Gość: wartburg
IP: *.pool.mediaWays.net
23.07.04, 14:37
Widziałem kiedyś film dokumentalny o generale Jaruzelskim. Nakręcony wiosną
1990. Jest tam taka scena, parę migawek z zaprzysiężenia sędziów. Jaruzelski
przemawia, nowozaprzysiężeni sędziowie anielsko uśmiechnięci wpatrują się w
niego jak w święty obrazek. Potem otaczają go, próbują się do niego dopchnąć,
docisnąć - każdy spocony, czerwony na twarzy i w nadziei, że łaskawy wzrok
generała spocznie także i na nim. W tym ścisku najlepiej radzą sobie panie,
dużo damulek prowincjonalnych, słodkich, szczebioczących, stojących w pąsach
i podrywających go niemal. A on stary komplemenciarz kokietuje je, wymienia
się z nimi jakimis dwuznacznymi uwagami na temat swojego wieku i ich rzekomej
urody. Świeżo zaprzysiężeni sędziowie są wszyscy bardzo młodzi i uroczyście
wniebowzięci. W parę miesięcy po rzekomym upadku komunizmu wiedzą, gdzie gra
muzyka i z wdziękiem, na jakich ich tylko stać, pod tę muzyczkę już tańczą.
Teraz dopiero dociera do mnie, że na tym filmie widziałem chocholi taniec
z "Wesela". Jego najnowszą wersję. Ci wszyscy sędziowie, wraz z ich
starszymi kolegami, którzy swoje ostrogi zdobywali wcześniej, stanowią dziś
trzon polskiego aparatu sprawiedliwości.
Kto wie, czy to nie tam, w tej małej salce w Belwederze, gdzie w pocie czoła
tańczyło nowe pokolenie sędziów, nie rozstrzygały się losy III
Rzeczypospolitej?