jot-es49
13.09.12, 18:32
Wysłuchałem nagrania i, szczerze pisząc, wcale nie uważam za mocno naganną postawę prezesa sądu.
Wyobraźcie sobie dowolnego człowieka piastującego odpowiedzialne stanowisko. W jego kręgu toczą się sprawy budzące gorące emocje w społeczeństwie. Nie jest on sam oraz reprezentowana przez niego instytucja rozpieszczany przez media ale i przez różnych przedstawicieli władzy. I nagle telefon z samej "wierchuszki". Pojawia się szansa przedstawienia swojego punktu widzenia, poparcia tego dokumentami - ot po prostu wysłuchania argumentów. Czy człowiek ten, kimkolwiek by nie był, nie zdecyduje się zrobić wszystkiego co jest możliwe aby do takiego spotkania doprowadzić?
Myślę, że w taki sposób sprowokować można nawet świętego (w swoim mniemaniu naturalnie)...
Przypomina mi się tu przypadek jednego bardzo nerwowego posła i jednej bardzo namolnej dziennikarki (tak ją nazwijmy) z jednej bardzo niszowej telewizji?