tomasz_bielski
21.02.04, 12:34
20 lutego na posiedzeniu Komisji Kultury po raz pierwszy oficjalnie na forum
publicznym poinformowałem o powstaniu i niektórych zamiarach Internetowej
Partii Ludzi Normalnych.
Efekt był spektakularny, dający sie porównać do (przy zachowaniu
proporcji) "You, people" Lecha Wałęsy...
Oto tekst wystąpienia:
Ocena projektu nowelizacji ustawy o prawie autorskim, przygotowana na
posiedzenie Komisji Kultury Sejmu R.P. w dniu 20 lutego 2004 r.
Szanowni Państwo,
Dziękuję za możliwość przedstawienia stanowiska Stowarzyszenia Niezależna
Fonografia Polska oraz mojego własnego.
W wypróbowany sposób chciałbym zacząć od trzęsienia ziemi, a później napięcie
będzie rosło...
Tak więc wobec trzykrotnej już nowelizacji prawa autorskiego i wieloletnich,
smutnych doświadczeń w tej materii, bo sytuacja jest coraz gorsza, chciałbym
poinformować o ewenemencie w skali światowej: otóż powołaliśmy partię
polityczną, która ma zamiar wygrać wybory po to między innymi, żeby ratować
polską kulturę a przede wszystkim – przywrócić w tej dziedzinie niezbędne
dla prawidłowego rozwoju społecznego i gospodarczego - pluralizm, demokrację
i konkurencję. Krótko mówiąc – o ile ustawa miałaby zostać uchwalona w
proponowanej postaci – będziemy dążyć do jak najszybszego jej uchylenia i
wprowadzenia całkowicie nowej wersji, przywracającej w dużej mierze kształt
sprzed pierwszej nowelizacji w roku 1994-ym., czyli ustawy z okresu
międzywojennego.
Partia o której mówię to IPLN, czyli Internetowa Partia Ludzi Normalnych. W
internecie do znalezienia pod adresem http://ipln.org Aby uwiarygodnić
potrzebę jej zaistnienia zdradzę Państwu, że to właśnie IPLN jako pierwsza
rzuciła hasło „Tomasz Lis na Prezydenta” (Forum portalu GW 23.10.2003 i forum
IPLN), a także na ponad rok przed aktualną inicjatywą obywatelską Centrum
im. Adama Smitha postulowała m.in. całkowite zniesienie podatku dochodowego i
radykalną redukcję obciążeń płac.
Wracając do meritum: proponowana nowelizacja te, kto wie czy nie
najważniejsze elementy, jak wspomniane pluralizm, demokracja i konkurencja,
całkowicie eliminuje. Czytając projekt odnosi się wrażenie, że był on w dużej
części pisany w zaciszu gabinetów przy ul. Hipotecznej 2, a nad piszącym
pochylał się cień, przypominający mecenasa Staszewskiego, dorzucając już
to „i czasopisma”, już to „i inne rośliny”, już to „art. 104, p. 1; 2.2; 2.4;
a szczególnie – p. 4! Metafora taka jest jak najbardziej uprawniona, gdy
wspomnę obrady społecznego zespołu ds. nowelizacji prawa autorskiego, jeszcze
pod panią minister Jakubowską, gdzie doszliśmy do jakże pięknej i popieranej
przez wszystkich obecnych idei powołania jednej, niezależnej, bezstronnej
organizacji inkasującej typu „umbrella”, która zebrane wynagrodzenia
autorskie i pokrewne z całego rynku miała przekazywać poszczególnym
Stowarzyszeniom – beneficjentom. Pamiętam też jakże słuszne i znane skądinąd
propozycje poddania tych zagadnień kontroli UOKiK... Warto też przypomnieć
obietnicę zawarcia w ustawie regulacji, wycofanej w tym celu z ustawy o RTV,
a dotyczącej słynnych 3% tantiem autorskich dla nadawców... To wszystko
znikło jak sen jakiś złoty, bo, już poza świadomością wspomnianego zespołu
społecznego, powstał projekt jaki jest, czyli nie mający nic wspólnego z
wcześniejszymi przemyśleniami.
