tatam
08.02.02, 18:20
Przeczytane w 'Przegladzie Tygodniowym' z 4.11.1994.
Kiedy katechetka po pietnastominutowym wykladzie w VIa sciszonym glosem
powiedziala, ze zaplodnienie metoda in vitro jest greszne, nikt sie tym nie
przejal. Jedni jedli jablka, inni spali albo grali w kolko i krzyzyk. Jedynie
Karolina, ktorej ojciec jest ginekologiem i dla ktorej obco brzmiacy termin nie
stanowil zadnej trudnosci w rozszyfrowaniu, nagle obudzila klase pytaniem:
- Dlaczego?
- Jak to dlaczego? - zdziwila sie wykladowczyni. - Bo czlowiek powinien
powstawac normalnie, a nie po lekarsku.
- Normalnie, to znaczy "jedno drugie gniecie i wychodzi trzecie" - zarechotal
Robert, a za nim cala reszta chlopakow.
- Normalnie, to znaczy z milosci - twarz katechetki przybrala odcien buraka.
- Moj tata twierdzi, ze dzieci urodzone z tak wielkim trudem sa jeszcze
bardziej kochane niz te... normalne - sprzeciwila sie Karolina.
- Ale ginie zycie - zdenerwowala sie katechetka. - Czesc plemnikow z probowki
wylewa sie wprost... przepraszam za slowo... do sedesu. Czy to jest humanitarne?
- Przeciez wystarczy jeden plemnik i jedno jajo, zeby powstala zywa istota.
Reszta jest niepotrzebna, pani od biologii nam tlumaczyla - zabrala glos
prymuska Aneta.
- Niech bedzie, ze tak... ale zeby do sedesu... - rozzalila sie katechetka.
- Lepiej za okno, albo do doniczki. Kwiatki z plemnikami lepiej rosna -
szeptem poradzil Robert, a cala klasa wybuchnela smiechem.
- Cisza! - katechetka czula, ze za chwile przestanie panowac nad caloscia.
- Wlasciwie nie przyszlam rozmawiac o in vitro, ale o rozwoju psychicznym i
fizycznym mlodego czlowieka. Przynioslam wykresy, tabele... - zaczela
pospiesznie rozkladac wielkie arkusze.
- Ale ja chce jeszcze dokonczyc temat - Karolina nie dawala za wygrana. -
Prosze pani, co jest lepsze: malzenstwo bezdzietne, klotnie, rozwod z powodu
braku dziecka, czy "dziecko z probowki" i zycie w milosci i zgodzie calej
rodziny? I co ma robic taka kobieta? Tylko cierpiec i plakac?
- Modlic sie o szczesliwe macierzynstwo, modlic sie i gleboko wierzyc, ze Bog
i ja obdarzy laska - odpowiedziala powaznie katechetka i szybko dodala:
- Nie przerywajcie! Chce wam powiedziec, czym sie rozni mezczyzna od kobiety,
chlopak od dziewczyny...
- Kiedy my to dobrze wiemy - odezwal sie Jacek. - Jest taki jeden szczegol.
- A nawet dwa szczegoly - zasmial sie Emil.
- Cicho! Popatrzcie na rysunki. Na pierwszym przedstawiona jest budowa
kobiety, na drugim... Kto sprobuje to zreferowac?
- Kobieta jest bardziej podobna do malpy - zauwazyl Robert i natychmiast
dostal w glowe od najblizej siedzacej Izy.
- Ty powiedz - katechetka zwrocila sie do prymuski Anety.
- No... przeciez to juz bylo na lekcji biologii - dziewczyna zawstydzila sie. -
Kazdy to wie.
- A ja mam inne pytanie - wyskoczyl Emil. - Co pani sadzi o spirali?
- O jakiej spirali? - katechetka udawala, ze nie rozumie.
- O spirali, prezerwatywach, tabletkach antykoncepcyjnych... - wyliczyl jednym
tchem. - I niech nam pani powie, kiedy wreszcie wymysla cos takiego dla
chlopcow, to znaczy mezczyzn, bo czytalem, ze w Ameryce to juz cos takiego
jest - wypalil. W klasie nastala cisza. Ale nie taka zwykla, byle jaka. Cisza
prawdziwego zainteresowania.
- To wszystko, o czym mowisz, jest niegodne czlowieka i niezgodne z nauka
chrzescijanska - katechetka odpowiadala powoli i powaznie. - Czy wiecie o tym,
ze na przyklad taka spirala moze wczepic sie w glowke dziecka? Czy sobie to
wyobrazacie? Noworodek rodzi sie z czyms takim we wlasnej, malenkiej glowce -
zapytala dramatycznie.
- To znaczy, jak on wyglada? - Robert wytrzeszczyl oczy. - Jak... ufoludek?
- A jak mu sie wtedy wklada czapeczki? - po raz pierwszy zaciekawila sie Kasia.
- Na pewno trzeba wyciac w bereciku otworek, zeby antenka mogla sie swobodnie
bujac...
- Zreszta, moze wygladac calkiem fajnie, spiralka zamiast pomponika...
- I moze skakac na glowie, jak na resorach...
W klasie robilo sie coraz weselej. Katechetka zlapala dziennik i z calej sily
trzasnela nim o blat biurka.
- Smarkacze jestescie i tyle! - wrzasnela. W klasie mozna bylo uslyszec
brzeczenie muchy. Za chwile Karolina przymilnym glosem znowu zaczela.
- To porozmawiajmy, prosze pani, o metodzie in vitro, bo jakos nie
dokonczylismy. Dlaczego to jest nie po bozemu?
- A ja proponuje, zeby pomowic o srodkach antykoncepcyjnych. Dlaczego nie
mozna ich uzywac? - bardzo powaznie domagal sie Emil.
- Bo nie mozna - westchnela zrezygnowana katechetka. - I nie ja te prawa
ustanowilam. - Chciala powiedziec cos jeszcze, ale rozlegl sie dzwonek i
wszyscy wybiegli z klasy. Mysleli juz tylko o przerwie i nastepnej klasowce z
matematyki.