SAMANTA - DRAMAT MIŁOSNY O WINIE I ODKUPIENIU

09.02.02, 20:36
Nie chcę być gorsza!!! Teraz ja!


SAMANTA – DRAMAT MIŁOSNY O WINIE I ODKUPIENIU.


Pascal powiada, że pojęcie Dobra i Zła zmienia się w zależności od położenia
geograficznego. Istotnie, ten sam czyn ludzki może być u nas uważany za
zbrodnię, a gdzie indziej poczytywany za dobry uczynek – i odwrotnie.
I tak na przykład w Europie starych rodziców otacza się na ogół czcią i
miłością, ale wśród niektórych plemion Indian amerykańskich każe im się włazić
na wysokie drzewo, po czym potrząsa się drzewem. Jeśli spadną, świętym
obowiązkiem dobrego syna, jak niegdyś u Meseńczyków, jest zatłuc ich paroma
uderzeniami tomahawku, by oszczędzić im wstydu i trosk zgrzybiałej starości.
Jeśli znajdą w sobie dość siły, by utrzymać się na gałęzi, znaczy to, że mogą
jeszcze być przydatni w polowaniu czy łowieniu ryb, i egzekucja się odracza.
Inny przykład: wśród narodów Europy północnej chętnie pija się wódkę, ów napój
przeźroczysty, w którym zaklęta jest czarodziejska moc kartofla. Nawet nasza
narodowa religia uczy, że „dobra gorzała cieszy serce i leczy umysł”. U
mahometan rzecz jest uważana za wielce zdrożną. W Sparcie złodziejstwo było
uprawiane namiętnie i otaczane szacunkiem: było niezbędnym uzupełnieniem
wykształcenia każdego porządnego obywatela. W Laponii gospodarz czuje się
wielce zaszczycony, jeśli przyjęty w jego dom podróżny świadczy jego córce
najdalej posuniętą uprzejmość. Podobnie w Besarabii.
Same w sobie czyny nasze pozostają więc moralnie obojętne. Dopiero sumienie
każdego z nas rozsądza, czy są one dobre czy złe. Tajemnicą, która tkwi na dnie
tego wielkiego nieporozumienia, jest – odczuwana przez człowieka jako
nieuchronna – potrzeba wyznaczania sobie ograniczeń i narzucania skrupułów,
zakazywania sobie takich raczej niż innych czynów według tego, jak wiatr w jego
kraju wieje: rzekłbyś, że ludzkość cała usiłuje sobie przypomnieć po omacku
jakieś dawno zagubione Prawo.
Od paru lat prosperowała pośrodku naszego portu pewna duża, rzęsiście
oświetlona tawerna, położona prawie na wprost jednego z portowych doków.
Spotykała się tam codziennie elita młodych ludzi, którzy zabłysnęli od
niejakiego czasu na forum – jedni wybitnym talentem artystycznym, inni zupełnie
jego brakiem, jeszcze inni wreszcie – swoim zachowaniem podczas burzliwych dni.
Jak widać więc, nie byle jakie towarzystwo uczęszczało do tej tawerny z
tysiąca i jednej nocy. Nieraz się zdarzało, że komendant policji posyłał tam
niedbale, niby wizytówkę, doborowy bukiet złożony z samego kwiatu miejskich
stróżów prawa; ci, swoim zwyczajem roztargnieni i uśmiechnięci, muskali jakby
od niechcenia lekkimi uderzeniami swych pałek co bardziej zaprószone i
niesforne głowy. Atencje te, aczkolwiek delikatne, bywały niekiedy dotkliwe.
Nazajutrz jednak nie pozostawało po nich zwykle śladu.
Na tarasie tawerny rozkładał się istny kwietnik z dam: ufryzowane jak na
rysunkach Mleczki, demonstrując najbardziej zdumiewające toalety, przeciągały
się leniwie na krzesełkach wokół okrągłych stolików z kutego żelaza,
pomalowanych na zielony kolor nadziei. Na stolikach tych podawano napoje. W
oczach kobiet malowała się naprzemian drapieżność jastrzębia i płochliwość
drobiu. Zdawało się, że wszystkie na kogoś czekają.
Wśród „młodych” tych osóbek wyróżniały się dwie szczególnie pilnie
przesiadujące na tarasie tawerny; bywalcy słynnego lokalu nazywali je po
imieniu Samantą i Nemezis. Przychodziły wraz z nastaniem zmroku, wybierały
sobie zwykle dobrze oświetlony kąt, zamawiały, raczej dla pozoru niż z
rzeczywistego pragnienia, szklaneczkę żuberka z sokiem jabłkowym lub
wścieklaczka, po czym czujnym okiem rozpoczynały obserwację przechodniów.
Były to właśnie panny Forumowskie.
Rodzice ich, ludzie rzadkiej zacności, wykształceni w twardej szkole życia,
nie dysponowali dostatecznymi środkami, by zapewnić swoim córkom naukę jakiegoś
