Dodaj do ulubionych

nowa nomenklatura

IP: *.b.dial.de.ignite.net 08.07.04, 01:16
Niby wszyscy wiedzą, ale wszystkie fakty zebrane do kupy czyta się jak
powieść sensacyjną. Ten artykuł jest ważny dla uświadomienia sobie, czym
jest i skąd się wzięła nowa nomenklatura.


JANUSZ ROLICKI

Czy musimy płacić za prezydenckie hobby? Powodowany nim prezydent Kwaśniewski
po raz kolejny odwiedził kraj organizujący wielką imprezę sportową. W czasie
blisko dziewięcioletniej prezydentury był obecny na olimpiadzie w Atlancie i
Sydney, piłkarskich mistrzostwach świata w Korei i Japonii, lotach
narciarskich w Planicy, a ostatnio mistrzostwach piłkarskich Europy w
Portugalii.

Gdyby prezydent na te rozliczne imprezy nie podróżował samolotem rządowym z
liczna asystą, lecz latał samolotami kursowymi za własne pieniądze, byłbym go
skłonny za kibicowską konsekwencję i pasję podziwiać, a tak mam jedynie
uczucie niesmaku.

Za ubodzy na drogą władzę

Polska, jak wiadomo, jest najbiedniejszym krajem Unii Europejskiej. Z naszym
PKB na głowę - stanowiącym mniej niż połowa średniej europejskiej - możemy
się równać jedynie z Łotwą, a mimo to nikt z zagranicy odwiedzający nasze
instytucje rządowe nie odnosi wrażenia, że podejmowany jest w kraju biednym.
W Polsce władza od lat choruje na tak zwany bizantynizm. Historycznie
patrząc, nie jest to przypadłość jedynie III RP, przeciwnie bizantynizm,
trzeba jasno powiedzieć, jest dziedzictwem PRL.

W krajach komunistycznych, zwalczających wiarę, z kultu przywódców stworzono
namiastkę religii. W stalinizmie miała ona ekstremalną formę otwartego
wielbienia Stalina; później natomiast przywódcy komunistyczni byli
przedstawiani społeczeństwu, trochę jak istoty nie z tego świata. Jako tacy
musieli żyć w specjalnych warunkach, jeździć specjalnymi samochodami i
mieszkać lepiej od przeciętnych zjadaczy chleba. Nieprzypadkowo w latach
powojennych w światowej literaturze sowietologicznej za Burnhamem, a
następnie Dżillasem uznano, że państwa komunistyczne rządzone są przez nową
klasę. A stanowił ją aparat państwowy i partyjny po latach zwany
nomenklaturą. Jednym z przejawów jego władzy były lepsze warunki życia
stworzone elicie komunistycznej. W Rosji radzieckiej nomenklatura żyła w
odizolowanych zamkniętych osiedlach, korzystała z własnych sklepów i własnego
transportu samochodowego. Musiało to oczywiście kosztować, ale Stalin z
premedytacją stworzył swoim ludziom pozorny raj. Każdy przedstawiciel nowej
klasy wiedział, że odtrącenie przez wodza będzie równoznaczne z osobistą i
rodzinną tragedią. W Polsce sytuacja była nieco odmienna, najbliższa
wzorcowej za rządów Bolesława Bieruta. Później, po dojściu Gomułki do władzy,
Polska była najbardziej demokratycznym krajem - barakiem w tak zwanym obozie
socjalistycznym. Nie oznaczało to jednak bynajmniej, aby nad Wisłą
nomenklatura oparła się wdziękom bizantynizmu.

Ludzie tak zwanej nowej klasy mieli cały system przywilejów, w których
mieściło się prawo do samochodu służbowego, telefonu, gosposi, wczasów w
rządowych ośrodkach zamkniętych, paszportu dyplomatycznego, mieszkania o
wielkości ponadnormatywnej, prawa do korzystania z lecznictwa rządowego,
zaopatrzenia w sklepach za żółtymi firankami itd., itp.

Dziedzictwo PRL

III RP zamiast natychmiast zburzyć ten system apanaży aparatu państwowego
wbrew oficjalnie głoszonym hasłom egalitarnym, przejęła go z całym
dobrodziejstwem inwentarza. W latach 1989 - 1990 było to być może spowodowane
dwuwładzą "Solidarności" i PZPR, natomiast po wyborze Wałęsy na prezydenta
sytuacja ta była już rezultatem świadomego wyboru. Przywileje ludzi władzy,
trzeba przyznać, były modyfikowane. I tak system zaopatrywania prominentów w
artykuły żywnościowe przez Biuro Ochrony Rządu został zredukowany, ośrodki
wczasowe ograniczone do pałaców dla prezydenta i premiera. Natomiast
specjalne lecznictwo zostało nie tylko zachowane, lecz za rządów Millera
wręcz usankcjonowane prawnie poprzez oficjalne wprowadzenie kart leczniczych
VIP-ów. W sumie władza w Polsce ma się bardzo dobrze i przywileje - apanaże
niezwiązane z poborami - z tytułu uczestnictwa w niej są znaczne.

Ludzie tak zwanej erki mają dziś wspomniany system leczniczy dla siebie i
rodzin (żona, dzieci), w sumie przeszło pięć tysięcy osób; szeroki dostęp do
samochodów rządowych, z których dygnitarze korzystają bez ograniczeń w piątek
i świątek, a także w czasie wyjazdów za granicę; bezpłatne telefony
komórkowe; flotyllę lotniczą; karty kredytowe (nowość) związane z tzw.
funduszem reprezentacyjnym; paszporty dyplomatyczne itd., itp.

Bezpieczeństwa najważniejszych ludzi strzeże BOR. Prezydent, jak i Kancelaria
Premiera mają tak zwane gospodarstwa pomocnicze. Pod tym eufemizmem kryją się
liczne pałace i siedziby wczasowe rozrzucone po kraju w górach, nad jeziorami
i nad morzem.

Czy nas na to stać?

Wszystko to kosztuje. Co gorsza, ma psychologiczne skutki, które niewątpliwie
zostawiają ślad w psychice i mentalności osób piastujących wysokie urzędy.
Wielu z nich po latach kręcenia się na karuzeli politycznej zatraca zwykłe
poczucie przyzwoitości i umiaru. Wyraża się to kłótniami o samochody z górnej
półki - nade wszystko ceniony jest opancerzony BMW; czy nadużywanie uprawnień
do latania rządową flotą powietrzną.

Przypomnijmy, że swego czasu co weekend do Gdańska latał marszałek Płażyński,
Marek Siwiec - przyprezydencki minister latał helikopterem na spotkania
partyjne, a marszałek Oleksy ostatnio poleciał do Wrześni na prawybory
europejskie.

Podobne zachowania nie są tylko udziałem polityków krajowych, lecz także
samorządowych. Od lat na przykład marszałek sejmiku mazowieckiego jeździ
codziennie do pracy służbową limuzyną z kierowcą z Płocka do Warszawy i z
powrotem. Indagowany, a nawet zawstydzany przez dziennikarzy prominent
peeselowski buńczucznie odpowiadał, że robi tak, ponieważ ma do tego prawo.
Na Mazowszu dodajmy, nie jest on wyjątkiem. Jego zastępca dojeżdża bowiem z
Ostrołęki. Do tych dojazdów niezmiernie kosztownych obaj notable samorządowi
używają luksusowych samochodów, które zresztą ich urząd, z powodu
wyeksploatowania, często zmienia. Jest tak od lat, bowiem na te sobiepańskie
praktyki przyzwala tak zwana klasa polityczna.

Niedawno "Fakt" obliczył, że na paliwo dla samochodów rządowych budżet wydaje
rocznie 22 miliony złotych. Gdyby dodać do tego kwoty wydawane przez
Kancelarię Prezydenta, agendy rządowe, samorządy wszystkich szczebli, spółki
z kapitałem skarbu państwa, uzbierałoby się grubo ponad sto milionów złotych
rocznie. Natomiast koszt tych wszystkich samochodów służbowych idzie już w
setki milionów złotych i rocznie oscyluje wokół kwoty pół miliarda złotych.
Samych samochodów rządowych, jak ustalono, jest 1950 sztuk.

Przyzwyczailiśmy się, że ludzie władzy od lat mają się dobrze, korzystają z
licznych przywilejów i jeżdżą samochodami służbowymi. Niewielu z nas widzi w
tym coś zdrożnego. Przywykło się nawet uważać, że wysokim urzędnikom samochód
z kierowcą tak się należy, jak psu micha. Ten punkt widzenia jest jednak, czy
nam się to podoba, czy nie, czystą spuścizną po czasach realnego socjalizmu.
Tam samochód zagraniczny przez lata należał bowiem do atrybutów władzy.
Szczerze mówiąc, nie rozumiem jednak, dlaczego nasi dzielni posłowie i
ministrowie, co jeżdżą często po świecie, nie zwrócili na to uwagi, że
politycy w licznych krajach europejskich żyją o niebo skromniej, a przez to
są tańsi. Aby przekonać państwa, że może być inaczej, podam, że rząd i
parlament w Wielkiej Brytanii mają 67 samochodów, w Szwecji 19, a w
Szwajcarii żadnego. Marszałkowi Struzikowi natomiast dedykuję casus ministra
transportu Konfederacji Szwajcarskiej. Tak się akurat składa, że jego urząd
mieści się w Bernie, on natomiast mieszka w Zurychu i nie jest wcale tych sto
kilometrów wożony nissanem. Przeciwnie, do Zurychu wraca pociągiem i to,
zgrozo, na własny koszt.

Karta VIP
Obserwuj wątek
    • Gość: wartburg nowa nomenklatura II IP: *.b.dial.de.ignite.net 08.07.04, 01:20
      dokończenie....




      Aby przekonać państwa, że może być inaczej, podam, że rząd i parlament w
      Wielkiej Brytanii mają 67 samochodów, w Szwecji 19, a w Szwajcarii żadnego.
      Marszałkowi Struzikowi natomiast dedykuję casus ministra transportu
      Konfederacji Szwajcarskiej. Tak się akurat składa, że jego urząd mieści się w
      Bernie, on natomiast mieszka w Zurychu i nie jest wcale tych sto kilometrów
      wożony nissanem. Przeciwnie, do Zurychu wraca pociągiem i to, zgrozo, na własny
      koszt.

      Karta VIP-a

      Aby nie ograniczać się jedynie do przesławnych samochodów, uświadomię państwu,
      jakie reperkusje ma ustanowienie przez rząd Millera karty leczniczej VIP-a.
      Otóż prawem kaduka, bo jest to z pewnością przepis niekonstytucyjny, którego
      jak dotąd nikt nie zaskarżył, politycy za takie jak nasze składki mają prawo do
      korzystania z ekstra służby zdrowia. Nie jest to już stara lecznica
      komunistyczna przy Hożej, lecz nowoczesny szpital MSW przy Wołoskiej w
      Warszawie. Tutaj VIP-ów nie oczekują kolejki, miejsca na korytarzach, nie
      towarzyszą im niepokoje czy aby następnego dnia nie zabraknie lekarstw, a
      interes pod tytułem szpital nie zostanie zamknięty. Przeciwnie, mają oni do
      swej dyspozycji jednoosobowe pokoje z telewizorami i odrębnym sanitariatem.
      Żywieni też są według stawek nieprzypominających naszych.

      Te przywileje mają nie tylko politycy, lecz także ich rodziny. Na pacjentów
      czekają wszelkie dostępne usługi lecznicze, a także leki. Nie wiem, czy ta
      karta lecznicza VIP-a ma wpływ na bałagan i wręcz skandal w służbie zdrowia,
      jedno wiem na pewno: nasze problemy z jej funkcjonowaniem nie są problemami
      tych, którzy nami rządzą. Aby jednak nie zarzucono mi, że jestem przebrzydłym
      oszołomem, zwracam uwagę, że premier Szwecji ma zapowiedzianą operację jesienią
      tego roku i jak poinformowały gazety, czeka na swoją kolejkę oczywiście nie w
      specjalnej lecznicy. Jest to rzecz w Polsce niewyobrażalna!

      A sprawa tak zwanego bezpieczeństwa VIP-ów. Z jednej strony mamy za mało
      policji, w pewnych dzielnicach wielkich miast strach jest po zmroku wyściubić
      nos na ulicę, a z drugiej strony najważniejsi ludzie w kraju mają do swej
      ochrony cały pułk liczący 1000 osób. Gdyby VIP -om pozostawiono dwustu
      ochroniarzy, a 800 skierowano na ulice Warszawy, miasto nasze stałoby się
      bezpieczne jak kiedyś. Niestety, jest to niemożliwe, bowiem premierowi i
      prezydentowi zabrakłoby wówczas wianuszka ochroniarzy chodzących za nimi krok w
      krok nawet w Sejmie. Ponadto najwyżsi urzędnicy nie mogliby się pokazać na
      ulicy, bowiem zabrakłoby aut na czterosamochodową asystę. Pomyśleć, że w latach
      sześćdziesiątych po marcu - nielubiany, a nawet nienawidzony już wówczas
      Władysław Gomułka jeździł jednym samochodem z ochroniarzem z KC partii do swego
      domu koło Imki. Widziałem go często, pracowałem wówczas w "Kulturze" przy
      Wiejskiej, jak stał na światłach przed skrętem w lewo z placu Trzech Krzyży.
      Dzisiaj prezydent przemieszcza się po mieście z błyskiem koguta i wyciem syren.

