjaciel1 Re: a teraz sobie napiszę coś 18.02.02, 11:00
        cosik bardzo współczesna ta poezja.
      • kolargol Re: a teraz sobie napiszę coś 03.07.03, 04:09
        Samotność jest jak deszcz.
        Z morza powstaje, aby spotkać zmierzch;
        z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
        w rozległe niebo nieustannie wzrasta.
        Dopiero z nieba opada na miasta.

        Mży nieustannie w godzinę przedświtu,
        kiedy ulice biegną witać ranek,
        i kiedy ciała nie znalazłszy nic,
        od siebie odsuwają się rozczarowane;
        i kiedy ludzie, co się nienawidzą,
        spać muszą razem - bardzie jeszcze sami:

        samotność płynie całymi rzekami.


        Rainer Maria Rilke
    • Gość: Dzik Re: To, co piękne...: J.Twardowski - dlaczego IP: *.*.*.* 08.02.02, 13:51
      ks. Jan Twardowski

      dlaczego

      nie wierzysz w siebie większego od siebie
      w śmierć mniejszą od śmierci
      w to że można zachorować na grzech
      w to że samotność jest zła jeżeli się przed nią ucieka
      w to że czas krzyczy na całe gardło
      ale go nie słyszysz albo udajesz Greka
      siedzisz smutny jak Stańczyk w Hołdzie
      pruskim
      oparty na flecie

      nie wierzysz w nic
      ale dlaczego się boisz

    • Gość: AndrzejG Pan Jezus IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.02.02, 14:13
      Norbert Kulesza

      PAN JEZUS


      Przy leśnej drodze
      która swoje istnienie zawdzięcza
      rowerom pijanych wieśniaków
      siedzi
      Pan Jezus
      któremu swoje istnienie zawdzięczają
      pijani wieśniacy

      Deszcz litościwie
      zmywa polichromię z Jego twarzy
      lecz co noc
      jakiś sadysta
      domalowuje Mu oczy






      • Gość: grzegorz Re: Pan Jezus IP: *.dsl.wotnoh.ameritech.net 31.07.03, 17:39
        Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

        > Norbert Kulesza
        >
        > PAN JEZUS
        >
        >
        > Przy leśnej drodze
        > która swoje istnienie zawdzięcza
        > rowerom pijanych wieśniaków
        > siedzi
        > Pan Jezus
        > któremu swoje istnienie zawdzięczają
        > pijani wieśniacy
        >
        > Deszcz litościwie
        > zmywa polichromię z Jego twarzy
        > lecz co noc
        > jakiś sadysta
        > domalowuje Mu oczy
        >
        >
        >
        >
        >
        >


        Ladne.
    • Gość: AndrzejG WYstępniak IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.02.02, 14:39
      Norbert Kulesza


      MILSZY MI JEST PANTOFELEK...
      Dzisiaj będzie o dupie, gównie i takich tam różnych siuśkach. Przyjmuję
      pokornie (choć bez przekonania), że ilość wulgaryzmów używanych przez puetę
      jest odwrotnie proporcjonalna do jego wieku, wielkości talentu i zasobu słów,
      którymi zdolny jest się posługiwać. Twierdzenie to jest rozpowszechnione
      zwłaszcza wśród krytyków lyterackych.

      Krytyk lyteracky to jest taki pan, co skończył właśnie 70 lat i uważa, że: po
      Mickiewiczu nic dobrego się polskiej puezji nie przytrafiło; Herbert to
      awangardowy ekscentryk, a ksiądz Twardowski to wulgarna świnia w czarnym
      przebraniu. Krytyk lyteracky nie chodzi już po ulicach, nie odwiedza sklepów
      spożywczych (kaszkę donosi mu sąsiadka), unika dworców, biur, lokali z
      wyszynkiem, bo mdli go od języka używanego we wszystkich tych podejrzanych
      miejscach. Krytyk kontaktuje się ze światem zewnętrznym za pomocą
      paryskiej "Kultury", gosposi, kota oraz Słownika Języka Polskiego, który
      wstydliwie wulgaryzmy pomija. Krytyk słyszał wprawdzie kiedyś słowo "dupa", ale
      mu się nie podobało - zbyt dosadne. "Pupa" - zbyt proste, a "pupcia" zbyt
      dziecinne. Pozostaje "odbytnica" - słowo słuszne, anatomicznie uza-sadnione,
      ale krytyk uważa, że puecie nie przystoi pisać o odbytnicy, choćby ten cierpiał
      bardziej na hemoroidy niż na egzystencjalny ból istnienia.

      Wprawdzie nie cierpię na hemoroidy, ale radośnie przyjmuję każdą "dupę"
      umieszczoną w wierszu; każda mała "kurwa" jest dla mnie jak ożywczy wiatr w
      kotle franciszkańskiej lyryky; każde małe "gówno" napotkane w wierszu
      przypomina mi, że świat to nie tylko agrofobiczna kartka papieru i równie
      agrofobiczny mózg puety, ale także ulica którą idę. Antonin Artaud pisał: "tam
      gdzie czuć gówno, czuć byt". Można się z tym zgadzać lub nie, ale chyba nie
      trzeba z obrzydzeniem odwracać głowy na sam dźwięk - jakże sympatycznego -
      słowa "gówno".

      Zaznaczam, że nie jestem zwolennikiem "poezji analnej", spotykanej w formie
      graffiti na wiejskich przystankach PKS ("chuj w dupe Stefce jeśli nie chce",
      itp.). Po prostu lubię, gdy autor z wyczuciem i smakiem, od czasu do czasu
      stosuje "brzydkie wyrazy". "Brzydkie wyrazy" budzą mnie ze snu wywołanego
      ciężką, bełkotliwą lyryką, wszechobecną w puezji, np. "nieogarnięty ocean
      bezkresu niemego cierpienia"... Czyż nie brzmi przy tym ożywczo zwykła, prosta,
      swojska "dupa"?

      • Gość: Dzik Oj, chyba się tu podszył Miętus IP: *.*.*.* 08.02.02, 15:22
        Moim zdaniem
        to nie było
        piękne.
    • Gość: AndrzejG Kurczaczek IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.02.02, 20:02
      Kurczaczek

      Kurczaczek dziobie:
      raz, dwa.
      raz, dwa.
      piasek.
      kamyczek.
      ziarnko.
      robaczek.

      chudy robaczek!
      - kurczaczek płacze...

      do góry głowa!
      raz, dwa
      od nowa.
      o! duży robak!
      o! tłusty robak!
      dziob. dziob:
      połowa.

      ucieka robak!
      - w liście sie schowa...

      A gdzieś nad Andy lecą kondory.
      Kolory tęczy kradnie paw zły.
      A tu selery, trawa i pory.
      Egzystencjalizm, nicość i łzy.

      I tylko kaczka, ta szara kaczka
      Złote ma oczy i dziwna tak.
      Patrzy na tego kurczaczka kaczka.
      Z czułością kwacze: "ptak, ptak, ptak, ptak!"

      Ale kurczaczek nic nie rozumie,
      W błocie wpatrzony w robaczka ślad.
      A kaczka kwacze, jak kaczka umie:
      "Czemu jest taki, nie inny - świat?"

      Gmurczyk

    • Gość: AndrzejG Ernest Hemingway IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.02.02, 09:33
      Ernest Hemingway

      Człowiek jest istotą, która całe swe życie trawi na próbach przekonania siebie,
      że jej istnienie nie jest bezsensowne.

    • Gość: AndrzejG ks. Józef Tischner IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.02.02, 10:21
      Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to
      widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżami.

      ks. Józef Tischner


    • Gość: oko Anthony de Mello IP: *.chello.pl 09.02.02, 10:52
      Mała rybka

      – Przepraszam panią – rzekła jedna morska ryba do drugiej – jest pani starsza
      ode mnie i bardziej doświadczona, pewnie będzie mi pani mogła dopomóc. Proszę
      mi powiedzieć, gdzie mogę znaleźć to, co nazywają oceanem? Szukałam już
      wszędzie – bez rezultatu.
      – Oceanem jest miejsce, gdzie teraz pływasz – odpowiedziała stara ryba.
      – To? Przecież to tylko woda... A ja szukam oceanu – odparła rozczarowana młoda
      ryba, odpływając, by szukać gdzie indziej.
    • Gość: AndrzejG Nemo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.02.02, 11:40
      Ludzie dzielą się na trzy zasadnicze grupy: Tych co wiedzą, że wiedzą; tych co
      wiedzą, że nie wiedzą; i tych co nie wiedzą, że nie wiedzą.

