lupus.lupus
09.04.04, 09:17
"Z dnia na dzień dowiadujemy się, że demokratyczne wybory to nic dobrego. Że
dla Polski o wiele ważniejsze jest przegłosowanie ustaw tworzących plan
Hausnera, ustabilizowanie polityki zagranicznej i w ogóle spokój, a nie
jakieś wyborcze harce.
Jaki jest powód snucia tych strasznych wizji? Mam w tej mierze swoją
nieśmiałą hipotezę. Publicyści "Gazety Wyborczej" nie potrafią znaleźć na
scenie politycznej nikogo, komu można byłoby kibicować. Unia Wolności nie
nadaje się już do reanimacji. Po rozłamie w SLD Marek Borowski - stosunkowo
bliski sercu redaktora naczelnego - dopiero buduje nową partię. Za to w
sondażach króluje straszny Rokita - człowiek, który z powodu swojego raportu
w sprawie Rywina stał się wrogiem numer jeden "Gazety Wyborczej".
Zaczynam miewać poczucie deja vu. W czasach ZSRR sowieccy liderzy do
perfekcji opanowali skłanianie Zachodu do akceptacji wielu swoich działań,
używając straszaka twardogłowej generalicji Armii Czerwonej. W latach 90.
dyplomacja Jelcyna wymuszała akceptację postimperialnych działań, strasząc
wizją zdobycia władzy przez Żyrinowskiego. Teraz w imię hasła: "Każdy, byle
nie Lepper", na taryfę ulgową liczyć mogą ponownie postkomuniści. Ernest
Skalski wieszczy, że wobec passy Samoobrony jeszcze zatęsknimy za Millerem,
Oleksym i Janikiem. Ryszard Holzer deklaruje, iż dysydenci z SdPl trzymają w
rękach klucz do stabilizacji polskiej demokracji."
więcej:
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040409/publicystyka/publicystyka_a_8.html