popłatnego zawodu: para ta trudniła się bowiem zasadniczo wieszaniem się, o
każdej porze dnia i nocy, u długiego sznura, połączonego z zasuwą u bramy
wjazdowej. Ciężka to praca i jakże mizerne przynosząca od czasu do czasu
dochody! Nigdy choć szczęśliwa trójka nie wyszła im w totolotku. Nic też
dziwnego, że stary Forumowski gderał i zrzędził przygotowując sobie na
śniadanie swoją codzienną kawę z mlekiem. Samanta i Nemezis, jak na dobre córki
przystało, rychło pojęły, że nie obędzie się bez ich interwencji. Od wczesnego
dzieciństwa na Córy Koryntu przeznaczone, poświęciły owoc swych potów i
nieprzespanych nocy na to, by skromny, lecz przyzwoity dostatek zapanował w
rodzicielskiej dozorcówce. „Pan Bóg pobłogosławi naszym trudom” – zwykły
mawiać, wpojono im bowiem w dzieciństwie solidne, katolickie zasady, a dobre
wychowanie, wcześniej czy później, przynosi jednak owoce. Gdy wyrażano czasami
obawę, czy tak wyczerpująca praca nie odbija się przypadkiem na ich zdrowiu,
odpowiadały wymijająco, spuszczając oczy, wstydliwie zakłopotane w swej
skromności: „Widać Pan Bóg sił nam dodaje...”.
Panny Forumowskie należały, jak się to mówi, do owych robotnic, co to „na
dniówkę chodzą nocą”. Wykonywały z maksymalną godnością, na jaką było je stać
(zważywszy wciąż zakorzenione na ten temat przesądy), swe niewdzięczne, a
czasem wręcz przykre obowiązki. Nie należały one do grona niefrasobliwych
damulek, co krzywią się na widok odcisków i pęcherzy na spracowanych dłoniach,
i swej zapobiegliwości nie zwykły się wstydzić. O ich mrówczej pracowitości
krążyło mnóstwo opowieści, od których zatrzęsłyby się prochy cnotliwego króla
Henryka Pobożnego, gdyby biedak mógł jeszcze o nich słyszeć. I tak na przykład
którejś nocy jedna z nich wezwała drugą do szlachetnej rywalizacji i przeszły
wówczas same siebie w podjętych w celu spłacenia ostatniej raty za nagrobek dla
zmarłego niedawno wujaszka RD, mimo iż ten zostawił im w spadku jedynie
wspomnienie po kuksańcach, hojnie pomiędzy obie dziewczyny rozdzielanych w
czasach ich drugiej młodości. Toteż lubili je i szanowali bywalcy szacownego
lokalu, chociaż znajdowali się wśród nich ludzie godni i nie zwykli niczego
puszczać płazem. Przyjazne skinięcie głową, wesoły ruch ręki odpowiadał na
każde ich spojrzenie i na każdy uśmiech. Nie sformułowano nigdy pod ich adresem
żadnej skargi ani zarzutu. Przeciwnie, każdy chwalił ich ujmujący i przyjemny
sposób bycia. Słowem nikt nie miał nic im do zarzucenia, wzięte na siebie
obowiązki wykonywały starannie i akuratnie, toteż mogły kroczyć przez życie z
podniesionym czołem. Przykładnie oszczędne, odkładały „na czarną godzinę”, by
móc się w odpowiednim czasie z honorem wycofać z interesów. Przykładnie
stateczne, świętowały w każdą niedzielę. Jako panienki wyjątkowo rozsądne nie
dawały posłuchu pochlebnym słówkom różnych lowelasów, których najmilszą
rozrywką jest sprowadzanie dziewcząt z obranej przez nie drogi wytyczonej przez
obowiązki i pracę. Uważały zgodnie, że w naszych czasach za darmo można mieć w
miłości tylko księżyc. Dewizą ich były słowa „Szybkość, Pewność, Zaufanie”, a
na swoich wizytówkach kazały wydrukować obok nazwisk: „Specjały”.
Jednakże pewnego dnia, młodsza z obu sióstr, Samanta, zeszła na złą drogę.
Nieszczęsna, tak dotychczas nieposzlakowana, uległa pokusom, na jakie bardziej
niż inne kobiety (które nie powinny się spieszyć z jej potępieniem) narażało ją
środowisko, w jakim się obracała z racji swojego zawodu. Słowem popełniła
grzech niewybaczalny – zakochała się.
To był jej pierwszy błąd, ale któż zgłębi przepaść, w jaką może człowieka
strącić jeden nieopatrzny krok? Młody niewiadomoczydoktor, niewinny,
przystojny, obdarzony namiętną duszą mąciciela, lecz biedniejszy od Hioba,
niejaki Kagan, którego nazwisko wolę przemilczeć, tak długo prawił jej dusery,
aż ją
    • nemezis2002 Re: SAMANTA - DRAMAT MIŁOSNY O WINIE I ODKUPIENIU 09.02.02, 20:43
      ucięło mi! to jest ciąg dalszy!!

