Gość: OzRM
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
27.02.02, 14:51
Przemiła agentka, patrząc nam prosto w oczy, zapewnia, że firma nie ma nic
wspólnego z tzw. systemem argentyńskim, i że pieniądze otrzymamy zaraz po
załatwieniu formalności. Lecz wnikliwa lektura umowy spisanej drobnym drukiem
ujawnia, że sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. W rzeczywistości bowiem
zmuszeni będziemy do spłacania wraz z odsetkami kredytu, którego nie
otrzymaliśmy i nie wiadomo, kiedy otrzymamy.
Codziennie dziesiątki osób wpadają w pułapkę pożyczek, udzielanych rzekomo od
ręki przez nieznane zupełnie konsorcja. Specjalizują się one w
udzielaniu "kredytów" nie z własnych pieniędzy, lecz z funduszy powierzonych im
przez klientów. Mowa tutaj o tzw. systemie argentyńskim. Podpisując umowę z
przedstawicielami firmy musimy liczyć się z tym, że ich zapewnienia, jakoby
przydział pieniędzy miał nastąpić w ciągu trzech miesięcy, niewiele mają
wspólnego z prawdą. Lepiej przygotujmy się na długotrwałe oczekiwanie na
zamówioną pożyczkę.
Na czym polega system argentyński
System konsorcyjny, czyli tzw. argentyński, rozwinął się w latach 70. i 80. w
krajach Ameryki Łacińskiej. W obliczu ogromnej inflacji i wysokich stóp
procentowych, a w efekcie - trudności w dostępie do kredytów bankowych,
uczestnictwo w konsorcjum było dla większości osób jedyną szansą na zakup
droższych dóbr. Te same przyczyny sprawiły, że konsorcja przed ponad dekadą
zaistniały na terenie naszego kraju. Obecnie działa u nas kilkanaście dużych i
kilkadziesiąt mniejszych firm "argentyńskich". Są to m.in.: Mecom Sp. z o.o.,
Polska Grupa Kapitałowa Kredyt, Piotr Bakun - Biznes Invest Konsorcjum, Global
Investment, Międzynarodowa Korporacja Gospodarcza InCo Sp. z o.o., AICE
Konsorcjum S.A., Euro American Konsorcjum Auto Tak Sp. z o.o., Auto Plan Sp. z
o.o., Towarzystwo Finansowo Inwestycyjne Sp. z o.o., Europejski Fundusz
Budowlany Sp. z o.o., Cariom S.A., a także firmy Prestige i Grosz. Wciąż
powstają nowe. Kiedyś oferowały tylko samochody, teraz proponują również
mieszkania, kredyty pieniężne, a nawet sprzęt RTV.
Tzw. system argentyński polega na finansowaniu zakupu określonego towaru lub
kredytu konsumpcyjnego nie przez daną firmę bezpośrednio lub za pośrednictwem
banku, lecz przez samych konsumentów. Podpisują oni stosowną umowę uiszczając
opłatę wstępną. Na utworzenie grupy w konsorcjum czeka się 90 dni, zaś na
pierwszy tzw. akt asygnacyjny - kolejne 60. Następne akty asygnacyjne odbywają
się co miesiąc. Aby otrzymać asygnatę towarową (z umowy nie wynika wcale, że
będzie to już ów kredyt lub towar), trzeba regularnie płacić raty miesięczne i
przedstawiać co do dnia kolejne dowody wpłat. W przeciwnym razie grozi
wykluczenie z systemu i utrata pieniędzy.
Zrozumiałe, że organizacja całego przedsięwzięcia nie może być za darmo,
dlatego z miesięcznej raty część pieniędzy zabiera firma, pozostałe zaś mogą
być przeznaczone - zgodnie z umową - na udzielenie jednej z osób pożyczki czy
zakup dobra. Wszystko w zależności od ilości pieniędzy wpłaconych przez
członków grupy. Cykl ten powtarza się co miesiąc, aż do zakończenia tzw. planu
ratalnego. Tak więc ostatnie z osób, które otrzymają przedmiot umowy, same go
sobie sfinansują, płacąc nierzadko kilka lat za coś, czym nie dysponują, i nie
dostając oprocentowania od wpłat.
Firma zajmuje się jedynie organizacją całego przedsięwzięcia, począwszy od
zebrania odpowiedniej ilości chętnych do zawiązania grupy (na przykład 100
osób) i podpisania z nimi umów, poprzez zbieranie i przechowywanie wpłacanych
składek (nazywanych najczęściej ratami) oraz przeprowadzenie procedur
przydziału pieniędzy lub towaru, aż do rozwiązania grupy po przyznaniu danego
świadczenia ostatniemu z jej członków. Konsorcjum nie bierze jednocześnie
odpowiedzialności za ewentualne nieprawidłowości. Rzetelność zagwarantować mogą
sobie tylko uczestnicy systemu. Jeśli część z nich przestanie płacić, dojść
może do krachu.