      Co na to plan Hausnera?

      Piszę o tym wszystkim, bowiem w Polsce szukamy oszczędności budżetowych. Do
      dziś nie pojmuję, dlaczego premier Hausner szukał koniecznych oszczędności
      przede wszystkim w kieszeniach emerytów i rencistów. Tymczasem w Polsce
      pieniądze publiczne dosłownie leżą na ulicy, trzeba się tylko po nie umiejętnie
      schylić. Pisałem wielokrotnie, także na tych łamach, że główną słabością planu
      Hausnera jest jego brak komplementarności z odczuciami społecznymi. Otóż plan
      ten miałby pewnie szanse realizacji, gdyby pan wicepremier nie był w swych
      oszczędnościowych poszukiwaniach tak jednostronny. Ludzie starzy w Polsce
      przeżyli już wiele i przyzwyczaili się do wyrzeczeń. Z pewnością nie poskąpili
      by ojczyźnie nawet wdowiego grosza, gdyby widzieli, że te wyrzeczenia nie pójdą
      na marne i dotyczą wszystkich. Jak można na przykład, pytam się, rzucać gromkie
      hasła pronatalistyczne, a zarazem młodym matkom zabierać jedną trzecią urlopów
      macierzyńskich? Ma to miejsce w sytuacji, gdy urzędnicy państwowi, za pozyskane
      m.in. w ten sposób pieniądze publiczne, wożeni są jak nababowie.

      Przed przedstawieniem poważnego planu oszczędnościowego państwa należy
      przeprowadzić dogłębną dyskusję nie tylko nad redukcją świadczeń socjalnych,
      lecz także nad odchudzeniem kosztów rządzenia. Reforma taka, aby była
      skuteczna, musi dotyczyć ludzi władzy. Polska powinna skończyć z
      pozostałościami komunistycznego bizantynizmu i to na wszelkich szczeblach.
      Winno to dotyczyć tak parlamentarzystów, jak i samorządowców, członków rządu i
      prezydenta. W biednym kraju władza, jeśli ma być skuteczna, musi być skromna.
      Nie stać nas na żadne ekscesy, jak i specjalną celebrację władzy. Ostatnio na
      przykład prezydent, na miejscu przedszkola, wznosi koło swego pałacu lądowisko
      helikopterowe wraz z salami recepcyjnymi. Wszystko odbywa się w aurze tajności.
      Nie służy to dobrze wizerunkowi pierwszego obywatela; dotyczy to tak samo jego
      pasji sportowej na koszt podatników. Jest ona w kraju takim jak nasz wyzwaniem
      publicznym rzuconym społeczeństwu, a dla mnie przy okazji jest przejawem złego
      smaku.

      Wracając zaś do głównego wątku naszych rozważań przypomnę, że kasta polityczna
      powinna sobie uświadomić, iż w systemie demokratycznym nie można w sposób
      woluntarystyczny i na chybcika przeprowadzić głębokich reform. Wiem, że dzisiaj
      premier Hausner nosi się jak antyczny bohater, który poniósł porażkę dlatego,
      że widzi dalej niż jego krytycy. Nie jest to całkiem prawdziwe i czas koszty
      społeczne zacząć traktować serio. Stawiam tezę, że bez "odchudzenia"
      przywilejów klasy politycznej wszelka reforma finansów publicznych w Polsce
      jest dziś niemożliwa. Oszczędne państwo z pewnością nie może mieć elit
      szastających groszem publicznym.
      • Gość: GT trzy grosze, albo mniej IP: *.ok.ok.cox.net 08.07.04, 09:39
        pisze krotko, "o nie ma sytuacji" ale chcialem dac znac o sobie :). Kwasniewski
        to buc - mlodziak i niech go weszyscy diabli :)
      • camille_pissarro Klasa średnia w III RP 08.07.04, 09:46
        To są oczywiste prawdy znane ludziom , którzy sie troche interesuja sprawami
        politycznymi w kraju.Oczywista , ze Janusz Rolicki ma racje .Ja mogę dołożyć
        jeszcze to buńczuczne zachowywanie sie takiej kawalkady , która wiezie
        jakiegoś "du..a" , wstrzymanie ruchu na całej ulicy , jazda na sygnale i
        doprowadzenie do zatoru w danej okolicy na co najmniej pół do godziny czasu.
        Z flota powietrzna trochę przesadził - mówi chyba o "chopper'ach SOKÓŁ " bo
        pozostałe samoloty sie sypią i ja bym do nich nie wsiadł.O wizytach Kwacha na
        wiekszości imprez sportowych o międzynarodowym wymiarze już pisałem.Nie zdziwie
        sie , że w kalendarzu Kwacha pojawi sie wizyta - co najmniej tygodniowa w
        czasie trwania igrzysk olimpijskich w Atenach ( ciekawe tylko co podadza
        oficjalnie ??)
        Ma J.Rolicki rację , że tu nalezy szukac oszczędnośći a nie w takim kierunku
        jakim idzie program SDPL ( borówek ) aby zwiekszać obciążenia podatkowych z II
        i III progu podatkowego. Ci , którzy sa bardziej aktywni, zmobilizowani
        dyspozycyjni, po prostu więcej zapier.. maja być za to wyróznieni poprzez
        obłożenie większym podatkiem - żeby była jasność nie kwalifikuję do tej grupy
        tych wszystkich przedstawicieli społeczeństwa zasiadających na Wiejskiej czy we
        wszystkich lokalach samorządów wojewódzkich , powiatowych i gminnych .Blisko
        pół milionowa rzesza urzędasów , to tu nalezy oczekiwac cięć i oszczędności.
        Sprawa jest dla mnie oczywista , kazdy nowo "narodzony " przedstawiciel klasy
        średniej generuje nowe niejsca pracy lub dostarcza nowychj zamówień w
        portfelach róznej maści firm usługowych , budowlanych. Jeżeli te klasę sie
        będzie niszczyć zamiast ją wspomagać , to problem bezrobocia będzie problemem
        constans.
        • Gość: wartburg Re: Klasa średnia w III RP IP: *.b.dial.de.ignite.net 08.07.04, 13:02
          camille_pissarro napisał:

          > To są oczywiste prawdy znane ludziom , którzy sie troche interesuja sprawami
          > politycznymi w kraju.Oczywista , ze Janusz Rolicki ma racje .Ja mogę dołożyć
          > jeszcze to buńczuczne zachowywanie sie takiej kawalkady , która wiezie
          > jakiegoś "du..a" , wstrzymanie ruchu na całej ulicy , jazda na sygnale i
          > doprowadzenie do zatoru w danej okolicy na co najmniej pół do godziny czasu.
          > Z flota powietrzna trochę przesadził - mówi chyba o "chopper'ach SOKÓŁ " bo
          > pozostałe samoloty sie sypią i ja bym do nich nie wsiadł.O wizytach Kwacha na
          > wiekszości imprez sportowych o międzynarodowym wymiarze już pisałem.Nie
          zdziwie
          >
          > sie , że w kalendarzu Kwacha pojawi sie wizyta - co najmniej tygodniowa w
          > czasie trwania igrzysk olimpijskich w Atenach ( ciekawe tylko co podadza
          > oficjalnie ??)
          > Ma J.Rolicki rację , że tu nalezy szukac oszczędnośći a nie w takim kierunku
          > jakim idzie program SDPL ( borówek ) aby zwiekszać obciążenia podatkowych z
          II
          > i III progu podatkowego. Ci , którzy sa bardziej aktywni, zmobilizowani
          > dyspozycyjni, po prostu więcej zapier.. maja być za to wyróznieni poprzez
          > obłożenie większym podatkiem - żeby była jasność nie kwalifikuję do tej grupy
          > tych wszystkich przedstawicieli społeczeństwa zasiadających na Wiejskiej czy
          we
          >
          > wszystkich lokalach samorządów wojewódzkich , powiatowych i gminnych .Blisko
          > pół milionowa rzesza urzędasów , to tu nalezy oczekiwac cięć i oszczędności.
          > Sprawa jest dla mnie oczywista , kazdy nowo "narodzony " przedstawiciel klasy
          > średniej generuje nowe niejsca pracy lub dostarcza nowychj zamówień w
          > portfelach róznej maści firm usługowych , budowlanych. Jeżeli te klasę sie
          > będzie niszczyć zamiast ją wspomagać , to problem bezrobocia będzie problemem
          > constans.


          Artykuł Rolickiego uważam za wyjątkowo godny uwagi, gdyż jest syntezą. Wszyscy
          niemal codziennie karmieni jesteśmy informacjami, które prowadzą do bardzo
          zbliżonych wniosków. Są to jednak z reguły tropy wyrywkowe, których nie zawsze
          jesteśmy w stanie śledzić do końca. Trzeba pewnego dystansu, żeby te poplątane
          linie zaczęły układać się w przejrzysty obraz. I to się Rolickiemu znakomicie
          udało. Cieszyłbym się, gdyby temat nowej nomenklatury, która tak naprawdę
          wcale nie jest nowa, stał się początkiem ogólnonarodowej debaty. I gdyby główny
          obiekt jego napaści - Kwaśniewski i jego dworacy - poczuli się wreszcie
          zmuszeni do złożenia wyjaśnień.
          • camille_pissarro Re: Klasa średnia w III RP 08.07.04, 13:23
            A najciekwszym w tym wszystkim jest fakt , ze lewicowy dzinnikarz pisze o tych
            sprawach w dzienniku , który trudno posądzić o lewicowe poglady.I bardzo
            dobrze , bo w tym momencie widac jak na dłoni jaką kondycje przedstawia lewa
            strona sceny politycznej.Gwoli przypomnienia to lewica ze swoja wrażliwością
            społeczna predystynowana jest do dzielenia tego co zostało wytworzone (
            czytaj . ściągniete z wszelkich nałozonych podatków , akcyz etc. ).
            Teraz juz chyba każdy zwolennik szeroko rozumianej lewicy chyba się wreszcie
            zorientował czym jest ta formacja "postkomunistyczna" , która przywdziała sie w
            szaty tej partii, która jak określił jej były przewodniczący a dosadnie "capo
            di tutti capi " ( L.Miller )" ma serce po własciwej , lewej stronie "
            • Gość: wartburg Re: Klasa średnia w III RP IP: *.b.dial.de.ignite.net 08.07.04, 13:47
              camille_pissarro napisał:

              > A najciekwszym w tym wszystkim jest fakt , ze lewicowy dzinnikarz pisze o tych
              >
              > sprawach w dzienniku , który trudno posądzić o lewicowe poglady.I bardzo
              > dobrze , bo w tym momencie widac jak na dłoni jaką kondycje przedstawia lewa
              > strona sceny politycznej.Gwoli przypomnienia to lewica ze swoja wrażliwością
              > społeczna predystynowana jest do dzielenia tego co zostało wytworzone (
              > czytaj . ściągniete z wszelkich nałozonych podatków , akcyz etc. ).
              > Teraz juz chyba każdy zwolennik szeroko rozumianej lewicy chyba się wreszcie
              > zorientował czym jest ta formacja "postkomunistyczna" , która przywdziała sie
              w
              >
              > szaty tej partii, która jak określił jej były przewodniczący a dosadnie "capo
              > di tutti capi " ( L.Miller )" ma serce po własciwej , lewej stronie "

              Mnie też zaskoczyło, że był szef "Trybuny" ma tak dobre pióro. Ale nie liczy
              się, kto, tylko co pisze. Może jeszcze jeden przykład, że zbyt uproszczone
              generalizacje z reguły zaciemniają obraz. SLD pod rządami Millera pobił
              wszystkie rekordy. Dowiódł, że pod względem korupcji i uwikłań mafijnych nie
              ma sobie równych. Możemy się tylko domyślać, czego jeszcze nie wiemy na temat
              gangsterskich układów męskiego Leszka i pewnie dużo jeszcze wody w Wiśle
              upłynie, zanim się dowiemy...