      To był jej pierwszy błąd, ale któż zgłębi przepaść, w jaką może człowieka
      strącić jeden nieopatrzny krok? Młody niewiadomoczydoktor, niewinny,
      przystojny, obdarzony namiętną duszą mąciciela, lecz biedniejszy od Hioba,
      niejaki Kagan, którego nazwisko wolę przemilczeć, tak długo prawił jej dusery,
      aż ją nareszcie zbałamucił.
      Wzbudził on w biednej dziewczynie uczucie iście niebiańskie, do którego
      przecież, ze względu na swą pozycję społeczną, tak samo nie miała prawa, jak
      Ewa do cudownego owocu Drzewa Życia. Od tej chwili zapomniała o obowiązkach,
      życie jej uległo całkowitemu rozprzężeniu. Bo też kiedy dziewczyna wbija sobie
      amory do głowy, może się pożegnać ze spokojem.
      Siostra jej, szlachetna Nemezis, załamała się kompletnie, jak to mówią, pod
      tym okrutnym ciosem losu! Z twarzą ukrytą w dłoniach skarżyła się na utratę
      wiary w rodzinę, w zasady, ba, nawet w społeczeństwo! „To wszystko są tylko
      słowa” krzyczała. Któregoś dnia spotkała Samantę na ulicy w nędznej płóciennej
      sukienczynie, bez biżuterii, bez obcisłych kabaretek, bez butów na obcasach
      piętnastocentymetrowych, z sizalową siatką w dłoni. Nemezis, przechodząc mimo i
      udając, że jej nie widzi, szepnęła tylko: „Moja siostro, twoje zachowanie
      przechodzi wszelkie pojęcie! Uszanuj chociaż pozory!”
      Być może sądziła, że te ostre słowa podziałają na siostrę jak sole
      trzeźwiące. Wszystko na próżno. Nemezis poczuła, że Samanta jest zgubiona;
      oblała się rumieńcem i wyminęła ją szybko.
      Jasne, że wśród bywalców tawerny nie obyło się bez komentarzy. Wieczorem, gdy
      Nemezis zajmowała samotnie swoje zwykłe miejsce na tarasie, witano już ja
      inaczej niż dawniej. Pewne sytuacje zobowiązują. Stosunek do niej zmienił się
      nieznacznie i to było upokarzające. Wyczuwała, że odnoszono się do niej z
      pewnym chłodem, odkąd rozeszła się wieść o wejściu Samanty na złą drogę.
      Nemezis, dumna z natury, uśmiechała się jak ów młody Spartanin, któremu lis
      szarpał pierś, ale jej szczere i wrażliwe serce tym boleśniej przyjmowało
      wszystkie ciosy. Naturę delikatną można czasem głębiej urazić spojrzeniem, niż
      wulgarną obelgą. Jakżeż musiała Nemezis cierpieć!
      A te wieczory przy kolacji spożywanej w rodzinnym gronie! Ojciec i matka, ze
      spuszczonymi głowami, jedli w milczeniu. Nie wspominało się o nieobecnej
      Samancie. Przy deserze, gdy przychodziła pora na kieliszek wścieklaka, matka i
      córka, wymieniwszy ukradkiem wymowne spojrzenia i otarłszy łzę perlącą się w
      oku, w milczeniu ściskały sobie ręce pod stołem. I stary cieć Forumowski,
      wytrącony z równowagi, pociągał bez przyczyny za sznur otwierający bramę,
      usiłując w ten sposób pokryć niezdarnie wzruszenie.
      Razu pewnego stary Forumowski powziął nawet postanowienie odzyskania swej
      córki. Ze zwieszoną głową wchodził na wysokie piętro, aż stanął przed mansardą
