sainbois Mumonkan, koan 24 25.04.04, 15:27 24. Bez słów, bez milczenia Mnich zapytał Fuketsu: "Nie słowami, ale i nie milcząc, jak możesz wyrazić prawdę?" Fuketsu zauważył: "Wciąż pamiętam wiosnę w południowych Chinach. Ptaki śpiewały wśród niezliczonych gatunków pachnących kwiatów." Komentarz Mumona: Fuketsu posiadł zen błyskawicę. Rozbłyskiwał nią, kiedykolwiek miał ku temu okazję. Jednak tym razem pożyczył tylko słowa ze starego poematu. Nie zważaj na jego zen. Jeżeli chcesz wyrazić prawdę, wyrzuć słowa, odrzuć milczenie i opowiedz mi o swoim zen. Bez wyjawiania własnego doświadczenia Posługiwał się jedynie cudzymi słowami. Gdyby tak gadał i gadał, Nawet jego słuchacze byliby zażenowani. Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Gamma 25.04.04, 15:32 Len na niskim polu kiedy wysoko, wysoko kwitnie... Wejrzenie - jak ciemny miód, które spojrzy nagle błękitnie... W ciszy jabłoń biała przy wichrowym majowym rozejmie... Smutna, wąska ręka niespokojna, gdy ją nagle dwoje dłoni obejmie... Przez ciemną wilgoć łąk szlak jak wstęga wyraźny i suchy, złoty most od serca do serca kołysany przezz oddechy, podmuchy... Patrząca z głębi wody twarz księżyca z zimną wieczną przestrogą i oczy... oczy co wierzą, lecz nie mogą już znaleźć nikogo. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Zielona bransoletka 25.04.04, 15:35 W zielonej bransoletce tęsknota zamknięta o wszystkim, o wszystkim zapomnianym pamięta: o tęczach, pawich piórach, o złocistych karocach, o łzach najkrwawszej krzywdy wypłakanych po nocach; o złotowłosej lalce z chabrowymi oczami, o ślicznej białej sukni naszywanej perłami, o pstrej kotce, co żółte miewała kocięta - o wszystkim, o wszystkim, o wszystkim pamięta! W zielonej bransoletce śpi - jak w świętym rynsztunku... Wie o każdym uśmiechu, o każdym pocałunku, pamięta zapach włosów, leciuchne ust skrzywienie i każdy dreszcz, i każde osłabłej ręki drgnienie, każdy powiew rozwagi, każde pchnięcie do zguby; pamięta, jak się szczęście chwyta i jak się - grzebie... ... i nie wezmę jej na rękę, kiedy pójdę do ciebie... Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Spójrz czystymi oczyma 25.04.04, 15:37 Spójrz czystymi oczyma przynajmniej ty! ... Na drzew wyniosłe słupy nieprzekupne; na wodę wygiętą jak ramię, które świadczy i które nie kłamie; na piach, który deptany coraz nowym śladem codziennie umiera za prawdę... Zwykłą, powszednią, wszystkim oczywistą, nie głoszoną przez mędrców czy ewangelistów... Wstyd pali mnie i za gardło trzyma: spójrz czystymi oczyma przynajmniej ty! Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Issa Kobayashi, rok 1795 25.04.04, 15:40 1795 harusame ya hitori hôdan ni haikai spring rain - one Buddhist sermon two haiku Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Sam na sam 26.04.04, 10:16 Kazimiera Iłłakowiczówna Sam na sam Obejmij mnie, pokochaj... Jesteśmy sami, sami... ...Wicher przebiega po włosach, wicher potrząsa oknami... Ręce mam zimne, przybiegłam Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Fermata 26.04.04, 19:24 O jakiś strop skrzydło się w locie zazębia i staje szczęście... i pieszczota już nie sięga głębi, i miłość już serca nie sięga... Tylko się snuje coś - nerw, nitka, wstęga, coś wieczystego. Coś, co w cieniu kolorowym z róż i heliotropu zaczepiło się tam, tam... Razem ze skrzydłami... U stropu. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
rolotomasi Wpływ o.Osioła na wiosenne wy lewy forumiane 26.04.04, 20:11 O czym warto wiedzieć przystępując do komitywy z ~subtelnym znawcą poezyj~oOsioł aby nie zostać się Krzywą Iźą, mam na myśli. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=10373044&a=10409050 Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Psalm, Paul Celan 27.04.04, 00:00 PSALM Niemand knetet uns wieder aus Erde und Lehm, niemand bespricht unseren Staub. Niemand. Gelobt seist du, Niemand. Dir zulieb wollen wir blühn. Dir entgegen. Ein Nichts waren wir, sind wir, werden wir bleiben, blühend: die Nichts-, die Niemandsrose. Mit dem Griffel seelenhell, dem Staubfaden himmelswüst, der Krone rot vom Purpurwort, das wir sangen über, o über dem Dorn. nie martw się o mnie, drogi Rolotomasi naprawdę Odpowiedz Link Zgłoś
lupus.lupus Re: My też tak potrafimy, no może nie zupełnie ta 10.05.04, 20:24 "Dawni Mistrzowie obywali się bez imion ich sygnaturą były białe palce Madonny albo różowe wieże di citta sul mare a także sceny z życia della Beata Umilita roztapiali się w sogno miracolso crocifissione znajdowali schronienie pod powieką aniołów za pagórkami obłoków w gęstej trawie raju tonęli bez reszty w złotych nieboskłonach bez krzyku przerażenia bez wołania o pamięć powierzchnię ich obrazów są gładkie jak lustro nie są to lustra dla nas są to lustra wybranych wzywam was Starzy Mistrzowie w ciężkich chwilach zwątpienia sprawcie niech spadnie ze mnie wężowa łuska pychy niech pozostanę głuchy na pokuszenie sławy wzywam was Dawni Mistrzowie Malarzu Deszczu Manny Malarzu Drzew Haftowanych Malarzu Nawiedzenia Malarzu Świętej Krwi" oszalały poeta www.gnosis.art.pl/iluminatornia/sztuka_o_inspiracji/vermeer_van_delft/vermeer_van_delft.htm Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: Dzięki 19.05.04, 10:02 PSALM 2* Mesjasz Królem 1 Dlaczego narody się buntują, czemu ludy knują daremne zamysły? 2 Królowie ziemi powstają i władcy spiskują wraz z nimi przeciw Panu i przeciw Jego Pamazańcowi*: 3 «Stargajmy Ich więzy i odrzućmy od siebie Ich pęta!» 4 Śmieje się Ten, który mieszka w niebie, Pan się z nich naigrawa*, 5 a wtedy mówi do nich w swoim gniewie i w swej zapalczywości ich trwoży: 6 «Przecież Ja ustanowiłem sobie króla na Syjonie, świętej górze mojej». 7 Ogłoszę postanowienie Pana: Powiedział do mnie: «Tyś Synem moim, Ja Ciebie dziś zrodziłem*. 8 Żądaj ode Mnie, a dam Ci narody w dziedzictwo i w posiadanie Twoje krańce ziemi. 9 Żelazną rózgą będziesz nimi rządzić i jak naczynie garncarza ich pokruszysz»*. 10 A teraz, królowie, zrozumcie, nauczcie się, sędziowie ziemi! 11 Służcie Panu z bojaźnią 12 i Jego nogi ze drżeniem całujcie*, bo zapłonie gniewem i poginiecie w drodze, gdyż gniew Jego prędko wybucha. Szczęśliwi wszyscy, co w Nim szukają ucieczki. Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois The Painter on Silk, Amy Lowell 18.05.04, 23:55 There was a man Who made his living By painting roses Upon silk. He sat in an upper chamber And painted, And the noises of the street Meant nothing to him. When he heard bugles, and fifes, and drums, He thought of red, and yellow, and white roses Bursting in the sunshine, And smiled as he worked. He thought only of roses, And silk. When he could get no more silk He stopped painting And only thought Of roses. The day the conquerors Entered the city, The old man Lay dying. He heard the bugles and drums, And wished he could paint the roses Bursting into sound. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: homocośtam Gałęzie wyrastają ze mnie jak ramiona.Pamiętasz? IP: *.gdynia.mm.pl 19.05.04, 11:14 Drzewo wstąpiło w moje dłonie, Soki wpłynęły w me ramiona, Drzewo wyrosło w moich piersiach - Koroną w dół, Gałęzie wyrastają ze mnie jak ramiona. Drzewem jesteś, Mchem jesteś, Jesteś fiołkami i wiatrem nad nimi, Dzieckiem - tak wysokim - jesteś, A wszystko to jest szaleństwem dla świata. Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Ach? Aha! 19.05.04, 12:30 Zesłowiczenie Nie przychodź do mnie, życie, zbyt często, do serca jak do drzwi nie łomocz, nie zmieniaj fantazji w szaleństwo i Boga nie wzywaj na pomoc. Nie snuj się za mną, nie pętaj, w zmyślonych paryżach mnie zgub, niech zasnę jak żaba zaklęta ze studnią rozpaczy u stóp. Ty nie budź mnie, życie, jak kapral, po nocach pod oknem mi nie wyj, niech srebrna śpiewa mi harfa i złoty depce mnie trzewik. Ucieknę, gdzie czary, gdzie mary, przebiegnę ci drogę jak kot, pochowam się w stare zegary i w śpiewki - przelewki wśród psot. Ja wolę, jak rentier, na tyłach podmiejską cepelią w dal kwilić, niż frunąć na ciężkich skrzydłach i ginąć na pierwszej linii. Zbuduję ci, życie, psią budę, a sama się rzucę w łan baź, niech drapie mnie w sztuczny podbródek z cukierków zrobiony mój paź. Ty nie strój mnie, życie, w koronę, do ręki nie dawaj mi berła, nie wciskaj swej mordy skrwawionej w to miejsce po starych perłach. Ty przyjdź do mnie kiedyś nad ranem, ze śmiercią jak z panną pod rękę, i podaj mi czarny atrament na śmieszną ostatnią piosenkę Staniemy tak sobie jak w lustrach ty - moje życie, i ja, i może to będzie szósta - a może przejedzie sto dwa... "Niebrzydka z was dwojga jest para" - śmierć powie ścierając z nas kurz. Ja na to powiem: "Sen, mara"... A życie: "już". Agnieszka Osiecka Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Ty strój mnie, życie w koronę, do ręki dawaj berło 19.05.04, 12:55 Zgaś moje oczy: ja cię widzieć mogę, zamknij mi uszy, a ja cię usłyszę, nawet bez nóg znajdę do ciebie drogę, i bez ust nawet zaklnę cię najciszej. Ramiona odrąb mi, ja cię obejmę sercem mym, które będzie mym ramieniem, serce zatrzymaj, będzie tętnił mózg, a jeśli w mózg mój rzucisz swe płomienie, ja ciebie na krwi mojej będę niósł. Rilke Rainer Maria ps Ach? Aha! oby na pewno bez "c" ? Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois na pewno Ave 19.05.04, 13:01 Kiedy cię spotkam co ci powiem że byłaś światłem moim Bogiem że szmat już drogi przemierzyłem i byłaś wszędzie tam gdzie byłem odległą gwiazdą w sztolni nocy zachodem słońca snem proroczym przestrzenią serca której strzegłem jak oka w głowie dla tej jednej mądrej i pięknej ludzkim prawem ave Kiedy cię spotkam czy ukryję wszystkie kobiety których byłem pacjentem uczniem profesorem żal nie na miejscu i nie w porę jak mogło być a jak nie było że wszystko na nic tylko miłość na wieki wieków i że żaden człowiek nie był mi tak potrzebny ave Kiedy cię spotkam jak mam spojrzeć żebyś nie mogła w oczach dojrzeć starego głodu którym hojnie obdarowałem tyle spojrzeń blasku księżyca który każe od ścian odbijać się od marzeń do zjawy twej wyciągać ręce w śniegu pościeli pisać wiersze szkłem ryte skrycie tatuaże ave Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: Geniusze często uczą się najgorzej! 19.05.04, 13:34 Aha, mam Cię w końcu? Aha, masz mnie na ... Uwaga, profesorzy, Geniusze często uczą się najgorzej! :)) + :(( Sztaudynger Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Tak, wreszcie aha feeling 19.05.04, 14:03 w całej mocy i krasie. na muszce na końcu szpady na wyciągnięcie ręki Bardzo przyjemne:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: homowylogowany Re: Tak, wreszcie aha feeling IP: *.gdynia.mm.pl 19.05.04, 14:12 :)))))))) ps nie pytaj co Ci zrobię, jak Cię złapię. Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois since feeling is first 20.05.04, 12:14 who pays any attention to the syntax of things will never wholly kiss you; wholly to be a fool while Spring is in the world my blood approves, and kisses are a better fate than wisdom lady i swear by all flowers. Don't cry - the best gesture of my brain is less than your eyelids'flutter which says we are for each other: then laugh, leaning back in my arms for life's not a paragraph And death i think is no parenthesis e.c.c. Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus To są moje wspomnienia których nie zapomnę 20.05.04, 12:26 Wspomnienia Odwiedzaj swoje wspomnienia, Uszyj dla niech płócienne pokrowce. Odsłoń okna i otwórz powietrze. Bądź dla nich serdeczny i nigdy nie daj im poznać po sobie. To są twoje wspomnienia. Myśl o tym, kiedy płyniesz w sargassowym morzu pamięci i trawa morska zarasta ci usta. To są twoje wspomnienia, których nie zapomnisz aż do końca życia. Zagajewski Adam Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Ne me quitte pas, jacques brel 20.05.04, 13:07 Ne me quitte pas Il faut oublier Tout peut s'oublier Qui s'enfuit déjà Oublier le temps Des malentendus Et le temps perdu A savoir comment Oublier ces heures Qui tuaient parfois A coups de pourquoi Le cœur du bonheur Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Moi je t'offrirai Des perles de pluie Venues de pays Où il ne pleut pas Je creuserai la terre Jusqu'après ma mort Pour couvrir ton corps D'or et de lumière Je ferai un domaine Où l'amour sera roi Où l'amour sera loi Où tu seras reine Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Je t'inventerai Des mots insensés Que tu comprendras Je te parlerai De ces amants-là Qui ont vu deux fois Leurs cœurs s'embraser Je te raconterai L'histoire de ce roi Mort de n'avoir pas Pu te rencontrer Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas On a vu souvent Rejaillir le feu D'un ancien volcan Qu'on croyait trop vieux Il est paraît-il Des terres brûlées Donnant plus de blé Qu'un meilleur avril Et quand vient le soir Pour qu'un ciel flamboie Le rouge et le noir Ne s'épousent-ils pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Je ne vais plus pleurer Je ne vais plus parler Je me cacherai là A te regarder Danser et sourire Et à t'écouter Chanter et puis rire Laisse-moi devenir L'ombre de ton ombre L'ombre de ta main L'ombre de ton chien Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas. Il faut oublier Tout peut s'oublier Qui s'enfuit déjà Oublier le temps Des malentendus Et le temps perdu A savoir comment Oublier ces heures Qui tuaient parfois A coups de pourquoi Le cœur du bonheur Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Moi je t'offrirai Des perles de pluie Venues de pays Où il ne pleut pas Je creuserai la terre Jusqu'après ma mort Pour couvrir ton corps D'or et de lumière Je ferai un domaine Où l'amour sera roi Où l'amour sera loi Où tu seras reine Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Je t'inventerai Des mots insensés Que tu comprendras Je te parlerai De ces amants-là Qui ont vu deux fois Leurs cœurs s'embraser Je te raconterai L'histoire de ce roi Mort de n'avoir pas Pu te rencontrer Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas On a vu souvent Rejaillir le feu D'un ancien volcan Qu'on croyait trop vieux Il est paraît-il Des terres brûlées Donnant plus de blé Qu'un meilleur avril Et quand vient le soir Pour qu'un ciel flamboie Le rouge et le noir Ne s'épousent-ils pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Je ne vais plus pleurer Je ne vais plus parler Je me cacherai là A te regarder Danser et sourire Et à t'écouter Chanter et puis rire Laisse-moi devenir L'ombre de ton ombre L'ombre de ta main L'ombre de ton chien Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Ne me quitte pas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian & & #35 1054;& & #35 1085;, & & #35 1089;& & # IP: *.gdynia.mm.pl 24.05.04, 07:48 Анна Ахматова ПОЭТ (Борис Пастернак) Он, сам себя сравнивший с конским глазом, Косится, смотрит, видит, узнает, И вот уже расплавленным алмазом Сияют лужи, изнывает лед. В лиловой мгле покоятся задворки, Платформы, бревна, листья, облака. Свист паровоза, хруст арбузной корки, В душистой лайке робкая рука. Звенит, гремит, скрежещет, бьет прибоем И вдруг притихнет,- это значит, он Пугливо пробирается по хвоям, Чтоб не спугнуть пространства чуткий сон. И это значит, он считает зерна В пустых колосьях, это значит, он К плите дарьяльской, проклятой и черной, Опять пришел с каких-то похорон. И снова жжет московская истома, Звенит вдали смертельный бубенец... Кто заблудился в двух шагах от дома, Где снег по пояс и всему конец? За то, что дым сравнил с Лаокооном, Кладбищенский воспел чертополох, За то, что мир наполнил новым звоном В пространстве новом отраженных строф,- Он награжден каким-то вечным детством, Той щедростью и зоркостью светил, И вся земля была его наследством, А он ее со всеми разделил. 19 января 1936 Строфы века. Антология русской поэзии. Сост. Е.Евтушенко. Минск, Москва: Полифакт, 1995. Odpowiedz Link Zgłoś