              Co wcale nie oznacza, że po objęciu władzy przez dzisiejszą opozycję ten horror
              automatycznie się skończy. Wcale nie byłbym tego taki pewien...
              • camille_pissarro Re: Klasa średnia w III RP 08.07.04, 14:19
                J.Rolicki oraz Czabański mają swoje cotygodniowe , krótkie felietony na łamach
                stołecznego dodatku do GW - pierwszy "Lewy sierpowy" , drugi "Prawy prosty"-
                rozumiem , że ma to słuzyc łagodzeniu obyczajów.
                Czy ten horror , będzie trwał dalej, wszystko to zależy od ułozenia sceny
                politycznej po wyborach.Platforma w kulturalny sposób pozbyła sie
                swych "czarnych owieczek " ( tych z aferami w tle).PiS , co by nie mówic o
                L.Kaczyńskim to za jego kadencji nie było i wierze , że nie będzie żadnej afery
                jakie mialy miesce za czasó rządów "piskorza".Z drugiej strony "kaczor" będąc
                ostroznym nie pozwale na inwestycje na dużą skalę .Jeśli ta kwesti miałba
                dotyczyć koniec zezwoleń na budowę hiper i giga marketów i centrów handlowych w
                samej Warszawie to bym nu przyklasnął , podejrzewam bowiem , że ich nasycenie w
                stolicy jest większe niż w niejednym wielomilionowym miescie na szeroko
                rozumianym zachodzie.Która stolica ma w swoim centrum tyle kompleksów
                handlowychg ???Zeby jeszcze to miało odbicie w rosnącej na Wisłą turystyce ??
                Z drugiej strony jaki to obciach , że takie miasto jak Warszaw nie ma porządnej
                hali widowiskowej czy stadionu , którym mozna byłoby sie poszczycić ??Co ja
                pisze Warszawa , to można przełożyc na cały kraj , 40 mln ludzi i w takiej
                Portugalii jest 10 stadionów z prawdziwego zdarzenia a Kwach chciał organizowac
                Olimpiadę Zimową w Zakopanem ???Zatem konkludując, gdy społeczeństwo rozsadnie
                wybierze w nadchodzących wyborach , uwazam , ze będzie można pokusić się
                consensus w skonstruowaniu nowego rządu i transparentność w naszym życiu
                politycznym politycznego - jak na razie w tym ostatnim pomaga jedyni 4 władza
                ( mam na myśli wyłącznie prasę i niektóre media .
                • Gość: wartburg Re: Klasa średnia w III RP IP: *.b.dial.de.ignite.net 08.07.04, 15:02
                  camille_pissarro napisał:

                  > J.Rolicki oraz Czabański mają swoje cotygodniowe , krótkie felietony na
                  łamach
                  > stołecznego dodatku do GW - pierwszy "Lewy sierpowy" , drugi "Prawy prosty"-
                  > rozumiem , że ma to słuzyc łagodzeniu obyczajów.
                  > Czy ten horror , będzie trwał dalej, wszystko to zależy od ułozenia sceny
                  > politycznej po wyborach.Platforma w kulturalny sposób pozbyła sie
                  > swych "czarnych owieczek " ( tych z aferami w tle).PiS , co by nie mówic o
                  > L.Kaczyńskim to za jego kadencji nie było i wierze , że nie będzie żadnej
                  afery
                  >
                  > jakie mialy miesce za czasó rządów "piskorza".Z drugiej strony "kaczor" będąc
                  > ostroznym nie pozwale na inwestycje na dużą skalę .Jeśli ta kwesti miałba
                  > dotyczyć koniec zezwoleń na budowę hiper i giga marketów i centrów handlowych
                  w
                  >
                  > samej Warszawie to bym nu przyklasnął , podejrzewam bowiem , że ich nasycenie
                  w
                  >
                  > stolicy jest większe niż w niejednym wielomilionowym miescie na szeroko
                  > rozumianym zachodzie.Która stolica ma w swoim centrum tyle kompleksów
                  > handlowychg ???Zeby jeszcze to miało odbicie w rosnącej na Wisłą turystyce ??
                  > Z drugiej strony jaki to obciach , że takie miasto jak Warszaw nie ma
                  porządnej
                  >
                  > hali widowiskowej czy stadionu , którym mozna byłoby sie poszczycić ??Co ja
                  > pisze Warszawa , to można przełożyc na cały kraj , 40 mln ludzi i w takiej
                  > Portugalii jest 10 stadionów z prawdziwego zdarzenia a Kwach chciał
                  organizowac
                  >
                  > Olimpiadę Zimową w Zakopanem ???Zatem konkludując, gdy społeczeństwo
                  rozsadnie
                  > wybierze w nadchodzących wyborach , uwazam , ze będzie można pokusić się
                  > consensus w skonstruowaniu nowego rządu i transparentność w naszym życiu
                  > politycznym politycznego - jak na razie w tym ostatnim pomaga jedyni 4 władza
                  > ( mam na myśli wyłącznie prasę i niektóre media .

                  Oczywiście, że ewentualna koalicja PO i PiS-u będzie bez porównania lepsza, co
                  do tego nie ma dyskusji, ale coś mi mówi, że przejęcie władzy przez opozycję
                  nie będzie równoznaczne z końcem afer. Obawiam się, że system nomenklaturowy,
                  z jakim mamy do czynienia w ostatnich latach, sam się generuje. Głównie dzięki
                  fasadowemu i na wskroś zdemoralizowanemu aparatowi sprawiedliwości, z którym
                  możni tego świata nie muszą sie liczyć.

                  Może jestem czarnowidzem i dmucham na zimne. Bardzo chciałbym się mylić.
    • Gość: jack Re: nowa nomenklatura IP: *.proxy.aol.com 08.07.04, 01:58
      Nic dodac nic ujac. Historia zdobyczy nomenklatury pookraglostolowej w skrocie.
      Stare komunistyczne przywileje rozszerzone o "luki prawne", dajace wybrancom
      ludu status "nababa".
      Czy ktoras partia do tej pory oponowala na te ewidentne bzdury?
      • Gość: albo,albo Re: nowa nomenklatura IP: 66.53.86.* 08.07.04, 09:07
        Gość portalu: jack napisał(a):

        > Nic dodac nic ujac. Historia zdobyczy nomenklatury pookraglostolowej w
        skrocie.
        > Stare komunistyczne przywileje rozszerzone o "luki prawne", dajace wybrancom
        > ludu status "nababa".
        > Czy ktoras partia do tej pory oponowala na te ewidentne bzdury?

        Partia? Tu trzeba Pilsudskiego...
    • ich1 Wszystko bardzo fajnie 08.07.04, 14:26
      Zgadzam się z głownymi tezami arykułu, tylko jedno mnie drażni - kto to pisze?
      Wierny, wytrwały apologeta Gierka, czyli osoby, przez którą jesteśmy w takim
      syfie w jakim jesteśmy. Trudno Rolickiemu zarzucić nadmiar przyzwoitości.
      • camille_pissarro Re: Wszystko bardzo fajnie 08.07.04, 14:41
        Jak pisałem wyżej , to ciekawe , że ten lewicowy dziennikarz nie ma dla siebie
        miejsca na łąmach lewicowych gazet. Prawdopodobnie jest takze rozgoryczony ,
        że "Vito Corleone" go się pozbył z "Trybuny" , że w Duzym Pałacu na nim sie nie
        poznali. To fakt , że J.Rolicki apoteozował poczynania E.Gierka i polityke
        ekonomiczną J.Bożyka . Długi spłacamy jeszcze dziś i będą spłacać kolejne
        pokolenia, ale z drugiej strony to o czym mówi , że funcjonowanie władzy
        przyjeto z dobytkiem całego PRL'owskiego inwentarza to strzela sobie gola do
        własnej bramki , bo on tego PRL'u był apologetą ...
      • Gość: jack Re: Wszystko bardzo fajnie IP: *.proxy.aol.com 08.07.04, 14:50
        A co za roznica KTO pisze, jesli pisze do rzeczy?
        Dzilias, Kuron czy wszyscy krytycy komunizmu tez byli wczesniej komunistami i
        stad, znajac system od podszewki mogli go dokladnie opisac.
        Nie tak jak wielu glupio-madrych teoretykow antykomunistycznych na tym forum
        wypowiadajacych swoje bzdury.
    • indris Problem jest szerszy 08.07.04, 15:01
      Słowo "bizantynizm" pochodzi od Bizancjum, a tam jak wiadomo żadne komuchy ani
      postkomuchy nie rządziły. Już to samo pokazuje, że jak najsłuszniej podniesiony
      przez Rolickiego problem nie da się sprowadzić do dziedzictwa komunizmu. W II
      RP dygnitarze też lubili błyszczeć (z wyjątkiem Piłsudskiego). A w III RP
      dygnitarze z prawicy od postkomuchów tak bardzo nie odbiegają. Czołowy
      prawicowiec i antykomunista, Jacek Kurski publicznie twierdził, że jako
      wicemarszałek sejmiku nie może jeździć "byle jakim samochodem".
      Zjawisko jest więc "ponad podziałami". I mam wrażenie, że gdy rządził
      nieszczęsnej pamięci Buzek, to bizantynizm był niemniejszy, ale Rolickiemu
      takiego tekstu Rzepa by nie zamieściła.
      Niezaprzeczalnym plusem rządów SLD jest więc to, ze taki tekst mógł się ukazać.
      • rolotomasi Re: To problem nie Systemowy, a Osoby 08.07.04, 15:56
        Po pierwsze>>
        Dobrze, że Janusz Rolicki napisał tę analizę ~~codziennego~ życia establiszmętu.
        Po drugie>> opisywanie bizantynizmu Klasy dziondzącej jest zawsze wdzięcznym
        tematem, więc nie jest to dowod odwagi cywilnej, czy przenikliwości
        Po trzecie i następne>> argumenty ad personam są trochę rozrzucone w czasie i po
        partiach, stąd pewno nierówne rozłożenie 'win'. I tak> przypisywanie ojcostwa
        komunistom jest chybione, zresztą sam JR sobie zaprzeczył opisując Władysława
        Gderliwego w samochodzie (a nie kolumnie aut)stojącego na światłach skrzyżowania
        Można winą obarczyć ekipę Gierka i Jaroszewicza, ale też nie ich samych. Według
        mojej oceny kicz waadzy rozpoczął Walesa samolotując się co tydzień do domu i
        Belwederu. Potem fala wyniosła następnych, do dzisiaj, włącznie z Kwaśniakiem.
        Po drodze był Pawlak ze swoim ~pomysłem na poloneza~i Onyszko na rowerze<wyjątki
        potwierdzające regułę.
        O przepychu bijącym z kolejnych nawiedzeń i wizyt papierza niech piszą inni, ale
        że wzór jest skrupulatnie naśladowany nie muszę przekonywać.
        Wniosek końcowy: na Gurze musi być człowiek, który własnym przykładem, nie
        popadając w skrajne samoograniczenia, da się za przykład niższym szczeblom
        drabiny waadzy.
        cbdn
    • leszek.sopot Rączka rączkę myje 08.07.04, 15:58
      Próbuję sobie przypomnieć od kiedy to się zaczęło, albowiem pamiętam jeszcze
      anegdoty z czasów Mazowieckiego,że ówcześni przedstawiciele opozycji, którzy
      weszli do rządu z oburzeniem odrzucali mające im przysługiwac przywileje.
      Pamiętam jeszcze jakieś dziwadło z czasów rządu Pawlaka, gdy ten kupił nowe
      samochody rządowe - były to polonezy (co prawda z silnikiem bodajże rovera).
      Nie mogę sobie jednak przypomnieć jakiegoś momentu kiedy to zjawisko stało się
      nie do zniesienia.
      Te przywileje były od zawsze wpisane - jeszcze za komuny. Jednak skala i
      rozmiar ich stosowania coraz bardziej się powiększały. To samo mamy przecież na
      szczeblu wojewódzkim i urzędów marszałkowskich a także w samorządach gminnych.
      Podobne postępuje sie też w spółkach, w których ma udział skarb państwa, gdzie
      zarządy "przekupują" rady nadzorcze róznymi wyjazdami, premiami i prezentami. W
      ciągu minionych 10 lat uformowała się w Polsce grupa ludzi, których
      nazwałbym "rączka rączkę myje", gdyż nie zawsze w tych układach i przy
      kwalifikowaniu danego człowieka do "elity nomenklaturowej" mają znaczenie
      polityczne kolory, a bardziej to, czy dany delikwent może odwdzięczyc się w
      podobny sposób.
      Coś za rządów Buzka próbowano zrobić z tzw. erką - jak to się skończyło nie
      pamiętam - chyba nijak, bo zapewne przyjaciele i rodzina królika postawili się
      ostro.
      Ten "pański" nawyk ludzi z kręgu grupy "rączka rączkę myje" uniemożliwia chyba
      jakąkolwiek zmianę zwyczaju np. wożenia elitarnych tyłków w luksusowych
      samochodach i używania ich do celów prywatnych. Nie mówiąc już o telefonach
      komórkowych, wczasowych delegacji, kupowania mieszkań ze zniżką itd. itp. Ci co
      raz tego lizneli będą chcieli mieć jeszcze więcej korzyści a na pewno nie
      przyłożą ręki do ich ukrucenia...
      • rolotomasi Rączka rączkę myje>Manus manut lovat>Maniuś Manius 08.07.04, 22:31
        artyk."a marszałek Oleksy ostatnio poleciał do Wrześni na prawybory europejskie"
        Nie lubi redaktor Józefa 'Jajo'? a Ja owszem.
        RAZ marszałek poleciał i już go ~koledzy~ mają! << lipa, i to ciągniona.
        • leszek.sopot Re: Rączka rączkę myje>Manus manut lovat>Ma 08.07.04, 22:50
          rolotomasi napisał:

          > artyk."a marszałek Oleksy ostatnio poleciał do Wrześni na prawybory
          europejskie
          > "
          > Nie lubi redaktor Józefa 'Jajo'? a Ja owszem.
          > RAZ marszałek poleciał i już go ~koledzy~ mają! << lipa, i to ciągniona.