Omawiany projekt od początku, niesłusznie pozostaje w cieniu prac nad ustawą
o RTV. Uważam, że znaczenie tej właśnie ustawy dla naszego kraju i nas
wszystkich jest kto wie czy nie większe niż znaczenie ustawy o mediach. W
kontekście przynależności do UE regulacje dotyczące prawa autorskiego nabiorą
całkiem nowych rozmiarów i znaczenia. Będą w dużej mierze decydowały o
pozycji Polski poprzez pozycję naszej kultury wśród kultur pozostałych
krajów, a więc jednego z najważniejszych elementów tożsamości narodowych. Nie
można w takich sprawach oddać monopolu w ręce aferzystów i gorzej –
półanalfabetów, ustanawiając nad nimi całkiem iluzoryczny nadzór Ministra
Kultury. Pamiętając „gest Kozakiewicza” pokazany przez ZAiKS Ministrowi
Kultury przy okazji prac nad tabelą wynagrodzeń autorskich, można dokładnie
przewidzieć, jak nadzór ten będzie działał, a raczej nie będzie działał. Z
ostatniej chwili mamy tu kolejny spektakularny przykład tego, o czym mówię -
interwencję Prezydenta R.P. na prośbę p.Bolesława Gryczyńskiego, kompozytora
z Poznania i członka ZAiKS-u, potraktowaną przez ZAiKS w sposób typowy. Było
tak: Pan Gryczyński, autor m.in. słynnego hitu wyborczego „Ani be, ani me,
ani kukuryku”, został przez nieuczciwych wydawców, przy co najmniej
współpracy i poparciu odpowiedzialnych urzędników biura ZAiKS, okradziony –
inaczej tego nazwać nie można – na kwotę co najmniej kilkudziesięciu tysięcy
złotych, otrzymując z ZAiKS-u przez kilka lat jedynie złotych 1.600, a więc
sumę zakrawającą na kpinę z autorskich praw majątkowych. Kiedy próbował
dochodzić swoich praw, któryś z pracowników ZAiKS nasłał na niego bandytów,
telefonicznie grożących mu pobiciem lub śmiercią, jeśli będzie się o
wynagrodzenia za swoje piosenki upominał... Jak ocenić sytuację, gdy p.
Gryczyński telefonuje do ZAiKS-u, jest odsyłany z pokoju do pokoju, na koniec
każą mu się rozłączyć i czekać na telefon. Telefon dzwoni, Gryczyński podnosi
słuchawkę i słyszy bandyckie pogróżki... A dzisiaj p. dyrektor Szuster z
ZAiKS-u, w odpowiedzi na interwencję Prezydenta, pisze do p.
Gryczyńskiego: „Nie odnosiliśmy się natomiast do spraw, których wyjaśnienie
przekracza możliwości naszego stowarzyszenia, choćby do sprawy skierowanych
pod Pańskim adresem gróźb– o czym pisał Pan w liście z dnia 30 czerwca 1997,
cyt.: „otrzymałem...ostrzeżenie telefoniczne abym tym utworem się nie
zajmował, bo może stać mi się krzywda”. Wydaje się, że wówczas, w 1997 roku,
jak i obecnie, do powiadomienia o podobnych zdarzeniach są inne niż ZAiKS
instytucje” – ironizuje dyr. Szuster, zapominając jakby, jak do telefonu z
pogróżkami doszło i nie zauważając, że sprawa dotyczy było nie było twórcy –
członka Stowarzyszenia ZAiKS. Dodam, że p. Gryczyński przez ponad 3 lata bał
się zwrócić do organów ścigania w trosce o własne życie. Kiedy zdecydował się
przekazać sprawę naszemu Stowarzyszeniu, okazało się, że w części dotyczącej
gróźb karalnych uległa przedawnieniu... Szanowni Państwo! Jest wielce
prawdopodobnym, że to iż p. Gryczyński jest wciąż w jednym kawałku, a ja mam
okazję być tu dzisiaj, nie jest bynajmniej zasługą ZAiKS-u, a wprost
przeciwnie - Centralnego Biura Śledczego Policji, które tak udatnie rozbiło i
osadziło w więzieniu tzw. mafię pruszkowską. To ta organizacja, według
informacji prasy, stoi czy też stała za firmami fonograficznymi Omega Music i
Tic Tac , które pod ochroną pracowników ZAiKS-u, okradły m.in. p.
Gryczyńskiego. A zastępca dyrektora generalnego Stowarzyszenia Autorów uważa,
że wszystko jest w porządku, a winnym – p.Gryczyński. Sprawę tę, jak i inne,
podobne, szczegółowo omówiłem w piśmie, przesłanym wcześniej do Prezydium
Komisji Kultury. Jego kopia jest do Państwa dyspozycji. Żaden nadzór,
proszę Państwa, nie zastąpi samoregulacyjnych mechanizmów konkurencji i
demokracji. Przerabialiśmy to już nie raz.
Martwi mnie szczególnie sytuacja, gdy słyszę, że nawet w tak wydawałoby się
prześwietlonej i nagłośnionej sprawie jak prace nad ustawą o RTV, jeszcze
teraz potrafi się pojawić zapis wprowadzający np. prawo reklamowania w TV
(cytuję z pamięci) „...gry w karty i kości na pieniądze...” i nikt nie wie,
skąd. To porażające i zmusza do pytania o rzetelność prac także nad
aktualnie interesującą nas nowelizacją...
Przypominam, że jest to druga nowelizacja. Pierwsza, z roku 2000, tylko
dzięki