lupus.lupus ... 25.05.04, 12:14 Jesteś tu przy mnie Noc się chyli Nad ranem bywa nieprawdziwie Jesteś tu przy mnie Trochę cię dziwi, Że ja niczemu się nie dziwię A znamy się od godzin pięciu Nieprawda! Czy się nie domyślasz, Że zagarnąłem cię pamięcią Na długo przed tym zanim przyszłaś? Taką cię wymyśliłem Gdy okno bielało nad ranem Wszystkie w tobie zmieściłem wiersze nie napisane Najlepiej jak umiałem Z każdym uśmiechem, gestem Tylko nie przewidziałem Że jesteś Taką cię wymyśliłem Nad stołem zalanym winem Gdy twoje zdrowie piłem W niejedną szarą godzinę Za chwilę noc upadnie Spojrzyj kochanie - dnieje To chwila gdy najładniej Istniejesz Taką cię wymyśliłem Wśród tylu słów bezimienną Kiedy ciszy motywem Niebo szarzało nade mną Kiedy za dużo chciałem W swoim łagodnym obłędzie Wtedy nie przewidziałem, Że będziesz Los dobrze się ze mną obszedł Przy tobie wszystkiemu sprostam Tylko o jedno cię proszę Pozostań! Jonasz Kofta Odpowiedz Link Zgłoś
lupus.lupus Ogrodnik z żalem do Sainbois 25.05.04, 12:24 To może przypadek, że znów się widzimy Patrzymy na siebie w spokojnej udręce Spojrzenia spłowiały Przez lata i zimy Dziś tylko się znamy Nic więcej Uśmiechasz się dziwnie Inaczej niż wtedy Gdy było do siebie Nam bliżej niz blisko To było niedawno a mówi sie kiedyś Dziś tylko się znamy To wszystko Dzielimy złą ciszę obcymi słowami Ty serce masz chłodna I chłodne masz ręce Za chwilę pójdziemy Innymi drogami Bo tylko się znamy, Nic więcej! J.K. :( Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Re: Ogrodnik z żalem do Sainbois 05.06.04, 21:56 Ogrodnik? Ogrodnik... lupusie, znałam kiedyś w sieci pewnego Ogrodnika. Czy to Ty? Wróciłam właśnie z miasteczka, gdzie jest wspaniały zdziczały ogródek. Bluszcz pełza po ziemi, murze, po krzaku bzu, na jabłoniach porozwieszało się dzikie wino. Jeśli jesteś Ogrodnikiem... tamtym Ogrodnikiem? a jeśli nie... :))) Sonet 109 Nie mniemaj nigdy o mnie, że ja przeniewierca, Chociaż ciebie zasmucę w długim oddaleniu, Tak mi łatwo na chwilę wygładzić cię z serca, Jak się rozstać z mą duszą, żyjącą w twym tchnieniu. Tam jest dom mej miłości. Ten, co podróżuje, Spiesząc z powrotem drogę manowcami skraca; A gdy ujrzy swój domek, całą radość czuje. Tak ma dusza z rozkoszą do swej chatki wraca. Nie mniemaj, chociaż moja natura mieściła Z ułomnością czowieka nierozdzielne żądze, Iż ja na jedną chwilkę tak sromotnie zbłądzę, Bym przez lekkość opuścił ziemskich skarbów siła. Bez ciebie ten obszerny świat niczym być sądzę. Ty na nim wszystkim jesteś, moja różo miła! acha, jeszcze jedno - w zdziczałym ogrodku rośnie krzew różowej róży, bardzo stara odmiana, bez kolców, czyli o cieplym sercu:))) Odpowiedz Link Zgłoś
lupus.lupus Re: Ogrodnik z żalem do Sainbois 29.06.04, 09:48 Nie. Świat nie jest tak mały Sainbois.Z ogrodami jednak wiele mnie łączy. To nie tylko hobby, to znacznie głębsze uczucie. Zresztą traktować ogród tylko jako hobby to grzech.Wychowałem się w domu z niewielkim ogrodem i sadem prowadzonym przez Dziadka, który o różach wiedział chyba wszystko.Spędzałem z nim tam mnóstwo czasu, który teraz, z perspektywy czasu wydaje mi się niemal magiczny.Niestety gdy Dziadek uznał, że już czas zacząć przekazać mi całą swoją wiedzę na ten temat, ja już mniej uwagi poświęcałem magicznym chwilom. Życie,z całą swoją bujnością oferowało mi znacznie więcej niż tylko kopanie w ziemi i podcinanie gałęzi. Tak mi się wtedy wydawało. Bardzo dziś tego żałuję. Jesienią wracam do swojego domu rodzinnego na stałe. Czeka tam na mnie mój ogród.Zapuszczony i zarośnięty. Czeka mnie mnóstwo pracy. Na szczęscie nie wszystko zapomniałem z dzieciństwa... "W ogrodzie rosła róża. Zakochał się w niej wiatr. Byli zupełnie różni, on - lekki i jasny, ona - nieruchoma i ciężka jak krew. Przyszedł człowiek w drewnianych sabotach i gołymi rękami zerwał różę. Wiatr skoczył za nim, ale tamten zatrzasnął przed nim drzwi.- Obym skamieniał - zapłakał nieszczęśliwy. - Mogłem obejść cały świat, mogłem nie wracać wiele lat, ale wiedziałem, ze na zawsze czeka. Wiatr rozumiał, że aby naprawdę cierpieć, trzeba być wiernym." oszalały z nienawiści poeta- niedoszły noblista PS. Nie pojawiasz się Sainbois. Marian, przy biernej postawie "bywalców" został zaszczekany i zaszczuty.Dla "intelektualnego troglodyty" również jest coraz mniej miejsca. Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Re: Ogrodnik z żalem do Sainbois 05.07.04, 11:18 Drogi Ogrodniku, a jednak świat nie jest zbyt duży. Bo mój dziadek też hodował róże. Był ogrodnikiem amatorem, kochał swoje rośliny. W szufladzie biurka mam stary nóż okulizak, odziedziczyłam go po dziadku. Bo ogrodnik nie wzdraga się przed kształtowaniem i nadawaniem form. Dziadek szczególnie lubił staroświeckie róże sztamowe. Zmarł dawno temu. Jego ogród sprzedano, jego ukochane rośliny zapewne nie żyją. A ogród mojego ojca jest wspaniale zdziczały. I niewiele da się z tym zrobić, bo ojciec lubi to, co miało siły i przetrwało lata ogrodniczego bezhołowia. Taki bluszcz - pełza i pnie się, i oplata jabłonie, bzy. Fiołki też są bardzo żywotne - na wiosnę połowa ogródka jest fiołkowa. Homosovieticus, założyciel-budowniczy tego wątku, był wspaniałym i nieporównanym rozmówcą, brak mi go bardzo; czasem zaglądam tutaj, by sprawdzić stan rzeczy. Wykrakałam... Wątek przypomina porzuconą przez właściciela willę, może i nic w niej nie niszczeje, ale skąd to wiadomo pod tonami piasku czy śniegu, nawiewanego każdego dnia. Wiem, że Mariana nienawidzono na Forum. Pragmatyczna panidalloway, która zresztą też znikła, chyba już zrozumiała, co jest potrzebne do sensownej czy twórczej wymiany poglądów? Oczywiście, wystarczy interesujący rozmówca. No, dla pewności dodam, że to okaz bardzo cenny... i rzadki. I trzeba go było pielęgnować, a nie zadeptywać, wyrywać z korzeniami, wypalać - a może zanudzać???:)))) (serwowaniem rzeczy płaskich:))) Odpowiedz Link Zgłoś
lupus.lupus God's Garden 27.07.04, 15:03 God's Garden God made a beatous garden With lovely flowers strown, But one straight, narrow pathway That was not overgrown. And to this beauteous garden He brought mankind to live, And said: "To you, my children, These lovely flowers I give. Prune ye my vines and fig trees, With care my flowerets tend, But keep the pathway open Your home is at the end." Then came another master, Who did not love mankind, And planted on the pathway Gold flowers for them to find. And mankind saw the bright flowers, That, glitt'ring in the sun, Quite hid the thorns of av'rice That poison blood and bone; And far off many wandered, And when life's night came on, They still were seeking gold flowers, Lost, helpless and alone. O, cease to heed the glamour That blinds your foolish eyes, Look upward to the glitter Of stars in God's clear skies. Their ways are pure and harmless And will not lead astray, Bid aid your erring footsteps To keep the narrow way. And when the sun shines brightly Tend flowers that God has given And keep the pathway open That leads you on to heaven. Robert Frost, poeta, który zawsze kojarzy mi się z latem : ) Polecam! Odpowiedz Link Zgłoś