      Nemo

      • Gość: oko Re: Nemo IP: *.chello.pl 09.02.02, 11:45
        Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

        > Ludzie dzielą się na trzy zasadnicze grupy: Tych co wiedzą, że wiedzą; tych co
        > wiedzą, że nie wiedzą; i tych co nie wiedzą, że nie wiedzą.
        >
        > Nemo
        >

        Jest jeszcze czwarta grupa, ktora ja osobiscie bardzo lubie - to ci, ktorzy nie
        wiedza, ze wiedza.
        • Gość: AndrzejG czyli czwarte oko? /bez tekstu/ IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.02.02, 11:56
          • Gość: oko Re: czyli wiejscy prorocy /bez tekstu/ IP: *.chello.pl 09.02.02, 12:00
            • Gość: AndrzejG ? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.02.02, 12:19
              Wybacz ale zgubiłem się.

              Żeby nie psuć tego wątku wyświetl mi sprawę na wątku o wulgaryzmie.
              To jest bez podtekstów.
              Ale zawsze możesz skorzystać z okazji.

              :)))))))
              Andrzej
              • Gość: oko UZUPELNIENIE ZASAD IP: *.chello.pl 10.02.02, 12:14
                7) KULTURALNA I PRZYJAZNA dyskusja i refleksja zwiazana z prezentowanymi
                tekstami jest dozwolona.
                • kolargol Re: UZUPELNIENIE ZASAD 28.04.03, 01:23
              • Gość: oko Re: wiejscy prorocy IP: *.chello.pl 10.02.02, 12:18
                Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

                > Wybacz ale zgubiłem się.
                >
                > Żeby nie psuć tego wątku wyświetl mi sprawę na wątku o wulgaryzmie.
                > To jest bez podtekstów.
                > Ale zawsze możesz skorzystać z okazji.
                >
                > :)))))))
                > Andrzej

                No, uzupelnilem zasady, mam nadzieje, ze nikt mi tego nie zarzuci i moge ci
                odpowiedziec.
                Spotkalem w zyciu sporo ludzi o znikomej wiedzy szkolno-encyklopedycznej, za to o
                ogromnej madrosci zyciowej i wspanialym wewnetrznym pieknie. Ci ludzie, wiedzac
                duzo wiecej niz my wszyscy razem wzieci, mowia o sobie: "Panie, a co ja tam wiem,
                prostak jestem i tyle". Poniewaz najczesciej mozna spotkac ich na zapadlych
                wsiach nazywam ich wiejskimi prorokami. Oni nie wiedza, ze wiedza. I to jest w
                nich najpiekniejsze.
                • kolargol Re: wiejscy prorocy 09.09.04, 16:52
                  Gość portalu: oko napisał(a):

                  > Gość portalu: AndrzejG napisał(a):
                  >
                  > > Wybacz ale zgubiłem się.
                  > >
                  > > Żeby nie psuć tego wątku wyświetl mi sprawę na wątku o wulgaryzmie.
                  > > To jest bez podtekstów.
                  > > Ale zawsze możesz skorzystać z okazji.
                  > >
                  > > :)))))))
                  > > Andrzej
                  >
                  > No, uzupelnilem zasady, mam nadzieje, ze nikt mi tego nie zarzuci i moge ci
                  > odpowiedziec.
                  > Spotkalem w zyciu sporo ludzi o znikomej wiedzy szkolno-encyklopedycznej, za
                  to
                  > o
                  > ogromnej madrosci zyciowej i wspanialym wewnetrznym pieknie. Ci ludzie,
                  wiedzac
                  >
                  > duzo wiecej niz my wszyscy razem wzieci, mowia o sobie: "Panie, a co ja tam
                  wie
                  > m,
                  > prostak jestem i tyle". Poniewaz najczesciej mozna spotkac ich na zapadlych
                  > wsiach nazywam ich wiejskimi prorokami. Oni nie wiedza, ze wiedza. I to jest
                  w
                  > nich najpiekniejsze.
        • kolargol Re: Nemo 04.10.04, 23:51
          Gość portalu: oko napisał(a):

          > Gość portalu: AndrzejG napisał(a):
          >
          > > Ludzie dzielą się na trzy zasadnicze grupy: Tych co wiedzą, że wiedzą; tyc
          > h co
          > > wiedzą, że nie wiedzą; i tych co nie wiedzą, że nie wiedzą.
          > >
          > > Nemo
          > >
          >
          > Jest jeszcze czwarta grupa, ktora ja osobiscie bardzo lubie - to ci, ktorzy
          nie
          >
          > wiedza, ze wiedza.
    • Gość: oko Re: To, co piękne... - Arkadia dziecinstwa IP: *.chello.pl 10.02.02, 12:09
      J. TUWIM

      ZAPACH SZCZĘŚCIA

      Wtedy paloną kawą pachniało w kredensie,
      A zimne, świeże mleko, jak lody wanilią.
      Kiedy się, mrużąc oczy, orzeszynę trzęsie,
      Po gałęziach w olśnieniu pędzi liści milion.

      Żywiołem zachłyśnięty, zziajany w rozpędzie,
      Ileś pokrzyw posiekał, ile traw stratował!
      A kijem obtłukując szyszki i żołędzie
      Ileżeś mil po drzewach małpio przecwałował!

      I wszystko to w ognistej pamięci dziś błyska,
      Ciska się małe, szybkie, gorąco, daleko...
      I szczęście pachnie kawą. I chłoniesz je z bliska.
      A chłód w pokoju sączy waniliowe mleko.
    • Gość: AndrzejG Boy - Żeleński : Gdy się człowiek robi starszy... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.02.02, 13:30
      Tadeusz Boy - Żeleński


      --------------------------------------------------------------------------------

      Gdy się człowiek robi starszy...



      Gdy się człowiek robi starszy,
      Wszystko w nim po trochu parszy-
      wieje;

      Ceni sobie spokój miły
      I czeka, aż całkiem wyły-
      sieje.

      Wówczas przychodzą nań żale,
      Szczęścia swego liczy zale-
      głości.

      I mimo tak smutne znamię,
      Straszne go chwytają namię-
      tności...

      Z desperacją patrzy czarną
      Na swe lata młode zmarno-
      wane,

      W wspomnień aureolę boską
      Pręży myśli swoje rozko-
      chane...

      Z żalem rozważa w swej nędzy
      Każde "nicniebyłomiędzy-
      nami",

      Każdy nie dopity puchar,
      Każdy flirt młodzieńczy z kuchar-
      kami...

      Wspomni z jakąś wielką gidią
      Swe gruchania, ach jak idio-
      tyczne,

      I czuje w grzbiecie, wzdłuż szelek,
      Jakieś dziwne prądy elek-
      tryczne...

      Jakąś gęś, z którą do rana
      Szukali na mapie Ana-
      tolii,

      Jakiś powrót łódką z Bielan,
      Jakiś wieczór pełen melan-
      cholii...

      Gdybyż, ach, snów wskrzesła mara,
      Dziergana w rozkoszy ara-
      beski.

      Gdybyż bodaj raz, ach gdyby
      Sycić swą CHUĆ jak sam Przyby-
      szewski!...

      ...I wdecha zwiędłe zapachy
      Nad swych marzeń trumną nachy-
      lony,

      I w letnią noc, w smutku szale
      Łzami skrapia własne kale-
      sony...




    • Gość: AndrzejG Witkacy-Najgorszy jest półnonsens życia osobistego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.02.02, 15:22
      Stanislaw Ignacy Witkiewicz

      "Najgorszy jest półnonsens życia osobistego i
      społecznego, najgorsza jest połowiczność w ogóle, ta
      zasadnicza cecha naszej epoki"

      Czyż nie wystarczy spojrzeć na ostatni dzień swojego
      życia aby utwierdzić się w przekonaniu, jak słuszny jest
      ten aforyzm?
      A kiedy ostatnio Ty dokonałeś wyboru, który zawracałby
      Cię z obranej drogi, był nieodwracalny, nie był
      "połowiczny".

