purchawkapuknieta
22.11.10, 19:49
Byłam w komisji wyborczej. Frekwencja u nas była ponad 50%. Fajnie, karnie całe "budynki" szły głosować. Ale to nieistotne. Zastanawiam sie nad bezmyślnością. To najważniejsze wybory dla mieszkańców, bo gramy bezpośrednio o swój los. O parkingi, o to, czy na górkach włościańskich jakiś pajac postawi mi ośrodek sportowy, czy ogrodzą mi plac zabaw, stacja benzynowa pójdzie w diabły, zamkną chociaż połowę "alkoholi 24h" na osiedlu itp. I co. ponad połowa oddaje głos na pierwszą osobę z listy dajmy na to PO. Po chu ja sie pytam taki pacjent idzie na wybory? Nie głosuje na program osoby, tylko na jej przynależność partyjną. Podałam przykład akurat najbardziej antyspołecznego ugrupowania. W tych wyborach powinny triumfować komitety lokalne, w skład których wchodzą nasi sąsiedzi, znajomi itp. cholera. Przecież te wybory nic nie zmieniły. U mnie w gminie zostaje mniej wiecej to, co było, czyli bryndza. Po diabła organizować takie wybory. Przelecieć z sądą, jakieś prognozy wysnuć, na ich podstawie skompletować rady, wyznaczyć prezydentów miast, sołtysów... Te pozory demokracji za duzo nas kosztują :D