atylli_wnuk Gdybym spotkał Ciebie znowu pierwszy raz..... 11.06.04, 07:59 Gdybym spotkał ciebie pierwszy raz, ale w innym sadzie, w innym lesie- może by inaczej zaszumiał nam las wydłużony mgłami na bezkresie... Może innych kwiatów wśród zieleni bruzd jęłyby się dłonie dreszczem czynne - może by upadły z niedomyślnych ust jakieś inne słowa - jakieś inne... Może by i słońce zniewoliło nas do spłynięcia duchem w róż kaskadzie, Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz, ale w innym lesie, w innym sadzie... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois A kiedy ćmy wieczorem o szyby łopocą... 11.06.04, 11:34 A kiedy ćmy wieczorem o szyby łopocą, A serce pierś rozrywa niespokojnym biciem - Czy wiesz, co mały świerszczyk gra w kominie nocą? Czy wiesz, że to bez ciebie życie nie jest życiem? Bronisława Ostrowska Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus A jednak żyjemy tęskniąc za sobą jak kropelki mgły 23.07.04, 15:56 sainbois napisała: > A kiedy ćmy wieczorem o szyby łopocą, > A serce pierś rozrywa niespokojnym biciem - > Czy wiesz, co mały świerszczyk gra w kominie nocą? > Czy wiesz, że to bez ciebie życie nie jest życiem? > > Bronisława Ostrowska Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois O, jesteś, 23.07.04, 19:41 Childe Haroldzie. oto obraz: www.abcgallery.com/T/turner/turner15.html oto słowa: To Inez 1 Nay, smile not at my sullen brow, Alas! I cannot smile again; Yet heaven avert that ever thou Shouldst weep, and haply weep in vain. 2 And dost thou ask, what secret woe I bear, corrodiing joy and youth? And wilt thou vainly seek to know A pang, ev'n thou must fail to sooth? 3 It is not love, it is not hate, Nor low Ambitions's honours lost, That bids me loathe my present state, And fly from all I priz'd the most: 4 It is that weariness which springs From all I meet, or hear, or see: To me no pleasure Beauty brings; Thine eyes have scarce a charm for me. 5 It is that settled, ceaseless gloom That fabled Hebrew wanderer bore; That will not look beyond the tomb, But cannot hope for rest before. 6 What Exile from himself can flee? To Zones, though more and more remote, Still, still pursues, where-e'er I be, The blight of life--the demon, Thought. 7 Yet others rapt in pleasure seem, And taste of all that I forsake; Oh! may they still of transport dream, And ne'er, at least like me, awake! 8 Through many a clime 'tis mine to go, With many a retrospection curst; And all my solace is to know, Whate'er betides, I've known the worst. 9 What is that worst? Nay do not ask Odpowiedz Link Zgłoś
lupus.lupus odszedł... 03.07.04, 15:12 Marianie, On odszedł.... Marlon Wielki odszedł... To tylko literki, nie pomoże znaczek ":(" i graficzne świeczki.Nie potrafiłem na Forum pożegnać Jacka Kaczmarskiego. Teraz również brakuje mi słów. Za słaby aby mówić rozchylam tylko wargi odbijam je na szybie powietrza wokoło spokój a my idąc pochylamy głowy jakby pod wielki wiatr płowieją długie aleje już ludzie nas nie widzą To z tęsknoty to z wyrzeczenia coraz bliżsi i bliżsi chwili co zmieni nas w tchnienie Marlon Brando 1924-2004 R.I.P. brando.crosscity.com/HTMLVer/GalleryMB/Gallery.asp?GalleryType=1&ViewType=2&SubGalleryType=Misc&ImageIndex=3 Sprawi Bogu wiele kłopotu. Będzie się z Nim wykłócał jak to miał w zwyczaju robić z reżyserami.Jego agnet poinformował o śmierci w następujący sposób:"Odszedł Ojciec Chrzestny". Żegnaj Marlonie... Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: odszedł...na szczęście spotkamy Go znowu :)) 23.07.04, 15:57 Pozdrawiam serdecznie! Odpowiedz Link Zgłoś
lupus.lupus Pampeluna jest piękna latem... 06.07.04, 17:06 Dziś rozpoczęła się jedna z najbardziej fascynujących ceremonii gasnącej już Strarej Europy. Mam na myśli święto ku czci św. Fermina obchodzone w hiszpańskiej Pampelunie. Każdy komu w młodości zaszumiała książka Papy "Słońce też wschodzi" marzył zapewne o tym by być tam na początku lipca. W moim przypadku marzenia się spełniły. Kosztem całorocznych oszczędności i spędziłem w połowie lat 90 dwa cudowne tygodnie w czasie Fiesty. Do końca życia będę o nich pamiętał jako o najbardziej ekscytująco spędzonych wakacjach. Ubrany w białą koszulę, czerwoną chustkę i bordowy beret ( tylko tam nie wygląda się w tym idiotycznie) włóczyłem się po ulicach miasta spotykając fascynatów z wszystkich chyba stron świata. Prym wiedli oczywiście Anglosasi skuszeni hemingwayowską legendą. Miejscowi tarktowali nas obcokrajowców z góry, słusznie twierdząc, ze nie ma mamy takich "cojones" jak oni :) Rzeczywiście podczas porannych gonitw nikt nie biegał tak blisko byków jak miejscowi młodzieńcy.W czasie Fiesty dochodziło na tym tle do mnóstwa bójek. Popołudniami uczestniczyłem w licznych nabożeństwach i procesjach odprawianych z iście hiszpańską pasją.Wieczorami zaś niekończąca się zabawa z morzem rosado :) Po zakończeniu sanferminowego szaleństwa zostało mi jeszcze dwa dni na zwiedzenie zakątków Navarry.To były cudowne dni. Pampeluna jest piękna latem.... www.sanfermin.com/2004/portada.php?day=060704&lang=eng Odpowiedz Link Zgłoś
lupus.lupus Re: My też tak potrafimy, no może nie zupełnie ta 19.07.04, 22:16 Smutek. Wierny towarzysz. Siedzi teraz obok mnie i przepycha się z Poczuciem Winy o władzę nade mną. Wie, że cholernie mi przykro... Trudno o lepszą dla Niego przynętę. Zastanawialiście się kiedyś nad tym czy smutek jest przekleństwem wyłącznie człowieka? Otóż nie. Smutek może dotknąć całe narody. W Europie mamy dwa narody pogrążone w smutku- Portugalczyków i Węgrów. W zasadzie możemy jeszcze zaliczyć do tej grupy Rosjan, ale to już temat na zupełnie inną rozmowę. Skupmy się na Portugalczykach i Węgrach. Ich smutki się różnią.Błędem jest ich porównywanie. Smutek Portugalczyków jest bardziej zewnętrzny, można nawet powiedzieć "geograficzny" W portugalskiej duszy gra "saudade" - smutek i nostalgia. Naród na krańcu Europy, przed którym rozpościera się tylko Ocean. Portugalczycy przez wieli bali się i tęsknili za tym co ukryte za potężnym żywiołem. Ta bezbrzeżna tęsknota i smutek pchała Vasco da Gamę i Henryka Żeglarza do podróży poza granice znanego swiata. Ta tęsknota to również rozszywająca serce muzyka fado. Smutne pieśni śpiewane po zmroku w portugalskich kawiarniach. Smutne pieśni o rozpaczy, miłości, żalu. Portugalczycy nie zachowują się jak typowi południowcy.Owa nostalgia i smutek jest zawsze wyczuwalna.Potomkowie morskich śmiałków zdaja się zawsze marzyć o tym co piękne, odległe i nieuchwytne. Taki to ten portugalski smutek. "Moje pieśni to fado A fado to przeznaczenie. Modlitw i łez kaskadą Spada na mnie gitar brzmienie. Zawsze gdy strun dotykam, Gitara z płaczu aż drży- Przenika mnie ta muzyka, Ten wielki smutek, gorzkie łzy. To ludzie z mojego kraju, Teraz to dopiero wiem, Tak wielki w sobie smutek mają, Że w muzykę zmienia się Ci ludzie wciąż czekają, Że odmieni się zły los, Od troski ich uwalniając... A od smutki pieśni głos.... : (((( Smutek węgierski. Wydaje się, że bardziej przenikliwy, a przez to bardziej mi w tej chwili bliższy. Moja Babka, która miała węgierskie korzenie zadbała o to bym poznał Endre Ady'ego, Jozsefa Eotvosa, Ferenca Kolcseya,Hamvasa, Petofi'ego i innych z których smutek wprost kapie. W innych postach postaram się wam wyjaśnić na czym polega ów ten smutek węgierski. Wiem, że będzie mi długo towarzyszył... :( "Spętano sznurem duszę moją, Bo jak ognisty koń wierzgała, Bo biczowałem ją daremnie, Daremnie bita, cwałowała. Gdy się zjawi wam na polu Ogier, który ledwie łbem rusza, Przetnijcie jego powrozy, Bo to moja polsko-węgierska smutna dusza" (na podstawie wiersza Endre Ady'ego) Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus "Zabawy są przepyszne i dziewczęta piękne są :)) 23.07.04, 15:59 "Zabawy są przepyszne i dziewczęta piękne są Lecz muszę iść bo wzywa mnie Don Carlos de Borbon" BINGO!