      Dawno?

      Zobacz, życie jest właśnie takie, kiedy już dochodzimy do
      wniosku, że dokonywane wybory prowadzą nas z prądem
      rzeki, okazuje się, że za dużo mamy do stracenia, boimy
      się, że nagle staniemy się dziwni dla reszty społeczeństwa,
      które świetnie się czuje zamknięte w swych rolach.

      Dużo łatwiej prościej i przyjemniej jest zgadzać się z
      tym co podają nam, wpychają, czasami potykamy się o to -
      weź mnie, chipsy friko uratują Ci życie, proszę studiuj,
      zarabiaj pieniądze, choć upijemy się razem, nie kochasz
      mnie? -jestem Twoja, każdy musi mieć telefon komórkowy,
      rodzice Cię kochają, przecież to świetna okazja!, on może
      być ci potrzebny, dlaczego nie pijesz? pij! ! .Pij więcej
      wtedy mniej się pamięta i mniej boli.
      Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że nie widzę drogi
      ucieczki, nie wiem czy znajdę ją kiedykolwiek?, czy nie
      będzie już wtedy za późno?
      • Gość: mystery zagadka do oko i a.g. IP: *.nsw.bigpond.net.au 10.02.02, 17:16
        JESTEM NA ZIEMI,
        BOSA STOPA.
        DOTYKAM DUSZ LUDZKICH,
        NIE CHCE PAMIETAC.

        WYRZEKAM SIE SIEBIE,
        TE KWIATY MI DALES.
        DO RUIN WIECZYSTYCH
        ZMIERZAMY.

        NIECHEC LUDZKA
        W NATURE UDERZA.
        JUZ IM WZROK SLEPNIE
        JUZ SLUCH ZATRACONY.

        JESTES NA ZIEMI
        GRUBA PODESZWA
        PRZESZKADZA CI
        USLYSZEC JEJ TETNO.

        CIALO MASZ GIETKIE
        Z BOSKIEJ MATERII
        LECZ DAZYSZ STAC SIE
        TWOREM STALOWYM.

        JESTESMY NA ZIEMI
        JAK MYSLISZ...DLACZEGO?


        Ps:
        Bardzo nielojalnie, jak na przyjaciol przystalo,
        oraz, specjalistow od wkopywania w "maliny".
        Gratulacje.
        • Gość: mystery Re: zagadka do oko i a.g. IP: *.nsw.bigpond.net.au 10.02.02, 17:25
          mystery zastrzega sobie wszelkie prawa do tego wiersza
          i do adresu.
          pa!
        • Gość: oko Re: zagadka do oko i a.g. IP: *.chello.pl 10.02.02, 17:28
          Gość portalu: mystery napisał(a):

          > JESTEM NA ZIEMI,
          > BOSA STOPA.
          > DOTYKAM DUSZ LUDZKICH,
          > NIE CHCE PAMIETAC.
          >
          > WYRZEKAM SIE SIEBIE,
          > TE KWIATY MI DALES.
          > DO RUIN WIECZYSTYCH
          > ZMIERZAMY.
          >
          > NIECHEC LUDZKA
          > W NATURE UDERZA.
          > JUZ IM WZROK SLEPNIE
          > JUZ SLUCH ZATRACONY.
          >
          > JESTES NA ZIEMI
          > GRUBA PODESZWA
          > PRZESZKADZA CI
          > USLYSZEC JEJ TETNO.
          >
          > CIALO MASZ GIETKIE
          > Z BOSKIEJ MATERII
          > LECZ DAZYSZ STAC SIE
          > TWOREM STALOWYM.
          >
          > JESTESMY NA ZIEMI
          > JAK MYSLISZ...DLACZEGO?
          >
          >
          > Ps:
          > Bardzo nielojalnie, jak na przyjaciol przystalo,
          > oraz, specjalistow od wkopywania w "maliny".
          > Gratulacje.

          Andrzeju, rozumiesz cokolwiek z tego PS?
          • Gość: AndrzejG Re: zagadka do oko i a.g. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.02.02, 17:56
            Gość portalu: oko napisał(a):

            > Gość portalu: mystery napisał(a):
            >
            > > JESTEM NA ZIEMI,
            > > BOSA STOPA.
            > > DOTYKAM DUSZ LUDZKICH,
            > > NIE CHCE PAMIETAC.
            > >
            > > WYRZEKAM SIE SIEBIE,
            > > TE KWIATY MI DALES.
            > > DO RUIN WIECZYSTYCH
            > > ZMIERZAMY.
            > >
            > > NIECHEC LUDZKA
            > > W NATURE UDERZA.
            > > JUZ IM WZROK SLEPNIE
            > > JUZ SLUCH ZATRACONY.
            > >
            > > JESTES NA ZIEMI
            > > GRUBA PODESZWA
            > > PRZESZKADZA CI
            > > USLYSZEC JEJ TETNO.
            > >
            > > CIALO MASZ GIETKIE
            > > Z BOSKIEJ MATERII
            > > LECZ DAZYSZ STAC SIE
            > > TWOREM STALOWYM.
            > >
            > > JESTESMY NA ZIEMI
            > > JAK MYSLISZ...DLACZEGO?
            > >
            > >
            > > Ps:
            > > Bardzo nielojalnie, jak na przyjaciol przystalo,
            > > oraz, specjalistow od wkopywania w "maliny".
            > > Gratulacje.
            >
            > Andrzeju, rozumiesz cokolwiek z tego PS?

            Często bywa tak,że poetę i jego życiowe spostrzeżenia
            rozumieją dopiero następne pokolenia.
            Być może mamy taki przypadek?

            Andrzej
            • Gość: mystery Re: zagadka do oko i a.g. IP: *.nsw.bigpond.net.au 10.02.02, 22:54
              Wiec chyba mowa o geniuszu(??)
    • czort Re: To, co piękne... 10.02.02, 18:32
      prosze cie, oko o przeczytanie mego wpisu na forum o forum dotyczacego watkow
      osobistych, nie chcialabym sie powtarzac:)))
      • Gość: czort Re: To, co piękne... dla mnie oczywiscie:))) AG? IP: *.tkb.net.pl 10.02.02, 19:35




        MUZEUM


        Znaleźliśmy się z ojcem w Ciechanowcu przypadkiem, w związku z moją budową w
        Zagrodziu. Stanęliśmy na rynku.... Zaraz wpadła mi do głowy myśl, szczera,
        nieszkodliwa, która skutki miała nieoczekiwane.

        - Chodźcie, tata, do muzeum – zaproponowałem.

        - Do muzeum?

        Ojciec ma lat siedemdziesiąt. Dużo w życiu przeszedł. Trzy wojny pamięta,
        cara, dwa wyzwolenia. Ale w muzeum nie był nigdy. Przestraszył się więc nieco,
        zmieszał, ale po dłuższym zastanowieniu zaryzykował. Poszliśmy.

        Ciechanowieckie muzeum rolnicze im. Krzysztofa Kluka mieści się w
        odremontowanej remizie. Otynkowane to, połatane, ale remizą zostało. Ojcu, gdy
        ujrzał swojski budynek, humor od razu się poprawił. Weszliśmy. Zaraz za progiem
        stoją w sieni stare ule i kołowrotki, wiszą lampy naftowe, leżą żarna,
        rozkracza się stara sieczkarnia. Ojciec zatrzymał się przed nią; palce mu się
        zaruszały. Nachylił się, zajrzał, pomacał. Nauczyciel sprawujący tego dnia rolę
        kustosza, delikatnie zwrócił mu uwagę:

        - Eksponatów dotykać nie wolno.....

        - Jaki tam esponet – obruszył się ojciec. – Sieczkarnia całkiem do
        rzeczy. Tryb wstawić i pójdzie, że ho!

        Kustosz uśmiechnął się, a ja wytłumaczyłem ojcu, że tu się wystawia rzeczy
        nie do sprzedania, lecz na pokaz. Zaś przedmioty wystawione nazywają się
        eksponatami.

        - Aha... – zrozumiał. – Esponaty...