          Lipa, jak lipa - bo przecież głowa popsuła się od góry i ta Września to jeden z
          wielu odprysków z tej matni, w której i tak jest tyle nadużyć, że opisać to i
          zapamiętać niesposób. Najgorsze jest to, że większość społeczeństwa nauczyła
          się już traktować to jako atrybut władzy.
          • rolotomasi Re: Manus manut lovat czyli Maniuś Maniusia Lovet 09.07.04, 00:34
            Lipa i to ciągniona << trzymam sie swojej wersji.
            To, że Ja chadzam piechotą, nie znaczy, że Józef nie może latać ni razu.
            Co innego inni - ci lubieją latać w dużych ilościach, zresztą.

            O społeczeństwo tzn. jego przyzwyczajenia, jestem spokojny, całkowicie spokojny.
            • margaryna.margaryna Re: Manus manut lovat czyli Manius´ Maniusia Lovet 09.07.04, 01:16
              Tu chyba nie powinno sie stawiac granic partyjnych. Pazerstwo to cecha raczej narodowa
              (podobnie jak pieniactwo), zlepek pewnych norm spolecznych, do ktorych sie przyzwyczajamy.
              Kwasniewski jako mlody student wolal byc w ZSMP, bo to dawalo "odskok" na przyszlosc i
              kazdy to wtedy rozumial ale nie kazdy wybieral.

              Palace, osrodki wypoczynku, helikoptery - to atrybuty wladzy, a czym kraj bardziej zacofany
              tym tego wiecej. Kiedys byl taki kacyk afrykanski Bokassa, ktory tyle wydal na uroczystosci
              zwiazane ze swoja koronacja, ze ten ktajik zbankrutowal ...

              Jednak z pewnoscia w IV RP to wszystko zostanie ukrocone twarda reka premiera Leppera!
              • Gość: Fidel Castrol Gorbaczow to bohater narodowy PRL-bis! IP: *.sympatico.ca 10.07.04, 02:49
      • Gość: wartburg lepkie rączki i kompleksy niższości IP: *.b.dial.de.ignite.net 09.07.04, 01:03
        leszek.sopot napisał:

        > Próbuję sobie przypomnieć od kiedy to się zaczęło, albowiem pamiętam jeszcze
        > anegdoty z czasów Mazowieckiego,że ówcześni przedstawiciele opozycji, którzy
        > weszli do rządu z oburzeniem odrzucali mające im przysługiwac przywileje.
        > Pamiętam jeszcze jakieś dziwadło z czasów rządu Pawlaka, gdy ten kupił nowe
        > samochody rządowe - były to polonezy (co prawda z silnikiem bodajże rovera).
        > Nie mogę sobie jednak przypomnieć jakiegoś momentu kiedy to zjawisko stało
        się
        > nie do zniesienia.
        > Te przywileje były od zawsze wpisane - jeszcze za komuny. Jednak skala i
        > rozmiar ich stosowania coraz bardziej się powiększały. To samo mamy przecież
        na
        >
        > szczeblu wojewódzkim i urzędów marszałkowskich a także w samorządach
        gminnych.
        > Podobne postępuje sie też w spółkach, w których ma udział skarb państwa,
        gdzie
        > zarządy "przekupują" rady nadzorcze róznymi wyjazdami, premiami i prezentami.
        W
        >
        > ciągu minionych 10 lat uformowała się w Polsce grupa ludzi, których
        > nazwałbym "rączka rączkę myje", gdyż nie zawsze w tych układach i przy
        > kwalifikowaniu danego człowieka do "elity nomenklaturowej" mają znaczenie
        > polityczne kolory, a bardziej to, czy dany delikwent może odwdzięczyc się w
        > podobny sposób.
        > Coś za rządów Buzka próbowano zrobić z tzw. erką - jak to się skończyło nie
        > pamiętam - chyba nijak, bo zapewne przyjaciele i rodzina królika postawili
        się
        > ostro.
        > Ten "pański" nawyk ludzi z kręgu grupy "rączka rączkę myje" uniemożliwia
        chyba
        > jakąkolwiek zmianę zwyczaju np. wożenia elitarnych tyłków w luksusowych
        > samochodach i używania ich do celów prywatnych. Nie mówiąc już o telefonach
        > komórkowych, wczasowych delegacji, kupowania mieszkań ze zniżką itd. itp. Ci
        co
        >
        > raz tego lizneli będą chcieli mieć jeszcze więcej korzyści a na pewno nie
        > przyłożą ręki do ich ukrucenia...

        Proponowałbym nazwać grupę "rączka rączkę myje" grupą "lepkich rączek", których
        lepkość nosi znamiona choroby zakaźnej, w warunkach polskich chyba niemożliwej
        do opanowania. W czasach PRL-u komuniści musieli ukrywać swoje upodobania do
        luksusu ze względu na oficjalną ideologię. Wedle niej byli przecież biedakami.
        Gromadzone przez nich przywileje i wpływy musiały być skrzętnie skrywane, tym
        bardziej, że w szeregach partii nie brakowało nawiedzonych, gotowych oskarżać
        swoich współtowarzyszy o drobnomieszczańskie odchylenie, czy wręcz o zdradę
        ideałów socjalizmu.

        To się zaczęło zmieniać dopiero w latach 70., kiedy przyszedł tow. Gierek ze
        swoim "bogaćcie się". Owo bogacenie się w warunkach gospodarki planowej było
        oczywiście żałosne i jestem pewien, że towarzysze komuniści byli tą sytuacją
        mocno sfrustrowani. Mieli władzę, ale nie mieli dobrych samochodów, mieszkali
        w blokach, ale na wakacje jeździli do bratniej Bułgarii. W głębi ducha
        wzdychali do blichtru i stylu życia na kapitalistycznym Zachodzie, a co
        najgorze - cierpieli na kompleksy niższości. Te stypendia amerykańskie dla
        młodego Kwacha, Belki i Kołodki - przecież dla każdego nich taki wyjazd za
        ocean to było, jak złapać Pana Boga za nogi. Założę się, że żaden z nich nie
        wierzył w sensowność założeń ustrojowych socjalizmu, co nie zmienia faktu, że
        czuli się z tym ustrojem związani. Owszem gardzili nim, ale dobrze wiedzieli,
        że bez niego byliby niczym.

        Podejrzewam, że upadek komunizmu ucieszył ich, a w wystąpieniach Kwacha, który
        chełpi się dzisiaj na arenie międzynarodowej zasługami Solidarności w obaleniu
        nieludzkiej tyranii, jest być może rozdwojenie jaźni, ale nie ma żadnego
        zakłamania. Wreszcie dostali szansę. Mogli dowieść samym sobie, że nie są
        gorsi od dawnych rywali na Zachodzie. Z potencjałem nagromadzonej przez całe
        dziesięciolecia frustracji zaczęli rywalizować z nimi w tym, czego im najwięcej
        zazdrościli. Mogli wreszcie odreagowywać swoje kompleksy. Zagrać na nosie
        całemu światu i pokazać tym Niemcom, Francuzom i Amerykanom - na jakie domy ich
        stać i za kierownicami jakich samochodów zasiadają. To było i jest do dzisiaj
        dla nich najważniejsze, a narzucona przez nich prymitywna hierarchia
        dorobkiewiczów okazała się wyjątkowo zaraźliwa.
        • leszek.sopot Re: lepkie rączki i kompleksy niższości 09.07.04, 02:02
          Sięgnąłeś do odległych czasów gierkowskich, zapewne czytałeś lub słyszałeś o
          orgiach wyprawianych przez ówczesnego szefa radiokomitetu i o specjalnych
          rządowych i wojskowych ośrodkach, do których nikt nie miał dostępu. Jednak
          nawet te ówczesne ekscesy czasów "Pomożecie, Pomożemy" to mały pikuś, ale i
          wtedy też możliwości były inne. Toć przywilejem było dostanie pralki czy
          lodówki na talon, mieszkania ponadmetrażowego poza kolejnością, że o dużym czy
          małym fiacie nie wspomnę. Kontrasty nie były jednak tak wielkie. Natomiast mało
          było wiadomo jak żyją i korzystaja z przywilejów na samych szczytach władzy.
          Władza, ludzie władzy w każdym kraju cieszą się jakimiś przywilejami. Rolicki
          chyba przesadził podając przykład tego Szwajcara jeżdżącego pociągiem - myślę,
          że to jakiś wyjątek (może ma podobną filozofię do wodza Korei Północnej, który
          za Chiny do samolotu nie wejdzie i przez tydzień jedzie pociągiem w odwiedziny
          do Moskwy). Ale w Polsce, gdzie mnie obrzydzenie bierze, gdy widzę i czytam, że
          każdy członek zarządu miasta (bez względu na partyjny kolor), urzędu
          marszłkowskiego czy państwowej spółki musi mieć to samo co mają ministrowie...
          Jakże niezdrowo jest, gdy pewne układy na szczeblu gmin, powiatów i województw
          trwaja już nieprzerwanie od ponad 10 lat (jak w Trójmieście) - gdyż wówczas
          urzędy zamieniają się w prywatne folwarki a zależne spółki są obsadzane ludźmi
          z zaprzyjaźnionego klucza. Czy niewkurzające jest to, że tzw. elektoratowi to
          nie przeszkadza, że głosuje ciągle na pewien układ? Ludzie nie patrzą na to,
          albo z lekceważeniem machaja ręką i mówią - władzy się to należy, albo żeby
          popatrzeć na tych co robią prawdziwe afery na wiele milionów. I tak te mniejsze
          grzeszki przeciekają przez palce i wsiąkają w glebę...
          • Gość: wartburg Re: lepkie rączki i kompleksy niższości IP: *.b.dial.de.ignite.net 09.07.04, 14:55
            leszek.sopot napisał:

            > Sięgnąłeś do odległych czasów gierkowskich, zapewne czytałeś lub słyszałeś o
            > orgiach wyprawianych przez ówczesnego szefa radiokomitetu i o specjalnych
            > rządowych i wojskowych ośrodkach, do których nikt nie miał dostępu.

            Także w latach pięćdziesiątych takie ekscesy były na porządku dziennym. Z tym
            że utrzymywano je w jeszcze ściślejszej tajemnicy. Wystarczy poczytać sobie,
            co pisał Światło na temat feudalnego stylu życia Bieruta i jego zaufanych
            towarzyszy. Rzekoma proletariacka skromność "prawdziwych komunistów" była od
            samego początku kitem propagandowym wciskanym otumanionym masom...


            Jednak
            > nawet te ówczesne ekscesy czasów "Pomożecie, Pomożemy" to mały pikuś, ale i
            > wtedy też możliwości były inne. Toć przywilejem było dostanie pralki czy
            > lodówki na talon, mieszkania ponadmetrażowego poza kolejnością, że o dużym
            czy
            > małym fiacie nie wspomnę. Kontrasty nie były jednak tak wielkie. Natomiast
            mało
            >
            > było wiadomo jak żyją i korzystaja z przywilejów na samych szczytach władzy.
            > Władza, ludzie władzy w każdym kraju cieszą się jakimiś przywilejami. Rolicki
            > chyba przesadził podając przykład tego Szwajcara jeżdżącego pociągiem -
            myślę,
            > że to jakiś wyjątek

            Takich wyjątków w państwach o utrwalonej demokracji jest zdaje się dość dużo.
            Być może wicekanclerz Joschka Fischer jeździ do bundestagu rowerem jedynie dla
            celów propagandowych. Ale myślę, że za tym kryje się coś więcej. Mam znajomego
            antykwariusza, Polaka, który był u niego w domu. Nie mógł pojąć, że ktoś taki
            może mieszkać tak skromnie. "Słuchaj, on ma mieszkanie jak student", powiedział
            mi, "chyba rzeczywiści nie bierze..." (!). Moj znajomy sprzedał Fischerowi
            stare biurko i przyszedł z innym Polakiem, żeby wnieść je na trzecie piętro.
            Okazało się, że mógł przyjść sam, bo szef dyplomacji niemieckiej, który czekał
            na nich przed domem, uparł się, że wniesie je własnoręcznie.