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Borys Pasternak IP: *.gdynia.mm.pl 26.07.04, 08:46 Soul My mournful soul, you, sorrowing For all my friends around, You have become the burial vault Of all those hounded down. Devoting to their memory A verse, embalming them, In torment, broken, lovingly Lamenting over them, In this our mean and selfish time, For conscience and for quest You stand-a columbarium To lay their souls to rest. The sum of all their agonies Has bowed you to the ground. You smell of dust, of death's decay, Of morgue and burial mound. My beggarly, dejected soul, You heard and saw your fill; Remembered all and mixed it well, And ground it like a mill. Continue pounding and compound All that I witnessed here To graveyard compost, as you did For almost forty years. 1956 Translated by Sergei Roy Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Prevert, Cet Amour i This Love 27.07.04, 14:54 po angielsku: This love So violent So fragile So tender So hopeless This love Beautiful as the day And bad as the weather When the weather is bad This love so true This love so beautiful So happy So joyous And so pathetic Trembling with fear like a child in the dark And so sure of itself Like a tranquil man in the middle of the night This love that made others afraid That made them speak That made them go pale This love intently watched Because we intently watch it Run down hurt trampled finished denied forgotten Because we ran it down hurt it trampled it finished it denied it forgot it This whole entire love Still so lively And so sunny It's yours It's mine That which has been This always new thing And which hasn't changed As true as a plant As trembling as a bird As warm as live as summer We can both of us Come and go We can forget And then go back to sleep Wake up suffer grow old Go back to sleep again Awake smile and laugh And feel younger Our love stays there Stubborn as an ass Lively as desire Cruel as memory Foolish as regrets Tender as remembrance Cold as marble Beautiful as day Fragile as a child It watches us, smiling And it speaks to us without saying a word And me I listen to it, trembling And I cry out I cry out for you I cry out for me I beg you For you for me for all who love each other And who loved each other Yes I cry out to it For you for me and for all the others That I don't know Stay there There where you are There where you were in the past Stay there Don't move Don't go away We who loved each other We've forgotten you Don't forget us We had only you on the earth Don't let us become cold Always so much farther away And anywhere Give us a sign of life Much later on a dark night In the forest of memory Appear suddenly Hold your hand out to us And save us i po francusku Cet amour Si violent Si fragile Si tendre Si désespéré Cet amour Beau comme le jour Et mauvais comme le temps Quand le temps est mauvais Cet amour si vrai Cet amour si beau Si heureux Si joyeux Et si dérisoire Tremblant de peur comme un enfant dans le noir Et si sûr de lui Comme un homme tranquille au milieu de la nuit Cet amour qui faisait peur aux autres Qui les faisait parler Qui les faisait blémir Cet amour guetté Parce que nous le guettions Traqué blessé piétiné achevé nié oublié Parce que nous l'avons traqué blessé piétiné achevé nié oublié Cet amour tout entier Si vivant encore Et tout ensoleillé C'est le tien C'est le mien Celui qui a été Cette chose toujours nouvelles Et qui n'a pas changé Aussi vraie qu'une plante Aussi tremblante qu'un oiseau Aussi chaude aussi vivante que l'été Nous pouvons tous les deux Aller et revenir Nous pouvons oublier Et puis nous rendormir Nous réveiller souffrir vieillir Nous endormir encore Rêver à la mort Nous éveiller sourire et rire Et rajeunir Notre amour reste là Têtu comme une bourrique Vivant comme le désir Cruel comme la mémoire Bête comme les regrets Tendre comme le souvenir Froid comme le marbre Beau comme le jour Fragile comme un enfant Il nous regarde en souriant Et il nous parle sans rien dire Et moi j'écoute en tremblant Et je crie Je crie pour toi Je crie pour moi Je te supplie Pour toi pour moi et pour tous ceux qui s'aiment Et qui se sont aimés Oui je lui crie Pour toi pour moi et pour tous les autres Que je ne connais pas Reste là Là où tu es Là où tu étais autrefois Reste là Ne bouge pas Ne t'en va pas Nous qui sommes aimés Nous t'avons oublié Toi ne nous oublie pas Nous n'avions que toi sur la terre Ne nous laisse pas devenir froids Beaucoup plus loin toujours Et n'importe où Donne-nous signe de vie Beaucoup plus tard au coin d'un bois Dans la forêt de la mémoire Surgis soudain Tends-nous la main Et sauve-nous. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zakochanyinaczej Ach, jakże piękna jest miłość!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.04, 16:35 bato3.webpark.pl/index3.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Virginia V. rozumek w darze imaginacji i intuicji IP: *.gdynia.mm.pl 27.07.04, 20:37 Kazimierz Tetmajer - "FAŁSZ, ZAWIŚĆ..." Fałsz, zawiść, płaskość, mierność, nikczemność, głupota: oto rafy, o które łódź moja potrąca, płynąc przez życia mętne i cuchnące błota pod niebem zachmurzonym, bez gwiazd i bez słońca. Wiem, że błot nie przepłynę - odrzucam precz wiosła i przymknąwszy powieki na dnie łodzi leżę, nie dbając, kędy by mnie mętna woda niosła, nie dbając, gdzie i jakie czeka mnie wybrzeże? Tak płynę ja, zrodzony od czystego morza, do purpurowych wschodów, zachodów złoconych, do gwiazd kroci, orkanu, co gna przez przestworza, do cisz wielkich i sennych i do wysp zielonych. Tak płynę ja, zrodzony, by słoneczne fale pruć silnym ruchem ręki leżącej na sterze, by wiry i wietrzyce roztrącać zuchwale - -tak płynę i półmartwo na dnie łodzi leżę. Odpowiedz Link Zgłoś
rolotomasi Re: w darze maninaci i kici 27.07.04, 22:32 Wobec brutalizacji życia forumowego i realnego, propo> przytulić się do łona>> forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15574 Odpowiedz Link Zgłoś