      młodego doktoraniedoktora. W drzwiach rozszlochał się:
      - Niech mi pan odda moje biedne dziecko!
      - Panie – odpowiedział Kagan – kocham ja i proszę pana o jej rękę.
      - Nędzniku! – zawołał Forumowski, zbiegając po schodach, tak dalece
      oburzył go
      cynizm młokosa.
      Nemezis piła kielich goryczy do dna. Wypadało podjąć jeszcze jedną próbę:
      zdecydowała się na nią, choćby miała ona pociągnąć za sobą skandal. Któregoś
      wieczoru dowiedziała się, że jej nieszczęsna siostra Samanta ma odwiedzić
      tawernę, by uregulować zaległy dług. Zawiadomiła rodzinę i w jej asyście
      skierowała swe kroki ku oświetlonym jasno drzwiom lokalu.
      Podobna do Mallonii pozbawionej czci przez Tyberiusza i stojącej przed frontem
      senatu, by oskarżyć publicznie swego gwałciciela, a potem przebić się
      sztyletem w skrajnej rozpaczy, Nemezis przekroczyła próg lokalu. Ojciec i
      matka, dla przyzwoitości zostali przy drzwiach. Pito piwo. Na widok Nemezis
      twarze wszystkich obecnych przyoblekły się w pewien rodzaj surowości, ale gdy
      się zorientowano, że chce przemówić, płachty krzyżówek, talie kart i kubki z
      kośćmi opadły na plastikowe blaty stołów i zaległa śmiertelna cisza:
      zrozumiano, że wszystkich powoływała na sędziów.
      Nemezis wygłosiła przemówienie. Trwało ono długo i widać było, jak za szybą
      niespokojni, przestępują z nogi na nogę starzy Forumowscy, którzy obserwowali,
      nic nie słysząc. W końcu stary nie wytrzymał; uchylił drzwi i zaczął pilnie
      nasłuchiwać.
      Gdy Nemezis podnosiła głos, fragmenty zdań dolatywały do jego uszu: „Przecież
      bliźnim coś też się od człowieka należy!... Takie zachowanie... Jest to rzucone
      wyzwanie wszystkim poważnym ludziom... Jakiś chłystek, który nie daje jej
      grosza... Lowelas!... Ogólne potępienie, jakie ją spotyka... Nie może ponosić
      dłużej odpowiedzialności.... Dziewczyna, która zeszła na tak śliską
      drogę....która tak się nosi....ona, która jeszcze niedawno była ozdoba
      szczecińskiego portu....” Miała jeszcze nadzieję, że głos rozsądku tych panów,
      że ich rada wspomożona wieloletnim doświadczeniem... przemówią do tej
      niewdzięcznicy Samanty i może przywrócą jej rozum... Nie dla pustej uciechy Pan
      Bóg stworzył człowieka na ziemi.... Błagała ich o wstawiennictwo. Zaklinała
      siostrę na wspomnienia z dzieciństwa sprzed lat siedemdziesięciu....
      przypominała więzy krwi i jajników!... Wszystko na próżno Samanta była głucha.
      Nic nie pomagało: te błagania i zaklęcia też. Samanta była zgubiona!
      W tym momencie stary, pochylony we dwoje przekroczył próg tawerny. Na widok
      tak wielkiej i tak niezasłużonej boleści wszyscy powstali z krzeseł. Bywają
      cierpienia tak dotkliwe, że nie wypada szukać nawet dla cierpiącego słów
      pocieszenia. Każdy podchodził w milczeniu, by uścisnąć dłoń zacnego ciecia i w