            (może ma podobną filozofię do wodza Korei Północnej, który
            > za Chiny do samolotu nie wejdzie i przez tydzień jedzie pociągiem w
            odwiedziny
            > do Moskwy). Ale w Polsce, gdzie mnie obrzydzenie bierze, gdy widzę i czytam,
            że
            >
            > każdy członek zarządu miasta (bez względu na partyjny kolor), urzędu
            > marszłkowskiego czy państwowej spółki musi mieć to samo co mają
            ministrowie...
            > Jakże niezdrowo jest, gdy pewne układy na szczeblu gmin, powiatów i
            województw
            > trwaja już nieprzerwanie od ponad 10 lat (jak w Trójmieście) - gdyż wówczas
            > urzędy zamieniają się w prywatne folwarki a zależne spółki są obsadzane
            ludźmi
            > z zaprzyjaźnionego klucza. Czy niewkurzające jest to, że tzw. elektoratowi to
            > nie przeszkadza, że głosuje ciągle na pewien układ? Ludzie nie patrzą na to,
            > albo z lekceważeniem machaja ręką i mówią - władzy się to należy, albo żeby
            > popatrzeć na tych co robią prawdziwe afery na wiele milionów. I tak te
            mniejsze
            >
            > grzeszki przeciekają przez palce i wsiąkają w glebę...

            Jestem przekonany, że gonitwa za dobrami materialnymi była prawdziwą obsesją
            elit PRL-u. Stąd te kompleksy niższości, o których pisałem wcześniej. Oni czuli
            się pokrzywdzeni i chcieli za wszelką cenę udowodnić - samym sobie przede
            wszystkim - że w niczym nie ustępują Zachodowi. Nienawidzili go, opluwali i
            jednocześnie otaczali parweniuszowską miłością. Wzorowali się na nim zupełnie
            go nie rozumiejąc. Myślę, że do dzisiaj go nie rozumieją.

            Przypomina mi się pewien wyjątkowo marny film, który wiele lat temu i którego
            tytułu niestety nie pamiętam. Nakręcony na początku lat 70. starał się spełnić
            wymogi ówczesnej propagandy i jednocześnie był, jak sądzę, niezamierzoną
            projekcją skrytych tęsknot ówczesnych włodarzy i elit.

            Analiza przesłań zawartych w takich filmach bywa niekiedy zdumiewająca. Ich
            scenariusze mają wiele wspólnego z podświadomymi życzeniami ich autorów, którzy
            chcąc nie chcąc odsłaniają się, ujawniają groteskową prawdę na temat siebie
            samych. Studiowanie takich filmów może stać się kopalnią metafor i myślowych
            skrótów, nie mówiąc już o satysfakcji, która z nawiązką wynagradza ich jakość.

            Bohaterem tej opowiastki jest reżyser, gra go zdaje się papa Machulski (choć
            mogę się mylić), który kręci film o powstaniu warszawskim. Sam walczył w
            powstaniu i ten film jest, jak łatwo odgadnąć, rozrachunkowy.

            W odróżnieniu od swojego kolegi, zaciętego antykomunisty, który po wkroczeniu
            armii czerwonej wyjechał na Zachód, bohater filmu otworzył się na nową
            rzeczywistość i zrobił karierę właśnie jako reżyser. Oczywiście jako wybitny
            reżyser, wyróżniany nagrodami na międzynarodowych festiwalach, jakże by
            inaczej. Na jednym z nich, gdzieś w Argentynie albo w Brazylii, spotyka
            nieoczekiwanie dawnego przyjaciela, który wyjechał z Polski. Odwiedza go w
            domu. Coś tam popijają, wspominają piękną dziewczynę, o którą kiedyś
            rywalizowali i która zginęła w powstaniu.

            Rywalizacja trwa jednak nadal. Przyjaciel z powstania pokazuje reżyserowi
            lodówkę, której się dorobił. "Zostały mi jeszcze trzy raty", mówi z dumą, "jak
            je spłacę, to pomyślę o pralce, a potem to kto wie, może i o używanym
            garbusie." Reżyser patrzy na niego z wyższością, ale nic nie mówi. Widz i tak
            wie, że ma dużo lepszą lodówkę i że jeździ nowiuteńkim renault 16. Cały wielki
            świat leży mu u stóp. Wylatuje samolotem na weekend do Paryża, a młodziuteńka
            aktorka, która w jego filmie gra obiekt jego wielkiej miłości z czasów
            powstania, jest gotowa wskoczyć mu do łóżka na każde jego skinienie...

            Jego triumf nad rodakiem, który zdecydował się wyjechać na Zachód do Wenezueli,
            jest totalny. Pod każdym względem jest lepszy, lepiej rozegrał swoje życie,
            został w Polsce, jest lepiej ubrany, ma lepszy samochód, lepszą lodówkę i
            lepszą dziewczynę. W gruncie rzeczy to on jest tym prawdziwym mieszkańcem
            Zachodu w kulisach PRL-u, które w tym filmie niczym prawie nie różnią się od
            Paryża.

            Myślę, że ten film ze wszystkimi jego bzdurami, idiotyzmami i kłamstwami jest
            najprecyzyjniejszym portetem stanu ducha polskich elit epoki Gierka, a to
            przecież właśnie one, śmiem twierdzić, wywarły decydujący wpływ na to, z czym
            mamy do czynienia dzisiaj.

            Kto wie, czy nie w tym kontekście dżinsowa kurtka Kuronia staje się szczególnie
            wymowna?






          • Gość: wartburg Re: lepkie rączki i kompleksy niższości IP: *.b.dial.de.ignite.net 09.07.04, 14:56
            leszek.sopot napisał:

            > Sięgnąłeś do odległych czasów gierkowskich, zapewne czytałeś lub słyszałeś o
            > orgiach wyprawianych przez ówczesnego szefa radiokomitetu i o specjalnych
            > rządowych i wojskowych ośrodkach, do których nikt nie miał dostępu.

            Także w latach pięćdziesiątych takie ekscesy były na porządku dziennym. Z tym
            że utrzymywano je w jeszcze ściślejszej tajemnicy. Wystarczy poczytać sobie,
            co pisał Światło na temat feudalnego stylu życia Bieruta i jego zaufanych
            towarzyszy. Rzekoma proletariacka skromność "prawdziwych komunistów" była od
            samego początku kitem propagandowym wciskanym otumanionym masom...


            Jednak
            > nawet te ówczesne ekscesy czasów "Pomożecie, Pomożemy" to mały pikuś, ale i
            > wtedy też możliwości były inne. Toć przywilejem było dostanie pralki czy
            > lodówki na talon, mieszkania ponadmetrażowego poza kolejnością, że o dużym
            czy
            > małym fiacie nie wspomnę. Kontrasty nie były jednak tak wielkie. Natomiast
            mało
            >
            > było wiadomo jak żyją i korzystaja z przywilejów na samych szczytach władzy.
            > Władza, ludzie władzy w każdym kraju cieszą się jakimiś przywilejami. Rolicki
            > chyba przesadził podając przykład tego Szwajcara jeżdżącego pociągiem -
            myślę,
            > że to jakiś wyjątek

            Takich wyjątków w państwach o utrwalonej demokracji jest zdaje się dość dużo.
            Być może wicekanclerz Joschka Fischer jeździ do bundestagu rowerem jedynie dla
            celów propagandowych. Ale myślę, że za tym kryje się coś więcej. Mam znajomego
            antykwariusza, Polaka, który był u niego w domu. Nie mógł pojąć, że ktoś taki
            może mieszkać tak skromnie. "Słuchaj, on ma mieszkanie jak student", powiedział
            mi, "chyba rzeczywiści nie bierze..." (!). Moj znajomy sprzedał Fischerowi
            stare biurko i przyszedł z innym Polakiem, żeby wnieść je na trzecie piętro.
            Okazało się, że mógł przyjść sam, bo szef dyplomacji niemieckiej, który czekał
            na nich przed domem, uparł się, że wniesie je własnoręcznie.
            • Gość: albo,albo Re: lepkie rączki i kompleksy niższości IP: 66.53.91.* 10.07.04, 06:25


              Gość portalu: wartburg napisał(a):
              Takich wyjątków w państwach o utrwalonej demokracji jest zdaje się dość dużo.
              Być może wicekanclerz Joschka Fischer jeździ do bundestagu rowerem jedynie dla
              celów propagandowych. Ale myślę, że za tym kryje się coś więcej. Mam znajomego
              antykwariusza, Polaka, który był u niego w domu. Nie mógł pojąć, że ktoś taki
              może mieszkać tak skromnie. "Słuchaj, on ma mieszkanie jak student", powiedział
              mi, "chyba rzeczywiści nie bierze..." (!). Moj znajomy sprzedał Fischerowi
              stare biurko i przyszedł z innym Polakiem, żeby wnieść je na trzecie piętro.
              Okazało się, że mógł przyjść sam, bo szef dyplomacji niemieckiej, który czekał
              na nich przed domem, uparł się, że wniesie je własnoręcznie.

              Jak przystalo na prawdziwego ...komuniste
            • Gość: albo,albo Re: lepkie rączki i kompleksy niższości IP: 67.150.67.* 13.07.04, 04:45
              Gość portalu: wartburg napisał(a):
              Także w latach pięćdziesiątych takie ekscesy były na porządku dziennym. Z tym
              że utrzymywano je w jeszcze ściślejszej tajemnicy. Wystarczy poczytać sobie,
              co pisał Światło na temat feudalnego stylu życia Bieruta i jego zaufanych
              towarzyszy. Rzekoma proletariacka skromność "prawdziwych komunistów" była od
              samego początku kitem propagandowym wciskanym otumanionym masom...



              Ludzka pamiec jest b.krotka...
          • Gość: wartburg Re: lepkie rączki i kompleksy niższości IP: *.b.dial.de.ignite.net 09.07.04, 14:56
            leszek.sopot napisał:

            > Sięgnąłeś do odległych czasów gierkowskich, zapewne czytałeś lub słyszałeś o
            > orgiach wyprawianych przez ówczesnego szefa radiokomitetu i o specjalnych
            > rządowych i wojskowych ośrodkach, do których nikt nie miał dostępu.

            Także w latach pięćdziesiątych takie ekscesy były na porządku dziennym. Z tym
            że utrzymywano je w jeszcze ściślejszej tajemnicy. Wystarczy poczytać sobie,
            co pisał Światło na temat feudalnego stylu życia Bieruta i jego zaufanych
            towarzyszy. Rzekoma proletariacka skromność "prawdziwych komunistów" była od
            samego początku kitem propagandowym wciskanym otumanionym masom...


            Jednak
            > nawet te ówczesne ekscesy czasów "Pomożecie, Pomożemy" to mały pikuś, ale i
            > wtedy też możliwości były inne. Toć przywilejem było dostanie pralki czy
            > lodówki na talon, mieszkania ponadmetrażowego poza kolejnością, że o duż
            • leszek.sopot Kilka myśli ulotnych i takich sobie 09.07.04, 22:13
              Popatrz, sięgnęlismy do przeszłości PRL, w czasach której rosła opozycja
              demokratyczna i proponowała nie tylko konieczne zmiany w ustroju państwa, ale
              także inny styl zachowań. Można było być pewnym, że jak ktoś dał słowo to je
              dotrzymał, a z kłamstwem i obłudą trudno było się spotkać - zreszta to nie był
              tylko atrybut opozycji ale i młodzieżowej rock kultury. Te przywary były
              kojarzone tylko z czerwonymi i ich bezpartyjnymi sługusami, którzy w ten sposób
              łatwiej radzili sobie w życiu. Tacy jak mieli chyba nadzieję, że po obaleniu
              systemu przywilejów i reglamentowanych dóbr, z kraju zostanie wygnane to
              śmierdzące moralne zło, a ono przeciwnie - rozpełzło się wszędzie...
              Młodzi ludzie, jak ja za komuny, mieli chyba głowy w chmurach gdy bzdurali
              sobie, że zło i brud w człowieku jest zależny od narzuconego systemu a skoro
              przeciwnicy byli tymi złymi, to walczący z nimi musieli być tymi dobrymi.
              Jednak pomiędzy tymi liniami frontu było całe społeczeństwo mnie i bardziej
              oporne na kuszenie władzy i przywilejów. Jeszcze pomiędzy władzą i opozycją
              byli ci wszyscy, którzy poradzili by sobie chyba w każdej sytuacji - ludzie
              mający łeb do interesów: cinkciarze, rzemieślnicy, chandlarze, przemytnicy
              (królami byli marynarze) - ten drobny bizness peerelu.
              Ja mam taką refleksję, może fałszywą, że ludzie łatwiej godzili się na to, że
              jakiś partyjny kacyk w epoce kartek na mięso objadał się szynkami a jego zona
              jeździła po zakupy służbową wołgą czy polonezem, niż to, że ktoś kto nie był u
              władzy dorabiał sie i budował kolejną willę dla córki bądź syna. Ludzi raziły
              konsumy i sklepy typu Baltona oraz Pewexy. Jednym z głównych głosów w 1980 r.
              ze strony robotników było właśnie zlikwidowanie tych sklepów dla wybranych. Nie
              pamiętam by głośniej domagano się odebrania członkom rządu innych przywilejów.
              I tak sobie teraz bardzo swobodnie myśląc, kojarzę, że dla wielkiej części
              społeczeństwa, otworzyły się szalone możliwości robienia interesów - to stało
              się domeną przecietnego Polaka - wystarczyła mu wolność gospodarcza, mniej lub
              wcale nie interesowały go inne sprawy. To był ten czas, gdy wielu zaczęło robić
              olbrzymie pieniądze - choćby wspomnieć z Trójmiasta Leksztonia, Olecha czy
              Krauzego. To oni stali sie przykłądami do naśladowania dla co bardziej
              przedsiębiorczych ludzi.
              Zapoznałem się kilka lat temu z badaniami, które zrobiła znajoma dr psychologii
              o ludziach, którzy dorobili się pieniędzy w pierwszej połowie lat 90. (te
              badania robiła wspólnie ze studentami - z wielkim trudem i nie udało sie jej
              zebrać wystarczającej liczby ankiet by uznac jej badania za reprezentatywne;
              biznesmeni nie zgadzali sie na żadne testy i wypełnienie ankiet). W końcu
              zebrała chyba z 70 ankiet (chyba z 80 proc. byli to ludzie jedynie ze średnim
              lub niepełnym wyższym wykształceniem). Krótko można było streścić jej wnioski z
              badań. Wszyscy cechowali się bardzo małym poziomem empatii a wyższym od
              przeciętnego poziomem psychopatii - badania dotyczyły głównie cech osobowości,
              a prawie wcale danych socjologicznych. Ten wynik skomentowała krótko - trzeba
              mieć twardą dupę i nie oglądać się na boki. Komentowała także to jak korzystali
              ze swego sukcesu. Praktycznie tak jak to widzimy w zagranicznych serialach -
              bardzo ubogie życie wewnętrzne - tania, masowa kultura, wczasy pod palmami,
              dużo alkoholu i przeważnie daleko od polityki.
              Jeżeli wraz z taką elitą średniego i dużego biznesu dorastał nam nowy
              zastęp "opozycyjnych" polityków, to jaka jakość ta "nowa opozycja" miała - ta
              bez przehartowania w czasach PRL? A przecież i wielu i z tych starych etosowców
              zeszło na psy...