sunniva Hurrahing in Harvest 03.08.04, 13:38 Gerard Manley Hopkins (1844–89) 14. Hurrahing in Harvest SUMMER ends now; now, barbarous in beauty, the stooks arise Around; up above, what wind-walks! what lovely behaviour Of silk-sack clouds! has wilder, wilful-wavier Meal-drift moulded ever and melted across skies? I walk, I lift up, I lift up heart, eyes, Down all that glory in the heavens to glean our Saviour; And, éyes, heárt, what looks, what lips yet gave you a Rapturous love’s greeting of realer, of rounder replies? And the azurous hung hills are his world-wielding shoulder Majestic—as a stallion stalwart, very-violet-sweet!— These things, these things were here and but the beholder Wanting; which two when they once meet, The heart rears wings bold and bolder And hurls for him, O half hurls earth for him off under his feet. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian O Powstaniu Warszawskim prozą IP: *.gdynia.mm.pl 02.08.04, 12:49 Zapomniane Powstanie Warszawskie W dniu 1 sierpnia 2004 roku przypada 60-ta rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Historia tego powstania nie jest dostatecznie znana przez opinię światową, chociaż Powstanie Warszawskie było największym tego rodzaju wydarzeniem w dziejach świata. To było powstanie zbrojne na niespotykaną skalę w epicentrum wydarzeń wojennych, na styku działań frontowych dwu największych armii w historii wojen. Po dwu miesiącach walk powstańcy skapitulowali. W bezsensownym odwecie, niemieccy zbrodniarze, zburzyli Warszawę doszczętnie, co jest bezprzykładnym aktem bestialstwa i zdziczenia hitlerowskiej "rasy panów". To był sadystyczny mord z premedytacją, wykonywany przez kilka miesięcy w centrum cywilizowanej Europy. Pisanie o historii jest najtrudniejszą ze sztuk. Jej trywialne i propagandowe wydanie jest często spotykaną chałturą, wykonywaną przez usłużnych dziennikarzy. Historia ostatniej wojny była wielokrotnie ?uzdatniana? do konsumpcji w czasie ostatniego półwiecza. Od prymitywnych wersji propagandowych na użytek zwycięskiej koalicji, do sensacyjnych wersji produkowanych na użytek propagandy w celu zmiany optyki i ostrości widzenia. Wystarczy jednak przyjrzeć się dokładnie Powstaniu Warszawskiemu, aby uświadomić sobie, że nigdy nie przebrniemy przez meandry decyzji politycznych, które podejmowali przywódcy walczących ze sobą armii, które otaczały Warszawę. Los powstania zależał od decyzji podejmowanych daleko od frontu walki. Dowolność interpretacji tych wydarzeń jest zatrważająca. Jak bardzo to było powikłane, a jacy mali i bezwzględni politycy byli w tym czasie dowódcami walczących stron w czasie II wojny światowej, to się dopiero okazało po zakończeniu wojny. Jak podli okazali się ci mali polityczni gracze, których przerosła ranga wydarzeń rozgrywających się w tym czasie. Sprawa ludobójstwa na mieszkańcach Warszawy nie znalazła też odpowiedniej rangi w czasie procesu Norymberskiego. W ogólnie dostępnych publikacjach oficjalnych interpretatorów, sprawy te miały swoje kolejne odsłony w ciągu ostaniego półwiecza. Każda ze stron inaczej widziała to zdarzenie i każda inaczej oceniała decyzje koalicjanta lub przeciwnika. Każda ze stron niosła na sobie garb uprzedzeń historycznych i garb ograniczeń ideologicznych obowiązujących w tym czasie. Nawet antyhitlerowscy koalicjanci mieli różne interesy, choć jeden wspólny cel. W ciągu tych tragicznych paru lat wojny, politycy tych krajów podpisywali pakty o nieagresji, tworzyli koalicje, aby na końcu stać się śmiertelnymi wrogami. Polityka, była i jest stajnią Augiasza, pełną moralnych brudów w panującym tam bałaganie. Efekt pracy tych polityków "stajennych", co kilkanaście lat możemy obserwować w postaci rzezi i wojen, których nikt nie może zrozumieć. Morderstwo na powstańcach miasta Warszawy wpisuje się w tą ciemną stronę politycznych decyzji, które nigdy nie doczekają się pełnego wyjaśnienia i przebaczenia. O ile nigdy nie osiągniemy zadowalającego spokoju i jasności w ocenie politycznej tych wydarzeń, to jednoznaczna jest ocena moralna działań samych powstańców tego bohaterskiego miasta. Powstanie Warszawskie jest i pozostanie relikwią na historycznym ołtarzu Polski. To jest absolutnie potrzebny przykład sprzeciwu wobec narzuconej Polsce niewoli i bezprawnej okupacji. Dopiero teraz rozumiemy, jak ważna to była decyzja, która obliguje następne pokolenia do walki o suwerenność Polski. Nawet w okresie reżimu komunistycznego, sama heroiczność powstania dawała Polakom tak potrzebną siłę duchową na przetrwanie tego okresu zniewolenia. Świadomość tamtego, powstańczego bohaterstwa, podnosiła na duchu słabych i wątpiących. Dopiero obecny, podstępny zamach na suwerenność Polski i odsunięcie polskiej inteligencji od wpływu na kształt mediów, poczynił ogromne szkody w naszej mentalności. Polakom odebrano możliwość swobodnej wypowiedzi w większości mediów o zasięgu krajowym. Nowi "spekulanci medialni" ofiarowują nam pozorne wolności. Teraz mamy w Polsce wolność do bezrobocia, do zabawy, do narkotyków, do "róbta co chceta". Historia Polski wymaga więc kolejnej przeróbki, według instrukcji nowych władców. W tej nowej wersji historii, nie ma zbyt wiele miejsca na przypominanie bohaterów Powstania Warszawskiego. To jest kontrolowana i udawana amnezja. Mało znaczące epizody ostatniej wojny stają przedmiotem wymuszonej dyskusji, a zapomina się o wydarzeniach, które miały wymiar światowej tragedii. Takim dramatem o wymiarze ponadnarodowym jest historia Powstania Warszawskiego. 21 lipca 2004 dodane : 7/21/2004 Zrodlo : Wojciech K.Borkowski Odpowiedz Link Zgłoś
lupus.lupus taką przebodli nas Ojczyzną... 02.08.04, 13:32 Gość portalu: Marian napisał(a): > Zapomniane Powstanie Warszawskie > W dniu 1 sierpnia 2004 roku przypada 60-ta rocznica wybuchu Powstania > Warszawskiego. Historia tego powstania nie jest dostatecznie znana przez opinię > > światową, chociaż Powstanie Warszawskie było największym tego rodzaju > wydarzeniem w dziejach świata. To było powstanie zbrojne na niespotykaną skalę > w epicentrum wydarzeń wojennych, na styku działań frontowych dwu największych > armii w historii wojen. Po dwu miesiącach walk powstańcy skapitulowali. W > bezsensownym odwecie, niemieccy zbrodniarze, zburzyli Warszawę doszczętnie, co > jest bezprzykładnym aktem bestialstwa i zdziczenia hitlerowskiej "rasy panów". > To był sadystyczny mord z premedytacją, wykonywany przez kilka miesięcy w > centrum cywilizowanej Europy. Pisanie o historii jest najtrudniejszą ze sztuk. > Jej trywialne i propagandowe wydanie jest często spotykaną chałturą, wykonywaną > > przez usłużnych dziennikarzy. Historia ostatniej wojny była wielokrotnie > ?uzdatniana? do konsumpcji w czasie ostatniego półwiecza. Od prymitywnych > wersji propagandowych na użytek zwycięskiej koalicji, do sensacyjnych wersji > produkowanych na użytek propagandy w celu zmiany optyki i ostrości widzenia. > Wystarczy jednak przyjrzeć się dokładnie Powstaniu Warszawskiemu, aby > uświadomić sobie, że nigdy nie przebrniemy przez meandry decyzji politycznych, > które podejmowali przywódcy walczących ze sobą armii, które otaczały Warszawę. > Los powstania zależał od decyzji podejmowanych daleko od frontu walki. > Dowolność interpretacji tych wydarzeń jest zatrważająca. Jak bardzo to było > powikłane, a jacy mali i bezwzględni politycy byli w tym czasie dowódcami > walczących stron w czasie II wojny światowej, to się dopiero okazało po > zakończeniu wojny. Jak podli okazali się ci mali polityczni gracze, których > przerosła ranga wydarzeń rozgrywających się w tym czasie. Sprawa ludobójstwa na > > mieszkańcach Warszawy nie znalazła też odpowiedniej rangi w czasie procesu > Norymberskiego. W ogólnie dostępnych publikacjach oficjalnych interpretatorów, > sprawy te miały swoje kolejne odsłony w ciągu ostaniego półwiecza. Każda ze > stron inaczej widziała to zdarzenie i każda inaczej oceniała decyzje > koalicjanta lub przeciwnika. Każda ze stron niosła na sobie garb uprzedzeń > historycznych i garb ograniczeń ideologicznych obowiązujących w tym czasie. > Nawet antyhitlerowscy koalicjanci mieli różne interesy, choć jeden wspólny cel. > > W ciągu tych tragicznych paru lat wojny, politycy tych krajów podpisywali pakty > > o nieagresji, tworzyli