haen2010
07.12.12, 16:17
Mnóstwo tu oburzenia i cynizmu oraz wstrętu mieszczuchów, którzy lubią kiełbasę, ale brzydzą się jej początkiem produkcji.
Lata praktyki utrwaliły system uboju - obuchem siekiery w mózg i spuszczenie krwi przez przecięcie aorty lub przebicie serca. Wynalazek prądu elektrycznego uprościł sprawę, głównie z powodu wygody oprawcy, ale czy to naprawdę przyjemne dla zwierząt? Mam wielkie wątpliwości, bo kiedyś obejrzałem to w przetwórni drobiu, także sfilmowaną egzekucję na krześle elektrycznym. Z autopsji wędkarskiej wiem, że mocno osłabione są i cierpią organizmy dżdżownic wyploszone z gleby prądem. Bardzo łatwo psują się na haczyku.
Za najbardziej higieniczny i bezbolesny uważam ubój przez szybkie oddzielenie głowy od tułowia, czyli tak obrzydliwą i potępianą gilotynę lub topór kata. Ucięcie głowy kurze na pieńku. Wydaje się, że tu nie ma czasu i mozliwości zbędnych cierpień. Poza tym spuszczenie krwi zachowuje świeżość i konserwuje tkankę mięsną organizmu żywego. Poprawia smak. To nie ulega wątpliwości.
Uważam również, że dziura w układzie krwionośnym też nie powoduje zbędnych cierpień, o jakich pieprzą załgane mieszczuchy. To stary, wypróbowany system samobójców, spopularyzowany m.in przez Petroniusza.
System propagowany przez załganych świętoszków uważam za zadający więcej cierpień zwierzęciu niż tzw ubój rytualny. O prąd elektryczny mi chodzi.