        Weszliśmy do głównej sali, zagraconej od podłogi po sufit. Mój stary
        rozejrzał się i znieruchomiał. Stał jak słup. Tylko oczy mu skakały. Gdy
        odezwał się, głos jego kąpał się w rzewności.

        - Jezu, wóz! drewniany...

        - Jarzmo!

        - Krosna, psiakręć!

        - Radło...

        Rozumiałem ojcowe wzruszenie, to cofanie się w przeszłość, własną przeszłość,
        nie jakąś tam egipską, czy etruską. Co do mnie byłem w niejednym muzeum,
        oglądałem rzeźby takie i siakie, podziwiałem oryginały obrazów znanych mi dotąd
        z książek. Ale nigdzie nie wzruszyłem się tak jak w ciechanowieckiej remizie.
        Ojciec miotał się.

        - Patrz, Paweł, sieczkarnia z kosą! Toż ja na takiej sieczkę ciął
        pięćdziesiąt lat temu. O tak, lewą ręką przesuwało się słomę, a prawą – ciach!
        Matko Boska, balejka! – staliśmy przed balią. – Balejka he he he! – rżał ojciec
        na całą salę. – Wielkanoc, Boże Narodzenie...... A ja gołkiem, golusieńki ...
        he he! ... miała się babka ze mną przy myciu – śmiał się, obmacując sczerniałe
        klepki. A łzy kapały do balii.

        Czego tam nie ma, w tym muzeum! Są i motowidła, i kosze, i świątki, i
        drewniane widły, sochy, łyżki, warząchwie, gliniane dwojaczki... Na płaskim
        kamieniu rozłożono kije pastusze – sękate, rzeźbione, gięte we wrzątku,
        osmalane w ogniu. Pociągnąłem nosem, bo dalibóg, przez salę jakby przeleciał
        swąd dymu, któryśmy ze Stolarczukami łykali na brukowskich łąkach. Zezowałem
        tylko, czy aby przy krosnach nie zasiądzie babka i nie zacznie furkotać
        czółenkiem, czy za wozem nie stanie dziadek z mazielnicą w ręku i nie zacznie
        smarować drewnianych osi....

        Ojciec był wstrząśnięty. Z początku hamował się. Potem chodził wzdłuż ścian z
        opuszczonymi rękami i gubił łzę za łzą. Wyszliśmy – nie pomogło. Jakby puściły
        więzy, którymi dotąd się spinał. Nie starał się kryć wzruszenia. Szedł obok
        mnie bezbronnie stary. Wsiedliśmy do autobusu. Milczał całą drogę.

        Do domu zajechaliśmy na wieczór. Pomogłem zadać karmę świniom. Nanosiłem z
        piwnicy kartofli do parnika. Wydoiłem nawet krowy. Mój stary chodził po gumnie
        jak błędny. Zapominał o drzwiach. Wracał dwa razy po to samo. Gubił, szukał.
        Poszarzał jakoś, głowę wcisnął w barki. Gdyśmy obrządzili wszystko, stanął na
        środku gumna. Uważnie przyglądał się wyłysiałym strzechom, koślawym węgłom,
        zbutwiałym drzwiom. I powiedział jedno słowo, bezgranicznie smutne:

        - Esponaty ....

        Siłą nawyku sprawdził jeszcze zamknięcie drzwi w oborze i stajni, przysunął
        bramę wjazdową. Ale zamiast pójść do chaty, jak czynił zawsze, usiadł na zrębie
        studni. Wyjął sporty. Nijak nie mógł przypalić, płomyk zapałki wciąż mijał się
        z końcem papierosa. Pomogłem. Palił w milczeniu. Wieś cichła.

        A październikowy chłód wysklepił nad nami granatowe niebo. I gwiazdy skrzyły
        się jak na szkle. Mrok wyłaził z lasu, pełzał ogrodami. Przysiadłem na kręgu
        studni. W głębi woda kołysała leciusieńko nasze sylwetki. Zapatrzyłem się w
        czarny tunel, w kołyszące się gwiazdy – i cały świat się rozkołysał, kołysał,
        kołysał ... I wtedy ojciec, nad gwiazdami i pod gwiazdami, palący sporta w
        środku świata, wystękał:

        - A ty?

        Milczałem.


        • Gość: AndrzejG Re: To, co piękne... dla mnie oczywiscie:))) AG? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.02.02, 20:07
          Dla mnie też i do tego takie prawdziwe:)
          Ja też mogę już patrzeć na niektóre sprzęty jak na eksponaty,
          tyle mojego szczęścia , że sam nie musze się jeszcze czuć jak ten 'esponat'

          Andrzej
          • czort Re: To, co piękne... dla mnie oczywiscie:))) AG? 10.02.02, 20:19
            winnam wyjasnienie - napisal to Edward Redliński. Opowiadanko z tomu "Listy z
            Rabarbaru" wydane w latach 60-tych.
            przeczytalam na forum o forum :)))
      • Gość: Yidele Politics & the English language IP: *.budimex.com.pl 10.02.02, 21:58
        Politics and the English Language
        1946
        Most people who bother with the matter at all would admit that the English
        language is in a bad way, but it is generally assumed that we cannot by
        conscious action do anything about it. Our civilization is decadent and our
        language
      • Gość: Yidele Re: To, co piękne... IP: *.budimex.com.pl 10.02.02, 21:59

        Operators or verbal false limbs. These save the trouble of picking out
        appropriate verbs and nouns, and at the same time pad each sentence with extra
        syllables which give it an appearance of symmetry. Characteristic phrases are
        render inoperative, militate against, make contact with, be subjected to, give
        rise to, give grounds for, have the effect of, play a leading part (role) in,
        make itself felt, take effect, exhibit a tendency to, serve the purpose of,
        etc.,etc . The keynote is the elimination of simple verbs. Instead of being a
        single word, such as break, stop, spoil, mend, kill , a verb becomes a phrase ,
        made up of a noun or adjective tacked on to some general-purpose verb such as
        prove, serve, form, play, render . In addition, the passive voice is wherever
        possible used in preference to the active, and noun constructions are used
        instead of gerunds (by examination of instead of by examining ). The range of
        verbs is further cut down by means of the -ize and de- formations, and the
        banal statements are given an appearance of profundity by means of the not un-
        formation. Simple conjunctions and prepositions are replaced by such phrases as
        with respect to, having regard to, the fact that, by dint of, in view of, in
        the interests of, on the hypothesis that ; and the ends of sentences are saved
        by anticlimax by such resounding commonplaces as greatly to be desired, cannot
        be left out of account, a development to be expected in the near future,
        deserving of serious consideration, brought to a satisfactory conclusion , and
        so on and so forth.

        Pretentious diction. Words like phenomenon, element, individual (as noun),
        objective, categorical, effective, virtual, basic, primary, promote,
        constitute, exhibit, exploit, utilize, eliminate, liquidate , are used to dress
        up a simple statement and give an aire of scientific impartiality to biased
        judgements. Adjectives like epoch-making, epic, historic, unforgettable,
        triumphant, age-old, inevitable, inexorable, veritable , are used to dignify
        the sordid process of international politics, while writing that aims at
        glorifying war usually takes on an archaic color, its characteristic words
        being: realm, throne, chariot, mailed fist, trident, sword, shield, buckler,
        banner, jackboot, clarion . Foreign words and expressions such as cul de sac,
        ancien r&eacutgime, deus ex machina, mutatis mutandis, status quo,
        gleichschaltung, weltanschauung , are used to give an air of culture and
        elegance. Except for the useful abbreviations i.e., e.g. , and etc. , there is
        no real need for any of the hundreds of foreign phrases now current in the
        English language. Bad writers, and especially scientific, political, and
        sociological writers, are nearly always haunted by the notion that Latin or
        Greek words are grander than Saxon ones, and unnecessary words like expedite,
        ameliorate, predict, extraneous, deracinated, clandestine, subaqueous , and
        hundreds of others constantly gain ground from their Anglo-Saxon numbers. The
        jargon peculiar to Marxist writing (hyena, hangman, cannibal, petty bourgeois,
        these gentry, lackey, flunkey, mad dog, White Guard , etc.) consists largely of
        words translated from Russian, German, or French; but the normal way of coining
        a new word is to use Latin or Greek root with the appropriate affix and, where
        necessary, the size formation. It is often easier to make up words of this kind
        (deregionalize, impermissible, extramarital, non-fragmentary and so forth) than
        to think up the English words that will cover one's meaning. The result, in
        general, is an increase in slovenliness and vagueness.

