wylogowany.pielegniarz
06.09.10, 23:23
Patrząc na ich dwóch kiedyś i teraz.
Jeden miał wizerunek, który w żaden sposób nie kojarzył się z byciem absolutnym liderem, dominatorem i kimś, kto stoi na czele państwa.
Drugi natomiast uchodził za świetnego analityka i znakomitego stratega, co przyznawała nawet część jego oponentów.
Co mamy dzisiaj?
Ten pierwszy jest bodajże najsilniejszym politykiem w ostatnim dwudziestoleciu. Nawet Miller w czasie, gdy był "kanclerzem" nie miał chyba aż tak mocnej pozycji. A do tego ma niezłą perspektywę na rządy dłuższe niż ktokolwiek przed nim, co jeszcze bardziej cementowałoby go jako absolutny numer 1 w najnowszej, demokratycznej historii Polski.
Drugi natomiast kończy ogarnięty szaleństwem. Szaleństwem wizji samolotów ścinających drzewa niczym kosa zboże i koszmarów, doświadczanych na sali w restauracji, gdzie do stolików dosiadają się ludzie nie ci, co trzeba.
Pomijam tu całkowicie politykę, a skupiam się jedynie na osobowościach. Bo to naprawdę fascynujące, jak sytuacja i własne doświadczenia formują człowieka i pozwalają mu się rozwijać, osiągać cele i stawać się kimś, kto jest całkowicie nową jakością wobec samego siebie sprzed lat. A z drugiej strony mogą też człowieka, twardego polityka pełną gębą, rozłożyć na łopatki i pozwolić mu stać się pośmiewiskiem.
Życie bywa jednak okrutnie przewrotne.