emeraldboy4
30.04.10, 11:11
Zastanawiam się, kiedy wreszcie ktoś z "opiniotwórczych" (media lub
politycy) to przyzna. Oto fakty:
- polski samolot z dziennikarzami, który wylądował w Smoleńsku
krótko wcześniej, ostrzegał załogę Tu-154 przed złą pogodą,
- wieża kontroli lotów odradzała lądowanie polskiemu samolotowi,
- nieco wcześniej na tym lotnisku próbował wylądować Ił-76, bez
skutku... załoga Tu-154 o tym wiedziała...
Dla żadnego pilota nie potrzeba nic więcej. Są to ludzie
odpowiedzialni za życie innych i nie ma mowy, żeby w takich
okolicznościach decydowali się na lądowanie.
Ale były jeszcze inne czynniki - naciski wierchuszki:
- samolot wystartował z Warszawy z półgodzinnym opóźnieniem -
Kaczyński pragnąc uniknąć ironicznych komentarzy od razu założył, że
choćby nie wiem co, dalszych opóźnień nie będzie,
- samolot musiał lądować w Smoleńsku - żaden nieprawy Polak, a już
tym bardziej Rosjanin, nie będzie dyktował Prezydentowi Oświeconej
IV RP, gdzie i kiedy ma lecieć! (jak sądzę, ta kwestia mogła być
decydująca).
Lech Kaczyński nakazał pilotowi lądowanie. Mniejsza o to, czy zrobił
to za pośrednictwem jakiegoś wojskowego. Może nawet nie używał słów,
wystarczyło spojrzenie. I proszę, bez szczytowo naiwnych rozważań na
temat zwierzchności i drogi służbowej. To był Jaśnie Pan Prezydent i
wystarczyło jedno jego słówko, żeby wszyscy zgadywali jego życzenia.
Inaczej mogło się to dla nich bardzo źle skończyć.
Podsumowując - Kaczyński nakazał lądowanie w fatalnych warunkach i
samolot się rozbił. Jest co najmniej współodpowiedzialny za śmierć
95 osób.
Wawel to bardzo odpowiednie miejsce pochówku dla kogoś takiego,
prawda?