        Meaningless words. In certain kinds of writing, particularly in art criticism
        and literary criticism, it is normal to come across long passages which are
        almost completely lacking in meaning. Words like romantic, plastic, values,
        human, dead, sentimental, natural, vitality , as used in art criticism, are
        strictly meaningless, in the sense that they not only do not point to any
        discoverable object, but are hardly ever expected to do so by the reader. When
        one critic writes, "The outstanding feature of Mr. X's work is its living
        quality," while another writes, "The immediately striking thing about Mr. X's
        work is its peculiar deadness," the reader accepts this as a simple difference
        opinion. If words like black and white were involved, instead of the jargon
        words dead and living, he would see at once that language was being used in an
        improper way. Many political words are similarly abused. The word Fascism has
        now no meaning except in so far as it signifies "something not desirable." The
        words democracy, socialism, freedom, patriotic, realistic, justice have each of
        them several different meanings which cannot be reconciled with one another. In
        the case of a word like democracy, not only is there no agreed definition, but
        the attempt to make one is resisted from all sides. It is almost universally
        felt that when we call a country democratic we are praising it: consequently
        the defenders of every kind of regime claim that it is a democracy, and fear
        that they might have to stop using that word if it were tied down to any one
        meaning. Words of this kind are often used in a consciously dishonest way. That
        is, the person who uses them has his own private definition, but allows his
        hearer to think he means something quite different. Statements like Marshal
        Petain was a true patriot, The Soviet press is the freest in the world, The
        Catholic Church is opposed to persecution, are almost always made with intent
        to deceive. Other words used in variable meanings, in most cases more or less
        dishonestly, are: class, totalitarian, science, progressive, reactionary,
        bourgeois, equality.

        Now that I have made this catalogue of swindles and perversions, let me give
        another example of the kind of writing that they lead to. This time it must of
        its nature be an imaginary one. I am going to translate a passage of good
        English into modern English of the worst sort. Here is a well-known verse from
        Ecclesiastes:

        I returned and saw under the sun, that the race is not to the swift, nor the
        battle to the strong, neither yet bread to the wise, nor yet riches to men of
        understanding, nor yet favour to men of skill; but time and chance happeneth to
        them all.
        Here it is in modern English:
        Objective considerations of contemporary phenomena compel the conclusion that
        success or failure in competitive activities exhibits no tendency to be
        commensurate with innate capacity, but that a considerable element of the
        unpredictable must invariably be taken into account.
        This is a parody, but not a very gross one. Exhibit (3) above, for instance,
        contains several patches of the same kind of English. It will be seen that I
        have not made a full translation. The beginning and ending of the sentence
        follow the original meaning fairly closely, but in the middle the concrete
        illustrations
      • Gość: Yidele Politics& the English Language III IP: *.budimex.com.pl 10.02.02, 22:01
        The second contains not a single fresh, arresting phrase, and in spite of its
        ninety syllables it gives only a shortened version of the meaning contained in
        the first. Yet without a doubt it is the second kind of sentence that is
        gaining ground in modern English. I do not want to exaggerate. This kind of
        writing is not yet universal, and outcrops of simplicity will occur here and
        there in the worst-written page. Still, if you or I were told to write a few
        lines on the uncertainty of human fortunes, we should probably come much nearer
        to my imaginary sentence than to the one from Ecclesiastes. As I have tried to
        show, modern writing at its worst does not consist in picking out words for the
        sake of their meaning and inventing images in order to make the meaning
        clearer. It consists in gumming together long strips of words which have
        already been set in order by someone else, and making the results presentable
        by sheer humbug. The attraction of this way of writing is that it is easy. It
        is easier
      • Gość: Yidele Politics & the English language IV IP: *.budimex.com.pl 10.02.02, 22:03

        The inflated style itself is a kind of euphemism. A mass of Latin words falls
        upon the facts like soft snow, blurring the outline and covering up all the
        details. The great enemy of clear language is insincerity. When there is a gap
        between one's real and one's declared aims, one turns as it were instinctively
        to long words and exhausted idioms, like a cuttlefish spurting out ink. In our
        age there is no such thing as "keeping out of politics." All issues are
        political issues, and politics itself is a mass of lies, evasions, folly,
        hatred, and schizophrenia. When the general atmosphere is bad, language must
        suffer. I should expect to find
      • Gość: Yidele Politics & the English language V - the end IP: *.budimex.com.pl 10.02.02, 22:04
        One cannot change this all in a moment, but one can at least change one's own
        habits, and from time to time one can even, if one jeers loudly enough, send
        some worn-out and useless phrase
    • Gość: Yidele Re: To, co piękne... IP: *.budimex.com.pl 10.02.02, 21:49
      Kubla Khan

      In XANADU did Kubla Khan
      A stately pleasure dome decree:
      Where Alph, the sacred river, ran
      Through caverns measureless to man
      Down to a sunless sea.

      So twice five miles of fertile ground
      With walls and towers were girdled round:
      And there were gardens bright with sinuous rills,
      Where blossomed many an incense-bearing tree;
      And here were forests ancient as the hills,
      Enfolding sunny spots of greenery.


      But Oh! that deep romantic chasm which slanted
      Down the green hill athwart a cedarn cover!
      A savage place! as holy as enchanted
      As e'er beneath a waning moon was haunted
      By woman wailing for her demon-lover!
      And from this chasm, with ceaseless turmoil seething,
      As if this earth in fast thick pants were breathing,
      A might fountain momently was forced:
      Amid whose swift half-intermitted burst
      Huge fragments vaulted like rebounding hail,
      Or chaffy grain beneath the thresher's flail:
      And 'mid these dancing rocks at once and ever
      It flung up momently the sacred river.


      Five miles meandering with a mazy motion
      Through wood and dale the sacred river ran,
      Then reached the caverns measureless to man,
      And sank in tumult to a lifeless ocean:
      And 'mid this tumult Kubla heard from far
      Ancestral voices prophesying war!
      The shadow of the dome of pleasure
      Floated midway on the waves;
      Where was heard the mingled measure
      From the fountain and the caves.
      It was a miracle of rare device,
      A sunny pleasure-dome with caves of ice!


      A damsel with a dulcimer
      In a vision once I saw:
      It was an Abyssinian maid,
      And on her dulcimer she played,
      Singing of Mount Abora.
      Could I revive within me
      Her symphony and song,
      To such a deep delight 'twould win me,
      That with music loud and long,
      I would build that dome in air,
      That sunny dome! those caves of ice!


      And all who heard would see them there,
      And all who should cry, Beware! Beware!
      His flashing eyes, his floating hair!
      Weave a circle round him thrice,
      And close your eyes with holy dread,
      For he on honey-dew hath fed,
      And drunk the milk of Paradise.




      --------------------------------------------------------------------------------
      Samuel Taylor Coleridge
      • gabrielacasey The Ballad Of East And West 31.07.03, 02:23
        Oh, East is East, and West is West, and never the twain shall meet,
        Till Earth and Sky stand presently at God's great Judgment Seat;
        But there is neither East nor West, Border, nor Breed, nor Birth,
        When two strong men stand face to face,
        tho' they come from the ends of the earth!

        Kamal is out with twenty men to raise the Border-side,
        And he has lifted the Colonel's mare that is the Colonel's pride:
        He has lifted her out of the stable-door between the dawn and the day,
        And turned the calkins upon her feet, and ridden her far away.
        Then up and spoke the Colonel's son that led a troop of the Guides:
        "Is there never a man of all my men can say where Kamal hides?"
        Then up and spoke Mahommed Khan, the son of the Ressaldar:
        "If ye know the track of the morning-mist, ye know where his pickets are.
        At dusk he harries the Abazai
    • Gość: Yidele Re: To, co piękne...The Lie IP: *.budimex.com.pl 10.02.02, 21:51
      The Lie

      GO, Soul, the body's guest,
      Upon a thankless arrant:
      Fear not to touch the best;
      The truth shall be thy warrant:
      Go, since I needs must die,
      And give the world the lie.