      ten dyskretny sposób wyrazić mu swoje współczucie.
      Samanta wycofała się, pobladła i drżąca ze wstydu. Przez chwilę zawahała się,
      czując się winną. Ale namiętność do Kagana zwyciężyła.
      Skandal ten jednakże odbił się fatalnie na zdrowiu Samanty. Sumienie jej,
      wstrząsane wyrzutami, burzyło się i buntowało. Nazajutrz dostała gorączki.
      Położyła się do łóżka. Umierała ze wstydu, niestety, jak najdosłowniej. Chora
      dusza zarażała ciało, które, wycieńczone, nie potrafiło dać żadnego odporu
      chorobie. Przykuta do łóżka, gdy poczuła zbliżanie się śmierci, wezwała pomocy.
      Sąsiadki posłały po księdza.
      - Miałam kochanka!... – szeptała uporczywie Samanta w samo
      oskarżycielskiej pasji
      Zapomniała już o innych grzeszkach, o krnąbrności, zniecierpliwieniu i
      rozpaczy. Tylko to jedno powracające bezustannie – była to zupełna
      obsesja. „Miałam kochanka! Dla przyjemności! Nie dla zarobku!”. W tym tkwiła
      zbrodnia. Ale ten wstyd, ta hańba ostateczna, że darzyła wierną miłością
      doktoraniedoktora, bez żadnej pozycji w świecie doktorów, który, jak jej gorzko
      wypominała siostra, nie dawał jej złamanego grosza! A jeszcze go musiała
      utrzymywać! Kupować mu piwo! I to żeby jeszcze jedno piwo! Codziennie całą
      skrzynkę piwa! Nemezis, która nie zaznała w swym życiu takiego upadku, wydawała
      się jej niedoścignionym wzorem cnót. Samanta czuła ogrom swej winy i obawiała
      się wyroku Najwyższego Sędziego, przed którego trybunałem mogła za chwilę
      stanąć.
      W chwili gdy ksiądz staruszek podnosił rękę, by udzielić rozgrzeszenia
      Samancie, drzwi otworzyły się z łoskotem: stanął w nich Kagan, piękny w swym
      doktorstwieniedoktorstwie, promieniejący, szczęśliwy, z rękami pełnymi złotych
      monet, którymi pobrzękiwał triumfalnie. Zbliżał się termin płacenia składek do
      kółka rózańcowego, inne kobiety - dewotki przysłały mu pieniądze na wpisowe!
      Samanta wyciągnęła ku niemu ręce w geście przerażenia i rozpaczy, jakby
      chciała go odepchnąć. Kagan zatrzymał się w progu, zdumiony tym widokiem. W
      rzeczy samej odpychała ona jedynie zbrodnię, jakiej dopuścił się był ów
      niedoktorek a która polegała na tym, że był, niestety, ubogi.
      Ale w momencie, gdy spływała na nią łaska przebaczenia, niebiański uśmiech
    • Gość: Dr.KrisK Wciąga ... IP: *.eng.fsu.edu 09.02.02, 20:44
      Gęsty tekst i wciąga! To o Laponii to prawda. Byłem na konferencji z innymi
      badaczami i potwierdzam.
      Zaraz tylko pobełtam w menzurkach i czekam na c.d.
      • Gość: samanta Re: Wciąga ... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 09.02.02, 20:47
        jeszcze troche to wyjdzie calkiem pokazny zbior opowiadan:))))))))
    • nemezis2002 Re: SAMANTA - DRAMAT MIŁOSNY O WINIE I ODKUPIENIU 09.02.02, 20:57
      Znów ucięło samą końcówkę, jak pech to pech, znaczy nie moge być literatką!!!!
      złośliwość przedmiotów martwych:))))