Złudne korzyści
Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, powiatowych oraz miejskich
rzeczników konsumentów jak również organizacji konsumenckich napływają liczne
skargi na działalność przedstawicieli licznych konsorcjów "argentyńskich".
Z bezpośrednich relacji konsumentów wynika, że stosują oni nieuczciwe praktyki
zarówno przy werbowaniu chętnych, jak i podczas aktu zawierania umowy. Już
reklamy i ogłoszenia mają na celu wprowadzenie potencjalnego klienta w błąd:
sprzedaż na raty, udzielanie kredytu "na bardzo korzystnych warunkach", lecz
bez dodania, że chodzi tu o system argentyński. Tak więc klient zainteresowany
skorzystaniem z usług konsorcjum ulega złudnemu przekonaniu, że otrzyma towar w
sposób tradycyjny, tzn. wkrótce po podpisaniu umowy. Jeśli wnikliwy konsument
dostrzeże pewne wynikające z niej niedogodności, agent natychmiast przystępuje
do uspokajania i zapewnia, że "w rzeczywistości nie wygląda to tak, jak
przewiduje umowa, a samochody otrzymywane są dużo wcześniej".
Zachętą wstępowania do systemu argentyńskiego są pewne ułatwienia w uzyskaniu
kredytu, np. brak wymogów wykazania się stałymi dochodami czy posiadania
żyrantów. Atrakcyjne są również stosunkowo niskie raty, co ma duże znaczenie
dla osób o mniej zasobnych portfelach. Lecz paradoksalnie to właśnie dla nich
udział w systemie bywa najmniej korzystny, wręcz nieopłacalny. W wielu bowiem
firmach największą szansę na stosunkowo szybkie sfinalizowanie zakupu lub
pożyczki gotówkowej mają osoby najzamożniejsze, które stać np. na udział w
licytacjach.
Po pierwsze: interes konsorcjum
Klient płacący typowe raty czeka cierpliwie, aż wreszcie los uśmiechnie się do
niego, co niekoniecznie musi nastąpić, gdyż w umowie nie ma zazwyczaj żadnych
konkretnych terminów. Termin przyznania kredytu uzależniony jest bowiem od
liczby uczestników w grupie, która sama się finansuje, oraz od systematycznego
wpłacania przez nich pieniędzy.
W kilku paragrafach umowy, na które nikt wcześniej nie zwrócił klientowi uwagi,
zawarte są bardzo niekorzystne zapisy. Na przykład: w przypadku rezygnacji z
uczestnictwa w systemie lub przy wykluczeniu z grupy za niewywiązywanie się z
warunków umowy znaczna część wpłaconych pieniędzy po prostu przepada. I nie
chodzi tylko o utratę wpisowego, lecz również o raty podstawowe. Sankcje te,
które mają rzekomo chronić grupę, są w istocie doskonałym zabezpieczeniem
interesów firmy. Zgodnie z umową, z kwoty wpłaconych rat podstawowych możemy
odzyskać cokolwiek dopiero wtedy, gdy przekroczy ona wartość kosztów
administracyjnych naliczonych za cały okres funkcjonowania grupy. Według jednej
z przeprowadzonych symulacji, sytuacja taka występuje dopiero po wpłacie około
20 z 98 rat - wcześniej nic nie dostaniemy, wszystko potrąci sobie firma. Co
więcej, ewentualną nadwyżkę otrzymamy dopiero po rozwiązaniu grupy i to pod
warunkiem, że po jej rozliczeniu zostaną jeszcze jakieś środki finansowe.
Zgodnie bowiem z kolejnym zapisem umowy, wszystkie straty związane z
działalnością grupy pokrywane są przez jej członków.
Niejeden konsument woli więc wycofać się z systemu póki czas i stracić
tylko "trochę". Wychodzi z założenia, że i tak będzie w lepszej sytuacji niż
pozostali członkowie grupy, którzy płacą dalej i czekają czasem kilka, a w
wypadku kredytu na dom nawet kilkanaście lat. Ich strata będzie tym większa, im
więcej rat zdążą wpłacić do momentu podjęcia decyzji o rezygnacji.
Pod czujnym okiem Nadzoru Bankowego
W opinii Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego, podmioty nie będące
bankami mają prawo udzielania pożyczek pieniężnych, jednak z jednym
zastrzeżeniem, a mianowicie: muszą czynić to ze środków własnych. Działalność
polegająca na gromadzeniu środków pieniężnych innych osób w celu udzielenia
kredytów lub pożyczek pieniężnych narusza przepis art. 171 ust. 1 Prawa
bankowego, który przewiduje za taki proceder sankcje karne w postaci grzywny do
5 mln zł lub