koalicje, aby na końcu stać się śmiertelnymi wrogami. > Polityka, była i jest stajnią Augiasza, pełną moralnych brudów w panującym tam > bałaganie. Efekt pracy tych polityków "stajennych", co kilkanaście lat możemy > obserwować w postaci rzezi i wojen, których nikt nie może zrozumieć. Morderstwo > > na powstańcach miasta Warszawy wpisuje się w tą ciemną stronę politycznych > decyzji, które nigdy nie doczekają się pełnego wyjaśnienia i przebaczenia. O > ile nigdy nie osiągniemy zadowalającego spokoju i jasności w ocenie politycznej > > tych wydarzeń, to jednoznaczna jest ocena moralna działań samych powstańców > tego bohaterskiego miasta. Powstanie Warszawskie jest i pozostanie relikwią na > historycznym ołtarzu Polski. To jest absolutnie potrzebny przykład sprzeciwu > wobec narzuconej Polsce niewoli i bezprawnej okupacji. Dopiero teraz rozumiemy, > > jak ważna to była decyzja, która obliguje następne pokolenia do walki o > suwerenność Polski. Nawet w okresie reżimu komunistycznego, sama heroiczność > powstania dawała Polakom tak potrzebną siłę duchową na przetrwanie tego okresu > zniewolenia. Świadomość tamtego, powstańczego bohaterstwa, podnosiła na duchu > słabych i wątpiących. Dopiero obecny, podstępny zamach na suwerenność Polski i > odsunięcie polskiej inteligencji od wpływu na kształt mediów, poczynił ogromne > szkody w naszej mentalności. Polakom odebrano możliwość swobodnej wypowiedzi w > większości mediów o zasięgu krajowym. Nowi "spekulanci medialni" ofiarowują nam > > pozorne wolności. Teraz mamy w Polsce wolność do bezrobocia, do zabawy, do > narkotyków, do "róbta co chceta". Historia Polski wymaga więc kolejnej > przeróbki, według instrukcji nowych władców. W tej nowej wersji historii, nie > ma zbyt wiele miejsca na przypominanie bohaterów Powstania Warszawskiego. To > jest kontrolowana i udawana amnezja. Mało znaczące epizody ostatniej wojny > stają przedmiotem wymuszonej dyskusji, a zapomina się o wydarzeniach, które > miały wymiar światowej tragedii. Takim dramatem o wymiarze ponadnarodowym jest > historia Powstania Warszawskiego. > On Komu ja gram? Zamkniętym oknom klamkom błyszczącym arogancko fagotom deszczu - smutnym rynnom szczurom co pośród śmieci tańczą Ostatni werbel biły bomby był prosty pogrzeb na podwórzu dwie deski w krzyż i hełm dziurawy w niebie pożarów wielka róża Chór Na rożnie się obraca cielę. W piecu dojrzewa chleb brunatny. Pożary gasną. Tylko ogień ułaskawiony wiecznie trwa. On zgrzebny napis na tych deskach imiona krótkie niby salwa "Gryf" "Wilk" i "Pocisk" kto pamięta spłowiała w deszczu ruda barwa Praliśmy potem długie lata bandaże. Teraz nikt nie płacze chrzęszczą w pudełku po zapałkach guziki z żołnierskiego płaszcza Chór Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia i w nowy życia strumień wstąp Jest tylko ziemia. Jedna ziemia i pory roku nad nią są. Wojny owadów - wojny ludzi i krótka śmierć nad miodukwiatem. Dojrzewa zboże. Kwitną dęby. W ocean schodzą rzeki z gór. On Płynę pod prąd a oni ze mną nieubłaganie patrzą w oczy uparcie szepczą słowa stare jemy nasz gorzki chleb rozpaczy Muszę ich zawieźć w suche miejsce i kopczyk z piasku zrobić duży zanim im wiosna sypnie kwiaty i mocny zielny sen odurzy To miasto –Chór Nie ma tego miasta Zaszło pod ziemię Ono świeci jeszcze Chór Jak próchno w lesie On Puste miejsce lecz wciąż ponad nim drży powietrze po tamtych głosach Rów w którym płynie mętna rzeka nazywam Wisłą. Ciężko wyznać: na taką miłość nas skazali taką przebodli nas ojczyzną oszalały poeta Odpowiedz Link Zgłoś
lupus.lupus Re: My też tak potrafimy, no może nie zupełnie ta 03.08.04, 14:50 I said to Love, "It is not now as in old days When men adored thee and thy ways All else above; Named thee the Boy, the Bright, the One Who spread a heaven beneath the sun," I said to Love. I said to him, "We now know more of thee than then; We were but weak in judgment when, With hearts abrim, We clamoured thee that thou would'st please Inflict on us thine agonies," I said to him. I said to Love, "Thou art not young, thou art not fair, No faery darts, no cherub air, Nor swan, nor dove Are thine; but features pitiless, And iron daggers of distress," I said to Love. "Depart then, Love! . . . - Man's race shall end, dost threaten thou? The age to come the man of now Know nothing of? - We fear not such a threat from thee; We are too old in apathy! Mankind shall cease.--So let it be," I said to Love Thomas Hardy Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Też czasami spoglądam w lustro z zażenowaniem :)) 03.08.04, 16:23 Thomas Hardy (1840–1928). Wessex Poems and Other Verses. 1898. 51. “I Look into my Glass” I LOOK into my glass, And view my wasting skin, And say, “Would God it came to pass My heart had shrunk as thin!” For then, I, undistrest 5 By hearts grown cold to me, Could lonely wait my endless rest With equanimity. But Time, to make me grieve, Part steals, lets part abide; 10 And shakes this fragile frame at eve With throbbings of noontide. The End W lustro patrzę, w udręce Widzę skórę pomiętą. Gdybyż, Boże me serce Mogło tak samo zwiednąć! Bo wtedy wśród serc, z których Już mnie żadne nie słyszy, Mógłbym i sam bez bólu Czekać bezkresnej ciszy. Lecz Czasu moc okrótna Część niszczy, część ocala, I w kruche bije włókna Żaru południa fala. spolszczył: Zygmunt Kubiak Pozdrawiam, kapelusza uchylając. Słomkowego oczywista! :)) Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Aleksander Błok 04.08.04, 07:16 Пусть я и жил, не любя, Пусть я и клятвы нарушу, — Все ты волнуешь мне душу, Где бы ни встретил тебя! О, эти дальние руки! В тусклое это житье Очарованье свое Вносишь ты, даже в разлуке! И в одиноком моем Доме, пустом и холодном, В сне, никогда не свободном, Снится мне брошенный дом. Старые снятся минуты, Старые снятся года ... Видно, уж так навсегда Думы тобою замкнуты! Кто бы ни звал — не хочу На суетливую нежность Я променять безнадежность — И, замыкаясь, молчу. 8 октября 1915 Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Chyba zwariowałem kto to wie? 04.08.04, 07:22 Odysseus to Telemachus Joseph Brodsky My dear Telemachus, The Trojan War is over now; I don't recall who won it. The Greeks, no doubt, for only they would leave so many dead so far from their own homeland. But still, my homeward way has proved too long. While we were wasting time there, old Poseidon, it almost seems, stretched and extended space. I don't know where I am or what this place can be. It would appear some filthy island, with bushes, buildings, and great grunting pigs. A garden choked with weeds; some queen or other. Grass and huge stones . . . Telemachus, my son! To a wanderer the faces of all islands resemble one another. And the mind trips, numbering waves; eyes, sore from sea horizons, run; and the flesh of water stuffs the ears. I can't remember how the war came out; even how old you are--I can't remember. Grow up, then, my Telemachus, grow strong. Only the gods know if we'll see each other again. You've long since ceased to be that babe before whom I reined in the plowing bullocks. Had it not been for Palamedes' trick we two would still be living in one household. But maybe he was right; away from me you are quite safe from all Oedipal passions, and your dreams, my Telemachus, are blameless. Odpowiedz Link Zgłoś
sunniva a plucked daisy 04.08.04, 09:37 Snow White and the Seven Dwarfs Anne Sexton No matter what life you lead the virgin is a lovely number: cheeks as fragile as cigarette paper, arms and legs made of Limoges, lips like Vin Du Rhône, rolling her china-blue doll eyes open and shut. Open to say, Good Day Mama, and shut for the thrust of the unicorn. She is unsoiled. She is as white as a bonefish. Once there was a lovely virgin called Snow White. Say she was thirteen. Her stepmother, a beauty in her own right, though eaten, of course, by age, would hear of no beauty surpassing her own. Beauty is a simple passion, but, oh my friends, in the end you will dance the fire dance in iron shoes. The stepmother had a mirror to which she referred-- something like the weather forecast-- a mirror that proclaimed the one beauty of the land. She would ask, Looking glass upon the wall, who is fairest of us all? And the mirror would reply, You are the fairest of us all. Pride pumped in her like poison. Suddenly one day the mirror replied, Queen, you are full fair, 'tis true, but Snow White is fairer than you. Until that moment Snow White had been no more important than a dust mouse under the bed. But now the queen saw brown spots on her hand and four whiskers over her lip so she condemned Snow White to be hacked to death. Bring me her heart, she said to the hunter, and I will salt it and eat it. The hunter, however, let his prisoner go and brought a boar's heart back to the castle. The queen chewed it up like a cube steak. Now I am fairest, she said, lapping her slim white fingers. Snow White walked in the wildwood for weeks and weeks. At each turn there were twenty doorways and at each stood a hungry wolf, his tongue lolling out like a worm. The birds called out lewdly, talking like pink parrots, and the snakes hung down in loops, each a noose for her sweet white neck. On the seventh week she came to the seventh mountain and there she found the dwarf house. It was as droll as a honeymoon cottage and completely equipped with seven beds, seven chairs, seven forks and seven chamber pots. Snow White ate seven chicken livers and lay down, at last, to sleep. The dwarfs, those little hot dogs, walked three times around Snow White, the sleeping virgin. They were wise and wattled like small czars. Yes. It's a good omen, they said, and will bring us luck. They stood on tiptoes to watch Snow White wake up. She told them about the mirror and the killer-queen and they asked her to stay and keep house. Beware of your stepmother, they said. Soon she will know you are here. While we are away in the mines during the day, you must not open the door. Looking glass upon the wall . . . The mirror told and so the queen dressed herself in rags and went out like a peddler to trap Snow White. She went across seven mountains. She came to the dwarf house and Snow White opened the door and bought a bit of lacing. The queen fastened it tightly around her bodice, as tight as an Ace bandage, so tight that Snow White swooned. She lay on the floor, a plucked daisy. When the dwarfs came home they undid the lace and she revived miraculously. She was as full of life as soda pop. Beware of your stepmother, they said. She will try once more. Looking glass upon the wall. . . Once more the mirror told and once more the queen dressed in rags and once more Snow White opened the door. This time she bought a poison comb, a curved eight-inch scorpion, and put it in her hair and swooned again. The dwarfs returned and took out the comb and she revived miraculously. She opened her eyes as wide as Orphan Annie. Beware, beware, they said, but the mirror told, the queen came, Snow White, the dumb bunny, opened the door and she bit into a poison apple and fell down for the final time. When the dwarfs returned they undid her bodice, they looked for a comb, but it did no good. Though they washed her with wine and rubbed her with butter it was to no avail. She lay as still as a gold piece. The seven dwarfs could not bring themselves to bury her in the black ground so they made a glass coffin and set it upon the seventh mountain so that all who passed by could peek in upon her beauty. A prince came one June day and would not budge. He stayed so long his hair turned green and still he would not leave. The dwarfs took pity upon him and gave him the glass Snow White-- its doll's eyes shut forever-- to keep in his far-off castle. As the prince's men carried the coffin they stumbled and dropped it and the chunk of apple flew out of her throat and she woke up miraculously. And thus Snow White became the prince's bride. The wicked queen was invited to the wedding feast and when she arrived there were red-hot iron shoes, in the manner of red-hot roller skates, clamped upon her feet. First your toes will smoke and then your heels will turn black and you will fry upward like a frog, she was told. And so she danced until she was dead, a subterranean figure, her tongue flicking in and out like a gas jet. Meanwhile Snow White held court, rolling her china-blue doll eyes open and shut and sometimes referring to her mirror as women do. Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus On działa 06.08.04, 12:57 On działa Adam Zagajewski On działa, w blasku i w ciemności, w huku wodospadów i w ciszy snu, lecz inaczej, niż głoszą wasi pasterze, pozostający pod dobrą opieką. szuka najdłuższej linii, drogi, która jest tak okrężna, że prawie niewidoczna. Gubi się w cierpieniu. Tylko ślepcy, tylko sowy czują czasem jej nikły ślad pod powieką. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian dlaczego zycie moje nie bylo jak kregi na wodzie IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 08:55 BREWIARZ Panie wiem że dni moje są policzone zostało ich niewiele Tyle żebym zdążył zebrać piasek którym przykryją mi twarz (...) życie moje powinno zatoczyć koło zamknąć się jak dobrze skomponowana sonata a teraz widzę dokładnie na moment przed codą porwane akordy źle zestawione kolory i słowa (...) dlaczego życie moje nie było jak kręgi na wodzie (...) układa się w słoje stopnie fałdy by skonać spokojnie u twoich nieodgadnionych kolan Odpowiedz Link Zgłoś
lupus.lupus Ogrodnik ponownie do Sainbois... 30.08.04, 10:32 Dla Sainbois, która karze mnie swoim milczeniem. Więc pójdę w ogrody wonne... „Więc pójdę w ogrody wonne, Leć i tu nadzieje płonne, Aby mi z kwiecia odory, Lubo ich same pozory, Jakie kontentece* dały, Bo w tym gusty me ustały I słowik głosem krzykliwym, Nie zwabi choć łagodliwym. To już na zielonej łące, Między zioła woniejące, Te dodadzą uśmierzenia, W ciężkościach i spoczynienia. Leć i tam lube zefiry, W przykre mi się obróciły Wichry, że miasto ochłody Nie mam i tam mej swobody. Wabi podczas myśl ciekawa Perswadując, że zabawa U dworu konwersacyja, Melancholiją wybija. Ale cóż i tam smakuje, Co za powaba cukruje? Mam przestrogę-zlecę temu Co się udać chce, każdemu Więc idę w głębokie lasy, A tam me już wszystkie czasy, Trawić będę pokutując Czas stracony opłakując Któreż dodasz, drzewo, cienia Bym miała co ochłodzenia? Tam uważę moje sprawy, Całego wieku zabawy. Leć i tu myśl ma błędliwa, Trwoży mię, żem frasobliwa, Bym pod tem drzewem nie siadła, Dla którego nam opadła, Rozkosz pierwsza pozwolona Przez człowieka utracona Mijam tędy wszystkie drzewa Herbownego trzymać trzeba Tu już zasiadam bezpiecznie, A siedzieć pod nim statecznie, Lubo owoc przykro rodzi, Ale mi go ten osłodzi, Co go najpierw skosztował, I mnie go tam nagotował, Wszakem go już kosztowała, Nie będę się nań wzdrygała Anna Stanisławska Rok Pański 1685 * kontenteca- zadowolenie (lupus) Odpowiedz Link Zgłoś