      Say to the court, it glows
      And shines like rotten wood;
      Say to the church it shows
      What's good, and doth no good:
      If church and court reply,
      Then give them both the lie.

      Tell potentates, they live
      Acting by others' action;
      Not loved unless they give,
      Not strong but by affection:
      If potentates reply,
      Give potentates the lie.

      Tell men of high condition
      That manage the estate,
      Their purpose is ambition,
      Their practice only hate:
      And if they once reply,
      Then give them all the lie.

      Tell them that brave it most
      They beg for more by spending,
      Who, in their greatest cost,
      Seek nothing but commending:
      And if they make reply,
      Then give them all the lie.

      Tell zeal it wants devotion,
      Tell love it is but lust;
      Tell time it metes but motion,
      Tell flesh it is but dust:
      And wish them not reply,
      For thou must give the lie.

      Tell age it daily wasteth;
      Tell honour how it alters;
      Tell beauty how she blasteth;
      Tell favour how it falters;
      And as they shall reply,
      Give every one the lie.

      Tell wit how much it wrangles
      In tickle points of niceness;
      Tell wisdom she entangles
      Herself in over-wiseness:
      And when they do reply,
      Straight give them both the lie.

      Tell physic of her boldness;
      Tell skill it is pretension;
      Tell charity of coldness;
      Tell law it is contention;
      And as they all reply,
      So give them still the lie.

      Tell fortune of her blindness;
      Tell nature of decay;
      Tell friendship of unkindness;
      Tell justice of delay;
      And if they will reply,
      Then give them all the lie.

      Tell arts they have no soundness,
      But vary by esteeming;
      Tell schools they want profoundness,
      And stand too much on seeming:
      If arts and schools reply,
      Give arts and schools the lie.

      Tell faith it's fled the city;
      Tell how the country erreth;
      Tell manhood shakes off pity
      And virtue least preferreth:
      And if they do reply,
      Spare not to give the lie.

      So when thou hast, as I
      Commanded thee, done blabbing
      --Although to give the lie
      Deserves no less than stabbing
      • gabrielacasey To A Cat 31.07.03, 02:30
        STATELY, kindly, lordly friend,
        Condescend
        Here to sit by me, and turn
        Glorious eyes that smile and burn,
        Golden eyes, love's lustrous meed,
        On the golden page I read.

        All your wondrous wealth of hair,
        Dark and fair,
        Silken-shaggy, soft and bright
        As the clouds and beams of night,
        Pays my reverent hand's caress
        Back with friendlier gentleness.

        Dogs may fawn on all and some
        As they come;
        You, a friend of loftier mind,
        Answer friends alone in kind.
        Just your foot upon my hand
        Softly bids it understand.

        Morning round this silent sweet
        Garden-seat
        Sheds its wealth of gathering light,
        Thrills the gradual clouds with might,
        Changes woodland, orchard, heath,
        Lawn, and garden there beneath.

        Fair and dim they gleamed below:
        Now they glow
        Deep as even your sunbright eyes,
        Fair as even the wakening skies.
        Can it not or can it be
        Now that you give thanks to see ?

        May not you rejoice as I,
        Seeing the sky
        Change to heaven revealed, and bid
        Earth reveal the heaven it hid
        All night long from stars and moon,
        Now the sun sets all in tune?

        What within you wakes with day
        Who can say?
        All too little may we tell,
        Friends who like each other well,
        What might haply, if we might,
        Bid us read our lives aright.

        Wild on woodland ways your sires
        Flashed like fires;
        Fair as flame and fierce and fleet
        As with wings on wingless feet
        Shone and sprang your mother, free,
        Bright and brave as wind or sea.

        Free and proud and glad as they,
        Here to-day
        Rests or roams their radiant child,
        Vanquished not, but reconciled,
        Free from curb of aught above
        Save the lovely curb of love.

        Love through dreams of souls divine
        Fain would shine
        Round a dawn whose light and song
        Then should right our mutual wrong-
    • Gość: AndrzejG Mikołaj Rej IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.02.02, 06:00
      A niechaj narodowie wżdy postronni znają,
      Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają
    • Gość: oko PRZYJACIELE, KTORYCH NIE MIALEM IP: *.chello.pl 11.02.02, 10:40
      Slowa K.M. Sieniawski
      Muzyka P. Gintrowski

      PRZYJACIELE, KTORYCH NIE MIALEM

      Przyjaciele, ktorych nie mialem,
      ktorych w biedzie sobie zmyslilem
      opowiedza wam, ze kochalem,
      a to przeciez znaczy, ze zylem.

      Oni kazdy dzien wam powtorza,
      o powrotach znikad powiedza,
      zaufali ptasim podrozom,
      a to przeciez znaczy, ze wiedza.

      Nie gniewajcie sie, ze nie chcialem
      zyc wsrod was, bo nie siebie zniszczylem,
      przyjaciele, ktorych nie mialem,
      moga przysiac, ze kiedys bylem...
      • Gość: AndrzejG Piosenka moich przyjaciół: Dziesięć w skali .... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.02.02, 14:34
        Dziesięć w skali Beauforta

        Kołysał nas zachodni wiatr a d
        Brzeg gdzieś za rufą został E7 a
        I nagle ktoś jak papier zbladł d a
        "Sztorm idzie, panie bosman!" H7 E7

        A bosman tylko zapiął płaszcz F C F C
        I zaklął: "Ech, do czorta!" F E7 a
        Nie daję łajbie żadnych szans F G C E7 a
        Dziesięć w skali Beauforta! a d E7 a

        Z zasłony ołowianych chmur
        Ulewa spadła nagle
        Rzucało nami w górę i w dół
        I fala zmyła żagle

        A bosman tylko...

        O pokład znów uderzył deszcz
        I padał już do rana
        Diabelnie ciężki to był rejs
        Szczególnie dla bosmana

        A bosman tylko zapiął płaszcz
        I zaklął: "Ech, do czorta!"
        Przedziwne czasem sny się ma
        Dziesięć w skali Beauforta!
      • Gość: AndrzejG Piosenka moich przyjaciół: Morskie opowieści IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.02.02, 14:48
        Morskie opowieści

        Kiedy rum zaszumi w głowie, a
        Cały świat nabiera treści, G
        Wtedy chętniej słucha człowiek a C
        Morskich opowieści. G E7 a

        Kto chce, ten niechaj słucha,
        Kto nie chce, niech nie słucha,
        Jak balsam są dla ucha
        Morskie opowieści.

        Hej, ha! Kolejkę nalej!
        Hej, ha! Kielichy wznieśmy!
        To zrobi doskonale
        Morskim opowieściom.

        Łajba to jest morski statek,
        Sztorm to wiatr co dmucha z gestem,
        Cierpi kraj na niedostatek
        Morskich opowieści.

        Pływał raz marynarz, który
        Żywił się wyłącznie pieprzem,
        Sypał pieprz do konfitury
        I do zupy mlecznej.


        Był na "Lwowie" młodszy majtek,
        Czort, Rasputin, bestia taka,
        Że sam kręcił kabestanem
        I to bez handszpaka.

        Jak pod Helem raz dmuchnęło,
        Żagle zdarła moc nadludzka,
        Patrzę - w koję mi przywiało
        Nagą babkę z Pucka.


        Niech drżą gitary struny,
        Niech wiatr grzywacze pieści,
        Gdy płyniemy pod banderą
        Morskich opowieści.

        Od Falklandu-śmy płynęli,
        Doskonale brała ryba,
        Mogłeś wędką wtedy złapać
        Nawet wieloryba.


        Rudy Joe, kiedy popił,
        Robił bardzo głupie miny,
        Albo skakał też do wody
        I gonił rekiny.

        I choć rekin twarda sztuka,
        Ale Joe w wielkiej złości
        Łapał gada od ogona
        I mu łamał kości.


        Może ktoś się będzie zżymał
        Mówiąc, że to zdrożne wieści,
        Ale to jest właśnie klimat
        Morskich opowieści.