      Ale w momencie, gdy spływała na nią łaska przebaczenia, niebiański uśmiech
      rozświetlił jej niewinną twarz. Samanta w istocie dojrzała błysk świętego
      metalu pomiędzy palcami Kagana. Wtedy dopiero poczuła, że Bóg jej naprawdę
      przebaczył. To był cud! Widomy znak odkupienia! Nie oddawała się Kaganowi za
      darmo! W końcu jej zapłacił!!! Mogła odejść spokojnie.
      • Gość: as Re: SAMANTA - DRAMAT MIŁOSNY O WINIE I ODKUPIENIU IP: *.pool.mediaWays.net 09.02.02, 21:01
        nemezis2002 napisał(a):

        > Znów ucięło samą końcówkę, jak pech to pech, znaczy nie moge być literatką!!!!

        CO LITERATKA???? Czego to ludzie nie wymysla.
        • nemezis2002 Re: SAMANTA - DRAMAT MIŁOSNY O WINIE I ODKUPIENIU 09.02.02, 21:03
          as- ja mówiłam o szklaneczce na alkohol - to się też literatka nazywa,
          nieprawdaż??
          • Gość: as Re: SAMANTA - DRAMAT MIŁOSNY O WINIE I ODKUPIENIU IP: *.pool.mediaWays.net 09.02.02, 21:15
            nemezis2002 napisał(a):

            > as- ja mówiłam o szklaneczce na alkohol - to się też literatka nazywa,
            > nieprawdaż??

            Dobra, dobra nie pierdol smieszna grafomanko.
            • Gość: Dr.KrisK Sie masz wujek! IP: *.eng.fsu.edu 09.02.02, 21:25
              Kopę lat! Pamiętasz mnie? Razem zaczynaliśmy naukę w Szkole Zawodowej im.
              Kanału Wołga-Don, w klasie kopaczy rowów prostych! Potem nasze drogi się
              rozeszły, ja poświęciłem sie pracy naukowej, ale zawsze będe pamiętać
              największego jajarza w naszej zawodówce! A pamietasz jak oblałes egzamin z
              budowy łopaty? Albo jak ci się kątomierz wykrzywił i wykopałeś się w Chinach?
              To cały ty, no asior!
            • nemezis2002 Re: SAMANTA - DRAMAT MIŁOSNY O WINIE I ODKUPIENIU 09.02.02, 21:28
              Grafomanka? Rozumiem. Ale śmieszna grafomanka? Nie, tego już nie rozumiem.
              Przerost formy nad treścią! Każda grafomania jest smieszna, nieprawdaż?
              A gorsza od głupoty jest uczona głupota, as :)))
              Już Ci podziękuje :)))
      • Gość: Kagan Jestem doglebnie... IP: *.vic.bigpond.net.au 10.02.02, 05:39
        ...wstrzasniety!
        Po przeczytaniu, ile zlego zrobilem biednej Samancie von Stettin,
        postanowilem sie nawrocic na Jedynie Sluszna Wiare Rzymskokatolicka!
        Niestety, jak sie okazalo, w Australii prawdziwych ksiezy juz NIE ma!
        Sami reformatorzy, kryptolewicowcy, co otwarcie komunie rozwodnikom i
        homoseksualistom rozdaja! Klasztory pozamykane, na domy niezbyt
        prywatne pozamieniane! A w sakiewce pustki, bo z pracy mnie wyrzucili
        po donosie, jaki na mnie slusznie zlozyl RD...
        Tak wiec korze sie przed Wami, Rodacy Moi Rzymskokatolickiego Wyznania!
        Na kolanach blagam Was! Pozyczcie mi na bilet w jedna strone do
        Ojczyzny mej, Najjasniejszej RP, abym tam mogl odbyc pielgrzymke na
        kolanach z Okecia do Jasnej Gory, aby Przenajswietsza Panienke
        przeblagac za grzechy moje!
        Oferty pomocy prosze przesylac na adres ljkel2@netscape.net.
        Kazda suma, nawet 1 grosz bedzie przyjeta!
        Wasz niegodny grzesznik i sluga
        Kagan