              Ja nie oddzielałbym zepsucia się naszej klasy politycznej od zepsucia w sferze
              klasy gospodarczej (ale broń mnie Panie Boże od tego by mnie ktoś zaatakował za
              uogólnienie!!! - w tej sferze znałem wiele przypadków nie potwierdzających
              badań pani psycholog! - są jednak pewnie w mniejszości). Wszystko się u nas
              tasuje i przenika.
      • Gość: basia.basia Coś w Polsce pękło, coś się skończyło IP: *.localdomain / *.kim.pl 09.07.04, 01:31
        leszek.sopot napisał:

        > Próbuję sobie przypomnieć od kiedy to się zaczęło, albowiem pamiętam jeszcze
        > anegdoty z czasów Mazowieckiego,że ówcześni przedstawiciele opozycji, którzy
        > weszli do rządu z oburzeniem odrzucali mające im przysługiwac przywileje.
        > Pamiętam jeszcze jakieś dziwadło z czasów rządu Pawlaka, gdy ten kupił nowe
        > samochody rządowe - były to polonezy (co prawda z silnikiem bodajże rovera).
        > Nie mogę sobie jednak przypomnieć jakiegoś momentu kiedy to zjawisko stało
        się
        > nie do zniesienia.

        Coś mi przypomniałeś, artykuł który napisał Jacek Żakowski - "Coś w Polsce
        pękło, coś się skończyło". Wkleję fragment, bo jest na temat:

        "Próbuję zrozumieć, co w moim kraju pękło. Szukam odpowiedzi na dziecęco naiwne
        pytania. Co się skończyło, że osoba najwyższej klasy, jako premier odwołanego
        rządu skarżącego się wciąż na dziury w budżecie i hucznie wstrzymującego
        podwyżki dla urzędników, pobrała stumilionową premię uznaniową, a były szef URM
        próbował nas przekonywać, że nic się nie stało, bo wszystko było "zgodne z
        obowiązującym prawem"? Dlaczego wciaż trwa takie prawo? Dlaczego milczało na
        ten temat kierownictwo chętnie odwolującej się do etosu partii?

        Co się stalo, że krysztalowy człowiek z piękna opozycyjną kartą po paru latach
        urzędowania w gabinecie wiceministra faktycznie sam siebie mianował prezesem
        rady nadzorczej, brał drugą pensję i kontrolowal siebie, występując jako
        jednoosobowe walne zgromadzenie, do którego jako minister delegował się w
        imieniu skarbu państwa? I dlaczego ten piękny czlowiek, który przez lata w
        imię zasad buntował się przeciw peerelowskiemu prawu, płacąc za to osobistą
        cenę, dziś mówi mi po prostu: "To jest w porządku, bo prawo na to pozwala"?

        Dlaczego szef państwowej telewizji uznał, że nie ma nic złego w robieniu
        interesów z firmą własnej żony? Dlaczego na ten temat milczał premier, który go
        powołał i sam pan prezydent, właściciel słynnej wyborczej siekiery?

        Dlaczego prezes wielkiego banku za naturalne uwaąa spekulacyjne wyzbywanie się
        akcji swojej firmy? Dlaczego nie zająknął się w tej sprawie związek polskich
        banków?

        Dlaczego wicepremier uważal za całkiem w porządku, żeby w ostatnich dniach
        urzędowania mianować kolegę na lukratywną posadę w państwowym konsorcjum i
        samemu z rąk tego kolegi przyjąć równie lukratywną nominację? Dlaczego na ten
        temat milczeli jego ożywiani chrześcijanską wrażliwością partyjni koledzy?

        Co sprawiło, że żaden wysoki państwowy urzędnik nie czuje się winny powstania
        systemu policyjnego sponsoringu, który setki polskich policjantów poddał
        działaniu legalnego nacisku korupcyjnego?

        I dlaczego prezes rządowej agencji w randze wiceministra, który najpierw
        tworzyl państwowe spółki, a potem mianowal się członkiem ich rad, za co
        wyznaczał sobie wielomilionowe pensje, nie "strzelił sobie w łeb", kiedy prasa
        ujawniła jego operacje?

        Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Dlaczego przez przeszło cztery lata żaden polski
        polityk ani wysoki urzędnik nie zwołał konferencji prasowej po to tylko, żeby
        powiedzieć: "Pogubiłem się, przekroczyłem granice błędu, naruszyłem normę
        przyzwoitości - odchodzę"?

        Dlaczego tak często slyszę, ze "przecież prawo nie zostało złamane"? Tak jakby
        w życiu publicznym nie istniały poza prawem żadne inne normy - wyższe niż
        kodeks karny, ważniejsze od ustawowych zakazów.

        Rok temu przypuszczałbym jeszcze, że to tylko kolejne "aferki",
        polityczne "wypadki przy pracy". Dziś mam poczucie, ze ilość przeszła w jakość,
        że niepostrzeżenie wytworzyl się jakiś nowy standard, fatalna norma
        sankcjonująca istnienie szarej strefy oplatającej świat polityki i
        obezwładniająca państwowy aparat.

        Aż strach napisać wprost to, co czuję chyba nie tylko ja jeden: pieć lat po
        Okrągłym Stole, w Polsce, mimo wszystko będącej przecież krajem wielkiego
        sukcesu, fiasko poniosła rewolucja etyczna, która dla wielu z nas wydawała się
        być oczywistą konsekwencją końca realsocjalizmu."


        ps
        Po tym artykule J. Żakowski odszedł z GW.
        • leszek.sopot I się nie wróci? 09.07.04, 01:45
          Żakowski więc tę datę, że coś pękło sytuuje około roku 1994. Być może wówczas
          to się już zaczynało rozpędzać, ale chyba doszło do tego wcześniej - od tego
          nalotu Gdańska na Warszawę... Wraz z wcześniejszą wojną na górze i w rok
          późniejszą wojną w prezydenckim pałacu Wałęsy, pękł etos, pękły więc też
          hamulce moralne (bo skoro można się bezkarnie oplówać nawzajem, to niby
          dlaczego nie można robic innych rzeczy?) i ci z opozycji zaczęli tak samo
          postępować jak ich poprzednicy z czerwonej nomenklatury. Prorocze to były
          słowa, które już kiedyś przywołałem:
          Andrzej Żabiński, I sekretarz KW PZPR w Katowicach, podczas spotkania z aktywem
          partyjnym milicji i służby bezpieczeństwa: – Trzeba ich uwikłać w tysiące
          spraw, ja im współczuję, bo to są kochane, niekiedy młode chłopaki, a wdali się
          w tę wielką politykę, no ale nie ma innego wyjścia. Muszą wiedzieć, co to
          znaczy smak władzy. Należy im wszędzie udostępniać lokale. Najbardziej
          luksusowo urządzać jak tylko można. Ja to już ciągle mówię, ale jeszcze raz
          powtórzę w tym gronie: nie znam człowieka, którego by władza nie
          zdemoralizowała, to tylko kwestia jak szybko i w jakim stopniu. To się już u
          nich obserwuje, łatwy dostęp do pieniędzy, taksówkami do Gdańska, telefony,
          kontakt z sekretarzem KW, z wicepremierem, jeżdżą i po prostu zaczynają szastać
          pieniędzmi, [...] a więc jest to kierunek słuszny.
          Katowice, 26.09.1980 r.

          • basia.basia Re: I się nie wróci? 09.07.04, 01:49
            leszek.sopot napisał:

            > Żakowski więc tę datę, że coś pękło sytuuje około roku 1994. Być może wówczas
            > to się już zaczynało rozpędzać, ale chyba doszło do tego wcześniej - od tego
            > nalotu Gdańska na Warszawę... Wraz z wcześniejszą wojną na górze i w rok
            > późniejszą wojną w prezydenckim pałacu Wałęsy, pękł etos, pękły więc też
            > hamulce moralne (bo skoro można się bezkarnie oplówać nawzajem, to niby
            > dlaczego nie można robic innych rzeczy?) i ci z opozycji zaczęli tak samo
            > postępować jak ich poprzednicy z czerwonej nomenklatury. Prorocze to były
            > słowa, które już kiedyś przywołałem:
            > Andrzej Żabiński, I sekretarz KW PZPR w Katowicach, podczas spotkania z
            aktywem
            >
            > partyjnym milicji i służby bezpieczeństwa: – Trzeba ich uwikłać w tysiące
            >
            > spraw, ja im współczuję, bo to są kochane, niekiedy młode chłopaki, a wdali
            się
            >
            > w tę wielką politykę, no ale nie ma innego wyjścia. Muszą wiedzieć, co to
            > znaczy smak władzy. Należy im wszędzie udostępniać lokale. Najbardziej
            > luksusowo urządzać jak tylko można. Ja to już ciągle mówię, ale jeszcze raz
            > powtórzę w tym gronie: nie znam człowieka, którego by władza nie
            > zdemoralizowała, to tylko kwestia jak szybko i w jakim stopniu. To się już u
            > nich obserwuje, łatwy dostęp do pieniędzy, taksówkami do Gdańska, telefony,
            > kontakt z sekretarzem KW, z wicepremierem, jeżdżą i po prostu zaczynają
            szastać
            >
            > pieniędzmi, [...] a więc jest to kierunek słuszny.
            > Katowice, 26.09.1980 r.
            >

            Kto to byli te młode kochane chłopaki?

            ps
            Przyczyn jest zapewne wiele ale jedną z nich jest "szara demokracja"
            i tolerowanie tego draństwa z powodu osławionego relatywizmu moralnego.
            Niestety:(
            • leszek.sopot Re: I się nie wróci? 09.07.04, 02:10
              basia.basia napisała:

              > Kto to byli te młode kochane chłopaki?

              No coś ty, nie wiesz? To były chłopaki ze śląskiej "S".