        Kto chce, ten niechaj wierzy,
        Kto nie chce, niech nie wierzy
        Nam na tym nie zależy,
        Więc wypijmy jeszcze.


        Pij bracie, pij na zdrowie,
        Jutro ci się humor przyda,
        Spirytus ci nie zaszkodzi,
        Idzie sztorm - wyrzygasz.

        Raz bosmana rekin pożarł,
        Lecz nie smućcie się kochani,
        Bosman żyje, rekin umarł,
        Zatruł się zbukami.


        Znałem kiedyś Chinkę w barze,
        Co śpiewała piosnki sprośne,
        Gdy kimono swe rozdziała,
        Cycki miała skośne.

        Pływał raz marynarz, który
        Żywił się wyłącznie wódką
        Dawał wódkę małolatom
        No i prostytutkom.

        Pływał z nami raz szantymen,
        Śpiewał bardzo niskim basem,
        W rękach zawsze miał gitarę,
        Ster trzymał... rękami.






        • przyjaciel1 Re: Piosenka moich przyjaciół: Morskie opowieści 22.02.02, 20:06
          za tych co na morzu.
          hej, ha ,kielicha wznieśmy...
      • Gość: konrad Re: PRZYJACIELE, KTORYCH NIE MIALEM IP: *.port.gdynia.pl 15.02.02, 08:56
        Gość portalu: oko napisał(a):

        > Slowa K.M. Sieniawski
        > Muzyka P. Gintrowski
        >
        > PRZYJACIELE, KTORYCH NIE MIALEM
        >
        > Przyjaciele, ktorych nie mialem,
        > ktorych w biedzie sobie zmyslilem
        > opowiedza wam, ze kochalem,
        > a to przeciez znaczy, ze zylem.
        >
        > Oni kazdy dzien wam powtorza,
        > o powrotach znikad powiedza,
        > zaufali ptasim podrozom,
        > a to przeciez znaczy, ze wiedza.
        >
        > Nie gniewajcie sie, ze nie chcialem
        > zyc wsrod was, bo nie siebie zniszczylem,
        > przyjaciele, ktorych nie mialem,
        > moga przysiac, ze kiedys bylem...

        to co piękne.
    • Gość: Dzik Re: To, co piękne...: S.Wyspiański - Wesele IP: *.*.*.* 11.02.02, 12:38
      S. Wyspiański - Wesele

      SCENA 16. POETA, PANNA MŁODA

      POETA
      Panna młoda - ze snu, z nocy ?

      PANNA MŁODA
      A sen to miałam,
      choć nie spałam,
      ino w taki ległam niemocy ...

      POETA
      Od miłości panna młoda osłabła.

      PANNA MŁODA
      ------------------------------
      We złotej ogromnej karocy
      napotkałam na śnie diabła;
      takie mi sie głupstwo śniło,
      tak sie ta pletło, baiło.

      POETA
      I od razu diabeł jak z procy,
      i od razu kareta złota ?

      PANNA MŁODA
      A tak-ta na śnie, nie dziwota,
      że sie jakie byle co zwidzi;
      niech ino pon nie szydzi,
      bo pon, to po dniu zdziwuje,
      jesce wsędy rozgaduje,
      jakby cejco - choć ni ma co.

      POETA
      Są tacy, co za to płacą;
      że z jednego takiego bajania
      można sobie powóz sprawić
      i zestrojonego diabła,
      i ogromnie wielu gapiów zabawić.

      PANNA MŁODA
      Od tańcenia takem osłabła ...
      Śniło mi się, że siadam do karety,
      a oczy mi sie kleją - o rety. -
      Śniło mi sie, że siedze w karecie
      i pytam się, bo mnie wiezą przez lasy,
      przez jakiesi murowane miasta
    • Gość: Dzik Re: To, co piękne...: S.Barańczak - A tak niewiele IP: *.*.*.* 11.02.02, 12:53
      Stanisław Barańczak

      A tak niewiele brakowało

      A tak niewiele brakowało: mogłem
      po prostu wraz z innymi podnieść rękę,
      po prostu wraz z innymi ją opuścić -
      aby w tej samej chwili wrosła ciężkim
      łokciem w zielone sukno prezydialnych stołów,
      w skórę wyściełającą przepastne siedzenia
      czarnych limuzyn, w polakierowane
      pulpity mównic, w bankietową biel
      obrusów;

      mogłem podnieść rękę. Ale nie.
      Nadmiar przekory ? brak pokory ? szczerze
      mówiąc, jedynie moment zagapienia:
      paniczny strach na myśl, że może wcale
      nie będę mógł opuścić ręki, że
      dłoń podniesioną przebije rzeźnicki
      hak nieba, które ze smutną ironią
      lubimy sobie wyobrażać jako
      pusty sklep mięsny, gdzie tylko czasami
      zjawia się towar w postaci
      naszych zarżniętych dusz.


      • Gość: AndrzejG Re: To, co piękne...: S.Barańczak - A tak niewiele IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.02.02, 14:37
        O jakim głosowaniu myślał autor?
        Musiało być niesłychanie ważne i naszpikowane wątpliwościami moralnymi.

        Andrzej
        • Gość: Dzik Re: To, co piękne...: S.Barańczak - A tak niewiele IP: *.*.*.* 11.02.02, 15:01
          Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

          > O jakim głosowaniu myślał autor?
          > Musiało być niesłychanie ważne i naszpikowane
          > wątpliwościami moralnymi.
          >
          > Andrzej
          Ba, nie wiem, ale jeśli nagrodą było
          'zielone sukno prezydialnych stołów',
          skóra 'wyściełająca przepastne siedzenia
          czarnych limuzyn', 'polakierowane
          pulpity mównic', 'bankietowa biel obrusów'
          to za byle co i byle komu tego nie dawali.

          na pewno było wiele takich głosowań w ZLP,

          był przewodniczący PRON Dobraczyński byli Bratny
          i Żukrowski, którzy nigdy nie mieli problemów
          z papierem na kolejne wydania książek itd,
          i był Barańczak /członek KOR/, był Brandys, Kisielewski
          Szczepański, Braun i paru innych, którzy 'nie podnosili
          ręki' gdy tego oczekiwała władza.

          • Gość: AndrzejG Re: To, co piękne...: S.Barańczak - A tak niewiele IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.02.02, 15:25
            Gość portalu: Dzik napisał(a):

            > Gość portalu: AndrzejG napisał(a):
            >
            > > O jakim głosowaniu myślał autor?
            > > Musiało być niesłychanie ważne i naszpikowane
            > > wątpliwościami moralnymi.
            > >
            > > Andrzej
            > Ba, nie wiem, ale jeśli nagrodą było
            > 'zielone sukno prezydialnych stołów',
            > skóra 'wyściełająca przepastne siedzenia
            > czarnych limuzyn', 'polakierowane
            > pulpity mównic', 'bankietowa biel obrusów'
            > to za byle co i byle komu tego nie dawali.
            >
            > na pewno było wiele takich głosowań w ZLP,
            >
            > był przewodniczący PRON Dobraczyński byli Bratny
            > i Żukrowski, którzy nigdy nie mieli problemów
            > z papierem na kolejne wydania książek itd,
            > i był Barańczak /członek KOR/, był Brandys, Kisielewski
            > Szczepański, Braun i paru innych, którzy 'nie podnosili
            > ręki' gdy tego oczekiwała władza.
            >

            To za czasów 'komuny' moje rzemislnicze środowisko było zwarte.
            Widać łączył nas jeden interes-przetrwać.
            Teraz jeden drugiemu .... no dobra , nie pomoże.
            Też poważam Kisielewskiego i innych.
            Co nas różni?Wiara w Boga?
            Dlaczego on jest tak okrutny?