        nemezis2002 napisał(a):

        > Znów ucięło samą końcówkę, jak pech to pech, znaczy nie moge być literatką!!!!
        > złośliwość przedmiotów martwych:))))
        >
        >
        > Ale w momencie, gdy spływała na nią łaska przebaczenia, niebiański uśmiech
        > rozświetlił jej niewinną twarz. Samanta w istocie dojrzała błysk świętego
        > metalu pomiędzy palcami Kagana. Wtedy dopiero poczuła, że Bóg jej naprawdę
        > przebaczył. To był cud! Widomy znak odkupienia! Nie oddawała się Kaganowi za
        > darmo! W końcu jej zapłacił!!! Mogła odejść spokojnie.

    • Gość: Dr.KrisK Dr.KrisK wstrząśnięty. IP: *.eng.fsu.edu 09.02.02, 21:03
      Przeczytałem i całą młodość stanęła mi przed oczami. Eh, niegdysiejsze wzloty i
      uniesienia, historie chmurne, serca porywy.... Nie zawsze byłem wyliniałym
      naukowcem w dziurawym fartuchu z napisem PSS Społem, o nie!
      Bywało wyjdę przed instytut, popatrzę w niebo i tak jakoś w sercu cos zapiszczy.
      Za życiem kolorowym, trunkami szlachetnymi z kruż kryształowych spijanymi, za
      poezją smaku i takimi małymi zakąseczkami na patyczku...
      Ale lata ciężkiej niewolniczej pracy za przysłowiowy grosik wypaliły serce
      Dr.KrisKa, uczyniły go zimnym jak stopy latarnika w czasie sztormu... Aż do
      dzisiaj - płyną łzy po licu mym, kapiąc na notatki ołówkiem kopiowym..
      Młodości podaj mi te tam co w kącie stoją ..
      • nemezis2002 Re: Dr.KrisK wstrząśnięty. 09.02.02, 21:25
        Bambosze w kącie stoją doktorze, bambosze! Co prawda obszyte futerkiem lemura,
        ale to tylko bambosze!! Ojej, co ja widze? Wystaje z nich butekla Metaxy!!!
        ale ma pan szczęście, proszę otrzeć oczy z łez!!!! Fartuszek przybrudzony zrzucić
        i do degustacji.
        Ja co prawda w kmłodości kordiał piłam, pomarańczowy, mhm, jeszcze do dziś czuję
        w ustach ten smak!!!

        • Gość: as Nemezis o jej. IP: *.pool.mediaWays.net 09.02.02, 21:38
          Daj spokoj.Zlituj sie nad nami.
        • Gość: Dr.KrisK Pamiętam!! IP: *.eng.fsu.edu 09.02.02, 21:40
          Ratafia!!! O slodyczy niebiańska a niedroga!
          • Gość: samanta Re: Pamiętam!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 09.02.02, 21:48
            widze krisk ze wskoczyles na ulubiony temat;)))))))
            • Gość: Dr.KrisK Moje ulubione tematy... IP: *.eng.fsu.edu 09.02.02, 21:52
              ... łażą sobie po forum. Polecam wątek niżej o moim ulubieńcu OzRMie "Mason
              wszeteczny przez OzRMa zdemaskowany" - tamże pikantne szczegóły!!!
              • Gość: samanta Re: Moje ulubione tematy... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 09.02.02, 21:57
                spoko,juz to czytalam;)))))))) Tam gdzie sie pokazuje nick tego oszoloma to
                bardzo chetnie czytam:)
                • Gość: as Nemezis-proza wystarczy.Zadnych rymow.Dziekuje. IP: *.pool.mediaWays.net 09.02.02, 22:06
                  Tylko taka mala prosba.
                  • nemezis2002 Wszelkie szykany dla pana, panie AS 09.02.02, 22:34
                    Limeryk dziadowski w rymy częstochowskie ubrany!

                    Literatką chciałam być nazwana,
                    a tu zaczęto mnie przez bałwana
                    nazywać grafomanką! Przeto
                    w siedem koni zaprzężoną karetą
                    pędzę - poezyje pisząc do rana!

                    Czy cd ma byc???
                    Po prostu za mało grzecznie prosiłeś, drogi as :)))
                    a za tego bałwana przepraszam, do rymu mi pasował - w końcu miały być rymy na
                    miarę mego intelektu:))))
                    • Gość: Pulbek Re: Wszelkie szykany dla pana, panie AS IP: *.skjoldhoej.dk 09.02.02, 22:47
                      Mmmm, to jest naprawde niezle... "Zaczeto mnie przez balwana nazywac
                      grafomanka"... Baranczak by sie nie powstydzil, prosze przyjac ode mnie nalezne
                      wyrazy!

                      Pulbek.
                      • nemezis2002 Re: Wszelkie szykany dla pana, panie AS 09.02.02, 23:05
                        Nie wiem, czy należne, czy nie, ale z przyjemnością przyjmuję wszelkie
                        wyrazy :)))
                      • Gość: as Re: Wszelkie szykany dla pana, panie AS IP: *.pppool.de 10.02.02, 00:55
                        Gość portalu: Pulbek napisał(a):

                        > Mmmm, to jest naprawde niezle... "Zaczeto mnie przez balwana nazywac
                        > grafomanka"... Baranczak by sie nie powstydzil, prosze przyjac ode mnie nalezne
                        >

                        Moze balwana zamienic na balwanka.Dobrze sie rymuje z " grafomanka".Taka moja
                        mysl.

                        • nemezis2002 Jak stryjenka uważa -będzie wedle życzenia 10.02.02, 02:24
                          ale dalej rymy częstochowskie będą - noc się jeszcze nie skończyła!!!!!
                          Limeryczek poświęcony bałwankowi:

                          Spełniając prośbę bałwanka
                          ze śmiechem wręcz, grafomanka
                          z ogniem, co w oku błysnął
                          kazałała swym wszystkim zmysłom
                          cierpliwie dotrwać do ranka.

                          Trzymać uczucia na wodze,
                          by się nie sparzyć srodze!
                          podjęła postanowienie,
                          by na bałwanka życzenie
                          w tawernie popić po drodze.

                          Siadła szybko przy barze,
                          kładąc na kontuarze
                          blond łeb poezją nabity,
                          w otoczeniu swej świty
                          myśląc o zbrodni i karze


                          I to by było na tyle. Dam ci dzisiaj spokój, byś mógł przemyśleć - "co poeta
                          chciał przez to powiedzieć ?" :)))
                          • pius01 Re: Jak stryjenka uważa -będzie wedle życzenia 11.02.02, 07:35
                            Dosc o kaganie na tym forum!
                            Ludzie! opamietajcie sie!
                            Jest tez swiat poza kaganem!
                            Hej!
                            • szechter Re: Jak stryjenka uważa -będzie wedle życzenia 12.02.02, 02:32
                              pius01 napisał(a):

                              > Dosc o kaganie na tym forum!
                              > Ludzie! opamietajcie sie!
                              > Jest tez swiat poza kaganem!
                              > Hej!

                              Popieram w 100%, razem z p. M. Sikora (maas)!
                              AM
Inne wątki na temat:
Pełna wersja