vargtimmen
29.12.09, 19:58
Zagorzali wrogowie IPN i badania historii totalitarnych praktyk w PRL i
nazywania ich sprawców z imienia i nazwiska, twierdzą czasem, że, tak
naprawdę, prawie wszyscy obywatele PRL ten system budowali, w mniejszym lub
większym stopniu, ale te różnice bardzo istotne nie są. Nie na tyle, żeby w
sprawę wnikać i różnicować obywateli PRL na katów, ofiary i zwyczajnych ludzi.
Przy okazji, czasem sugeruje się, że "prawdziwi opozycjoniści" są najmniej
skłonni do uczciwego rozliczenia się z czasami PRL.
Przykład Solidarności Walczącej pokazuje fałszywość takich przypuszczeń.
Polecam, na początek, taki tekst:
wylaczsystem.salon24.pl/108719,solidarnosc-jako-wojna
Fragment, ze wspomnień członka Solidarności Walczącej:
Mamy w swojej historii osobę, która nie przeżyła. Nastąpiła u nas wielka
wsypa, kobieta odpowiedzialna za lokal kontaktowy. Ubecja tak się nad nią
znęcała. Nic z niej nie wycisnęła, ale zniszczyli ją przez 48 godzin.
Wykończona psychicznie. Nie mówiła głośno, tylko cały czas szeptała.
Doprowadzono ją do tego, że uwierzyła ubolom, że zamkną jej córkę i zięcia, a
jej ukochaną wnuczkę oddadzą do domu dziecka. Wypuścili ją po to, żeby pójść
za nią. Ale ona ich uprzedziła – zdążyła się spotkać, zdążyła nas ostrzec. A
potem wyskoczyła z piątego piętra. Tak naprawdę wciąż nie wiadomo, co się
stało. Czy sama zdecydowała się na ten krok, czy ktoś jej pomógł? A dzisiaj
nikt o niej nie pamięta.
Czy, naprawdę, wszyscy byli "umoczeni"?
Wszyscy, mnie więcej, tak samo?