              >
              > ps
              > Przyczyn jest zapewne wiele ale jedną z nich jest "szara demokracja"
              > i tolerowanie tego draństwa z powodu osławionego relatywizmu moralnego.
              > Niestety:(

              Figę z makiem! Bo jak wytłumaczysz mi zwyczaje np. księży w kurii gdańskiej,
              którzy ścigają się w tym, który z nich ma lepszy samochód... O Jankowskim czy
              Rydzyku i ich upodobaniu do splendoru i bogactwa lepiej nie wspominać, ale jest
              to dowód na to, że tu wcale nie chodzi o okrągły stół i dekomunizację oraz
              lustrację. Bardziej o słaby kręgosłup morany naszego społeczeństwa, a przede
              wszystkim kalsy nowobogackich biznesmenów, którzy pokazują jak należy korzystac
              z każdej okazji i z bogactwa. A politycy nie chcą być gorsi i mniej korzystać z
              życia.
              • Gość: jack Re: I się nie wróci? IP: *.proxy.aol.com 09.07.04, 10:59
                Mowiac, ze nie chodzi o dekomunizacje i okragly stol, tylko o slaby kregoslup
                moralny spoleczenstwa stawiasz twierdzenie: wszystkiemu winny jest narod.
                Ale zasad prawa nie wymysla narod tylko wybrane demokratycznie wladze panstwa.
                Na nich orientuje sie spoleczenstwo.
                Jakie wladzy morale takie musi byc morale spoleczenstwa.
                Niemoralna wladza nigdy nie bedzie wymagala moralnie ulozonego spoleczenstwa
                czy wladz nizszego szczebla, gdyz jest to sprzeczne z logika.
                Przy tak obmyslanych i obowiazujacych dzis przepisach prawa, dajacym PRAWNE
                przywileje wladzy i KK w Polsce, kazdy indywidualny czy grupowy protest jest
                protestem BEZPRAWNYM.
                Wnioskiem byloby: oddalismy wladze w rece ludzi, ktorych zdecydowana wiekszosc
                byla niemoralna. Oczekiwalismy od naszych AUTORYTETOW postaci judymow, zycie
                podarowalo dyzmow i hochstaplerow.
                Niemoralny byl OS i kolejne rzady od prezydentury Walesy poczawszy.
                Nie ma konkretnego punktu od ktorego zaczelo sie zle dziac.
                Nie zburzylismy do fundamentow starego systemu, nie orientowalismy sie na
                zasady i prawa obowiazujace w spoleczenstwach kapitalistycznych, pozostawilismy
                przywileje starego porzadku, dodajac nowe przywileje grupom.
                Czego nie ma w panstwach demokratycznych.
                Pozostawilismy zasady prl-owskiej zaleznosci ludzi, organizacji, spolek,
                samorzadow od wladzy, bo na nia niestety nasi wybrancy sie orientowali wbrew
                zaprzeczeniom z ich strony. Ale o tym NAROD nie DECYDOWAL.
                Spoleczenstwo sluchalo z naszej gory:
                -pierwszy milion trzeba ukrasc
                -teraz MY
                "Nie mielismy pojecia o rzadzeniu". Obrona bzdurna skrojona na ich intelekt.
                Byl czas: 81-89 przygotowac sie do objecia rzadow.
                • leszek.sopot Re: I się nie wróci? 09.07.04, 22:30
                  Gość portalu: jack napisał(a):

                  > Mowiac, ze nie chodzi o dekomunizacje i okragly stol, tylko o slaby kregoslup
                  > moralny spoleczenstwa stawiasz twierdzenie: wszystkiemu winny jest narod.
                  > Ale zasad prawa nie wymysla narod tylko wybrane demokratycznie wladze
                  > panstwa. Na nich orientuje sie spoleczenstwo.

                  Koniec końców, taki wniosek mógłby być słuszny. No bo jak w narodzie, w którym
                  w przewadze byłyby same anioły możliwe byłoby aby rządziły diabły? To co, te
                  anioły wybrały sobie jakąś pokutną drogę do raju?
                  Ale tak przecież nie jest. Robiąc sobie na poczekaniu szybki przegląd znajomych
                  i sąsiadów mógłbym powiedzieć zaledwie o kilku, ze to nieuczciwi ludzie, choć
                  każdemu przecież w życiu przydażyła się jakaś słabość i świnstwo - ale to i tak
                  dobrzy ludzie. Więc dlaczego, skoro wokół jest więcej - w codziennym życiu -
                  tych dobrych, to jednak ludzie postrzegają, że wszystko jest niemoralne i złe,
                  a politycy to najgorsze szmaty? Wpływ mass mediów oraz kolenych kampanii
                  wyborczych i starć pomiędzy konkurującymi opcjami?

                  > Jakie wladzy morale takie musi byc morale spoleczenstwa.

                  Równie dobrze można pisać na odwrót. Choć przecież jak rozmawiam z różnymi
                  ludźmi, to oni kierują się przy wyborze polityków - a przynajmniej jest to
                  jeden z ważniejszych kryteriów - czy ich partia lub kandydat jest uczciwy...
                  Naturalnym przecież jest to, że ludzie nie chcą by rządzili nimi złodzieje bądź
                  głupcy. Więc co się dzieje? Może mają źle rozwinięte zmysły poznawcze i nie
                  potrafią odróżnić prawdy od fałszu.

                  > Niemoralna wladza nigdy nie bedzie wymagala moralnie ulozonego spoleczenstwa
                  > czy wladz nizszego szczebla, gdyz jest to sprzeczne z logika.

                  Nie jest sprzeczne z logiką. Gdyż można to porównac z zasadą dziobania w
                  kurniku - najwięcej musi mieć praw ten kogut na samej górze, innym nie pozwoli
                  by sie rządziły tak samo jak on.

                  > Przy tak obmyslanych i obowiazujacych dzis przepisach prawa, dajacym PRAWNE
                  > przywileje wladzy i KK w Polsce, kazdy indywidualny czy grupowy protest jest
                  > protestem BEZPRAWNYM.
                  > Wnioskiem byloby: oddalismy wladze w rece ludzi, ktorych zdecydowana
                  wiekszosc byla niemoralna. Oczekiwalismy od naszych AUTORYTETOW postaci
                  judymow, zycie podarowalo dyzmow i hochstaplerow.

                  Tylko pytanie. Było wiele różnych oczekiwań i dla różnych grup były różne
                  autorytety. No bo skąd już w 1990 roku 21 procent na Tymińskiego? Ludzie już na
                  starcie szukali innych autorytetów, a jeżeli co rusz ktoś nowy próbuje urość
                  ponad przeciętność to dostaje ostro po głowie - np. Buzek (choć, czy to był
                  autorytet.. chyba nie, ale porządny człowiek).

                  > Niemoralny byl OS i kolejne rzady od prezydentury Walesy poczawszy.
                  > Nie ma konkretnego punktu od ktorego zaczelo sie zle dziac.
                  > Nie zburzylismy do fundamentow starego systemu, nie orientowalismy sie na
                  > zasady i prawa obowiazujace w spoleczenstwach kapitalistycznych,
                  pozostawilismy przywileje starego porzadku, dodajac nowe przywileje grupom.
                  > Czego nie ma w panstwach demokratycznych.
                  > Pozostawilismy zasady prl-owskiej zaleznosci ludzi, organizacji, spolek,
                  > samorzadow od wladzy, bo na nia niestety nasi wybrancy sie orientowali wbrew
                  > zaprzeczeniom z ich strony. Ale o tym NAROD nie DECYDOWAL.
                  > Spoleczenstwo sluchalo z naszej gory:
                  > -pierwszy milion trzeba ukrasc
                  > -teraz MY
                  > "Nie mielismy pojecia o rzadzeniu". Obrona bzdurna skrojona na ich intelekt.
                  > Byl czas: 81-89 przygotowac sie do objecia rzadow.

                  Ale jak się w podziemu można było przygotowywać, no i kto by się miał odwagę z
                  taką butą pokazać i mówić: ja będę rządził, to musze się do tego rządzenia
                  przygotować
                  • Gość: jack Re: I się nie wróci? IP: *.proxy.aol.com 12.07.04, 20:01
                    Trudno mi sie zgodzic z tym, ze spoleczenstwo bylo czy jest winne.
                    Napewno, najpowazniejszym jego bledem bylo dwukrotne dopuszczenie do wladzy
                    postkomunistow. Ale bylo to wyrazem determinacji raczej.
                    Z drugiej strony, jesli spoleczenstwo wybiera zle, to nie znaczy, ze
                    nalezaloby jego czesc pozbawic prawa wyborczego (zreszta mozliwe to nie jest).
                    Sadze, ze samo wkrotce w swej wiekszosci podziekuje za swoje prawo wyborcze.

                    "..Więc dlaczego, skoro wokół jest więcej - w codziennym życiu -
                    tych dobrych, to jednak ludzie postrzegają, że wszystko jest niemoralne i złe,
                    a politycy to najgorsze szmaty?.."

                    Dlatego, ze mimo wszystko ludzie zycza sobie za moralnie prowadzonego panstwa i
                    takie warunki stawiaja wladzy.
                    Spoleczenstwu przedstawialo sie z GWARANCJA kandydatow, ktorzy okazali sie inni
                    niz wynikaloby to z gwarancji.
                    Juz nawet Geremek mowi:
                    "(...) moim rozczarowaniem jest raczej to, że ja byłem przekonany, że w tej
                    Polsce, którą tworzymy zasada uczciwości będzie zasadą powszechną i tutaj muszę
                    wyznać tę moją naiwność. To, co ukazała rzeczywistość, dla mnie zaskoczeniem
                    rozczarowaniem i czymś, co jest kroplą goryczy..."
                    Ludie wybierali ale potem nie mogli DECYDOWAC czy wspoldecydowac.
                    Wprowadzenie choc czesciowe JOW z mozliwoscia odwolan posla taka gwarancje
                    czesciowa dawaloby.

                    "..Naturalnym przecież jest to, że ludzie nie chcą by rządzili nimi złodzieje
                    bądź głupcy. Więc co się dzieje?...
                    Nie jest sprzeczne z logiką. Gdyż można to porównac z zasadą dziobania w
                    kurniku - najwięcej musi mieć praw ten kogut na samej górze, innym nie pozwoli
                    by sie rządziły tak samo jak on..."

                    Wlasnie logika niemoralnej wladzy wprowadza i utwierdza prawa kurnika.
                    Potwierdzasz tylko to co napisalem.
                    Zasady demokratycznego panstwa walcza z takim prawem.
                    Podobnie jest z moim stwierdzeniem, ze morale dyktuje wladza.
                    Ona jedna ma srodki, by wymusic morale w spoleczenstwie przez siebie
                    jednoznacznym prawem a nie odwrotnie. A o to chodzi ludziom.

                    "..Tylko pytanie. Było wiele różnych oczekiwań i dla różnych grup były różne
                    autorytety. No bo skąd już w 1990 roku 21 procent na Tymińskiego?..."

                    Tyminski, Lepper to proby szukania nowych ludzi z nowymi rozwiazaniami.
                    Rozwiazania polskie (likwidacja pgr-ow i calych galezi przemyslu) wprowadzily
                    wielu ludzi w biede. Stad szukanie nowych wariantow dajacych im nadzieje choc
                    zludna. Tonacy i brzytwy sie chwyci.

                    "..Ale jak się w podziemu można było przygotowywać, no i kto by się miał odwagę
                    z taką butą pokazać i mówić: ja będę rządził, to musze się do tego rządzenia
                    przygotować..."
                    Zwiazek liczyl 10 mln i nie tylko ograniczonych intelektualnie ludzi.
                    Pytanie: jaka ma byc wlasciwie przyszla Polska bylo podstawowym pytaniem dla
                    wszystkich.
                    Socjolodzy, ekonomisci, politolodzy z "S" winni te warianty przedstawic.
                    A na odpowiedz miano 7 lat.
                    Wariant okraglostolowy wymyslony w waskim gronie byl spoleczenstwu narzucony.
                    I dlatego winni poniesc pelna konsekwencje tego kroku, co tez uczyniono
                    czesciowo ich odsuwajac.
                    Problem jest, ze nadgorliwie odsunieto cala jedna strone.
                    Tej znacznie gorszej postkomunistycznej pozwolono sie wyslizgac, co jest wina
                    naturalnie wyborcow
          • Gość: jack Re: To se ne wrati IP: *.proxy.aol.com 09.07.04, 11:19
            Musialo peknac, bo tak zaprogramowano konstrukcje i rok nie gra tu roli wobec
            plynnosci degeneracji.
            Czy byl to rok 90, 94, 02 czy 04 jest rzecza treciorzedna.
            Sytuacja wyjsciowa na dzis jest o wiele gorsza niz w 81r.
            Zmarnowano zapal i wiare narodu w poprawe losu.
            A jeszcze w 89r ja mial.
            Gdyby nie mial nie przezylby spokojnie reform Balcerowicza.
            Narod jednoznacznie okreslil sprawcow: „S“.
            Jak to jest mozliwe, ze narod do postkomunistow mial WIEKSZE zaufanie?
            Czlowiek z boku nie znajacy historii zapytalby: to jakich przestepstw wlasciwie
            ta organizacja sie dopuscila?
          • Gość: wartburg Re: I się nie wróci? IP: *.b.dial.de.ignite.net 09.07.04, 11:36
            leszek.sopot napisał:

            > Żakowski więc tę datę, że coś pękło sytuuje około roku 1994. Być może wówczas
            > to się już zaczynało rozpędzać, ale chyba doszło do tego wcześniej - od tego
            > nalotu Gdańska na Warszawę... Wraz z wcześniejszą wojną na górze i w rok
            > późniejszą wojną w prezydenckim pałacu Wałęsy, pękł etos, pękły więc też
            > hamulce moralne (bo skoro można się bezkarnie oplówać nawzajem, to niby
            > dlaczego nie można robic innych rzeczy?) i ci z opozycji zaczęli tak samo
            > postępować jak ich poprzednicy z czerwonej nomenklatury. Prorocze to były
            > słowa, które już kiedyś przywołałem:
            > Andrzej Żabiński, I sekretarz KW PZPR w Katowicach, podczas spotkania z
            aktywem
            >
            > partyjnym milicji i służby bezpieczeństwa: – Trzeba ich uwikłać w tysiące
            >
            > spraw, ja im współczuję, bo to są kochane, niekiedy młode chłopaki, a wdali
            się
            >
            > w tę wielką politykę, no ale nie ma innego wyjścia. Muszą wiedzieć, co to
            > znaczy smak władzy. Należy im wszędzie udostępniać lokale. Najbardziej
            > luksusowo urządzać jak tylko można. Ja to już ciągle mówię, ale jeszcze raz
            > powtórzę w tym gronie: nie znam człowieka, którego by władza nie
            > zdemoralizowała, to tylko kwestia jak szybko i w jakim stopniu. To się już u
            > nich obserwuje, łatwy dostęp do pieniędzy, taksówkami do Gdańska, telefony,
            > kontakt z sekretarzem KW, z wicepremierem, jeżdżą i po prostu zaczynają
            szastać
            >
            > pieniędzmi, [...] a więc jest to kierunek słuszny.
            > Katowice, 26.09.1980 r.

            Nie znałem tej wypowiedzi i aż mi ciarki przeszły po plecach. Cynizm godny
            księcia piekieł, inaczej określić się tego nie da. Dla mnie to jest dowód, że
            właśnie na taką strategię zdecydowały się pezetperowskie niedobitki po 1989.
            Nie tak dawno cytowany na tych stronach Herling-Grudziński nazwał to bardzo
            trafnie "obłapką"... Ciągnąc dalej to skojarzenie - po 1989 opozycja
            demokratyczna wystąpiła w roli ubogiej panny na wydaniu nie umiejącej oprzeć
            się wizjom roztaczanym przed nią przez wytrawnego uwodziciela.
            >
            • Gość: Fidel Castrol Re: I sie˛ nie wróci? Okrongly stolec? IP: *.sympatico.ca 10.07.04, 13:24
              • Gość: marynat To będzie trudno naprawić, bo zostało źle popsute. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.04, 19:15
                Dziwnie jakoś artykuł Rolickiego ani mnie nie zachwycił, ani nie zbulwersował.
                Równie chłodno odbieram podobne w treści wystąpienia Leppera, czy innych
                populistów. I to mimo faktu, że ich szczegółowa wiedza o przejawach VIP-oskiej
                pazerności i takich tam różnych skandalicznych detalikach - jest imponująca.
                Czemu mnie to nie rusza? Bo, jako osoba notorycznie bezpartyjna nie mam w sobie
                rozwiniętej politycznej zawziętości w dokopywaniu jednym, a wybielaniu innych.
                Ogólnie - uważam, że w Polsce koszty zarządzania państwem są (i zawsze były) za
                wysokie, a efekty tego (pożal się Boże) zarządzania - jeśli nawet komuś służą -
                to w zbyt małym stopniu akurat społeczeństwu jako całości. Zwłaszcza, jeśli się
                to przyrównuje do skali polskiego ubóstwa i do pilności ważnych spraw -
                których "sie nie da załatwić z powodu braku środków". A tych środków brakuje z
                powodu... Tak było i tak jest - odkąd pamiętam. I za starej, PRL-owskiej elity
                władzy, kiedy pod wodzą partii "budowano socjalizm"; i później, za "nowej",
                jeszcze bardziej skorumpowanej elity władzy, kiedy pod wodzą innych
                partii "budujemy demokrację i kapitalizm".
                Dyrekcja tego "cyrku w budowie" ma ekstra posadki, przywileje i "boki" oraz 365
                okazji w roku do szpanu i gali na full wypas. A my - raz na cztery, albo na
                pięć lat możemy sobie wybrać "rządzicieli". I potem przez 1460 lub 1825 dni
                bezsilnie sobie popatrzeć jak się ci kolejni "zbawcy Ojczyzny" urządzają,
                balują i wypoczywają na nasz koszt. Kogo to ciekawi - niech zajrzy do starych
                roczników gazet i popatrzy na gęby tych co już byli u władzy. Albo - niech
                weźmie do ręki dzisiejszą prasę, włączy radio lub telewizor, aby zobaczyć tych
                co z ław poselskich i mateczników swych partyjnych układów szykują się do
                następnego skoku na państwową władzę i kasę...
                Mnie zastanawia coś innego.
                Czy, jeżeli reprezentanci WSZYSTKICH orientacji politycznych, po zdobyciu
                władzy zachowują się podobnie, nie oznacza to przypadkiem, że feler tkwi w
                sposobie zorganizowania struktur naszego państwa, w obowiazujących regułach i
                procedurach?

                Może to jest tak, że formuła ustrojowa III RP nie odzwierciedla struktury
                społecznej, rzeczywistych potrzeb i aspiracji polskiego społeczeństwa? Bo jak
                wytłumaczyć fakt, że rok, góra dwa lata po każdych wyborach parlamentarnych -
                większość wyborców deklaruje brak zaufania do rządu i sejmu? Przecież - patrząc
                w skali historycznej - to sprawia, że nasze państwo przez wiekszość czasu jest
                rządzone wbrew woli narodu, który - formalnie - jest "najwyższą władzą"?

                Np. zdrowy rozsądek podpowiada, żeby władzę w państwie powierzać ludziom mądrym
                i kompetentnym, porządnym, uczciwym, patriotom stawiającym rację stanu i
                interes narodowy ponad odrębnymi interesami swych partii i środowisk. A tych -
                którzy nie spełniają tych wysokich wymogów - niezwłocznie odwoływać. Jeśli tak -
                to czemu różne kanalie tak łatwo przedostają się do kręgów władzy, a tak
                trudno jest się ich pozbyć?

                Teoretycznie jesteśmy suwerennym krajem - czy ktoś nam zabrania dostosować
                konstytucyjne reguły ustrojowe do polskich realiów społecznych?

                Odnoszę takie wrażenie jakby twórcy zrębów polskiego ładu politycznego,
                ignorując polskie realia, zafundowali nam system żywcem zerżnięty z państw
                znacznie bogatszych, o wielowiekowej suwerenności, o dwustuletnich tradycjach
                demokratycznych, o systemach wychowawczych - które od co najmniej 10 pokoleń
                formują pro państwową i pro społeczną moralność obywatelską, o rozbudowanym
                systemach samorządowych i tradycyjnych formach zorganizowanego współdziałania...

                Pamiętacie jak Miller powiedział, że wątek SLD-oski w aferze Rywina jest
                niemożliwy, bo polskie prawo zabrania finansowania partii z nielegalnych
                źrodeł? Przecież to brzmiało tak, jakby czytał instrukcję obsługi do zupełnie
                innego mechanizmu społecznego. Np. Finlandii, która jest nr 1 na liście
                najmniej skorumpowanych państw świata, a nie Polski, która jest gdzieś obok
                Chin i Białorusi...

                Zjawiska będące konsekwencją rozdzielenia się w wielkich organizacjach
                gospodarczych dwóch funkcji wlasności, czyli prawa do zarządzania (management)
                i prawa do czerpania zysku (dywidenda) - mają bogatą literaturę. Datującą się
                jeszcze od XIX wieku. Opisywane przez Rolickiego machinacje naszych polityków i
                zarządców mienia publicznego - to tylko przykłady najprymitywniejszych sposobów
                na korzystanie z tzw "renty władzy". Za takie numery, w wielu krajach staje się
                przed sądem i wylatuje z polityki i biznesu. A w Polsce jesteśmy na etapie
                dyskusji "czy zabraniając kandydowania do sejmu i senatu osobom skazanym
                prawomocnym wyrokiem za przestepstawa z winy umyślnej - nie naruszymy aby ich
                praw obywatelskich". Nawet tu, na forum GW czytałem takie głosy lepperowców...

                Eeeech, życie...
                • Gość: Kataryna Re: To be˛dzie trudno naprawic´, bo zosta?o z´le p IP: *.sympatico.ca 11.07.04, 22:47
                  A moze Polska i Polacy naprawde chca byc rzondzeni przez zlodzieji i kanciarzy?
                  Jak mozna wytlumaczyc fakt, ze Kwasniewski ma 68% poparcia spolecznego? Przeciez to pijak
                  i oszust, a na dodatek czerwony! Kiedy roliczom "Mongola" za przekrent z WBR-em?
                • basia.basia Re: To będzie trudno naprawić, bo zostało źle pop 11.07.04, 23:15
                  Gość portalu: marynat napisał(a):

                  > Mnie zastanawia coś innego.
                  > Czy, jeżeli reprezentanci WSZYSTKICH orientacji politycznych, po zdobyciu
                  > władzy zachowują się podobnie, nie oznacza to przypadkiem, że feler tkwi w
                  > sposobie zorganizowania struktur naszego państwa, w obowiazujących regułach i
                  > procedurach?

                  Fachowo to się nazywa demokracja z defektami:)
                  To niby jest demokracja ale jak się przyjrzeć ...

                  >
                  > Może to jest tak, że formuła ustrojowa III RP nie odzwierciedla struktury
                  > społecznej, rzeczywistych potrzeb i aspiracji polskiego społeczeństwa? Bo jak
                  > wytłumaczyć fakt, że rok, góra dwa lata po każdych wyborach parlamentarnych -
                  > większość wyborców deklaruje brak zaufania do rządu i sejmu? Przecież -
                  patrząc
                  >
                  > w skali historycznej - to sprawia, że nasze państwo przez wiekszość czasu
                  jest
                  > rządzone wbrew woli narodu, który - formalnie - jest "najwyższą władzą"?
                  >

                  To jest przede wszystkim wynik ordynacji wyborczej, która
                  ułatwiła odtworzenie starych sposobów rządzenia=nierządu.
                  Ta ordynacja nie dopuszcza do powstania silnych ugrupowań
                  i zmusza partie do tworzenia czsem egzotycznych, chwilowych
                  sojuszy. A potem, ledwie rok minie, już się wali.
                  Ja się wcale nie dziwię, że ludzie niechętnie chodzą głosować.
                  Tak jak za komuny zmusza się ich do głosowania na listy partyjne.
                  Za komuny wszyscy udawaliśmy, że wybieramy sejm. Teraz już udawać
                  nie musimy ...

                  >
                  > Teoretycznie jesteśmy suwerennym krajem - czy ktoś nam zabrania dostosować
                  > konstytucyjne reguły ustrojowe do polskich realiów społecznych?
                  >
                  > Odnoszę takie wrażenie jakby twórcy zrębów polskiego ładu politycznego,
                  > ignorując polskie realia, zafundowali nam system żywcem zerżnięty z państw
                  > znacznie bogatszych, o wielowiekowej suwerenności, o dwustuletnich tradycjach
                  > demokratycznych, o systemach wychowawczych - które od co najmniej 10 pokoleń
                  > formują pro państwową i pro społeczną moralność obywatelską, o rozbudowanym
                  > systemach samorządowych i tradycyjnych formach zorganizowanego
                  współdziałania..

                  Wrażenie Twoje podzielam. Ci twórcy uznali, że są mądrzejsi i wiedzą
                  lepiej jak ma wygląda III RP. I to co mamy to jest realizacja ich
                  projektu, wbrew nam. Pamiętam, że już po kilku miesiącach rządzenia
                  "naszego" rządu ludzie zaczęli się orientować, że ktoś ich "w konia"
                  robi:(

                  > .
                  >
                  > Pamiętacie jak Miller powiedział, że wątek SLD-oski w aferze Rywina jest
                  > niemożliwy, bo polskie prawo zabrania finansowania partii z nielegalnych
                  > źrodeł? Przecież to brzmiało tak, jakby czytał instrukcję obsługi do zupełnie
                  > innego mechanizmu społecznego. Np. Finlandii, która jest nr 1 na liście
                  > najmniej skorumpowanych państw świata, a nie Polski, która jest gdzieś obok
                  > Chin i Białorusi...

                  To wredny cynik, nic więcej:(

                  >
                  > Zjawiska będące konsekwencją rozdzielenia się w wielkich organizacjach
                  > gospodarczych dwóch funkcji wlasności, czyli prawa do zarządzania
                  (management)
                  > i prawa do czerpania zysku (dywidenda) - mają bogatą literaturę. Datującą się
                  > jeszcze od XIX wieku. Opisywane przez Rolickiego machinacje naszych polityków
                  i
                  >
                  > zarządców mienia publicznego - to tylko przykłady najprymitywniejszych
                  sposobów
                  >
                  > na korzystanie z tzw "renty władzy". Za takie numery, w wielu krajach staje
                  się
                  >
                  > przed sądem i wylatuje z polityki i biznesu. A w Polsce jesteśmy na etapie
                  > dyskusji "czy zabraniając kandydowania do sejmu i senatu osobom skazanym
                  > prawomocnym wyrokiem za przestepstawa z winy umyślnej - nie naruszymy aby ich
                  > praw obywatelskich". Nawet tu, na forum GW czytałem takie głosy lepperowców...
                  >
                  > Eeeech, życie...

                  Szara rzeczywistość, szara demokracja ...


    • Gość: albo,albo Re: nowa nomenklatura IP: 67.150.66.* 12.07.04, 06:55
      "nowa nomenklatura"?Raczej "postarzala"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka