woda_woda
06.09.10, 21:40
"W 1977 roku po raz pierwszy zaproszono mnie na duże zebranie KOR. Otwierają się drzwi i wkracza czołówka opozycji: Kuroń, Macierewicz, Jan Józef Lipski. Wszyscy, którzy siedzieli przy stole, wstają i przenoszą się pod ściany. Podniosłem się także, ale by ustąpić miejsca Lipskiemu, który był starszym panem. On jednak usiadł obok, a Kuroń wykorzystując ten moment, już wieszał swoją marynarkę na moim krześle. Ja jednak spokojnie usiadłem i miejsca Kuroniowi nie ustąpiłem. Po jakimś czasie poszedłem do Jacka Kuronia do domu i on 15 minut trzymał mnie bez krzesła. Zapamiętał i się zemścił. Gdyby nie silna motywacja, że ja muszę z tym komunizmem walczyć, a więc być w opozycji, to ja bym ją w jasną cholerę rzucił, bo tego towarzystwa nie akceptowałem".
wyborcza.pl/1,75248,8343049,Biedny_Kaczynski__Ciagle_mu_zajmuja_krzesla.html
Tak prezes opowiada Teresie Torańskiej w 1994 roku (T. Torańska, "My", 1994 r.)
I teraz już wiemy, dla kogo ś. p. Lech Kaczyński trzymał dwa krzesła na pamiętnym zdjęciu z konceru: dla brata!
I możemy sie domyślać, o co naprawdę szło w odwiecznym sporze "o krzesło" - on po prostu "w jasną cholerę by to rzucił, bo tego towarzystwa nie akceptował" - ale nie mógł, no nie mógł i już.