            Andrzej
            • Gość: Dzik Re: To, co piękne...: S.Barańczak - A tak niewiele IP: *.*.*.* 11.02.02, 16:44
              'Dlaczego on jest tak okrutny ?'

              jeśli pozwolisz przeniosę to pytanie
              do wątku: 'ważenie misia' bo tu się zrobi nie na temat
              a poruszyłeś bardzo ważny może jeden z najważniejszych
              problemów: Bóg i jego miłosierdzie a cierpienie
              człowieka, śmierć itd.


              do zobaczenia w wątku misia
      • damodar Re: To, co piękne...: S.Barańczak - A tak niewiel 09.07.02, 07:00
        Gość portalu: Dzik napisał(a):

        > Stanisław Barańczak
        >
        > A tak niewiele brakowało
        >
        > A tak niewiele brakowało: mogłem
        > po prostu wraz z innymi podnieść rękę,
        > po prostu wraz z innymi ją opuścić -
        > aby w tej samej chwili wrosła ciężkim
        > łokciem w zielone sukno prezydialnych stołów,
        > w skórę wyściełającą przepastne siedzenia
        > czarnych limuzyn, w polakierowane
        > pulpity mównic, w bankietową biel
        > obrusów;
        >
        > mogłem podnieść rękę. Ale nie.
        > Nadmiar przekory ? brak pokory ? szczerze
        > mówiąc, jedynie moment zagapienia:
        > paniczny strach na myśl, że może wcale
        > nie będę mógł opuścić ręki, że
        > dłoń podniesioną przebije rzeźnicki
        > hak nieba, które ze smutną ironią
        > lubimy sobie wyobrażać jako
        > pusty sklep mięsny, gdzie tylko czasami
        > zjawia się towar w postaci
        > naszych zarżniętych dusz.
        >
        >

    • Gość: Dzik Re: To, co piękne...: S.Barańczak - Nigdy naprawdę IP: *.*.*.* 11.02.02, 12:54

      Stanisław Barańczak

      Nigdy naprawdę

      Nigdy naprawdę nie marzłem, nigdy
      nie żarły mnie wszy, nigdy nie zaznałem
      prawdziwego głodu, poniżenia, strachu o własne życie:

      czasami się zastanawiam, czy w ogóle mam prawo pisać

    • Gość: Dzik Re: To, co piękne: S.Barańczak - Kiedyś, po latach IP: *.*.*.* 11.02.02, 12:56
      Stanisław Barańczak

      "Kiedyś po latach, Historia przyzna nam rację."
      Ale Historia niczego nie przyzna, nie przyzna
      się do niczego, Historia nie odezwie się już
      ani słowem, Historia
      leży pod półtora metrem piasku albo
      gliny,
      pod skórą Historii zgęstniała w sińce
      krerw
      z wolna przemieszcza się w dół, zgodnie z prawem
      ciążenia,
      w oczach Historii jest pustka i nad wybitymi
      zębami
      nawet nie drgną jej na zawsze
      zaciśnięte,
      na zawsze uciszone, na zawsze osiemnastoletnie
      wargi

    • Gość: Dzik Re: To, co piękne...: Kazanie na górze. IP: *.*.*.* 11.02.02, 13:37
      KAZANIE NA GÓRZE

      Mateusz 5, 1-12
      Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę.
      A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie.
      Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:
      "Błogosławieni ubodzy w duchu,
      albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
      Błogosławieni, którzy sie smucą,
      albowiem oni będą pocieszeni
      Błogosławieni cisi,
      albowiem oni na własność posiądą ziemię
      Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości
      albowiem oni będą nasyceni.
      Błogosławieni miłosierni,
      albowiem oni miłosierdzia dostąpią
      Błogosławieni czystego serca,
      albowiem oni Boga oglądać będąa.
      Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój,
      albowiem oni będą nazywani synami Bożymi.
      Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania
      dla
      sprawiedliwości,
      albowiem do nich należy królestwo
      niebieskie.
      Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i
      prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie
      wszystko złe na was.
      Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka
      jest w niebie.
      Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed
      wami.

      Mateusz 5, 43-48
      Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego
      bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz
      nienawidził. A Ja wam powiadam:
      Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie sie za tych,
      którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca
      waszego, który jest w niebie;
      ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi
      i dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i
      niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy
      was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie.
      Łukasz 6,
      31
      Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im
      czyńcie.


      Łukasz 6, 37-38
      Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie,
      a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam
      odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane: miarę dobrą,
      natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze
      wasze. Odmierzą wam bowiem taką miara, jaką wy
      mierzycie.

      6, 43-45
      Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani
      złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. Po owocu
      poznaje się każde drzewo:[...]
      Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa
      dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo
      z obfitości serca mówią jego usta.

    • Gość: Dzik Dla relaksu: J.T.Stanisławski - O wyższości Świąt IP: *.*.*.* 11.02.02, 14:09
      Jan Tadeusz Stanisławski

      Cykl.
      O wyższości Świąt Wielkiejnocy nad Świętami Bożego
      Narodzenia.

      Dlaczego

      Pytają nas często studenci jak to się dzieje, że raz
      głosimy wyższość Bożego Narodzenia - a raz
      Wielkiejnocy. Czy nas to nie razi, i czy nie uważamy
      tego za niemoralne. A nade wszystko - co jest powodem.
      Odpowiadamy co jest tego powodem. Oto on:
      koniunkturalizm. Tak jest. Albowiem, gdy mamy bliżej
      Boże Narodzenie - wtedy głosimy jego wyższość.
      Wypieramy się tej wyższości, gdy tylko bliziutko
      Wielkanoc.
      Już widzimy jak Czytelnikom jeżą się włosy na głowie na
      taki wszech ogarniający cynizm niegodny humanisty ze
      skłonnością do socjalizowania. Już słyszymy jak co
      poniektóra matka zatyka ucho dziecka na takie dictum.
      Już nam wiadomo, który to publicysta katolicki zagrzmi
      przeciw nam na łamach swego organu, o sianiu
      defetystycznych i obcych nam miazmatów.

      I tu niestety, wszyscy oni zostaną haniebnie zaskoczeni
      i sromotnie pobici. Przy czym nie chodzi nam nawet o
      to, że pierwsi jawnie przyznaliśmy sie do tego co
      powszechnie istnieje (bo cóż to za odwaga stanąć po
      stronie większości !). Chodzi nam o zaćmienie umysłowe
      ogarniające ludzi, których można by podejrzewać
      przynajmniej o rozsądek jeżeli już nie o
      materialistyczny światopogląd. Przyjrzyjmy się bowiem
      sprawie jasno, a zróbmy to na przykładach. Oto ...
      bocian. Czyż nie jest on klasycznym przykładem
      koniunkturalisty, który czuje pismo nosem i wiem kiedy
      wrócić do Polski ? ... A co się dzieje z
      bocianem
      nonkonformistą, który chciałby wrócić w lutym ?!...
      Lepiej nie mówmy.
      Oto pączki drzew ulegające koniunkturze wiosny!... Oto
      niedźwiedź umykający przed zimą do jamy. Oto człowiek
      koniunkturalista odziewający się w kożuch zimą, a nie
      latem. Oto rolnik, którego cynizm posunął się wręcz do
      granic nieprzyzwoitości, bo jak można hodować coraz
      dorodniejszą trzodę chlewną wiedząc, że państwo za to
      właśnie lepiej płaci ? ... A robotnik, przekraczający
      normy z chęci zysku i taniego poklasku ?... A student
      uczący się lepiej dla uznania w oczach dziekana ?... A
      młodzież zdająca matury, mimo, że wiedząca dobrze o
      tym, iż dzięki temu będzie popychana w kierunku
      studiów i bezrobocia
      ?
      Jakże cudownie żyją sobie społeczeństwa
      niekoniunkturalne ! Nie sieją, nie orzą, z głodu
      umierają i czyste sumienie
      mają.
      Przyjemni zatem są ci ludzie, którzy właśnie uważają,
      że za wszelką cenę należy mieć własne zdanie. Własne
      zdanie, bo rację - niekoniecznie. Albowiem
      zdanie - to sprawa więcej gramatyczna, Racja natomiast
      - to rzecz z dziedziny logiki, czyli nauki o
      prawdzie. Można niegramatycznie mówić prawdę , ale nie
      sposób mówić bzdur poprawną polszczyzną. Język
      natychmiast zdemaskuje to, co fałszuje
      głowa.
      Stąd niebezpieczne jest upieranie się przy własnych
      zdaniach, gdy demaskują one fałsz. Warto z nich
      zrezygnować i być z tego nawet dumnym. Choćby za
      cenę okrzyknięcia
      koniunkturalistami.

      I to by było na tyle.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka